website-logo
dziewczynka zagląda do lodówki

Dlaczego problemy to powód do jedzenia?

Czym jest zajadanie problemów? Czy to, co dzieje się w naszej głowie ma wpływ na nasz sposób odżywiania się? Jeśli macie problem z nadmiernym jedzeniem, szczególnie wybranych produktów, być może problem dotyczy właśnie Was!

Nadmierne jedzenie, wilczy apetyt czy obżeranie się jest bardzo częstym zjawiskiem szczególnie u kobiet. Dlaczego właśnie u kobiet? Otóż kobiety są bardziej emocjonalne. Porażki i niedociągnięcia są dla nich powodem do obwiniania siebie. W sytuacjach stresowych, kiedy pojawia się nieznośne napięcie, sięgamy po jedzenie, by to napięcie zniwelować. Taki nawyk powoduje zaburzenia odżywiania i otyłość. Pojawia się błędne koło – bodziec – stres – napięcie – kompulsywne jedzenie – uwolnienie napięcia.

Jedzenie możemy traktować także jako nagrodę. Tego uczy się już od dzieciństwa. Bo czyż nie jest tak, że w nagrodę za dobrą ocenę batonik? Za grzeczne zachowanie cukierek? Później przenosimy ten schemat w dorosłość. Za osiągnięcia, zdany egzamin, podpisany kontrakt? Zajadanie pustki po nieudanym związku, tęsknota za rodziną za granicą, pustka nie do zapełnienia z jakiegokolwiek powodu by się nie pojawiła. Pustka, bo coś mi umknęło, czegoś nie osiągam, nie mam, nie umiem, nie dam rady. Pustka z przeszłości, teraźniejszości.

Zapełniamy tę pustkę kaloriami, które nie są w stanie jej zapełnić. Brak kontroli nad sobą, swoim ciałem powoduje frustrację. Próbujemy tę kontrolę odzyskać, jedząc. Jedzenie staje się substytutem kontroli. Taką funkcję spełnia jednak tylko w naszej głowie, ponieważ nie da się kontrolować świata. W tej sytuacji warto się zastanowić dlaczego chcemy wszystko kontrolować?

Problemem nie jest jedzenie, lecz powód dla którego nadmiernie tego jedzenia używamy. Jeśli boimy się bliskości, uzewnętrznienia własnej atrakcyjności na przykład z powodu traumatycznych przeżyć seksualnych z przeszłości, to niestety często posługujemy się do tego otyłością. Przecież jeśli będę gruba i niezgrabna, to nic mi nie grozi, prawda?

Często, jeśli nie najczęściej, jemy z powodu wyparcia. Każdy z nas ma problemy i są one dla każdego z nas subiektywnie ważne. Finanse, nielubiana praca, złe samopoczucie, brak dobrych relacji z bliskimi, brak celów, pasji, realizacji siebie, marzeń, inwestycji w siebie, rozumienia siebie, brak akceptacji, swoich wad i zalet, brak energii życiowej, rutyna, brak umiejętności odpoczynku, nieumiejętność rozładowania napięcia… Ale problemy nie znikną po zjedzeniu słodyczy. Problemy nie zmniejszą się od nocy spędzonej w towarzystwie lodówki. Pozostaną tylko dodatkowe kilogramy i frustracja.

A stres? On też jest złym doradcą żywieniowym. W stresie jemy na potęgę, zupełnie nie kontrolując tego, co i w jakiej ilości spożywamy. Uczucie sytości nie ma miejsca, podobnie jak uczucie głodu. Kompulsywne jedzenie odbywa się w sferze psychicznej i nie ma nic wspólnego z zaspokojeniem uczucia głodu. To zaspokojenie potrzeb psychicznych, których nie umiemy zaspokoić w żaden inny sposób. Żołądek to studnia bez dna, do której wpadają kaloryczne przekąski z resztkami z obiadu i słodyczami na przemian. Znacie to? Potem chwila, kiedy ma się ochotę zwymiotować, co nie przeszkadza w dalszym jedzeniu czego popadnie.

Jeśli macie problem z zajadaniem problemów musicie popracować nad swoją podświadomością. W Waszej psychice tkwi przekonanie, że inaczej niż ciągłym jedzeniem nie da się rozwiązać problemów. Z większości tych problemów nie zdajemy sobie sprawy, dlatego też nie podejmujemy ich prób rozwiązania. Rozwiązywanie problemów jedzeniem prowadzi z reguły do uzależnienia, które działa na takiej samej zasadzie jak uzależnienie od tytoniu, alkoholu i narkotyków. Od toksycznych substancji można się od izolować i uniezależnić. Uzależnienie od jedzenia jest o tyle trudne, iż jest nam ono niezbędne do życia. Nie możemy bez niego funkcjonować. Sprawę pogarszają kolejne próby odchudzania restrykcyjnymi dietami, które oprócz rujnowania organizmu nie wnoszą niczego w sytuację, w jakiej się znajdujemy. Kolejna nieudana próba odchudzania to kolejny powód do jedzenia kompulsywnego.

romans

O, zdrada!

Kiedy zdrada nie jest zdradą? Czy liczy się bardziej zdrada fizyczna czy emocjonalna? To zależy, kto zdradza i kto jest zdradzany.

Przyjrzyjmy się kobiecie. Panie angażują się emocjonalnie w każdy związek, i ten legalny, i ten nielegalny. Dlatego domniema się, że ich zdrada jest nie tylko cielesna, ale również uczuciowa. Ten rodzaj zdrady ma silny ładunek emocjonalny prowadzący do rozpadu aktualnego związku. Jednak nie zawsze na korzyść tego nowego.

Natomiast panowie zdradzają cieleśnie, bez specjalnego zaangażowania. Spotkałam się też z sytuacją, kiedy mężczyzna zdradzający fizycznie twierdził, że kocha swoją żonę i dzieci. A seks to tylko przygoda. Czy to zdrada, czy tylko rozładowanie napięcia w lędźwiach? Na to drugie jest też inny świetny sposób: oddychać, a potem rozchodzić!

Kiedy uważamy, że zdrada nie jest zdradą? Oto teoria z filmu „Porno”: „Pierwszy raz nie zdrada, jak się włoży sam koniuszek to też nie zdrada, na wczasach nie zdrada, jak chłop w wojsku nie zdrada, na delegacji nie zdrada, po francusku nie zdrada, po pijaku tym bardziej…”

Od siebie dodam zasłyszane tu i ówdzie, że na wyjazdowych szkoleniach powyżej 50 km to też nie zdrada. Moi klienci opowiadają najczęściej, że zdradzają, bo w aktualnym związku wieje nudą. Bo potrzebują więcej adrenaliny. Bo się zauroczyli kimś innym. Bo mają takie hobby. Robią to dla sportu. Żeby mieć więcej doświadczenia i dzielić się nim z partnerem. Bo mają taki temperament, że potrzebują dużo wrażeń, również seksualnych. I właściwie to nie jest zdrada, tylko szukanie „nowych rozwiązań i wyzwań”. Cóż, jestem zdania, że jeśli chce się znaleźć powód, to i argumenty się znajdą. Proces nazywany jest również dorabianiem filozofii do własnego postępowania.

A zatem kiedy jest „niezdrada”? W tym wypadku należy wziąć pod uwagę własny zakres tolerancji. Warto jednak pamiętać, że jest to sprawa bardzo indywidualna. Oparta w dużej mierze na tym, czym kierujesz się w swoim życiu i jakie wartości wyznajesz. Co jest dla ciebie do zaakceptowania, a co grozi zerwaniem kontaktu. Wyobraź sobie, że są osoby, którym przeszkadza sam fakt, że jego partner popatrzy z uwagą na inną kobietę lub mężczyznę. Na drugim biegunie są natomiast osoby, dla których swinging jest ciekawą rozrywką, nieszkodzącą związkowi. Między tymi biegunami jest cała reszta. Dla przykładu:

Jesteś osobą religijną, Bóg i przykazania Kościoła są dla ciebie wartością nadrzędną. Zdarza się, że zostałeś zdradzony. Biorąc pod uwagę nauki Kościoła, należy wybaczyć i wybaczasz. Dajesz zrozumienie i wsparcie.

Wyobraź sobie inną sytuację. Jesteś osobą o liberalnych poglądach. Twoją wartością jest wolność i temat zdrady dla ciebie nie istnieje.

Jeszcze inna historia: Twoją wartością jest rodzina, w której czujesz się bezpiecznie. Z powodu zdrady bezpieczeństwo zostało zachwiane. Lepszym wyjściem jest dla ciebie rozstanie z partnerem niż życie w poczuciu braku bezpieczeństwa. Wydaje się, że głównym powodem, dla którego trudno wybaczyć w tym przypadku zdradę, jest ładunek emocjonalny.

Zauważ, że podobnie bywa w przyjaźni. Nie mamy tu do czynienia z seksem i erotyką, natomiast też mówi się o zdradzie. Zdradzona tajemnica, zdradzone uczucia, zdradzone zaufanie. Te wszystkie elementy idealnie odnoszą się do związku. Będąc z kimś w relacji intymnej, jaką jest małżeństwo, narzeczeństwo lub inny związek, umawiacie się na poziomie świadomym, czyli ustalacie jasno i konkretnie zasady. I nieświadomym, czyli oczekujecie wzajemnie właśnie zaufania, poczucia bezpieczeństwa, zachowania waszych tajemnic tylko dla was. Wpuszczenie w taką relację kogoś trzeciego, kto będzie rościł sobie prawa do emocji was łączących, to jest właśnie zdrada.

Zdrada moim zdaniem występuje jeszcze w innej sytuacji niż przytoczone wcześniej. Wyobraź sobie sytuację, kiedy twój partner powierza ci swój największy sekret, zwierza się z uczuć, historii, których nigdy nikomu nie mówił. Wybrał ciebie, bo ufa, bo jesteście tak zżyci, że chce opowiedzieć o sobie jeszcze więcej. A ty przy najbliższej okazji opowiadasz o tym ze szczegółami znajomemu, koleżance, żeby podkreślić, jaką to świetną relację masz z partnerem…

Kurtyna.

przyjaźń czy miłość

Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?

Co to jest przyjaźń? Jest to silna więź między ludźmi sprawiająca, że ufają sobie, są dla siebie ważni, zrobią dla siebie więcej niż dla innych znajomych.

Wspierają się w trudnych chwilach, cieszą się ze swoich sukcesów, są wobec siebie szczerzy „do bólu i nie ma, że boli”, mają dla siebie czas i dają sobie uwagę. Łączy ich często wspólne hobby, podobny światopogląd, ale również i różnice, które sprawiają, że są dla siebie uzupełnieniem.

Posiadanie przyjaciela jest cudownym przywilejem i szczęściem. Jednakże nie wierz, gdy ktoś mówi, że ma wielu przyjaciół. Wielu to można mieć dobrych znajomych, a prawdziwego i szczerego przyjaciela jednego, no może dwóch.

Przyjaźnić może się każdy z każdym. Mężczyzna z mężczyzną. Kobieta z kobietą. Kobieta z mężczyzną. Mówiąc o przyjaźni mężczyzn, mam na myśli silne i trwałe relacje. Określane jako szorstka, męska przyjaźń. Gdzie nie ma miejsca na zbyteczne gadanie. To jest układ, w którym panowie rozumieją się bez słów. Przyjaźń między kobietami też taka na zawsze i nie wymagająca wielu słów, żeby było wiadomo, co się dzieje. Są to relacje oparte na dużej emocjonalności. Są długotrwałe, głęboko osadzone w duchowości, bliskości. Bywają bardziej żywiołowe niż te męskie, bo panie mają zwyczajnie taką potrzebę.

A jak jest z przyjaźnią między kobietą a mężczyzną?

Owszem, jest możliwa. Do pewnego momentu. Czyli do kiedy? 

Mała dygresja. Być może pamiętacie „PARA-MĘT PIKCZERS PREZENT-ują Kulisy srebrnego ekranu” i początek rozmowy Jędrka i Mańka: 

Jędrek: „Fajny film wczoraj widziałem”

Maniek: „Momenty były?” 

Jędrek: „No masz! Najlepiej jak…”

No właśnie, o takich momentach w przyjaźni damsko-męskiej chcę opowiedzieć. Dopóki ta relacja nie będzie miała podtekstu erotycznego, dopóty będziemy mówić o przyjaźni, a nie o związku. Przecież nie bez powodu mówi się, że miłość to nic innego jak przyjaźń doprawiona namiętnością. Zatem możemy przyjaźnić się w relacji damsko-męskiej, ale musimy przedstawić jasne reguły gry. Przygotować się na ewentualność zmiany aktualnego statusu na zostanie kochankami lub parą.

Jest też tak, że ludzie zaczynają się przyjaźnić, bo to jest bezpieczniejsza wersja wchodzenia w stały związek. Z przyjaźni łatwiej się wycofać, gdy okaże się, że to pomyłka w wyborze. Jest też odwrotna sytuacja, gdy ze stałego związku przechodzimy do przyjaźni. Są osoby, które uważają, że taka przyjaźń jest możliwa i długotrwała.

Śmiem wysunąć inną teorię. Kiedy jesteśmy w związku, oprócz namiętności łączy ludzi również zaufanie, szczerość, poczucie bezpieczeństwa. Gdy kończy się związek, ta nić, więź zostaje przerwana, nadszarpnięta. Przecież z jakiegoś powodu się nie udało. W takim przypadku nie mówimy o rozstaniu za porozumieniem stron. Jeden z elementów łączących dwoje ludzi został naruszony w sposób niewybaczalny. Zatem nie ma fundamentu do tego, aby związek mógł płynnie przerodzić się w przyjaźń.

Jednakże jeśli tak się stanie, to oznacza, że ludzie tak naprawdę wcale nie byli w sobie zakochani. Po prostu dwoje przyjaciół umawiało się na seks. Jeśli jednak ludzie uprą się na tę przyjaźń po rozstaniu, to trwa ona krótko. Zazwyczaj do chwili, gdy jedna z osób znajdzie nową miłość.

Jest jeszcze druga strona medalu

Jak zrobić, żeby w związku była przyjaźń, nie tylko namiętność? Przyjaźń w związku jest substancją cementującą. Wyobraź sobie, że w twoim związku zdarza się nieszczęście. Ktoś zachoruje, ma wypadek. W sytuacjach kryzysowych nie wystarcza namiętność. Bo zwyczajnie ona odchodzi na dalszy plan. To partner, który jest przyjacielem, jest wsparciem w trudnych chwilach. To przyjaciele wzajemnie wspierają się w kłopotach.

Krótki test: 

  • wymień wszystko, co zrobiłabyś dla swojego przyjaciela, 
  • wymień wszystko, czego nie wybaczysz przyjacielowi, 
  • wymień wszystko, co zrobiłabyś dla swojego partnera,
  • wymień wszystko, czego nie wybaczysz partnerowi.

Zauważyłaś, że przyjacielowi jesteś w stanie wybaczyć więcej niż partnerowi?

Przyjaciela bierzemy takim, jaki jest i bierzemy to, co chce nam dać. A od partnera wymagamy więcej i chcemy, żeby się dla nas zmienił. Chociaż przed związkiem tego nie wymagałaś. Pamiętaj o tym, że gdy partner dokona swojej wewnętrznej przemiany, będzie również wymagał zmiany od ciebie. Będziesz musiała nauczyć się żyć ze zmianą, jakiej pragniesz dla swojego partnera. Tak naprawdę, jeśli np. przestanie palić, to nie wiadomo, czym to sobie zastąpi i czy będzie ci to odpowiadać.

Żeby związek mógł wejść na wyższy poziom, trzeba pracy obojga.

A dlaczego? A dlatego, że jeżeli jedno z was będzie dbało o swój stan zdrowotny, emocjonalny i duchowy, a drugie nie, to przyjdzie taki moment, w którym już nic was nie będzie łączyło. I nie będzie o czym rozmawiać. Tobie nie będzie się chciało schodzić w dół, a partnerowi wysilać, aby zrównać się z tobą.

Czyli jak być przyjacielem w związku? Zwyczajnie, nie przestawaj nim być;)

Piotr Woźniak-Starak

W internecie jak w życiu, nic nie ginie, a często do nas wraca – o hejcie po śmierci Piotra Woźniaka-Staraka

Zginął człowiek. Nieważne czy bogaty, czy biedny. Nieważne z kim był, a z kim nie. Nieważne. To była nagła, niespodziewana i dramatyczna śmierć. Najbardziej ucierpieli najbliżsi.

Cierpią nadal, a ból, który czują, jest niewyobrażalny. Wielu ludzi współczuje i rozumie. Wielu przewartościowuje swoje życie, dostrzegając, że śmierć dotknie każdego z nas, niezależnie od majątku. Wielu z nas uświadamia sobie, że w taki sposób możemy stracić naszych bliskich i my. Może zaczynamy ich bardziej doceniać.

Zginął człowiek. Był czasem dobry, a czasem popełniał błędy. Jak każdy z nas. Smutne i rozczarowujące jest to, jak brutalni potrafimy być wobec drugiego człowieka, nie znając go i prawdopodobnie nigdy nie widząc się z nim osobiście. Oceniamy to, co pisze prasa, oceniamy jego życie, małżeństwo, sytuację. Po czym? Po tym, że miał pieniądze? Czy to źle, że je miał? Czy komuś zrobił krzywdę samym posiadaniem? Czy bardziej nas boli, że miał więcej…?

Czytając straszny hejt pod postami dotyczącymi śmierci Piotra Woźniaka-Staraka, zastanawiam się, co kieruje tymi, którzy w tak brutalny sposób odnoszą się do tej tragedii. Tak, tragedii, która dotknęła całą rodzinę Staraków. Hejt zawsze miał znaczenie pejoratywne, ale mam wrażenie, że w kontekście śmierci dodatkowo zyskuje ono na mocy. Komentujący śmierć Piotra Woźniaka-Staraka w sposób brutalny, zazwyczaj piszą o jego majątku, o żonie. Piszą o nim w taki sposób, jakby to był człowiek pozbawiony jakichkolwiek problemów, bo przecież majątek to lekarstwo na każdy problem, prawda? Jak dobrze, że śmierć nie zna wartości pieniądza, prawda? Jak dobrze, że przynajmniej tutaj jesteśmy równi. Jak dobrze, że i takim rodzinom przydarzają się dramaty. Tak wyobrażam sobie te łagodniejsze myśli hejterów, kiedy czytają kolejną wiadomość o wypadku Piotra. To przerażające i straszne.

źródło: Instagram Agnieszki Woźniak-Starak, https://www.instagram.com/p/BnyTmwRHoWI/

A dlaczego nie koncentrujemy się na tym, że kochał zwierzęta. Kochał swoje psy. Ilu z nas posiada psy, które kocha? Miłości nie da się przekalkulować. Kochał konie, przyrodę. Przy każdej okazji uciekał z dala od miasta, żeby odpocząć. Miał żonę i związanych z nią wiele planów. Może chciał założyć rodzinę? Miał marzenia… Do ilu z nas pasuje ten opis? Dlaczego po śmierci doznaje takiego hejtu? Paradoksalnie z powodu majątku, a przecież właśnie Wam hejterom wydaje się, że pieniądze dają szczęście, radość, przyjaciół. Chciałoby się dodać jeszcze zazdrość, która potrafi bardzo krzywdzić, a nawet zabić.

Piotr Woźniak-Starak nie był bohaterem. Był człowiekiem, który żył tak, by jego najbliżsi i przyjaciele mogli teraz mówić o nim dobrze. To wystarczy, żeby okazać szacunek Jemu i Jego rodzinie. Namawiam tych, którzy hejtują o zachowanie człowieczeństwa, którego elementem jest współczucie i szacunek do drugiego. Powstrzymajcie się nie tylko w tej sytuacji, ale w wielu innych. Zanim coś napiszecie wyobraźcie sobie, że za 5 minut stracicie na zawsze żonę, męża, swoje dziecko… Odejdą, a słowa, które teraz piszecie, wrócą tym razem do Was.

W internecie jak w życiu, nic nie ginie, a często do nas wraca.

Joanna Wenecka-Golik

Redaktor Naczelna kobietazklasa.pl

fitness po ciąży

O wyższości wyglądu nad rozsądkiem

Jakiś czas temu rozgorzała w mediach dyskusja na temat powrotu Ani Lewandowskiej do formy po ciąży i urodzeniu dziecka. A także, utyskiwanie, że epatuje świetną formą i pięknym ciałem. No skandal! Jak ona śmiała!

Jeśli nie pamiętasz, to nie szkodzi, za chwilę doczytasz o co chodzi.

Otóż, będąc mamą trójki dzieci (z czego dwoje żyje), zastanawiało mnie, z jakiego powodu wylało się na tę dziewczynę tyle jadu, przede wszystkim w związku z jej wyglądem. Jednak olśniło mnie, gdy w końcu po roku od urodzenia syna, zebrałam się i przebiegłam całe 1,5 km bez zadyszki, na początku sądząc, że umrę z wyczerpania po 50 metrach.

Ciało ludzkie ma taką fajną umiejętność jak pamięć mięśni i pamięć komórkowa. Czyli po ludzku: wszystko to, co kiedykolwiek zadziało się z Twoim ciałem, jest zapamiętane. Nawet jeśli Ty tego nie pamiętasz lub nie chcesz pamiętać.

W swoim ciele masz zapisane wszystko, co dobrego je spotkało. Ale również i to, co było złego. Co mam na myśli, pisząc o dobroci? Nawyki, przyzwyczajenia, związane na przykład z aktywnością fizyczną i odpowiednią dietą. A co złego?

To też nawyki kiepskiego odżywiania, chodzenia w niewygodnych butach, zadawanie sobie bólu umyślnie lub bycia krzywdzonym przez kogoś. Brak treningu dla mięśni też.

Wracając do olśnienia.

Każda osoba, która kiedykolwiek ćwiczyła, nawet jeśli miała dłuższą przerwę, jest w stanie wykonać ćwiczenia, bez większego wysiłku. Przed ciążą biegałam i ćwiczyłam, więc moje ciało potrzebowało sobie tylko przypomnieć, co to znaczy ruch. I po tygodniu od ostatniego treningu przebiegłam już 3 km!

Jeśli ciało przed np. ciążą było wytrenowane, mięśnie wyćwiczone, nie ma powodu, by nie wrócić po ciąży do dobrej formy szybciej niż ci, którzy nie ćwiczyli.

No dobra, a co ma pamięć mięśniowa do epatowania płaskim brzuchem dwa tygodnie po urodzeniu dziecka? Ano to, że wyćwiczone mięśnie łatwo wracają do swojego stanu przed zmianą. Ot i cała filozofia.

Zatem, moja droga młoda mamo, jeśli nie trenowałaś swojego ciała przed ciążą, tak jak Ania lub inna trenerka fitness, to nie miej pretensji i nie załamuj się, że zaraz po porodzie, nie wyglądasz jak trenerka fitness.

W tym całym ocenianiu i pretensjach o wpędzanie w kompleksy, ja mam ochotę przyjrzeć się sprawie od innej strony. Ciśnie mi się na usta magiczne pytanie: dlaczego wygląd Lewandowskiej tak bardzo poruszył inne kobiety? Co u nich w duszy i umyśle pękło, że tak bardzo zabolał idealny wygląd trenerki?

Rozumiem doskonale, jak mogą czuć się kobiety zaraz po porodzie. Hormony huśtają nami jak chcą. Ciało wygląda jak pomarszczony balon, z którego spuszczono powietrze. Nie ma kiedy się wyspać. A z każdej strony jesteśmy bombardowane wyidealizowanym obrazem macierzyństwa. Można dostać białej gorączki? Można!

Ale pamiętaj młoda mamo – jesteś absolutnie doskonała taka, jaka jesteś. Jeśli potrzebujesz zmienić swój wygląd, to tylko dlatego, że to TY tego chcesz, a nie dlatego, że tak trzeba, bo co ludzie powiedzą?

Każda z nas przeżywa macierzyństwo na swój, jedyny w swoim rodzaju sposób. Chcesz mieć płaski brzuch? To wyznacz sobie takie zadanie na najbliższy czas. Nie chcesz mieć płaskiego brzucha? To miej taki, jaki Tobie się podoba. Po prostu. Bo możesz:)

A „gadaczom” w swojej głowie i innym „życzliwym” powiedz uprzejmie kilka dosadnych słów – niech odejdą prędko!

idealny związek

Idealny związek

„Kobieta: Wysoki Sądzie, mąż sam upadł na nóż.

Sędzia: I tak siedem razy?!!!”

Sposób bycia człowieka jest kształtowany przez środowisko, w jakim żyje. A konkretnie przez swoich rodziców. To oni pokazują mu wzory lub antywzory postępowania w związku, traktowania siebie i drugiej osoby. I te właśnie postawy człowiek zabiera ze sobą i przynosi do związku. Jak porcelanę w posagu.

Wiążąc się z drugim człowiekiem, zakładamy, że jest to osoba dorosła i świadoma swoich czynów. Jednak praktyka życia pokazuje, że w wielu przypadkach jest zupełnie inaczej. W związku ludzie próbują zaspokoić swoje niezrealizowane pragnienia dziecka. Lub odzwierciedlają postawy swoich rodziców. Zazwyczaj dzieje się tak, bo człowiek ma jedynie konkretny wzór i nie wie, że można inaczej.

Idealny związek to dwoje dorosłych i świadomych ludzi

A dlaczego tak się normalnie nie dzieje? Bo wchodzimy w rolę matki dla męża, ojca dla żony. Przyjmujemy postawę dziecka dla partnera. Zatem w takim układzie relacja partnerska jest nie możliwa, bo nie dzieje się na jednym poziomie. Co mam na myśli, pisząc o poziomie? Wyobraź sobie, że za żonę masz kobietę, która emocjonalnie zachowuje się jak dwunastolatka, albo za męża masz mężczyznę, który chce żebyś była jego matką…

Kto to jest dorosły człowiek?

To taki człowiek, który potrafi zaopiekować się swoim wewnętrznym dzieckiem i kieruje się emocjami dorosłego, a nie charakterystycznymi dla dziecka.

Potrafi „na zimno” ocenić, czy osoba, z którą jest w związku, jest jego partnerem czy pełni inną funkcję, np. matki, oprawcy, dziecka. A jeśli sam nie potrafi tego zrobić, to ma odwagę poprosić o pomoc.

To osoba, która potrafi  zakończyć związek, jeśli widzi zagrożenie dla siebie lub swojego potomstwa.

Dla przypomnienia. Związek między dwojgiem ludzi jest rodzajem kontraktu, w którym umawiacie się, na co jest wasza zgoda, a na co nie.

Zatem twierdzę, że odpowiedzialność za przyzwolenie na określone traktowanie ponoszą obie strony. W związku należy być czujnym. Bo nic nie jest nam dane na zawsze. To co na początku wydawać się mogło zaletą, z czasem może okazać się zmorą nie do zniesienia.

Pamiętaj o ważnej zasadzie. Twój partner zrobi dla Ciebie tyle, o ile go poprosisz.

Będzie Cię traktował tak, jak mu na to pozwolisz.

I z wzajemnością.

pray

Wbijanie pala w ziemię! – terapia duchowa a coaching

Zauważyłam, iż ludzie w ostatnich latach odkryli na nowo i rozkoszują się pracą nad swoim życiem duchowym. Nad swoim rozwojem duchowym. Zdejmują klątwy, przyrzeczenia, obietnice do pięćdziesiątego pokolenia wstecz. Odkrywają swój ukryty potencjał i możliwości.

Sama chętnie zaglądam do historii swojej Duszy. Za każdym razem zaskakuje mnie czymś nowym albo przyprawia o zawrót głowy. Podczas takiej pracy dowiedziałam się, że w poprzednim życiu już napisałam książkę. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej! Można by zrobić kopiuj – wklej ;) 

Fantastyczna sprawa! 

Zauważyłam również, że sporo osób terapie duchowe traktuje jak lekarstwo na wszystko. Traktują je jak cudowną moc, która „załatwi” za nich wszystko. Na przykład: ktoś, kto ma trudność ze znalezieniem partnera, oczekuje, że terapeuta duchowy tak zaczaruje teraźniejszość i przeszłość, że ten partner zjawi się, ot tak, po prostu.

Owszem, zjawi się. Wtedy, gdy będziesz na to gotowa. Gdy przygotujesz grunt swoim działaniem w kierunku znalezienia miłości. Wtedy, gdy zastosujesz zalecenia terapeuty. Najczęściej są to afirmacje i modlitwy. Najważniejszym przesłaniem rozwoju na poziomie duchowym, jest bowiem posprzątanie, odblokowanie, uporządkowanie i wyczyszczenie drogi, którą podążasz do celu.

Co nie oznacza, że masz teraz leżeć i pachnieć, a miłość lub szczęście samo Cię znajdzie! Jak szczęście zobaczy, że masz w szanownym poważaniu swoje możliwości, to ono będzie miało w szanownym poważaniu Ciebie…Chodzi o to, że terapie pracujące z Twoją duszą, służą uwolnieniu jej od blokad z przeszłości, od klątw; po to, abyś Ty, w obecnym wcieleniu, mogła realizować swój plan.

A co to jest realizacja planu?

Jeśli masz za sobą sesje z terapii duchowej, to z pewnością już doświadczyłaś stanu, gdy Twoja dusza wolna od kamieni z przeszłości aż rwie się do działania. I jak zwykle to od Ciebie zależy, czy zostaniesz sobie w takim „klimacie” i poczekasz, aż przejdzie ochota na działanie. Czy wykorzystasz wolną drogę i zrobisz cokolwiek?

Dlaczego to takie ważne? Samo latanie pod sufitem i rozkoszowanie się „lekkością bytu”, nijak ma się do sukcesów w miłości, biznesie, w ogóle w życiu. Działanie to ugruntowanie lub, jak to określił jeden z moich klientów, „wbijanie pala w ziemię”. Aby czerpać energię również z dołu, z ziemi. Energia nie może iść tylko w jedną stronę, czyli w górę. Musi być zachowany przepływ między górą i dołem. To tak jakbyś używała tylko głowy, a nogi były zbędnymi częściami ciała.

Uwaga!

Skupianie się wyłącznie na duchowej stronie życia, lubi stać się uzależnieniem. Kiedy powinna włączyć się czerwona lampka? Jeśli:

  • wzdrygasz się na myśl o wprowadzaniu w życie uzyskanej na terapii wiedzy;
  • wynajdujesz kolejne i kolejne szkolenie, wykład z zakresu wiedzy duchowej, a sama nic nie robisz;
  • mówisz sobie, że jeszcze tylko jedno ustawienie, tylko jedna sesja oczyszczająca i już, już będzie ta ukochana osoba.

To jest sygnał, że nie masz połączenia ze swoimi korzeniami. Dosłownie. Osobiście bardzo lubię tę formę pracy z duszą. I lubię też polatać pod sufitem, bo to takie przyjemne… Jednak dla równowagi, dla harmonii, potrzebne jest również działanie. I to właśnie robi ludziom coaching. 

Zapewne zastanawiasz się, jak połączyć się z energią ziemi?

Zdradzę Ci swoje sposoby na ugruntowanie:

  • jedzenie czekolady (najbardziej lubię);
  • wyznaczanie konkretnych celów i działań jako uzupełnienie wiedzy z terapii duchowej;
  • medytacje pozwalające stać twardo na ziemi.

Jeśli jednak, masz jeszcze wątpliwości co do słuszności wbijania pala w ziemię, to zastanów się nad poniższym pytaniem:


Widziałaś kiedyś drzewo z pięknymi, zielonym konarami zawieszone w powietrzu?

randka w ciemno

Miłość wirtualna? Grzech nie spróbować!

Czasem jest tak, że masz dosyć szukania partnera w tradycyjny sposób. Masz dosyć marnowania czasu na strojenie się na darmo. I wcale Ci się nie dziwię. Jeśli jeden ze sposobów szukania partnera przestał się sprawdzać, to należy znaleźć inny. Czas na portale randkowe!

Łatwo powiedzieć! – założę się, że tak pomyślałaś…

W obecnych czasach, kiedy dostęp do sieci internetowej jest tak powszechny i oczywisty, warto go wykorzystać. Ludzie o tym nie mówią, bo zwyczajnie się wstydzą, ale szukanie ciekawych osób na portalach randkowych jest bardzo popularne. Przyznam się, że sama próbowałam szczęścia w ten sposób. Pierwszy raz, gdy rzucił mnie facet. A drugi raz już zawodowo, żeby sprawdzić, jaką oni tam mają ofertę.

Wiesz, co jest cenne w takim rozwiązaniu? Czas. To też dobra opcja dla osób nieśmiałych, które na początku wolą być mniej widoczne. No i z praktycznego podejścia, o którym już wspomniałam – na czas rozmów na czacie nie musisz się stroić i malować.

A zatem o co chodzi w tych portalach randkowych?

Po pierwsze jest tam ciekawa funkcja, która załatwia temat pisania o sobie. Zazwyczaj jest do wypełnienia test, który składa się z pytań określających twoje cechy osobowości, upodobania, zainteresowania. Już na wstępie otrzymujesz informacje, które ułatwią ci opisanie własnej osoby.

Po drugie trzeba się zastanowić, kogo tak naprawdę szukasz. Czy to ma być ktoś na stałe, na zawsze i do grobowej deski? Czy to ma być towarzysz kilku spotkań…. Bardziej zależy ci na seksie czy na romantycznych randkach? To jest bardzo ważne, bo anons przyciągnie takich ludzi, o jakich napiszesz.

Po trzecie pomyśl, co możesz i chcesz zaoferować. Tutaj dobrym rozwiązaniem jest sprecyzowanie swoich oczekiwań i tego, co ty masz komuś do dania.

Po czwarte odpowiadaj tylko na zapytania, które pasują do twojego opisu. Pozwoli to już na wstępie wybrać najtrafniejsze oferty oraz uniknąć rozczarowania podczas spotkania na żywo.

Po piąte nie zrażaj się po pierwszej nieudanej rozmowie, dziwnym spotkaniu, randce-pomyłce. Umawianie się na randki jest jak jazda próbna samochodem. Zanim wybierzesz właściwy model, rocznik i kolor, próbujesz i próbujesz, i próbujesz. Może być tak, że sprawdzisz tysiąc modeli i nic, a przy tysiąc pierwszym zaiskrzy!

Jedna z moich przyjaciółek, osoba bardzo wytrwała w poszukiwaniu idealnego partnera, po kilku kiepskich randkach stwierdziła, że jeszcze „będzie musiała się tych żab na całować”.

Co powoduje, że masz ochotę umówić się z tą konkretną osobą przez portal randkowy?

Musi być chemia, musi zaiskrzyć. Coś musi być, żeby warto było zakręcić się koło takiej osoby. Teorii na temat dobierania się ludzi w pary jest tyle co par. Ja proponuję rozejrzeć się wokół potencjalnych kandydatek i kandydatów i zastanowić się, co w nich jest dla ciebie atrakcyjne. Może to być jedna cecha. Zastanów się też, co cię denerwuje. A na koniec wyobraź sobie siebie z tą osobą na starość. I czy to, co atrakcyjne i wkurzające nadal takie pozostało.

I tutaj nie ma znaczenia czy rozmawiasz na żywo, czy na portalu. To się po prostu wie, czy dana osoba nas pociąga oraz czy my jesteśmy atrakcyjne dla rozmówcy.

Druga strona korzystania z portali

Trafiają się osoby, które kłamią w opisach profili, a potem również w trakcie rozmowy bezpośredniej. Jednakże, jak mówi przysłowie, kłamstwo ma krótkie nogi, zatem szybko zorientujesz się, w czym rzecz.

Klienci i klientki opowiadali mi o takich przypadkach:

  • „kandydat napisał, że jest wysoki, a w rzeczywistości okazał się sporo niższy ode mnie”,
  • „kandydat napisał, że jest dorosły, a w zasadzie tylko pesel świadczył o jego dorosłości”,
  • „kandydatka umówiła się na spotkanie i nie przyszła”,
  • „kandydat pisał romantyczne listy, a chodziło mu o naciągnięcie na pieniądze”.

Zrozumiałe są również obawy, że przez internet nie można nikogo ciekawego poznać lub że tylko dziwni ludzie mają swoje profile. Są osoby uważające portale randkowe za targowisko próżności i stratę czasu oraz swoich danych osobowych.

Portale randkowe mogą być również źródłem frustracji. Dzieje się tak dlatego, że zdarzają się osoby oczekujące, że portal znajdzie miłość ich życia za nich.  Należy pamiętać, że portal randkowy jest opcją, ale nie jedyną możliwością. 

Spotkałam się również z opinią, że poszukiwania na portalu osoby, z którą człowiek chce spędzić resztę życia albo przynajmniej większą jego część, wiążą się ze sporym wysiłkiem i zaangażowaniem. To taaaka ciężka praca, bo trzeba coś o sobie napisać i pilnować się, żeby za bardzo nie nakłamać. I jeszcze zdjęcie ładne wstawić. Najlepiej swoje.

Randki umawiane przez portal bywają zaskoczeniem. I to nie jest tajemnica. Randki w ciemno kojarzą mi się z robieniem zakupów w sieci. O zamawianej rzeczy wiesz tyle, że ma jakiś kolor, kształt i jest np. fotelem. Ale jaki jest w dotyku, czy jest wygodny i czy odcień będzie pasował do wnętrza?

Podobnie jest z randką umawianą przez portal. Wiesz, że to człowiek, kobieta lub mężczyzna. Widziałaś zdjęcie, a na spotkaniu jako znak szczególny będzie mieć różę w zębach. Jednak umówienie się niesie ze sobą dreszczyk emocji, bo nie wiadomo jak będzie. Jestem zdania, że warto próbować, bo między ludźmi iskrzy w najmniej spodziewanych miejscach i sytuacjach.

Sposób na poznawanie osób najlepiej dostosować do siebie. Jeśli wolisz spotykać się na żywo, to tak rób. Jeśli lubisz łączyć świat wirtualny z rzeczywistym, to jeszcze lepiej. Warto pamiętać o jednym: bądź autentyczna, bądź czujna i próbuj aż do skutku. W końcu masz „mecz do wygrania”;)

plan na związek

Plan związku? Czyli co?

Aby związek miał „ręce i nogi”, powinien mieć również zasady i mieć plan.  Wiem, to często bolesne. I może być jeszcze bardziej, gdy nie ustalisz tego z partnerem.

Jak zaplanować związek?

Planowanie zacznij od nauczenia się, czym jest związek dwojga ludzi. Przede wszystkim, to układ między DOROSŁYMI ludźmi. Niby oczywiste, ale życie pokazuje zupełnie inne scenariusze. 

Związek przechodzi przez trzy fazy:

  • zauroczenia, 
  • tworzenie związku i rozczarowania, 
  • wzajemnego zrozumienia i otwarcia na zmiany.

Najistotniejszym jest, abyś pamiętała, że każda z tych faz przemija poprzez zmianę.

Faza pierwsza, czyli te sławne „motyle w brzuchu”, trwają zdecydowanie za krótko. Tak się tylko wydaje, bo trwają tyle, ile trzeba. Gdyby było inaczej, człowiek wykończyłby się życiem w ciągłej ekstazie. Natura wie, co robi. Nie chce Cię zamordować ze szczęścia, bo może warto dotrwać do kolejnego etapu.

Czas na tworzenie związku wiąże się z poczuciem rozczarowania. A czemuż takie uczucie się pojawia? A poniewuż odkrywamy swoje wady, niedoskonałości i okazuje się, że motyle dawno zdechły, bo na podłodze leżą skarpetki albo panna za długo się maluje. To jest ten czas, kiedy bywa, że ludzie nie dają rady i rozstają się.

Jeśli przetrwałaś z partnerem drugą, moim zdaniem kluczową fazę, to jesteście gotowi na ciąg dalszy. Czyli rozmawianie „ludzkim głosem” – umiecie dogadywać się, szukać rozwiązań i kompromisów.

W związku nie ma tak, że jak coś zostało powiedziane raz, to tak ma być „na wieki wieków, amen”.  Właściwie nigdzie tak nie ma!

My ludzie zmieniamy się, bo się rozwijamy, uczymy się siebie, uczymy się być w związku. Zatem normalnym jest to, że gdy zmieniacie się z partnerem (niektórzy nazywają to dorastaniem do związku), to wasza relacja też będzie się zmieniała. Należy być przy tym czujnym, żeby nie przegapić zmiany lub nadążyć za partnerem.

I otóż właśnie, świadomość tego jak związek się zmienia i że w ogóle się zmienia, pomaga zaplanować wspólne życie!

No wiem, że romantyzmu nie ma tu za grosz. Jednakże mam dla Ciebie świetną wiadomość! Romantyzm i porywy serca tworzysz sobie sama! A tym łatwiej możesz to zrobić, gdy wiesz, co Cię czeka. Na początku wiadomo, że romantyzm planuje się sam i wszystko jest takie „och i ach”. Natomiast dobrze jest przenieść trochę tego entuzjazmu na kolejny etap. A przede wszystkim pamiętać, że musi być ten czas, gdy poznajecie się od podszewki. Bo pomyśl, czy chcesz żyć z osobą, która gra kogoś przed Tobą zamiast być sobą?

Z udanym związkiem jest jak z domem. Gdy wracasz do domu, to zrzucasz wszystko, co niewygodne i dopiero wtedy czujesz się komfortowo. 

Gdy możesz swobodnie zdjąć buty, włożyć dres i poczuć się wygodnie w obecności swojego towarzysza życia, to jest właśnie swoboda i dobra relacja.

Krótka ściągawka jak zaplanować związek i żeby było romantycznie?

  • naucz się faz związku,
  • sama zadbaj o romantyzm i porywy serca – stosuj je na każdym etapie,
  • nastaw się na to, że związek to ciągłe docieranie się, uczenie kompromisów, dbanie o zaufanie,
  • przygotuj się na ciągłe zmiany.

Do dzieła!

wojna na poduszki

Między ramą a wolnością – o poszukiwaniu złotego środka w wychowaniu

Z wolności trzeba umieć korzystać. Małe dziecko tego nie potrafi, więc koncepcja tzw. bezstresowego wychowania spaliła na panewce. Co rozsądniejsi rodzice intuicyjnie wyczuli, że nie tędy droga i bardziej tradycyjnie podchodzili do wychowywania swoich dzieci. Tradycyjnie, czyli przygotowując je do życia wśród ludzi, do dzielenia tej samej przestrzeni z innymi, przekazując wiedzę, jakie zachowania są powszechnie akceptowalne, a jakie uznane za naganne. 

Jednak nie ma recepty na idealne wychowanie, bo każdy człowiek jest inny, zarówno rodzic, jak i dziecko. Zatem oprócz ram potrzebne jest jeszcze indywidualne podejście do młodej osoby. Tak jak niektórzy rodzice pozwalają swoim wychowankom na zbyt wiele, nie licząc się z konsekwencjami społecznego nieprzystosowania własnego dziecka, tak inni kurczowo trzymają się pewnych ram, myląc pożądaną rodzicielską konsekwencję z tyranią i tresurą, nie dając dziecku żadnej swobody i zabijając jego radosną twórczość, zapał, inicjatywę i pomysłowość.

Mąż opowiadał mi kiedyś historię ze swojego dzieciństwa. Pewien sąsiad miał dwóch synów; wołali na nich Grzechce. Nie wiem, czy to nazwisko, czy przezwisko. Kiedy chłopcy byli na dworze i zbliżał się moment ich powrotu do domu, ojciec wychylał się przez okno i gwizdał. Chłopcy w tej samej sekundzie rzucali się pędem, na wyścigi do domu. Ten, który był drugi, już w drodze zanosił się płaczem, ponieważ wiedział, że jako drugi będzie bity.

To dość drastyczna historia. Karą, która będzie szkodliwa, nie musi być aż przemoc fizyczna. Są rodzice, którzy wprowadzają do relacji z dzieckiem terror psychiczny; podopieczni takich osób żyją w ciągłym strachu, który paraliżuje działanie i w konsekwencji rzekome dobre wychowanie odbywać się będzie za cenę twórczego rozwoju dziecka.

Trzeba zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie szukać wychowawczego złotego środka.  Dla mnie wzorem wychowawcy był Janusz Korczak, który potrafił obierać perspektywę dziecka. Krótko mówiąc, starał się zrozumieć dzieci. Nie da się jednak osiągnąć tego celu bez poświęcenia dziecku czasu i uwagi. W obcowaniu z młodym człowiekiem trzeba wejść w jego świat. Słuchając, nie odpowiadajmy, zanim on skończy mówić. Uzbrójmy się w cierpliwość. Ciągle przerywając i zasypując swoimi „mądrościami”, zanim dowiemy się, o co dziecku chodzi, budujemy między sobą mur. W przyszłości, kiedy zaistnieje paląca potrzeba komunikacji, nie zachęcimy go do otwarcia się przed nami. 

Są też rodzice przesadnie krytyczni. Przy każdej pomyłce dziecka poprawiają albo – jeszcze gorzej – naśmiewają się z jego błędów, powodując tylko lęk przed kolejną wypowiedzią i osłabiając poczucie jego własnej wartości.

Nie chcę kreować się na autorytet w sprawach wychowania, ale jeśli kogoś interesuje moje osobiste zdanie na ten temat, to mam kilka rad, które sama staram się stosować w obcowaniu z młodymi ludźmi. Warto:

  1. poświęcać dziecku czas i dużo z nim rozmawiać o jego sprawach;
  2. chwalić je, kiedy tylko jest okazja, a krytykować mądrze;
  3. wyznaczać granice i zasady, ale pozwolić też dziecku wygrać;
  4. ponad wszystko szanować jego godność osobistą;
  5. dawać dobry przykład; kiedy wymagamy czegoś od dziecka, przede wszystkim wymagajmy tego od siebie.

Pierwsza część artykułu: „Od bezstresowego wychowania do domowego piekiełka”

shutterstock_407013514

Kto trzyma Twojego pilota, czyli co emocje mogą z nami zrobić?

Z pewnością znasz stan bycia w złości, w szale, chęć zamordowania gołymi rękami…

Kto nie zna?

I wiesz, znowu napiszę, że to dobry objaw.

To znaczy, że reagujesz na bodźce z otoczenia. To znaczy, że żyjesz. Dla ścisłości – dziś będzie o tych emocjach, po których masz wyrzuty sumienia, że je masz.

Jako przykład podam relację Rodzic-Dziecko. To najlepiej obrazuje, co się z Tobą dzieje, gdy starasz się odnaleźć w świecie, który jest zagadką.

We wspomnianej wcześniej relacji zdarza ci sie reagować nieadekwatnie do sytuacji. A dlaczego tak się dzieje? A dlatego, że dzieci mają funkcję wybiórczego słuchania tego, co do nich mówisz. Robienia tego, co chcą, bez względu czy jest to bezpieczne czy nie. Robienia dokładnie odwrotnie, wszystkiego tego, co chcesz, żeby zrobiły. 

No i jak tu żyć?

I tak, często doprowadzona do ostateczności reagujesz krzykiem, zakazami, złością i bywa, że wchodzisz w pyskówkę z takim dziecięciem.

I powiem Ci, że to jest normalne. Ludzie tak robią i żyją. Tylko niestety mają potem poczucie winy, że za dużo powiedzieli, że dziecko będzie miało traumę itp.

A teraz przypomnij sobie, ile razy „głupio” reagowałaś podczas kłótni lub tzw. wymiany poglądów z partnerem, swoim rodzicem, rodzeństwem, baranem, który zajechał Ci drogę…? A potem fatalnie się czułaś, bo dałaś się sprowokować, bo mogłaś tak nie wrzeszczeć, bo mogłaś czegoś tam nie mówić…

Wygląda to tak, jakby inni mieli pilota z przyciskami do Twoich reakcji i emocji.

Szał i złość pojawia się, gdy ktoś lub coś zaburza Twój porządek świata. Pojawiają się, gdy ktoś porusza w Tobie jakąś niezaleczoną ranę w duszy. I to jest normalne. Każdy ma takie miejsca, w które sam nie zagląda, a gdy ktoś inny je odkryje, to biada mu. No dobrze, to wiesz już, co cię złości. I aby się tego pozbyć, to potrzeba trochę pracy z terapeutą.

Natomiast co możesz zrobić już dzisiaj? Możesz nauczyć się jak reagować na nieposłuszeństwo dziecka, na głupie komentarze bliskich lub złośliwości obcych.

Mała dygresja. Bogdan Wenta, trener polskich piłkarzy ręcznych, stworzył nową jednostkę czasu: „jedna Wenta”. Jest to piętnaście sekund, dzięki którym polska drużyna wygrała, bo trener wmówił im, że to jest bardzo dużo czasu. Zastanawiasz się po co Ci o tym opowiadam? Gdy jest sytuacja, o której wiesz, że wywoła emocję, której nie chcesz, po której masz kaca moralnego, to wiedz, że możesz zdecydować jak zareagujesz.

Pomyślisz sobie, że to się dzieje automatycznie, że nie masz na to wpływu. 

I masz rację, jeśli nie wiesz, że można inaczej.

Jednak, jeśli wiesz, że gdy dziecko nie chce zasnąć, a ciebie roznosi z tego powodu, to możesz zdecydować jak zareagujesz. Czy krzykniesz, czy zagrozisz, czy weźmiesz głęboki oddech i na spokojne zrobisz kolejne podejście.

Jeśli wiesz, że sąsiadka będzie Ci dogadywać, że znowu masz nowe paznokcie albo źle wychowujesz dzieci, to też możesz zdecydować, jak na to zareagujesz.

Jeśli jakiś baran zajedzie ci drogę, to też możesz zdecydować, czy wyskoczysz z auta, żeby na niego nawrzeszczeć, czy na spokojnie powiesz mu w elegancki sposób, że jest baranem drogowym:)

Czas między zdarzeniem a pojawieniem się emocji jest bardzo krótki. Nawet krótszy niż wspominane piętnaście sekund. Jednak wystarczająco długi, żeby samej zdecydować jaka emocja się pojawi, jak zareagujesz…

Fajne! Prawda?

bezstresowe wychowanie

Od bezstresowego wychowania do domowego piekiełka

Mimo dużej dostępności wiedzy na tematy wychowawcze, niektórzy rodzice jeszcze dzisiaj stosują metody bezstresowego wychowania dzieci.

Prekursorem tej metody był już w XVIII wieku filozof J.J. Rousseau, który był zwolennikiem oddania całkowitej wolności dziecku w jego rozwoju własnym. Metoda ta jednak została rozpowszechniona dopiero w połowie XX wieku w USA. Nie na długo. Celem miało być niczym niezakłócone szczęście dzieci, które mogłyby rozwijać się bez żadnych przeszkód. Już wkrótce jednak – bo po dziesięciu latach – okazało się, że efekty wychowawcze są dokładnie odwrotne.

Badania przeprowadzone już dziesięć lat później przez psycholog Dianę Baumrind wykazały, że bezstresowe wychowanie prowadzi do stresu i agresji. Poprzez tzw. bezstresowe wychowanie zakłócona zostaje relacja rodzic-dziecko, ponieważ dziecko, które nie wie, jak korzystać z danej mu wolności, nie czuje się pewnie. Ma coraz to większe oczekiwania i żądania, które rodzice spełniają chociażby dla uniknięcia stresu. Po pewnym czasie okazuje się, że ta „metoda” skłania rodziców do daleko idących ustępstw wobec dziecka już nie tylko dla zaspokojenia swojego wychowanka, ale dla spokoju własnego.

Dochodzi w końcu do takich żądań, które bezpośrednio zagrażają dziecku i tu zaczynają się prawdziwe problemy, bo dziecko będzie terroryzować na różne sposoby rodziców. Przecież w końcu to ono decyduje o własnym losie, prawda? Będzie rzucać się na podłogę, bić głową o ścianę itd. Bo dziecko chce obejrzeć jeszcze jedną bajkę i jeszcze jedną baję i jeszcze jedną… Godzina 23.30 – oczywiście już ostatnią bajkę. Tyle że po ostatniej okaże się, że dziecko się pomyliło co do tego, że to ostatnia. A rano mama, tata albo niania budzi dziecko do przedszkola. A dziecko jeszcze chwilę chce pospać. A kiedy mama musi odprowadzić je, bo spóźni się do pracy, to dziecko wpada w histerię. I mama też. I z bezstresowego wychowania mamy domowe piekiełko. 

Kiedy dajemy dziecku całkowitą wolność wyboru, ono kieruje się przede wszystkim dążeniem do przyjemności, również tych chwilowych i tych szkodliwych nawet dla niego. Ono przecież nie ma rozeznania w tym, co dobre, a co złe. Bo tego nie zapewni mu bezstresowe wychowanie. I cały czas jest skupianie się na przyjemnościach – oczywiście własnych. I w takim procesie wychowania – bez wychowania – rośnie nieprzystosowany do życia społecznego człowiek, który pozbawiony jest zasad, dobrych manier, taktu, współczucia czy panowania nad emocjami. Człowiek, który dążenie do szczęścia utożsamia z zaspokajaniem przyjemności nigdy tego szczęścia nie osiągnie. Ani dla dziecka, ani dla siebie. Niestety błąd rozróżnienia tych pojęć leży u podstaw bezstresowego wychowania. Oj, przepraszam: u podstaw niewychowania.

C.d.n. – „O poszukiwaniu złotego środka”

dr Irena Kamińska-Radomska

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved