website-logo
Cersei i Jaime Lannister w kazirodczym związku

Kazirodcze związki w królewskich rodach

Kazirodztwo od wieków interpretowano jako zachowanie przeciwne naturze. Zakaz wchodzenia w związki pomiędzy spokrewnionymi osobami tłumaczony był w różny sposób: jasne było to, że dzieci pochodzące z kazirodczego związku są bardziej chorowite i rodzą się z widocznymi deformacjami ciała. Używano także argumentu o „psychicznym” hamulcu przed wchodzeniem w seksualne relacje z bliskimi krewnymi. Wielkie królewskie rody różniły się jednak od zwykłych rodzin: podział władzy i majątku był podstawą ich przetrwania, a kazirodztwo w wielu przypadkach postrzegane było jako ochrona własnych dóbr. Pozwolenie na zawieranie kazirodczych małżeństw pojawiło się wśród egipskich faraonów, władców państwa Inków oraz w rodzie Habsburgów.

KAZIRODZTWO WŚRÓD EGIPSKICH FARAONÓW

Małżeństwa faraonów z siostrami zdarzały się bardzo często. Wynikały z nakazu poślubienia przez władcę Egiptu kobiety równej urodzeniem, czyli o królewskim pochodzeniu. Ponadto faraonowie uważali siebie za bóstwa, w związku z czym nie uznawali norm społecznych dotyczących „zwykłych” ludzi. Posiadanie kilku żon (żony głównej określanej jako „królowa” i żon dodatkowych o mniejszym znaczeniu) dawało faraonom możliwość posiadania licznego potomstwa, co zabezpieczało dziedziczenie tronu.

Rodzice Tutanchamona (ur. ok. 1342-39 p. n.e. – zm. 1333 p. n.e.) byli pełnym rodzeństwem (mieli wspólnego ojca i matkę) – co potwierdziły badania genetyczne odnalezionych mumii. Tutanchamon był dzieckiem żony drugorzędnej, z tego powodu nie był brany pod uwagę jako następca tronu, jednak zbieg okoliczności sprawił, że w wieku 10 lat został ogłoszony faraonem.

Mając lat 12 poślubił ze względów politycznych swoją przyrodnią siostrę Anchesenamon. Małżeństwo to umocniło jego pozycję władcy. Tutanchamon i jego małżonka dwukrotnie oczekiwali dziecka, jednak nie dane im było doczekać się potomstwa: ich pierwsza córka urodziła się martwa w piątym miesiącu ciąży, druga córka również urodziła się martwa w siódmym lub ósmym miesiącu. Faraon najwyraźniej cierpiał z powodu śmierci dzieci, ponieważ ich ciała kazał zabalsamować i umieścić w swoim grobowcu.

Badania mumii Tutanchamona ujawniły liczne choroby i wrodzone deformacje, z którymi zmagał się młody władca: faraon posiadał szerokie kobiece biodra, które były prawdopodobnie następstwem zaburzeń hormonalnych, jego lewa stopa była szpotawa, przez co musiał używać laski podczas chodzenia, cierpiał na jałową martwicę kości i malarię, a bezpośrednią przyczyną jego śmierci było – jak uważają badacze – zakażenie wywołane nieprawidłowym leczeniem złamanej kości nogi. Problemy zdrowotne Tutanchamona z pewnością miały związek z tym, iż był on dzieckiem z kazirodczego związku, z kolei problemy jego żony z donoszeniem ciąży wydają się oczywiste w świetle faktu, iż była ona jego przyrodnią siostrą.

Archeolog Howard Carter bada mumię Tutanchamona, „New York Times” 1923

Kazirodztwo w rodach faraonów dotyczyło nie tylko rodzeństwa. Ramzes II, zwany Ramzesem Wielkim, pojął za żonę swoją własną córkę Meritamon, która zajęła miejsce u boku faraona po śmierci swojej matki. Zapisy historyczne wskazują na to, że urodził się im syn, ale prawdopodobnie zmarł w młodym wieku. Swoją córkę poślubił także Amhotep III, na co zgodę wyraziła jego główna żona i jednocześnie matka dziewczyny. Ze związku z tego urodziło się kilkoro dzieci.

KAZIRODZTWO WŚRÓD WŁADCÓW INKÓW: TUPAC INCA YUPANQUI

Inkowie byli historycznym narodem zamieszkującym zachodnią część Ameryki Południowej. Stanowili dobrze rozwiniętą cywilizację o wysokiej kulturze. Władza nad państwem Inków była dziedziczna, a kolejni królowie byli czczeni jako bogowie. Państwo Inków posiadało dziewiętnastu władców, którzy – w odróżnieniu od swoich poddanych – byli poligamistami: posiadali żonę główną, której synowie dziedziczyli tron, oraz żony drugorzędne, których synowie mieli stanowić „zabezpieczenie”.

Dziesiąty król Inków noszący imię Tupac Inca Yupanqui (1471-1493) jako pierwszy wprowadził nakaz poślubiania przez władcę swojej siostry lub sióstr, co miało zapewniać czystość krwi i pełne królewskie pochodzenie kolejnych potomków. Zgodnie z wprowadzoną przez siebie zasadą Tupac pojął za żonę swoją siostrę o imieniu Mama Ocllo.

źródło: https://villsethnoatlas.wordpress.com

Podobnie postąpił ich syn, Huayna Capac: jedenasty król Inków pojął za żonę swoją siostrę noszącą imię Cusi Rimay, a po jej śmierci chciał ożenić się z kolejną siostrą Mamą Cocą, która odmówiła. Dodatkową żoną Huayana Capaca została jego kuzynka Toctollo – ich syn Atahualpa został trzynastym władcą Inków.

Atahualpa także podtrzymał rodzinną tradycję i ożenił się ze swoją przyrodnią siostrą Cuxirimay Ocllo. Atahualpa został stracony przez hiszpańskich konkwistadorów: oficjalnie skazano go za odmowę przyjęcia wiary chrześcijańskiej i kazirodztwo, natomiast prawdziwym powodem jego uśmiercenia była chęć grabieży złota i kosztowności Inków. Wdowa Cuxirimay Ocllo, nazywana przez Hiszpanów Doną Angeliną, została konkubiną przywódcy Hiszpanów – Franciszka Pizarro – i matką jego syna, którego Pizarro nigdy oficjalnie nie uznał.

Pierwsza ilustracja przedstawiająca Cuzco, Pedro Cieza de Leon, „Cronica del Peru”, 1553.

Kolejni władcy państwa Inków nie zachowywali już tradycji poślubiania sióstr. Ich panowanie przypadło na tragiczny czas walki z hiszpańskimi konkwistadorami, którzy próbowali siłą nawracać południowoamerykańskich Indian na wiarę chrześcijańską.

KAZIRODZTWO W RODZINIE HABSBURGÓW

Habsburgowie, potężny ród władający krajami europejskimi od XV do XVII wieku, nie chcieli dzielić się władzą ani majątkiem z osobami spoza kręgu rodzinnego. Stąd częste decyzje o poślubianiu osób spokrewnionych. Zwykle były to małżeństwa zawierane pomiędzy bliskimi kuzynami lub pomiędzy wujem i siostrzenicą. Wielokrotne kazirodcze związki sprawiły, że kolejni potomkowie Habsburgów rodzili się chorowici i z deformacjami widocznymi w ich wyglądzie.

Karol II Habsburg (ur. 1661 – zm. 1700) był ostatnim przedstawicielem rodu Habsburgów władającego Hiszpanią i jednocześnie nieszczęśliwą ofiarą wielokrotnych związków kazirodczych zawieranych przez jego przodków. W normalnej sytuacji człowiek w piątym pokoleniu posiada 32 przodków – Karol II posiadał ich jedynie dziesięciu! Sam był dzieckiem pochodzącym z kazirodczego małżeństwa wuja i siostrzenicy. Jego rodzicom – Filipowi IV i Mariannie – urodziło się (oficjalnie) pięcioro dzieci, z których tylko dwoje osiągnęło wiek dorosły. Marianna wiele ciąż poroniła, rodziła przedwcześnie martwe noworodki lub też śmierć dziecka następowała tuż po porodzie.

Martin van Meytens „Rodzina królewska”, 1754 rok
źródło: historicky.blog.cz

Karol, jedyny żyjący syn pary, okazał się dzieckiem słabym i chorowitym, opóźnionym w rozwoju fizycznym i umysłowym. Po swoich przodkach odziedziczył także tzw. habsburską wargę: wielka żuchwa i obwisła dolna warga sprawiały, że nie był w stanie prawidłowo mówić i jeść, nie potrafił także domknąć ust, z których cały czas leciała ślina. Przed 35-tym rokiem życia Karol II stracił zęby i wyłysiał, a na dwa lata przed swoją śmiercią ogłuchł.

Został królem mimo swojego widocznego upośledzenia umysłowego i fizycznego. Zaaranżowano także jego małżeństwo, którego celem było spłodzenie kolejnego następcy tronu. Karol II nie doczekał się potomstwa ani z pierwszą żoną Marią Ludwiką (która nie akceptowała małżeństwa z ułomnym mężczyzną), ani z drugą żoną Marią Anną, czego powodem była prawdopodobnie bezpłodność króla będąca efektem pochodzenia z kazirodczego związku. Był świadomy swoich chorób i głęboko cierpiał z ich powodu.

Źródła:

Maria Rostworowska, „Historia państwa Inków”, PWN 2007.

Robert Foryś, „Gambit hetmański”, Wydawnictwo Otwarte 2016.

„Faraonowie. Ludzie-bogowie-władcy”, praca zbiorowa, Wydawnictwo Polityka 2018 .

gabinet szefa

Wcale nie jest turkusowo, czyli rodzaje zarządzania całkiem subiektywnie

Każdy menedżer codziennie staje przed wyzwaniami: realizacji celów biznesowych i umiejętności zarządzania ludźmi. Rola menedżera ewoluuje, i oprócz zarządzania, często do obowiązków każdy szef może dopisać swój nieustanny rozwój, zdobywanie wiedzy, nowe kompetencje miękkie. Bo przyznaję, trudno jest założyć, że kiedy zostajesz menedżerem, od razu wybierasz sobie rodzaj zarządzania, a następnie dopasowujesz do niego swoje cechy charakteru. Tak naprawdę codziennie budujesz własny styl zarządzania. Na błędach, potknięciach, wnioskach, czujna jak ważka, bo każdy twój ruch, decyzja, reakcja ma wpływ na innych, na produkt, na formę. Jak zapewne wielu, żałuję, że nie ma sklepu pt. „Zarządzanie z gotowymi opisami zalet i wad”;) To by dopiero było! A pomyśl, gdyby można było go przymierzyć do siebie? Czyli taka przymierzalnia modelu zarządzania?

Ech, marzenia

W praktyce często okazuje się, że dla wielu osób brak takiego „Sklepu dla szefów”, gdzie można by przymierzyć, kupić, a potem ewentualnie reklamować rodzaj zarządzania, to duży minus. Dlaczego? Bo rodzaj zarządzania powstaje, kiedy od początku i wytrwale wiesz, jaką organizację chcesz budować. I świadomie podejmujesz kroki i działania w tym kierunku albo zdajesz się na zdobywanie doświadczenia – i sprawdzasz, co działa, co nie. Albo też leniwie, trochę niechcący, bez refleksji przejmujesz modele zarządzania już sobie znane i bezwiednie powielasz zachowania, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, do czego to doprowadzi i Ciebie i firmę, że nie wspomnę o zespole.

Więc ten tekst piszę z inspiracją dla tych wszystkich, którzy zastanawiają się, jakie modele zarządzanie stosują, który model zarządzania chcą świadomie realizować, tak, by służyło to wszystkim biznesowym stronom. I Tobie, moja droga menedżerko!

A jeszcze warto pamiętać o tym, co jest istotą roli menedżera. Podstawowym zadaniem stojącym przed menedżerem jest – zdaniem Petera Druckera – bycie efektywnym. Hm. To teraz się zastanówmy, jakie rodzaje zarządzania znasz albo w jakich do tej pory przyszło Ci pracować?

Zarządzanie przez strach

Polega nie tylko na wykorzystywaniu przewagi hierarchicznej, lecz przede wszystkim na pejoratywnej komunikacji z pracownikiem bądź też całym zespołem. To odnoszenie się do kar i konsekwencji, trzymanie pracowników w atmosferze pt. „Bo Cię zwolnimy”.  Pracownicy wykonują swoje obowiązki, nie wychodzą przed szereg, nie realizują ani swoich możliwych, ani w ogóle żadnych pomysłów, udogodnień, rozwiązań, bo generalnie funkcjonują w programie „Przetrwanie”. I tak, bardzo marzy mi się czas, kiedy ten model będzie już powszechnie niedostępny i będzie występował jako czarny charakter tylko w bajkach o złym zarządzaniu. Brr…

Zarządzanie przez Ego

Niestety nadal często spotykany model zarządzania, choć biznesowo i perspektywicznie moim zdaniem skazany na porażkę. Kiedy szef w codziennym zachowaniu i swojej komunikacji podkreśla swoją pozycję, powtarza często: „Ja i ja.” Innych traktuje bez szacunku i możliwości przyznania im racji. Przypisuje sobie sukcesy zespołu: „Ja zrobiłem”. Oj, on  jest nawet trudny w opisywaniu. Nazywam go „Ja, Mój, Moje, Mi Managment” i często mam wrażenie, że takiemu szefowi zespół tylko przeszkadza. Zespół też ma takie wrażenie, bo zarządzanie nie jest tu w żadnej mierze bliskie ani realnemu przywództwu ani też nie realizuje wartości międzyludzkich. Takie zarządzanie, powiedziałabym, bywa bardzo ograniczone w czasie. Tu Lider jest liderem dla samego siebie i nie przewodzi, tylko rządzi. Nie ma wymiany zdań i pomysłów, słabo z oddawaniem odpowiedzialności i budowania zaangażowania. Nie ma wspólnoty, za to szef łatwo wyznacza zadania, egzekwuje i kontroluje. Firma jest „Jego”, ludzie pracują dla „Niego”. Znasz? Nie naśladuj.

Zarządzanie przez wartości (ang. Management By Values– MBV)

To mój ulubiony model. Ukierunkowany na misję i posiadający zbudowany, wypracowany własnymi siłami spójny system wartości, za którymi idą postawy, działania, zachowania, służące i pracownikom, i szefom, i kontrahentom i Klientom. Tak budowana i zarządzana firma wymaga wysiłku i zaangażowania oraz świadomych, nastawionych na rozwój liderów.  Czemu występuje tak rzadko w przyrodzie, czyli w polskiej rzeczywistości? Eee, nie jest tak źle. Występuje. Bo okazuje się, że kiedy firma ma już zbudowaną markę, swoją opowieść dla Klientów, w tym samym czasie można budować jej siłę poprzez wartości rozumiane jako swoisty kodeks, unikalny drogowskaz, który pomaga przetrwać biznesowe burze i przygody z Klientami. O wartościach rzadko się rozmawia, za to często się nimi kierujemy w życiu. Tak zaczynałam kiedyś wykład o wartościach w biznesie i za każdym razem kiedy Klienci wybierają ten temat na wspólne warsztaty, wiem, że będziemy tworzyć nowa jakość. Jakość, która będzie służyła większemu dobru niż tylko ten zespół. Misja, wizja, wartości. To się da poukładać.

Turkusowe zarządzanie

Ideał albo jak mówią niektórzy utopia. „W Polsce nierealne” – dodają inni. Cóż jest kontrowersyjnego w turkusowym zarządzaniu? Ano to, że w tym modelu szef nie jest potrzebny, za to wszyscy są wysoko zmotywowani, wykonują swoje zadania bez władzy zwierzchniej, są odpowiedzialni i pracują na swoich ściśle określonych kompetencjach. I tak sobie działają, pracują bez szefa albo z jego ograniczonym zaangażowaniem. I co najciekawsze osiągają ponadprzeciętne wyniki. Można? Można. Tylko jak zrekrutować takich pracowników, sceptycznie zapyta dział HR, więc powiem, że tak, to jest wyzwanie. Moim okiem: nie we wszystkich organizacjach jest skuteczny i wydajny, mimo że taki idealny. Dodam tylko, że to nie jest tak, że ja nie wierzę w model turkusowy. Wierzę, tylko on potrzebuje rozwinięcia świadomości pracowników i szefów w innowacyjny sposób, kiedy korelacja cech osobowości i kompetencji zawodowych będzie na wysokim poziomie i to na dodatek idealnie dopasowana do misji projektu. Prawdziwa wisienka na torcie zarządzania, czyli pomarzyć zawsze można.

Leadership, czyli realne przywództwo

Szef jest liderem, lecz jego umiejętności sprawiają, że nie nadużywa pozycji szefa. Jest współpracownikiem, częścią zespołu, w komunikacji przejawia się to często używanym zwrotem „MY”. On nie daje przykładu, tylko pracuje razem z zespołem, z łatwością buduje autorytet, wymaga od siebie, tyle samo, co do innych. Potrafi kreować zespoły, w których wszyscy czują się ważni, istotni, i rozumieją cele i misję projektu. Potrafi namówić zespół do wspólnego przekraczania biznesowych granic, ma swoje zasady. Często cieszy się sympatią, zaufaniem i szacunkiem w zespole. Coraz częściej spotykany, ciągle nie powszechny, a warto. Zarządzanie przez przewodzenie to bezcenna umiejętność. Kopiować, klonować, naśladować.

I jeszcze jest parę naprawdę fajnych modeli: zarządzanie przez kompetencje, zarządzanie przez zaangażowanie, a łączy je jedna nadrzędna wartość: pracujemy razem, tylko z podziałem na role. I Tyle.

Dobrego początku września, dobry czas na nowy start, na nowe podejście, na nowe rozdanie w relacjach: szef- pracownik. Powodzenia! ;)

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

mężczyzna z walizką

Zanim wyrzucisz go za drzwi…

Partner ogranicza Twoje plany. Chce, abyś była tylko kurą domową. Wydziela Ci pieniądze. Ośmiesza wśród znajomych. Jest dla ciebie kochający na zewnątrz, a w domu traktuje jak popychadło. Nie liczy się z Twoim zdaniem. Stosuje przemoc fizyczną lub psychiczną. Albo obie naraz. Słucha rad mamusi. Ma beznadziejne zasady odnośnie wychowywania dzieci. Wydaje bez uzgodnienia Wasze wspólne pieniądze. Z jednej strony mówi, że kocha, a za chwilę twierdzi, że rujnujesz mu życie. Za dużo pije. Nie ma dla ciebie czasu, woli go spędzać ze znajomymi.

Nie wyrzucasz go, bo macie dzieci, kredyt. Nie masz odwagi zacząć żyć bez niego. Straszy cię, że się zabije, gdy odejdziesz. Obawiasz się, co powiedzą inni: rodzina, sąsiedzi. Poświęcasz się, aby dzieci miały oboje rodziców. W Twojej rodzinie nie było rozwodów, to i Ty się z nim nie rozstaniesz.

„Rzucić papierami” można zawsze. Jednak jest to problem innej natury. Czy tak naprawdę chcesz się pozbyć ze swego życia człowieka, który je rujnuje? Czy może jednak chcesz widzieć pozytywny aspekt tego, że Cię poniża? Wyobraź sobie, że wszystko zależy od tego, na co komu pozwalasz.

Zanim jednak ostatecznie wyrzucisz partnera za drzwi, warto przyjrzeć się temu, co dzieje się w związku. Jeśli partner Cię bije, to może warto nauczyć się technik samoobrony i następnym razem odpłacić pięknym za nadobne. Jeśli się nie otrząśnie i nadal będzie to robił, każ mu odejść!

Jeśli wydaje za dużo pieniędzy, należy zmniejszyć budżet. Ograniczyć dostęp do konta. Rozliczać z każdej złotówki. Albo otworzyć wino. Usiąść i spokojnie pogadać, ustalić ile i na co wydajecie bez uzgadniania, a jaką kwotę trzeba wspólnie zaakceptować. Jeśli to nie zadziała – wyrzucić, niech sobie radzi samodzielnie.

Jeśli cię nie szanuje, ośmiesza, zwłaszcza w obecności innych osób, zapisz się na krótki kurs aktorstwa i naucz się „robić sceny”. Przy najbliższej okazji zrewanżuj się tym samym. Kulturalnie powiedz, że ma kiepskie wyniki w seksie albo zasmarkany nos wyciera w rękaw, jak nikt nie widzi. Jeśli nie dotrze do niego, że jest skończonym gburem, i nie zmieni swojego zachowania, wyrzuć. Po co Ci w domu ktoś, kto tylko zabiera powietrze?

Jeśli uważa, że tylko mamusia chce dla niego dobrze, to pole do popisu jest niewielkie. Trzeba by unicestwić rodzica, a przecież nie masz w ogródku miejsca na zakopanie ciała. Trudno jest dogadać się z osobą, która niekoniecznie Cię popiera. Dla przypomnienia: teść, a zwłaszcza teściowa nigdy nie będzie po Twojej stronie. Nigdy! Tak naprawdę, jeśli postępowanie partnera jest uzależnione od zdania rodzica a nie własnego, to nie ma szans na porozumienie. Możesz namówić partnera do samodzielnego podejmowania decyzji, pokazując, że są dobre i je szanujesz. Należy pamiętać, że osoby niepotrafiące odciąć pępowiny, nie chcą się usamodzielnić. A bez tego nie uda się żaden związek. Wyrzuć i nie miej skrupułów.

Jeśli partner nadużywa alkoholu, papierosów, narkotyków, jest uzależniony od gier komputerowych, pornografii lub pracy, to zawsze będziesz na drugim miejscu. Zawsze. Ponadto będziesz winna tego, że partner tkwi w nałogu. Uzależnieni uważają, że wcale nie są uzależnieni. To otoczenie wmawia im, że mają problem. Oni wszystko kontrolują i w każdej chwili mogą to przerwać.

Tak… Dobry żart…

Dowiesz się jeszcze, że to dla Ciebie to wszystko. A Ty tego nie doceniasz, niewdzięczna…

Będąc z osobą uzależnioną, również potrzebujesz pomocy. Nawet bardziej niż partner. Ty będziesz zmuszona pilnować, aby chodził na terapię, aby ograniczał nałóg. Będziesz cerberem, który pilnuje przejścia na ciemną stronę mocy. Dać temu radę może osoba, która ma na to siłę i sama jest poukładana. Pytanie tylko, czy odpowiada Ci bycie przez całe życie terapeutą swojego partnera.

Tak, tak. Nie zostawia się bliskich w potrzebie. Pewnie, że nie. Chodzi o to, jaki ten związek ma być. Czy jesteście dla siebie partnerami, czy tylko jedna osoba ciągnie całość?

Jeśli partner nie wykazuje odrobiny dobrej woli, chęci i nie przyznaje się przed sobą, że jest uzależniony, należy się go pozbyć. Możesz pomagać, jeśli masz ochotę. Ale wyrzuć ze swojego świata i nie wierz, że dla Ciebie się zmieni.

Jeśli się zmieni i będzie to trwała zmiana, możesz wziąć jego kandydaturę pod uwagę. Nigdy odwrotnie!

Zanim się poznaliście, miałaś fantastyczne plany na swoje życie. Będziesz podróżować, pisać książki, chodzić do kina, imprezować, poznawać ciekawych ludzi, oglądać wystawy… Będziesz cieszyć się życiem! Nagle okazało się, że Twoje życie, po wspólnym zamieszkaniu, ogranicza się do metrażu mieszkania. Najciekawsze jest to, że nie dowiadujesz się o tym nagle. Proces „udomowienia” jest czasochłonny. I nim się spostrzeżesz, snujesz się po domu w przydeptanych kapciach, poplamionej koszuli i z brudnymi włosami… A najważniejszym wyzwaniem staje się np. posprzątać albo ogarnąć dzieci. Podróżujesz do sklepu. Książki widziałaś ostatnio w księgarni albo u dzieci podczas odrabiania lekcji, a kino masz w domu… Z ciekawych ludzi pozostają znajomi, z którymi czasem porozmawiasz kilka minut przez telefon.

Jeśli widzisz, że Twój świat wygląda podobnie i nijak się ma do dawnych planów, to coś nie gra. Dałaś się wkręcić w nie swoje życie. Chyba że ono Ci odpowiada, to nie mam nic do dodania. Jeśli jednak czujesz, że Cię przytłacza, to uciekaj z tej wersji, nim będzie za późno! Tutaj nie musisz wyrzucać kogoś. Tutaj sama możesz się wyrzucić z kiepskiego życia.

odcienie szminek

Wybieramy idealny odcień szminki na co dzień i na imprezę

Czerwona, cielista, a może w odcieniu fuksji? Szminek i pomadek na rynku są tysiące, ale warto w tym gąszczu znaleźć idealnie dopasowany dla nas odcień. Taki, który swobodnie nadawać się będzie na co dzień, ale też inny na wieczór.

Zapoznaj się z produktem

Nim przypieczętujemy zakup, należy pamiętać, że ciemne i matowe odcienie szminek optycznie nasze usta pomniejszą, a te jasne i błyszczące kolory usta powiększają. Zasada przy doborze odpowiedniego dla nas odcienia pomadki mówi też, aby pasowała ona nie tylko do koloru cery, ale też włosów i zębów. Śnieżnobiałe zęby pięknie prezentują się przy klasycznej czerwieni, ale gdy Twój kolor zębów nie jest idealny, czerwoną, pomarańczową czy każdą ciemną szminką podkreślisz ich żółty kolor.
Ważne jest, by uświadomić sobie, że makijaż ma zdobić twarz, a nie ją oszpecać, zatem dobór prawidłowych kosmetyków jest niezwykle istotny.

Cera jasna i jasne włosy

Jesteś blondynką o jasnej cerze? Zatem Twoim strzałem w dziesiątkę będzie delikatny i dziewczęcy makijaż. Co ciekawe taki make-up jest teraz najmodniejszy. Wybierając kosmetyki, sięgaj po te w odcieniach pasteli, a szminka niech będzie w odcieniu nude albo delikatnego różu. Na wieczór pozwól sobie na odrobinę ekstrawagancji i wybierz krwistą czerwień. Możesz też pokusić się o ciemniejszy odcień, np.: żurawiny.

Cera jasna i rude włosy

Piękne rude pukle rewelacyjnie będą komponować się przy szminkach w odcieniach pomarańczy oraz jasnych brązów. Nudowe pomadki także są dla Ciebie. Na wieczór wybierz ciemne odcienie brązów, a nawet głęboki fiolet.

Cera jasna i ciemne włosy

Taka uroda jest potocznie nazywana urodą Królewny Śnieżki, zatem sięgaj po odważne odcienie głębokiej czerwieni. Taki kolor jest idealny na co dzień i na wieczór. Nie bój się intensywnego podkreślenia swoich ust – przy takiej urodzie będziesz wyglądać zniewalająco!

Ciemna karnacja i jasne włosy

Twoja uroda pozwala Ci sięgnąć po szminki w kolorach złota, karmelu i nugatu. Takie odcienie podkreślą Twoją opaleniznę i ciemną karnację, poza tym dobrze skomponują się z jasną barwą włosów. Na wieczór pozwól sobie na brązy.

Ciemna karnacja i ciemne włosy

Czerwone i brązowe kolory pomadki to coś dla Ciebie. Kupuj również ciemne fiolety i głębokie różowe kolory. Na wieczorne wyjścia wypróbuj łososiowe odcienie. Unikaj natomiast nudziaków, jasnych róży i jasnych fioletów – będziesz wyglądać „plastikowo”.

Jak działają kolory?

Choć sam dobór odcienia szminki, w którym wyglądamy bosko, jest trudnym zadaniem, warto uświadomić sobie, jak działają kolory pomadek i jaki efekt dzięki nim możemy uzyskać.

Czerwień – czerwona pomadka to klasyk. Jest elegancka, wyrazista i seksowna. Zwraca uwagę otoczenia, przyciąga wzrok, dlatego tak chętnie sięgamy po nią przy ważnych i większych eventach.

Róż – najmodniejsze są te odcienie fuksji. Są twarzowe, seksowne i pasują nawet przy nieopalonej cerze.

Pomarańcz – dzięki takiemu kolorowi na ustach nasza twarz od razu nabiera energii, a przy tym wygląda na młodszą i bardziej wypoczętą.

Nude – cieliste odcienie są jak najbardziej super naturalne i uniwersalne. Pasują każdej z nas, szczególnie wtedy, gdy w makijażu chcemy bardziej podkreślić oczy niż usta.

Pielęgnacja ust

Bez odpowiedniej pielęgnacji ust, nie będziemy miały pięknie wyglądającej na nich szminki, choćbyśmy odpowiednio dobrały odcień. Pamiętaj zatem o stosowaniu peelingów, które usuną popękany naskórek, a Twoje usta będą idealnie gładkie. Rób peeling w warunkach domowych – za pomocą szczoteczki do zębów czy cukru. Ale nie przesadzaj z częstotliwością – 2 razy w tygodniu zdecydowanie wystarczy.

Która z kobiet nie chce, aby jej usta były piękne i przyciągały spojrzenia? Warto zatem sięgnąć po odpowiednio dobrany odcień szminki, by cieszyć się świetnym makijażem cały czas! Bo pomadka doskonale dopełnia cały make up twarzy, a perfekcyjnie dobrana działa prawdziwe cuda!

zdjęcie 1

Zobacz, co ulubiona kawa mówi o Twoim charakterze

Kawa budzi do życia, doskonale smakuje, jej picie to rytuał uwielbiany na całym świecie. Okazuje się, że ten czarny napój, jak mało który, może sporo powiedzieć o Twoim charakterze. Preferujesz szybkie i mocne espresso? Wolisz delektować się zmysłowym i lekkim cappuccino, a może Twoim faworytem jest jednak americano? Zobacz, co Twoja ulubiona kawa mówi o Tobie!

Jaka kawa pasuje do Twojego charakteru?

Zebraliśmy wyjątkowo ciekawe informacje i opisaliśmy najpopularniejsze rodzaje kaw – sprawdź, czy rzeczywiście napój, który pijesz codziennie rano, opisuje to, jaka jesteś!

Espresso – pobudzenie dla lidera

Ten rodzaj kawy ma przede wszystkim pobudzić. Espresso jest podawane w małych porcjach – standardowa filiżanka ma pojemność zaledwie 70 ml, a i tak jest przecież wypełniana zaledwie do połowy. Espresso jest wybierane przede wszystkim przez osoby dynamiczne, bystre oraz ambitne. Potrzebują one solidnej dawki kofeiny,  a nie mają czasu na powolne sączenie dużej kawy. Często tę szalenie popularną we Włoszech kawę wybierają też urodzeni liderzy – szybko podejmujący decyzję, wypowiadający się konkretnie i nie bojący się wzbudzania kontrowersji. Espresso to napój dla tych, którzy żyją szybko, wymagają sporo od innych, ale przede wszystkim – wymagają też od siebie. Jednym słowem – to kawa dla ludzi, którzy potrafią pociągnąć za sobą innych. Zresztą wskazuje na to sama nazwa, która wbrew pozorom zupełnie nie sugeruje tego, że kawę szybko się przygotowuje czy też pije. Włoski przymiotnik espressivo oznacza „wyrazisty”, właśnie taki, jak smak tej małej niepozornej kawy.

Kto zatem pije podwójne czy potrójne espresso?

Sporą popularnością cieszy się też espresso doppio, czyli podwójne espresso. To dokładnie taka sama kawa, tylko podawana w podwójnej ilości i w nieco większej szklance. ?Jeśli pije taką kawę, to mój charakter jest dwa razy bardziej wyrazisty od tego, kto preferuje standardowe espresso!? – można by  pomyśleć. Czy jest tak jednak w rzeczywistości? Jest w tym część prawdy – espresso doppio wybierają osoby, które potrzebują podwójnej dawki kofeiny, są więc są jeszcze bardziej żywiołowe, ambitne i ?wyraziste?. A są też tacy, którym nawet doppio nie wystarczy i sięgają po potrójne espresso. W tym przypadku nie zawsze musi to być kwestia charakteru. Pojedyncze espresso to po prostu bardzo mała porcja, a niektórzy kawosze chcą się zwyczajnie dłużej delektować wyśmienitym smakiem tej kawy rodem z Włoch. Nie zawsze wybieranie podwójnego espresso mówi więc o charakterze – czasem po prostu to oznaka miłości do kawy i jej smaku.

Cappuccino – uwielbiany spóźnialski

Przez wiele lat to właśnie cappuccino było ulubioną kawą Polek i Polaków, choć ostatnio ten napój pozostaje nieco w cieniu latte. Co oznacza miłość do tej kawy? Najczęściej jest ona kojarzona z pozytywnymi, serdecznymi i optymistycznymi charakterami. Cappuccino często wybierają dusze towarzystwa, bez których nie sposób zorganizować dobrej imprezy czy spotkania towarzyskiego. Jest jednak spora szansa, że osoba preferująca kawę cappuccino na takie spotkanie się?spóźni. Miłośnicy tej odmiany są bowiem znacznie bardziej towarzyscy od tych, którzy lubią chociażby espresso, ale równocześnie są też znacznie mniej zorganizowani. Dlatego jeśli uwielbiasz właśnie ten rodzaj kawy, to punktualność nie jest raczej Twoją najmocniejszą stroną.

Latte – zdecydowany wybór dla niezdecydowanych

Kawa latte podbiła klientów na całym świecie dzięki popularnym sieciom kawiarni. Dziś ten typ kawy można zamówić dosłownie wszędzie. Latte to kawa w nieco złagodzonej wersji, w której dominującym składnikiem jest mleko. Amatorzy tego napoju zdecydowanie różnią się od miłośników espresso. Bywają niezdecydowani, by nie powiedzieć bujający w obłokach. To kawa dla romantyków, którzy nade wszystko przedkładają walory smakowe. W końcu kawa latte nie daje takiej energii, natomiast z pewnością świetnie smakuje i można się nią bardzo długo rozkoszować. Czasem ten typ napoju kojarzony jest również z rozwagą i z ostrożnością przy podejmowaniu decyzji.

Kawa czarna – coś dla tradycjonalisty. Albo minimalisty

Dla niektórych kawoszy wszystkie skomplikowane odmiany, są po prostu udziwnieniami. Dla nich kawa powinna być kawą. Oni sięgają właśnie po tradycyjną znaną od wieków kawę czarną. A co można powiedzieć o charakterze ludzi, którzy najchętniej ją wybierają? Często są to tradycjonaliści, którzy preferują stare i dobre rozwiązania. Ta kawa jest również wybierana przez minimalistów, którzy nie lubią otaczać się zbyt wieloma przedmiotami i ponad wszystko cenią konkret. Miłośnicy czarnej kawy miewają humorki, ale zwykle nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafią zachować spokój i zimną krew. Są nieco nieufni i raczej starannie nawiązują nowe znajomości. Za to jak się już do kogoś przekonają, to jest duża szansa, że będzie to prawdziwa przyjaźń na całe życie. Osoby pijące tę kawę są raczej ciche i nie zwracają na siebie uwagi. Mówią mało, co jednak bynajmniej nie oznacza, że nie mają dużo do powiedzenia. Taki charakter cechuje się bowiem bardzo często ponadprzeciętną wiedzą i inteligencją.

Frappuccino – dla kochających nowinki

Kawa przez wieki była znana jako gorący napój, jednak z czasem producenci napoju zaczęli eksperymentować również z napojami lodowymi. Niezwykle popularna odmiana frappuccino powstała dopiero w połowie lat 90. XX wieku. Nazwa tego typu to złożenie słów frappe oraz cappuccino. To pierwsze słowo oznacza po prostu, że napój jest mrożony. Czego można się zatem spodziewać po koneserach takich kaw? Takie osoby starają się żyć w zgodzie z najnowszymi trendami. Uwielbiają się dobrze ubrać, lubią też chwalić się swoimi zakupami na serwisach społecznościowych. Miłośniczki tej kawy to osoby pełne energii, którą zarażają wszystkich dookoła. Jednak w przeciwieństwie do amatorów innych odmian, zwolennicy frappucino nie są takimi entuzjastami kofeiny i raczej nie będą godzinami dyskutować nad tym, z których krajów pochodzą najlepsze ziarenka. Fanki frappucino chcą po prostu najzwyczajniej się czymś orzeźwić w ciepłe dni. Kawa i kofeina to miłe dodatki, ale nie są one dla nich aż tak istotne.

Americano – dla sumiennych i opanowanych

Ta kawa powstaje z połączenia espresso z dużą ilością wrzątku. Smakuje podobnie jak zwykła kawa czarna, choć są również odmiany z mlekiem. Zazwyczaj upodobanie do americano łączy się ze spokojem, dojrzałością i opanowaniem. Nie jest to napój dla zbuntowanych nastolatek czy miłośniczek rock’n’rollowego stylu życia. To raczej kawa dla statecznych matek czy osób, które zajmują wysokie stanowiska. Z drugiej strony uważa się, że miłośnicy americano potrafią cieszyć się z małych oraz prostych rzeczy ? z nowej książki, płyty czy spaceru po parku. Koneserzy tej odmiany należą zatem do najszczęśliwszych kawoszy.

Kawa bez kofeiny – dla urodzonych dyplomatów

Jaka kawa jest najczęściej wybierana przez osoby uparte, ale jednocześnie bardzo koncyliacyjne? Odpowiedź brzmi: kawa bez kofeiny. To ulubiony napój dyplomatów. Osoby preferujące takie napoje kawowe dążą mocno i stanowczo do celu i poddają się jako ostatnie. Jednocześnie szybko zjednują sobie ludzi i nie używają dosadnego słownictwa. Picie bezkofeinowej kawy jest jednak czasem również kojarzone z perfekcjonizmem a nawet z potrzebą kontrolowania innych.

Mokka – dla kreatywnych i niespokojnych duchów

Mokka to odmiana kawy latte zawierająca czekoladę (są odmiany zarówno z czekoladą czarną, jak i białą) i pozbawiona dużej ilości piany. Jeśli jesteś artystką, pisarką, kompozytorką czy też pracujesz w agencji reklamowej, to jest duża szansa, że Twoją ulubioną kawą jest właśnie mokka. Smak tego napoju bardzo się różni od espresso, czasem więc mokkę uważa się za kawę dla tych, którzy tak naprawdę za kawą nie przepadają. Pewne jest natomiast, że miłośnicy tej odmiany mają tysiąc pomysłów na sekundę i mają w sobie mnóstwo optymizmu oraz energii. Mokka jest też popularna wśród tych, którzy kochają całonocne imprezy i którzy prowadzą wyjątkowo bujne życie towarzyskie.

Macchiato – kawa dla zdystansowanych

Bazą macchiato jest espresso, dlatego też często kawę tę nazywa się espresso macchiato. Od podstawowej wersji różni się jednak dodatkowym spienionym mlekiem. Amatorzy tego napoju są zdecydowani, choć nie tak bardzo jak ci, którzy piją espresso bez mleka. Są też nieco zdystansowani wobec świata i raczej z rezerwą podchodzą do wszelkich zmian. Są tradycjonalistami, a obietnica jest dla nich świętością, więc zawsze można im zaufać.

Amatorzy nietypowych kaw

Moda na kawę trwa nieprzerwanie od kilku stuleci, ale trzeba przyznać, że obecnie miłośnicy napoju mają do wyboru tyle rodzajów i gatunków, że nieraz naprawdę trudno się w tym wszystkim połapać. Są jednak kawosze, którzy wybierają swoją ulubioną odmianę i pozostają jej wierni. Lecz zdarzają się przecież i tacy, którzy ciągle chcą czegoś nowego. A mają w czym wybierać! Kawy na sojowym mleku, z dodatkiem wanilii, karmelu, cukrem trzcinowym, cynamonem czy syropem miętowym… Kawiarniane sieci prześcigają się w coraz to nowych pomysłach. Są zatem nawet i dyniowe latte, specjalnie przygotowywane z myślą o święcie Halloween. Kto sięga po takie nowinki? Oczywiście przede wszystkim te osoby, które nie boją się eksperymentów, nie znoszą nudy i uznają, że to zmiana jest jedyną stałą częścią życia.

Jednak jeśli do swojej kawy dobierasz wyjątkowo dużo dodatków, a więc przede wszystkim cukier, śmietankę czy też mleko, to psychologowie mogą mieć na to inne wytłumaczenie. Ich zdaniem w ten sposób swoje kawy wzbogacają ludzie nieszczęśliwi lub przeżywający chwilowe kłopoty. Dodatki pomagają im nieco osłodzić życie i uporać się z przeciwnościami losu. Są to więc często osoby z problemami, ale jednocześnie bardzo pomocne i szlachetne. Nikogo nie zostawią w potrzebie i zawsze wyciągną pomocną dłoń. Z kolei wybieranie sojowego mleka sugeruje najczęściej troskę o innych i o środowisko naturalne.

meghan-markle

Hollywoodzki Kopciuszek czy przebojowa feministka – czego nie wiecie o Meghan Markle?

Podobno już dziś lub jutro poznamy potomka księcia Harry’ego i księżnej Meghan oraz jego imię. Odkąd obecna księżna Sussex i matka siódmego w kolejce następcy tronu zaczęła spotykać się z najbardziej imprezowym członkiem brytyjskiej rodziny królewskiej, naraziła się na momentami nawet agresywne zainteresowanie ze strony mediów. Życie Meghan prześwietlono pod każdym kątem, ale dopiero królewscy genealodzy dokopali się do ciekawego odkrycia!

Meghan Markle ma królewskie pochodzenie

Korzenie rodziny ojca Meghan sięgają aż XIV wieku! Okazuje się, że jej rodzina wywodzi się od króla Anglii Edwarda III Plantageneta, który do dziś pozostaje jednym z najdłużej panujących monarchów angielskich – całe pół wieku! Dokładne informacje o drzewie genealogicznym sobie darujmy, ale ciekawym szczególikiem jest to, że jeden z członków prerodziny Meghan opisany został przez Williama Shakespeare’a w Henryku IV. Mowa o rycerzu Henrym Percym. Co ważne z punktu widzenia wyboru imienia dla pierworodnego syna księcia Harry’ego w rodzinie jego żony najczęściej noszonymi imionami męskimi były: Edward, William, Abraham i Thomas. Może więc para książęca zdecyduje się na któreś z nich?

Księżna Meghan i książę Harry są ze sobą spokrewnieni

Z dokładnego prześledzenia genealogii rodzin wynika, że małżeńska para owszem jest ze sobą spokrewniona, ale… dopiero w 18-tym pokoleniu. Na takiej zasadzie jest ze sobą spokrewnione pół Europy i jedna trzecia Stanów Zjednoczonych:) Niemniej jednak po ślubie Meghan i Harry’ego dowiedziono, że ostatnimi wspólnymi przodkami książęcej pary byli żyjący XV wieku Philip i Mary Wentworth. Od ich potomstwa pokrewieństwo ulega zmianie – Meghan wywodzi się od ich córki Elizabeth, a Harry od ich syna Henry’ego.

Zapytacie, ale jak to? Przecież z jednej strony rodzina królewska, Buckingham Palace, splendor, tytuły, złota zastawa, a z drugiej amerykańskie wychowanie, Hollywood, urocza czarnoskóra karnacja, mama instruktorka jogi i ojciec operator filmowy, który pracował przy serialu Świat według Bundych? Wyjaśnienie jest bardzo proste i historycznie oczywiste. Jeden z przodków Meghan w XVII wieku wyemigrował do amerykańskiej ziemi obiecanej.

fot. Christopher Macsurak

Książę Harry jest drugim mężem Meghan

Żona księcia Sussex jest raczej lubiana przez większość członków królewskiej rodziny. Jej umiejętności aktorskie, wykształcenie, ułożenie i znajomość dobrych manier pomagają w utrzymaniu królewskiej etykiety. Z jednym faktem z życia hollywoodzkiej aktorki królowej Elżbiecie trudno przyszło się jednak pogodzić. W momencie poznania Harry’ego Meghan była bowiem rozwódką. Jej pierwszym mężem był Trevor Engelson, producent filmowy, z którym Meghan zaczęła spotykać się od 2004 roku. Sześć lat później para się zaręczyła i pobrała w 2010 roku na Jamajce. Pierwsze małżeństwo księżnej nie przetrwało zbyt długo, już po trzech latach zostało zakończone rozwodem z powodu „różnic nie do pogodzenia”.

Księżna Sussex była blogerką lifestyle’ową

Meghan prowadziła swojego bloga o nazwie The Tig. Była to lifestyle’owa strona poświęcona podróżom, jedzeniu, modzie i urodzie. Dokumentowała na niej zarówno poważne aspekty swojego życia – zaangażowanie w United Nations, fundacji Myna Mahila i innych charytatywnych organizacjach, jak i te bardziej przyjemne np. autorski przewodnik po Brazylii i Malcie. Ze względu na książęce obowiązki i wizerunek musiała zakończyć publikowanie bloga w kwietniu 2017 roku, lecz po sieci wciąż krążą pojedyncze wpisy Meghan, między innymi te zawierające jej kulinarne przepisy.

graudrey

4 powody, dla których warto być prawdziwą damą jak Audrey Hepburn

Według American Film Institute trzecia najlepsza aktorka wszechczasów. Zaszczytne miejsce na podium dzieli z Katharine Hepburn i Bette Davis. Mówi się, że była aktorką brytyjską, dzieciństwo i lata młodości spędziła jednak głównie w Belgii i Holandii. Grała nie tylko w filmach, lecz także w teatrach, była modelką, tancerką, ulubienicą światowej sławy projektantów mody. Zobaczcie, jakie cechy posiadała Audrey Hepburn, które pozwoliły jej zyskać równocześnie miano ikony kultury popularnej i prawdziwej damy.

 1. Odważnie angażowała się w działalność humanitarną

Świat pokochał ją za piękną figurę, ogromny talent, poczucie stylu, ale także za jej wielkie serce i chęć niesienia pomocy. Pod koniec lat 60-tych ograniczyła działalność aktorską na rzecz działalności humanitarnej. Została ambasadorem dobrej woli UNICEF-u i przez kilka lat pracowała w najbiedniejszych krajach niemal wszystkich kontynentów. Podjęła się misji odwiedzenia krajów, gdzie toczyły się wojny. Raz ostrzelano nawet samolot, którym podróżowała.

2. Znała wiele języków obcych

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jak bardzo rozwijająca i ważna jest nauka języków obcych. Nie tylko rozwija pamięć i inteligencję, lecz jest także w dobrym tonie. Audrey bardzo dobrze znała aż 5 języków. Władała angielskim i holenderskim ze względu na pochodzenie rodziców, nauczyła się także francuskiego, włoskiego i hiszpańskiego. Właśnie dzięki znajomości aż takiej liczby języków obcych mogła pomagać i angażować się w projekty humanitarne na całym świecie.

3. Nigdy się nie spóźniała i nie przeklinała

Pomimo ogromnego talentu, ale także sumienności i pracowitości, kariera aktorska nie była dla Audrey sprawą najważniejszą w jej życiu. Pracę traktowała jednak bardzo poważnie. W przeciwieństwie do swojej starszej koleżanki, blond seksbomby – Marilyn Monroe, nigdy nie spóźniła się na plan. Jej kultura i dobre maniery znane były w całym aktorskim światku, na planie nikt nie śmiał przy niej przeklinać. Ona oczywiście też tego nie robiła. Nigdy nie prosiła też o specjalne traktowanie ani nie miała kaprysów i zachcianek.

4. Rodzina była dla niej najważniejsza

Rodzina zawsze była u niej na pierwszym miejscu. Zrezygnowała dla niej z niejednej roli, by nie rozstawać się z synami na długi okres trwania zdjęć. Ceniła sobie prywatny czas. Wielokrotnie namawiano ją na napisanie autobiografii, lecz aktorka nigdy się na to nie zdecydowała. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon stylu i gwiazd filmowych zaraz po zdjęciach do Sabriny opuściła Hollywood, by wieść z mężem spokojne życie w sielskiej szwajcarskiej miejscowości.

MarilynMonroe

5 faktów z życia Marilyn Monroe, o których nie miałaś pojęcia

Według American Film Institute jest 6-tą największą aktorką wszech czasów. Najpierw zwykła robotnica fabryki, potem pin-up girl, modelka, aktorka, producentka filmowa, aż w końcu piosenkarka, która zaśpiewała prezydentowi Kennedy’emu najsławniejsze „Happy Birthday” w historii. Jeżeli myślisz, że Marilyn Monroe była zgrabną, acz głupiutką i leniwą blondyneczką, jesteś w błędzie!

Marilyn Monroe to nie Marilyn Monroe

Tak naprawdę nazywała się Norma Jeane Mortenson. Urodziła się w Los Angeles jako córka Gladys Pearl Baker i… Nie wiadomo na pewno kto był ojcem Normy-Marilyn. Co prawda w akcie urodzenia widnieje nazwisko drugiego męża matki, Edwarda Mortensona, lecz biografowie spekulują, że był nim najprawdopodobniej Stanley Gifford. Swój znany na całym świecie pseudonim artystyczny wymyśliła wraz ze znanym i wpływowym amerykańskim aktorem Benem Lyonem, kiedy zaczęła wkraczać do filmowego świata. Norma uparła się przy imieniu Marilyn, dlatego że nawiązywało do gwiazdy Broadwayu Marilyn Miller, a Monroe było nazwiskiem panieńskim matki.

Wychowana przez nikogo

Matka Marilyn chorowała na schizofrenię, dlatego nie mogła zajmować się dzieckiem. Mała Norma tułała się po dalszej rodzinie, znajomych matki, aż w końcu wylądowała w sierocińcu. Prawdopodobnie była molestowana seksualnie. Jąkała się i była bardzo wstydliwa. By uniknąć kolejnego powrotu do sierocińca, jako 16-letnia dziewczyna, wyszła za mąż za 21-letniego Jamesa Dougherty’ego. Porzuciła go w momencie, kiedy zaczęła rozpoczynać karierę. Wyprowadziła się od teściowej, przestała pisać do męża i złożyła pozew o rozwód. Pobrali się 19 czerwca 1942 roku, rozwiedli 13 września 1946.

Pracę w Radioplane Munitions Factory załatwiła jej teściowa. Marilyn pracowała tam po 10 h dziennie, ale dzięki temu poznała fotografa Davida Connovera, z którym zaczęła współpracować jako modelka.

Zmiana wizerunku

Nie można dziś kojarzyć Marilyn inaczej niż w jej platynowym blondzie i podwiewanej sukience. A jednak! I ta seksbomba lat 50-tych i 60-tych majstrowała nieco przy swoim wyglądzie. Była naturalną szatynką o kręconych włosach, które wyprostowała i przefarbowała na blond po tym jak zostawiła męża i zaczęła swoją fenomenalną karierę. W 1948 roku przeszła korekcję wady zgryzu. Związała się też wtedy z łowcą talentów Johnnym Hydem, który najprawdopodobniej sfinansował jej operacje plastyczne nosa i podbródka.

Ranny ptak

Kobieta, której do dziś kobiety zazdroszczą urody, figury i pewności siebie w rzeczywistości była kłębkiem nerwów. Już na początku lat 50-tych znana była z tego, że notorycznie się spóźniała i zapominała tekstu. Zaczęła zmagać się z bezsennością, niską samooceną i brakiem pewności siebie. A to wszystko przy blasku fotoreporterskich fleszy i licznych romansach. W 2009 roku (a więc niemal pół wieku po śmierci) uznana została przez
TV Guide Network za najseksowniejszą kobietę wszech czasów, podczas gdy przez Richarda Widmarka, amerykańskiego aktora nominowanego do Oscara, wspominana była tak: „Lubiłem Marilyn, ale była okropna we współpracy. Niemożliwa, naprawdę. Ukrywała się w swojej garderobie i nie chciała wyjść. Kiedy w końcu wychodziła, okazywała się być kłębkiem nerwów. Wszystko to było wynikiem strachu. Od samego początku była jak ranny ptak”.

Nikt nie jest idealny

Według biografa Anthony’ego Summersa ostatni rok życia Marilyn był niezwykle trudny. Miała duże problemy psychiczne, romansowała zarówno z prezydentem, jak i jego bratem. Była uzależniona od alkoholu i barbituranów. Wcześniej zażywała też amfetaminę, była schorowana. W książce „Pardon My Hearse” szef jednego z najbardziej znanych domów pogrzebowych w Stanach Zjednoczonych opisał ciało Marilyn tuż po śmierci: „Przypominała najzwyklejszą kobietę, która w dodatku nie dba o siebie. Miała odrosty, jej włosy były krótkie, rzadkie i zmierzwione. Od kilku tygodni musiała nie golić nóg, miała bardzo zaniedbane paznokcie u stóp i dłoni. Wśród rzeczy aktorki znaleziono wkładki, które wkładała w stanik, ponieważ jej naturalne piersi straciły jędrność.”

Niezależnie od tego, jakie kolejne fakty wyjdą na jaw w związku z jej kolorowym, pełnym wzlotów i upadków życiem, była przecież jedną z nas – kobietą, która chciała zrealizować swoje marzenia. I za to powinnyśmy o niej pamiętać! :)

filiżanka z klasą

5 codziennych akcesoriów, po których poznasz kobietę z klasą

Kobiety piastują dziś ważne i odpowiedzialne pozycje, zakładają własne firmy, robią karierę. Kobiecy profesjonalizm objawia się nie tylko poprzez odpowiednie wykształcenie, doświadczenie, pracowitość i sumienność czy schludny strój kojarzony zwykle ze szpilkami. Prawdziwa kobieta z klasą dba jednak o wszystkie szczegóły, a już najbardziej o te, które podkreślają jej nietuzinkowy styl. A jako, że życie często nas zadziwia, musisz być przygotowana na wszystko. Zobacz, o czym powinnaś pamiętać, wychodząc rano z domu zdobywać świat!

Makijaż

Bizneswomen z klasą nie wychodzi z domu bez delikatnego makijażu. Nikt nie musi przecież wiedzieć, że drobne niedoskonałości to oznaka pracy po godzinach, bo przecież „zawsze można więcej i lepiej” czy nieprzespanej nocy wraz z chorym dzieckiem. Kreując swój wizerunek kobiety sukcesu, zwróć uwagę na to, jakich kosmetyków najlepiej używać, a których zdecydowanie unikać.

Choć dla Ciebie to banał, przypominania sztandarowej zasady nigdy dość, w końcu rano zaspane oko, może trochę zechcieć rozbudzić się jaskrawymi kolorami – makijaż z klasą powinien być przede wszystkim stonowany i nie powinno być go za dużo. Zapomnij więc o kolorowych, instagramowych stylizacjach, które robią furorę w internecie. Po pierwsze dlatego, że badania na temat profesjonalizmu i zaufania w biznesie, wyraźnie mówią o tym, zielono-żółte oko nie wzbudzi zaufania u Twoich klientów. No chyba, że to Twój wieloletni styl, a Twoi klienci jakimś cudem kiedyś Ci zaufali, lecz teraz nie żałują swojej decyzji i nie przeszkadzają im nawet Twoje ulubione papuzie kolory:)

Na ogół staraj się też unikać bardzo ciemnych kolorów w swoim makijażu. Dobierając podkład i korektor, wybieraj te o średnim lub też nawet lekkim kryciu. Większość kamuflujących produktów jest ciężka, przez co bardzo łatwo o efekt maski, którego zdecydowanie nie chcemy. Podobny efekt na Twojej twarzy może sprawić baking, dlatego lepszym sposobem na utrwalenie makijażu będzie użycie sprayu utrwalającego.

Bez obaw używaj cieni do powiek w odcieniach beżu i brązu, szminek nude, lekkich produktów do brwi czy naturalnie wyglądających kosmetyków do rzeźbienia twarzy – rozświetlacza, różu i bronzera. Tusz do rzęs również jest twoim przyjacielem, jeśli jednak chcesz założyć sztuczne rzęsy, wybieraj te o naturalnym wyglądzie oraz z przezroczystym paskiem.

Pamiętaj, by dbać także o paznokcie oraz skórę wokół nich. Jeżeli malujesz je, zwracaj uwagę na to, by płytka zawsze w całości pokryta była lakierem – prześwity oraz odpryski będą wyglądać nieestetycznie. Najlepszym wyborem będą dla Ciebie trwałe lakiery hybrydowe. Jeśli wybierasz jednak te tradycyjne, warto nosić je ze sobą w kosmetyczce. Dzięki temu w każdej chwili będziesz mogła poprawić ewentualną niedoskonałość. Oprócz tego w Twojej kosmetyczce powinny znaleźć się także suchy szampon oraz nawilżane chusteczki, które świetnie sprawdzą się na długi dzień w pracy i odświeżą Twój wygląd.

Apaszki oraz szale

To elementy ubioru, które są już nieco rzadziej spotykane. Mimo to zasługują na tyle samo uwagi, co biżuteria czy inne kobiece dodatki. Świetnie sprawdzają się w najzwyklejszej funkcji ozdobnej. Dobierając je do klasycznego stroju, możemy wprowadzić nimi do naszych stylizacji element kolorowy. Mimo to zawsze pamiętać trzeba, by wybierać te o bardziej stonowanych kolorach, na przykład przybrudzonego różu czy zgaszonej zieleni. Oprócz tego apaszkami zatuszować można niedoskonałości na szyi i dekolcie czy… nawet plamę, która nagle pojawi się na Twojej koszuli. Kiedy równocześnie będziesz chciała napić się kawy i zerknąć na dzwoniący telefon. Szale przydają się również w sytuacjach, kiedy włączona klimatyzacja robi z biura Syberię.

Szale i apaszki wyglądają najlepiej, gdy są zadbane oraz wykonane z dobrego materiału. Jednym z najlepszych wyborów jest oczywiście jedwab. Gładka struktura materiału nadaje elegancji oraz stylu. Pamiętaj jednak, by pielęgnować je zgodnie z instrukcją, w innym wypadku mogą one stracić swój urok.

Torebka

Wiadomo, że najlepiej byłoby nosić przy sobie wszystko, skoro masz być na wszystko przygotowana. Do tego niemal wszystkiego naprawdę nie najgorzej sprawdzi się aktówka. Jest elegancka, a jednocześnie pojemna, dzięki czemu spokojnie zmieszczą się w w niej wszystkie przydatne gadżety. Na zakupach wybierz tę torebkę, która jest dobrej jakości, na przykład wykonana ze skóry. Będziesz mieć wtedy pewność, że szybko się nie zepsuje, jednocześnie markowy dodatek sprawi, że wywrzesz lepsze wrażenie. Kolor śmiało dopasować możesz do swojego obuwia.

Nie jest również obojętne, co będziesz nosić w aktówce. Oprócz dokumentów zaopatrz się w planer czy kalendarz. Dzięki temu w każdym momencie możesz zapisać w nim datę ważnego spotkania lub oddania projektu. Notowanie takich rzeczy sprawi, że będziesz postrzegana jako bardziej solidna i profesjonalna, a równocześnie faktycznie nie zapomnisz o istotnych sprawach. Twój nowoczesny szyk podkreśli podobno także noszenie ze sobą tabletu. Faktem jest, że podobnie jak w planerze, możesz zapisać w nim ważne rzeczy, ale także pokazać klientom prezentację, arkusz kalkulacyjny czy wykres, bez martwienia się o dostępność sprzętu multimedialnego. Obowiązkowym dodatkiem, który musi znaleźć się w Twojej torebce jest także markowy długopis lub pióro. Będą one lepiej korespondować z Twoim eleganckim strojem niż zwykłe plastikowe przyrządy do pisania, a także – i o to przede wszystkim chodzi – nie zawiodą cię w ważnym momencie.

Aktówka jest bardzo pojemna, mimo to warto nosić w niej wyłącznie rzeczy, które związane są z Twoją pracą. Wszystkie prywatne przedmioty, takie jak kosmetyczka czy środki higieny osobistej, warto mieć zawsze w biurku lub małej osobnej torebce. Dzięki temu wszędzie będziesz miała porządek oraz pewność, że żadne osobiste rzeczy nie wysypią Ci się podczas ważnego spotkania.

Parasol

Zwykle okazuje się, że w momentach, kiedy potrzebujemy go najbardziej, nigdy go ze sobą nie mamy. W takiej sytuacji parasolkę zawsze możesz pożyczyć od znajomych z pracy, jednak musisz pamiętać, że okażesz tym nieco braku profesjonalizmu. Jako samowystarczalna kobieta sukcesu powinnaś codziennie mieć przy sobie parasol na wypadek nagłego załamania pogody. Dzięki temu Twoje ubrania, makijaż i fryzura pozostaną nietknięte podczas wyjścia na lunch czy też w drodze na ważne spotkanie.

Wiadomo, że nie będziesz z nim każdego poranka poradować pod pachą, warto go mieć zatem w samochodzie i biurze, by w razie czego z niego skorzystać. Ten dodatek może ciekawie uzupełnić Twój ubiór. W zależności czy zdecydujesz się na małą i poręczną parasolkę, czy też na większy, bardziej męski model oraz jaki jego kolor wybierzesz, możesz zbudować z jego użyciem różne stylizacje. Pamiętaj jednak, by zawsze wybierać te dobrej jakości. Dzięki temu unikniesz nieprzyjemnej sytuacji, w której Twój parasol zepsuje się w środku ulewy.

Filiżanka

Kawa! Więcej kawy! To Twoja pierwsza poranna przyjaciółka w firmie. Często, chcąc się pobudzić, sięgamy po tę z automatów lub kawiarni oferujących napój na wynos. Łączy je jedna wspólna cecha – są wydawane w niestabilnych kubkach stworzonych z lekkiego tworzywa sztucznego. Przez to są skłonne do przeciekania, dziurawienia oraz przewracania się. W ten sposób sprawić możesz sobie plamę na eleganckich ubraniach, zalać ważne dokumenty czy nawet sprzęt multimedialny. Aby uchronić się od takich niespodzianek, normalny człowiek zaopatrzyłby się w kubek. Kobieta z klasą jednak jako wyjątkowa i dbająca o szczegóły, zaopatrzy się w piękną filiżanką wykonaną z delikatnej porcelany. Jest ona nie tylko funkcjonalna, ale de facto staje się ciekawym dodatkiem Twoich codziennych stylizacji. Podkreśla Twoje wyczucie stylu i elegancji. Także pamiętaj – żadnych kubków, filiżanki!

Mówi się, że wygląd to 80% sukcesu. Dlatego tak ważne jest dbanie o swój wizerunek, nawet jego najmniejsze detale. W dużej mierze to właśnie aparycja może zdradzić nasze cechy charakteru – czy jesteśmy poukładani, schludni, sumienni. Kreując swój wizerunek kobiety sukcesu, koniecznie o tym pamiętaj. Poza tym to przecież ogromna frajda dobierać sobie takie dodatki. Czasami bywają takie dni, że tylko one mogą poprawić nam humor:)

fot art (4)

Damy i ikony stylu

Coco Chanel, Audrey Hepburn, Jacqueline Kennedy – jak ich styl wpłynął na teraźniejszą modę?

Trzy Damy, które stały się odpowiedzialne za zmianę stylu. Każda o odmiennym charakterze, poglądach i życiu. Piękność i klasyk, którą miały w sobie niewątpliwie świadczy, że mowa o Ikonach. Łączy je jedno – swoim wizerunkiem zrewolucjonizowały świat. Wyznaczyły nowe kierunki w trendach, które do dnia dzisiejszego odnoszą spektakularne sukcesy.

Coco Chanel była w czołówce 100-tu najbardziej wpływowych osób stulecia w modzie. Zaczynając od niczego, zbudowała imperium. Wpłynęła na obyczaje przedwojennej Europy. Początkowo podchodzono do jej stylu sceptycznie jednak dość szybko prostota, którą oferowała została dostrzeżona. Panie zaczęły szaleć na punkcie prezentowanych kolekcji. Francuska nie cierpiała ograniczeń. Zrzuciła z kobiet gorsety, nauczyła nosić spodnie. Przepych w postaci niewygody falbanek, dużych kapelusz, który panował w tamtych czasach, był dla samej Coco nie do przyjęcia. Wprowadziła efektowny minimalizm. Dzięki niej kobiety mogły swobodnie chodzić. W 1926 roku stworzyła przełomową elegancką sukienkę do dziś nazywaną „małą czarną” symbolizującą siłę i wolność. Kreacja miała poruszać się wraz z ruchem ciała. „Mała czarna” ma już ponad 90 lat.

W latach 80- tych coraz częściej powracano do materiałów naturalnych, a ten chanelowski wynalazek był uzupełniany o modne detale jak np. szerokie ramiona. Chanel sugerowała, że surowość i jednolity kolor sukienki, bardzo dobrze będzie podkreślała biel w postaci pereł.

Jak pierwsza w historii kobieta nazwała swoim nazwiskiem markę perfum Chanel No 5. Staraniem uczyniła z krawiectwa sztukę masową, wpłynęła na rozwój kraju. Pokochano ją za wyczucie stylu na całym świeci. Wyznaczała trendy mody i trzymała się sztywno swoich 12 zasad. Jedna z nich brzmi: „Innowacje! Nie można być wiecznie innowacyjnym, ja chcę stworzyć klasykę”. Jej kolekcje to ponadczasowa elegancja. Dynastia ta twa do dziś. Z wielkim powodzeniem i w tym samym stylu od roku ’83 prowadzona była przez francuskiego projektanta Karla Lagerfelda, który zmarł dwa tygodnie temu. Marka ma ponad 300 sklepów na świecie i ponad 3 biliony produktów sprzedawanych rocznie.

Audrey Hepburn, wyróżniała się na tle hollywoodzkich aktorek. Nie wybielała zębów, nie regulowała brwi, miała wąskie biodra i płaski biust. Prezentowała nowy rodzaj urody w świecie, który przywykł do biuściastych blondynek. Osoba o wyglądzie i sceptycznym uroku jak Hepburn, była kimś niezwykłym, dlatego natychmiast odniosła spektakularny sukces. Jej osobowością natychmiast zafascynował się sam Givenchy, dla którego pozostała muzą. Wspólnie z projektantem tworzyli szyk i elegancję.
Pięknie prezentowały się na aktorce proste fasony w stylu glamour. Projektant zaprojektował dla niej do filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” bajeczne kreacje. Od tego czasu była ikoną stylu i chanelowską „małą czarną” kojarzono właśnie z nią. Aktorka sprawiła, że prosta czarna sukienka stała się hitem, choć przełomie lat częstym modyfikacji ulegała jej długość. Dziś to tzw. absolutny „must have” w szafie każdej kobiety.

Kolejnym i do dziś absolutnym nowatorskim pomysłem stał się szeroki płaszcz projektu Givenchy. Swoim wyglądem wspaniale prezentował się na delikatnej sylwetce Audrey.

Jacqueline Kennedy jako Pierwsza Dama Ameryki przykuwała uwagę całego świata. Amerykański naród nieustannie interesował się jej stylem i życiem. Nosiła ubrania, których kobiety pragnęły. Łączyła w sobie cechy amerykańskiej arystokracji i europejskiego wyrafinowania. Była miłośniczką francuskiej mody. Na swojego projektanta wybrała Olega Cassini, który przygotowywał jej garderobę na ponad 300 sztuk. Dbał o detale, które mieściły się z tyłu kreacji. Suknie proste, bez ozdób z wyjątkiem francuskiej kokardy w pasie. Podkreślał styl militarny, charakteryzujący się dużymi okrągłymi guzikami, naszytymi dwurzędowo. Według samej Jackie nazywany był jej sekretarzem stylu. Charakterystyczna brzoskwiniowa suknia podczas wizyty w Indiach i Pakistanie przeszła do historii. Od tej pory Jackie to pastelowe kolory odznaczające się prostotą i do tego obowiązkowo długie teatralne rękawiczki.

Wykreowała swój styl, który ewidentnie pochodził z jej wnętrza. Kochała jednokolorowe zestawy i proste akcesoria: perły, toczki, apaszki; obowiązkowo Hermesa, okulary muchy i torba Gucciego. Preferowała proste geometryczne suknie w kształcie litery A, kroje odwołujące się do unisex. Kostium, który żona prezydenta Johna F. Kennedy’ego uwielbiała przeszedł do historii. Wzorowany na modelu Chanel  z kolekcji jesień/zima 1961 r. Prezentowane przez nią płaszcze przybierały lekką formę, nie podkreślały kształtów. Bez kołnierzyka, zapinane pod samą szyję.  Lubiła botki na niskim obcasie o miękkim opływowym kształcie.

Po śmierci męża zmieniła swój styl. Bliski stał się jej styl lat 70-tych. Polubiła spodnie z rozszerzanymi nogawkami, sukienki boho, marynarki z dużymi klapami, czarne golfy i wiązane na głowie chusty.

Z dumą możemy wzorować się na stylu,  który zaoferowały Coco, Audray i Jackie. Moda lat 60-tych i 70-tych  powraca.  Jest nieodzownym elementem dla każdej z nas. Klasyka i elegancja nigdy nie wyjdą z mody.  Warto w swojej garderobie zaopatrzyć się w motywy biało-czarne, sznur pereł i obowiązkowo! czarną sukienkę. Każda z prezentowanych Ikon posiadała swoją własną niepowtarzalną aurę niezwykłości. Damy mody – stworzyły własny rozpoznawalny styl, którego oddziaływanie trwa po dziś dzień.

niebezpieczna_main

Niebezpieczna moda, czyli szał na punkcie idealnego wyglądu

Od pewnego czasu świat coraz bardziej opanowuje moda na bycie fit. Widać to choćby po Instagramie, gdzie profile modelek i bogiń fitnessu „wyrastają” jak grzyby po deszczu. Jest ich coraz więcej, a my, zwykłe kobiety, patrzymy tylko na zamieszczane tam zdjęcia, zagryzając wargi z zazdrości i myśląc sobie: „Ja też chcę tak wyglądać. Od jutra biorę się za siebie!”.

Chcemy nie tylko dorównać tym instagramowym gwiazdom. Nie chodzi tylko o to, że zaraz nadejdzie wiosna i najwyższa pora zacząć coś robić, by latem nie wstydzić się założyć bikini. Doskonale wiemy, że na takie profile zaglądają też mężczyźni i na podstawie tego, co widzą, tworzą sobie własny obraz ideału kobiety. Są wzrokowcami i nawet nie spojrzą później na kobietę niższą, grubszą, z płaskim biustem czy nie całkiem jędrnymi pośladkami. Można rzec, że w dobie siedzącego trybu życia każda motywacja jest dobra. Jednak moda ta tak się już rozpowszechniła i ludzie tak dają jej się ponosić, że może stać się niebezpieczna.

Dążenie kobiet do idealnego wyglądu zaczyna przesłaniać wszystko. Niektóre naprawdę nie zauważają, że zaczynają przesadzać. Gruba warstwa makijażu, zmieniająca całkowicie naturalny wygląd, drogie zabiegi kosmetyczne, operacje powiększania się tu i ówdzie czy stawianie wyglądu nad komfort i zdrowie to sposoby, które dziś są powszechne i ze świecą szukać kobiet, które ich w ogóle nie stosują. Niektóre modelki z Instagrama są albo tak chude, że posądzane o anoreksję, albo mają już takie umięśnienie, że ludzie patrzą na nie z niesmakiem, stwierdzając, że przestały być kobiece i seksowne. Nie brakuje jednak pań, które taki właśnie wzór obierają sobie do naśladowania. Zaczynają więc katować się treningami i dietą, a kiedy nie widać oczekiwanych efektów wpadają w depresję. Na dodatek taki niepohamowany i szaleńczy tryb życia, czyli zbyt intensywne, codzienne treningi czy zbyt restrykcyjna dieta mogą prowadzić do odwrotnych niż zamierzone efektów, a nawet problemów ze zdrowiem. Nagle “biorą się za siebie”, nie wiedząc jednak wielu rzeczy, które koniecznie powinny wiedzieć zanim przejdą na tryb „fit”.

Co zatem należy wiedzieć zanim się zacznie?

Przede wszystkim należy wiedzieć to, że ideałów tak naprawdę nie ma. Każda kobieta jest inna i żadna nie wygląda idealnie. Nawet modelki z Instagrama w rzeczywistości już tak idealne nie są. Dlaczego?

Po pierwsze, umięśnienie nie jest widoczne cały czas. „Kaloryfer” na brzuchu jest widoczny głównie wtedy, kiedy mięśnie są napięte, a przede wszystkim kiedy nie zasłania ich warstwa tłuszczu. Do tego kobieta nie jest w stanie uzyskać takiego umięśnienia jak mężczyzna, ponieważ kobiece hormony nie produkują takiej ilości testosteronu. Kobiety nie mają takich możliwości wytworzenia mięśni jak mężczyźni, więc jest im dużo trudniej o masę mięśniową. Tylko kobiety zawodowo uprawiające sport i przyjmujące testosteron i sterydy mogą uzyskać mięśnie zbliżone do męskich. Tylko po co? Tak umięśnione kobiety wcale nie wyglądają dobrze.

Po drugie, zdjęcia na Instagramie wcale nie są tak bliskie prawdzie. Te trenerki doskonale wiedzą, co i jak zrobić, by zdjęcia były perfekcyjne i mamiły zwykłych ludzi. Wszystko zaczyna się od zaplanowania sesji zdjęciowej, przygotowania miejsca i samej fitness-modelki. Sesje są robione zazwyczaj po treningach, kiedy mięśnie są uwidocznione. Ustawiane jest odpowiednie światło w pomieszczeniu, zdjęcie robione na odpowiednim tle, a aparat też oczywiście odpowiednio dobrany i ustawiony. Kobiety, dla których takie zdjęcie jest źródłem dochodu, mają zwykle swoich profesjonalnych fotografów. Modelka pozuje, doskonale wiedząc, co napiąć, wciągnąć, a co wypiąć. Później spośród tysiąca zdjęć wybierane jest najlepsze, które jeszcze w dodatku przechodzi pełną obróbkę w Photoshopie lub innym programie. Już nawet aplikacje Instagrama umożliwiają dobrej jakości obróbkę zdjęcia przed opublikowaniem. Oczywiście przygotowanie modelki do sesji obejmuje pełny makijaż, perfekcyjną fryzurę, ubranie, więc nie wygląda ona tak jak na co dzień.

Każda kobieta powinna więc dobrze przemyśleć oddanie się modzie na bycie fit. Owszem, to dobrze, że chce się powiedzieć „stop” siedzeniu i marudzeniu, ale jak do wszystkiego trzeba podejść z głową. Zaczyna się od wyznaczenia sobie celu możliwego do zrealizowania. Później cierpliwie trzeba do niego dążyć, wiedząc, że efekt nie pojawi się z dnia na dzień. Najlepiej jednak nie bać się patrzeć na siebie w lustrze. Warto wierzyć w siebie i w to, że każda kobieta jest piękna na swój sposób. Najważniejsze jest to, by lubić samą siebie, lubić swoje ciało. Jeśli nie lubimy siebie same, to jak możemy chcieć, by nas ktoś lubił?

Trzeba pamiętać też o tym, że wyglądu człowiek nie wybiera sobie sam. Kształtują go od urodzenia geny naszych przodków. To właśnie one mają bardzo duży wpływ na wygląd człowieka. Kilka procent naszej urody to również zdrowie i wiek. Nie bez znaczenia są też przebyte różnego rodzaju choroby, ale prawda jest taka, że makijaż, fryzura czy ubranie to tylko dodatki do wyglądu, które pokazują, że człowiek o siebie dba i siebie lubi. Najlepiej więc zostać “fit” dla własnego zdrowia, dobrego samopoczucia i przyjemności, a nie dla jakichś zafałszowanych ideałów:)

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved