„Zabawne, jaki wizerunek babci jest kreowany w „Projekcie Lady”! Bo ona na co dzień absolutnie taka nie jest” – wnukowie dr Ireny Kamińskiej-Radomskiej o babci

Biorę chłopaków na chwilę z pokoju, w którym panie szykowane są na wyjątkową sesję, żeby nieskrępowani obecnością dorosłych mogli mi zdradzić trochę tajemnic rodzinnych. Na pierwszy rzut oka chłopaki całkiem się różnią. Tomek, lat 15, spokojny, w wyważony sposób odpowiada mi na pytania. Filip, lat 9, zaaferowany wszystkim; widzę, że trudno mu usiedzieć na miejscu. Ale nie ma się co dziwić, chłopaków dzieli kilka lat różnicy.

Aleksandra: Jaka jest babcia?

Filip: Fajna! Bardzo fajna!

Tomek: Bardzo pracowita! Na większość sukcesu rodziny zapracowała ona sama naprawdę ciężką pracą. Jej życie było bardzo barwne, ale też nie miała w nim łatwo. Wiele rzeczy, które robiła, wymagały od niej wielkiego nakładu pracy. Także jeżeli miałbym opisać babcię jakimś słowem, to na pewno pracowita. I zaradna.

Bierzecie przykład z babci?

Tomek: Jest dla nas wzorem, ale ja bym tego tak nie określił, że bierzemy z niej przykład. Ja niestety nie mogę siebie określić mianem pracowitego.

Filip, a Ty mówisz, że babcia jest fajna. Czemu jest fajna?

Filip: Bo jak do niej przyjeżdżam, to chodzimy razem do parku, do Centrum Kopernika…W parku karmimy wiewiórki i sikorki. I wiewiórki czasami mi jedzą z ręki. Raz nawet się po mnie wspinały! Najpierw po nogach, po brzuchu i na ręce sobie jadły.

I nie bałeś się?

Filip: Nie! Raz nawet jedna weszła mi na głowę!

Babcia mieszka w Warszawie, a Wy?

Tomek: My jesteśmy z Bytomia. Mieszkamy obok prababci. Tylko babcia jest z rodziny w Warszawie.

A często ją odwiedzacie?

Tomek: Tak, jak mamy tylko czas, jak są jakieś dłuższe wakacje, przerwy w nauce. Ja też mam kilku znajomych w Warszawie, więc przy okazji odwiedzania babci odwiedzam też ich, więc bardzo mi to na rękę, że babcia mieszka tam mieszka.

Zaczynam rozmawiać teraz głównie z Tomkiem, bo młodszy Filip trochę jeszcze się wstydzi, trochę widzę, że myśli o tych wiewiórkach z parku. Jest niezwykle ruchliwy, ale to jak na 9-latka przystało. Jest też niezwykle ciekawy tego, co się wokół nas dzieje. A wokół nas zaczynają przygotowywać się do sesji fotograficznej, więc siłą rzeczy Filipa bardziej ciekawi aparat i rozstawianie sprzętów niż to, o czym opowiada starszy brat.

Chciałam Was zapytać o to, czy babcia dużo pracuje, ale już na początku, Tomku, potwierdziłeś…

Tak, myślę, że to najbardziej pracowita osoba, jaką znam i jaką kiedykolwiek w ogóle w życiu poznam. Jak ma cokolwiek zrobić, to jest pewne, że będzie to zrobione i to zrobione najlepiej jak potrafi. I też najlepiej jak to jest możliwe. 

A z czego taka pracowitość babci wynika? Z charakteru? Czy wychowania?

Myślę, że jedno i drugie, bo jej charakter wynika trochę z tego jak ją wychowywali. Opowiadała mi na przykład, że jak była mała, to chodziła na zajęcia z gimnastyki i musiała sama się na te zajęcia dostać. Nie było wtedy tak jak teraz, że rodzice zawozili i odbierali dzieci, tylko musiała sama przejechać tę całą trasę, a była dużo młodsza niż ja. Z tego co pamiętam, nie była to krótka trasa i nie było tak wcześnie, jak ona tę gimnastykę miała. Ale chciała, więc jeździła.

Maja Kupidura Fotografia

To już wiemy, że babcia jest upartym pracoholikiem, ale z tego, co Filip mówi znajduje też czas dla wnuków?:)

Babcia pracuje bardzo dużo, ale dla niej rodzina jest najważniejsza. Jak do niej przyjeżdżamy, zawsze znajdzie dla nas czas.

I co wtedy robicie?

Zazwyczaj robimy to, co akurat dzieje się w stolicy, a że dzieje się dużo, to mamy co robić. Na przykład chodzimy na jakieś wystawy w Pałacu Kultury, do kina i bardzo często do Parku Łazienkowskiego, bo babcia tam obok mieszka.

Filip: Jeszcze mi się przypomniało!

Co takiego?

Filip: Że jeszcze w parku karmimy karpie.

Przez chwilę rozmawiamy o karpiach i pawiach. Ale w końcu udaje mi się zapytać:

A oglądacie babcię w telewizji? To inna babcia czy taka sama jak w domu?

Filip: Jak mogę, to oglądam.

I podoba Ci się babcia w telewizji?

Tak.

A co Ci się najbardziej podoba?

Hmmmm. Chyba „Projekt Lady”.

A babcia nie jest tam taka trochę surowa i groźna?

Filip: Jeeeest…

Tomek: Zabawne jest to, że jej wizerunek jest tam tak kreowany. Bo ona na co dzień absolutnie taka nie jest. To jest bardzo miła, ciepła osoba. Ja mam niestety taki problem, że jeśli babcia nie występuje akurat w „Projekcie Lady”, tylko w jakiejś telewizji śniadaniowej, to jestem w szkole. Z tego co oglądam raz po raz, to faktycznie babcia wydaje się tam inna. Ale wiadomo, to telewizja, więc czasem trzeba zrobić show.

A zabrała Was babcia kiedyś do telewizji?

Filip: Mnie tak. Ale nie za bardzo mogłem patrzeć. To znaczy mogłem, ale tylko na ekranie. Ale to nie był „Projekt Lady”. Choć na „Projekcie Lady” też byłem. I w jednym odcinku były takie szachy. No i jak byłem, to sobie w nie grałem. Ale jeszcze dodam, że te szachy były gdzieś taaaakie!

I z kim w nie grałeś?

Z mamą. A raz jeszcze byłem na śniadaniu w jakimś odcinku. I patrzyłem, co tam się dzieje. Pamiętam, że było fajnie. Jedna dziewczyna chyba nawet do mnie pomachała. A jeszcze w te szachy to chciałem, żeby zagrała mama i babcia, bo chciałem zbić króla i nim zostać.

Czego nauczyła Was każda z kobiet w Waszej rodzinie?

Tomek: To jest trudne pytanie. Każda z nich jest bardzo ważną osobą w naszym życiu, dlatego też wiele nas uczą, ale jakbym miał wybrać taką najważniejszą rzecz… Babcia na pewno jest odpowiedzialna za nasze zachowanie, dzięki niej mniej więcej wiemy jak się zachować; zwraca nam uwagę, oczywiście na osobności, nie tak jak dziś na wejściu przy Tobie, bo to nieeleganckie. Jest naszym domowym ekspertem w sprawie zachowania, a to się w życiu zawsze przydaje. A poza tym babcia jest świetną nauczycielką angielskiego. Tak naprawdę wszystko, co umiem powiedzieć w tym języku, zawdzięczam głównie jej. Przez bardzo długi czas robiła mi takie korepetycje przez telefon, także za to jestem jej bardzo wdzięczny, bo to dzisiaj ogromnie przydatna umiejętność. 

Prababcia próbuje nas taką drogą duchową prowadzić. Chodziła z nami do kościoła, no teraz z Filipem bardziej…

Filip: Tak, bo Tobie się nie chce…

Tomek: Nie, nieprawda, po prostu mam ważne spotkania w Puławach wtedy co tydzień.

Filip: Ta, jasne!

Tomek: To polaryzacyjna sprawa. Mama w kwestii mojej wiary ma tu trochę inne podejście niż babcia i prababcia. Ale to obecnie chyba w wielu rodzinach tak wygląda. 

Filip: A mogę coś tak trochę nie na temat powiedzieć?

No, jasne.

Dzięki babci mam swój nowy ulubiony owoc. 

Jaki?

Smoczy owoc, inaczej pitaję. 

I gdzie tego z babcią próbowałeś?

Kupiliśmy kiedyś różne egzotyczne owoce, no i ich próbowaliśmy.

Ale to w jakiejś podróży czy jak byliście u babci?

Filip: U babci.

Tomek: Ale odnośnie podróży to ja z babcią bardzo dużo jeździłem po świecie, co wakacje prawie. Byliśmy w takich miejscach jak Nowy Jork i Faro w Portugalii. To chyba najpiękniejsza miejscowość, jaką widziałem w życiu. Dokładnie mam na myśli miejscowość Estoi koło Faro. No i byliśmy jeszcze na wyspach Kanaryjskich.

Która wyspa?

Gran Canaria, dokładnie Las Palmas.

Filip uważnie nas słucha, wierci się, w końcu się zgłasza.

No, co chciałeś powiedzieć?

Że jeszcze byliśmy na Dominikanie. Tam akurat było fajnie. Poznałem jedną taką dziewczynę, Polkę akurat, nazywała się Sonia. Poznałem ją w hotelu. Mieliśmy blisko swoje mieszkania i raz udało mi się ją odwiedzić.

Tomek: Jak byliśmy na tej Dominikanie – taka anegdota, żeby podkreślić, jak bardzo starają się dbać o naszą wiarę – to zabrały nas do kościoła, w niedzielę oczywiście, ale było to ciekawe przeżycie, bo kościół był…

Maja Kupidura Fotografia

Filip się wyrywa:

Bardzo się zdziwiłem, bo ktoś mnie przytulił! Okazało się, że tam zamiast podawania ręki się przytula!

Tomek: No ogólnie bardzo inny kulturowo jest tamten katolicki Kościół. Na mszy był też taki jakby zespół, z perkusją i w ogóle, ale kolidowało mi to z pewnym wydarzeniem, ponieważ… w trakcie mszy rozpoczynał się finał mistrzostw świata w piłce nożnej, więc jak tylko skończyła się msza, to szybko wybiegłem, żeby wrócić do hotelu. Zdążyłem jeszcze na pierwszą połowę (śmiech).

Kto to wtedy grał?

Finał Francja kontra Chorwacja! Akurat zdążyłem na gola Griezmanna. Jak wszedłem, właśnie podchodził do karnego.

Filip: A jeszcze na Dominikanie pierwszy raz zobaczyłem delfiny!

Tomek: Oj tak, byliśmy na takiej wycieczce…

Filip: I mogliśmy sobie tam pływać z maskami i były płaszczki i rekiny! Ale bez zębów…i jeszcze… chyba wcześniej pływaliśmy motorówką, tak mocno przyspieszaliśmy i hamowaliśmy…

Filip może nie odpowie nam bezpośrednio i tak spójnie jak brat na pytania dotyczące kobiet w jego rodzinie, ale przynajmniej pośrednio dowiemy się jak Irena Kamińska-Radomska spędza wakacje;)

… No i taka woda słona wlatywała z oceanu. Trochę szczypało po oczach. A na samym końcu poszliśmy do delfinów, pan pokazywał sztuczki, mogliśmy sobie podotykać delfinów, pogłaskać po brzuchu i plecach.

Ale to podróżujecie większą ekipą, z rodzicami i babcią?

Tomek: Filip jeszcze był wtedy za mały, więc ja głównie sam z babcią jeździłem do tych miejsc, które wymieniłem. Teraz na Dominikanę pierwszy raz pojechaliśmy tak zbiorowo, my z babcią i mamą.

A skoro tak z babcią podróżujecie, można powiedzieć, że jest Waszą taką trochę nauczycielką świata?

Tomek: Oj tak, tu możemy jeszcze nawiązać do tego, czego babcia nas nauczyła. Bo ona też zajmuje się różnicami kulturowymi, także w trakcie naszych różnych podróży podziwiamy nie tylko piękne widoki, ale też obserwujemy zachowania miejscowych i uczymy się różnic kulturowych. A że babcia jest ekspertką w tej dziedzinie, to zwraca nam uwagę na takie rzeczy.

Filip: A na Komunię mam obiecane, że pojadę jeszcze z babcią do Legolandu, oczywiście w innym kraju.

A pamiętasz jakim?

Zapomniałem już.

Tomek: Pewnie tam, gdzie ja byłem, w Danii.

Filip: Chyba tak. 

A mama? Jaka jest Wasza mama? Podobna do babci?

Tomek: Wydaje mi się, że mama jest jednak inna. Hmm, mama ma trochę więcej luzu niż babcia. Mam z nią świetny kontakt, a to, jak patrzę po moich znajomych, nie zdarza się często. I myślę, że to bardzo duża zaleta mojej mamy, że da się z nią pogadać, że nie jest tak, że ja tylko kocham, ale ją też lubię. Oczywiście pod względem rozmowy tak samo jest z moimi babciami i mogę z nimi porozmawiać. Tylko w “Projekcie Lady” babcia jest taka surowa, dla nas jest ciepła, można się od niej nauczyć wielu rzeczy, bo jest bardzo doświadczoną osobą.

A Ty, Filip, co myślisz?

Ja, jak raz byłem z mamą w Warszawie, to pojechaliśmy z mamą i z babcią do papugarni. No i tam była taka jedna ara, która tak wrzeszczała, że ją nazwałem Grażyna. Bo Grażyna mi się kojarzy z krzyczeniem. A jeszcze są takie bardzo mądre papugi, że jak postawisz im w klatce takie kartonowe pudełko, to normalne papugi by widziały tylko najdalszy kąt klatki, no i by tam siedziały przez dwa dni, a tamte papugi od razu by przyleciały i zaczęłyby to rozbrajać! I próbować się dostać do środka. 

Tomek: Filip, jak widzisz jest zafascynowany zwierzętami.

Ja nie wiem, czy Filip nie będzie miał w przyszłości do czynienia z tymi zwierzętami zawodowo!

Filip: Też tak się zastanawiam, czy nie pójść w stronę zwierząt.

Tomek: No, kiedyś mówił, że chce zostać weterynarzem, tak że…

Filip: Ale zmieniłem zdanie! 

Maja Kupidura Fotografia

Tak? No to kim chcesz zostać w przyszłości?

Filip: Po tym, o czym teraz rozmawialiśmy, to się zastanawiam nad opiekunem w zoo.

Tomek: To jest świetna praca.

Na pewno ciekawa.

Filip: Darmowe zwiedzanie!

A Ty Tomek?

Ja spędziłem 8 lat w szkole muzycznej, grając na gitarze. I po tych 8 latach mogę stwierdzić, że nie chcę być muzykiem.

To już coś!

Wydaje mi się, że strasznie trudno jest powiedzieć w takim wieku, kim chce się zostać. Ja tak sobie myślałem, że z moimi dotychczasowymi kwalifikacjami, interesowaniem się piłką nożną, mógłbym zostać dziennikarzem sportowym. Bo na zostanie piłkarzem już jest raczej za późno, tym bardziej że nie ćwiczyłem od najmłodszych lat i nie jestem tak wysportowany. Ale pozostaje mi wiedza, którą mogę zgromadzić i chciałbym iść w tę stronę, dlatego też klasę w liceum wybrałem o profilu humanistycznym, żeby iść w dziennikarstwo. 

Filip: Nie raz byłem w zoo w porze karmienia i widziałem jak pingwiny były karmione.

I sam byś tak chciał karmić, tak? Filip jeszcze jest chyba za mały, ale Ty, Tomku, nie masz takiego poczucia, że mama z babcią zawodowo czegoś konkretnie od Ciebie wymagają? Mówisz o zawodzie dziennikarza sportowego. Wydaje się, że to dla chłopaka interesującego się piłką super zawód, ale jest też trudny, chyba nie jakoś wspaniale dochodowy i nie jest uważany za bardzo prestiżowy. Czy to pokoleniowe kobiece trio Twojej rodziny nie wymaga od Ciebie, żebyś był, nie wiem, prawnikiem albo lekarzem?

Oczywiście, że śmiejemy się w rodzinie, że mamy lekarza, więc teraz moja kolej, żebym został prawnikiem, ale to tylko takie podśmiechiwanie się. Tak naprawdę one wspierają mnie w tym, co chcę robić i wydaje mi się, że zawsze będę miał w nich oparcie i jakąkolwiek pomoc, jaka będzie mi potrzebna. Zaakceptują wszystko, kimkolwiek bym nie chciał być. Jestem pewien, że w przypadku Filipa będzie dokładnie tak samo.

A dostrzegasz jakieś różnice w wychowaniu każdej z kobiet w Waszej rodzinie?  Prababcia inaczej wychowywała babcię, babcia mamę, a mama Was?

Wydaje mi się, że mama zupełnie inaczej nas wychowuje niż babcia by nas wychowała. Czasami mi się wydaje, że mama nam daje za dużo luzu, co oczywiście na razie nam się bardzo podoba. Babcia była, z resztą dalej jest, taka najlepsza, że zawsze to, co robiła, chciała zrobić najlepiej, zawsze angażowała się w coś na 100%. W szkole zawsze miała najlepsze świadectwa, ja nawet nie próbuję jej w tym dorównać. Wydaje mi się, że babcia była wychowywana na pewno twardszą ręką niż my, to też wynika z tego nowego wychowawczego trendu. Choć słyszałem, że na przykład tata babci był świetnym człowiekiem, miał ogromne poczucie humoru, że darzył swoje dzieci ogromną miłością i poświęcał im dużo czasu. I pomimo tego, że mieli go dla siebie w swoim życiu krótko, to zdążył im przekazać bardzo wiele. Choć babcia wyniosła z tego chyba najwięcej, ale to wynika z jej charakteru, z tego, że jest bardzo pojętną osobą, umie wychwycić, co jest potrzebne i najbardziej wartościowe.

A prababcia jest surowa? Filip?

Prababcia? Nie.

Tomek: Na pewno nie znamy jej od tej strony, jak była jeszcze taką po prostu młodą. Tak naprawdę znamy ją, jako kobietę, która już jest na emeryturze. Choć zdecydowanie mogę powiedzieć, że pracowitość babcia Irenka ma po swojej mamie. Prababcia nawet w ciąży ciężko pracowała, chciała jak najlepiej dla swojej rodziny i to jej zostało po dziś dzień. Dalej jeździ do swojego syna dosyć często, do Niemiec, pomimo że ma już swoje lata.

A znacie dobrze historię Waszej rodziny? Uważacie ją za ważny element w Waszym wychowaniu?

Tomek: Nasze drzewo genealogiczne jest bardzo, bardzo poplątane. Rodzinę Kamińskich znam trochę gorzej niż rodzinę mojego ojca. Ale chyba ojciec mojego dziadka, pierwszego męża babci, był właścicielem dość rozległego majątku ziemskiego, chyba pod Poznaniem. Dziadek pochodzi z Kościana.  Byłem tam jakiś czas temu na Wszystkich Świętych, poznałem tamte okolice. Chodzi taka anegdota po rodzinie, że ten pradziadek, który miał wieś, był hazardzistą i przegrał ją w karty. (śmiech)

Babcia z kolei dużo opowiadała mi o swoim ojcu, który zginął w wypadku we Włoszech, kiedy była młodą dziewczynką. A rodzice mojej prababci to… to czasy wojny, dlatego prababcia też została osierocona w wieku najmłodszych lat. Także historia ze strony babć ma bardzo smutne i trudne momenty.

Filip, widzę, że chcesz coś powiedzieć?

Tak, ale nie do tego, o czym teraz rozmawiacie, tylko do tego, co wcześniej powiedział Tomek.

No jasne, proszę.

A ja jestem mistrz po dwóch latach i już chcę zmienić instrument.

Tomek: Filip chodzi do tej samej szkoły muzycznej, co ja chodziłem.

I grasz na…?

Filip: Skrzypcach.

A chcesz zmienić na…?

Jeszcze nie wiem.

Tomek: Ja bym Ci polecał trąbkę, ponieważ nauczyciel jest świetny. Choć ze skrzypiec też ma świetnego…

Filip: Ale to dla mnie za trudne!

Tomek: ….ale na skrzypcach trzeba być najlepszym z najlepszych, a to nie jest dla Filipa coś, co chce potem robić. Wydaje mi się, że może zostać w muzyce, ale nie na tym instrumencie.

Filip, Ty jesteś tak żywiołowy, że ja nie wiem, czy perkusja by Ci nie odpowiadała?

Słyszałem, że też bardzo trudne! Jedna dziewczyna z mojej klasy gra na perkusji i już chce zmienić instrument. 

A powiedzcie mi, bo rozmawiamy non stop o Paniach z Waszej rodziny… Czy zdominowały całkowicie Wasz dom, czy może mężczyźni Waszej rodziny też biorą czynny udział w Waszym wychowaniu?

Tomek: Mój ojczym jest handlowcem, więc zdarza się, że nie ma go w domu. Mama jest dużo więcej i częściej, ponieważ ma taki tryb pracy. Zajmuje się podobnymi rzeczami jak babcia, czasem występuje też w telewizji jako ekspertka, ale nie jest to jej główne zajęcie, dlatego może przebywać w domu przez dłuższy czas. Czasami może jej nie być w domu przez trzy dni, ale potem już jest cały miesiąc. Także mamy duże szczęście, że nie jest tak, że mama wraca z pracy, a my już śpimy. Bo według mnie to jest bardzo ważne, żeby rodzina była w domu, żeby się spędzało z nią czas. A z ojczymem, ojcem Filipa, bardzo lubimy oglądać filmy. Ma świetny gust, tak samo jeżeli chodzi o muzykę, więc słucham tego, co on słucha. Można powiedzieć, że mnie wychował, ukształtował moje popkulturalne gusta.

Macie swój ulubiony film, Filip?

Hmmmmmmmmm.

Tomek: To okropnie trudne pytanie. 

Filip: Mamy ich pełno, ale jeden, który oglądałem z tatą, jak byłem trochę młodszy, to “The Goonies”.

Tomek: O, też dobry film! Ja uwielbiam twórczość Nolana, ale wydaje mi się, że najlepszy film, jaki oglądałem, to “Interstellar”. 

To teraz pytanie zupełnie inne: czy chcielibyście mieć siostrę?

Tomek: Zaskoczę Cię – ja mam siostrę. Nie widuję się z nią co prawda często, najczęściej u babci, tej mojej drugiej babci, mamy ojca, ale mam siostrę. Doświadczyłem, co to znaczy mieć siostrę. (śmiech) Wiem, że rozbudowana ta nasza rodzina. Świadczy o tym jedna z rodzinnych anegdot: jak chcieli mi wyrobić wizę, jak byłem młodszy, miałem chyba 9 lat, kiedy babcia chciała mnie zabrać do Stanów na wycieczkę, to urzędnik sprawdzając te wszystkie rodzinne nazwiska, totalnie się zgubił. Bo na przykład nie mam nazwiska ludzi, z którymi mieszkam. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Filip nie odpowiada, bo od dłuższego czasu słucha nas z Tomkiem troszeczkę mniej. Łatwo zgadnąć po kierunku wzroku Filipa dlaczego – na moich kartkach, na których mam spisane pytania do chłopaków i różne notatki, przysiadł jakiś owad, bardzo dziwny, cały czarny. W połowie rozmowy przenieśliśmy się bowiem na stoki na tarasie, bo koło sesji zdjęciowej zaczęło się robić zbyt głośno. Filip zafascynowany śledzi poczynania owada, choć ma utrudnione zadanie;  wie, że obiekt jego zainteresowania siedzi na moich kartach i nie wypada po niego sięgać, choć jest na wyciągnięcie ręki.

A przepuszczanie dziewczyny w drzwiach i ustępujecie im miejsca?

Tomek: Zawsze. A szczególnie jak wchodzimy na żaglówkę. Dżentelmen zawsze puszcza dziewczyny przodem, bo jak one na przykład nie przytrzymają się sztagu i wpadną do wody, to można się z nich trochę pośmiać. 

Filip, a Ty? Przepuszczasz dziewczyny?

Zwykle na obozie pływam raczej z chłopakami.

Tomek: Ale chodzi nam ogólnie, Filip… Wydaje mi się, że on jest jeszcze w takim wieku, że wbiega do pomieszczeń, nie patrząc co i jak, ale to jest kwestia czasu, na razie można mu to wybaczyć.

A uważacie, że to jest szarmanckie? Że tak się powinno robić czy że to przeżytek?

Tomek: Że niby równouprawnienie i tak dalej?

Maja Kupidura Fotografia

No tak, czy nie obserwujecie tego na co dzień, że babcia z mamą uczą Was zasad i zachowań, które są już staroświeckie, których większość nie stosuje?

Tomek: Wydaje mi się, że babcia uczy nas takich trochę konserwatywnych zasad, ale mimo tego że są konserwatywne, dalej są używane i powszechnie uważane za kulturalne. Jednak te zasady zostały wymyślone po to, żeby zachować jakąś hierarchię, kulturę. Więc jak się zgodnie z nimi zachowujemy, jesteśmy kulturalni, a wydaje mi się, że kultura osobista nigdy nie stanie się przeżytkiem. Czasami znajomi się ze mnie śmieją, jak zdarzy mi się nie przepuścić dziewczyny albo zachować jakoś nie do końca kulturalnie, bo czasem się oczywiście zdarza, więc wtedy słyszę, że “Projekt Lady”, że “jak to Cię babcia nauczyła”.

Czyli w szkole jednak trochę jesteś kojarzony z zajęciem babci, przede wszystkim w tej medialnej odsłonie?

Ale oczywiście, babcia jest bardzo popularną osobą, więc tak.

A u Ciebie, Filip, jak to jest?

W przedszkolu to raczej nie, ale na obozie, już nie żeglarskim tylko innym, to w jakiś przedostatni dzień powiedziałem, że moja babcia jest w “Projekcie Lady” i wszyscy chcieli, żebym to udowodnił. Więc zadzwoniłem do niej.

I co babcia na to?

No powiedziała, że jest. I że nie jest taka surowa jak tam.

I uwierzyli? Zazdrościli trochę?

Już nie pamiętam, ale jedna dziewczyna powiedziała, że będzie oglądać “Projekt Lady” tylko dlatego, że tam występuje moja babcia.

Tomek: Jak u mnie się dowiedzieli pierwszy raz, że moja babcia jest w tym programie, to pamiętam, że bardzo dużo dziewczyn chciało, żebym załatwił autografy od babci. I załatwiłem. Nic z tego nie miałem, to była działalność czysto charytatywna, altruistyczna i zrobiłem to z dobroci serca.

Filip: U mnie dziewczyny, ale chłopacy też chcieli, głównie ze starszych klas.

Załatwiłeś?

Tak, też.

To teraz na koniec, uwaga, trudne pytanie: jaka jest dla Was kobieta z klasą? Istnieją takie jeszcze? Pytam Was o to dlatego, że ciekawi mnie męska perspektywa i to jeszcze tak młodych chłopaków.

Tomek: Hmmm, kobieta z klasą…. Ja bym może próbował zdefiniować tak, że to ktoś z dobrego domu, dobrze wychowany. Ja mam chyba dość osobliwy osąd ze względu na szkołę muzyczną, bo to dość elitarna szkoła i ten wzgląd na wizerunek, na kulturę osobistą jest tam bardzo duży. Często jeździmy na różne koncerty, do filharmonii, więc uczymy się jak się poprawnie zachowywać. Większość dziewczyn, które znam, właśnie między innymi przez wymogi szkoły muzycznej, umie się dobrze zachować w różnych sytuacjach. Wydaje mi się, że żeby kobieta miała klasę, to musi być właśnie taka wszechstronna, że jest świadoma wielu spraw i z tej strony kulturalnej, i ze strony towarzyskiej, popkultury itd. Może to nie do końca dobre słowo, ale kobieta z klasą to dla mnie kobieta rozgarnięta, to znaczy że da się z nią porozmawiać na wiele tematów i umie znaleźć odpowiedź na zapytania z różnych dziedzin. Nie chodzi mi o to, że od rana do wieczora musi zakuwać nad książką, ale żeby umiała się dostosować do różnych sytuacji, które będą ją napotykały. W zasadzie to dotyczy nie tylko kobiet, ale wydaje mi się, że każdy człowiek powinien umieć takie rzeczy, powinien umieć się dostosować, żeby nie wyjść na gbura.

A kobiety w Waszej rodzinie, które sobie tu trochę obgadujemy, to dla Was kobiety z klasą?

Tomek: Jak najbardziej, bo podlegają tym prawidłom, o których mówiłem. Umieją się odnaleźć w wielu, ale to bardzo wielu sytuacjach, które albo znam z opowiadań, albo sam doświadczyłem. Tak że uważam, że to ich ogromna zaleta. I są też bardzo mądre. O, może to jest jedno z lepszych określeń dla kobiety z klasą.