website-logo
namiętnostki

Miłość to przyjaźń dopełniona namiętnością?

Ludzie są tak sprytnie skonstruowani, że bardzo dbają o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb niezbędnych do przetrwania. Należy do nich popęd płciowy. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy w relacji jest głębokie uczucie czy nie. Czy jesteście ze sobą blisko czy nic oprócz namiętności was nie łączy. Jeśli ludzie mają ochotę na seks, to zaspakajają tę potrzebę i już. Na uczucie czas przyjdzie później. Albo nie przyjdzie. I taka sytuacja jest normalna!

A seks, oprócz funkcji przedłużania gatunku, ma również inne walory doznaniowe. Zmniejsza stres, napięcie i działa przeciwbólowo.

Zatem, co jest przyczyną „wyginięcia dinozaurów”?

Namiętność nieodłącznie związana jest z seksem. A idąc dalej, seks jest elementem związku tak samo ważnym jak szacunek, zaufanie, dbanie o siebie wzajemnie. Gdy go brakuje, związek zmienia się w instytucję do wychowania dzieci, płacenia rachunków i ogarniania innych spraw wspólnych.

Wieje nudą?

Niestety ostatnio w kwestii seksu dziwnie dzieje się w świecie ludzi. Pomimo promowania seksualności, tak naprawdę wiele osób nie ma na niego ochoty. Czyli po kolei – co takiego się dzieje, że ochoty nie ma?

Po pierwsze: nadmierne skupianie uwagi na sobie rozpatrywane w kategorii nieumiejętności życia w społeczności. Chodzi tu o przeniesienie uwagi z funkcji prokreacyjnych na skupianie się na sobie. I co się wtedy dzieje?

Ano właśnie taki osobnik skoncentrowany na swoich potrzebach nie potrafi zaangażować się w potrzeby drugiej osoby. Bo jeśli chodzi o seks, jest zasada: obie strony powinny być zadowolone. Czyli trzeba się postarać, aby zaspokoić nie tylko siebie, lecz również partnera lub partnerkę.

Druga sprawa: ludzie nie mają ochoty na seks ze swoim partnerem, bo zaspakajają się w inny sposób. Mają kochankę/kochanka, masturbują się, partner im się nie podoba. Mają swoje fantazje, ale nie chcą o tym powiedzieć, więc rezygnują z seksu. Bywa też, że niektórzy mają oczekiwania zbudowane na filmach pornograficznych. Co jak wiadomo, ma się nijak do rzeczywistości. Korzystają z płatnych usług pań lub panów do towarzystwa, bo taka osoba zrobi wszystko, o co się poprosi, a partner/partnerka niekoniecznie.

Po trzecie: czynnikiem, który odbiera chęć na seks jest tempo życia, jakie mamy obecnie. Życie w stresie, brak pieniędzy, ciśnienie do bycia najlepszym, goniące terminy. Masz dwadzieścia robót i żadnej nie umiesz skończyć. Całe mnóstwo bodźców, które Cię atakują i nie pozwalają solidnie odpocząć. Wszędzie słychać muzykę, ciągle zaglądasz do telefonu lub komputera. Bywa, że cisza przeraża. Jeżeli już to zazwyczaj dajesz odpocząć ciału, a co z myślami, emocjami i duszą? A może nie masz tych części? Głowa powinna być wolna od „myślokształtów”. Pamiętaj o tym koniecznie. One blokują libido, zamykają ciało na bodźce seksualne.

Po czwarte: bardzo ważną sprawą, o jakiej wiele osób zapomina lub zwyczajnie nie wie, są programy wgrane przez otoczenie lub trudne sytuacje. Dla lepszego rozumienia o co chodzi, opowiem Ci dwie historie.

Chłopak zamieszkał z nową partnerką, której marzeniem było dziecko. Wtedy pojawił się problem ze współżyciem. Co się okazało? Mężczyzna doświadczył poronienia i aborcji u jego dawnej partnerki. Strata dziecka w ten sposób wymaga najpierw przyjęcia dziecka do grona rodziny – wiadomo, że chodzi tu symboliczne przyjęcie, co oznacza, że zostało uznane i będzie mogło odejść do miejsca swojego przeznaczenia. Dopiero potem należy przeżyć żałobę. Jak po śmierci. Mężczyzna nie był świadomy, że tak należy postąpić. Dlatego obawiał się, że kolejna ciąża może skończyć się tym samym i unikał zbliżenia. Marzenie partnerki o własnym dziecku zablokowało go kompletnie. Przeżycie żałoby zrobiło miejsce dla kolejnego życia.

Druga historia dotyczy człowieka, który nie chciał mieć dzieci, bo pracował w miejscu, gdzie było silne promieniowanie radioaktywne. Bał się, że dziecko może urodzić się z wadą lub nie przeżyć. Nie powiedział o tym żonie, bo nie chciał jej rozczarować. Tutaj pomogła szczera rozmowa i adopcja dziecka.

Wyłączając stany chorobowe partnera, związek ma sens, gdy jest seks jest jego stałym elementem, gdy nie jest kartą przetargową, gdy nie jest wymuszony. Tak jak codzienna toaleta, dla pięknego ciała. Seks jest taką samą funkcją organizmu jak oddychanie i jedzenie. Bez jedzenia długo wytrzymasz. Tylko jak to wpłynie na zdrowie i całą resztę Twojego życia.

Na deser zapraszam Cię do zadania:

  1. Zastanów się i zapisz sobie, jakie znaczenie ma dla Ciebie seks?
  2. Wypisz swoje preferencje seksualne.
  3. Zastanów się, o które chcesz poprosić swojego partnera. I zrób to!
  4. Dla równowagi zapytaj o preferencje partnera i zastanów się, które jesteś w stanie spełnić.

Zapamiętaj – seks i sen – to najlepsze kosmetyki!

joga na plaży

Wczasowniki z wakacji, z którymi warto zaprzyjaźnić się na cały rok

Tak sobie rozmyślałam, siedząc na pomoście, gdy nagle uświadomiłam sobie, że jestem cała taka absolutnie wewnętrznie szczęśliwa. Jak to zrobić, żeby pewne stany, uczucia można było zapakować w termos i mieć „na potem”. Na później, kiedy praca i jesienne zadania przysłonią nam te pełne dobrostanu wspomnienia.

Też tak macie? Jak utrwalić tę lekkość istnienia, wolną głowę, poczucie spełnienia, radość z życia, które tylko razem stanowią niezwykłe doznania, niezrównany stan duszy? Same wspomnienia, fotografie czy filmy to za mało. Same wiecie, takie namiastki szczęśliwych chwil, które potem z biegiem czasu tracą na swojej emocjonalnej wiarygodności, wydają się nieosiągalne. No i wymyśliłam, żeby napisać dla Was i dla siebie takie wakacyjne vademecum z czasowników, o których warto pamiętać cały rok. Wczasowniki! Aktywne, pozytywne, sprawcze, na które zawsze możemy liczyć! Może to one nas uratują? Bo wakacje nie trwają wiecznie i to jest ich największa wada. Wczasowniki – najlepiej stosować w swojej pierwszej, najważniejszej osobie i dla swojego wewnętrznego JA.

Oddycham

Głęboko, przeponowo, spokojnie, całą sobą, bez udziału myśli. Kilka razy powtarzam ten proces możliwie świadomego, uważnego procesu. Tylko oddech, nic więcej. Wdech, wydech. To tylko pozornie fizjologiczna czynność, podstawowa przecież funkcja życiowa. Z jej znaczenia i ukrytej mocy często nie zdajemy sobie sprawy – oznacza życie. Kiedy skupiamy się na niej, czyniąc z niej świadomy proces, uczymy się swojego rytmu i mamy szansę poczuć swoją energię, a następnie móc uczyć się nią zawiadywać. Oddychaj, daj odpocząć umysłowi, tak, by uspokoił natłok myśli, by zamilkł na dłuższą chwilę dialog wewnętrzny, a gdy uda Ci się całkowicie go wyłączyć… no, to sama zobaczysz. Poczujesz, obiecuję. Oddech jest Twoim największym przyjacielem, a na pewno może nim być.

Odpuszczam

Ooo, tu nie będzie tak łatwo. Znasz to? Bo to Ty wiesz, gdzie najbardziej potrzebujesz odpuścić, w jakich obszarach swojego życia, a raczej myślenia o swoim życiu. Pamiętaj, spinka to jest przedmiot do włosów, a włosy są na głowie. Po co Ci spinka w głowie? Na czym tak bardzo się fiksujesz z napięciem godnym lepszej sprawy? I dlatego odpuszczanie umiejscowiłam zaraz za oddechem. Oddychaj, uprzednio odpowiadając sobie na pytanie, CZEGO potrzebujesz/ chcesz/ CO możesz odpuścić/ jest możliwe? Wtedy podczas głębokiego oddychania wyświetl sobie niczym końcowy kadr z filmu wielki napis: ODPUSZCZAM. I powtarzaj oddychanie, aż poczujesz zanik napięcia w całym ciele. I tak, masz rację, to może być wczasownik wielokrotnego użytku. Bardzo wartościowy, zaręczam. Sama też sobie obiecuję jeszcze bardziej się z nim zaprzyjaźnić.

Odreagowuję

Ten wczasownik też się przyda na zawsze, choć może okazać się dość wymagający. Bo po pierwsze znowu nie ma uniwersalnej recepty dla wszystkich i trzeba się wykazać pewnym wysiłkiem powielanym podczas różnych prób, by odnaleźć sposób, w jaki Ty odreagowujesz najlepiej. Spa? Sport? Książka/kino? Po drugie nakłada na Ciebie wysiłek działania. Co lubisz? Biegać, skakać, ćwiczyć? Śpiewać, krzyczeć, tańczyć? Zwierzęta wytrząsają swój stres, a ludzie niestety kumulują go w ciele, dlatego podkreślam wielowymiarowe aspekty odreagowania. Coś dla ciała, a w rezultacie otrzymasz też coś dla duszy, coś dla swojego emocjonalnego ja. Na poziomie fizycznym, mentalnym, duchowym. Odreagowanie ma moc uwolnienia ze stresu, nadmiaru emocji, spinek i innych mechanizmów, które nabywamy codziennie, świadomie i nieświadomie. Zatem świadomy, intencjonalny zamiar odreagowania niech stanie się dobrym nawykiem, nie tylko w wakacje.

Dbam o siebie

I znowu taki indywidualny wczasownik, bo dla każdego będzie to co innego. Dbanie o siebie to szerokie pojęcie, zawiera wszystkie powyższe, poniższe i wiele tu nie wymienionych. Mogę tylko przypomnieć, że oprócz urody i wyglądu, które często przejmują u nas, kobiecej płci, prowadzenie, jest także samopoczucie, zdrowie, kondycja psychiczna. Warto o tym pamiętać i uwzględniać to w swoich aktywnościach. Dbam o siebie całą, opiekuję się sobą, troszczę się o siebie, pilnuję swoich spraw, unikam zaniechań, planuję działania, które mają mi ułatwiać życie, poprawiać codzienne funkcjonowanie, czynią je bardziej satysfakcjonującym i komfortowym. Szukaj dobroczynnych aktywności, które polepszają Twoje samopoczucie. I bądź dla siebie dobra. Po prostu.

Dostrzegam

Na wakacjach jest łatwiej, bo po pierwsze naturalnie dajemy sobie na to więcej przestrzeni, po drugie wyjazdy, podróże dosłownie temu służą – oglądamy świat, podziwiamy widoki, atrakcje. Po trzecie wydaje nam się, że mamy na to czas i możemy sobie na to pozwolić. Podkreślam, wydaje się, bo przecież dostrzeganie różnych zjawisk, ludzi z otaczającego świata, taka świadoma uważność nie jest przepisana tylko wakacjom. Dostrzegam oznacza uważne patrzenie z własną interpretacją, pozwala na swoje wnioski, a jednocześnie nadaje tym oglądom z pozycji obserwatora lekkości, dystansu i tak pożądanej często perspektywy czy zmiany punktu widzenia. Także patrz, podziwiaj, dostrzegaj. Czasownik wszechstronny, całoroczny, jego nie obejmuje żadna, nawet branżowa sezonowość.

Doceniam

Czyli zauważam wartość zjawisk, ludzi, przeżyć i wyrażam względem nich swoje emocje, nawet tylko wewnętrznie. Doceniam oznacza również wdzięczność, w tym tą taką mało używaną, tą dla siebie. Być wdzięcznym za coś komuś to się częściej zdarza, a być wdzięcznym sobie np. za dostarczenie sobie ważnych przeżyć czy emocji, albo udanych relacji, to już wyższa szkoła jazdy. Uwaga, ostrożnie z używaniem tego wczasownika, żeby Wam się literka D nie zgubiła, bo wtedy zostaje gołe oceniam, a wtedy może być niekomfortowo, trochę krepująco. Doceniam ma większą moc, bo właściwie wyrażone, zdecydowanie działa wzmacniająco na relacje. Doceniam to czasownik nieodzowny w zarządzaniu, praktycznie taki druh przyboczny każdego szefa.

Śmieję się

Często, dużo, z różnych powodów i bez powodu też. Śmiech to zdrowie, jak mówiły jeszcze nasze babcie, i nie potrzebowały na to żadnych naukowych dowodów. „Śmiejcie się dużo” – mawia nasza mama przy każdym rodzinnym pożegnaniu i w tym życzeniu zawarta jest głębsza prawda o śmiechu, wspólnej radości, a także obietnica jego cudownych konsekwencji. Poczucie humoru, śmiech do łez, z sytuacji, kontekstu, z siebie, ze swoich słabości, i ta lekkość, którą przynosi ciału i głowie serdeczny śmiech. Śmiej się cały rok i szukaj do tego pretekstów, nawet jeśli tak się zdarzy trochę na siłę, jak ja to nazywam: z jasną premedytacją. Na poziomie emocjonalnym uwolnienie, na poziomie fizycznym uwolnienie napięć w ciele, tyle korzyści czyni z tego czasownika wieczną aktywność na każdy dzień. Jeśli więc tylko możesz, nie żałuj sobie okazji do śmiechu.

Działam w zgodzie ze sobą

Bezcenne. Czasownik, który określa różne czynności podległe temu pojęciu, zawiera w sobie ocean innych. Oznacza szacunek dla siebie, swoich potrzeb, podążanie za nimi, uznanie siebie. Na wakacjach złudnie można mieć poczucie, że tylko tu można działać w pełni w zgodzie ze sobą, a przecież to może być cały sens życia. Pytać samego siebie o zgodę na jakieś działania, podejmować wybory, sprawdzać swoje reakcje, wszystko w duchu: co ja na to? Czy to coś jest dla mnie? Jakie to jest dla mnie? Działanie w zgodzie ze sobą, kolejny wieczny czasownik, który świadomie używany we wszystkich obszarach życia ma szansę przyczynić się realnie nie tylko do rozwoju osobistego, ale też zwiększyć wewnętrzne poczucie szczęścia.

I powiem Wam, że tych wczasowników, tych pozytywnych czasowników z wakacji, które określają służące nam czynności, aktywności, działania jest dużo, dużo więcej. Namawiam Was, zbierajcie je równie czule co wspomnienia i fotki! Pozwalam sobie, wrzucam na luz, marzę, tworzę, kreuję, odpoczywam. Każdy ma swoją ukrytą moc, dla każdego z nas może on oznaczać co innego i różne też będą z niego płynąć dla nas korzyści. Pomyślałam, że ze wszystkich części mowy języka polskiego lubię najbardziej właśnie czasowniki, bo są sprawcze, dynamiczne, aktywne, oznaczają działanie, określają nasz wpływ na sytuację, na nasze sprawy, budują nasze życie, są nim. I dlatego stworzyłam dla nich tę specjalną nazwę, bo na wakacjach łatwiej przyjrzeć się temu, co robimy łatwo, z przyjemnością, i co może nam służyć zawsze, nie tylko w wakacje. Wczasowniki na cały rok! Ode mnie dla Was z życzeniami cudownych wakacji, niech trwają!

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

plan na związek

Plan związku? Czyli co?

Aby związek miał „ręce i nogi”, powinien mieć również zasady i mieć plan.  Wiem, to często bolesne. I może być jeszcze bardziej, gdy nie ustalisz tego z partnerem.

Jak zaplanować związek?

Planowanie zacznij od nauczenia się, czym jest związek dwojga ludzi. Przede wszystkim, to układ między DOROSŁYMI ludźmi. Niby oczywiste, ale życie pokazuje zupełnie inne scenariusze. 

Związek przechodzi przez trzy fazy:

  • zauroczenia, 
  • tworzenie związku i rozczarowania, 
  • wzajemnego zrozumienia i otwarcia na zmiany.

Najistotniejszym jest, abyś pamiętała, że każda z tych faz przemija poprzez zmianę.

Faza pierwsza, czyli te sławne „motyle w brzuchu”, trwają zdecydowanie za krótko. Tak się tylko wydaje, bo trwają tyle, ile trzeba. Gdyby było inaczej, człowiek wykończyłby się życiem w ciągłej ekstazie. Natura wie, co robi. Nie chce Cię zamordować ze szczęścia, bo może warto dotrwać do kolejnego etapu.

Czas na tworzenie związku wiąże się z poczuciem rozczarowania. A czemuż takie uczucie się pojawia? A poniewuż odkrywamy swoje wady, niedoskonałości i okazuje się, że motyle dawno zdechły, bo na podłodze leżą skarpetki albo panna za długo się maluje. To jest ten czas, kiedy bywa, że ludzie nie dają rady i rozstają się.

Jeśli przetrwałaś z partnerem drugą, moim zdaniem kluczową fazę, to jesteście gotowi na ciąg dalszy. Czyli rozmawianie „ludzkim głosem” – umiecie dogadywać się, szukać rozwiązań i kompromisów.

W związku nie ma tak, że jak coś zostało powiedziane raz, to tak ma być „na wieki wieków, amen”.  Właściwie nigdzie tak nie ma!

My ludzie zmieniamy się, bo się rozwijamy, uczymy się siebie, uczymy się być w związku. Zatem normalnym jest to, że gdy zmieniacie się z partnerem (niektórzy nazywają to dorastaniem do związku), to wasza relacja też będzie się zmieniała. Należy być przy tym czujnym, żeby nie przegapić zmiany lub nadążyć za partnerem.

I otóż właśnie, świadomość tego jak związek się zmienia i że w ogóle się zmienia, pomaga zaplanować wspólne życie!

No wiem, że romantyzmu nie ma tu za grosz. Jednakże mam dla Ciebie świetną wiadomość! Romantyzm i porywy serca tworzysz sobie sama! A tym łatwiej możesz to zrobić, gdy wiesz, co Cię czeka. Na początku wiadomo, że romantyzm planuje się sam i wszystko jest takie „och i ach”. Natomiast dobrze jest przenieść trochę tego entuzjazmu na kolejny etap. A przede wszystkim pamiętać, że musi być ten czas, gdy poznajecie się od podszewki. Bo pomyśl, czy chcesz żyć z osobą, która gra kogoś przed Tobą zamiast być sobą?

Z udanym związkiem jest jak z domem. Gdy wracasz do domu, to zrzucasz wszystko, co niewygodne i dopiero wtedy czujesz się komfortowo. 

Gdy możesz swobodnie zdjąć buty, włożyć dres i poczuć się wygodnie w obecności swojego towarzysza życia, to jest właśnie swoboda i dobra relacja.

Krótka ściągawka jak zaplanować związek i żeby było romantycznie?

  • naucz się faz związku,
  • sama zadbaj o romantyzm i porywy serca – stosuj je na każdym etapie,
  • nastaw się na to, że związek to ciągłe docieranie się, uczenie kompromisów, dbanie o zaufanie,
  • przygotuj się na ciągłe zmiany.

Do dzieła!

meghan-markle

Hollywoodzki Kopciuszek czy przebojowa feministka – czego nie wiecie o Meghan Markle?

Podobno już dziś lub jutro poznamy potomka księcia Harry’ego i księżnej Meghan oraz jego imię. Odkąd obecna księżna Sussex i matka siódmego w kolejce następcy tronu zaczęła spotykać się z najbardziej imprezowym członkiem brytyjskiej rodziny królewskiej, naraziła się na momentami nawet agresywne zainteresowanie ze strony mediów. Życie Meghan prześwietlono pod każdym kątem, ale dopiero królewscy genealodzy dokopali się do ciekawego odkrycia!

Meghan Markle ma królewskie pochodzenie

Korzenie rodziny ojca Meghan sięgają aż XIV wieku! Okazuje się, że jej rodzina wywodzi się od króla Anglii Edwarda III Plantageneta, który do dziś pozostaje jednym z najdłużej panujących monarchów angielskich – całe pół wieku! Dokładne informacje o drzewie genealogicznym sobie darujmy, ale ciekawym szczególikiem jest to, że jeden z członków prerodziny Meghan opisany został przez Williama Shakespeare’a w Henryku IV. Mowa o rycerzu Henrym Percym. Co ważne z punktu widzenia wyboru imienia dla pierworodnego syna księcia Harry’ego w rodzinie jego żony najczęściej noszonymi imionami męskimi były: Edward, William, Abraham i Thomas. Może więc para książęca zdecyduje się na któreś z nich?

Księżna Meghan i książę Harry są ze sobą spokrewnieni

Z dokładnego prześledzenia genealogii rodzin wynika, że małżeńska para owszem jest ze sobą spokrewniona, ale… dopiero w 18-tym pokoleniu. Na takiej zasadzie jest ze sobą spokrewnione pół Europy i jedna trzecia Stanów Zjednoczonych:) Niemniej jednak po ślubie Meghan i Harry’ego dowiedziono, że ostatnimi wspólnymi przodkami książęcej pary byli żyjący XV wieku Philip i Mary Wentworth. Od ich potomstwa pokrewieństwo ulega zmianie – Meghan wywodzi się od ich córki Elizabeth, a Harry od ich syna Henry’ego.

Zapytacie, ale jak to? Przecież z jednej strony rodzina królewska, Buckingham Palace, splendor, tytuły, złota zastawa, a z drugiej amerykańskie wychowanie, Hollywood, urocza czarnoskóra karnacja, mama instruktorka jogi i ojciec operator filmowy, który pracował przy serialu Świat według Bundych? Wyjaśnienie jest bardzo proste i historycznie oczywiste. Jeden z przodków Meghan w XVII wieku wyemigrował do amerykańskiej ziemi obiecanej.

fot. Christopher Macsurak

Książę Harry jest drugim mężem Meghan

Żona księcia Sussex jest raczej lubiana przez większość członków królewskiej rodziny. Jej umiejętności aktorskie, wykształcenie, ułożenie i znajomość dobrych manier pomagają w utrzymaniu królewskiej etykiety. Z jednym faktem z życia hollywoodzkiej aktorki królowej Elżbiecie trudno przyszło się jednak pogodzić. W momencie poznania Harry’ego Meghan była bowiem rozwódką. Jej pierwszym mężem był Trevor Engelson, producent filmowy, z którym Meghan zaczęła spotykać się od 2004 roku. Sześć lat później para się zaręczyła i pobrała w 2010 roku na Jamajce. Pierwsze małżeństwo księżnej nie przetrwało zbyt długo, już po trzech latach zostało zakończone rozwodem z powodu „różnic nie do pogodzenia”.

Księżna Sussex była blogerką lifestyle’ową

Meghan prowadziła swojego bloga o nazwie The Tig. Była to lifestyle’owa strona poświęcona podróżom, jedzeniu, modzie i urodzie. Dokumentowała na niej zarówno poważne aspekty swojego życia – zaangażowanie w United Nations, fundacji Myna Mahila i innych charytatywnych organizacjach, jak i te bardziej przyjemne np. autorski przewodnik po Brazylii i Malcie. Ze względu na książęce obowiązki i wizerunek musiała zakończyć publikowanie bloga w kwietniu 2017 roku, lecz po sieci wciąż krążą pojedyncze wpisy Meghan, między innymi te zawierające jej kulinarne przepisy.

graudrey

4 powody, dla których warto być prawdziwą damą jak Audrey Hepburn

Według American Film Institute trzecia najlepsza aktorka wszechczasów. Zaszczytne miejsce na podium dzieli z Katharine Hepburn i Bette Davis. Mówi się, że była aktorką brytyjską, dzieciństwo i lata młodości spędziła jednak głównie w Belgii i Holandii. Grała nie tylko w filmach, lecz także w teatrach, była modelką, tancerką, ulubienicą światowej sławy projektantów mody. Zobaczcie, jakie cechy posiadała Audrey Hepburn, które pozwoliły jej zyskać równocześnie miano ikony kultury popularnej i prawdziwej damy.

 1. Odważnie angażowała się w działalność humanitarną

Świat pokochał ją za piękną figurę, ogromny talent, poczucie stylu, ale także za jej wielkie serce i chęć niesienia pomocy. Pod koniec lat 60-tych ograniczyła działalność aktorską na rzecz działalności humanitarnej. Została ambasadorem dobrej woli UNICEF-u i przez kilka lat pracowała w najbiedniejszych krajach niemal wszystkich kontynentów. Podjęła się misji odwiedzenia krajów, gdzie toczyły się wojny. Raz ostrzelano nawet samolot, którym podróżowała.

2. Znała wiele języków obcych

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jak bardzo rozwijająca i ważna jest nauka języków obcych. Nie tylko rozwija pamięć i inteligencję, lecz jest także w dobrym tonie. Audrey bardzo dobrze znała aż 5 języków. Władała angielskim i holenderskim ze względu na pochodzenie rodziców, nauczyła się także francuskiego, włoskiego i hiszpańskiego. Właśnie dzięki znajomości aż takiej liczby języków obcych mogła pomagać i angażować się w projekty humanitarne na całym świecie.

3. Nigdy się nie spóźniała i nie przeklinała

Pomimo ogromnego talentu, ale także sumienności i pracowitości, kariera aktorska nie była dla Audrey sprawą najważniejszą w jej życiu. Pracę traktowała jednak bardzo poważnie. W przeciwieństwie do swojej starszej koleżanki, blond seksbomby – Marilyn Monroe, nigdy nie spóźniła się na plan. Jej kultura i dobre maniery znane były w całym aktorskim światku, na planie nikt nie śmiał przy niej przeklinać. Ona oczywiście też tego nie robiła. Nigdy nie prosiła też o specjalne traktowanie ani nie miała kaprysów i zachcianek.

4. Rodzina była dla niej najważniejsza

Rodzina zawsze była u niej na pierwszym miejscu. Zrezygnowała dla niej z niejednej roli, by nie rozstawać się z synami na długi okres trwania zdjęć. Ceniła sobie prywatny czas. Wielokrotnie namawiano ją na napisanie autobiografii, lecz aktorka nigdy się na to nie zdecydowała. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon stylu i gwiazd filmowych zaraz po zdjęciach do Sabriny opuściła Hollywood, by wieść z mężem spokojne życie w sielskiej szwajcarskiej miejscowości.

MarilynMonroe

5 faktów z życia Marilyn Monroe, o których nie miałaś pojęcia

Według American Film Institute jest 6-tą największą aktorką wszech czasów. Najpierw zwykła robotnica fabryki, potem pin-up girl, modelka, aktorka, producentka filmowa, aż w końcu piosenkarka, która zaśpiewała prezydentowi Kennedy’emu najsławniejsze „Happy Birthday” w historii. Jeżeli myślisz, że Marilyn Monroe była zgrabną, acz głupiutką i leniwą blondyneczką, jesteś w błędzie!

Marilyn Monroe to nie Marilyn Monroe

Tak naprawdę nazywała się Norma Jeane Mortenson. Urodziła się w Los Angeles jako córka Gladys Pearl Baker i… Nie wiadomo na pewno kto był ojcem Normy-Marilyn. Co prawda w akcie urodzenia widnieje nazwisko drugiego męża matki, Edwarda Mortensona, lecz biografowie spekulują, że był nim najprawdopodobniej Stanley Gifford. Swój znany na całym świecie pseudonim artystyczny wymyśliła wraz ze znanym i wpływowym amerykańskim aktorem Benem Lyonem, kiedy zaczęła wkraczać do filmowego świata. Norma uparła się przy imieniu Marilyn, dlatego że nawiązywało do gwiazdy Broadwayu Marilyn Miller, a Monroe było nazwiskiem panieńskim matki.

Wychowana przez nikogo

Matka Marilyn chorowała na schizofrenię, dlatego nie mogła zajmować się dzieckiem. Mała Norma tułała się po dalszej rodzinie, znajomych matki, aż w końcu wylądowała w sierocińcu. Prawdopodobnie była molestowana seksualnie. Jąkała się i była bardzo wstydliwa. By uniknąć kolejnego powrotu do sierocińca, jako 16-letnia dziewczyna, wyszła za mąż za 21-letniego Jamesa Dougherty’ego. Porzuciła go w momencie, kiedy zaczęła rozpoczynać karierę. Wyprowadziła się od teściowej, przestała pisać do męża i złożyła pozew o rozwód. Pobrali się 19 czerwca 1942 roku, rozwiedli 13 września 1946.

Pracę w Radioplane Munitions Factory załatwiła jej teściowa. Marilyn pracowała tam po 10 h dziennie, ale dzięki temu poznała fotografa Davida Connovera, z którym zaczęła współpracować jako modelka.

Zmiana wizerunku

Nie można dziś kojarzyć Marilyn inaczej niż w jej platynowym blondzie i podwiewanej sukience. A jednak! I ta seksbomba lat 50-tych i 60-tych majstrowała nieco przy swoim wyglądzie. Była naturalną szatynką o kręconych włosach, które wyprostowała i przefarbowała na blond po tym jak zostawiła męża i zaczęła swoją fenomenalną karierę. W 1948 roku przeszła korekcję wady zgryzu. Związała się też wtedy z łowcą talentów Johnnym Hydem, który najprawdopodobniej sfinansował jej operacje plastyczne nosa i podbródka.

Ranny ptak

Kobieta, której do dziś kobiety zazdroszczą urody, figury i pewności siebie w rzeczywistości była kłębkiem nerwów. Już na początku lat 50-tych znana była z tego, że notorycznie się spóźniała i zapominała tekstu. Zaczęła zmagać się z bezsennością, niską samooceną i brakiem pewności siebie. A to wszystko przy blasku fotoreporterskich fleszy i licznych romansach. W 2009 roku (a więc niemal pół wieku po śmierci) uznana została przez
TV Guide Network za najseksowniejszą kobietę wszech czasów, podczas gdy przez Richarda Widmarka, amerykańskiego aktora nominowanego do Oscara, wspominana była tak: „Lubiłem Marilyn, ale była okropna we współpracy. Niemożliwa, naprawdę. Ukrywała się w swojej garderobie i nie chciała wyjść. Kiedy w końcu wychodziła, okazywała się być kłębkiem nerwów. Wszystko to było wynikiem strachu. Od samego początku była jak ranny ptak”.

Nikt nie jest idealny

Według biografa Anthony’ego Summersa ostatni rok życia Marilyn był niezwykle trudny. Miała duże problemy psychiczne, romansowała zarówno z prezydentem, jak i jego bratem. Była uzależniona od alkoholu i barbituranów. Wcześniej zażywała też amfetaminę, była schorowana. W książce „Pardon My Hearse” szef jednego z najbardziej znanych domów pogrzebowych w Stanach Zjednoczonych opisał ciało Marilyn tuż po śmierci: „Przypominała najzwyklejszą kobietę, która w dodatku nie dba o siebie. Miała odrosty, jej włosy były krótkie, rzadkie i zmierzwione. Od kilku tygodni musiała nie golić nóg, miała bardzo zaniedbane paznokcie u stóp i dłoni. Wśród rzeczy aktorki znaleziono wkładki, które wkładała w stanik, ponieważ jej naturalne piersi straciły jędrność.”

Niezależnie od tego, jakie kolejne fakty wyjdą na jaw w związku z jej kolorowym, pełnym wzlotów i upadków życiem, była przecież jedną z nas – kobietą, która chciała zrealizować swoje marzenia. I za to powinnyśmy o niej pamiętać! :)

filiżanka z klasą

5 codziennych akcesoriów, po których poznasz kobietę z klasą

Kobiety piastują dziś ważne i odpowiedzialne pozycje, zakładają własne firmy, robią karierę. Kobiecy profesjonalizm objawia się nie tylko poprzez odpowiednie wykształcenie, doświadczenie, pracowitość i sumienność czy schludny strój kojarzony zwykle ze szpilkami. Prawdziwa kobieta z klasą dba jednak o wszystkie szczegóły, a już najbardziej o te, które podkreślają jej nietuzinkowy styl. A jako, że życie często nas zadziwia, musisz być przygotowana na wszystko. Zobacz, o czym powinnaś pamiętać, wychodząc rano z domu zdobywać świat!

Makijaż

Bizneswomen z klasą nie wychodzi z domu bez delikatnego makijażu. Nikt nie musi przecież wiedzieć, że drobne niedoskonałości to oznaka pracy po godzinach, bo przecież „zawsze można więcej i lepiej” czy nieprzespanej nocy wraz z chorym dzieckiem. Kreując swój wizerunek kobiety sukcesu, zwróć uwagę na to, jakich kosmetyków najlepiej używać, a których zdecydowanie unikać.

Choć dla Ciebie to banał, przypominania sztandarowej zasady nigdy dość, w końcu rano zaspane oko, może trochę zechcieć rozbudzić się jaskrawymi kolorami – makijaż z klasą powinien być przede wszystkim stonowany i nie powinno być go za dużo. Zapomnij więc o kolorowych, instagramowych stylizacjach, które robią furorę w internecie. Po pierwsze dlatego, że badania na temat profesjonalizmu i zaufania w biznesie, wyraźnie mówią o tym, zielono-żółte oko nie wzbudzi zaufania u Twoich klientów. No chyba, że to Twój wieloletni styl, a Twoi klienci jakimś cudem kiedyś Ci zaufali, lecz teraz nie żałują swojej decyzji i nie przeszkadzają im nawet Twoje ulubione papuzie kolory:)

Na ogół staraj się też unikać bardzo ciemnych kolorów w swoim makijażu. Dobierając podkład i korektor, wybieraj te o średnim lub też nawet lekkim kryciu. Większość kamuflujących produktów jest ciężka, przez co bardzo łatwo o efekt maski, którego zdecydowanie nie chcemy. Podobny efekt na Twojej twarzy może sprawić baking, dlatego lepszym sposobem na utrwalenie makijażu będzie użycie sprayu utrwalającego.

Bez obaw używaj cieni do powiek w odcieniach beżu i brązu, szminek nude, lekkich produktów do brwi czy naturalnie wyglądających kosmetyków do rzeźbienia twarzy – rozświetlacza, różu i bronzera. Tusz do rzęs również jest twoim przyjacielem, jeśli jednak chcesz założyć sztuczne rzęsy, wybieraj te o naturalnym wyglądzie oraz z przezroczystym paskiem.

Pamiętaj, by dbać także o paznokcie oraz skórę wokół nich. Jeżeli malujesz je, zwracaj uwagę na to, by płytka zawsze w całości pokryta była lakierem – prześwity oraz odpryski będą wyglądać nieestetycznie. Najlepszym wyborem będą dla Ciebie trwałe lakiery hybrydowe. Jeśli wybierasz jednak te tradycyjne, warto nosić je ze sobą w kosmetyczce. Dzięki temu w każdej chwili będziesz mogła poprawić ewentualną niedoskonałość. Oprócz tego w Twojej kosmetyczce powinny znaleźć się także suchy szampon oraz nawilżane chusteczki, które świetnie sprawdzą się na długi dzień w pracy i odświeżą Twój wygląd.

Apaszki oraz szale

To elementy ubioru, które są już nieco rzadziej spotykane. Mimo to zasługują na tyle samo uwagi, co biżuteria czy inne kobiece dodatki. Świetnie sprawdzają się w najzwyklejszej funkcji ozdobnej. Dobierając je do klasycznego stroju, możemy wprowadzić nimi do naszych stylizacji element kolorowy. Mimo to zawsze pamiętać trzeba, by wybierać te o bardziej stonowanych kolorach, na przykład przybrudzonego różu czy zgaszonej zieleni. Oprócz tego apaszkami zatuszować można niedoskonałości na szyi i dekolcie czy… nawet plamę, która nagle pojawi się na Twojej koszuli. Kiedy równocześnie będziesz chciała napić się kawy i zerknąć na dzwoniący telefon. Szale przydają się również w sytuacjach, kiedy włączona klimatyzacja robi z biura Syberię.

Szale i apaszki wyglądają najlepiej, gdy są zadbane oraz wykonane z dobrego materiału. Jednym z najlepszych wyborów jest oczywiście jedwab. Gładka struktura materiału nadaje elegancji oraz stylu. Pamiętaj jednak, by pielęgnować je zgodnie z instrukcją, w innym wypadku mogą one stracić swój urok.

Torebka

Wiadomo, że najlepiej byłoby nosić przy sobie wszystko, skoro masz być na wszystko przygotowana. Do tego niemal wszystkiego naprawdę nie najgorzej sprawdzi się aktówka. Jest elegancka, a jednocześnie pojemna, dzięki czemu spokojnie zmieszczą się w w niej wszystkie przydatne gadżety. Na zakupach wybierz tę torebkę, która jest dobrej jakości, na przykład wykonana ze skóry. Będziesz mieć wtedy pewność, że szybko się nie zepsuje, jednocześnie markowy dodatek sprawi, że wywrzesz lepsze wrażenie. Kolor śmiało dopasować możesz do swojego obuwia.

Nie jest również obojętne, co będziesz nosić w aktówce. Oprócz dokumentów zaopatrz się w planer czy kalendarz. Dzięki temu w każdym momencie możesz zapisać w nim datę ważnego spotkania lub oddania projektu. Notowanie takich rzeczy sprawi, że będziesz postrzegana jako bardziej solidna i profesjonalna, a równocześnie faktycznie nie zapomnisz o istotnych sprawach. Twój nowoczesny szyk podkreśli podobno także noszenie ze sobą tabletu. Faktem jest, że podobnie jak w planerze, możesz zapisać w nim ważne rzeczy, ale także pokazać klientom prezentację, arkusz kalkulacyjny czy wykres, bez martwienia się o dostępność sprzętu multimedialnego. Obowiązkowym dodatkiem, który musi znaleźć się w Twojej torebce jest także markowy długopis lub pióro. Będą one lepiej korespondować z Twoim eleganckim strojem niż zwykłe plastikowe przyrządy do pisania, a także – i o to przede wszystkim chodzi – nie zawiodą cię w ważnym momencie.

Aktówka jest bardzo pojemna, mimo to warto nosić w niej wyłącznie rzeczy, które związane są z Twoją pracą. Wszystkie prywatne przedmioty, takie jak kosmetyczka czy środki higieny osobistej, warto mieć zawsze w biurku lub małej osobnej torebce. Dzięki temu wszędzie będziesz miała porządek oraz pewność, że żadne osobiste rzeczy nie wysypią Ci się podczas ważnego spotkania.

Parasol

Zwykle okazuje się, że w momentach, kiedy potrzebujemy go najbardziej, nigdy go ze sobą nie mamy. W takiej sytuacji parasolkę zawsze możesz pożyczyć od znajomych z pracy, jednak musisz pamiętać, że okażesz tym nieco braku profesjonalizmu. Jako samowystarczalna kobieta sukcesu powinnaś codziennie mieć przy sobie parasol na wypadek nagłego załamania pogody. Dzięki temu Twoje ubrania, makijaż i fryzura pozostaną nietknięte podczas wyjścia na lunch czy też w drodze na ważne spotkanie.

Wiadomo, że nie będziesz z nim każdego poranka poradować pod pachą, warto go mieć zatem w samochodzie i biurze, by w razie czego z niego skorzystać. Ten dodatek może ciekawie uzupełnić Twój ubiór. W zależności czy zdecydujesz się na małą i poręczną parasolkę, czy też na większy, bardziej męski model oraz jaki jego kolor wybierzesz, możesz zbudować z jego użyciem różne stylizacje. Pamiętaj jednak, by zawsze wybierać te dobrej jakości. Dzięki temu unikniesz nieprzyjemnej sytuacji, w której Twój parasol zepsuje się w środku ulewy.

Filiżanka

Kawa! Więcej kawy! To Twoja pierwsza poranna przyjaciółka w firmie. Często, chcąc się pobudzić, sięgamy po tę z automatów lub kawiarni oferujących napój na wynos. Łączy je jedna wspólna cecha – są wydawane w niestabilnych kubkach stworzonych z lekkiego tworzywa sztucznego. Przez to są skłonne do przeciekania, dziurawienia oraz przewracania się. W ten sposób sprawić możesz sobie plamę na eleganckich ubraniach, zalać ważne dokumenty czy nawet sprzęt multimedialny. Aby uchronić się od takich niespodzianek, normalny człowiek zaopatrzyłby się w kubek. Kobieta z klasą jednak jako wyjątkowa i dbająca o szczegóły, zaopatrzy się w piękną filiżanką wykonaną z delikatnej porcelany. Jest ona nie tylko funkcjonalna, ale de facto staje się ciekawym dodatkiem Twoich codziennych stylizacji. Podkreśla Twoje wyczucie stylu i elegancji. Także pamiętaj – żadnych kubków, filiżanki!

Mówi się, że wygląd to 80% sukcesu. Dlatego tak ważne jest dbanie o swój wizerunek, nawet jego najmniejsze detale. W dużej mierze to właśnie aparycja może zdradzić nasze cechy charakteru – czy jesteśmy poukładani, schludni, sumienni. Kreując swój wizerunek kobiety sukcesu, koniecznie o tym pamiętaj. Poza tym to przecież ogromna frajda dobierać sobie takie dodatki. Czasami bywają takie dni, że tylko one mogą poprawić nam humor:)

fot art (4)

Damy i ikony stylu

Coco Chanel, Audrey Hepburn, Jacqueline Kennedy – jak ich styl wpłynął na teraźniejszą modę?

Trzy Damy, które stały się odpowiedzialne za zmianę stylu. Każda o odmiennym charakterze, poglądach i życiu. Piękność i klasyk, którą miały w sobie niewątpliwie świadczy, że mowa o Ikonach. Łączy je jedno – swoim wizerunkiem zrewolucjonizowały świat. Wyznaczyły nowe kierunki w trendach, które do dnia dzisiejszego odnoszą spektakularne sukcesy.

Coco Chanel była w czołówce 100-tu najbardziej wpływowych osób stulecia w modzie. Zaczynając od niczego, zbudowała imperium. Wpłynęła na obyczaje przedwojennej Europy. Początkowo podchodzono do jej stylu sceptycznie jednak dość szybko prostota, którą oferowała została dostrzeżona. Panie zaczęły szaleć na punkcie prezentowanych kolekcji. Francuska nie cierpiała ograniczeń. Zrzuciła z kobiet gorsety, nauczyła nosić spodnie. Przepych w postaci niewygody falbanek, dużych kapelusz, który panował w tamtych czasach, był dla samej Coco nie do przyjęcia. Wprowadziła efektowny minimalizm. Dzięki niej kobiety mogły swobodnie chodzić. W 1926 roku stworzyła przełomową elegancką sukienkę do dziś nazywaną „małą czarną” symbolizującą siłę i wolność. Kreacja miała poruszać się wraz z ruchem ciała. „Mała czarna” ma już ponad 90 lat.

W latach 80- tych coraz częściej powracano do materiałów naturalnych, a ten chanelowski wynalazek był uzupełniany o modne detale jak np. szerokie ramiona. Chanel sugerowała, że surowość i jednolity kolor sukienki, bardzo dobrze będzie podkreślała biel w postaci pereł.

Jak pierwsza w historii kobieta nazwała swoim nazwiskiem markę perfum Chanel No 5. Staraniem uczyniła z krawiectwa sztukę masową, wpłynęła na rozwój kraju. Pokochano ją za wyczucie stylu na całym świeci. Wyznaczała trendy mody i trzymała się sztywno swoich 12 zasad. Jedna z nich brzmi: „Innowacje! Nie można być wiecznie innowacyjnym, ja chcę stworzyć klasykę”. Jej kolekcje to ponadczasowa elegancja. Dynastia ta twa do dziś. Z wielkim powodzeniem i w tym samym stylu od roku ’83 prowadzona była przez francuskiego projektanta Karla Lagerfelda, który zmarł dwa tygodnie temu. Marka ma ponad 300 sklepów na świecie i ponad 3 biliony produktów sprzedawanych rocznie.

Audrey Hepburn, wyróżniała się na tle hollywoodzkich aktorek. Nie wybielała zębów, nie regulowała brwi, miała wąskie biodra i płaski biust. Prezentowała nowy rodzaj urody w świecie, który przywykł do biuściastych blondynek. Osoba o wyglądzie i sceptycznym uroku jak Hepburn, była kimś niezwykłym, dlatego natychmiast odniosła spektakularny sukces. Jej osobowością natychmiast zafascynował się sam Givenchy, dla którego pozostała muzą. Wspólnie z projektantem tworzyli szyk i elegancję.
Pięknie prezentowały się na aktorce proste fasony w stylu glamour. Projektant zaprojektował dla niej do filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” bajeczne kreacje. Od tego czasu była ikoną stylu i chanelowską „małą czarną” kojarzono właśnie z nią. Aktorka sprawiła, że prosta czarna sukienka stała się hitem, choć przełomie lat częstym modyfikacji ulegała jej długość. Dziś to tzw. absolutny „must have” w szafie każdej kobiety.

Kolejnym i do dziś absolutnym nowatorskim pomysłem stał się szeroki płaszcz projektu Givenchy. Swoim wyglądem wspaniale prezentował się na delikatnej sylwetce Audrey.

Jacqueline Kennedy jako Pierwsza Dama Ameryki przykuwała uwagę całego świata. Amerykański naród nieustannie interesował się jej stylem i życiem. Nosiła ubrania, których kobiety pragnęły. Łączyła w sobie cechy amerykańskiej arystokracji i europejskiego wyrafinowania. Była miłośniczką francuskiej mody. Na swojego projektanta wybrała Olega Cassini, który przygotowywał jej garderobę na ponad 300 sztuk. Dbał o detale, które mieściły się z tyłu kreacji. Suknie proste, bez ozdób z wyjątkiem francuskiej kokardy w pasie. Podkreślał styl militarny, charakteryzujący się dużymi okrągłymi guzikami, naszytymi dwurzędowo. Według samej Jackie nazywany był jej sekretarzem stylu. Charakterystyczna brzoskwiniowa suknia podczas wizyty w Indiach i Pakistanie przeszła do historii. Od tej pory Jackie to pastelowe kolory odznaczające się prostotą i do tego obowiązkowo długie teatralne rękawiczki.

Wykreowała swój styl, który ewidentnie pochodził z jej wnętrza. Kochała jednokolorowe zestawy i proste akcesoria: perły, toczki, apaszki; obowiązkowo Hermesa, okulary muchy i torba Gucciego. Preferowała proste geometryczne suknie w kształcie litery A, kroje odwołujące się do unisex. Kostium, który żona prezydenta Johna F. Kennedy’ego uwielbiała przeszedł do historii. Wzorowany na modelu Chanel  z kolekcji jesień/zima 1961 r. Prezentowane przez nią płaszcze przybierały lekką formę, nie podkreślały kształtów. Bez kołnierzyka, zapinane pod samą szyję.  Lubiła botki na niskim obcasie o miękkim opływowym kształcie.

Po śmierci męża zmieniła swój styl. Bliski stał się jej styl lat 70-tych. Polubiła spodnie z rozszerzanymi nogawkami, sukienki boho, marynarki z dużymi klapami, czarne golfy i wiązane na głowie chusty.

Z dumą możemy wzorować się na stylu,  który zaoferowały Coco, Audray i Jackie. Moda lat 60-tych i 70-tych  powraca.  Jest nieodzownym elementem dla każdej z nas. Klasyka i elegancja nigdy nie wyjdą z mody.  Warto w swojej garderobie zaopatrzyć się w motywy biało-czarne, sznur pereł i obowiązkowo! czarną sukienkę. Każda z prezentowanych Ikon posiadała swoją własną niepowtarzalną aurę niezwykłości. Damy mody – stworzyły własny rozpoznawalny styl, którego oddziaływanie trwa po dziś dzień.

niebezpieczna_main

Niebezpieczna moda, czyli szał na punkcie idealnego wyglądu

Od pewnego czasu świat coraz bardziej opanowuje moda na bycie fit. Widać to choćby po Instagramie, gdzie profile modelek i bogiń fitnessu „wyrastają” jak grzyby po deszczu. Jest ich coraz więcej, a my, zwykłe kobiety, patrzymy tylko na zamieszczane tam zdjęcia, zagryzając wargi z zazdrości i myśląc sobie: „Ja też chcę tak wyglądać. Od jutra biorę się za siebie!”.

Chcemy nie tylko dorównać tym instagramowym gwiazdom. Nie chodzi tylko o to, że zaraz nadejdzie wiosna i najwyższa pora zacząć coś robić, by latem nie wstydzić się założyć bikini. Doskonale wiemy, że na takie profile zaglądają też mężczyźni i na podstawie tego, co widzą, tworzą sobie własny obraz ideału kobiety. Są wzrokowcami i nawet nie spojrzą później na kobietę niższą, grubszą, z płaskim biustem czy nie całkiem jędrnymi pośladkami. Można rzec, że w dobie siedzącego trybu życia każda motywacja jest dobra. Jednak moda ta tak się już rozpowszechniła i ludzie tak dają jej się ponosić, że może stać się niebezpieczna.

Dążenie kobiet do idealnego wyglądu zaczyna przesłaniać wszystko. Niektóre naprawdę nie zauważają, że zaczynają przesadzać. Gruba warstwa makijażu, zmieniająca całkowicie naturalny wygląd, drogie zabiegi kosmetyczne, operacje powiększania się tu i ówdzie czy stawianie wyglądu nad komfort i zdrowie to sposoby, które dziś są powszechne i ze świecą szukać kobiet, które ich w ogóle nie stosują. Niektóre modelki z Instagrama są albo tak chude, że posądzane o anoreksję, albo mają już takie umięśnienie, że ludzie patrzą na nie z niesmakiem, stwierdzając, że przestały być kobiece i seksowne. Nie brakuje jednak pań, które taki właśnie wzór obierają sobie do naśladowania. Zaczynają więc katować się treningami i dietą, a kiedy nie widać oczekiwanych efektów wpadają w depresję. Na dodatek taki niepohamowany i szaleńczy tryb życia, czyli zbyt intensywne, codzienne treningi czy zbyt restrykcyjna dieta mogą prowadzić do odwrotnych niż zamierzone efektów, a nawet problemów ze zdrowiem. Nagle “biorą się za siebie”, nie wiedząc jednak wielu rzeczy, które koniecznie powinny wiedzieć zanim przejdą na tryb „fit”.

Co zatem należy wiedzieć zanim się zacznie?

Przede wszystkim należy wiedzieć to, że ideałów tak naprawdę nie ma. Każda kobieta jest inna i żadna nie wygląda idealnie. Nawet modelki z Instagrama w rzeczywistości już tak idealne nie są. Dlaczego?

Po pierwsze, umięśnienie nie jest widoczne cały czas. „Kaloryfer” na brzuchu jest widoczny głównie wtedy, kiedy mięśnie są napięte, a przede wszystkim kiedy nie zasłania ich warstwa tłuszczu. Do tego kobieta nie jest w stanie uzyskać takiego umięśnienia jak mężczyzna, ponieważ kobiece hormony nie produkują takiej ilości testosteronu. Kobiety nie mają takich możliwości wytworzenia mięśni jak mężczyźni, więc jest im dużo trudniej o masę mięśniową. Tylko kobiety zawodowo uprawiające sport i przyjmujące testosteron i sterydy mogą uzyskać mięśnie zbliżone do męskich. Tylko po co? Tak umięśnione kobiety wcale nie wyglądają dobrze.

Po drugie, zdjęcia na Instagramie wcale nie są tak bliskie prawdzie. Te trenerki doskonale wiedzą, co i jak zrobić, by zdjęcia były perfekcyjne i mamiły zwykłych ludzi. Wszystko zaczyna się od zaplanowania sesji zdjęciowej, przygotowania miejsca i samej fitness-modelki. Sesje są robione zazwyczaj po treningach, kiedy mięśnie są uwidocznione. Ustawiane jest odpowiednie światło w pomieszczeniu, zdjęcie robione na odpowiednim tle, a aparat też oczywiście odpowiednio dobrany i ustawiony. Kobiety, dla których takie zdjęcie jest źródłem dochodu, mają zwykle swoich profesjonalnych fotografów. Modelka pozuje, doskonale wiedząc, co napiąć, wciągnąć, a co wypiąć. Później spośród tysiąca zdjęć wybierane jest najlepsze, które jeszcze w dodatku przechodzi pełną obróbkę w Photoshopie lub innym programie. Już nawet aplikacje Instagrama umożliwiają dobrej jakości obróbkę zdjęcia przed opublikowaniem. Oczywiście przygotowanie modelki do sesji obejmuje pełny makijaż, perfekcyjną fryzurę, ubranie, więc nie wygląda ona tak jak na co dzień.

Każda kobieta powinna więc dobrze przemyśleć oddanie się modzie na bycie fit. Owszem, to dobrze, że chce się powiedzieć „stop” siedzeniu i marudzeniu, ale jak do wszystkiego trzeba podejść z głową. Zaczyna się od wyznaczenia sobie celu możliwego do zrealizowania. Później cierpliwie trzeba do niego dążyć, wiedząc, że efekt nie pojawi się z dnia na dzień. Najlepiej jednak nie bać się patrzeć na siebie w lustrze. Warto wierzyć w siebie i w to, że każda kobieta jest piękna na swój sposób. Najważniejsze jest to, by lubić samą siebie, lubić swoje ciało. Jeśli nie lubimy siebie same, to jak możemy chcieć, by nas ktoś lubił?

Trzeba pamiętać też o tym, że wyglądu człowiek nie wybiera sobie sam. Kształtują go od urodzenia geny naszych przodków. To właśnie one mają bardzo duży wpływ na wygląd człowieka. Kilka procent naszej urody to również zdrowie i wiek. Nie bez znaczenia są też przebyte różnego rodzaju choroby, ale prawda jest taka, że makijaż, fryzura czy ubranie to tylko dodatki do wyglądu, które pokazują, że człowiek o siebie dba i siebie lubi. Najlepiej więc zostać “fit” dla własnego zdrowia, dobrego samopoczucia i przyjemności, a nie dla jakichś zafałszowanych ideałów:)

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved