website-logo
odrzucenie

Chcę, ale się boję… – czyli dlaczego nie umiem wejść w związek?

Wchodzenie w związek wiąże się z poznawaniem nowych osób oraz pozwalaniem na poznanie nas samych. Na początku pokazujemy się z najkorzystniejszej strony. Mówimy o naszych zaletach i sukcesach. Jeśli o porażkach, to jedynie o tych, które doprowadziły do sukcesu. Jednym słowem stroszymy piórka. Piękne i kolorowe. A to wystarcza na krótko.

Tak jak my bacznie obserwujemy drugą osobę, tak i ona prześwietla nas najdokładniej jak może. Wynika to z prostej przyczyny. Zwyczajnie badamy się wzajemnie, sprawdzamy czy warto poświęcać czas i uwagę drugiej stronie. Czy zyskamy partnera, który odpowiada naszym wartościom, temperamentowi, poglądom. Przekazanie tych wszystkich informacji wymaga sporej otwartości i swobody, a przede wszystkim poczucia własnej wartości i pewności siebie. Posiadania określonej wizji i oczekiwań od drugiej strony.

Nie mówię tu jednak o liście wymagań typu: musi być silny a jednocześnie wrażliwy, musi kochać rodzinę, ale nie może chcieć trójki dzieci, musi uwielbiać psy i sam po nich sprzątać itp. Chodzi o to, aby oczekiwania w stosunku do potencjalnego partnera były przez niego możliwe do spełnienia. Zatem należy przyjąć do wiadomości, że ludzie mają cechy cudowne, ale i te mniej romantyczne też. Już przed pierwszą rozmową przyjmij, że ewentualny partner ma i wady, i zalety. Sama powinnaś ocenić, które jesteś w stanie zaaprobować, a które zmęczą cię po pięciu minutach.

Wiem, że na początku, gdy ludzie są sobą zafascynowani, wydaje im się, że jakaś niedoskonałość jest możliwa do zaakceptowania, ale z czasem, uwierz mi, może doprowadzić cię do szału. Ponadto nasze własne wady u innych przeszkadzają bardziej i dochodzi do zgrzytów i nieporozumień. Poznając nową osobę (nie ma znaczenia, czy to kandydat na partnera, czy zwykła znajomość), zwróć uwagę na to, co ci w niej przeszkadza i jaką reakcję wywołuje w twoim ciele, umyśle i duszy. A potem zastanów się, dlaczego akurat to ci się nie podoba.

Dlaczego nie umiem wejść w związek?

Według moich obserwacji wynika to z podejścia: chcę, ale się boję. Boisz się oceny, bo poczucie wartości jest niskie, bo chcesz spełniać czyjeś oczekiwania lub twoje są tak ogromne, że nikt im nie dorówna. To jest kolejny przykład obawy przed wyjściem ze swojego wyściełanego, wygodnego pudełeczka.

Bywa także tak, że nie szanujemy siebie na tyle, żeby druga osoba nas szanowała i traktowała jak równorzędnego partnera w relacji. Jeśli startujesz z pozycji służalczego pieska, który każdym gestem daje do zrozumienia: „może wykopię ci kość?”, to w żadnym układzie międzyludzkim nie będziesz czuć się dobrze. I dlatego się boisz. Zadzieranie nosa działa podobnie. To jest jednak tylko jedna strona medalu. Pamiętaj, że tak jak ty reagujesz na słowa i zachowania innych, tak oni też odczuwają twój sposób mówienia, zachowania i całą resztę. Ty już masz tę przewagę, że wiesz i umiesz wyciągać wnioski na swoją korzyść. Natomiast druga strona nie.

Lęk jest takim stanem, który zdecydowanie utrudnia wchodzenie w relacje i utrzymanie związku na poziomie partnerskim. Osoba zalękniona zawsze będzie startować z pozycji gorszej, mniej pewnej siebie. Nie będzie wyrażała swojego zdania z obawy, czy nie urazi tym partnera. Zarzuci wszelkie formy swojego doskonalenia się, bo boi się powiedzieć, że tego potrzebuje. Czuje się ciągle zagrożona, zazdrosna o partnera. Uważa, że „złapała Pana Boga za nogi” i już nic lepszego w życiu jej nie spotka.

Już słyszę twój jęk: „Och, to muszę ciągle się pilnować i zastanawiać, co myślę i mówię!”. Nic nie musisz, ewentualnie możesz być świadoma swoich odczuć, myśli i postępowania. Kiedy słyszę: „Chcę, ale się boję”, odczytuję to jako informację, że wcale nie chcesz. Bo co się stanie jak przestaniesz się bać?

Zadanie: Przypomnij sobie jakąś sytuację, w której się bałaś. Czegokolwiek: odezwać, pająków, wysokości, klauna… Co wtedy czułaś? Przypomnij sobie dobrze. A teraz pomyśl jak chciałabyś się czuć w tej sytuacji? Zapisz to.

Obawa to naturalny stan w sytuacji, której nie znasz. A co się stanie, jak spróbujesz ją oswoić? Tak jak Mały Książę oswajał lisa?

fitness po ciąży

O wyższości wyglądu nad rozsądkiem

Jakiś czas temu rozgorzała w mediach dyskusja na temat powrotu Ani Lewandowskiej do formy po ciąży i urodzeniu dziecka. A także, utyskiwanie, że epatuje świetną formą i pięknym ciałem. No skandal! Jak ona śmiała!

Jeśli nie pamiętasz, to nie szkodzi, za chwilę doczytasz o co chodzi.

Otóż, będąc mamą trójki dzieci (z czego dwoje żyje), zastanawiało mnie, z jakiego powodu wylało się na tę dziewczynę tyle jadu, przede wszystkim w związku z jej wyglądem. Jednak olśniło mnie, gdy w końcu po roku od urodzenia syna, zebrałam się i przebiegłam całe 1,5 km bez zadyszki, na początku sądząc, że umrę z wyczerpania po 50 metrach.

Ciało ludzkie ma taką fajną umiejętność jak pamięć mięśni i pamięć komórkowa. Czyli po ludzku: wszystko to, co kiedykolwiek zadziało się z Twoim ciałem, jest zapamiętane. Nawet jeśli Ty tego nie pamiętasz lub nie chcesz pamiętać.

W swoim ciele masz zapisane wszystko, co dobrego je spotkało. Ale również i to, co było złego. Co mam na myśli, pisząc o dobroci? Nawyki, przyzwyczajenia, związane na przykład z aktywnością fizyczną i odpowiednią dietą. A co złego?

To też nawyki kiepskiego odżywiania, chodzenia w niewygodnych butach, zadawanie sobie bólu umyślnie lub bycia krzywdzonym przez kogoś. Brak treningu dla mięśni też.

Wracając do olśnienia.

Każda osoba, która kiedykolwiek ćwiczyła, nawet jeśli miała dłuższą przerwę, jest w stanie wykonać ćwiczenia, bez większego wysiłku. Przed ciążą biegałam i ćwiczyłam, więc moje ciało potrzebowało sobie tylko przypomnieć, co to znaczy ruch. I po tygodniu od ostatniego treningu przebiegłam już 3 km!

Jeśli ciało przed np. ciążą było wytrenowane, mięśnie wyćwiczone, nie ma powodu, by nie wrócić po ciąży do dobrej formy szybciej niż ci, którzy nie ćwiczyli.

No dobra, a co ma pamięć mięśniowa do epatowania płaskim brzuchem dwa tygodnie po urodzeniu dziecka? Ano to, że wyćwiczone mięśnie łatwo wracają do swojego stanu przed zmianą. Ot i cała filozofia.

Zatem, moja droga młoda mamo, jeśli nie trenowałaś swojego ciała przed ciążą, tak jak Ania lub inna trenerka fitness, to nie miej pretensji i nie załamuj się, że zaraz po porodzie, nie wyglądasz jak trenerka fitness.

W tym całym ocenianiu i pretensjach o wpędzanie w kompleksy, ja mam ochotę przyjrzeć się sprawie od innej strony. Ciśnie mi się na usta magiczne pytanie: dlaczego wygląd Lewandowskiej tak bardzo poruszył inne kobiety? Co u nich w duszy i umyśle pękło, że tak bardzo zabolał idealny wygląd trenerki?

Rozumiem doskonale, jak mogą czuć się kobiety zaraz po porodzie. Hormony huśtają nami jak chcą. Ciało wygląda jak pomarszczony balon, z którego spuszczono powietrze. Nie ma kiedy się wyspać. A z każdej strony jesteśmy bombardowane wyidealizowanym obrazem macierzyństwa. Można dostać białej gorączki? Można!

Ale pamiętaj młoda mamo – jesteś absolutnie doskonała taka, jaka jesteś. Jeśli potrzebujesz zmienić swój wygląd, to tylko dlatego, że to TY tego chcesz, a nie dlatego, że tak trzeba, bo co ludzie powiedzą?

Każda z nas przeżywa macierzyństwo na swój, jedyny w swoim rodzaju sposób. Chcesz mieć płaski brzuch? To wyznacz sobie takie zadanie na najbliższy czas. Nie chcesz mieć płaskiego brzucha? To miej taki, jaki Tobie się podoba. Po prostu. Bo możesz:)

A „gadaczom” w swojej głowie i innym „życzliwym” powiedz uprzejmie kilka dosadnych słów – niech odejdą prędko!

idealny związek

Idealny związek

„Kobieta: Wysoki Sądzie, mąż sam upadł na nóż.

Sędzia: I tak siedem razy?!!!”

Sposób bycia człowieka jest kształtowany przez środowisko, w jakim żyje. A konkretnie przez swoich rodziców. To oni pokazują mu wzory lub antywzory postępowania w związku, traktowania siebie i drugiej osoby. I te właśnie postawy człowiek zabiera ze sobą i przynosi do związku. Jak porcelanę w posagu.

Wiążąc się z drugim człowiekiem, zakładamy, że jest to osoba dorosła i świadoma swoich czynów. Jednak praktyka życia pokazuje, że w wielu przypadkach jest zupełnie inaczej. W związku ludzie próbują zaspokoić swoje niezrealizowane pragnienia dziecka. Lub odzwierciedlają postawy swoich rodziców. Zazwyczaj dzieje się tak, bo człowiek ma jedynie konkretny wzór i nie wie, że można inaczej.

Idealny związek to dwoje dorosłych i świadomych ludzi

A dlaczego tak się normalnie nie dzieje? Bo wchodzimy w rolę matki dla męża, ojca dla żony. Przyjmujemy postawę dziecka dla partnera. Zatem w takim układzie relacja partnerska jest nie możliwa, bo nie dzieje się na jednym poziomie. Co mam na myśli, pisząc o poziomie? Wyobraź sobie, że za żonę masz kobietę, która emocjonalnie zachowuje się jak dwunastolatka, albo za męża masz mężczyznę, który chce żebyś była jego matką…

Kto to jest dorosły człowiek?

To taki człowiek, który potrafi zaopiekować się swoim wewnętrznym dzieckiem i kieruje się emocjami dorosłego, a nie charakterystycznymi dla dziecka.

Potrafi „na zimno” ocenić, czy osoba, z którą jest w związku, jest jego partnerem czy pełni inną funkcję, np. matki, oprawcy, dziecka. A jeśli sam nie potrafi tego zrobić, to ma odwagę poprosić o pomoc.

To osoba, która potrafi  zakończyć związek, jeśli widzi zagrożenie dla siebie lub swojego potomstwa.

Dla przypomnienia. Związek między dwojgiem ludzi jest rodzajem kontraktu, w którym umawiacie się, na co jest wasza zgoda, a na co nie.

Zatem twierdzę, że odpowiedzialność za przyzwolenie na określone traktowanie ponoszą obie strony. W związku należy być czujnym. Bo nic nie jest nam dane na zawsze. To co na początku wydawać się mogło zaletą, z czasem może okazać się zmorą nie do zniesienia.

Pamiętaj o ważnej zasadzie. Twój partner zrobi dla Ciebie tyle, o ile go poprosisz.

Będzie Cię traktował tak, jak mu na to pozwolisz.

I z wzajemnością.

pray

Wbijanie pala w ziemię! – terapia duchowa a coaching

Zauważyłam, iż ludzie w ostatnich latach odkryli na nowo i rozkoszują się pracą nad swoim życiem duchowym. Nad swoim rozwojem duchowym. Zdejmują klątwy, przyrzeczenia, obietnice do pięćdziesiątego pokolenia wstecz. Odkrywają swój ukryty potencjał i możliwości.

Sama chętnie zaglądam do historii swojej Duszy. Za każdym razem zaskakuje mnie czymś nowym albo przyprawia o zawrót głowy. Podczas takiej pracy dowiedziałam się, że w poprzednim życiu już napisałam książkę. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej! Można by zrobić kopiuj – wklej ;) 

Fantastyczna sprawa! 

Zauważyłam również, że sporo osób terapie duchowe traktuje jak lekarstwo na wszystko. Traktują je jak cudowną moc, która „załatwi” za nich wszystko. Na przykład: ktoś, kto ma trudność ze znalezieniem partnera, oczekuje, że terapeuta duchowy tak zaczaruje teraźniejszość i przeszłość, że ten partner zjawi się, ot tak, po prostu.

Owszem, zjawi się. Wtedy, gdy będziesz na to gotowa. Gdy przygotujesz grunt swoim działaniem w kierunku znalezienia miłości. Wtedy, gdy zastosujesz zalecenia terapeuty. Najczęściej są to afirmacje i modlitwy. Najważniejszym przesłaniem rozwoju na poziomie duchowym, jest bowiem posprzątanie, odblokowanie, uporządkowanie i wyczyszczenie drogi, którą podążasz do celu.

Co nie oznacza, że masz teraz leżeć i pachnieć, a miłość lub szczęście samo Cię znajdzie! Jak szczęście zobaczy, że masz w szanownym poważaniu swoje możliwości, to ono będzie miało w szanownym poważaniu Ciebie…Chodzi o to, że terapie pracujące z Twoją duszą, służą uwolnieniu jej od blokad z przeszłości, od klątw; po to, abyś Ty, w obecnym wcieleniu, mogła realizować swój plan.

A co to jest realizacja planu?

Jeśli masz za sobą sesje z terapii duchowej, to z pewnością już doświadczyłaś stanu, gdy Twoja dusza wolna od kamieni z przeszłości aż rwie się do działania. I jak zwykle to od Ciebie zależy, czy zostaniesz sobie w takim „klimacie” i poczekasz, aż przejdzie ochota na działanie. Czy wykorzystasz wolną drogę i zrobisz cokolwiek?

Dlaczego to takie ważne? Samo latanie pod sufitem i rozkoszowanie się „lekkością bytu”, nijak ma się do sukcesów w miłości, biznesie, w ogóle w życiu. Działanie to ugruntowanie lub, jak to określił jeden z moich klientów, „wbijanie pala w ziemię”. Aby czerpać energię również z dołu, z ziemi. Energia nie może iść tylko w jedną stronę, czyli w górę. Musi być zachowany przepływ między górą i dołem. To tak jakbyś używała tylko głowy, a nogi były zbędnymi częściami ciała.

Uwaga!

Skupianie się wyłącznie na duchowej stronie życia, lubi stać się uzależnieniem. Kiedy powinna włączyć się czerwona lampka? Jeśli:

  • wzdrygasz się na myśl o wprowadzaniu w życie uzyskanej na terapii wiedzy;
  • wynajdujesz kolejne i kolejne szkolenie, wykład z zakresu wiedzy duchowej, a sama nic nie robisz;
  • mówisz sobie, że jeszcze tylko jedno ustawienie, tylko jedna sesja oczyszczająca i już, już będzie ta ukochana osoba.

To jest sygnał, że nie masz połączenia ze swoimi korzeniami. Dosłownie. Osobiście bardzo lubię tę formę pracy z duszą. I lubię też polatać pod sufitem, bo to takie przyjemne… Jednak dla równowagi, dla harmonii, potrzebne jest również działanie. I to właśnie robi ludziom coaching. 

Zapewne zastanawiasz się, jak połączyć się z energią ziemi?

Zdradzę Ci swoje sposoby na ugruntowanie:

  • jedzenie czekolady (najbardziej lubię);
  • wyznaczanie konkretnych celów i działań jako uzupełnienie wiedzy z terapii duchowej;
  • medytacje pozwalające stać twardo na ziemi.

Jeśli jednak, masz jeszcze wątpliwości co do słuszności wbijania pala w ziemię, to zastanów się nad poniższym pytaniem:


Widziałaś kiedyś drzewo z pięknymi, zielonym konarami zawieszone w powietrzu?

randka w ciemno

Miłość wirtualna? Grzech nie spróbować!

Czasem jest tak, że masz dosyć szukania partnera w tradycyjny sposób. Masz dosyć marnowania czasu na strojenie się na darmo. I wcale Ci się nie dziwię. Jeśli jeden ze sposobów szukania partnera przestał się sprawdzać, to należy znaleźć inny. Czas na portale randkowe!

Łatwo powiedzieć! – założę się, że tak pomyślałaś…

W obecnych czasach, kiedy dostęp do sieci internetowej jest tak powszechny i oczywisty, warto go wykorzystać. Ludzie o tym nie mówią, bo zwyczajnie się wstydzą, ale szukanie ciekawych osób na portalach randkowych jest bardzo popularne. Przyznam się, że sama próbowałam szczęścia w ten sposób. Pierwszy raz, gdy rzucił mnie facet. A drugi raz już zawodowo, żeby sprawdzić, jaką oni tam mają ofertę.

Wiesz, co jest cenne w takim rozwiązaniu? Czas. To też dobra opcja dla osób nieśmiałych, które na początku wolą być mniej widoczne. No i z praktycznego podejścia, o którym już wspomniałam – na czas rozmów na czacie nie musisz się stroić i malować.

A zatem o co chodzi w tych portalach randkowych?

Po pierwsze jest tam ciekawa funkcja, która załatwia temat pisania o sobie. Zazwyczaj jest do wypełnienia test, który składa się z pytań określających twoje cechy osobowości, upodobania, zainteresowania. Już na wstępie otrzymujesz informacje, które ułatwią ci opisanie własnej osoby.

Po drugie trzeba się zastanowić, kogo tak naprawdę szukasz. Czy to ma być ktoś na stałe, na zawsze i do grobowej deski? Czy to ma być towarzysz kilku spotkań…. Bardziej zależy ci na seksie czy na romantycznych randkach? To jest bardzo ważne, bo anons przyciągnie takich ludzi, o jakich napiszesz.

Po trzecie pomyśl, co możesz i chcesz zaoferować. Tutaj dobrym rozwiązaniem jest sprecyzowanie swoich oczekiwań i tego, co ty masz komuś do dania.

Po czwarte odpowiadaj tylko na zapytania, które pasują do twojego opisu. Pozwoli to już na wstępie wybrać najtrafniejsze oferty oraz uniknąć rozczarowania podczas spotkania na żywo.

Po piąte nie zrażaj się po pierwszej nieudanej rozmowie, dziwnym spotkaniu, randce-pomyłce. Umawianie się na randki jest jak jazda próbna samochodem. Zanim wybierzesz właściwy model, rocznik i kolor, próbujesz i próbujesz, i próbujesz. Może być tak, że sprawdzisz tysiąc modeli i nic, a przy tysiąc pierwszym zaiskrzy!

Jedna z moich przyjaciółek, osoba bardzo wytrwała w poszukiwaniu idealnego partnera, po kilku kiepskich randkach stwierdziła, że jeszcze „będzie musiała się tych żab na całować”.

Co powoduje, że masz ochotę umówić się z tą konkretną osobą przez portal randkowy?

Musi być chemia, musi zaiskrzyć. Coś musi być, żeby warto było zakręcić się koło takiej osoby. Teorii na temat dobierania się ludzi w pary jest tyle co par. Ja proponuję rozejrzeć się wokół potencjalnych kandydatek i kandydatów i zastanowić się, co w nich jest dla ciebie atrakcyjne. Może to być jedna cecha. Zastanów się też, co cię denerwuje. A na koniec wyobraź sobie siebie z tą osobą na starość. I czy to, co atrakcyjne i wkurzające nadal takie pozostało.

I tutaj nie ma znaczenia czy rozmawiasz na żywo, czy na portalu. To się po prostu wie, czy dana osoba nas pociąga oraz czy my jesteśmy atrakcyjne dla rozmówcy.

Druga strona korzystania z portali

Trafiają się osoby, które kłamią w opisach profili, a potem również w trakcie rozmowy bezpośredniej. Jednakże, jak mówi przysłowie, kłamstwo ma krótkie nogi, zatem szybko zorientujesz się, w czym rzecz.

Klienci i klientki opowiadali mi o takich przypadkach:

  • „kandydat napisał, że jest wysoki, a w rzeczywistości okazał się sporo niższy ode mnie”,
  • „kandydat napisał, że jest dorosły, a w zasadzie tylko pesel świadczył o jego dorosłości”,
  • „kandydatka umówiła się na spotkanie i nie przyszła”,
  • „kandydat pisał romantyczne listy, a chodziło mu o naciągnięcie na pieniądze”.

Zrozumiałe są również obawy, że przez internet nie można nikogo ciekawego poznać lub że tylko dziwni ludzie mają swoje profile. Są osoby uważające portale randkowe za targowisko próżności i stratę czasu oraz swoich danych osobowych.

Portale randkowe mogą być również źródłem frustracji. Dzieje się tak dlatego, że zdarzają się osoby oczekujące, że portal znajdzie miłość ich życia za nich.  Należy pamiętać, że portal randkowy jest opcją, ale nie jedyną możliwością. 

Spotkałam się również z opinią, że poszukiwania na portalu osoby, z którą człowiek chce spędzić resztę życia albo przynajmniej większą jego część, wiążą się ze sporym wysiłkiem i zaangażowaniem. To taaaka ciężka praca, bo trzeba coś o sobie napisać i pilnować się, żeby za bardzo nie nakłamać. I jeszcze zdjęcie ładne wstawić. Najlepiej swoje.

Randki umawiane przez portal bywają zaskoczeniem. I to nie jest tajemnica. Randki w ciemno kojarzą mi się z robieniem zakupów w sieci. O zamawianej rzeczy wiesz tyle, że ma jakiś kolor, kształt i jest np. fotelem. Ale jaki jest w dotyku, czy jest wygodny i czy odcień będzie pasował do wnętrza?

Podobnie jest z randką umawianą przez portal. Wiesz, że to człowiek, kobieta lub mężczyzna. Widziałaś zdjęcie, a na spotkaniu jako znak szczególny będzie mieć różę w zębach. Jednak umówienie się niesie ze sobą dreszczyk emocji, bo nie wiadomo jak będzie. Jestem zdania, że warto próbować, bo między ludźmi iskrzy w najmniej spodziewanych miejscach i sytuacjach.

Sposób na poznawanie osób najlepiej dostosować do siebie. Jeśli wolisz spotykać się na żywo, to tak rób. Jeśli lubisz łączyć świat wirtualny z rzeczywistym, to jeszcze lepiej. Warto pamiętać o jednym: bądź autentyczna, bądź czujna i próbuj aż do skutku. W końcu masz „mecz do wygrania”;)

plan na związek

Plan związku? Czyli co?

Aby związek miał „ręce i nogi”, powinien mieć również zasady i mieć plan.  Wiem, to często bolesne. I może być jeszcze bardziej, gdy nie ustalisz tego z partnerem.

Jak zaplanować związek?

Planowanie zacznij od nauczenia się, czym jest związek dwojga ludzi. Przede wszystkim, to układ między DOROSŁYMI ludźmi. Niby oczywiste, ale życie pokazuje zupełnie inne scenariusze. 

Związek przechodzi przez trzy fazy:

  • zauroczenia, 
  • tworzenie związku i rozczarowania, 
  • wzajemnego zrozumienia i otwarcia na zmiany.

Najistotniejszym jest, abyś pamiętała, że każda z tych faz przemija poprzez zmianę.

Faza pierwsza, czyli te sławne „motyle w brzuchu”, trwają zdecydowanie za krótko. Tak się tylko wydaje, bo trwają tyle, ile trzeba. Gdyby było inaczej, człowiek wykończyłby się życiem w ciągłej ekstazie. Natura wie, co robi. Nie chce Cię zamordować ze szczęścia, bo może warto dotrwać do kolejnego etapu.

Czas na tworzenie związku wiąże się z poczuciem rozczarowania. A czemuż takie uczucie się pojawia? A poniewuż odkrywamy swoje wady, niedoskonałości i okazuje się, że motyle dawno zdechły, bo na podłodze leżą skarpetki albo panna za długo się maluje. To jest ten czas, kiedy bywa, że ludzie nie dają rady i rozstają się.

Jeśli przetrwałaś z partnerem drugą, moim zdaniem kluczową fazę, to jesteście gotowi na ciąg dalszy. Czyli rozmawianie „ludzkim głosem” – umiecie dogadywać się, szukać rozwiązań i kompromisów.

W związku nie ma tak, że jak coś zostało powiedziane raz, to tak ma być „na wieki wieków, amen”.  Właściwie nigdzie tak nie ma!

My ludzie zmieniamy się, bo się rozwijamy, uczymy się siebie, uczymy się być w związku. Zatem normalnym jest to, że gdy zmieniacie się z partnerem (niektórzy nazywają to dorastaniem do związku), to wasza relacja też będzie się zmieniała. Należy być przy tym czujnym, żeby nie przegapić zmiany lub nadążyć za partnerem.

I otóż właśnie, świadomość tego jak związek się zmienia i że w ogóle się zmienia, pomaga zaplanować wspólne życie!

No wiem, że romantyzmu nie ma tu za grosz. Jednakże mam dla Ciebie świetną wiadomość! Romantyzm i porywy serca tworzysz sobie sama! A tym łatwiej możesz to zrobić, gdy wiesz, co Cię czeka. Na początku wiadomo, że romantyzm planuje się sam i wszystko jest takie „och i ach”. Natomiast dobrze jest przenieść trochę tego entuzjazmu na kolejny etap. A przede wszystkim pamiętać, że musi być ten czas, gdy poznajecie się od podszewki. Bo pomyśl, czy chcesz żyć z osobą, która gra kogoś przed Tobą zamiast być sobą?

Z udanym związkiem jest jak z domem. Gdy wracasz do domu, to zrzucasz wszystko, co niewygodne i dopiero wtedy czujesz się komfortowo. 

Gdy możesz swobodnie zdjąć buty, włożyć dres i poczuć się wygodnie w obecności swojego towarzysza życia, to jest właśnie swoboda i dobra relacja.

Krótka ściągawka jak zaplanować związek i żeby było romantycznie?

  • naucz się faz związku,
  • sama zadbaj o romantyzm i porywy serca – stosuj je na każdym etapie,
  • nastaw się na to, że związek to ciągłe docieranie się, uczenie kompromisów, dbanie o zaufanie,
  • przygotuj się na ciągłe zmiany.

Do dzieła!

shutterstock_407013514

Kto trzyma Twojego pilota, czyli co emocje mogą z nami zrobić?

Z pewnością znasz stan bycia w złości, w szale, chęć zamordowania gołymi rękami…

Kto nie zna?

I wiesz, znowu napiszę, że to dobry objaw.

To znaczy, że reagujesz na bodźce z otoczenia. To znaczy, że żyjesz. Dla ścisłości – dziś będzie o tych emocjach, po których masz wyrzuty sumienia, że je masz.

Jako przykład podam relację Rodzic-Dziecko. To najlepiej obrazuje, co się z Tobą dzieje, gdy starasz się odnaleźć w świecie, który jest zagadką.

We wspomnianej wcześniej relacji zdarza ci sie reagować nieadekwatnie do sytuacji. A dlaczego tak się dzieje? A dlatego, że dzieci mają funkcję wybiórczego słuchania tego, co do nich mówisz. Robienia tego, co chcą, bez względu czy jest to bezpieczne czy nie. Robienia dokładnie odwrotnie, wszystkiego tego, co chcesz, żeby zrobiły. 

No i jak tu żyć?

I tak, często doprowadzona do ostateczności reagujesz krzykiem, zakazami, złością i bywa, że wchodzisz w pyskówkę z takim dziecięciem.

I powiem Ci, że to jest normalne. Ludzie tak robią i żyją. Tylko niestety mają potem poczucie winy, że za dużo powiedzieli, że dziecko będzie miało traumę itp.

A teraz przypomnij sobie, ile razy „głupio” reagowałaś podczas kłótni lub tzw. wymiany poglądów z partnerem, swoim rodzicem, rodzeństwem, baranem, który zajechał Ci drogę…? A potem fatalnie się czułaś, bo dałaś się sprowokować, bo mogłaś tak nie wrzeszczeć, bo mogłaś czegoś tam nie mówić…

Wygląda to tak, jakby inni mieli pilota z przyciskami do Twoich reakcji i emocji.

Szał i złość pojawia się, gdy ktoś lub coś zaburza Twój porządek świata. Pojawiają się, gdy ktoś porusza w Tobie jakąś niezaleczoną ranę w duszy. I to jest normalne. Każdy ma takie miejsca, w które sam nie zagląda, a gdy ktoś inny je odkryje, to biada mu. No dobrze, to wiesz już, co cię złości. I aby się tego pozbyć, to potrzeba trochę pracy z terapeutą.

Natomiast co możesz zrobić już dzisiaj? Możesz nauczyć się jak reagować na nieposłuszeństwo dziecka, na głupie komentarze bliskich lub złośliwości obcych.

Mała dygresja. Bogdan Wenta, trener polskich piłkarzy ręcznych, stworzył nową jednostkę czasu: „jedna Wenta”. Jest to piętnaście sekund, dzięki którym polska drużyna wygrała, bo trener wmówił im, że to jest bardzo dużo czasu. Zastanawiasz się po co Ci o tym opowiadam? Gdy jest sytuacja, o której wiesz, że wywoła emocję, której nie chcesz, po której masz kaca moralnego, to wiedz, że możesz zdecydować jak zareagujesz.

Pomyślisz sobie, że to się dzieje automatycznie, że nie masz na to wpływu. 

I masz rację, jeśli nie wiesz, że można inaczej.

Jednak, jeśli wiesz, że gdy dziecko nie chce zasnąć, a ciebie roznosi z tego powodu, to możesz zdecydować jak zareagujesz. Czy krzykniesz, czy zagrozisz, czy weźmiesz głęboki oddech i na spokojne zrobisz kolejne podejście.

Jeśli wiesz, że sąsiadka będzie Ci dogadywać, że znowu masz nowe paznokcie albo źle wychowujesz dzieci, to też możesz zdecydować, jak na to zareagujesz.

Jeśli jakiś baran zajedzie ci drogę, to też możesz zdecydować, czy wyskoczysz z auta, żeby na niego nawrzeszczeć, czy na spokojnie powiesz mu w elegancki sposób, że jest baranem drogowym:)

Czas między zdarzeniem a pojawieniem się emocji jest bardzo krótki. Nawet krótszy niż wspominane piętnaście sekund. Jednak wystarczająco długi, żeby samej zdecydować jaka emocja się pojawi, jak zareagujesz…

Fajne! Prawda?

ladislav-bona-uaELjX3j6lg-unsplash (1)

Kochać siebie? To niemożliwe!

„Ach, co za brednie opowiadasz, kobieto! Jakie kochanie siebie? Jak życie daje ci po tyłku, to o miłości nie myślisz. Tylko jak przeżyć!”

A to racja. Jak jest trudno, to kombinujesz tylko jak przetrwać i nie dać się sytuacji wykończyć…

Pierwszym podstawowym zadaniem żywego organizmu jest przeżyć. Potem dopiero zapewnić sobie byt. Jak być bezpieczną. O tzw. „majonezach” nikt wtedy nie myśli. I to jest normalne.

Tylko, że taki stan, aby przeżyć, nie może trwać wiecznie. W końcu nie żyjemy w czasach, gdy za każdym krzakiem czai się dzikie zwierzę. Od czasu do czasu można wziąć głęboki oddech i zwyczajnie po ludzku się odstresować.

Stan napięcia, bycia gotowym do skoku, do ataku, jest dla człowieka wyczerpujący. Jeśli trwa w miarę krótko, to organizm łatwo sobie z takim wyczerpaniem poradzi. Jeśli jednak jest to Twój standardowy stan, to gratuluję rychłego zawału…

Dlaczego tak  podkreślam to wyczerpanie?

Otóż utrzymywanie swojego ciała, umysłu i ducha w ciągłym napięciu jest brakiem szacunku dla samej siebie. Znęcałabyś się tak nad dzieckiem albo psem? Nad kotem nie, bo one mają wszystko w szanownym poważaniu… 

Trwanie w takim stanie, to tzw. zablokowanie się na to, co otacza Cię wokoło. Na piękno, na rozwiązania problemu, który tak Cię spina.

No i wtedy, gdy słyszysz taką panią od miłości, która „każe Ci się pokochać”, to pukasz się w głowę. I myślisz sobie albo nawet na głos powiesz: „Co ty wiesz o życiu, jeśli nie przeżyłaś tego, co ja…”

I wiesz co? To bardzo dobrze, że tak sobie pomyślałaś. Bo już pierwsze ziarno zostało zasiane. Za jakiś czas wróci do Ciebie ta myśl, że miłość do siebie jest najważniejsza. I wtedy zaczniesz zastanawiać się, że może faktycznie jesteś dla siebie za surowa? Może warto pobyć egoistką. Może warto pogonić innych do roboty, a samej poleżeć na leżaczku z kawą…?

Ach, gdy widzę to przerażenie w oczach.. Jak to? Mam być egoistką? Tylko o sobie myśleć? Ach, ach… A kto będzie zbawiał świat jak nie ja?

Jestem przekonana, że przynajmniej raz tak o sobie pomyślałaś.

Miłość i szacunek do siebie, to nie zadzieranie nosa. 

No, a teraz popatrz, o ile łatwiej i wygodniej jest przeżyć, gdy człowiek jest przygotowany. Czyli zna swoje możliwości, docenia i wierzy w siebie. Gdy ma wokół siebie życzliwe osoby. Gdy wie, co robić. A gdy, nie wie, co robić, to przynajmniej nie panikuje…

Miłość do siebie masz w sobie od zawsze. Czasem tylko o niej zapominasz. 

No bo jak może być inaczej, gdy całe życie ktoś mówi Ci, że nic nie jesteś warta, że powinnaś dbać tylko o innych. Masz czuć się winna, gdy robisz to, co kochasz, a nie to, co wypada. Gdy masz „pasować” do kogoś lub czegoś…?

I wtedy oczywistym jest, że uważasz kochanie siebie za niemożliwe. Bo tak naprawdę to nie wiesz, na czym ono polega.

Z brakiem wiary w miłość, wiąże się to, iż oczekujesz tej miłości od kogoś. Czyli, że przyjedzie ten rycerz na koniu i Cię uratuje… 

A on wcale nie przyjedzie, dopóki sama nie nauczysz się, czym jest Miłość.

Na zachętę i aby Ci pokazać, że można, zrób małe ćwiczenie. Nazwałam je Nauka Głaskania.

Przez 7 dni, codziennie rano, stojąc przed lustrem, np. w łazience, (ważne jest patrzenie na swoją twarz, a najlepiej w oczy), odpowiadaj głośno na pytania: 

1. Jestem z siebie dumna, bo… 

2. Lubię u siebie…

3. Moja cecha charakteru, z której jestem dumna, to…

4. Dzisiaj dziękuję sobie za… 

5. Mam silną wiarę w Siebie i dziś zrobię…

6. Za dzisiejszy dzień daję sobie w nagrodę… 

7. Jestem kobietą, która…

Pamiętaj o zasadzie Konfucjusza: „Powiedz mi, a zapomnę! Pokaż mi, a zapamiętam! Pozwól mi zrobić, a zrozumiem!”



pracująca mama

O miłości w biznesie – nie pozwól się ograniczać i realizuj swoje marzenia!

O miłości wciąż się mówi. Jest dużo filmów, programów, publikacji, a tak naprawdę, aby być szczęśliwym w miłości, niewiele się robi. Wychodzimy z założenia, że znajdziemy sobie partnera, a potem jakoś to będzie. I właśnie jest „marnie”, bo okazuje się, że partner jednak nie jest taki jak byśmy chciały i denerwuje nas niemiłosiernie.

Na początku pracy jako coach, pomagałam kobietom znajdować pomysły na biznes i pomagałam z nim wystartować. Niestety niektóre pomysły, które świetnie się zapowiadały, nigdy nie zostały zrealizowane. Jak myślicie, dlaczego? Dlaczego biznes się kobietom nie udaje?

  • Z powodu źle określonej grupy docelowej
  • Braku wiedzy i umiejętności
  • Niewłaściwej promocji
  • Braku wsparcia i zrozumienia u partnera

Chciałabyś, żeby partner bardziej Cię rozumiał? Rozumiał to, co robisz biznesowo i dlaczego jest to dla Ciebie ważne? Chcesz, aby angażował się w prace domowe, gdy jesteś zajęta biznesem? To czytaj dalej;)

Dlaczego w prowadzeniu bizensu potrzebne jest wsparcie partnera? 

A właśnie po to, abyś uwierzyła w swój pomysł. 

Abyś miała więcej czasu na biznes. 

Aby poczuła się doceniona.

Zatem, na czym polega sabotaż ze strony partnera?

Na początku jest zawsze „łał” :)

Gdy powiesz partnerowi, że chcesz zarabiać pieniądze i rozwijać własną firmę, na początku zazwyczaj jest „jasne, super!”. Jesteś zagrzewana do działania. Nawet sam podsuwa pomysły na stronę internetową, na promocję, na ciekawe rozwiązania stworzonego przez Ciebie pomysłu. Będzie snuć dalekosiężne plany o potędze Twojej firmy…

Dzięki jednej z moich Klientek termin ten ma nawet swoją nazwę: Geniusz Planowania.

Potem też jest „łał”… tylko mniejsze

Jak doskonale wiesz, rozwijanie własnego biznesu wymaga czasu, uwagi i bywa, że pracy do późna. Sprawdzania i testowania różnych rozwiązań marketingowych, technologicznych, szukanie swojego idealnego klienta. To wszystko zajmuje czas. Nie zawsze, od razu widać efekty w postaci odpowiednich pieniędzy i konkretnie określonych godzin pracy. Mówienie, że biznes działa na zasadzie Pareto – czyli 80% wkładu, 20% zysku, nie przekonuje.

Do tego, należy jeszcze dołączyć sprawę organizacji wspólnego życia. 

Jeśli pracowałaś na etacie, to zasady były jasne. Praca „od do”, kasa na koniec miesiąca, po pracy czas dla rodziny, partnera i na przyjemności. Jeśli Twoja praca polegała na zajmowaniu się domem, to też wszystko było jasne. Ogarnąć dzieci, zakupy, porządki, rachunki, a pozostały czas, tak jak wyżej.

Natomiast jeśli zamieniasz etat na swoją działalność lub dodajesz ją do etatu/zajmowania się domem, to pozostały czas zaczyna się kurczyć. Czyli już brakuje go dla partnera, na przyjemności lub sen. Tak po prostu jest na początku.

Wiesz doskonale, że żeby nie zwariować, potrzebne jest ustalenie na nowo priorytetów. Czyli – jeśli startujesz z biznesem i wykonujesz go w domu, to nie zaczynasz od wstawiania prania. Należy się zastanowić nad tym, które sprawy powinny być koniecznie wykonane, a które mogą poczekać tydzień i będzie ok. Ale tu pojawia się nasz sabotażysta.

Dlaczego partner nie potrafi zaakceptować Twojej firmy?

  • Czuje się zagrożony, bo pewnie będziesz więcej zarabiać
  • Jest zazdrosny o Twój sukces, bo sam się na to nie odważył
  • Jest zazdrosny o Twoje kontakty z innymi ludźmi
  • Wyznaje patriarchalny model rodziny

Jeśli do tej pory w większym procencie dbałaś o sprawy domowe, a on zajmował się tylko pracą lub tym garażem, to ma obawę, że za dużo obowiązków spadnie na niego. A on nie ma, na to ochoty.

Znasz podobne historie?
Gdy raz zdarzy Ci się usłyszeć podobny komentarz, to nie przejmujesz się. Jeśli jednak, na każdym kroku masz informację, że twoja firma, będzie za chwilę przyczyną rozpadu małżeństwa i rodziny, to zaczynasz się wycofywać.

I wtedy włącza się myślenie:

  • faktycznie zaniedbuję rodzinę
  • wysprzątam ten garaż, a własną firmę będę rozkręcać w nocy
  • w zasadzie to godzina dziennie na pracę mi wystarczy
  • właściwie to mamy pieniądze, więc może nie ma co przesadzać z rozwijaniem firmy
  • ten produkt/usługa, wcale nie jest taki dobry

Nie od razu, ale z czasem odpuszczasz swoją pracę, na rzecz zadowolenia partnera. I tak umierają pomysły na biznes, które nawet nie zdążyły się rozwinąć.

Dlaczego poddajemy się niszczącym sugestiom partnera?

Miłość kojarzona jest zazwyczaj w kontekście uczucia do drugiej osoby. Natomiast wiele osób zapomina, że najważniejsza jest miłość do siebie. A zatem za mało wierzymy w swój produkt i za mało wierzymy w siebie. Chcemy, aby nas akceptowano, podczas gdy najbliższa osoba rzuca nam kłody pod nogi. Zapominamy, że partner nie jest dobrym doradcą biznesowym, nie zawsze jest bezstronny, jego opinia nie zawsze jest trafna. Decyzje biznesowe należy podjąć samodzielnie lub po konsultacji ze specjalistą z danej dziedziny. Obawiamy się negatywnych reakcji innych osób, chociaż twierdzimy, że nas to nie rusza. A figę prawda! Bo rusza!

To co zrobić, żeby wytrwać?

Moja ulubiona zasada: Umiesz liczyć? Licz na siebie! 

W biznesie, bez względu na wielkość, możesz liczyć wyłącznie na siebie. To Twoje decyzje, to Twoje działanie i tylko Twoja odpowiedzialność za sukces i porażkę. To Ty mierzysz się z trudnymi emocjami. To Ty nie śpisz po nocach, przed ważnym spotkaniem lub po nieudanym zleceniu.

A partner powie Ci: czym się przejmujesz? 

A Ty chciałabyś, żeby powiedział: wierzę w Ciebie. Poradzisz sobie.
Wystarczyłoby, żeby odbić się od trampoliny.

Wszystkie nauki psychologii mówią, że moc wewnętrzną i motywację, masz w sobie. To prawda! Tego uczę! Prawdą jest również, że tak bardzo potrzebujesz być doceniona przez partnera lub bliskich. I to na każdym etapie budowania swojego Imperium!
Panie bardzo często zakładają firmę, bo twierdzą, że chcą się usamodzielnić. Chcą być niezależne finansowo. Mieć na tzw. waciki. A tak naprawdę, to chcą udowodnić partnerowi i wszystkim wokół, że są przedsiębiorcze, nie potrzebują „łaski finansowej”. 

Oprócz tego, że partner mówi to, czego nie powinien i nie wspiera, to sama zazwyczaj się sabotujesz.

Znasz to gadanie w głowie, że nie dasz rady? Że w życiu złotówki nie zarobisz? Twój produkt jest do niczego? I jeżeli jeszcze na dokładkę usłyszysz coś podobnego od swojego partnera, to masz dalej ochotę na robienie firmy? Pewnie, że nie!

Na gadanie w głowie jest sposób. I gdy się go nauczysz, poradzisz sobie z gadaniem partnera. A co najważniejsze z reagowaniem na jego komentarze.

Ten pierwszy, który do Ciebie gada, to jest głos wewnętrzny (nie, to nie choroba). Nazywany bywa również ego, jego zadaniem jest krytykowanie Cię. Umniejszanie Twojego poczucia wartości. Utrudnianie Ci życia poprzez demotywowanie i próby zniszczenia dobrego imienia. To „stworzenie” umysłu ma niesamowitą moc hamowania możliwości oraz cieszenia się życiem. Moim zdaniem zwykła bezczelność.

Takim draniem może być również osoba z Twojego otoczenia. Tak zwany „życzliwy”. Pretendujący do bycia przyjacielem. A jednocześnie, gdy tylko chcesz zrobić coś, co wybiega poza jego wyobrażenie, dostajesz życzliwe i pełne „miłości” uwagi. Żebyś, o zgrozo, nie odniosła sukcesu!

O eleganckich sposobach na takiego dziada, dowiesz się wszędzie. Natomiast ja proponuję Ci metodę według mnie najskuteczniejszą.

Obojętnie, który głos Ci gada. Czy ten w głowie, czy obok głowy. Jeśli czujesz, że przez takie gadanie, zaczynasz mieć poczucie winy, wyrzucasz sobie swoje wady, myślisz, że jesteś do niczego, to powiedz mu: S……..! (Przypis Redakcji: Bardzo niecenzuralne słowo, absolutnie nie rekomendujemy, żeby go na co dzień używać, ale w tej wyjątkowej sytuacji przymykamy na to oko;)

I rób swoje.

A żeby się porozumieć z partnerem, przed rozpoczęciem pracy nad własną firmą, proponuję zawarcie umowy. Zawrzyj w niej wszystkie istotne sprawy, które ułatwią Ci życie zawodowe i prywatne. Gdy pojawią się wątpliwości, co i kto ma zrobić, zawsze można odnieść się do spisanej umowy.

główne

„Elegancka kłótnia” jest możliwa?

„Po jednym spotkaniu, łatwo się zaprzyjaźnić, ale razem mieszkając, łatwo się pokłócić” – chińskie przysłowie

Kłótnia w związku jest konieczna jak burza z piorunami albo przegląd samochodu. Powiesz, że wcale nie chcesz się kłócić, bo to bez sensu. No, nie koniecznie.

Ale od początku. W sporym uproszczeniu, ludzkie zachowania na temat kłótni, możemy podzielić na dwie kategorie. Jedna to kłótnia dla samej kłótni, bo człowiek ma akurat taki temperament i tak wyraża siebie. Druga, to kłótnia, gdy przelała się już czara goryczy. I z hukiem, wyciągane zostają wszystkie brudy, do piątego pokolenia wstecz. Jednakże, jakikolwiek to będzie rodzaj kłótni, i tak spełnia ona swoją rolę. Czyli włącza się w człowieku funkcja prawdomówstwa. Mówisz głośno i dosadnie, często wykrzykujesz „swoją prawdę” i wszystko co myślisz, bez ubierania w okrągłe wyrazy. Tylko tak prosto z mostu.

Podejrzanymi dla mnie osobami są te, które twierdzą, że się nie kłócą. Akurat. Miałam klientkę, która prawie zeszła na zawał, bo nigdy nie powiedziała mężowi, co tak naprawdę myśli o nim, o związku o wszystkich sprawach, które ich łączyły i dzieliły. Bo przecież oni mają zasadę, że się nie kłócą, żeby nie żałować tego co się powiedziało. To potem żałowała, że znalazła się w szpitalu.

Uwierz, szczera rozmowa po latach udawania, że jest super, jest trudna jak cholera. Ta Klientka stwierdziła, że nie pamięta, żeby tyle płakała, jak wtedy gdy zaczęła w końcu mówić.

No dobra, to po co namawiam Cię do kłótni?

Ach i wyszło, że namawiam.

Po pierwsze, oczyszcza atmosferę, bo skoro doszło do żywiołowej wymiany zdań, wyrazów i epitetów, to atmosfera była już gęsta, jak „mgła co konie dusi”.

Po drugie, kiedy nasz mózg został już sprowokowany do reakcji, czyli jesteś zła, to sygnał, że w związku dzieje się coś niepokojącego.

Co to może być? Brak zainteresowania jednej ze stron, nie wywiązywanie się z obowiązków, obietnic, nadużywanie zaufania.

Generalnie kłótnia jest reakcją obronną, na coś, co nasz gadzi mózg uważa za zagrożenie. Jest bodziec, np. przyłapujemy partnera na zdradzie i jest reakcja, robimy awanturę.

Kłótnie pojawiają się również w wyniku braku porozumienia. Czyli po ludzku. Jeśli nie rozmawiacie ze sobą na bieżąco o sprawach ważnych i ważniejszych, nie wyjaśnione tematy kumulują się i nie rozładowane, czyli nieprzegadane, wybuchają.

Tak się często dzieje, gdy para mieszka z rodzicami/teściami. Gdy wy się kłócicie, to rodzice wtrącają swoje trzy grosze. Oczywiście w dobrej wierze. To powoduje, że z czasem, krępujecie się mówić sobie to co trzeba, po to, aby rodzice nie słyszeli i nie wtrącali się. A to co nie powiedziane, jak wcześniej wspomniałam, wisi i tylko czeka, żeby spaść wam na głowę w najmniej odpowiednim momencie.

Krótka rada. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji. Przynajmniej raz w tygodniu, wyjdźcie gdzieś tylko we dwoje. Na taką randkę/spotkanie, gdzie swobodnie porozmawiacie i pokłócicie się. 

Mam dla Ciebie krótkie ćwiczenie. Przypuszczam, że przynajmniej raz w życiu pokłóciłaś się. Opisz tę kłótnię:

Pamiętasz od czego się zaczęło?

Co mówiłaś?

Co czuło Twoje ciało?

Co czuł Twój umysł?

I jak czułaś się po wszystkim?

Jest jeszcze jeden powód dla którego ludzie się nie kłócą. Boją się, że to już koniec świata dla związku. Otóż jest zupełnie odwrotnie. W kłótni, nazwę ją elegancką wymianą zdań, działasz instynktownie, pokazujesz swoje prawdziwe oblicze, które uruchamia się w sytuacji zagrożenia. Dzięki temu procesowi, poznajesz swoje reakcje, możliwości i ograniczenia. Co wpływa na przebieg kłótni i również na reakcje partnera.Elegancka wymiana zdań jest swoistym testem trwałości dla pary. Jeśli po pierwszej kłótni „rzucacie papierami” i nie chcecie się znać, znaczy, że w ogóle wam ze sobą nie po drodze i koniec świata, będzie dla was wybawieniem. Jeśli natomiast po kłótni, macie sobie jeszcze coś do powiedzenia, to oznacza jedynie, że potrzebowaliście dać upust emocjom i jesteście gotowi na rzeczową rozmowę i znajdowanie rozwiązań. Alleluja!

Moim zdaniem, związek bez kłótni jest mdły i nie rozwija się.

Wrócę jeszcze na chwilę, do obawy końca świata dla związku po kłótni.

Ludzie boją się kłótni, bo boją się konfrontacji, wyrażenia swojego zdania, bo nie potrafią. Bo zostali nauczeni, że nie wolno mieć własnego zdania, że to ktoś inny za nich decyduje. Bo mieli rodziców, którzy ciągle się kłócili i jako dziecko obwiniali się za te kłótnie. W dorosłym życiu przyjmują podobną postawę. Uważają, że jeśli jest w związku kłótnia to z ich winy i dlatego starają się jej unikać. Boją się, jak dziecko, że zostaną porzuceni, bo nie zasługują na miłość jeśli się kłócą. Pamiętaj!

To jak reagujesz na kłótnię, jest efektem przekonań, jakie zostały Ci przekazane w procesie wychowania. A nie swoje przekonania, zawsze można zmienić.

Wyrzucając sobie, to co nam się nie podoba u partnera, używamy zazwyczaj określeń: bo ty zawsze, nie można na ciebie liczyć, bo ty tak samo, bo nie szanujesz mnie, już mnie nie kochasz, jak nie chcesz czegoś robić, to bez łaski, itp.? A gdyby tak wyłączyć osądy i mówić tylko o konkretach? Tak więc, na deser, mam dla Ciebie przepis jak się elegancko pokłócić?

  1. Używaj argumentów, a nie przypuszczeń.
  2. Mów o swoich uczuciach, a nie o tym, co ktoś może czuć do Ciebie. Bo tego nie wiesz.
  3. Nie osądzaj, mów tak jak jest ? mów o faktach.
  4. Mów o swoich uczuciach np. „jest mi smutno”, a nie „czuję się zlekceważony”, bo tu wyrażasz opinię o tym, co ktoś do ciebie czuje, a nie co ty czujesz.
  5. Bierz odpowiedzialność za własne uczucia, a nie uczucia innych. Jeśli będziesz przejmować się tym, co ktoś pomyśli, jak ty coś powiesz. To ty nie powiesz tego, co chcesz i będziesz się dusić ze swoim zdaniem.
namiętnostki

Miłość to przyjaźń dopełniona namiętnością?

Ludzie są tak sprytnie skonstruowani, że bardzo dbają o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb niezbędnych do przetrwania. Należy do nich popęd płciowy. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy w relacji jest głębokie uczucie czy nie. Czy jesteście ze sobą blisko czy nic oprócz namiętności was nie łączy. Jeśli ludzie mają ochotę na seks, to zaspakajają tę potrzebę i już. Na uczucie czas przyjdzie później. Albo nie przyjdzie. I taka sytuacja jest normalna!

A seks, oprócz funkcji przedłużania gatunku, ma również inne walory doznaniowe. Zmniejsza stres, napięcie i działa przeciwbólowo.

Zatem, co jest przyczyną „wyginięcia dinozaurów”?

Namiętność nieodłącznie związana jest z seksem. A idąc dalej, seks jest elementem związku tak samo ważnym jak szacunek, zaufanie, dbanie o siebie wzajemnie. Gdy go brakuje, związek zmienia się w instytucję do wychowania dzieci, płacenia rachunków i ogarniania innych spraw wspólnych.

Wieje nudą?

Niestety ostatnio w kwestii seksu dziwnie dzieje się w świecie ludzi. Pomimo promowania seksualności, tak naprawdę wiele osób nie ma na niego ochoty. Czyli po kolei – co takiego się dzieje, że ochoty nie ma?

Po pierwsze: nadmierne skupianie uwagi na sobie rozpatrywane w kategorii nieumiejętności życia w społeczności. Chodzi tu o przeniesienie uwagi z funkcji prokreacyjnych na skupianie się na sobie. I co się wtedy dzieje?

Ano właśnie taki osobnik skoncentrowany na swoich potrzebach nie potrafi zaangażować się w potrzeby drugiej osoby. Bo jeśli chodzi o seks, jest zasada: obie strony powinny być zadowolone. Czyli trzeba się postarać, aby zaspokoić nie tylko siebie, lecz również partnera lub partnerkę.

Druga sprawa: ludzie nie mają ochoty na seks ze swoim partnerem, bo zaspakajają się w inny sposób. Mają kochankę/kochanka, masturbują się, partner im się nie podoba. Mają swoje fantazje, ale nie chcą o tym powiedzieć, więc rezygnują z seksu. Bywa też, że niektórzy mają oczekiwania zbudowane na filmach pornograficznych. Co jak wiadomo, ma się nijak do rzeczywistości. Korzystają z płatnych usług pań lub panów do towarzystwa, bo taka osoba zrobi wszystko, o co się poprosi, a partner/partnerka niekoniecznie.

Po trzecie: czynnikiem, który odbiera chęć na seks jest tempo życia, jakie mamy obecnie. Życie w stresie, brak pieniędzy, ciśnienie do bycia najlepszym, goniące terminy. Masz dwadzieścia robót i żadnej nie umiesz skończyć. Całe mnóstwo bodźców, które Cię atakują i nie pozwalają solidnie odpocząć. Wszędzie słychać muzykę, ciągle zaglądasz do telefonu lub komputera. Bywa, że cisza przeraża. Jeżeli już to zazwyczaj dajesz odpocząć ciału, a co z myślami, emocjami i duszą? A może nie masz tych części? Głowa powinna być wolna od „myślokształtów”. Pamiętaj o tym koniecznie. One blokują libido, zamykają ciało na bodźce seksualne.

Po czwarte: bardzo ważną sprawą, o jakiej wiele osób zapomina lub zwyczajnie nie wie, są programy wgrane przez otoczenie lub trudne sytuacje. Dla lepszego rozumienia o co chodzi, opowiem Ci dwie historie.

Chłopak zamieszkał z nową partnerką, której marzeniem było dziecko. Wtedy pojawił się problem ze współżyciem. Co się okazało? Mężczyzna doświadczył poronienia i aborcji u jego dawnej partnerki. Strata dziecka w ten sposób wymaga najpierw przyjęcia dziecka do grona rodziny – wiadomo, że chodzi tu symboliczne przyjęcie, co oznacza, że zostało uznane i będzie mogło odejść do miejsca swojego przeznaczenia. Dopiero potem należy przeżyć żałobę. Jak po śmierci. Mężczyzna nie był świadomy, że tak należy postąpić. Dlatego obawiał się, że kolejna ciąża może skończyć się tym samym i unikał zbliżenia. Marzenie partnerki o własnym dziecku zablokowało go kompletnie. Przeżycie żałoby zrobiło miejsce dla kolejnego życia.

Druga historia dotyczy człowieka, który nie chciał mieć dzieci, bo pracował w miejscu, gdzie było silne promieniowanie radioaktywne. Bał się, że dziecko może urodzić się z wadą lub nie przeżyć. Nie powiedział o tym żonie, bo nie chciał jej rozczarować. Tutaj pomogła szczera rozmowa i adopcja dziecka.

Wyłączając stany chorobowe partnera, związek ma sens, gdy jest seks jest jego stałym elementem, gdy nie jest kartą przetargową, gdy nie jest wymuszony. Tak jak codzienna toaleta, dla pięknego ciała. Seks jest taką samą funkcją organizmu jak oddychanie i jedzenie. Bez jedzenia długo wytrzymasz. Tylko jak to wpłynie na zdrowie i całą resztę Twojego życia.

Na deser zapraszam Cię do zadania:

  1. Zastanów się i zapisz sobie, jakie znaczenie ma dla Ciebie seks?
  2. Wypisz swoje preferencje seksualne.
  3. Zastanów się, o które chcesz poprosić swojego partnera. I zrób to!
  4. Dla równowagi zapytaj o preferencje partnera i zastanów się, które jesteś w stanie spełnić.

Zapamiętaj – seks i sen – to najlepsze kosmetyki!

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved