Superbohaterki dają radę, tylko co z tego?

Czyli o tych wszystkich super kobietach, które naprawdę dają z siebie maksa w pracy, w domu, w życiu.

Na pewno znasz chociaż jedną taką superbohaterkę. A może nią jesteś? Superbohaterka to czasem prawdziwa kobieta sukcesu, a czasem umęczona żona i mama, zapracowana i zajęta, bo taka wszędzie potrzebna. Jej naturalna życiowa domena to: ogarniam.pl.

Bo ogarnia, bo tak trzeba, bo jak inaczej, bo kto za nią zrobi. Szkopuł w tym, że sama nie czuje ani sukcesu, ani spełnienia, ani swojego superbohaterstwa. O sobie myśli na końcu i niech te proporcje, będą wyznacznikiem syndromu SuperHero, o którym dziś napiszę. O syndromie SuperHero, czasem fajnym w skutkach dla siebie i świata, czasem nie. Piszę o tym, bo ta postawa, nam kobietom, zaczyna szkodzić w życiu. Po czym poznać Superbohaterkę? To postawa taka trochę ZA BARDZO. Za bardzo dla innych, za mało dla siebie: mogę wszystko, pomogę, uratuję, zrobię za Ciebie; po czym opada się z sił albo nie starcza ich na jej sprawy, na jej życie.

Kobieta sukcesu? Ona tego tak nie nazywa. Nie śmiałaby. Bywa, że nawet nie podejrzewa, że nią jest. A na pewno tak się nie czuje. Wygląda świetnie lub nie, jest cała zadbana lub nie, ma dużo energii, pomysłów albo bywa przemęczona do granic, jest aktywna, żywa, ciągle w kontakcie lub wiecznie w biegu. Tylko lista rzeczy, które ma do zrobienia lub aktualnych projektów jest po prostu zatrważająco długa. Bo tyle tego jest i wszystko do niej należy. Ale ona tego też często nie widzi, nie dostrzega. Jest zajęta działaniem, planowaniem następnych aktywności, jest przerażająco skuteczna i zajęta ratowaniem: wyniku, firmy, zespołów, projektu, kolegi, domu – niepotrzebne skreślić.

Czujesz dreszcz niepokoju, że może chodzić o Ciebie? I czemu to piszę, choć całym sercem jestem za kobietami, w życiu i w biznesie, za ich unikalnymi kompetencjami, za ich skutecznością? A piszę dlatego, że superbohaterki nieświadomie łatwo wpadają w pułapkę własnej wszechmocy, robią wszystko dla firmy, zespołu, projektu, a zapominają o sobie, o swoim zdrowiu, nadużywają siebie i swoich zasobów, nie dbają wystarczająco o swoje dobro, swój status, swój własny PR w firmie, nie wspominając o benefitach w różnej postaci dla siebie samej. Piszę o tym, gdyż niestety znam ten syndrom superbohaterki, z doświadczenia własnego i nie tylko. Rozpoznaję superbohaterki z daleka, ponieważ niegdyś sama nią byłam, a obecnie wiele z nich trafia do mnie na sesje i treningi indywidualne w związu z zupełnie czym innym na początku wspólnej pracy, a potem, masz Ci los, okazuje się, że następna superbohaterka. 

Czyżby syndrom Matki Polki przerodził się w syndrom Superbohaterki? Czyżbyśmy, my kobiety, niezależnie od wieku, chciały na siłę zbawiać świat? Wszystko za wszystkich, dla wszystkich, dla siebie niewiele. I tak sobie podczas sesji indywidualnie pracujemy nad budowaniem nowych postaw, nad korektą niesłużących reakcji i zachowań, budując nową własną moc. Rozmawiamy o właściwych fundamentach, których źródło wcale nie leży w aspiracjach, w ambicjach, w pędzie do sukcesu. Na nowo szukamy źródła własnej mocy. Które czasem bywa schowane, czasem zagubione w zdobytym do tej pory doświadczeniu, umiejętnościach, sukcesach.

Superbohaterki, które spotykam są wspaniałe, mądre, inteligentne, pracowite, świadome wielu spraw, w tym potrzeby samorozwoju. Prawda, że to interesujące, że tak często mam z nimi do czynienia, niezależnie od wieku, skali doświadczenia w zarządzaniu, liczebności zespołu, statusu. Mechanizm zawsze jest podobny. Za mało robią dobrych rzeczy same dla siebie, mają przestawione priorytety w taki sposób, że aż im to zagraża… Menedżerki to często superbohaterki i bardzo Was wszystkie podziwiam, szanuję, wspieram i wspierać będę. Za to czuję, że „must write” – no skoro tak modne jest „must have” to ja chyba mogę mieć własne „must write”? Żeby móc Wam serdecznie i z całego serca napisać:

Stop! Zatrzymaj się!

Bo w tym biegu zadań tempo, które sobie narzucasz, to Twój wybór (choć czasem bywa nieświadomy, za to może być niszczący w skutkach). To nie musi być zawsze zdrowie, to może być pozycja, to może być moment życiowy, to mogą być Twój mąż i Twoje dzieci, Twoje relacje, które niechcący cierpią, na wskutek Twoich skoncentrowanych, nadmiarowych działań. Bo jesteś skuteczna jak laser – widzisz cele, potrzeby, działania wszystkich, tylko nie swoje. Nie zgadzasz się? Bardzo dobrze, może to nie jest o Tobie. Wkurza Cię to, co piszę, bo ciągle myślisz, że jesteś w krainie własnej omnipotencji i sukcesy, a raczej skuteczne rezultaty Twoich działań napawają Cię dumą? Cóż, to może jednak jest opowieść dla Ciebie.

Bo kiedy znajdziesz czas na status nie ten w firmie, tylko ten taki bardzo osobisty, całkiem dla siebie, taki status zwany „priv” i sprawdzisz, jak się mają Twoje poczucie własnej wartości, czas wolny, relacje z przyjaciółmi, związek lub też Twoja pasja? A może jeszcze zapytajmy o poczucie szczęścia? Poziom satysfakcji z życia? A może weźmy pod uwagę etap spełniania Twoich marzeń? Może sama przed sobą przyznasz, że gdzieś w Tobie świeci się już pomarańczowe, ostrzegawcze światełko?

Samo życie, czyli codzienność superbohaterki

„Monika, ja chyba trochę się zaliczam do tych superbohaterek… Chociaż w moich kręgach to się nazywa: silna kobieta. Sama zrobi, sama wszystko załatwi, wymyśli, doradzi, zajmie się tym i owym. Wszystko dla innych… Zainwestuje czas, czasem i pieniądze, by komuś było lepiej, a sama ma wyrzuty sumienia, gdy kupi sobie książkę i w nocy po cichu ją przeczyta… Moje motto? Nie wiem, czy motto, raczej myśl, która przymusza i nadzoruje, to takie: „Co, ja nie dam rady? No, to proszę patrz…” i zarzynam się. Biorę kolejny obowiązek „nie swój” na głowę, bo przecież dla mnie to tylko chwilka… Tak sobie myślę, że Superbohaterka chyba najbardziej uderzyła mi do głowy po porodzie. Chciałam sobie i innym udowodnić, że dam radę sama. Potem poszło już szybko. Dom, dziecko, praca, połączenie starego życia z nowym, a może by tak się jeszcze tu zaangażować… no i remont też sama zrobię swoimi rękami. Mój partner w końcu uświadomił mi, że nad tą swoją „Samosią” muszę zapanować, bo fizycznie się wykańczam i zabieram wszystko im, moim bliskim: całą przestrzeń i samodzielność, jego i córki. A przecież ja tylko chciałam dobrze.”

„Uratowałaś się?” – pytam z nadzieją, a na to moja bohaterka odpowiada: „Jeszcze się nie uratowałam. Póki co, staram się nie protestować jak mnie wysyłają na zakupy z zadaniem kupienia sobie nowej bluzki, bo wiesz… dla partnera lub dla dziecka jest mi jakoś łatwiej. Jak robię coś dla siebie, tylko dla siebie, to mam takie poczucie hm… jakby winy i kojarzy mi się to z egoizmem w negatywnym znaczeniu.” Tak pisze Ola, lat 32.

Następne Stop. Jest nowa misja dla Supebohaterek

Warto sobie uświadomić, że wszystko, co robimy nadmiernie, za bardzo, z niekorzyścią dla siebie samych, załamując proporcje między pracą a tym, co nas buduje i wzmacnia tak wewnętrznie, powoduje dysproporcje, dysharmonię, prowadzi nas na manowce. Niestety, moje kochane superbohaterki, choć uwielbiam Was za energię ogarniającą cały świat, wiem, że jesteście bardzo potrzebne światu, a biznesy dzięki Wam kwitną, poczytajcie jeszcze troszkę, bo mam Wam do przekazania najważniejszą z misji.

Czas zadbać o samą siebie. Dla siebie, potem dla innych, kolejność nie jest przypadkowa

Jeden z najważniejszych projektów, a ciągle odkładany na bok, bezzasadnie pomijany, to Ty, moja droga, moja miła, moja supebohaterko. Czasem trzeba oddać pelerynę. Bo jeśli już tak jest, że świat Cię potrzebuje i naprawdę nieustannie musisz go ratować, gasić pożary w projektach, szkolić, tłumaczyć, wyjaśniać, walczyć czy co tam jeszcze robisz, to tylko przypominam, warto, żebyś była w formie.

 Wyspana i wypoczęta, a nie w permanentnym niedospaniu, zmęczeniu.

Żebyś zapytana o czas dla siebie, nie odpowiadała, byłam na paznokciach. Bo manicure to świetna sprawa, wiem, czasem jedyna chwila dla Ciebie, ale nie zastąpi tej dobrej, pełnej relaksu godziny podczas dnia dla Ciebie, bez listy stu punktów do zrobienia, bez natłoku zadań i presji.

Żebyś potrafiła świadomie, układać swoje pracowe i życiowe priorytety bez szkody dla siebie, a swoich istotnych dla Ciebie spraw nie odkładała na święte nigdy. 

Żebyś potrafiła rozdzielać zadania swoje od cudzych i oddzielać role, które należą do Ciebie i te, które należą do innych. Żebyś całkiem spokojnie, bez wyrzutów sumienia przestała robić całe mnóstwo rzeczy za kogoś.

Żebyś miała czas dla siebie, na nudę, nic nierobienie albo swoje pasje, bez surowego oceniania, czy to ma sens czy nie.

Żebyś przestała tak bardzo spełniać oczekwania innych i świata, tylko zaczęła myśleć o tym, co jest dla Ciebie dobre, co Ci służy, co Ty wybierasz, decydujesz i czym Ty zarządzasz. Tylko nieśmiało przypominam, że życie jest najważniejszym z projektów.

Trzymam za Ciebie kciuki, Superbohaterko, z peleryną czy bez, w domu czy w biznesie. Nigdy nie zapomnij, jaka jesteś wyjątkowa i wspaniała. I tyle.