website-logo
wojna na poduszki

Między ramą a wolnością – o poszukiwaniu złotego środka w wychowaniu

Z wolności trzeba umieć korzystać. Małe dziecko tego nie potrafi, więc koncepcja tzw. bezstresowego wychowania spaliła na panewce. Co rozsądniejsi rodzice intuicyjnie wyczuli, że nie tędy droga i bardziej tradycyjnie podchodzili do wychowywania swoich dzieci. Tradycyjnie, czyli przygotowując je do życia wśród ludzi, do dzielenia tej samej przestrzeni z innymi, przekazując wiedzę, jakie zachowania są powszechnie akceptowalne, a jakie uznane za naganne. 

Jednak nie ma recepty na idealne wychowanie, bo każdy człowiek jest inny, zarówno rodzic, jak i dziecko. Zatem oprócz ram potrzebne jest jeszcze indywidualne podejście do młodej osoby. Tak jak niektórzy rodzice pozwalają swoim wychowankom na zbyt wiele, nie licząc się z konsekwencjami społecznego nieprzystosowania własnego dziecka, tak inni kurczowo trzymają się pewnych ram, myląc pożądaną rodzicielską konsekwencję z tyranią i tresurą, nie dając dziecku żadnej swobody i zabijając jego radosną twórczość, zapał, inicjatywę i pomysłowość.

Mąż opowiadał mi kiedyś historię ze swojego dzieciństwa. Pewien sąsiad miał dwóch synów; wołali na nich Grzechce. Nie wiem, czy to nazwisko, czy przezwisko. Kiedy chłopcy byli na dworze i zbliżał się moment ich powrotu do domu, ojciec wychylał się przez okno i gwizdał. Chłopcy w tej samej sekundzie rzucali się pędem, na wyścigi do domu. Ten, który był drugi, już w drodze zanosił się płaczem, ponieważ wiedział, że jako drugi będzie bity.

To dość drastyczna historia. Karą, która będzie szkodliwa, nie musi być aż przemoc fizyczna. Są rodzice, którzy wprowadzają do relacji z dzieckiem terror psychiczny; podopieczni takich osób żyją w ciągłym strachu, który paraliżuje działanie i w konsekwencji rzekome dobre wychowanie odbywać się będzie za cenę twórczego rozwoju dziecka.

Trzeba zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie szukać wychowawczego złotego środka.  Dla mnie wzorem wychowawcy był Janusz Korczak, który potrafił obierać perspektywę dziecka. Krótko mówiąc, starał się zrozumieć dzieci. Nie da się jednak osiągnąć tego celu bez poświęcenia dziecku czasu i uwagi. W obcowaniu z młodym człowiekiem trzeba wejść w jego świat. Słuchając, nie odpowiadajmy, zanim on skończy mówić. Uzbrójmy się w cierpliwość. Ciągle przerywając i zasypując swoimi „mądrościami”, zanim dowiemy się, o co dziecku chodzi, budujemy między sobą mur. W przyszłości, kiedy zaistnieje paląca potrzeba komunikacji, nie zachęcimy go do otwarcia się przed nami. 

Są też rodzice przesadnie krytyczni. Przy każdej pomyłce dziecka poprawiają albo – jeszcze gorzej – naśmiewają się z jego błędów, powodując tylko lęk przed kolejną wypowiedzią i osłabiając poczucie jego własnej wartości.

Nie chcę kreować się na autorytet w sprawach wychowania, ale jeśli kogoś interesuje moje osobiste zdanie na ten temat, to mam kilka rad, które sama staram się stosować w obcowaniu z młodymi ludźmi. Warto:

  1. poświęcać dziecku czas i dużo z nim rozmawiać o jego sprawach;
  2. chwalić je, kiedy tylko jest okazja, a krytykować mądrze;
  3. wyznaczać granice i zasady, ale pozwolić też dziecku wygrać;
  4. ponad wszystko szanować jego godność osobistą;
  5. dawać dobry przykład; kiedy wymagamy czegoś od dziecka, przede wszystkim wymagajmy tego od siebie.

Pierwsza część artykułu: „Od bezstresowego wychowania do domowego piekiełka”

shutterstock_407013514

Kto trzyma Twojego pilota, czyli co emocje mogą z nami zrobić?

Z pewnością znasz stan bycia w złości, w szale, chęć zamordowania gołymi rękami…

Kto nie zna?

I wiesz, znowu napiszę, że to dobry objaw.

To znaczy, że reagujesz na bodźce z otoczenia. To znaczy, że żyjesz. Dla ścisłości – dziś będzie o tych emocjach, po których masz wyrzuty sumienia, że je masz.

Jako przykład podam relację Rodzic-Dziecko. To najlepiej obrazuje, co się z Tobą dzieje, gdy starasz się odnaleźć w świecie, który jest zagadką.

We wspomnianej wcześniej relacji zdarza ci sie reagować nieadekwatnie do sytuacji. A dlaczego tak się dzieje? A dlatego, że dzieci mają funkcję wybiórczego słuchania tego, co do nich mówisz. Robienia tego, co chcą, bez względu czy jest to bezpieczne czy nie. Robienia dokładnie odwrotnie, wszystkiego tego, co chcesz, żeby zrobiły. 

No i jak tu żyć?

I tak, często doprowadzona do ostateczności reagujesz krzykiem, zakazami, złością i bywa, że wchodzisz w pyskówkę z takim dziecięciem.

I powiem Ci, że to jest normalne. Ludzie tak robią i żyją. Tylko niestety mają potem poczucie winy, że za dużo powiedzieli, że dziecko będzie miało traumę itp.

A teraz przypomnij sobie, ile razy „głupio” reagowałaś podczas kłótni lub tzw. wymiany poglądów z partnerem, swoim rodzicem, rodzeństwem, baranem, który zajechał Ci drogę…? A potem fatalnie się czułaś, bo dałaś się sprowokować, bo mogłaś tak nie wrzeszczeć, bo mogłaś czegoś tam nie mówić…

Wygląda to tak, jakby inni mieli pilota z przyciskami do Twoich reakcji i emocji.

Szał i złość pojawia się, gdy ktoś lub coś zaburza Twój porządek świata. Pojawiają się, gdy ktoś porusza w Tobie jakąś niezaleczoną ranę w duszy. I to jest normalne. Każdy ma takie miejsca, w które sam nie zagląda, a gdy ktoś inny je odkryje, to biada mu. No dobrze, to wiesz już, co cię złości. I aby się tego pozbyć, to potrzeba trochę pracy z terapeutą.

Natomiast co możesz zrobić już dzisiaj? Możesz nauczyć się jak reagować na nieposłuszeństwo dziecka, na głupie komentarze bliskich lub złośliwości obcych.

Mała dygresja. Bogdan Wenta, trener polskich piłkarzy ręcznych, stworzył nową jednostkę czasu: „jedna Wenta”. Jest to piętnaście sekund, dzięki którym polska drużyna wygrała, bo trener wmówił im, że to jest bardzo dużo czasu. Zastanawiasz się po co Ci o tym opowiadam? Gdy jest sytuacja, o której wiesz, że wywoła emocję, której nie chcesz, po której masz kaca moralnego, to wiedz, że możesz zdecydować jak zareagujesz.

Pomyślisz sobie, że to się dzieje automatycznie, że nie masz na to wpływu. 

I masz rację, jeśli nie wiesz, że można inaczej.

Jednak, jeśli wiesz, że gdy dziecko nie chce zasnąć, a ciebie roznosi z tego powodu, to możesz zdecydować jak zareagujesz. Czy krzykniesz, czy zagrozisz, czy weźmiesz głęboki oddech i na spokojne zrobisz kolejne podejście.

Jeśli wiesz, że sąsiadka będzie Ci dogadywać, że znowu masz nowe paznokcie albo źle wychowujesz dzieci, to też możesz zdecydować, jak na to zareagujesz.

Jeśli jakiś baran zajedzie ci drogę, to też możesz zdecydować, czy wyskoczysz z auta, żeby na niego nawrzeszczeć, czy na spokojnie powiesz mu w elegancki sposób, że jest baranem drogowym:)

Czas między zdarzeniem a pojawieniem się emocji jest bardzo krótki. Nawet krótszy niż wspominane piętnaście sekund. Jednak wystarczająco długi, żeby samej zdecydować jaka emocja się pojawi, jak zareagujesz…

Fajne! Prawda?

bezstresowe wychowanie

Od bezstresowego wychowania do domowego piekiełka

Mimo dużej dostępności wiedzy na tematy wychowawcze, niektórzy rodzice jeszcze dzisiaj stosują metody bezstresowego wychowania dzieci.

Prekursorem tej metody był już w XVIII wieku filozof J.J. Rousseau, który był zwolennikiem oddania całkowitej wolności dziecku w jego rozwoju własnym. Metoda ta jednak została rozpowszechniona dopiero w połowie XX wieku w USA. Nie na długo. Celem miało być niczym niezakłócone szczęście dzieci, które mogłyby rozwijać się bez żadnych przeszkód. Już wkrótce jednak – bo po dziesięciu latach – okazało się, że efekty wychowawcze są dokładnie odwrotne.

Badania przeprowadzone już dziesięć lat później przez psycholog Dianę Baumrind wykazały, że bezstresowe wychowanie prowadzi do stresu i agresji. Poprzez tzw. bezstresowe wychowanie zakłócona zostaje relacja rodzic-dziecko, ponieważ dziecko, które nie wie, jak korzystać z danej mu wolności, nie czuje się pewnie. Ma coraz to większe oczekiwania i żądania, które rodzice spełniają chociażby dla uniknięcia stresu. Po pewnym czasie okazuje się, że ta „metoda” skłania rodziców do daleko idących ustępstw wobec dziecka już nie tylko dla zaspokojenia swojego wychowanka, ale dla spokoju własnego.

Dochodzi w końcu do takich żądań, które bezpośrednio zagrażają dziecku i tu zaczynają się prawdziwe problemy, bo dziecko będzie terroryzować na różne sposoby rodziców. Przecież w końcu to ono decyduje o własnym losie, prawda? Będzie rzucać się na podłogę, bić głową o ścianę itd. Bo dziecko chce obejrzeć jeszcze jedną bajkę i jeszcze jedną baję i jeszcze jedną… Godzina 23.30 – oczywiście już ostatnią bajkę. Tyle że po ostatniej okaże się, że dziecko się pomyliło co do tego, że to ostatnia. A rano mama, tata albo niania budzi dziecko do przedszkola. A dziecko jeszcze chwilę chce pospać. A kiedy mama musi odprowadzić je, bo spóźni się do pracy, to dziecko wpada w histerię. I mama też. I z bezstresowego wychowania mamy domowe piekiełko. 

Kiedy dajemy dziecku całkowitą wolność wyboru, ono kieruje się przede wszystkim dążeniem do przyjemności, również tych chwilowych i tych szkodliwych nawet dla niego. Ono przecież nie ma rozeznania w tym, co dobre, a co złe. Bo tego nie zapewni mu bezstresowe wychowanie. I cały czas jest skupianie się na przyjemnościach – oczywiście własnych. I w takim procesie wychowania – bez wychowania – rośnie nieprzystosowany do życia społecznego człowiek, który pozbawiony jest zasad, dobrych manier, taktu, współczucia czy panowania nad emocjami. Człowiek, który dążenie do szczęścia utożsamia z zaspokajaniem przyjemności nigdy tego szczęścia nie osiągnie. Ani dla dziecka, ani dla siebie. Niestety błąd rozróżnienia tych pojęć leży u podstaw bezstresowego wychowania. Oj, przepraszam: u podstaw niewychowania.

C.d.n. – „O poszukiwaniu złotego środka”

dr Irena Kamińska-Radomska

główne

„Elegancka kłótnia” jest możliwa?

„Po jednym spotkaniu, łatwo się zaprzyjaźnić, ale razem mieszkając, łatwo się pokłócić” – chińskie przysłowie

Kłótnia w związku jest konieczna jak burza z piorunami albo przegląd samochodu. Powiesz, że wcale nie chcesz się kłócić, bo to bez sensu. No, nie koniecznie.

Ale od początku. W sporym uproszczeniu, ludzkie zachowania na temat kłótni, możemy podzielić na dwie kategorie. Jedna to kłótnia dla samej kłótni, bo człowiek ma akurat taki temperament i tak wyraża siebie. Druga, to kłótnia, gdy przelała się już czara goryczy. I z hukiem, wyciągane zostają wszystkie brudy, do piątego pokolenia wstecz. Jednakże, jakikolwiek to będzie rodzaj kłótni, i tak spełnia ona swoją rolę. Czyli włącza się w człowieku funkcja prawdomówstwa. Mówisz głośno i dosadnie, często wykrzykujesz „swoją prawdę” i wszystko co myślisz, bez ubierania w okrągłe wyrazy. Tylko tak prosto z mostu.

Podejrzanymi dla mnie osobami są te, które twierdzą, że się nie kłócą. Akurat. Miałam klientkę, która prawie zeszła na zawał, bo nigdy nie powiedziała mężowi, co tak naprawdę myśli o nim, o związku o wszystkich sprawach, które ich łączyły i dzieliły. Bo przecież oni mają zasadę, że się nie kłócą, żeby nie żałować tego co się powiedziało. To potem żałowała, że znalazła się w szpitalu.

Uwierz, szczera rozmowa po latach udawania, że jest super, jest trudna jak cholera. Ta Klientka stwierdziła, że nie pamięta, żeby tyle płakała, jak wtedy gdy zaczęła w końcu mówić.

No dobra, to po co namawiam Cię do kłótni?

Ach i wyszło, że namawiam.

Po pierwsze, oczyszcza atmosferę, bo skoro doszło do żywiołowej wymiany zdań, wyrazów i epitetów, to atmosfera była już gęsta, jak „mgła co konie dusi”.

Po drugie, kiedy nasz mózg został już sprowokowany do reakcji, czyli jesteś zła, to sygnał, że w związku dzieje się coś niepokojącego.

Co to może być? Brak zainteresowania jednej ze stron, nie wywiązywanie się z obowiązków, obietnic, nadużywanie zaufania.

Generalnie kłótnia jest reakcją obronną, na coś, co nasz gadzi mózg uważa za zagrożenie. Jest bodziec, np. przyłapujemy partnera na zdradzie i jest reakcja, robimy awanturę.

Kłótnie pojawiają się również w wyniku braku porozumienia. Czyli po ludzku. Jeśli nie rozmawiacie ze sobą na bieżąco o sprawach ważnych i ważniejszych, nie wyjaśnione tematy kumulują się i nie rozładowane, czyli nieprzegadane, wybuchają.

Tak się często dzieje, gdy para mieszka z rodzicami/teściami. Gdy wy się kłócicie, to rodzice wtrącają swoje trzy grosze. Oczywiście w dobrej wierze. To powoduje, że z czasem, krępujecie się mówić sobie to co trzeba, po to, aby rodzice nie słyszeli i nie wtrącali się. A to co nie powiedziane, jak wcześniej wspomniałam, wisi i tylko czeka, żeby spaść wam na głowę w najmniej odpowiednim momencie.

Krótka rada. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji. Przynajmniej raz w tygodniu, wyjdźcie gdzieś tylko we dwoje. Na taką randkę/spotkanie, gdzie swobodnie porozmawiacie i pokłócicie się. 

Mam dla Ciebie krótkie ćwiczenie. Przypuszczam, że przynajmniej raz w życiu pokłóciłaś się. Opisz tę kłótnię:

Pamiętasz od czego się zaczęło?

Co mówiłaś?

Co czuło Twoje ciało?

Co czuł Twój umysł?

I jak czułaś się po wszystkim?

Jest jeszcze jeden powód dla którego ludzie się nie kłócą. Boją się, że to już koniec świata dla związku. Otóż jest zupełnie odwrotnie. W kłótni, nazwę ją elegancką wymianą zdań, działasz instynktownie, pokazujesz swoje prawdziwe oblicze, które uruchamia się w sytuacji zagrożenia. Dzięki temu procesowi, poznajesz swoje reakcje, możliwości i ograniczenia. Co wpływa na przebieg kłótni i również na reakcje partnera.Elegancka wymiana zdań jest swoistym testem trwałości dla pary. Jeśli po pierwszej kłótni „rzucacie papierami” i nie chcecie się znać, znaczy, że w ogóle wam ze sobą nie po drodze i koniec świata, będzie dla was wybawieniem. Jeśli natomiast po kłótni, macie sobie jeszcze coś do powiedzenia, to oznacza jedynie, że potrzebowaliście dać upust emocjom i jesteście gotowi na rzeczową rozmowę i znajdowanie rozwiązań. Alleluja!

Moim zdaniem, związek bez kłótni jest mdły i nie rozwija się.

Wrócę jeszcze na chwilę, do obawy końca świata dla związku po kłótni.

Ludzie boją się kłótni, bo boją się konfrontacji, wyrażenia swojego zdania, bo nie potrafią. Bo zostali nauczeni, że nie wolno mieć własnego zdania, że to ktoś inny za nich decyduje. Bo mieli rodziców, którzy ciągle się kłócili i jako dziecko obwiniali się za te kłótnie. W dorosłym życiu przyjmują podobną postawę. Uważają, że jeśli jest w związku kłótnia to z ich winy i dlatego starają się jej unikać. Boją się, jak dziecko, że zostaną porzuceni, bo nie zasługują na miłość jeśli się kłócą. Pamiętaj!

To jak reagujesz na kłótnię, jest efektem przekonań, jakie zostały Ci przekazane w procesie wychowania. A nie swoje przekonania, zawsze można zmienić.

Wyrzucając sobie, to co nam się nie podoba u partnera, używamy zazwyczaj określeń: bo ty zawsze, nie można na ciebie liczyć, bo ty tak samo, bo nie szanujesz mnie, już mnie nie kochasz, jak nie chcesz czegoś robić, to bez łaski, itp.? A gdyby tak wyłączyć osądy i mówić tylko o konkretach? Tak więc, na deser, mam dla Ciebie przepis jak się elegancko pokłócić?

  1. Używaj argumentów, a nie przypuszczeń.
  2. Mów o swoich uczuciach, a nie o tym, co ktoś może czuć do Ciebie. Bo tego nie wiesz.
  3. Nie osądzaj, mów tak jak jest ? mów o faktach.
  4. Mów o swoich uczuciach np. „jest mi smutno”, a nie „czuję się zlekceważony”, bo tu wyrażasz opinię o tym, co ktoś do ciebie czuje, a nie co ty czujesz.
  5. Bierz odpowiedzialność za własne uczucia, a nie uczucia innych. Jeśli będziesz przejmować się tym, co ktoś pomyśli, jak ty coś powiesz. To ty nie powiesz tego, co chcesz i będziesz się dusić ze swoim zdaniem.
płeć mózgu

Kobiecy czy męski – który mózg jest mądrzejszy?

Kwestia różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami od zarania dziejów intrygowała, dzieliła i wzbudzała skrajne emocje. To, że różnimy się pod względem anatomicznym, fizjologicznym czy psychicznym jest sprawą oczywistą, to jednak z czego to wynika, jest już znacznie bardziej skomplikowane. Czy te różnice mają jakieś swoje odzwierciedlenie w mózgu?

Neurobiolodzy wiedzą na temat różnic pomiędzy męskim a kobiecym mózgiem znacznie mniej niż mogłoby się ze względu na stan współczesnej nauki wydawać. O jednym z najżywiej dyskutowanych zagadnień z dziedziny neurobiologii opowiada w Kobiecie z Klasą dr Zbigniew Sołtys, wykładowca neurobiologii pracujący w Zakładzie Neuroanatomii Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych UJ.

Redakcja: Jak to jest z tymi naszymi mózgami z neurobiologicznego punktu widzenia? Czy faktycznie mózg męski i kobiecy się różnią i pod jakim względem? Wiemy, że rozmiarowo na pewno, mózg kobiety jest mniejszy. Dawniej uważano, że implikuje to prosty wniosek, że kobieta jest głupsza, dziś mówi się, że wręcz przeciwnie – dlatego, że mózg kobiety jest mniejszy, pracuje bardziej efektywnie?

Zbigniew Sołtys: Wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie wielkości mózgu ma tyle samo sensu, co ocenianie wydajności komputera na podstawie wielkości obudowy. Oczywiście, jest tu pewna zależność, w większej obudowie zmieści się więcej elementów, można zapewnić lepsze chłodzenie itd. I podobnie jest z mózgiem. Większy mózg może mieścić więcej komórek albo mogą one mieć większe rozmiary. Istnieje pewna niewielka korelacja między rozmiarami mózgu a ilorazem inteligencji (IQ), ale z całą pewnością to nie wielkość jest czynnikiem decydującym o efektywności tego organu.

Rzeczywiście, mózg kobiety jest mniejszy niż mózg mężczyzny. Przeciętna waga mózgu żeńskiego to 1198 gramów, mózg przeciętnego mężczyzny jest o 138 gramów cięższy. Pamiętajmy jednak, że kobiety na ogół są mniejsze od mężczyzn, a przecież jedną z funkcji mózgu jest odbiór informacji od receptorów czuciowych zlokalizowanych w skórze, mięśniach, organach wewnętrznych, a także sterowanie ruchami mięśni. Obsługa większego ciała  wymaga odpowiednio większego mózgu. Jeżeli nie będziemy brali pod uwagę bezwzględnej masy mózgu, ale stosunek masy tego organu do masy ciała, to różnica między płciami w znacznym stopniu zniknie. Trzeba też wziąć pod uwagę, że opieranie się na wartościach średnich nie daje dobrego obrazu rzeczywistości wówczas, gdy istnieje ogromne zróżnicowanie indywidualne pod względem analizowanej cechy. A tak właśnie jest w przypadku wielkości mózgu. Pamiętam pewną tabelkę z podręcznika neurobiologii, z którego uczyłem się w czasach studenckich. Była to „Biologia Mózgu” profesora Jerzego Kreinera, a w tabelce były podane informacje o mózgach znanych osób, uszeregowane według wagi. Listę otwierał Iwan Turgieniew, z ponad dwukilogramowym mózgiem, a zamykał Anatol France, z mózgiem prawie dwukrotnie lżejszym. Czy na tej podstawie można wyciągać jakieś wnioski dotyczące jakości ich twórczości?

R.: Czy istnieją jakieś inne różnice w budowie naszych mózgów i czy można mówić w związku z tym o czymś takim jak płeć mózgu?

Z. S.: Oczywiście, jeżeli mierzymy wielkość jakichś części mózgu to bardzo często znajdujemy jakieś różnice. Czasem coś jest większe u kobiet, czasem u mężczyzn. Jeżeli analizujemy schematy aktywności mózgu podczas wykonywania określonych zadań, to również niekiedy możemy zaobserwować, że u każdej płci nieco inne obszary mózgu zostają mocniej pobudzone. Ale praktycznie w odniesieniu do prawie każdej badanej cechy możemy zaobserwować bardzo duże zróżnicowanie indywidualne. Tak, że raczej trudno wskazać taki zbiór cech, który byłby unikatowy tylko dla mózgów jednej płci. Dlatego unikałbym terminu „płeć mózgu”, który mógłby sugerować istnienie takich wyraźnych, zależnych od płci różnic.

Nie wynika z tego, że mózg jest „bezpłciowy”. Płeć jest determinowana genetycznie, a istotną rolę w tym procesie odgrywają geny z chromosomu Y. Przypomnijmy, że kobiety mają dwa chromosomy X, a mężczyźni parę X i Y. Chromosom Y jest mały, zawiera około 70 genów (chromosom X ma ich dziesięciokrotnie więcej). Ale wśród tych genów jest gen SRY, decydujący o płci. Aktywność tego genu w czasie życia płodowego powoduje przekształcenie się embrionalnych gonad w jądra. Produkowane przez płodowe jądra hormony powodują wykształcenie się męskich cech płciowych. Mają też bardzo duży wpływ na kształtowanie się mózgu. Jest bardzo prawdopodobne, że od działającego w czasie ciąży testosteronu może zależeć późniejsza orientacja seksualna człowieka. Natomiast brak genu SRY (nie ma go na chromosomie X), powoduje uruchomienie łańcucha procesów, które prowadzą do powstania organizmu kobiecego.

R.: Czyli ze względu na ten gen można postawić tezę, że z punktu widzenia neurobiologii mózgu istnieją tylko dwie płcie i ich ewentualne naturalne zaburzenia – interseks, natomiast ze względu na socjalizację mamy potem znacznie więcej płci kulturowych tzw. gender? Istnieje wyraźna zależność mózgu od płci?

Z. S.: Takie sformułowanie mogłoby sugerować, że płeć kulturowa to sprawa determinowana przez czynniki środowiskowe, niezależna od płci biologicznej. Albo kwestia swobodnego wyboru. Ale tak na ogół nie jest.

Przecież nie tylko geny z chromosomów płciowych wpływają na rozwój systemu nerwowego. Genom człowieka zawiera około 25 tysięcy genów, z których wiele jest aktywnych w mózgu. Większość posiadanych przez nas genów to geny polimorficzne, występujące w różnych wariantach (allelach), i to jest bardzo istotna przyczyna zmienności, nakładająca się na zróżnicowanie wynikające z płci. A przecież geny to nie wszystko. Czynniki działające w czasie ciąży, takie jak dieta, stres, infekcje, leki, również mają bardzo istotny wpływ na kształtujący się mózg. W efekcie ludzie już w momencie urodzin mają bardzo zróżnicowane mózgi.  To, co wynika z płci chromosomalnej to tylko jeden z elementów tej różnorodności. 

Oczywiście, mózg jest strukturą plastyczną. I tak jak każdy inny organ, może się trochę zmieniać pod wpływem czynników środowiskowych. Różne formy aktywności, zarówno umysłowej jak i fizycznej, mogą wpływać na neurogenezę, synaptogenezę czy mielinizację. Czyli na proces powstawania nowych komórek nerwowych, tworzenia między nimi połączeń synaptycznych czy grubość otaczających włókna nerwowe osłonek mielinowych. Ale jest to raczej wpływ modulujący – wydaje się, że to, co najbardziej istotne w kwestii na przykład orientacji seksualnej, zależy od genów i czynników działających w ciąży. 

R: Gen SRY sprawia też, że dymorfizm płciowy w przypadku chorób jest bardzo wyraźny?

Z. S.: Prawdopodobnie ma w tym swój udział. Pod koniec ubiegłego wieku odkryto, że gen SRY jest aktywny również w dojrzałym mózgu. Kodowane przez ten gen białko bierze udział w całym szeregu zachodzących w mózgu procesów. Ma wpływ między innymi na transmisję dopaminergiczną i serotoninergiczną, czyli na takie formy komunikacji międzykomórkowej, w których wykorzystywane są dopamina lub serotonina. Mamy więc mechanizm regulacyjny, który występuje tylko w męskich mózgach, i który można powiązać z dwiema poważnymi chorobami. Transmisja dopaminergiczna może mieć związek ze schizofrenią. Leki stosowane w tej chorobie to najczęściej substancje działające hamująco na ten rodzaj transmisji. Schizofrenia częściej występuje u płci męskiej (1,4 – 2,5 razy częściej – różne źródła podają nieco odmienne wartości). Z kolei depresja to bardziej kobieca choroba. U pań występuje około 1,5 razy częściej niż u panów. A w przypadku schizofrenii dość skuteczne są leki, zwiększające efektywność transmisji serotoninergicznej. 

Ale to nie znaczy, że tylko SRY odgrywa jakąś rolę w tym dymorfizmie. Są badania sugerujące, że estrogeny mogą zmniejszać ryzyko wystąpienia tej choroby lub osłabiać jej przebieg. A poziom tych hormonów jest u kobiet wielokrotnie wyższy, niż u mężczyzn.

R.: A jeżeli chodzi o uzależnienia?

Z. S.: Też występuje dymorfizm. Kobiety łatwiej uzależniają się od różnych substancji chemicznych (z wyjątkiem alkoholu), mężczyźni od seksu, hazardu i Internetu. I to dotyczy nie tylko ludzi, podobne zależności stwierdzono w badaniach na zwierzętach. Oczywiście, jeśli idzie o uzależniania od narkotyków, uzależnienia od Internetu na gryzoniach nie sprawdzano.

Powstawanie uzależnień ma związek z mózgowym układem nagrody, odpowiedzialnym za odczuwanie przyjemności. Połączenia dopaminergiczne są istotnym elementem tego układu, mamy więc kolejny możliwy związek z genem SRY.

R.: Czy mózg kobiety jest „sterowany” przez hormony?

Z. S.: Zawarty w pytaniu pogląd wynika z faktu, że istnieje wyraźna zależność czasowa między fazami cyklu miesiączkowego a samopoczuciem, emocjonalnością, a nawet zdolnościami umysłowymi kobiet. Te zmiany przebiegają z dużą regularnością i dlatego są łatwe do zauważenia. U mężczyzn wydzielanie hormonów jest bardziej równomierne. Zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn hormony wpływają na mózg. Ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że sterują mózgiem. Przede wszystkim dlatego, że wydzielanie większości hormonów jest kontrolowane właśnie przez mózg. Część mózgu zwana podwzgórzem produkuje hormony kontrolujące wydzielanie hormonów przysadkowych, a z kolei przysadka mózgowa wydziela hormony, które regulują aktywność wydzielniczą gruczołów obwodowych. W tym także wydzielanie hormonów płciowych. Funkcje sterujące to zdecydowanie obowiązek mózgu.

R.: A czy to prawda, że „zmęczona kobieta staje się mniej kobieca”, ponieważ zanikają typowe dla kobiety funkcje poznawcze, kiedy nie dosypia?

Z. S: Oczywiście. Ale dokładnie to samo można powiedzieć o mężczyznach. Sen jest w ogóle niezbędny do życia. Dla mózgu jest nawet bardziej niezbędny, niż dla reszty ciała. Kiedy ciało sobie odpoczywa, mózg całkiem intensywnie pracuje. Na przykład w czasie snu zachodzi porządkowanie śladów pamięciowych. W dużym uproszczeniu – większość informacji, które wprowadzamy do naszej pamięci, jest przejściowo przechowywana w części mózgu zwanej hipokampem. Stopniowo te ślady pamięciowe stają się od hipokampa niezależne, a proces ich przenoszenia od innych ośrodków zachodzi właśnie podczas snu.

Ale to nie wszystko. Jednym z najważniejszych osiągnięć neurobiologii ostatniej dekady jest odkrycie układu glimfatycznego. Dokonał tego zespół badaczy kierowany przez Maiken Nedergaard, duńską badaczkę pracującą w Centrum Medycznym Universytetu w Rochester. Istota odkrycia polegała na wykazaniu, że płyn mózgowo-rdzeniowy przepłukuje tkankę mózgu, usuwając z przestrzeni międzykomórkowych różne szkodliwe cząsteczki, powstające w wyniku normalnej aktywności komórek. Co więcej, efektywność tego układu jest wielokrotnie większa w czasie snu, niż w czasie czuwania. Odkrycie to może mieć istotne znaczenie dla zrozumienia przyczyn niektórych chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Alzheimera. Jednym z objawów tej choroby jest właśnie gromadzenie się między komórkami cząsteczek białka amyloidowego beta, które może przyczyniać się do śmierci komórek nerwowych. Układ glimfatyczny powinien to białko usuwać, być może w chorobie Alzheimera nie robi tego wystarczająco efektywnie. Wprawdzie przedwczesne byłoby twierdzenie, że powszechny w naszej cywilizacji niedobór snu jest tego przyczyną, ale na wszelki wypadek dbajmy o sen. I to niezależnie od tego, jaką mamy płeć.

niskie poczucie własnej wartości

Niskie poczucie własnej wartości – jak sobie z nim radzić?

„Z taką bzdurą do pani przychodzę, a ludzie mają naprawdę ważne problemy” – często słyszę od odwiedzających mój gabinet. Czym jest ta ,,bzdura”, która bzdurą wcale nie jest? Poczuciem niskiej wartości.

Wbrew pozorom to nie jest wcale błaha sprawa! To jedna z najważniejszych kwestii w naszym życiu! Bez poczucia własnej wartości trudno o stworzenie dobrej relacji w związku, z ludźmi w pracy. Jest ono bardzo ważne w radzeniu sobie z kryzysami. Pomaga funkcjonować na co dzień, wspiera w dążeniu do celu, pomaga przy podejmowaniu kluczowych decyzji, motywuje, umożliwia dawanie oraz przyjmowanie miłości i dobra.

Od tego co o sobie myślisz, jak siebie traktujesz, jak postrzegasz się w relacjach z innymi zależy całe Twoje życie. Poczucie własnej wartości wpływa na jakość  życia, na to co się w nim dzieje, jak się w nim odnajdujemy i czy czujemy się szczęśliwi. Trudno jest osiągnąć wysoki poziom zadowolenia z życia, jeśli sami z sobą czujemy się źle.

Uważaj na to, co i jak mówisz do dziecka

Skoro pewność siebie jest taka ważna, to na jakim etapie ją nabywamy i czy możemy się jej nauczyć?  Wszystko oczywiście zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Zaczyn pewności otrzymujemy w domu, w którym się wychowujemy. Kochający, uważni rodzice, odpowiadający adekwatnie na potrzeby dziecka budują w nim wiarę w siebie. Przeżywają jego wzloty i upadki, wspierają a nie krytykują, nie poniżają, nie porównują z innymi dziećmi.

Niestety, nie wszyscy mają świadomych i wspierających rodziców. Być może Twoi rodzice byli bardzo surowi i wymagający, stawiali poprzeczkę bardzo wysoko, nigdy nie chwalili. Być może zawsze musiałaś być najlepsza w szkole, zdobywać nagrody w konkursach, być świetna w sporcie. Jeśli najmniejsze potknięcie było piętnowane, być może zaczęłaś myśleć, że jesteś niewystarczająco dobra. Uczyłaś się więc po nocach, wkładałaś wiele wysiłku w sport, chociaż wcale nie lubiłaś tenisa albo gimnastyki artystycznej – robiłaś to tylko po to, by usłyszeć pochwałę od rodziców, by poczuć ich akceptację, usłyszeć, że są z ciebie dumni.

Szkoła powinna uczyć poczucia własnej wartości

Poczucie własnej wartości tworzy się również w szkole. Wiemy jednak, że nasz system edukacji oparty na konkurencji ma wiele do jeszcze do nadrobienia – nie tylko w tej kwestii. Ważne, by wspierać własne dzieci, nie porównywać ich z kolegami ze szkolnej ławki – każde dziecko jest inne, rozwija się w swoim tempie i ma unikalne talenty. Nie wszyscy w końcu muszą być orłami w matematyce. Lepiej wychować zadowolonego z życia rzemieślnika niż sfrustrowanego księgowego, który nienawidzi swojej pracy!

Telewizja, reklamy, zdjęcia w magazynach lifestyle’owych, profile w social mediach również nie ułatwiają życia. Zdają się utwierdzać w przekonaniu, że nie jesteś nic warta, jeśli nie masz wysokiej pozycji w pracy, wysportowanego ciała, pełnego portfela, znanych przyjaciół, pięknego domu i najmodniejszej torebki sezonu. Współczesne trendy każą nam być rozpoznawalnymi i odnosić sukcesy, jeśli chcemy “być kimś”. Wyśrubowany do granic możliwości etos pracy często sugeruje, iż tracimy naszą wartość, kiedy odpoczywamy. Że nie  jesteśmy wystarczająco zaangażowane, kiedy kończymy pracę po 8 godzinach i wracamy spokojnie do domu. To oznacza, że jesteśmy zestresowane i nie umiemy odpoczywać, bo ciągle jesteśmy myślami w pracy.

Być chodzącym ideałem

Chcemy być najlepsze. Zawsze i w każdej dziedzinie. Najlepsze w pracy i w domu. Z taką samą uwagą piszemy raport jak odrabiamy z dzieckiem lekcje. Pracujemy na dwa etaty.  A w tak zwanym między czasie robimy zakupy, śledzimy modę, ćwiczymy pośladki, pieczemy bezglutenowe ciasto, płacimy rachunki, wstajemy w nocy do dziecka. Robimy to wszystko, ale nigdy nie jesteśmy w pełni zadowolone, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto robi wszystkie te rzeczy lepiej od nas. Z uśmiechem na twarzy i bez cienia zmęczenia.

Stale porównujemy się z innymi. Zdjęcie na cudzym Instagramie może popsuć nam nastrój na pół dnia. Dlaczego? Bo ktoś na pierwszy rzut oka ma bardziej udane życie rodzinne, jest zamożniejszy, dużo podróżuje, ma wspaniale wyrzeźbione ciało. A nam daleko do doskonałości. Porównujemy się z innymi, a przecież o ludziach z mediów wiemy tylko tyle, ile oni chcą nam o sobie powiedzieć, pokazać. Nikt nie chwali się swoimi potknięciami, gorszymi momentami, tym co wyszło nie tak. Zapominamy, że zdjęcia instagramowe czy sesje fotograficzne w magazynach są starannie reżyserowane, często za ich powstaniem stoi sztab ludzi – od stylistek po makijażystki i asystentki. I choć są tak piękne i doskonałe – często w ogóle nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Tak pokrótce wygląda nasza rzeczywistość – może niezbyt kolorowa, ale nie należy popadać w przygnębienie. Poczucie wartości jest jak mięsień – można je zbudować!

Od czego zacząć?

Przede wszystkim doceń siebie. Doceń to, co masz i miejsce, w którym się znajdujesz. Zobacz, co do tej pory udało Ci się już osiągnąć. Porozmawiaj ze sobą szczerze, tak jakbyś rozmawiała ze swoją najlepszą przyjaciółką. Nie bądź dla siebie zbyt surowym krytykiem.

Może pochodzisz ze środowiska, w którym nie ceni się wykształcenia, a ty właśnie obroniłaś dyplom na dobrej uczelni? Może nikt nie wierzył, że uda ci się odnaleźć po przeprowadzce do dużego miasta, a tymczasem świetnie sobie radzisz?

W twoim otoczeniu są na pewno ludzie, którzy Cię cenią i kochają. Popatrz na siebie ich oczyma. Co w Tobie lubią? Za co Cię podziwiają? Poproś ich o feedback, czyli informację zwrotną na swój temat.

Pozwól sobie na błędy – dzięki nim możemy się rozwijać. Ludzie z dużą pewnością siebie planują działania, są aktywni i nie unikają potknięć. Traktują je jako lekcje w drodze do celu. Oceniają swoje potknięcia z wyrozumiałością, wyciągają wnioski i próbują dalej. Tymczasem osoby z niskim poczuciem własnej wartości przechowują w swej pamięci porażki niczym drogocenne ordery.  

Trzymaj się z daleka od ludzi, którzy Cię nie szanują, krytykują i ranią. Chociaż to bardzo trudne i bolesne, nie bierz do siebie ich słów. To, co słyszysz, może wskazywać na fakt, że to właśnie oni mają kłopot ze swoją wartością. Być może potrzebują umniejszyć Twoje osiągnięcia, zdeprecjonować Twoje umiejętności by móc poczuć się lepiej na Twoim tle.

Nie można mieć wszystkiego na raz. Nierealistyczne oczekiwania wobec siebie powodują frustrację i złość. Nie możesz być jednocześnie super pracownicą dekady, pełnoetatową mamą, najlepszą kochanką świata, najwspanialszą córką i przyjaciółką w jednym. Ustal swoje priorytety, nie wszystko w danej chwili jest równie ważne. Życie nie zawsze jest pasmem sukcesów, a godzenie kariery z życiem osobistym to prawdziwa ekwilibrystyka! Zacznij tam, gdzie jesteś i zrób tyle, ile możesz.

Nie porównuj się z innymi. To Twoje życie. Jedyne i niepowtarzalne. Twoje zasoby i ograniczenia. Niech zdjęcia celebrytów na Instagramie nie będą dla ciebie źródłem frustracji – to sztucznie wykreowany świat.

Nie jesteś tym, co posiadasz. Stan konta nie determinuje Twojej wartości. Nie czuj się źle tylko dlatego, że nie możesz pozwolić sobie na nową parę butów lub kupno najmodniejszej torebki. Znajdź jakiś pozytyw tej sytuacji – pomyśl na przykład, że masz oryginalny gust i nie chcesz nosić tego, co wszyscy na ulicy.

Poczuj się dobrze we własnym ciele. Nie jest takie, jakbyś pragnęła? Tu i ówdzie pojawiła się fałdka, a skóra na brzuchu nie jest tak napięta jak przed ciążą? Przede wszystkim bądź dla niego dobra. Nakarm je i zaopiekuj się nim z czułością. Twoje ciało opowiada historię Twojego życia – bądź z niej dumna. A potem zastanów się, co możesz zrobić, by poczuć się w nim lepiej. Zaplanuj aktywność fizyczną, która będzie dla Ciebie przyjemna np. jazda na rowerze, bieganie, taniec, tenis czy fitness. Nie podążaj z uporem maniaka za trendami także w tej dziedzinie, wybierz coś dobrego dla siebie.

Jeśli pracujesz nad swoim poczuciem wartości, robisz postępy, a zdarzy Ci się gorszy dzień, nie obwiniaj się.  To nieuniknione w procesie zmiany. Bądź dla siebie wyrozumiała, tak jak dla najlepszej przyjaciółki. Pamiętaj, że złudne jest często to, co widzimy fasadowo. Niektórzy poświęcają prawie całe swoje życie, by dobrze wyglądać na zewnątrz, aby ukryć odczuwalny w środku wstyd i poczucie braku wartości. Swoją niezłomną postawą próbują udowodnić swoją wartość.

A przecież w pewność siebie wpisana jest czasem niepewność. Nawet bardzo pewne siebie osoby mają gorsze dni, popełniają błędy i mają dylematy – to jest zupełnie naturalne i ludzkie.

Aneta Kaluba

psycholog, terapeutka Racjonalnej Terapii Zachowań,
pomysłodawczyni Wobec Siebie Interdyscyplinarnego Zespołu Specjalistów. Prowadzi treningi i warsztaty związane z motywacją, rozwojem i samodoskonaleniem.

prawa kobiet sto lat temu

5 podstawowych praw, których nie posiadała Twoja prababcia

100 lat to mało i dużo. Zależy, o czym i w jakim kontekście mówimy. Wiek temu odzyskaliśmy niepodległość. Wcale nie tak dawno. Kiedy jednak zdamy sobie sprawę z tego, jak wiele wydarzyło się podczas tego czasu, stwierdzimy jednak, że to szmat czasu. Wraz z odzyskaniem niepodległości Polki zyskały coś jeszcze –  kilka podstawowych praw, które mężczyźni posiadali od dawien dawna, ale też nadzieję na to, że z czasem wywalczą sobie ich pełnię. Sto lat – mało i dużo. Z jednej strony nie tak dawno – to czas kiedy żyły nasze prababcie i babcie. Z drugiej strony tak wiele – coś, co my odbieramy jako część naszej codziennej normalności, dla nich było ideą, postulatem, o który dopiero zaczynały walczyć. Zerknijcie, jakich 5 podstawowych praw nie posiadały nasze prababcie!

1. Kobiety nie mogły studiować

To nie tylko polski fenomen, tak było na całym świecie. Pierwszą kobietą w historii, która w 1840 roku uzyskała zawodowy tytuł licencjata i dyplom ukończenia studiów wyższych była Amerykanka, Catherine Brewer. 14 lat później, dzięki niestrudzonej walce polskich kobiet nauki i kultury, krakowski Uniwersytet również otwarł swoje podwoje dla studentek. Nie można powiedzieć, żeby zarządzający uczelnią mężczyźni uczynili to zbyt szeroko, przyjęto bowiem na studia aż trzy kobiety: Stanisławę Dowgiałło, Jadwigę Sikorską i Janinę Kosmowską. Rozpoczęły one studia farmaceutyczne jako wolne słuchaczki, co więcej bez prawa do zdawania egzaminów. No cóż, krok po kroczku kobiety torowały sobie drogę wśród uczelnianych ław i choć nie ułatwiano im tego, przyporządkowując niższe role, już w ćwierć wieku po pierwszych polskich studentkach, kobiety stanowiły jedną trzecią uczących się na uczelniach wyższych.

2. Kobiety nie mogły pełnić żadnych wysokich stanowisk

Przed 1918 rokiem kobiety nie miały prawa nie tyle brać udziału w czynnej polityce, ale nie miały nawet prawa o niej dyskutować. Skądże bowiem miałyby się na niej znać, skoro do ich głównych obowiązków należały jedynie batalie z dziećmi czy szturmowanie sklepów i, w zależności od usytuowania, teatrów lub kurników. O casusach Polek na tronach Europy tudzież Europejek na polskich tronach tutaj nie rozmawiamy, tak jak i tylko cicho wspominamy, że wcale, ale to wcale w zaciszach domowej alkowy mężczyźni nie wysłuchiwali rad i sugestii ze strony żon.
Do pierwszego parlamentu, który powstał w 1919 roku,  wybrane zostało osiem posłanek. Nazywano je wtedy bardzo uroczo “poślicami”. Jednak pomimo uzyskania biernych i czynnych praw wyborczych, odsetek kobiet sprawujących w Polsce władzę ustawodawczą czy wykonawczą był minimalny. Pierwszą Polską, która sprawowała stanowisko ministerialne była Irena Kosmowska. Udało jej się zostać mianowaną na viceminister opieki społecznej w Rządzie Tymczasowym powołanym przez Ignacego Daszyńskiego. Po stu latach nie jest też tak źle jeżeli chodzi o kobiece premierowanie, mieliśmy już dwie Panie premier – Hannę Suchocką, sprawującą urząd premiera w latach 1992-93 i Beatę Szydło, która premierowała w latach 2015-2017.

3. Kobiety nie miały dostępu do antykoncepcji

Pierwsze polskie pigułki antykoncepcyjne zaczęły produkować Jeleniogórskie Zakłady Farmeceutyczne Polfa w 1969 roku. W tym samym czasie w wielu krajach Zachodu tabletka była już najpopularniejszym środkiem antykoncepcyjnym. W 1968 roku stosowało ją już 34% kobiet, w latach 70-tych w Holandii ok. 30-40%, a w Wielkiej Brytanii ok. 12-20% kobiet. Dziś istnienie pigułki jest dla kobiety czymś oczywistym, jest jedną z możliwości, a nie przywilejem. Jeszcze pół wieku temu tak nie było. Pigułki antykoncepcyjne stały się bowiem nie tylko środkiem medycznym. Stały się przyczynkiem do odkrycia przez kobiety, że mogą zapanować nad prawami natury, a co za tym idzie, że mogą uwolnić się od zasad stworzonych na ich podstawie przez mężczyzn. Mówi się o tym, że ta mała, niepozorna tabletka zapoczątkowała w Stanach rewolucję seksualną, ponieważ raczej niewiele kobiet zdecydowałoby się na wolną miłość bez powszechnie dostępnej antykoncepcji.

4. Kobiety nie mogły wiązać się z obcokrajowcami

Dziś wydaje nam się to całkiem nieprawdopodobne, ale zgodnie z ustawą o obywatelstwie Państwa Polskiego z 1920 roku kobiety traciły polskie obywatelstwo, gdy zawierały związek małżeński z obywatelem innego państwa! Pomijając już sam fakt nierówności i niesprawiedliwości, było to ogromne utrudnienie dla Polek. Wręcz wykluczenie ich z życia publicznego i zawodowego – obywatelstwo polskie było bowiem koniecznie do praktyki zawodowej, chociażby lekarskiej. Nie trzeba chyba wspominać, że mężczyzna mógł się oczywiście żenić z kobietą takiego pochodzenia, jakie mu się tylko zamarzyło. Co więcej jego nowo upieczona małżonka obywatelstwo polskie… zyskiwała. I nie zgadniecie, w którym roku prawo to zmieniono?! W 1951!

5. Kobiety nie mogły mieć swojego majątku

Ustawa z lipca 1921 zrewolucjonizowała polskie życie obyczajowe. Nie tylko zniosła obowiązek wspólnego mieszkania małżonków, nie tylko dała kobiecie prawo do występowania przed sądem bez pozwolenia męża, nie tylko pozwoliła na samodzielne zawieranie umów prawnych przez kobietę, ale przede wszystkim zabezpieczała ją finansowo. Polki przestały być zobligowane prawnie do posłuszeństwa mężowi w małżeństwie, a od 1946 roku miały całkowite prawo do posiadania odrębnego majątku, a nawet własnego konta w banku.

shutterstock_322337921

Ciąża przed 30-tką – wpadka czy świadoma decyzja?

W ostatnich latach zapanowała moda na późne macierzyństwo. Kobiety stawiają na samorealizację i karierę, odkładając planowanie ciąży na później. A przecież młode macierzyństwo to wspaniały czas dla rodziców.

Nie ma się, co oszukiwać, bywają trudne momenty, młodzi rodzice muszą się przyzwyczaić do dezorganizacji dotychczasowego życia, nowych obowiązków i odpowiedzialności już nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za nową, małą istotkę. Nie ma się co dziwić, że młode kobiety boją się o wiele różnych kwestii związanych z ich pociążową przyszłością i dlatego decydują się na zajście w ciążę dopiero po osiągnięciu spełnienia zawodowego. To przecież racjonalne – najpierw kariera, pieniądze, zyskanie zawodowego doświadczenia, dopiero potem, kiedy będę już miała zapewniony byt dla siebie i dziecka, kiedy będę mogła wrócić do pracy, ciąża i macierzyństwo. A te wymagają, szczególnie w młodym wieku, dużej dojrzałości. Dojrzałość to nie dorosłość, cechuje ją racjonalne podejście do planów, zamierzeń i podejmowania ważnych życiowych decyzji, a tak się składa, że czas przed 30-tym rokiem życia, właśnie racjonalnie rzecz biorąc, jest w najlepszym momentem na zajście przez kobietę w ciążę.

Plusy z bycia młodą mamą

Można zacząć od ozdobnych oczywistości. Młoda mama ma niespożytą energię do wspierania rozwoju swojego malucha. Emanuje uśmiechem, pomysłami i kreowaniem świata swojego dziecka. Zwykle bywa też tak, że pojawienie się dziecka cementuje związek z partnerem, umacnia relację i pozwala tworzyć pełną rodzinę. Żyjemy jednak w dość szalonych i dynamicznych czasach i jeżeli się tak nie dzieje, nie ma się co załamywać, młode mamy i w takiej sytuacji dadzą sobie radę.

Znacząco mniejsze ryzyko poronienia

Pod tym kątem wiek odgrywa olbrzymią rolę. Ryzyko poronienia u mam w wieku 20-24 jest najniższe z możliwych – wynosi 9,5%. Zdecydowanie większe ryzyko na poronienie będzie miała kobieta po 35-tce, szczególnie wtedy, gdyby miała to być jej pierwsza ciąża. Młoda mama szybciej się regeneruje, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Ma większy komfort psychiczny, kiedy do poronienia jednak dojdzie. Być może zabrzmi to brutalnie, nie bez znaczenia staje się jednak w tej sytuacji pocieszenie często słyszane od lekarzy: “młoda Pani jest, ma Pani czas, na następny raz na pewno się uda”. I zwykle się udaje.

Niewielkie zagrożenie ciąży

Młode mamy rzadziej mają problemy zdrowotne w ciąży. Młody organizm jest bardziej wytrzymały i odporny. Odsetek młodych kobiet (w wieku 20-25), których ciąża staje się zagrożona jest znacznie niższy niż w przypadku trzydziestolatek. Ich ciąża przebiega zwykle prawidłowo, a tym samym nie istnieją żadne przeciwwskazania do pracy. Bez problemu można zadbać o pozycję zawodową, ciesząc się świetną kondycją i kreatywnymi pomysłami.

Nie jest oczywiście tak, że młode kobiety nigdy nie stają w obliczu zagrożenia ciąży. Ogranicza to oczywiście obowiązki zawodowe, a niejednokrotnie nawet wyklucza kobietę z aktywności w pracy całkowicie. Można jednak wtedy skorzystać z możliwości, jaką daje zwolnienie lekarskie i tym samym pozwolić sobie na dodatkowy odpoczynek.

Mniejsze ryzyko wystąpienia cukrzycy ciążowej

Jak wykazują badania, kobiety już po 25 roku życia są zdecydowanie częściej narażone na wystąpienie cukrzycy w ciąży. Jednym z czynników podwyższających takie niebezpieczeństwo jest także masa ciała, która niestety wraz z wiekiem zwykle u kobiet wzrasta, zmienia się bowiem nasz metabolizm i nie ma w tym nic dziwnego, przerażającego ani złego, niemniej faktem jest, że w młodym wieku unikniemy raczej tej ciążowej dolegliwości.

Bardzo dobre samopoczucie w ciąży, podczas i po porodzie

Młode mamy na ogół bardzo dobrze znoszą ciążę, czują się dosłownie i w przenośni pełne życia i witalnej energii. Niemal nie występuje u nich zagrożenie nadciśnienia. Mogą efektywniej współżyć podczas ciąży. No i nie męczą się tak szybko jak ich koleżanki po 35-tym czy 40-tym roku życia.

Szybki i realnie możliwy powrót do pracy zawodowej

Dużym plusem bycia mamą przed 30-tką, jest powrót do pracy zawodowej po osiągnięciu przez dziecko wieku przedszkolnego. Kobieta jest jeszcze młoda, ambitna, zorganizowana i gotowa do działania na polu zawodowym. To dobry czas na podwyższenie kwalifikacji zawodowych lub zdobycie nowych umiejętności. Kobieta po urlopie macierzyńskim jest atrakcyjna dla przyszłego pracodawcy, który w przypadku zatrudnienia nie obawia się szybkiej ciąży swojego pracownika. Kiedy dziecko wkracza w okres szkolny, dotychczasowe wspólne zabawy i przyjemności z rodzicami zamienia na kontakt z rówieśnikami. A to daje kobiecie jeszcze więcej czasu, który może przeznaczyć dla siebie i własnych celów.

Nie stać mnie na dziecko, bo jestem młoda

Obecnie kobiety stawiają na samorealizację. Odnoszą sukcesy, poświęcając swój czas prywatny pracy zawodowej. Odsuwają czas bycia mamą na później, licząc, że wraz z pozycją zawodową przyjdzie odpowiedni czas na dziecko. Ten sposób myślenia zaczyna prowadzić jednak do frustracji i niezadowolenia. Rozdarte pomiędzy tykającym zegarem biologicznym, a służbowymi zadaniami do wykonania, w pogoni za karierą i niespełnionymi ambicjami z łatwością możemy przegapić odpowiedni czas na ciążę… bo przy takim myśleniu żaden czas nie jest tak naprawdę odpowiedni na podjęcie decyzji o macierzyństwie. Oczywiście, to bardzo ważne, by zapewnić dziecku odpowiedni poziom życia i bezpieczne zaplecze finansowe, jednak żadne pieniądze nie zastąpią dziecku uwagi rodziców i czasu z nimi spędzonego. Dlatego warto zachować umiar w pogoni za pieniędzmi, kiedy w domu pojawia się nowy członek rodziny.

Dla wielu kobiet pojawienie się dziecka jest dobrym momentem do zastanowienia się nad dalszą przyszłością. Czy po urlopie macierzyńskim wrócić na pełny etat, a może zdecydować się na alternatywą drogę robienia kariery? Część z nich rezygnuje z dotychczasowego stanowiska i ustalają własny system aktywności zawodowej dostosowany do nowych realiów życia. Jest wiele zawodów umożliwiających wykonywanie zadań bez konieczności wyjścia z domu. Przynoszą one też dodatkowe źródło dochodu, niezbędne do zaspokojenia potrzeb rodziny. Elastyczność godzin pracy jest dodatkowym plusem przemawiającym na korzyść podjęcia takiej formy zatrudnienia. To pomaga godzić zarówno macierzyństwo, jak i pozwala nadal być aktywnie zawodową. Wystarczy zastanowić się nad swoimi mocnymi stronami i wdrożyć działanie, zamiast frustrować się na ograniczenia związane z powrotem do pracy na etacie. 

Dlatego też nie ma co się załamywać, jeżeli z zaskoczeniem odkryjemy, że jesteśmy w nieplanowanej ciąży. Wiele kobiet wpada wtedy w małą panikę i myśli: “Co teraz? Że niby porzucić karierę i dążyć do spełnienia na płaszczyźnie rodzicielstwa?”. Okazuje się, że można to świetnie pogodzić. Nie trzeba rezygnować z pracy w ciąży. Pracodawca zadowolony z osiągnięć pracownika, na pewno nie podejmie decyzji o rozwiązaniu umowy tylko ze względu na fakt zajścia w ciążę, tym bardziej, że przy prawidłowym jej przebiegu można przecież pozostać aktywną zawodowo niemalże do rozwiązania, a po okresie urlopu macierzyńskiego, wrócić normalnie do pracy na etacie.

Zagrożenia przy późnej ciąży

Nie ma określonego wieku na pierwsze dziecko. To indywidualna sprawa kobiety i jej partnera. Warto jednak podjąć ją na tyle wcześnie, by nie okazało się, że odkładanie jej w czasie przyniosło rozczarowanie i dodatkowe komplikacje. Późne macierzyństwo wiąże się bowiem z wieloma zagrożeniami. Wiadomo przecież, że organizm człowieka się starzeje, a ciąża to duże obciążenie dla organizmu kobiety. Dziewięć miesięcy, podczas których zachodzą zmiany hormonalne, powodujące zmiany fizyczne i emocjonalne.

Po 35-tym roku życia zwiększa się ryzyko wady genetycznej płodu, a także zmniejsza szansa donoszenia ciąży. Może także dojść do komplikacji podczas porodu. Dochodzą dodatkowe badania, wizyty lekarskie i stres, który negatywnie odbija się na zdrowiu matki i dziecka.

Późniejszy wiek stwarza też ograniczenia w kwestii rodzicielskiej, spada energia i chęci do działania, częściej brak aktywności fizycznej, której dziecko tak bardzo potrzebuje w czasie swojego wczesnego rozwoju.

Najlepszy moment na zajście w ciążę to taki, w którym partnerzy podejmują decyzję wspólnie, bez nacisku i żadnej presji. Upływający czas niestety temu nie sprzyja. Często odkładając decyzję o dziecku, można przegapić odpowiedni moment. W późniejszym wieku zajście w ciążę jest trudniejsze i może kończyć się niepowodzeniem, niestety wtedy oczekiwanie na upragniony skarb może trwać latami, a nawet zamienić się w nieskończoność. Kobieta wiążąc się już w pewnym wieku na poważnie, pragnie mieć dziecko z mężczyzną, którego kocha i szanuje. Nie powinna ze względu na pracę zawodową zapominać o realizacji własnych życiowych celów i lekceważyć naszego naturalnego powołania. A jednym z jego aspektów jest wydanie na świat dziecka.

Mit dojrzałej mamy jest w ostatnich latach dość popularny i praktykowany, ale legendy zdecydowanie lepiej czytać niż wcielać w życie. Zdrowa, młoda, silna mama to wspaniały prezent dla dziecka. To najwspanialszy okres, kiedy można przyglądać się rozwojowi dziecka bez obawy o upływający czas. Kształtować jego osobowość poprzez wychowanie, przybliżanie świata, pokazywanie jego mocnych stron. Umacniać więź i obserwować jak wyrasta na młodego, wspaniałego człowieka. Tego czasu nie wynagrodzi i nie zastąpi nic innego. Praca zawodowa, życie towarzyskie, wspaniałe podróże i inne przyjemności mogą stać się jedynie cudownym dopełnieniem macierzyńskiego spełnienia.

metoo

#metoo

Jest wolność. Możemy sami dokonywać wyborów. Jako osoby dorosłe mamy prawo podejmować samodzielne decyzje. Również te dotyczące udziału w proteście czy manifestacji. Jeśli aktorka decyduje się stanąć obok jakiegoś problemu, nie mieszajmy się do jej poglądów. Zresztą niepodjęcie protestu przeciwko molestowaniu seksualnemu nie musi wcale oznaczać jego akceptacji.

Jednak podejmowanie się polemiki przy braku zrozumienia pewnych pojęć, to już błąd. Argument „dekoltu do pępka” kobiet ubranych na czarno, czyli protestujących, niestety świadczy o pewnej ignorancji Polki, która pojawiła się na rozdaniu Złotych Globów. Autorka tych słów powinna wiedzieć, że nawet jeśli kobieta będzie stała obok mężczyzny naga, nie oznacza to pełnego przyzwolenia. Kobieta w każdym momencie może powiedzieć nie, a mężczyzna musi to uszanować. Mimo że może to być trudne, ale jednak musi. Zresztą dotyczy to wszystkich. Istnieją przecież akty molestowania wobec mężczyzn.

Nie chcę przez to powiedzieć, że kobiety mogą sobie prowokować strojem do woli. Jestem przeciwnikiem wszelkich nagości w miejscach publicznych, uważam, że to nieeleganckie i przynajmniej kobiecie z klasą to nie przystoi. Jednak strój sexy nie może być żadnym usprawiedliwieniem molestowania, które jest przestępstwem. Jest karalne i powinno być karalne.

Szokują mnie też wpisy internautów, podważających moralność wielu molestowanych kobiet, które dopiero po latach zgłaszają się jako poszkodowane. Sugerują, że oddawały się osobom wpływowym dla uzyskania korzyści. Takie rozumienie problemu to skandal.

Dzięki nagłośnieniu problemu #metoo wiele ofiar – co prawda dopiero po latach – może liczyć na jakąś sprawiedliwość. Wcześniej osoby mające nad mini władzę mogły się czuć bezkarne, a ofiary wstydziły się o tym mówić. A wstyd oczywiście powinien być po innej stronie.

Te dyskusje pokazują, jak niska jest świadomość społeczna problemu. Poruszałam te kwestie również na zajęciach ze studentami, robiliśmy ćwiczenia mające na celu pokazanie granic, poza które nie można się posunąć. Co ciekawe, moje doświadczenia dydaktyczne pokazują, że świadomość kobiet jest jeszcze mniejsza niż mężczyzn. Należy więc o tym rozmawiać. Odwagi!

kobieta_korporacja_main

Kobieta w sidłach korporacji

Współczesna kobieta w niczym nie przypomina swojej babki czy prababki. Dzisiejsze kobiety stawiają na realizację swoich planów i zamierzeń. Silne, niezależne, świetnie wykształcone, podejmują świadomą decyzję o przyszłości zawodowej. Wśród nich jest grupa kobiet rozpoczynających pracę w korporacji. Z czasem wspinają się po szczeblach awansu zawodowego, zdobywają doświadczenie, doskonalą swoje umiejętności i odnoszą sukcesy w wybranej przez siebie dziedzinie.

Jak dowodzą badania, kobiety częściej niż mężczyźni dążą do spełnienia zawodowego i osiągnięcia pozycji w pracy. Wiele z nich zajmuje kierownicze stanowiska, tym samym nadzorują projekty, podpisują umowy, negocjują. Stale pogłębiają swoją wiedzę. Dopiero po latach pracy przychodzi zastanowienie, czy ambicje zawodowe nie zostały przypłacone zbyt wysoką ceną? Marzenia o zbudowaniu szczęśliwej rodziny nie znalazły miejsca na realizację, zastąpiła je praca zawodowa. Wracają do pustego domu, by zregenerować siły i od rana przystąpić do działania.

Kobiety, które założyły rodzinę, po wieloletniej pracy na wysokich obrotach, często zauważają osłabienie więzi z partnerem oraz dziećmi. Praca w korporacji kosztuje zbyt dużo wyrzeczeń, wpływa zarówno na życie prywatne, jak i zdrowotne. Podejmując decyzję o zatrudnieniu, musimy brać pod uwagę istotną sprawę – czy to praca przyjazna rodzinie? Czy nie doprowadzi do negatywnych zdarzeń w relacjach z partnerem? Pozwoli na zaspokojenie zarówno ambicji zawodowych, jak i osiągnięcie zadowolenia na płaszczyźnie życia osobistego? Warto przed przystąpieniem do „wyścigu szczurów” zastanowić się, czy nie poniesiemy zbyt wysokiej ceny? Całkowite oddanie korporacji często niesie nieprzyjemne skutki w życiu codziennym i doprowadza do osłabienia więzi z najbliższymi.

Samorealizacja

Kobiety, które rozpoczynają swoją karierę w korporacji, dążą przede wszystkim do realizacji na płaszczyźnie zawodowej. Dzięki temu odczuwają satysfakcję i umacniają swoją pozycję wśród innych pracowników. Zajmują wysokie stanowiska, kierują zespołem, szkolą się i zyskują nowe umiejętności. Spełniają się zawodowo, praca przynosi im zadowolenie i często jest najważniejszym elementem życia. Pochłonięte kolejnymi zadaniami, swoją uwagę skupiają głównie na korporacji i powierzonych zadaniach. A taki rodzaj pracy wiąże się też z dużym stresem, który nie sprzyja budowaniu i utrzymaniu relacji partnerskich oraz rodzinnych.

Obowiązki domowe ustępują miejsca zawodowym. Można zauważyć, że matka w pracy na pełnym etacie, całkowicie oddana karierze zawodowej, po pewnym czasie zaniedbuje dom rodzinny, partnera, a także dzieci. Nie poświęca należnej uwagi sprawom rodzinnym, zaniedbuje obowiązki i dystansuje się do codziennego otoczenia. Refleksji o tym, jak korporacja niszczy i odsuwa od spraw prywatnych, ustępuje myślenie o samorealizacji. Postawienie na siebie i spełnianie własnych ambicji na pierwszym planie. To główne zadanie współczesnej kobiety w sidłach korporacji.

Dopiero po wielu latach ciągłego napięcia oraz kolejnych zadań do wykonania odczuwamy skutki przepracowania. Dochodzi do wypalenia zawodowego, które zniechęca do podejmowania kolejnych zadań. Ma to przełożenie zarówno na aspekt zawodowy, jak i relacje w rodzinie. Negatywne konsekwencje, jakie przynosi długoletnia i pełna wyrzeczeń praca w korporacji to: utrata zainteresowania partnerem, wspólnym życiem, planami, celami, a także czas poświęcony dzieciom, a nawet w końcowej fazie całkowity jego brak.

Dlaczego zdradził?

Kobieta i mężczyzna potrafią stworzyć udany związek. Opiera się on na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Na budowaniu wspólnego życia, czego konsekwencją jest założenie rodziny. Kochających i nawzajem doceniających się partnerów łączy silna więź. Decyzja o trwałym związku, to odpowiedzialność za wspólne plany, marzenia i rodzinę. Wkraczając na drogę samorealizacji zawodowej i oddając się całkowicie pracy, tracimy szansę, by ocalić życie prywatne. Umacnianiu więzi partnerskich zdecydowanie nie służy samotność, która wkrada się w związek.

Kobiety pochłonięte karierą zawodową, nie poświęcają wystarczającej ilości czasu życiowemu partnerowi. Praca po godzinach oraz duży stres z tym związany, doprowadza do ochłodzenia relacji. To często pierwszy bodziec dla mężczyzny do zdrady.

Mężczyzna w żonie i matce swoich dzieci chce widzieć kobietę rodzinną i ciepłą. Partnerkę do rozmowy, czułą kochankę i opiekunkę ogniska domowego, które razem stworzyli. Nie może i nie chce obserwować, jak korporacja niszczy wszystko, co wspólnie budowali przez lata.

U kobiety wskutek przeciążenia obowiązkami zawodowymi dochodzi do przemęczenia, a to z kolei rodzi niechęć do wielu rzeczy. Czułość zastępuje agresja, wspólny czas – osamotnienie. Często słabnie zainteresowanie fizyczne partnerem. Zamiast przyjemnego wieczoru ze współmałżonkiem zwycięża gorąca kąpiel i sen, bo przecież jutro czeka kolejne ważne zadanie, spotkanie, napięty grafik.

Zarówno dla mężczyzny, jak i kobiety zdrada w związku to utrata zaufania. Bolesne i przykre doświadczenie, które rzutuje na dalsze wspólne życie. To mocne uderzenie w drugą stronę i wyraźny sygnał, że dzieje się źle. Często dopiero w takim momencie życia, zajęta karierą kobieta dostaje znak, że jako matka w pracy i żona wciąż poza domem zawiodła w życiu rodzinnym. Nie sprostała zadaniu, które rozpoczęła razem z partnerem. Pojawienie się zdrady w małżeństwie to zdecydowanie impuls do tego, aby coś we wspólnym życiu zmienić. To czas na przystopowanie i spojrzenie z dystansem na dotychczasowe życie i funkcjonowanie w rodzinie. Warto podjąć próbę odbudowania zaufania, a także wzajemnych wartości.

Pomocna może okazać się szczera rozmowa, zastanowienie nad własnym postępowaniem, które w dużej mierze mogło być przyczyną kryzysu w związku i w konsekwencji doprowadziło do zdrady. Dobrze, gdy oboje partnerów rozpocznie pracę nad związkiem i tym samym zdołają ocalić życie prywatne.

Co się dzieje z moim dzieckiem?

Podjęcie decyzji o dziecku wiąże się z odpowiedzialnością. Dziecko zmienia cały świat dorosłych, wymaga opieki i zaangażowania obojga rodziców. Kobiety w korporacji skarżą się na brak czasu, w tym też czas poświęcony dzieciom. Zabiegane, z głową pełną obowiązków nie zauważają postępów w rozwoju swojego dziecka. Praca odbiera im pierwsze słowo malucha, pierwsze stawiane kroki, a w późniejszym czasie sprawy nastoletniej pociechy.

Dostrzeganie jego kłopotów, rozmowy, wsparcie należy zapewnić dziecku na każdym etapie jego rozwoju. W domu rodzinnym, gdzie brakuje ciepła, wspólnego czasu i pielęgnowania spraw najbliższych, dochodzi do oddalenia każdej ze stron. Zapracowana matka nie dostrzega mnożących się problemów w życiu dziecka. Nie potrafi do niego dotrzeć, a bywa i tak, że nie ma na to czasu. Pozostawiony nastolatek zaczyna wkraczać w bunt i konflikt z rodzicami. Zbyt duża swoboda może doprowadzić do tragicznych wydarzeń.

Dzieci pracoholików są dziećmi samotnymi. To sieroty mające rodziców. Tęskniące za przytuleniem, opieką, zainteresowaniem ze strony dorosłych. Dzisiaj, kiedy wiele kobiet stawia na samorealizację, coraz więcej dzieci cierpi na zaburzenia psychiczne i stany depresyjne. Spowodowane jet to olbrzymią samotnością, brakiem zaangażowania rodziców w wychowanie dziecka i rodzicielskim spojrzeniem na jego świat. Odsunięte, zapomniane i samotne, wkraczają w życie dorosłe z deficytem gniazda rodzinnego. Nie potrafią zbudować dobrej i trwałej relacji w swoim późniejszym dorosłym życiu.

Kobiety korporacji, silne i niezależne na polu zawodowym. Na pozór żyją we wspaniałym świecie, tylko czy ten świat jest prawdziwy i zdrowy?

Ich oddanie pracy zawodowej niszczy relacje rodzinne. Po godzinach wracają do domu, gdzie czują samotność, z poczuciem, że ich życie nie miało tak wyglądać. Nie potrafią znaleźć porozumienia z partnerem i własnym dzieckiem. Nie odczuwają satysfakcji z zajmowanego stanowiska i dokonanych osiągnięć.

Spojrzenie z dystansu pozwala na zrobienie rachunku, co daje pogoń za karierą, z czym się wiąże i jakie niesie ze sobą konsekwencje? Czy pogodzenie obowiązków zawodowych z rodzinnymi będzie wymagało wyrzeczeń? Zachowanie równowagi nie jest trudne. Musimy pamiętać, że decydując się na założenie rodziny, bierzemy odpowiedzialność nie tylko za siebie. Praca przyjazna rodzinie godzi obowiązki zawodowe z domowymi. Warto do takiego rozwiązania dążyć. Pozwala to na uzyskanie harmonii w tak dwóch różnych światach i w rezultacie pozwala być kobietą spełnioną, szczęśliwą, kochaną i kochającą. Nie tylko świetnym pracownikiem, a także wspaniałą mamą i cudowną partnerką. Kobietą, która w życiu ma wszystko, co najważniejsze i najcenniejsze. Niezagubione i zatracone w pogoni za realizacją tylko i wyłącznie planów zawodowych.

kobietaczytajacaglowne

Mężczyzn najbardziej pociąga kobieta… czytająca!

Jakie kobiety pociągają mężczyzn? Wydawać by się mogło, że odpowiedź jest oczywista – te o idealnych wymiarach, piękne, zgrabne, zadbane. I słusznie, wygląd ma ogromne znaczenie, zwłaszcza przy momencie poznawania i wyborze partnera. Nie powinien być jednak, i jak się okazuje nie jest, jedynym i najważniejszym kryterium.

Ważniejsze od tego, co na zewnątrz, jest to, co w środku. Zastanawiasz się, co podniesie Twoją atrakcyjność u płci przeciwnej? Twoje postanowienia noworoczne to siłownia, dieta, mniej kawy i cukrów? I bardzo dobrze, lecz najbardziej atrakcyjny dla mężczyzny jest fakt, że masz coś do powiedzenia. Coś mądrego, oryginalnego, interesującego. Lecz, aby zaimponować dużą wiedzą o świecie, sztuce i literaturze, sporcie i technice trzeba… czytać.

Czytanie książek sprawi, że będziesz miała mnóstwo ciekawych rzeczy do powiedzenia i będziesz umiała prowadzić interesującą konwersację, a to przecież bardzo przydatne choćby na randce czy rozmowie kwalifikacyjnej. Przypomnij sobie, jak szybko kończą się tematy do rozmowy na tym pierwszym, najbardziej stresującym spotkaniu. A gdybyś tylko przeczytała tę lekturę, która od miesięcy zalega na Twojej półce…. może nawet okazałoby się, że i on też ją przeczytał? I już mamy dobry grunt do długiej, fascynującej rozmowy

Czytanie nie tylko rozwija wyobraźnię, wzbogaca słownictwo i rozwija sprawność językową. Jest nie tylko świetną rozrywką i relaksem. Okazuje się, że jest także najlepszym nauczycielem. Wiedzy o świecie, tolerancji, myślenia, porównywania, obycia. A także lekarstwem! Czytanie rozwija bowiem mózg, zachowuje też jego dobrą kondycję na całe lata i pozwala na zachowanie sprawnej pamięci w sędziwym wieku.

Tak więc kobieta, która trzyma w dłoni książkę staje się dwa razy bardziej atrakcyjna niż bez niej. U mężczyzn działa to podobnie. Być może w dzisiejszych czasach jest nawet tak, że czytający mężczyzna zyskuje “plus dziesięć do atrakcyjności”. Dlatego też, drodzy chłopcy nie płaczcie, że nie macie urody Brada Pitta i drogie panie nie biadajcie, że w lustrze raczej nie odbicie Angeliny – nie wszystko stracone! Biegnijcie do biblioteki czy księgarni, weźcie do ręki książkę i uwierzcie, że czytanie jest sexy. Może lektura wciągnie Was tak bardzo, że usiądziecie na przystanku zaczytani i a nuż dosiądzie się urocza blondynka, która z ciekawością spojrzy Wam przez ramię, aby sprawdzić, po jaką pozycję sięgnęliście. Albo sympatyczny brunet będzie miał idealny pretekst, żeby zagadnąć! W końcu pamiętajcie – od czytania do zakochania jest tylko jeden krok! A mężczyzn pociągają najbardziej kobiety inteligentne, a więc oczytane;)

niebezpieczna_main

Niebezpieczna moda, czyli szał na punkcie idealnego wyglądu

Od pewnego czasu świat coraz bardziej opanowuje moda na bycie fit. Widać to choćby po Instagramie, gdzie profile modelek i bogiń fitnessu „wyrastają” jak grzyby po deszczu. Jest ich coraz więcej, a my, zwykłe kobiety, patrzymy tylko na zamieszczane tam zdjęcia, zagryzając wargi z zazdrości i myśląc sobie: „Ja też chcę tak wyglądać. Od jutra biorę się za siebie!”.

Chcemy nie tylko dorównać tym instagramowym gwiazdom. Nie chodzi tylko o to, że zaraz nadejdzie wiosna i najwyższa pora zacząć coś robić, by latem nie wstydzić się założyć bikini. Doskonale wiemy, że na takie profile zaglądają też mężczyźni i na podstawie tego, co widzą, tworzą sobie własny obraz ideału kobiety. Są wzrokowcami i nawet nie spojrzą później na kobietę niższą, grubszą, z płaskim biustem czy nie całkiem jędrnymi pośladkami. Można rzec, że w dobie siedzącego trybu życia każda motywacja jest dobra. Jednak moda ta tak się już rozpowszechniła i ludzie tak dają jej się ponosić, że może stać się niebezpieczna.

Dążenie kobiet do idealnego wyglądu zaczyna przesłaniać wszystko. Niektóre naprawdę nie zauważają, że zaczynają przesadzać. Gruba warstwa makijażu, zmieniająca całkowicie naturalny wygląd, drogie zabiegi kosmetyczne, operacje powiększania się tu i ówdzie czy stawianie wyglądu nad komfort i zdrowie to sposoby, które dziś są powszechne i ze świecą szukać kobiet, które ich w ogóle nie stosują. Niektóre modelki z Instagrama są albo tak chude, że posądzane o anoreksję, albo mają już takie umięśnienie, że ludzie patrzą na nie z niesmakiem, stwierdzając, że przestały być kobiece i seksowne. Nie brakuje jednak pań, które taki właśnie wzór obierają sobie do naśladowania. Zaczynają więc katować się treningami i dietą, a kiedy nie widać oczekiwanych efektów wpadają w depresję. Na dodatek taki niepohamowany i szaleńczy tryb życia, czyli zbyt intensywne, codzienne treningi czy zbyt restrykcyjna dieta mogą prowadzić do odwrotnych niż zamierzone efektów, a nawet problemów ze zdrowiem. Nagle “biorą się za siebie”, nie wiedząc jednak wielu rzeczy, które koniecznie powinny wiedzieć zanim przejdą na tryb „fit”.

Co zatem należy wiedzieć zanim się zacznie?

Przede wszystkim należy wiedzieć to, że ideałów tak naprawdę nie ma. Każda kobieta jest inna i żadna nie wygląda idealnie. Nawet modelki z Instagrama w rzeczywistości już tak idealne nie są. Dlaczego?

Po pierwsze, umięśnienie nie jest widoczne cały czas. „Kaloryfer” na brzuchu jest widoczny głównie wtedy, kiedy mięśnie są napięte, a przede wszystkim kiedy nie zasłania ich warstwa tłuszczu. Do tego kobieta nie jest w stanie uzyskać takiego umięśnienia jak mężczyzna, ponieważ kobiece hormony nie produkują takiej ilości testosteronu. Kobiety nie mają takich możliwości wytworzenia mięśni jak mężczyźni, więc jest im dużo trudniej o masę mięśniową. Tylko kobiety zawodowo uprawiające sport i przyjmujące testosteron i sterydy mogą uzyskać mięśnie zbliżone do męskich. Tylko po co? Tak umięśnione kobiety wcale nie wyglądają dobrze.

Po drugie, zdjęcia na Instagramie wcale nie są tak bliskie prawdzie. Te trenerki doskonale wiedzą, co i jak zrobić, by zdjęcia były perfekcyjne i mamiły zwykłych ludzi. Wszystko zaczyna się od zaplanowania sesji zdjęciowej, przygotowania miejsca i samej fitness-modelki. Sesje są robione zazwyczaj po treningach, kiedy mięśnie są uwidocznione. Ustawiane jest odpowiednie światło w pomieszczeniu, zdjęcie robione na odpowiednim tle, a aparat też oczywiście odpowiednio dobrany i ustawiony. Kobiety, dla których takie zdjęcie jest źródłem dochodu, mają zwykle swoich profesjonalnych fotografów. Modelka pozuje, doskonale wiedząc, co napiąć, wciągnąć, a co wypiąć. Później spośród tysiąca zdjęć wybierane jest najlepsze, które jeszcze w dodatku przechodzi pełną obróbkę w Photoshopie lub innym programie. Już nawet aplikacje Instagrama umożliwiają dobrej jakości obróbkę zdjęcia przed opublikowaniem. Oczywiście przygotowanie modelki do sesji obejmuje pełny makijaż, perfekcyjną fryzurę, ubranie, więc nie wygląda ona tak jak na co dzień.

Każda kobieta powinna więc dobrze przemyśleć oddanie się modzie na bycie fit. Owszem, to dobrze, że chce się powiedzieć „stop” siedzeniu i marudzeniu, ale jak do wszystkiego trzeba podejść z głową. Zaczyna się od wyznaczenia sobie celu możliwego do zrealizowania. Później cierpliwie trzeba do niego dążyć, wiedząc, że efekt nie pojawi się z dnia na dzień. Najlepiej jednak nie bać się patrzeć na siebie w lustrze. Warto wierzyć w siebie i w to, że każda kobieta jest piękna na swój sposób. Najważniejsze jest to, by lubić samą siebie, lubić swoje ciało. Jeśli nie lubimy siebie same, to jak możemy chcieć, by nas ktoś lubił?

Trzeba pamiętać też o tym, że wyglądu człowiek nie wybiera sobie sam. Kształtują go od urodzenia geny naszych przodków. To właśnie one mają bardzo duży wpływ na wygląd człowieka. Kilka procent naszej urody to również zdrowie i wiek. Nie bez znaczenia są też przebyte różnego rodzaju choroby, ale prawda jest taka, że makijaż, fryzura czy ubranie to tylko dodatki do wyglądu, które pokazują, że człowiek o siebie dba i siebie lubi. Najlepiej więc zostać “fit” dla własnego zdrowia, dobrego samopoczucia i przyjemności, a nie dla jakichś zafałszowanych ideałów:)

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved