shutterstock_115539511

Dzień Savoir-Vivre’u – Irena Kamińska-Radomska o zasadach

Dzisiaj z rana zadzwonił do mnie dziennikarz radiowy z prośbą o krótkie nagranie i uświadomił mi tym samym, że to ważny dla mnie dzień. Pytał oczywiście o grzeczność, a przede wszystkim, po co nam zasady. 

Jak w każdej innej sferze zasady są pewnym kodem, tak jak język którym porozumiewamy się. Zanim wejdziemy w głębszą relację z drugim człowiekiem, podświadomie dokonujemy jego oceny. W pierwszym momencie oceniamy wizerunek, a w drugiej kolejności maniery sprzężone z językiem, jakim się posługuje. 

Savoir-vivre jest niezbędny dla naszego poczucia bezpieczeństwa, stawia nas na gruncie przewidywalności. Wyobraźmy sobie taką sytuację: 

Podchodzi do nas gość na bankiecie (nazwijmy go Radek) i zaje nam pytanie: jak podoba się państwu muzyka w tle? 

Jeden z uczestników spotkania (Krzysztof) odpowiada: to drzewo za oknem to chyba klon. A może jesion.

Radek: Chce pan przez to powiedzieć, że trudno ocenić styl tej muzyki?

Krzysztof: Czytał pan powieść Paula Coelho „Zahir”?

Radek: Widzę, że lubi pan metafory. 

Krzysztof: Nie. Idę sobie nalać.

Z całego dialogu wynika, że Krzysztof mówił „od rzeczy”, był nieprzewidywalny. Z ulgą przyjmujemy jego odejście od naszego towarzystwa, ale nie robimy porozumiewawczych min, które oznaczają, że Krzysztof jest co najmniej dziwny. Kulturalna osoba nie ocenia w ten sposób i nie krytykuje towarzystwa nawet niewerbalnie. 

Krzysztof zachował się nieprzewidywalnie. To nas niepokoi. W takim samym położeniu stawia nas każde pogwałcenie zasad, w jakich nas wychowano.

Również dzisiaj rozmawiałam z klientem. To znajomy jeszcze z czasów szkolnych. Zapytałam o jego dzieci, wiedząc, że ma ich troje. W odpowiedzi usłyszałam, że jego „najstarsza córka to stara d…”. Zaniemówiłam. Zabrakło mi tchu. Wydusiłam tylko z siebie: „Jak można…” i nie chciałam już dalej rozmawiać. Do tej pory mam niesmak. Jak można o własnym dziecku wyrazić się w takich słowach? Zresztą nie tylko o własnym. Czyżby wszystkie kobiety traktował w takich kategoriach? 

I pomyśleć, że ktoś się z nim związał. Wychowuje wraz z nim dzieci i znosi upokorzenia albo walczy. Oby prawdziwe było to drugie rozwiązanie. Życzę jego żonie (partnerce?), żeby nie zaprzestawała w walce o człowieczeństwo w swojej rodzinie, życzę jej dużo wytrwałości i cierpliwości w swoich wysiłkach nie tylko w dniu poświęconym grzeczności. Jeśli nawet nie uda jej się zmienić swego męża, udoskonali siebie poprzez swe wysiłki i przykład dawany dzieciom. A jak pisał wspomniany Coelho, zmiana jednego człowieka powoduje zmianę całego społeczeństwa. 

IKR

shutterstock_1211071171

W podziwie dla kobiet „siedzących w domu”

Wiecie co?

To już 9 tydzień kiedy jestem pełnowymiarową „gospodynią domową”. Mam dwóch synów, męża i owczarka niemieckiego ( aktualnie się leni ). Piorę, sprzątam, gotuję ( codziennie dwa dania!), prasuję i zajmuję się dziećmi. Codziennie to samo, w kółko. Nieprawdopodobne jest to uczucie gdy wykonujesz ciągle te same prace a one się nie kończą. I do tego jeszcze nikt nie doceni Twoich starań o to by było czysto, pysznie i miło. Tak jakby pachnące koszulki same wskakiwały do szafy a obiad przywozili kurierzy z Pyszne.pl. Niektóre z Was się uśmiechną, a może nawet popatrzą z pogardą czytając ten artykuł bo wiele z Was żyje tak na co dzień i jest to normalne. I właśnie do Was się teraz zwracam – podziwiam Was! Ja dotychczas łączyłam pracę z domem i dzięki dobremu „ożenkowi” nie musiałam robić tych rzeczy sama. Przy dzieciach pomagała mi niania, w domu pomoc domowa a jedliśmy z mężem głównie na mieście w czasie pracy. Byłam nauczona, że jeśli wykonuję jakieś zadanie to na końcu czeka mnie jakaś gratyfikacja, zazwyczaj zarobek czy zadowolenie klienta albo po prostu satysfakcja. Dzisiaj jestem w sytuacji gdzie praca mojego męża jest ważniejsza od mojej, musi skupić się na prowadzeniu firmy, która jest naszym głównym źródłem utrzymania. W czasie kryzysu nie jest to łatwe. Wyprowadziliśmy się tym czasowo z naszymi dziećmi na wieś. Dlatego wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Ten wpis postanowiłam poświęcić właśnie kobietom, które zajmują się domem, dziećmi i poświęcają się temu w 100%. Mając doświadczenie z obydwóch stron moim zdaniem, te kobiety maja trudniej. Często same się na to decydują i czerpią satysfakcję z takiego życia, ale bezwzględnie jest to praca 24/h, która nigdy się nie kończy. I to praca ciężka… . Na myśl przychodzą mi teraz te wszystkie rozmowy między nami kobietami gdzie pada pytanie: czym się zajmujesz? I wstyd przyznać się, że niczym, bo siedzę w domu, zajmuję się domem. I ja się teraz pytam jak to niczym?! Pasowałoby odpowiedzieć zupełnie inaczej: WSZYSTKIM, zajmuję się wszystkim.

Chodząc do pracy, robiąc karierę jest łatwiej. Naprawdę. Są trudności i czasami mamy ochotę zamknąć się w domu, ale to jest na chwilę, później wracamy do zadań, projektów, rozwoju osobistego. Zawsze też mamy wybór. W domu, zajmując się dziećmi, dbając o dom często tego wyboru nie ma. Nie ma L4, urlopów ani gratyfikacji. Dzień za dniem leci, każdy taki sam. Jest jeszcze jedna kwestia, o której wspomniałam powyżej. „Praca mojego męża jest ważniejsza”. I chociaż w moim kontekście chodzi o tymczasową sytuację związaną z koronawirusem to takiego samego stwierdzenia można użyć w odniesieniu do sytuacji panującej w wielu domach. Jeśli mężczyzna pracuje i utrzymuje rodzinę to często używa się stwierdzenia, że to jego praca jest ważniejsza, a ja nazwałabym to inaczej:W podziwie dla kobiet „siedzących w domu”… Nie ważniejsza a bardziej zauważalna i doceniana. Często praca mężczyzny wymaga od niego dużo mniej wysiłku niż praca kobiety zajmującej się domem. Stereotyp faceta wracającego z pracy i leżącego na kanapie na szczęście odchodzi już do lamusa, ale wciąż jeszcze panuje ten przeklęty stereotyp, że kobieta zajmująca się domem po prostu „siedzi w domu’. Ona nie siedzi! Ja się o tym w ostatnim czasie przekonałam. Mam wrażenie, że wydeptuję codziennie te same ścieżki: pralka, suszarka, kuchnia. Jestem sprzątaczką, kucharką, psychologiem dziecięcym, mediatorem, słuchaczem dla mojego męża, a między czasie usiłuję pisać na bloga i fanpage, które prowadzę. Oczywiście świetnie by było gdybym to wszystko robiła z uśmiechem na twarzy a między czasie znajdowała jeszcze czas na bycie kochanką. Dużo tych ról prawda?  Powiem Wam jedno, mija mi 9 tydzień kwarantanny i ja bym już bardzo chciała wrócić do pracy, żeby trochę odpocząć.

JW-G

shutterstock_1622495458

Chlorochina w leczeniu COVID-19 – najnowsze odkrycie

Chlorochina jest lekiem znanym od ponad 70 lat, dawniej stosowano ją przede wszystkim w leczeniu malarii. Obecnie wykorzystuje się ją także jako lek przeciwzapalny w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów i tocznia rumieniowatego.

Mechanizm działania chlorochiny
Wykazano laboratoryjną skuteczność chlorochiny w hamowaniu namnażania się wielu gatunków wirusów, w tym wirusa SARS-CoV. Mechanizm działania polega najprawdopodobniej na zwiększeniu endosomalnego pH, zaburzeniu glikozylacji receptorów komórkowych, co w efekcie utrudnia fuzję wirusa i komórki. Wniosek ten zapoczątkował w styczniu i lutym 2020 roku, badania kliniczne chlorochiny u ponad 100 pacjentów chorych na COVID-19, w Wuhan i kilku innych miastach Chin. Mające na celu ocenę skuteczności i bezpieczeństwa stosowania chlorochiny badania, wykazały zahamowanie objawów klinicznych i skrócenie okresu przebiegu choroby. Nie stwierdzono ciężkich działań niepożądanych.

Zastosowanie chlorochiny
15 lutego 2020, chlorochina uzyskała rekomendację Narodowej Komisji Zdrowia Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Chińscy eksperci zalecają dobową dawkę 500 mg (250 mg 2×dz) przez 10 dni u chorych z łagodnym, umiarkowanym i ciężkim przebiegiem COVID-19, u których nie stwierdza się przeciwwskazań do zastosowania tego leku.
W Polsce dostępny jest produkt leczniczy Arechin (Chloroquini phosphas) w tabletkach po 250 mg. Zgodnie z charakterystyką produktu w zakażeniach koronawirusami typu beta, Arechin stosuje się zwykle dwa razy dziennie po 250 mg przez 7 do 10 dni. Jeszcze przed decyzją URPL, po uzyskaniu zgody komisji bioetycznej, chlorochinę w połączeniu z lopinawirem i rytonawirem zastosowano u chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19 w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu im. Gromkowskiego we Wrocławiu.
13 marca br. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wydał pozytywną decyzję w sprawie leku zawierającego chlorochinę, polegającą na dodaniu nowego wskazania terapeutycznego: „Leczenie wspomagające w zakażeniach koronawirusami typu beta takimi jak SARS-CoV, MERS-CoV i SARS-CoV-2”.

Arechin działa przeciwzapalnie, jednak mechanizm nie jest do końca poznany. Nie stosuje się u dzieci poniżej 14 lat. Lek może wpływać na działanie innych przyjmowanych leków, niektóre z nich zmniejszają wchłanianie chlorochiny, dlatego przyjmowanie jakiegokolwiek, zawsze musi być skonsultowane z lekarzem. Istniejące lub przebyte wcześniej choroby również mogą wykluczać bezpieczne przyjmowanie, niepowodujące żadnych skutków ubocznych. Można wśród nich wymienić, chociażby: niedokrwistość, spadki ciśnienia, drgawki, częściową utratę wzroku, głuchotę, zaburzenia czynności wątroby i żołądkowe, siwienie, obniżenie poziomu glukozy, wysypkę. Przedawkowanie leku prowadzące do powstania niewydolności krążenia, niewydolności oddechowej oraz ciężkich zaburzeń rytmu serca może spowodować zgon.
Ze względu na niewielką różnicę w dawce terapeutycznej i toksycznej, lek powinien być stosowany wyłącznie pod nadzorem lekarskim.

Portrait of her she nice-looking attractive lovely exquisite charming luxury graceful wavy-haired lady posing touching neck isolated over violet purple lilac pastel background

Sukienka ołówkowa – stylizacje, które podkreślą Twoją figurę

Po sukienki ołówkowe sięgają kobiety, które chcą wyglądać pięknie, modnie, elegancko i z nutką kokieteryjności. Ten krój fantastycznie eksponuje atuty kobiecej sylwetki. Wady? Nie dla każdej figury się nadaje.

Sukienka ołówkowa jest dopasowana, przez co eksponuje wcięcie w talii i biodra. Będzie odzwierciedlać wszystkie krągłości. To dobrze i niedobrze. Jeśli mamy nienaganną sylwetkę i nie mamy na jej punkcie kompleksów, to ten fason będzie dla nas idealny.

Czy sukienka ołówkowa jest dla ciebie?

Są takie kroje, które świetnie leżą na każdej kobiecie. Sukienki ołówkowe do nich nie należą. Za to jeśli mamy to szczęście i posiadamy figurę, która może zakładać ten fason, to fenomenalnie podkreśli nasze kobiece atuty. Fantastyczny efekt mogą uzyskać kobiety o figurze klepsydry. Mają obfity biust i biodra, a przy tym duże wcięcie w talii. Uważa się, że to ideał kobiecej sylwetki i to właśnie ta figura będzie wyglądać najlepiej. Jeżeli mamy masywne uda lub dość duży brzuszek, lepiej po te sukienki nie sięgajmy, bo nie będziemy wyglądać w nich zbyt korzystnie.

Natomiast jeśli jesteśmy szczupłe, a nie mamy zbyt kobiecych kształtów, możemy sięgnąć po modele, które optycznie ich dodadzą. Na przykład wcięcie w talii uzyskamy poprzez włożenie sukienki z paskiem. Z kolei objętości w biuście dodadzą baskinki.

Będąc posiadaczkami figury trójkąta, czyli z wąskimi ramionami i szerszymi biodrami, też możemy włożyć sukienkę ołówkową, ale pod warunkiem, że będzie uzupełniona o ozdobne pagony albo poduszeczki na ramionach.

sukienka-olowkowa-qsq.jpg
Sprawdź wyjątkowe sukienki ołówkowe Quiosque.

Co pasuje do sukienki ołówkowej?

Oczywiście szpilki! Skoro mamy zamiar włożyć fason wyjątkowo kobiecy i elegancki, to aż prosi się o to, by założyć buty na obcasie. Do elegantszego modelu szpilki będą idealne. W części przypadków dobrze wyglądają botki na słupku, czy kozaki z niższymi cholewkami. Ale sukienka ołówkowa nie musi być tylko w tak wyjściowej stylizacji. Jeśli jesteśmy zwolenniczkami luźniejszego stylu, nie powinnyśmy mieć problemu z tym, by znaleźć sukienkę… dresową! Przyjemna bawełna będzie nie tylko wygodna, ale pomoże uzyskać casualową i nieco dziewczęcą stylizację. Do tego typu sukienki możemy założyć nawet trampki albo sneakersy.

W zależności od tego, czy szykujemy kreację elegancką, czy casualową inaczej podejdziemy względem doboru biżuterii i torebki. Do eleganckiej stylizacji dobra będzie torebka kopertówka, czy kuferek. Natomiast do sportowej listonoszka albo bijąca rekordy popularności torebka typu shopper. Kolor torebki dobieramy dokładnie w taki sam sposób, jak w każdej innej stylizacji – wzory na torebce i sukience nie mogą się gryźć. Czasem korzystniej sięgnąć po coś gładszego. Tak samo pasować musi kolor. Podobnie z biżuterią, ona również musi komponować się ładnie z całością. Mając wątpliwości lepiej postawić na coś delikatniejszego – minimalizm jest modny.

Gdzie można nosić sukienki ołówkowe?

Jak łatwo się domyślić, skoro sukienek ołówkowych jest tak dużo, można z ich udziałem stworzyć nietuzinkowe stylizacje na wiele okazji. Wystarczy zajrzeć na stronę Quiosqueby znaleźć modele bardzo szykowne i eleganckie i takie, które z powodzeniem można założyć na mniej formalne okazje. Sukienki ołówkowe będą odpowiednie do pracy, a w bardziej formalnym zestawieniu, a także i na spotkanie biznesowe. Wystarczy sięgnąć po bardziej elegancki model i mamy świetną kreację na przyjęcie rodzinne, czy na randkę. A stawiając na coś prostego, jak wspomniana sukienka dresowa, mamy prosty sposób na udaną stylizację casualową.

szczęście

Kilka słów o szczęściu

W miłości mówi się o szczęściu, gdy ludzie spotykają się w niespodziewanie. Z pewnością masz wśród swoich znajomych przynajmniej jedną parę, która poznała się przypadkiem i tak już jest razem kawał czasu. Właśnie o nich mówi się, że mieli szczęście. Skoro jest im ze sobą dobrze, to pewnie, że mieli!

Ale według mnie, przypadków nie ma. Są natomiast sytuacje, które pojawiają się w życiu, aby nam coś zakomunikować, pokazać. Jeśli spotykasz kogoś na swojej drodze i obecność tej osoby powoduje jakiś przewrót w Twoim życiu, to dzieje się to po to, abyś lepiej przyjrzała się sobie.

A wracając do szczęścia. To, co dla kogoś jest szczęściem, dla Ciebie wcale nie musi nim być. Stan szczęśliwości nie jest nie jednostajny. Czasem czujesz, że masz skrzydła i nic tego nie przysłoni. Innym razem szczęście siedzi sobie cichutko w kącie i patrzy, co robisz. Czasem masz poczucie, że już nigdy szczęśliwa nie będziesz, bo ono Cię opuściło.

Stan szczęśliwości to Twój stan ducha, umysłu i ciała. To sposób, w jaki patrzysz na to, co cię spotyka, w jaki na to reagujesz. Dla przykładu, wyświechtany już tekst: „szklanka jest w połowie pełna czy pusta?”. Jeśli w tej chwili jesteś w kiepskim nastroju, masz trudny czas, nic ci nie wychodzi, to powiesz, że jest pusta i jeszcze na dodatek woda jest brudna. Jeśli jesteś na etapie odnoszenia sukcesów, tryskasz radością i optymizmem, to powiesz, że jest pełna i cudownie krystaliczna.

Pamiętaj – szczęścia nikt ci nie da i nikt Ci go nie zabierze. Sama to robisz. Dlatego mam dla Ciebie małe prezenty – dwa przepisy na szczęście;)

Pierwszy:

• łyżka miodu,

• dwa całusy, 

• litr uśmiechu, 

• pić codziennie rano, wstrząśnięte, niemieszane!

Drugi:

• zapisz, co jest dla Ciebie szczęściem, 

• narysuj skalę od 1 do 10 (gdzie 1 to wynik najniższy, a 10 najwyższy), 

• na skali zaznacz poziom swojego szczęścia, 

• jeśli chcesz, żeby było na wyższym poziomie, to dodaj jeszcze jeden składnik – wyobraźnię, 

• wyobraź sobie, że jesteś na 10, 

• jak się czujesz?

• jak wygląda szczęście? 

• co robisz? 

• jak wyglądasz? 

• a teraz wróć do liczby zaznaczonej na początku, 

• napisz, co zrobisz, żeby wizja z 10, stała się rzeczywistością?

Dla mnie stan szczęśliwości to życie w zgodzie ze sobą, zaufanie do siebie. To ostatnie jest według mnie stanem idealnym. Znasz swoją wartość i nie potrzebujesz nikomu niczego udowadniać. Kochasz, bo chcesz i bierzesz od drugiej osoby to wszystko, co chce Ci dać, bez poczucia, że jesteś cokolwiek komukolwiek winna. Mówisz to, co chcesz powiedzieć. Umiesz poradzić sobie ze słowami krytyki lub uwagami. Wiesz, że są skierowane do Twojego zachowania, a nie tożsamości.

Szczęścia nikt ci nie zabierze. No chyba, że na to pozwolisz!

smog

Mamy w Polsce najgorsze powietrze w Europie! Okazuje się, że w zimie może nam pomóc tylko domowa dżungla

Jakoś powietrza w Polsce jesienią i zimą jest dramatyczna. Na mapie Europy tylko my, Słowacja, Czechy, Włochy i Bułgaria odznaczamy się czerwonym kolorem, jeśli chodzi o europejskie normy, które przekraczamy czasem nawet o kilkaset (!) procent. Oznacza to mniej więcej tyle, że nasza młodzież na co dzień funkcjonuje w warunkach, ze względu na które francuskie dzieci nie poszłyby do szkoły.

Polska jest największym trucicielem Europy. Najgorzej jest tam gdzie tereny są najbardziej zaludnione i gdzie najzimniej, a w związku z tym gdzie grzeje się w piecach najwięcej – a więc na południu Polski. Najgorsze normy powietrza mają takie miasta jak Pszczyna, Kraków, Rybnik, Zabrze, Nowy Targ, Nowy Sącz i Zakopane.

Co gorsza na walkę ze smogiem jesteśmy skazani raczej sami na siebie. W internecie można znaleźć wiele artykułów, które podają przeróżne sposoby na samodzielną walkę z trującymi pyłami znajdującymi się w powietrzu: wyposażenie się i dbanie o dobre systemy wentylacyjne, częste odkurzanie odkurzaczami ze szczelnymi filtrami HEPA zatrzymującymi zanieczyszczenia, zakup oczyszczaczy powietrza czy lamp solnych. Okazuje się jednak, że najlepszym, najzdrowszym i najbardziej ekologicznym sposobem na smog są… roślinki!

Rośliny zielone znakomicie wychwytują zanieczyszczenia i kurz, wzbogacając powietrze w domu o tlen. Ponadto rośliny potrzebują częstego zraszania, a więc kąpiąc je w mgiełce wody, dodatkowo nawilżamy domowe powietrze. Istnieje kilka gatunków roślin, które szczególnie rekomendowane są do jesiennego zakupu, ponieważ korzystnie wpłwają na jakoś powietrza. Oto kilka z nich:

Bluszcz

Powszechnie uważany przez niektórych za chwasta. Słusznie czy niesłusznie, prawada jest taka, że bluszcz potrafi zdziałać więcej niż niejeden drogi filtr. Według naukowców z NASA jest to najlepszy filtr powietrza wśród naszych zielonych sprzymierzeńców.  Oczyszcza powietrze z substancji takich jak trichloroetylen, benzen, formaldehyd, ksylen, toluen. Najlepsze w tej roślince jest także to, że jest ona całkowicie niewymagająca. Wystarczy, że ustawisz go na parapecie okna północnego, raz na tydzień będziesz podlewać i raz zraszać. Przyjmie się wszędzie: w doniczce, na balkonach, w ogrodach – sadźmy go więc na potęgę. Ciekawostka: istnieją trujące odmiany bluszczu, występują jednak głównie w Ameryce Północnej. W Polsce bluszcz jest rośliną znajdującą się częściowo pod ochroną.

Aloes

Koniecznie udekorujcie nim swój salon i sypialnię! Jeden, średniej wielkości aloes oczyszcza powietrze w tym samym stopniu co 9 odświeżaczy ze sklepowej półki! Oczywiście nocą zwiększa poziom tlenu w pomieszczeniu i doskonale absorbuje dwutlenek węgla oraz czad. Dobrze mieć go pod ręką, bo posiada także inne superwłaściwości – jest jak chłodzący opatrunek na wypadek oparzenia słonecznego, otarcia czy niewielkiego oparzenia w kuchni.

Nephrolepis obliterata i exaltata, czyli paprotki

Kolejna dobrze znana roślinka, którą zawsze najlepiej pielęgnowała babcia. Usuwa z powietrza ksyleny i formaldehydy. Zastępuje nie tylko oczyszczacz, ale i nawilżacz powietrza. Większość ogrodników i florystów twierdzi, że nie jest rośliną wymagającą – nie jest to do końca prawda. Paproć lubi wilgoć, równocześnie nie znosząc przelania, dlatego zimą często usycha lub wręcz przeciwnie gnije. Trzeba bardzo dobrze ją wyczuć i zbilansować podlewanie. A zdecydowanie warto, bo pięknie rozrośnięta paproć to nie tylko dobra jakoś powietrza w mieszkaniu, ale i ulga dla zmęczonych po pracy przy komputerze oczu.

Zielistka Sternberga

Niepozorna roślinna królowa PRL-u. Dawniej niedoceniana, teraz wróciła do łask dzięki niezwykłej zdolności do fotosyntezy przy minimalnym oświetleniu. Doskonale absorbuje toksyny z powietrza takie jak formaldehyd, styren, ksylen, tlenek węgla. Ma zdolność wyłapywania z powietrza kurzu. Zielistka zmniejsza szkodliwe promieniowanie elektromagnetyczne, dlatego warto ustawiać ją w pobliżu komputera lub telewizra. Roślinka ta bardzo aktywnie wytwarza fitoncydy, czyli substancje o działaniu antybakteryjnym, pierwotniakobójczym i grzybobójczym, które ograniczają żywotność chorobotwórczych drobnoustrojów nawet o 80%. Dlatego każdy alergik i osoba, która boryka się z chorobami płuc powinna sprawić sobie zielistkę. Mówi się, że jej jedna średniej wielkości szczepka może oczyścić powietrze nawet na 200 m2 – jest to raczej duża przesada;) Ale faktem jest, że zielistka jest niezwykle wydajna w oczyszczaniu powietrza, więc jedna, dwie na mieszkanie wystarczą.

Chamendora wytworna

Czyli palma koralowa. Pomimo że pierwotna nazwa sugerować może egzotyczność i trudnodostępność, można ją kupić niemal w każdym większym sklepie takim jak Ikea czy Leroy Merlin. Usuwa z powietrza formaldehydy, ksylen i toluen, trichloroetyleny, benzen i tlenek węgla. Numer 1 w rankingu opublikowanym przez NASA o roślinach najlepiej oczyszczających powietrze. Faktycznie łatwo się z nią żyje, nie zajmuje wiele miejsca… i kwitnie w mieszkaniu! Niewiele palm tak potrafi.

Wiadomo, że opieranie oczyszczania powietrza w domu wyłącznie na roślinach przy tak dramatycznych polskich normach jest pomysłem średnioskutecznym. Biorąc pod uwagę dane przedstawione przez NASA, aby oczyścić pokój o wielkości 10m2, potrzebowalibyśmy w tym celu około 25 dużych roślin. Raczej mało prawdopodobne, abyśmy wszyscy całą jedną ścianę pokoju pokryli wyżej wymienionymi roślinami. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowanie lepiej rośliny zielone w domu mieć, i to mieć w dużej ilości, i to właśnie TE;) Dlatego bawmy się w ogrodników!

Hepburn z papierosem

6 (nie)oczywistych powodów, dla których warto rzucić palenie

Audrey Hepburn, Greta Garbo, Cameron Diaz, Charlize Theron, a z naszego polskiego podwórka Beata Tyszkiewicz i Maria Czubaszek. Wszystkie damy, wszystkie palące. Niektórym z nich udało się rzucić palenie na zawsze. Gdy patrzy się na ich zdjęcia z papierosami, ma się wrażenie, że ten zabójczy atrybut dodaje im jakby powabu, wdzięku, kokieterii.

I być może tak jest. Wielu zwykłym, szarym kobietom papieros dodaje pewności siebie. To udowodnione! I dobrze, można i w ten sposób. Tyle tylko, że palenie naprawdę realnie skraca życie. Już nawet nie warto wspominać o nowotworach, o tym nawet małe dziecko w piaskownicy wie. Wróc, teraz powinno się już mówić małe dziecko przed komputerem, bo rzadko kiedy uświadczysz gdzieś piaskownicę, a co dopiero bawiące się w niej dzieci.

Specjaliści z warszawskiego Centrum Onkologii potwierdzają, że na skutek palenia przedwcześnie umiera 70 tys. Polaków. Nowotwór płuc zabija 20 tys. polskich palaczy w ciągu roku. Być może jak na 38 milionowy naród nie jest to dużo. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że taka śmierć jest nie tylko przedwczesna, ale przede wszystkim zwykle długa i bolesna.

Warto zatem pomyśleć o tym, by ten nałóg rzucić. Prezentujemy Wam kilka powodów, dla których zdecydowanie warto to zrobić. Nie są chyba one tak oczywiste jak nowotwór, przyspieszona śmierć, szara i brzydka cera, żółte zęby i nieświeży oddech, które dla kobiet już powinny być wystarczjącą zachętą, by przestać palić.

Sprawdźcie dlaczego Wasze codzienne życie nabierze kolorów po jakimś czasie od rzucenia tego zabójczego nałogu!

1. Odzyskasz smak i węch

Substancje smoliste, które zawierają papierosy stępiają wszystkie zmysły. Powoli, ale regularnie. Przede wszystkim smak i węch, choć wielu palaczy z czasem zaczyna też gorzej widzieć. Co więcej u wieloletnich palaczy dochodzi do rogowacenia języka (leukoplakia języka), co powoduje już nie stępienie, ale zanik zmysłu smaku i węchu. Jeżeli więc rzucisz palenie, świat stanie się dużo bardziej kolorowy, smaczniejszy, żywszy. Za darmo;)

2. Będziesz miała trzy razy więcej energii

Dym tytoniowy zawiera od 4 do 6 tysięcy różnych związków chemicznych, które są szkodliwe na wszystko, ale przede wszystkim które szkodzą Twoim płucom i sercu. Oskrzela palacza nie tylko zaczynają przyswajać mniej tlenu, czyli na co dzień funkcjonują wolniej i mniej wydolnie, ale zaczynają się też 2 razy szybciej starzeć. Na domiar złego palenie przyspiesz też zanik mięśni. Jeżeli rzucisz palenie, zaczniesz lepiej oddychać, czyli zaczniesz być lepiej dotleniona. Cała, cały Twój organizm, a więc lepsze dotlenienie to nie tylko ładniejsza skóra, lepsze spanie, ale także sprawniejsze funkcjonowanie mózgu – lepsze i szybsze myślenie oraz dużo więcej energii. Nagle okaże się, że robisz dużo więcej i wcale nie jesteś zmęczona! Ha, co więcej, będziesz miała znacznie lepszy humor i będziesz się znacznie lepiej czuła, bo – patrz punkt 3.

3. Palacze mają więcej problemów z zakresu zdrowia psychicznego

Papierosy tylko pozornie uspokajają, pomagają utrzymać nerwy na wodzy, dodają animuszu. Tak naprawdę prowokują do nawyku tłumienia uczuć poprzez zapalenie zamiast naturalnego rozładowywania emocji. Udowodniono, że osoby palące mają więcej poważnych problemów z zakresu zdrowia psychicznego – znacznie częściej przytrafia się im depresja, lęki, a nawet schizofrenia i narkomania. Prosty rachunek: niepalenie = naturalnie lepsze samopoczucie.

4. Zachowasz w portfelu około 5,5 tys. złotych rocznie

Tyle mniej więcej zostanie w Twoim porfelu, jeżeli wypalasz mniej więcej jedną paczkę dziennie. Albo nawet więcej, bo Sejm właśnie głosuje za podniesieniem cen alkoholu i papierosów. A to nie koniec wydatków poniesionych z powodu palenia. Niektórzy mężczyźni być może będą to mieli w nosie, ale kobieta zawsze chce ładnie wyglądać, być zadbana, ładnie pachnieć. Do ceny paczki dodaj więc jeszcze kilka złotych na dentystę – papierosy dramatycznie psują zęby i dziąsła, kilka złotych na wybielanie zębów, które nikotna doprowadza do żółknięcia, plus dodaj jeszcze kilka złotych na specyfiki, które spróbują zniwelować nieświeży oddech. No i perfumy. Bo jeżeli palisz, to naturalnie pachniesz… po prostu brzydko (Twój pot ma brzydszy zapach). Poza tym masz stępiony zmysł węchu, więc zużywasz więcej perfum niż byś mogła, nie paląc.

Tak więc około 6 tysięcy w portfelu więcej – pomyśl, co mogłabyś za to mieć?! Egzotyczne wakacje, wymarzone perfumy, lepsze ciuchy, operację wzroku, super kursy, które mogą polepszyć Twoje perspektywy zawodowe. Wybór zależy od Ciebie!

5. Zaczniesz się nieziemsko wysypiać

Dowiedziono, że nikotyna skraca fazę snu głębokiego. Uważana jest za średni stymulant, dlatego też, podobnie jak każdy inny, podwyższa ciśnienie krwi i zmusza serce do zwiększonej częstotliwości bicia. Mówiąc wprost – pomimo że uznawana jest za coś, co pomaga nam się zrelaksować, działa wręcz przeciwnie. Upośledza również nasz układ nerwowy, dlatego jeżeli palicie i źle śpicie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to przez papierosy. Tu mamy dla Was jednak zdecydowanie dobrą wiadomość!

Eksperci z Ministerstwa Zdrowia podkreślają, że korzyści z rzucenia palenia są widoczne niemal od razu. W ciągu 20 minut zmniejsza się tętno i ciśnienie krwi, w ciągu 12 godzin stężenie tlenku węgla we krwi spada do normalnego poziomu. Dlatego rzuć i niemal od razu zacznij lepiej sypiać;)

6. Odzyskasz odporność

Nie chodzi tu nawet o zwykłe przeziębienia, katarek i kaszel, które są niemal nieodłącznym towarzyszem palacza. W grę wchodzą przede wszystkim różne zakażenia i zarażenia bakteriami i wirusami: na basenie, w saunie, od partnera podczas stosunku. Czasem możemy nawet o nich nie wiedzieć! Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że jesteśmy chorzy. Dzieje się tak dlatego, że nikotyna i inne substancje smoliste upośledzają nasz układ immunologiczny, a więc powodują, że stajemy się słabsi, mniej odporni i mniej zdolni do zwalczania chorób.

trudne wybory

Czyja to wina, że nie ma wina?

Obserwuję różnych ludzi, zawodowo i prywatnie, pod kątem decyzyjności i wiążącymi się z nią konsekwencjami. I coraz częściej dochodzę do jednego wniosku. Nieumiejętność robienia czegoś nie wynika z braku predyspozycji i możliwości, kiepskich genów lub niekorzystnego układu gwiazd, ale z obawy przed podjęciem decyzji i jej wynikiem.

Brak partnera

Zastanówmy się na problemem braku partnera. Po pierwsze należy zastanowić się, czy naprawdę chcesz być z kimś. Czy podjęłaś decyzję, że jeśli spotkasz odpowiednią osobę, to akceptujesz ją z dobrodziejstwem inwentarza? Ty dołączasz swój i idziecie przez życie razem. Czy może tylko wydaje Ci się, że chcesz. Wydaje się, czyli co? Otóż karmisz się wyobrażeniami o idealnym partnerze. Snujesz marzenia o cudownym życiu przy jego boku. Rozmyślasz o tym, co razem zrobicie, jak będziecie wspólnie podbijać świat, epatować swoją miłością, płynąć przez życie na fali romantycznych uniesień. Aż sama się rozmarzyłam podczas pisania.

No właśnie, gdzie w tym wszystkim jest równowaga?

Związek, jeszcze zanim się pojawi, powinien mieć ramy. Twoim zadaniem jest się dowiedzieć, jak relacja się zmienia. Bo gwarantuję Ci, że się zmienia i będzie zmieniała. Na początku ludzie zakochani myślą w bardzo wybiórczy sposób i widzą tylko pozytywy. I to jest piękne i potrzebne, jak powietrze do oddychania. Jednakże ten etap mija, raz szybciej, raz wolniej, i pojawia się zwykła rzeczywistość. Wiedza na temat rozwoju związku ułatwi Ci zrozumienie tego, co dzieje się z Tobą i partnerem oraz pozwoli na znalezienie rozwiązań dla ewentualnych trudności. Tak właśnie wygląda podjęcie świadomej decyzji i poniesienie jej konsekwencji. Niektórzy nazywają to również dorosłością.

W związku nikt nie będzie prowadził Cię za rękę. Jesteś odpowiedzialna za to, co robisz i mówisz. Tutaj wymaga się bycia dorosłym mężczyzną lub dorosłą kobietą. Znajomi czy rodzina mogą Ci podpowiedzieć, co zrobić w danej sytuacji, jednakże to Ty jesteś odpowiedzialna za efekty lub ich brak.

Podam Ci przykład z własnego podwórka. Jako młoda matka nie wiedziałam, czy podać dziecku lek, czy nie. Bezradna zapytałam osobę, która mi pomagała przy dziecku, a ona odpowiedziała, że sama muszę zdecydować. Wtedy dotarło do mnie, że to ja będę ponosiła konsekwencję swojej decyzji. Biorę w tym momencie odpowiedzialność za życie dziecka i swoje. Poważna sprawa.

To samo dotyczy decyzyjności w związku. Bierzesz odpowiedzialność za życie swoje i drugiej osoby. Jak się popsuje, to słabego ogniwa szukasz w Waszej relacji, a nie u sąsiada. Nawet jeśli sąsiad ma w tym swój udział. Podjęcie decyzji zwyczajnie zobowiązuje.

Samo słowo odpowiedzialność może kojarzyć się z czymś ciężkim, tak ważnym, że, myśląc o niej, nie możesz złapać powietrza z przejęcia. I w połowie masz rację. Jest to temat ważny. I istotnym jest, abyś chciała podjąć wyzwanie bycia odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za to, co robimy z własnym życiem, w związku, w relacjach międzyludzkich, uwalnia nas od poczucia winy, że coś nam nie wyszło. W myśl powiedzenia, że nie popełnia błędów ten, co nic nie robi. Męczenie się poczuciem winy wcale nie czyni Cię lepszym człowiekiem. Wręcz przeciwnie, w ten sposób nie możesz się rozwijać.

Czyja to więc wina, że nie ma wina?

„Temu, komu przypisujesz winę, temu oddajesz władzę nad swoim życiem…”

Jak doskonale już zauważyłaś, za wszelkie niepowodzenia i brak sukcesów, za zły nastrój i kiepskiego partnera obwiniane jest coś lub ktoś. Musi się znaleźć kozioł ofiarny, który spalony na stosie uwolni od najgorszego zła, jakie człowieka spotyka.  A jeśli kozioł był bogu ducha winien i nie sprawi, że Twoje życie będzie lepsze? Powiem więcej. Kozioł nie wiedział, po jaką cholerę został spalony.

O co chodzi z tą winą i oddawaniem władzy nad życiem? Na początek opowiem Ci historię jednej z klientek.

Kobieta po trzydziestce, nazwijmy ją Zofia. Kiedy się poznałyśmy, rozpoczęła spory projekt, który wymagał dużego zaangażowania. Od samego początku stawało jej „coś” na drodze i przeszkadzało realizować zadanie. Najpierw było zbyt mało czasu, bo miała dzieci i zajmowanie się nimi było mocno absorbujące. Potem osoba, która miała jej pomagać przy dzieciach, nie robiła tego, co obiecała. To spowodowało, że projektu nie realizowała. Do tego doszedł brak zrozumienia i wsparcia ze strony partnera.

Okazało się, że klientka utknęła, a nawet nie miała szansy dobrze zacząć pracy, bo oddała swoją moc decyzyjną. Najpierw opiekunce dzieci, bo nie potrafiła wyjaśnić, czego tak naprawdę oczekuje i sądziła, że ta się domyśli. Potem partnerowi, bo wszelkie decyzje konsultowała z nim. Na podstawie jego zadowolenia lub jego braku podejmowała kolejne kroki, zamiast przegadać temat z kimś, kto już robił podobny projekt. O brak sukcesów obwiniała oczywiście obie wspomniane osoby. Klientka dbała o emocje i uczucia innych, natomiast nie zadbała o to, czego sama potrzebowała. O czas na pracę. Została niewolnikiem gustu partnera i „domyślania się” opiekunki. Tak naprawdę nie potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialności. Za wychowanie dzieci, pracę i relacje z partnerem.

Jeśli obwiniasz więc coś lub kogoś o brak sukcesu, to znaczy, że zależysz od tego czegoś lub kogoś. Jesteś emocjonalnym niewolnikiem. I nie masz możliwości działać tak, jak chcesz i podejmować własnych decyzji. Zauważ, że analogicznie wygląda to przy poszukiwaniach miłości lub utrzymaniu związku. Jeśli za brak powodzenia obwiniasz swój wygląd, to znaczy, że krzywe nogi lub garbaty nos mają więcej do powiedzenia niż Ty! Jeśli za kiepskie relacje w związku obwiniasz teściową, to zastanów się, z kim wzięłaś ślub? 

Zobacz jak łatwo można oddać władzę nad sobą byle czemu i byle komu.

W tym miejscu zastanów się nad pytaniem: „Za co bierzesz odpowiedzialność w relacji z drugą osobą?”. A jeśli jeszcze tego nie umiesz, to zadzwoń. Sprawdzimy, czy będę mogła Ci pomóc.

macron

3 najgłośniejsze skandale seksualne ostatnich lat

1. Roman Polański razy kilka

Nie może się nie pojawić w tym zestawieniu niestety wciąż na miejscu pierwszym. Nie cichną echa wokół pierwszych zarzutów o gwałt w 1972 roku na 13-letniej Samancie Geimer, byłej niemieckiej aktorce, a wciąż pojawiają się kolejne oskarżenia. Geimer oskarżyła Polańskiego w 1977 roku. Wybitny reżyser przyznał się wówczas przed sądem w Los Angeles do podania dziewczynce środka odurzającego, alkoholu i wykorzystania nieletniej. Zgodnie z ustawodawstwem stanu Kalifornia, kontakt seksualny z nieletnią traktowany jest jako gwałt, w związku z tym oskarżonemu groziło nawet 50 lat więzienia. Polański nie doczekał w Stanach ogłoszenia wyroku, uciekł do Francji.

Gdzie w 2010 roku został ponownie oskarżony o gwałt. Tym razem sprawę zgłosiła brytyjska aktorka, Charlotte Lewis, która wyznała, że została przez Polańskiego zgwałcona w 1983 roku, gdy miała 16 lat. W 2017 roku dołączyła do niej Marianne Barnard, która zeznała, że Polański molestował ją w 1975 r., gdy miała lat 10. Według jej wersji polski reżyser molestował ją podczas sesji zdjęciowej na plaży w Will Rogers. Dziewczynka miała najpierw pozować nago w futrze, po czym miało dojść do molestowania. Po zeznaniach Barnard zapoczątkowała petycję on-line wnioskującą o usunięcie Polańskiego z Amerykańskiej Akademii Filmowej.

Na czym być może się nie skończy, dlatego że kilka dni temu ten jeden wielki skandal wokół osoby Polańskiego na nowo się rozżarzył. Francuskie media ujawniły, że o kolejny gwałt reżysera „Dziecka Rosemary” oskrżyła aktorka i modelka, Valentine Monnier. Do gwałtu miało dojść w 1975 roku. Monnier miała wtedy 18 lat. Sytuację opisała w ostatnim wywiadzie dla Le Parisien. Według jej wersji do gwałtu miało dojść w szwajcarskim mieście Gstaad, gdzie spędzała ferie zimowe. Poznała tam Polańskiego wraz z jego przyjaciółmi i została zaproszona na wieczór do jego posiadłości. Według jej zeznań została tam namawiana do zażycia nieznanej substancji, po czym została pobita i zgwałcona. Polański oczywiście stanowczo zaprzeczył oskarżeniom.

źródło: polityka.pl

Nie zmienia to jednak faktu, że wiszące od dawna nad głową reżysera czarne chmury chyba w końcu spłyną spektakularną ulewą. Sprawa Monnier wyszła bowiem na jaw tuż przed premierą nowego filmu Polańskiego „Oficer i szpieg”. Oficjalna premiera przebiegła więc w atmosferze skandalu. Francuskie aktywistki próbowały zakłócić pokaz filmu poprzez skandowanie haseł przeciwko Polańskiemu oraz apelowały, by w końcu ukarać go za rzekome przestępstwo. Żona reżysera musiała odwołać wywiady w zachodnich mediach, których odmawiają również aktorzy, biorący udział w najnowszym filmie, a gildia francuskich artystów poważnie rozważa wykluczenie reżysera.

2. Nobla nie będzie

W kwietniu 2018 roku ze stanowiska szefowej komitetu przyznającego literackiego Nobla zrezygnowała Sara Danius. Dezyzja ta była kulminacją trwającego od kilku miesięcy skandalu wokół męża poetki Katariny Frostenson, członkini Akademii. Fotograf Jeana-Claude Arnault utrzymywał bardzo bliskie związki z Akademią, dlatego gdy podczas światowej kampanii #meetoo osiemnaście kobiet na łamach szwedzkiego dziennika Dagens Nyheter opublikowało swoje oświadczenia o molestowaniu przez Arnaulta, literacki świat na moment zamarł.

źródło: straitstimes.com

Według zeznań Arnault miał brutalnie molestować kobiety na przestrzeni 20 lat. I co gorsza dla Akademii miało się to dziać w mieszkaniach do niej należących, w Sztokholmie i w Paryżu, a także w prowadzonym przez fotografa i jego małżonkę prestiżowym klubie literackim o nazwie Forum. Co więcej skadal seksualny wiązał się także ze skandalem finansowym – Forum częściowo finansowała Akademia. Po tych doniesieniach szefowea komitetu przyznającego literackiego Nobla natychmiast wstrzymała zaplanowane dla Forum wypłaty i wszczęła wewnętrzne śledztwo, w którym stwierdzono finansowe nadużycia. Ponadto Arnault został również oskarżony o bycie źródłem przecieków z obrad noblowskich. Dochodzenie wykazało, że mąż Frostenson był źródłem przecieku o Nagrodzie Nobla dla Wisławy Szymborskiej (1996), Elfriede Jelinek (2004), Harolda Pintera (2005), Jean-Marie Gustave’a Le Clezio (2008), Patricka Modiano (2014), Swiatłany Aleksijewicz (2015) oraz Boba Dylana (2016).

źródło: tvp.info

W ostatecznym rozrachunku z członkostwa w 18-osobowej Akademii zrezygnowało osiem osób. Formalnie pozostają one nieaktywnymi członkami, dlatego że istniejące procedury nie przewidują rezygnacji ze stanowiska – jeśli ktoś wycofuje się z prac, jego krzesło pozostaje puste aż do jego śmierci. Ze stanowiska zrezygnowała Sara Danius. Akademia Szwedzka zrezygnowała z przyznania literackiego Nobla w roku 2018. Dlatego na przyznanie tegoż Nobla naszej polskiej pisarce, Oldze Tokarczuk, musieliśmy poczekać do tego roku;)

3. Macron zdradza swoją 20 lat starszą od niego żonę z… ochroniarzem?

Ponad rok temu we farncuskich mediach zawrzało. W grę wchodził nie tylko homoseksualny romans głowy państwa, ale również zdrada tajemnic państwowych.

źrodło: tvp.info

Wszystko zaczęło się od zeszłorocznej pierwszomajowej manifestacji, na której Alexandre Benalla, 28-letni były już wiceszef kancelarii prezydenta Macrona, przebrał się za policjanta i pobił dwóch uczestników demonstracji. Dziennikarze zaczęli kopać głębiej. Zaczęto insynuować, że Benalla i Macrona łączyło płomienne uczucie. Tym bardziej, że nie był to pierszy raz, kiedy prezydenta Francji podejrzewano o związki z mężczynami. Na tym jednak nie koniec, bo liberalna Francja byłaby chyba w stanie taki skandal łatwo puścić płazem. Na Macrona rzucono jednak znacznie poważniejsze oskarżenie jakoby przekazywał swojemu domniemanemu kochankowi tajemnice państwowe, m.in. kody nuklearne. Sprawa cały czas jest w toku, paryska prokuratura wszczęła w sprawie Banalli śledztwo wstępne.

Na razie ujawniono, że po zwolnieniu z Pałacu Elizejskiego Benalla prowadził interesy w krajach afrykańskich, posługując się dwoma paszportami dyplomatycznymi. Za finansowaniem jego podóży miał stać francusko-izraelski biznesmen, odpowiadający za niejasne transakcje w Afryce. W lutym tego roku były bliski współpracownik obecnego prezydenta Francji został osadzony w tymczasowym areszcie. Skandal wokół tych wydarzeń i doniesień doprowadził do złożenia przez opozycję dwóch wniosków o wotum nieufności wobec rządu Macrona, który przetrwał dzięki większości.

źródło: tygodnik.tvp.pl
młoda rodzina

Dzieci – barometr emocji w związku

Stworzenie wspólnoty, oprócz wzajemnego wspierania się w tworzeniu bezpiecznej przestrzeni do życia, łączy się z posiadaniem potomstwa. Najbardziej podoba mi się hasło, że „dzieci są po to, abyśmy mogli zostawić po sobie wartość”. Jednakże fakt posiadania dzieci nie powinien być celem samym w sobie dla związku. Skąd taki wniosek?

Z pracy i doświadczeń własnych. Związek oparty jedynie na wychowaniu dzieci umiera, gdy te się usamodzielniają. Dlatego tak ważne jest, aby związek miał jeszcze inne obszary wspólne. Co to może być? Przypomnij sobie, co się takiego zadziało, że postanowiliście być razem. To jest ta motywacja, która trzyma Waszą dwójkę razem, nawet jeżeli wydaje się, że już nawet sekundy ze sobą nie wytrzymacie. Poza tym z pewnością macie wspólne zainteresowania. Wracajcie do nich tak często, jak się da.

Gdy jest się rodzicem, są sytuacje, które trzeba zwyczajnie przetrwać i nie dać się wykończyć nieprzewidzianym okolicznościom. Należy przyjąć do wiadomości i wziąć „na klatę”, że to one wyznaczają rytm naszego życia. Dostosowanie się do tego rytmu jest niezbędne, aby poznać własne dziecko, nauczyć się wspólnego życia i dzięki temu tak organizować sobie czas, aby wystarczyło go na wszystko, co chcesz zrobić.

Nawet jeśli masz świadomość, że dzieci dorastają i chaos mija, to ta chwilowa destabilizacja w związku jest w rzeczywistości sporym wyzwaniem. Z pewnością znasz osobiście lub ze słyszenia osoby, które właśnie w takich momentach „nie dają rady”. Bo niekończące się zmienianie pieluch, karmienie, nieprzespane noce, zwyczajnie fizyczne zmęczenie człowieka wykańcza. I taka „sielanka” trwa, aż młodzież osiągnie zacny wiek przedszkolny. Ale potem rodzice łapią oddech. I z tej radości, że wolność wróciła, nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Na szczęście pomysły szybko się pojawiają. Niektóre osoby odsypiają, nadrabiają zaległości kulturalne, sprzątają, piją ciepłą kawę.

Należy pamiętać, że dzieci nie są jedynie dodatkiem do związku. Chociaż niektórzy tak twierdzą i nie lubię ich za to. Dzieci stanowią jego integralną część. W jaki inny sposób taki mały człowiek ma czerpać od nas wiedzę i wartości, jeśli nie uczestnicząc aktywnie w naszym życiu. Owszem, są rodziny, w których rodzice pełnią niewielką rolę w wychowywaniu. I niestety ma to swoje konsekwencje w życiu dorosłych już dzieci, objawiające się nieumiejętnością okazywania uczuć, znajdywania odpowiednich dla siebie partnerów. Zatem należy zastanowić się dwa razy, czy opłaca Ci się nie uczestniczyć w życiu własnego potomstwa.

Dzieci są również doskonałym odzwierciedleniem naszego stanu ducha, nastrojów i emocji. Jak mam możliwość, to proszę czasem o przyprowadzenie na spotkanie dziecka. Widać wtedy wszystko, co klient chce przed sobą ukryć. Ty też możesz zrobić takie ćwiczenie. Najlepiej to widać, gdy między tobą a partnerem doszło do kłótni lub gdy krzywdzicie się w inny sposób. Wtedy dziecko zaczyna sprawiać trudności, płacze, złości się, robi rzeczy dziwne, niebezpieczne. Aby obserwacja była prawidłowa, należy najpierw wykluczyć to, że jest głodne, zmęczone lub chore. Z pewnością każde niepokojące zachowanie malucha należy sprawdzić, zaczynając od zweryfikowania, co w rodzinie jest nie tak, że mały barometr tak reaguje. Jeśli nie jesteś w stanie sama wyłapać, o co chodzi, poproś kogoś zaprzyjaźnionego, kto powie Ci prawdę. Pamiętaj tylko, żeby nie mieć pretensji do tej osoby. To jest KLUCZOWE!

No dobrze, a jak to się wszystko ma do znalezienia/utrzymania miłości?

Jeśli jesteś jeszcze na początku poszukiwań lub dopiero zaczynasz wspólne życie, weź bardzo mocno pod uwagę fakt, że zostaniecie rodzicami. Odpowiedz sobie również na pytanie, czy Twojej miłości wystarczy, gdy pojawią się wyzwania związane z zajmowaniem się dziećmi.

dorothy-day-2

Czy amerykańska feministka i komunistka zostanie „świętą naszych czasów”? – Dorothy Day

Uważana za jedną z najciekawszych kobiet XX wieku. Porównywana do Gandhiego. W młodości doświadczyła aborcji i małżeństwa-pomyłki. By zrozumieć, czym jest głód i bezdomność, żywiła się tylko solonymi orzeszkami i pomieszkiwała na lodowatym poddaszu. Najpierw obracała się w kręgu artystycznej bohemy, potem żarliwie zaczęła należeć do Boga.

Młoda i gniewna

Urodziła się 8 listopada 1897 roku w Brooklynie (Nowy Jork) w stosunkowo zamożnej rodzinie protestanckiej. Była trzecim z piątki dzieci Johna i Grace. W wieku 16 lat skończyła liceum i otrzymała stypendium na Uniwerytecie w Illinois. Zaczęła wtedy swoją dziennikarską działalność. Wstąpiła do Partii Socjalistycznej. Wyznawała pogląd, że religia to opium dla ludu. Zniechęcała ją hipokryzja i materializm wielu ludzi uważających się za dobrych chrześcijan.

W 1916 roku porzuciła edukację i wróciła do rodzinnego miasta. Zafascynowana życiem najbiedniejszych, obsesyjnie przemierzała najgorsze dzielnice Nowego Jorku, by przyglądać się życiu bezdomnych, głodnych i chorych. Została zatrudniona w socjalistycznej gazecie „New York Call” jako reporterka. Z czasem zaczęła też pisywać do magazynów feministycznych The Masses i The Liberator o socjalizmie i feminizmie. Była gorącą zwolenniczką prawa wyborczego kobiet, które czynnie manifestowała. Jej kariera zaczęła nabierać tempa. Dla dziennika „The Call” przeprowadziła nawet wywiad z Lwem Trockim!

W 1917 roku Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny. Jako zdeklarowana pacyfistka Dorothy nie mogła odpuścić i tej kwestii. Wraz z innymi sufrażystkami, które swoją kampanię na rzecz uzyskania przez kobiety praw wyborczych nazwały Silent Sentinels, zaczęła pikietować pod Białym Domem. Kobiety zostały aresztowane i skazane na 30 dni. Dorothy odsiedziała 15 dni, podczas których zdążyła jeszcze wziąć udział w strajku głodowym. Nowojorskie feministki chciały w ten sposób uzyskać status więźni politycznych. Zarzucono im, że jako kobiety oczywiście tylko mówią zamiast naprawdę pracować na rzecz innych. Dorothy do tego stopnia oburzyła się tego rodzaju pomówiniami, że zaraz po wyjściu z aresztu zatrudniła się w szpitalu.

źródło: thoughtco.com

Zawirowania

Ta decyzja doprowadziła ją do trudnych doświadczeń i wyborów. W szpitalu poznała bowiem Lionela Moisego, uroczego awanturnika, swojego pierwszego kochanka, w którym zakochała się równie żarliwie jak w komunizmie. Zaszła w ciążę. Bała się, że Lionel ją zostawi. Mówi się, że to za jego namową w końcu dokonała aborcji. Zostawił ją zaraz po zabiegu. Stać go było tylko na pożegnalny list. Paradoksalnie, ten wielki ideowiec, który twierdził, że „idea doskonałej miłości wyklucza posiadanie dzieci”, życzył jej, by wyszła za mąż za jakiegoś bogacza. Dokładnie tak zrobiła.

W 1921 roku wyszła za mąż za zamożego wydawcę, Berkeleya Tobey’a, z którym wyjechała do Europy. Nie było to jednak szczęśliwe małżeństwo. Dorothy zakończyła je po roku. Po powrocie poznała Forstera Battinghama, biologa, kolejnego szalonego idealistę, który instytucję rodziny uważał za przeżytek. W 1924 roku zamieszkała z nim z jego rustykalnym domku na plaży w Staten Island. Tam zaczęła się modlić i uprawiać rosarium, w którym miała figurę Matki Boskiej. W wieku 30 lat zaszła w kolejną ciążę. Urodziła córkę, Tamar, którą ochrzciła. Sama przyjęła chrzest w 1927 roku. Forster, zatwardziały ateista, nie mógł pogodzić się z tym, że dla Dorothy wiara katolicka zaczęła stawać się czymś fundamentalnym w codziennym życiu. Para rozstała się, jednak dla Dorothy nie był to już taki cios jak za pierwszym razem.

Nawracanie siebie i innych

Powróciła do dokładnie takich samych aktywności jak za czasów młodości, tylko że tym razem protestowała, pisała i agitowała na rzecz katolicyzmu. Oddała się swojej wierze w tak samo gorliwy sposób jak wcześniej feminizmowi i komunizmowi. Do końca życia codziennie uczęszczała we Mszy Świętej. W soboty brała udział w adoracji i nabożeństwie dziękczynnym. W każdej wolnej chwili rozważała Pismo Święte. Szczególnie lubiła lektury pism św. Teresy z Avili. Katolicyzm wiązał się dla niej z aktywnym działaniem. Dlatego nie mogła pogodzić się z tym, że podczas szalejącego Wielkiego Kryzysu Kościół nie spełniał swojego ewangelicznego zadania.

Na szczęście zrządzeniem losu poznała emigranta z Francji, Petera Maurina, samouka, wizjonera i filozofa. Obydwoje mówili potem, że modlili się o znalezienie bratniej duszy i trafili na siebie. Założyli wspólnie miesięcznik, „The Catholic Worker” (Katolicki Robotnik), którego pierwszy numer ukazał się 1 maja 1933 roku w nakładzie 2,5 tysiąca egzemplarzy po cencie za sztukę.

źródło: Universty of Michigan Library Digital Collections

Pismo zaczęło cieszyć się uzananiem i poczytnością, dlatego że nie był to zwykły katolicki miesięcznik. Obok tekstów piętnujących wyzyskujący robotników kapitalizm drukowano na przykład wiersze prześmiewające bogactwo biskupów. Wokół pisma zaczęli gromadzić się wolontariusze. Zalążkiem zapoczątkowanego chwilę później ruchu społecznego o tej samej nazwie jak gazeta, było mieszkanie Dorothy przy Piętnastej Ulicy. Organizowano tam wieczorne modlitwy, kolacje dla bezdomnych oraz dyskusje filozoficzne. W przeddzień wybuchu II wojny światowej „The Catholic Worker” sprzedawał się w 150 tysiącach egzemplarzy, a w 1937 r. dom Doroty w Nowym Jorku wydawał obiady dla 400 osób dziennie!

W stronę świętości

Dorothy nieprzerwanie pisała i brała udział w protestach przeciw wojnom, za co w latach 1917-1973 wielokrotnie trafiała do więzienia.Organizowała demonstracje przeciw prześladowaniom Żydów w hitlerowskich Niemczech i nawoływała, by Ameryka przyjmowała uchodźców, co było poglądem zdecydowanie niepopoluarnym i przysporzyło jej wiele problemów. W latach 50-tych trafiła do więzienia za ignorowanie ćwiczeń na wypadek ataku atomowego, a w latach 60-tych wystąpiła przeciw wojnie w Wietnamie. Organizowała demonstracje przeciw interwencji w Indochinach i w czasie II soboru watykańskiego głodowała z grupą kobiet w intencji potępienia przez sobór wszelkiej wojny.

Do organizowanej i zarządzanej przez nią wspólnoty zaczęły napływać dary. Dzięki nim otwierano coraz to nowe domy pomocy ubogim i głodującym. Pod koniec lat 30-tych w całych Stanach było już ponad trzydzieści takich ośrodkόw. Dzisiaj jest ich 130 i kilka w innych krajach. Wraz z Peterem odważyła się na kolejny krok, po domach pomocy zaczęła organizować samowystarczalne farmy na amerykańskich wsiach.

Peter Maurin podczas prac na farmie św. Izydora w Aitkin, w Minnesocie w 1941 roku.
źródło: Courtesy of the Department of Special Collections and University Archives, Marquette University Libraries, fot. Mary Humphrey

W listopadzie 1965 roku doszło do największej tragedii w historii jej ruchu. Podczas jednego z protestów grupa współpracowników Day paliła karty powołania do wojska. Ktoś w tłumie nagle zakrzyknął: „Spalcie siebie, a nie karty!”. Nie wiadomo, czy Roger LaPorte, członek wspólnoty, uznał to za wyzwanie czy współnotowe zawezwanie do czynu. Oblał się benzyną i podpalił. Zmarł w szpitalu.

Dorothy Day dobrze znała się z Matką Teresą, ale miała też wielu wrogów i przeciwników. Jako feministka nigdy nie zyskała sympatii radykalnych feministek. Niektóre grupy katolików potępiały ją za bezkompromisowy pacyfizm i niezbyt lubiły za podkreślanie wagi dobrowolnego ubóstwa. Jeszcze w latach 30-tych stała się osobistym wrogiem wpływowego kaznodziei, ojca Charlesa Coughlina.

Zmarła 29 listopada 1980 roku. Swoje życie opisała w powieści „The Eleventh Virgin” (Jedenasta dziewica), którą wydała drukiem w 1924 roku, i w której szczególnie podkreślała, że aborcja odcisnęła duże piętno na jej życiu.

“Myślałam,że jestem wolną i wyemancypowaną młodą kobietą i odkryłam,że wcale tak nie jest. Wolność to modna kreacja, pułapka, w którą my kobiety staramy się schwytać mężczyznę na którym nam zależy”.

ukrywanie depresji

Mnie to nie dotyczy

Z pewnością masz w swoim otoczeniu osobę, o której możesz z ręką na sercu powiedzieć, że przydałaby jej się terapia, coaching, konsultacje ze specjalistą. Masz wokół siebie pary, które borykają się z problemami, a Ty widzisz, co się dzieje, próbujesz dać dobrą radę, a oni nic. Jeszcze bardziej brną w bagno, jeszcze bardziej się kłócą, a Ciebie nienawidzą, bo się wtrącasz.

Powiem Ci, że chociaż wyprujesz sobie żyły, to i tak te osoby nie posłuchają Twojej rady. Nie pójdą na terapię. Zrobią coś innego. Znajdą sobie innego znajomego.

Kiedyś bardzo chciałam pomagać wszystkim. Dosłownie. Nawet jeśli mnie o to nie prosili. Mówiłam, co mają zrobić, dawałam dobre rady. I wiesz co? Wściekałam się, że nie robili tego, o czym im mówiłam. A dlaczego? Bo wlazłam do ich życia bez zaproszenia.

To, że ktoś ma problem i Ty go widzisz, to wcale nie znaczy, że jest gotowy go naprawiać.  Ludzie, zazwyczaj nie wiedzą, co ich gryzie w tyłek, nawet jeśli zostają ślady po zębach. Do tego, aby w ogóle pomyśleć, że coś ze sobą trzeba zrobić, bo już tak dalej się nie da, człowiek musi, ale to musi znaleźć się w śmierdzącej piwnicy ze szczurami. Inaczej nie zrobi nic, żeby sobie ułatwić życie. A jeszcze Ci powie, że ma wszystko pod kontrolą i sam sobie poradzi. Jest bohaterem domu i Zosią samosią…

Wiem, że tak jest, bo sama tak robiłam.

Zdarzyło się tak, że jedną z ciąż straciłam. Wydawało mi się wtedy, że to nic, takie rzeczy się zdarzają. Natura tak chciała i takie tam… Owszem, fizycznie wszystko wyglądało dobrze, ale wewnętrznie byłam podziurawiona jak sito. 

Zastanawiasz się, po co Ci o tym piszę? Bo ja byłam taką bohaterką domu. Mówiłam sobie, że jest ok, że sobie radzę. A figę prawda. Z niczym sobie nie radziłam. Firma mi utknęła, starsza córka zaczęła sprawiać problemy, z mężem było zimno. A ja nadal twierdziłam, że pomocy nie potrzebuję. Jak stachanowiec wyrabiam trzysta procent normy!

Aż przyszła ta wiekopomna chwila i stanęłam przed murem. I fizycznie, i mentalnie. Nie mogłam się ruszyć. Wszystko było z ołowiu.

Wtedy dostałam od przyjaciółki kontakt do terapeutki. W sumie to sama do niej zadzwoniła i mnie umówiła. I jeszcze wtedy, twierdziłam, że idę tam z grzeczności dla przyjaciółki. 

Wszystko się zmieniło, gdy byłam po pierwszym spotkaniu. Właściwie tylko dzięki temu mogę pisać do Ciebie artykuły.

I nawet jak teraz czytasz i myślisz sobie: „Aaa, mnie to nie dotyczy” – to dotyczy. I im bardziej myślisz sobie, że to inni muszą się zmieniać, a Ty nie. To tym większy masz problem.

Ludzie nie zmieniają się po dobroci. Zmiany nie następują na zielonej łączce, pełnej słodkich króliczków. Zmiany to krew, pot i łzy. I to jest normalne. Gdy boli, to znaczy, że działa. Gdyby ból nie był początkiem czegoś nowego i dobrego, to poród też by nie bolał.

W moim otoczeniu, też jest wiele osób, którym można pomóc. Jednak dopóki nie zostanę przez nich zaproszona do ich świata, nie pomogę. Nie dlatego, że nie chcę. Dlatego, że oni nie są gotowi. Po prostu.

Dlatego, jeśli chcesz sprawić komuś prezent – niespodziankę i wykupić  konsultacje u specjalisty, to odradzam. Wykup je dla siebie, wtedy będą to bardzo dobrze wydane pieniądze. A jako prezent–niespodziankę możesz dać książkę książkę tematyczną, np. „Miłosne Prawo Jazdy”;)

O nas

Kobieta z klasą to miejsce dla nieidealnych kobiet, które chcą prawdziwie i szczęśliwie żyć, ciesząc się najdrobniejszymi rzeczami. Pokazujemy Wam inspirujące książki, filmy, publikacje i inne „babskie zajęcia', które być może skłonią was do wyjścia, z często pozornej, strefy komfortu i rozpoczęcia życia na własnych warunkach. Bo w życiu nie zawsze chodzi o to by było stabilnie. Ważne żeby żyć prawdziwie i w zgodzie z własnym ja.

Kontakt

Kontakt:
Joanna Wenecka-Golik
kontakt@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved