Wielopokoleniowa gra w klasy

0

Lipiec anno domini 2018 roku. Akcja toczy się w ogrodzie w pobliżu lasu. W promieniach słonecznych, przy mrożonej herbacie ze świeżej mięty siedzi sześć kobiet w wieku od 2 do 86 lat i szuka w sobie klasy. No dobra, najmłodsza nie siedzi, tylko wszędzie jej pełno i ona akurat z gracją szuka… żab. A my dumamy: czy ta cała klasa to rzecz nabyta czy z tym trzeba się urodzić? Czy można się tego nauczyć, czy na klasę trzeba trochę zapracować? Bo jeśli to jest rzecz nabyta to „Moja Krew” ma jeszcze szansę.

SŁOWO O NAS

Od kilku miesięcy piszemy bloga. Nasze rodzinne spotkania zawsze obfitowały w zabawne opowieści, było dużo śmiechu, nigdy nie mogliśmy się nagadać na zapas. Tak narodził się pomysł założenia babskiej wersji bloga wielopokoleniowego na miarę naszych czasów. To jedyny taki blog w Polsce i chyba na świecie też drugiego takiego nie znajdziecie. Dlaczego babski? Bo niektóre rzeczy zdarzają się tylko kobietom. Na początku huraoptymizmu nie było, ale w końcu udało się oswoić tę bestię. Piszemy o swoich przeżyciach, o tym co było kiedyś, co jest dziś, jak zmienił się świat i jak my się zmieniamy. Opowiadamy o różnych sytuacjach… o tym, co nam w sercu gra, jak na te same sytuacje reagują różne pokolenia. Przy okazji dowiadujemy się o sobie rzeczy, o których nie miałyśmy pojęcia.

Moją krew tworzą: Joanna seniorka rodu, przy okazji mama, babcia, prababcia, która pamięta lata 30 te XX wieku. Danuta i Ewa, siostry rodzone, matki i babcie pamiętają lata 60 i 70 te – to drugie pokolenie naszej rodziny. Filary trzeciego pokolenia leżą na barkach Dagmary i Oliwii sióstr, córek, które lata 80 i 90 pamiętają jak przez mgłę. Czwarte pokolenie jest najgłośniejsze – Patrycja mówi wiele, ale ciągle po swojemu. Jak się rozgada po polsku, będzie podporą bloga.

od lewej Dagmara Oliwia Danuta, Joanna, Ewa

W POSZUKIWANIU KLASY

Mamy jedną krew, podobno błękitną, ale i tak każda z nas jest inna. I jak się okazało każda inaczej rozumie kobiecą klasę. Bierzemy na warsztat temat, jedno jest pewne będzie śmiesznie.

Ewa: – Kobieta z klasą nie ma problemów w urzędach. Wchodzi taka babka do jakiejś instytucji niby niczym się nie różni od pozostałych, rzuca jedno spojrzenie, urzędnik zadaje uprzejme pytanie – W czym mogę pomóc? I sprawa jest załatwiona. Wchodzi druga, mówi dzień dobry, a urzędnik na to „niech poczeka”.

Dagmara: Może właśnie dlatego nie dopuszczam do głosu urzędników, zadaję pytania, sama na nie odpowiadam, ogarniam temat, żeby nikomu nie przyszło do głowy, że brakuje mi klasy (śmiech). Dla mnie Babcia jest kobietą z klasą. Zawsze jest elegancko ubrana, nawet w największy upał ma na nogach nylonowe rajstopy i buty na obcasie. I tylko zastanawiam się czy nie jest jej za gorąco?

Joanna: O mnie mówisz? Jasne, że jest mi gorąco, ale w rajstopach nogi wyglądają lepiej. Znacie to powiedzenie: chcesz być piękna, musisz cierpieć!

Danuta: Nie znam, nie praktykuje, zarobiona jestem J A tak serio, na co dzień stawiam na wygodę i naturalność. Jeśli więc kobieta z klasą nosi dresy, to można powiedzieć, że mam 100% klasy.

Ewa: Mam taką koleżankę, która też stawia na naturalność i w ogóle się nie depiluje !!! Mówi, że jak  los coś daje, trzeba to przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza.

Danuta: Bez przesady. To przegięcie, w tym chyba nie ma klasy. Chodziło mi o to, że babka bez make upu i fryzury z żurnala też może być na poziomie.

Oliwia: No właśnie, ale jednak błyszcząca czystością, nienagannie ubrana kobieta, w nieskazitelnym makijażu (czytaj brak rozmazanej pandy), pozostawiająca za sobą delikatną bryzę perfum, robi inne wrażenie na otoczeniu. Nie musisz mieć wówczas sukni do ziemi, kapelusza, ażurowych rękawiczek i stąpać 5 cm nad ziemią, żeby dżentelmeni rzucali ci pod nogi swoje peleryny, abyś przypadkiem swojej subtelnej stópki obutej w aksamitny pantofelek, nie zamoczyła w błocie… Ale pojechałamJ Grunt to wyobraźnia.

Dagmara: Skoro o wyobraźni mowa. Dziewczyny, zamknijcie oczy, rzucam hasło: kobieta z klasą. Kogo widzicie?

Ewa: Audrey Hepburn w długiej, idealnie skrojonej sukni, czarnych rękawiczkach do łokcia, nienagannym makijażu, dużym kapeluszu i z cygaretką w ustach. Wypisz wymaluj „Śniadanie u Tiffany’ego. I znów paradoks: Mamy piękną bohaterkę z petem w ustach, od rana sączącą szampana, ogółem prowadzącą hulaszczy tryb życia, a jednak emanującą kobiecością. Swego czasu każda chciała być jak Audrey.

Joasia: Albo jak Sophia Loren i Hanka Bielicka. Obie były eleganckie, a Bielicka miała pokaźną kolekcję kapeluszy i trafny żart na każdą okazję. To ją wyróżniało. Nie muszę zamykać oczu, żeby zobaczyć babkę z klasą. Wystarczy, że zajrzę do albumów ze starymi fotografiami i odnajdę na nich moją kuzynkę. Zawsze była elegancka. Do tego stopnia, że nawet w największe mrozy chodziła w czółenkach.

Ewa: Ciotka była też odrobinę zołzowata. Sorry ciociu. Danka, pamiętasz jak dbała o swojego jedynaka?

Danusia: Pewnie, że pamiętam. My biegałyśmy po podwórku ubrudzone po łokcie i szczęśliwe, a smutny kuzyn w schludnym ubraniu obserwował nas z daleka. Chyba bał się zarazków (śmiech).

Oliwka: Hmmm, niech się zastanowię. Kobieta z klasą… Chyba…. ja? Mam w szafie pokryty pajęczyną kapelusz, butów mam od groma i jeszcze trochę. W urzędach w pas mi się kłaniają, zołzowata też bywam. Wypisz wymaluj kobieta na poziomie.

Dagmara: U Ciebie to się nazywa foch i 100% skromności 😉 Dla mnie babki na poziomie używają pięknego języka i mają to coś, co trudno opisać słowami, a zdecydowanie rzuca się w oczy. Weźmy taką królową Elżbietę….

Danuta: Boże chroń królową.

Ewa: Halo, tu ziemia. Możecie już wylądować? Proponuję powrót do przeszłości, bo coś mi się wydaje, że przez kilkadziesiąt lat definicja kobiety z klasą uległa degradacji. W latach 50, 60 i 70 w Polsce raczej się nie przelewało. W sklepach były pustki, a jednak babeczki wyglądały pięknie, wokół nich unosiła się aura niepowtarzalności. Potrafiły przygotować coś z niczego i nie dawały po sobie poznać, że coś jest nie tak.

Danuta: Masz rację. Tak było, nawet jeśli zajmowały się domem, nie pracowały zawodowo, to jednak dbały o siebie. Nie chodziły w szlafrokach i papilotach na głowie przez cały dzień, chciały się podobać.

Joasia: Podobnie było w latach 30 i 40. Mam wrażenie, że wtedy było więcej takich kobiet na metr kwadratowy. Spacerowały po ulicach, z parasolami w dłoniach, w rozkloszowanych sukniach, zwracały na siebie uwagę.

Oliwia: Dziewczyny, ale w czasach, o których piszemy nawet mężczyźni byli inni i inaczej traktowali kobiety.

Danuta: Kiedyś mężczyźni byli wobec kobiet bardziej szarmanccy. Większość przepuściła w drzwiach, ustąpiła miejsca. Zwracali się do nas z szacunkiem.

Ewa: Kiedyś na co dzień można się było poczuć się damą. Panowie zabiegali o nas, starali się, a dziś mamy pokłosie walki o równouprawnienie. Chciałyśmy, to się pozmieniało.

Joanna: Ja tam o nic nie walczyłam, mnie było dobrze. Jak sobie przypominam, to kiedyś kobieta z klasą była dumna, trochę wyniosła, niedostępna, taka „ą , ę przez bibułkę”. Udawała nieporadną, zagubioną, a tymczasem gdzieś na poboczu sama potrafiła zmienić koło w samochodzie. Panowie nie mieli o tym pojęcia, w związku z tym na co dzień czuli się potrzebni …i tacy męscy;) .

Danuta: Klasa u kobiet kiedyś wynikała z pozycji społecznej, ale nie zawsze szło to w parze. Dzisiaj przykładem stuprocentowej klasy jest według mnie Grażyna Torbicka. Subtelna, inteligentna, mądra i oczytana, zadbana, z pasją, wszystko robi z wdziękiem. Nie uczestniczy w skandalach, jest dyskretna i normalna.

Oliwia: Mówicie co chcecie, dla mnie klasa rodzi się w głowie. Nie chodzi o to co jest na zewnątrz, raczej o piękne wnętrze.

Dagmara: W takim razie każda z nas ma klasę, tylko może trzeba głębiej poszukać.

Patrycja: Mama… dajjjjj!!!…

Nasza Patrycja wie czego chce, potrafi nawet krzyczeć z klasą. Kokietuje, czaruje albo się złości, ale zawsze wie jak się zachować, żeby coś uzyskać. Zaznaczmy, że ma niecałe 2 lata…

Zsumujmy tę babską burzę mózgów w różnym wieku.

Dzisiejsza kobieta z klasą łączy pracę zawodową z obowiązkami domowymi, jest jak niepsujący się robot wielofunkcyjny. Ma czas na wszystko, realizuje się w każdej dziedzinie życia, jest zadowolona z tego co ma, przeskakuje problemy jak lekkoatleta płotki. Wzbudza szacunek, roztacza charyzmę, zawsze jest zadbana, pachnąca i uśmiechnięta. Nie prowokuje, nie uczestniczy w skandalach. Dinozaury też tak miały …

Dagmara Kowalska

Radiowiec, dj-ka, prezenterka telewizyjna, konferansjerka, event host

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image