Olga Boznańska – królowa zagraconej pracowni czy rozchwiana emocjonalnie melancholiczka?

Pół-Polka, pół-Francuska. Ekscentryczna mademoiselle de Boznańska nigdy nie wyszła za mąż, choć jej legenda osnuta jest wokół niespełnionych miłości. Sławny oryginał, który całe życie poświęcił sztuce. Otoczona psami, „hodująca” myszy i szczury, rozdarta pomiędzy Kraków i Paryż. Na czym polegał fenomen Boznańskiej?

Urodziła się 15 kwietnia 1865 roku w stosunkowo zamożnej rodzinie zamieszkującej w Krakowie. Ojciec był posiadaczem ziemskim i inżynierem z wykształcenia; matka, Francuzka, Eugenia Mondan, dyplomowana nauczycielka, przyjechała do Galicji nauczać francuskiego. Mieli dwójkę córek. Starsza, panna Olinka, została sławną na całą Europę starą panną-malarką, młodsza, Izabela, o chorobliwie bladej cerze i nieobecnym spojrzeniu, pianistką-samobójczynią.

Talenty dziewczynki odziedziczyły zdecydowanie po mamie, która postanowiła je od najmłodszych lat w dziewczynkach rozwijać. Olga z początku uczyła się u prywatnych, najlepszych nauczycieli, potem uczęszczała na kursy, z racji płci nie mogąc należeć do grona studentów Akademii Sztuk Pięknych. Miała 20 lat, kiedy wyjechała na dalszą naukę do Monachium. Okres ten uważała do końca życia za najważniejszy. Mawiała potem, że to w Monachium nauczyła się malować i żyć, choć to właśnie tam objawiły się pierwsze stany lękowe, strach przed tłumem i obcymi ludźmi.

Niektórzy krytycy twierdzą, że w jednym ze swoich obrazów ewidentnie zawarła „program” swojego życia. W oranżerii przedstawia młodą dziewczynę stojącą w cieplarni, blisko ściany, w otoczeniu bujnych roślin i kwiatów w doniczkach. Kobieta zdaje się z niepokojem i zaciekawieniem patrzeć na kogoś, kto właśnie wszedł. Mówi się, interpretując dzieło biograficznie, że już wtedy 25-letnia autorka obrazu widziała się jako samotną, żyjącą w swoim twórczym świecie, tylko dla siebie samej artystkę.

Olga Boznańska, W oranżerii, 1890, Muzeum Narodowe w Warszawie,
źródło: niezlasztuka.net

Ekscentryczna, zamknięta w sobie i ze swoimi obrazami, a jednak intrygująca i czarująca. Olga nie stroniła od relacji, była adorowana przez wielu mężczyzn. Podobno była bardzo zakochana w Paulu Nauenie, polskim malarzu i nauczycielu. Według obiegowej opinii Olga też była jego uczennicą. Nie było to prawdą, chociaż oboje znali się i przyjaźnili, a nawet wzajemnie się portretowali. Z jednym z portretów Nauena autorstwa Boznańskiej wiąże się nawet mały skandal.

W drugim tygodniu stycznia 1894 roku, zaraz po święcie Trzech Króli, monachijski Związek Artystów i Przyjaciół Sztuki „Kunstverein” wystawił obraz Portret mężczyzny. Tajemnicą Poliszynela było oczywiście, że portretowanym mężczyzną jest zaprzyjaźniony z autorką malarz. W kilka dni po wystawieniu obrazu ukazała się w felietonie „Kuriera Bawarskiego” druzgocąca krytyka sportretowanego mężczyzny:

„W głównej sali wystawowej, na przedniej ścianie, wisi wcale nieźle namalowany portret męski. Młody człowiek, który nie miał nic z życia, bo żył zbyt intensywnie, i życia nie zna, bo żyje w sosie własnego światka – krótko mówiąc jest jednym z owych kalek cywilizacji, tych o wychudłych twarzach, rzadkich włosach, zamglonych oczach i cienkich nosach, którzy głoszą fin de siecle, nic przy tym nie głosząc. Siedzi tak przed nami, skulony, zziębnięty, z podniesionym kołnierzem płaszcza, na jakiejś kanapie, a jego blada twarz, którą w języku kiczu i podlotków nazywa się «interesującą», tchnie nędzą naszych czasów”.

Plotkom i komentarzom nie było końca. Paul Nauen wniósł sprawę o zniesławienie… i wygrał. Gazeta musiała publicznie przeprosić. Skandal pomógł jednak Boznańskiej, tym bardziej, że to dzieło uznaje się za nie tylko przełomowe dla jej kariery, ale i przełomowe w historii modernistycznego polskiego malarstwa portretowego. Portret uznany jednogłośnie przez ówczesną krytykę artystyczną za arcydzieło, został w 1896 roku zakupiony przez Muzeum Narodowe w Krakowie i był pierwszym obrazem Boznańskiej pozyskanym do zbiorów narodowych. 

Olga Boznańska, Portret malarza Paula Nauena, 1893, Muzeum Narodowe w Krakowie

W trakcie dekady spędzonej w Bawarii, Boznańska stała się w pełni ukształtowaną malarką. Udoskonaliła swoją technikę i zdobywała grono klientów, których portretowała, bowiem to właśnie portret stał się jej artystyczną domeną. Jej wielki talent miał jednak rozkwitnąć na dobre w Paryżu, dokąd wyjechała w 1898, mając 33 lata i listownie zrywając zaręczyny z młodszym od niej malarzem, Józefem Czajkowskim.

W artystycznej stolicy świata zaczęła wszystko od nowa. Zatraciła się w pracy, wypijając hektolitry herbaty i odpalając jednego papierosa od drugiego. Swoje prace pokazywała na licznych wystawach, zdobywała coraz to nowe nagrody, poszerzała grono nowych klientów. Choć chowała się w swojej zakurzonej pracowni, znała biegle cztery języki. Dlatego bez skrępowania mogła dziękować za odbierane nagrody, a tych przybywało. W 1900 roku dostała złoty medal na wystawie w New Gallery w Londynie. Na Wystawie Światowej w Paryżu otrzymała wyróżnienie. W 1901 po raz pierwszy wystawiała w Pittsburghu, a rząd francuski zakupił jej Bretonkę i Portret panny Dygat do państwowych zbiorów sztuki.

Olga Boznańska, Bretonka, 1890, Muzeum Narodowe w Krakowie

Wybuch pierwszej wojny światowej negatywnie wpłynął na sukcesy, a w związku z tym i dochody Olgi Boznańskiej. Przestały napływać zlecenia, Paryż opustoszał, wreszcie zmienił się. Coraz trudniej było pozyskać środki na utrzymanie siebie i pracowni. Rodzice zmarli, a więc nie mogli dopomóc, coraz trudniej było wiązać koniec z końcem. Jedno było jednak niezmienne – malowanie, które pozwoliło jej przetrwać XX-wieczne nawałnice. Boznańska nigdy nie ulegała modom ani nie podążała za nowymi trendami, dlatego też z czasem stawała się dla wszystkich coraz większym dziwadłem. Nosiła się „po staremu”; w dzielnicy, w której żyła, całe rzesze artystów kreowały zupełnie nowe kierunki w sztuce, bawiąc się do upadłego, pijąc w kawiarniach i kabaretach Montparnasse’u. A ona? Osobliwie niemodna w swojej sukni i wielkim kapeluszu wychodziła z pracowni, by samodzielnie donieść wiadra z wodą do nieopalanej pracowni, po której biegały myszy.

W 1934 roku do tragicznego stanu materialnego doszedł fatalny stan psychiczny Boznańskiej. Izabela, młodsza siostra, nie radząc sobie z uzależnieniem od morfiny i niespełnionym śnie o zostaniu pianistką, popełniła samobójstwo. Wybitną malarkę ratowały w tym czasie znajomi i przyjaciele. Alarmowali, że Boznańska żyje niemal w skrajnej biedzie. Od lat 30-tych Państwo Polskie wykupiło kilkanaście płócien i przyznało malarce liczne nagrody. Pomimo powszechnego uznania, Boznańska zmarła w niewiele lepszym stanie 26 października 1940 roku w Paryżu.

Olga Boznańska w pracowni, EAST NEWS, źródło: polityka.pl