shutterstock_1625951251

WAŻNE pytania i odpowiedzi na temat KORONAWIRUSA – czyli co powinnaś wiedzieć na pewno

1.Czym tak naprawdę jest ten wirus? Należy wiedzieć, że oficjalnie oznaczono go jako 2019-nCoV, ale powszechnie znany jest jako wirus z Wuhan. W tym położonym w środkowych Chinach mieście ujawnił bowiem swoją zjadliwość. Pierwotnym źródłem zakażenia były prawdopodobnie zwierzęta sprzedawane tam na targu. To z nich 2019-nCoV przeniósł się na ludzi. Co więcej, potem zaczął mutować i zyskał zdolność przenoszenia się między nami. Warto dodać, że podobnie jak wirus SARS, który w 2002 roku również przeniósł się na ludzi ze zwierząt, dał też początek epidemii w Chinach. Obecny koronawirus przypomina go aż w 80 procentach. Ale jego zdolność mutowania sprawia, że może okazać się groźniejszy. To dlatego Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła PHEIC, czyli Stan Zagrożenia Zdrowia Publicznego o Znaczeniu Międzynarodowym. A komunikaty takie wydawane są niezwykle rzadko.

2. Jakie są objawy zarażenia? Należy wiedzieć, że zarażenie koronawirusem przypomina (zwłaszcza na początku) inne sezonowe infekcje, szczególnie grypę. U większości chorych występuje wysoka gorączka (powyżej 38, a nawet 39 stopni Celsjusza). Do tego dochodzi kaszel i duszności. Warto wiedzieć, że część chorych miała też inne symptomy, na przykład kołatanie serca, bóle mięśni czy uczucie ucisku w klatce piersiowej. Warto dodać, że w efekcie zakażenia wirusem z Wuhan dochodzi do ciężkiego masywnego zapalenia płuc. Do jego stwierdzenia konieczne jest nie tylko osłuchanie pacjenta, ale też badanie obrazowe i zaawansowane testy diagnostyczne. 2019-nCoV ma widoczne wypustki, które nieco przypominają koronę. Stąd też jego nazwa. Kiedy się namnoży uszkadza pęcherzyki płucne prowadząc do wcześniej wspomnianego ciężkiego zapalenia płuc. Jego objawy możemy zobaczyć na przykład na zdjęciu rtg. A samą obecność wirusa można stwierdzić po zrobieniu specjalistycznych testów genetycznych z materiału pobranego z górnych i dolnych dróg oddechowych. Należy wiedzieć, że badań takich nie prowadzi się jednak w zwykłych przychodniach. Natomiast możemy jednak w nich zrobić testy potwierdzające lub wykluczające, czy infekcja, z którą się zmagamy nie jest na przykład grypą (służy do tego tzw. Influenza A/B Test, koszt od około 35 zł).

3. Dlaczego 2019-nCoV jest tak groźny? Należy wiedzieć, że przede wszystkim chodzi o jego nieprzewidywalność. Chociaż badacze z Rzymu wyizolowali wirusa z krwi chorego i przekazali go wszystkim ważnym ośrodkom naukowym, aby można było pracować nad lekami i szczepionkami, nadal nie wiemy, w jakim kierunku 2019-nCoV dalej zmutuje. Jeżeli będzie zachowywał się tak, jak inne koronawirusy, po gwałtownym wzroście zachorowań w ciągu najbliższych tygodni, powinno dojść do wygasania ognisk zakaźnych. Bo pamiętajmy o tym, że koronawirusy odpowiadają zazwyczaj za sezonowe infekcje. Ale czy będzie tak i tym razem? Zobaczymy. Trzeba powiedzieć, ze najgorsze jest to, że wirus z Wuhan ma długi okres inkubacji (wylęgania). Od momentu zarażenia się nim do wystąpienia objawów choroby mija nawet 14 dni (choć zwykle jest to 5-6). A w czasie tym nieświadoma osoba może przenosić wirusa na inne osoby.

4. Czy maseczka stanowi skuteczną ochronę? Należy wiedzieć, że 2019-nCoV roznosi się drogą kropelkową (przez katar, kaszel) i wraz z wydychanym powietrzem (w nim też są drobinki wydzielin). Do organizmu kolejnej osoby najłatwiej dostaje się przez błony śluzowe czyli spojówki oczu, wnętrze nosa, usta. Zazwyczaj maseczki jednorazowe nie są w stanie nas przed nim uchronić. Ich stosowanie ma sens jedynie w przypadku personelu medycznego (który bardzo często maski zmienia) oraz osób, które już są zainfekowane (aby na przykład kaszląc nie zarażały innych). Warto dodać, że tylko profesjonalne maski mają dużą skuteczność (są bardzo drogie). Ale i tak nie są wystarczającą zaporą dla wirusa.

5. Kto choruje najciężej? Należy wiedzieć, że chociaż wirus ten może zainfekować każdego, kto się z nim zetknie, to warto pamiętać o tym, że najciężej infekcję przechodzą osoby, które mają osłabiony układ odporności, szczególnie osoby cierpiące na choroby przewlekłe. Warto dodać, że najwięcej pacjentów w ciężkim stanie (i ofiar śmiertelnych) odnotowano wśród seniorów ze źle kontrolowaną cukrzycą i chorobami układu krążenia.

6. Gdzie się zgłosić w razie infekcji? Ogólnie pamiętajmy o tym, że nawet jeśli wystąpią u nas lub kogoś z naszych bliskich wymienione wcześniej objawy, nie powinniśmy wpadać w panikę. Musimy wiedzieć, ze w Polsce do końca marca trwa sezon na infekcję dróg oddechowych. Bardzo mocno w tym roku daje o sobie znać też grypa (której nie wolno lekceważyć, ponieważ jej powikłania także są niebezpieczne, nawet śmiertelne). Trzeba też powiedzieć, ze jeśli mieliśmy możliwość kontaktu z zainfekowanym 2019-nCoV (kimś, kto wrócił z Chin lub innego kraju, w którym są liczne ogniska zapalne, albo z kimś, kto wie, że z zarażonym miał kontakt), wówczas zgłośmy się na szpitalny oddział zakaźny. I tylko wtedy! Natomiast w pozostałych przypadkach udajmy się do lekarza POZ, bowiem wtedy zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że mamy klasyczną infekcję. Wówczas wędrówka na oddział zakaźny niepotrzebnie naraża nas na kontakt z innymi chorobami. Po za tym specjalistycznych oddziałów jest mniej, więc dłużej poczekamy na przyjęcie. I zadajmy siódme pytanie: jak inaczej możemy się bronić? Istotne jest to, aby zadbać o odporność. To nie jest czas na diety odchudzające czy eliminujące jakieś składniki (co może prowadzić do niedoborów witamin). Ważne również jest to, abyśmy ubierali się stosownie do pogody (przegrzanie i przemarznięcie osłabiają). Ale też powinniśmy leczyć każdą infekcję i unikać dużych skupisk ludzi, bowiem tam najłatwiej o zarażenie. Aby ograniczyć ryzyko przeniesienia wirusa, trzeba dbać o higienę i unikać przecierania oczu czy okolicy ust, jeśli nie mamy pewności, że nasze ręce są czyste. Warto dodać, że dokładne i częste mycie rąk mydłem nawet o 25 procent obniża ryzyko zainfekowania się wirusami przenoszonymi wodą kropelkową. Jeśli nie możemy umyć rąk, a na przykład chwytaliśmy klamkę w miejscu publicznym czy sklepowy wózek, korzystajmy wówczas z żeli dezynfekujących na bazie alkoholu.

shutterstock_104071589

Koronawirus a etykieta – czyli jak elegancko zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Jak ma się savoir-vivre do choroby?

Czy można zawiesić grzeczność na czas niedomagania?

Czy można z powodu ewentualnej epidemii zmienić obyczaje?

Czy można unikać podawania dłoni i pocałunków na powitanie?

Z takimi i podobnymi pytaniami spotykam się ostatnio coraz częściej i na wszystkie zamierzam odpowiedzieć.

Savoir-vivre to inaczej sztuka życia. Skoro mówi nam, jak żyć, to przede wszystkim trzeba najpierw zadbać o zachowanie zdrowia i życia. Czyli nie ma savoir-vivre’u bez survivalu. Nie oznacza to, że możemy na czas własnej lub czyjejś choroby zapomnieć o grzeczności, bo to wręcz szczególna sytuacja, w której należałoby pomyśleć o właściwym zachowaniu. Właściwym nie oznacza takim samym, jakie stosujemy na co dzień.  

Skoro mowa o koronawirusie (ale nie tylko!), to działania powinny pójść dwukierunkowo. Z jednej strony należy przedsięwziąć wszelkie środki ostrożności, żeby samemu nie zarazić się, a z drugiej – żeby nie zagrażać innym. Wszyscy bezwzględnie powinni częściej myć ręce. Okazuje się, że około 60% Europejczyków nie czyni tego po wyjściu z toalety. Ten odsetek jest dużo wyższy wśród mężczyzn. Na czas zagrożenia można zaniechać uścisków dłoni i wszelkich kontaktów fizycznych. Zanim podejdziemy do kogoś na wyciągnięcie ręki, można już kilka kroków wcześniej powiedzieć: przepraszam, ze względów zdrowotnych nie mogę podać dłoni. Nie trzeba się zagłębiać w szczegóły dolegliwości. Ostatnio miałam mały wypadek i złamałam sobie palec u dłoni. Przez jakiś czas musiałam uprzedzać i przepraszać, że mam kłopot. Oczywiście powitanie zawsze było słowne i z pełnym uśmiechem na ustach. Nie zauważyłam, żeby ktoś robił z tego problem. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby sprawić mi bólu.

Zresztą podczas codziennych spotkań wcale nie musi dochodzić do uścisku dłoni, już abstrahując od koronawirusa czy jakichś dolegliwości. Jeśli osoba bardziej uprzywilejowana nie poda dłoni, druga osoba również powinna zaniechać uścisku. Czyli w życiu towarzyskim, jeśli kobieta nie poda ręki, mężczyzna powinien tylko się ukłonić. W życiu służbowym jest podobnie, jedynie wybór formy powitania nie zależy od płci czy wieku, ale od rangi.

Jeśli ktoś ma dobre maniery, to dobrze też wie, że w towarzystwie nie należy kichać. Wbrew pozorom stłumienie odruchu nie jest takie trudne i to bez uszczerbku dla własnego zdrowia: wystarczy podrażnić receptory nerwowe kichania – oczywiście przy użyciu chusteczki – i zyskujemy czas, aby wyjść i kichnąć. Przy okazji dodam, że kulturalna osoba zawsze ma prze sobie chusteczek pod dostatkiem i nie dotyka nosa bezpośrednio dłonią. Takie są też wskazania prewencyjne w stosunku do koronowirusa i innych drobnoustrojów przenoszonych drogą kropelkową, które wcale nie są mniej groźne. Dobrze by było, żeby niektóre zachowania weszły wszystkim w krew.

Jak się więc okazuje, nie ma savoir-vivre’u bez survivalu i survivalu bez savoir-vivre’u.

IKR

shutterstock_635840882

Jak zwrócić uwagę sąsiadom?

Najczęściej stawiam pytanie nieco odmiennie: czy można zwrócić uwagę sąsiadom; ponieważ jest to niegrzeczne i tylko wywołuje wzajemną niechęć. Stosunki dobrosąsiedzkie są przecież dużej wagi. W życiu różnie bywa i nie mam tu na myśli sytuacji, kiedy tylko zabraknie soli czy cukru. Ucząc savoir-vivre’u, podkreślam, że nie można się kierować pragmatyzmem, bo wychodzi nam Mickiewiczowska grzeczność kupiecka, a nie szlachecka. A tu sama wpadam w tę pułapkę i uzasadniam zachowanie względami praktycznymi. Poprawię się więc: nie wypada ludziom dorosłym zwracać uwagi na ich zachowanie, bo to jest zwyczajnie niekulturalne, niezależnie, czy nam się to opłaca, czy nie.

Jednak coś trzeba zrobić, jeśli problem z sąsiadami zwyczajnie nie daje spokojnie żyć, bo na przykład dzieci zza ściany „drą się” i kłócą od momentu powrotu ze szkoły albo nawet wcześniej – wracając ze szkoły – już na korytarzu zapowiadają niespokojny czas sąsiadów, jakby byli sami na tym świecie. Skoro trzeba jakoś zadziałać, to koniecznie tak, aby nikogo nie urazić i jednocześnie osiągnąć swój cel.

Samo upominanie dzieci na niewiele się zdaje, bo dziecko ze swojej perspektywy jedynie pomyśli o nas, że się tylko czepiamy. Sama pamiętam z dzieciństwa, że takich sąsiadów się nie znosi. Możliwe jest jednak wyjście z tej trudnej sytuacji. Prowadzi do tego grzeczna, taktowna rozmowa z rodzicami. Zanim się to uczyni, przede wszystkim przypomnijmy sobie własne zachowanie w tym wieku albo zachowanie swoich dzieci. Wtedy zwyczajnie nabiera się pokory i inaczej wyglądają ewentualne rozmowy. Kiedy dochodzi do spotkania, trzeba je zorganizować z pozycji osoby proszącej, a nie karcącej. Dobrze jest na początku rozmowy okazać wyrozumiałość dla praw, jakimi rządzi się młody wiek. Każde dziecko jest też inne i nie zawsze rodzice są w stanie coś wskórać, jeśli nie są akurat w domu i nie mogą bezpośrednio reagować.  Trzeba też liczyć się że, w czasie rozmowy może okazać się, że dzieci, które wyglądają na zdrowe i tylko są rozwydrzone i źle wychowane, mają jakieś problemy natury psychicznej. Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Nie można nakładać kontekstu własnych doświadczeń na problem innych – w tym wypadku sąsiadów. Bywa oczywiście i tak, że rodzice po prostu akceptują nieludzkie „ryki” swoich dzieci do tego stopnia, że nie zauważają problemu. Wtedy miła rozmowa sąsiedzka powinna choć trochę pomóc. A jeśli po jakimś czasie zauważalna będzie poprawa, koniecznie trzeba podziękować. Można z tej okazji upiec jakieś ciasteczka albo kupić czekoladki i poczęstować nimi sąsiadów i ich dzieci. I takim sposobem problem można przekuć w miłą i dobrą znajomość.

carnival-3075912_1920

„Jasiu, tanga nikt nie zatańczy tak jak my”- Irena Kamińska-Radomska o karnawale dawniej i dziś

Dawniej nawet nie wypadało, żeby podczas balu mąż tańczył ze swoją żoną. Dzisiaj miałby niemały problem, gdyby przynajmniej nie zainicjował tańców, zapraszając żonę na parkiet. Kiedyś było również nie do pomyślenia, żeby po tańcu kobieta odprowadzała mężczyznę do stolika. Ale uwaga: dzisiaj pod tym względem nic się nie zmieniło. Gdyby było odwrotnie, takie zachowanie wprawiłoby niejednego dżentelmena w osłupienie. Chyba że przyjąłby to jako dobry żart. Odnośnie do istnienia dżentelmenów – nie ma co się obruszać i napuszać. Dżentelmeni istnieją, mają się dobrze i są nie mniej liczni na tym świecie niż damy.

Jednak w tych czasach nie mają zastosowania niektóre konwenanse, które miały sens przed nastaniem równouprawnia mężczyzn i kobiet. Przynajmniej w Polsce. Dzisiaj już dziwnie i archaicznie wygląda zachowanie mężczyzny, który prosząc do tańca kobietę, zwraca się nie do niej, tylko do mężczyzny. Można by to odebrać jako pozbawienie kobiet głosu i decyzyjności. Oczywiście ma to nadal sens, kiedy kobieta zaangażowana jest akurat w żywą dyskusję, a poproszenie do tańca mogłoby być wtargnięciem w sam środek jakiegoś wywodu.

Chociaż i ten argument słabo się broni, ponieważ przyjęcia i bale w czasie karnawału (i nie tylko) to nie czas na poważne dyskusje. Wynika z tego, że mężczyzna śmiało może podejść do kobiety, z którą chce zatańczyć i to bezpośrednio ją zaprosić na parkiet. Ewentualnie może kurtuazyjnie rzucić: „pozwoli pan…”, co bardziej odbieramy jako: „pozwoli pan, że przeszkodzę lub przerwę”.

Pewne zasady wynikające z różnicy płci pozostały jednak niezmienione. To mężczyzna/młodzieniec prosi do tańca. Ta inicjatywa pozostaje domeną męską. Oczywiście są wyjątki. Przede wszystkim w momencie, kiedy zapowiedziany jest biały walc, to tylko panie proszą panów do tańca. W tych czasach również poza tym wypadkiem kobieta może bez wahania poprosić bardzo dobrego znajomego na parkiet, kiedy w tym geście nie będzie żadnego nawet cienia narzucania się. Jeśli na przykład powie: „Jasiu, tanga nikt nie zatańczy tak jak my”, Jasiek natychmiast powinien zerwać się na równe nogi i zaprosić koleżankę na parkiet.

Czy można odmówić? Każdy wolny człowiek ma prawo odmówić – zarówno kobieta, jak i mężczyzna. Prawdziwa dama wie, kiedy i jak to zrobić. Z całą pewnością i stanowczością, choć grzecznie, odmawia mężczyźnie, u którego widoczne są oznaki nietrzeźwości. Tacy „tancerze” zaczynają się „przyklejać”, mamrotać głupstwa i tym samym kompromitować siebie i partnerkę. Żeby odmowa nie była zbyt bolesna, dobrze jest podać powód – zmęczenie albo jakąś inną niedyspozycję. Ten taniec niestety trzeba już pominąć, nawet gdyby za chwilę pojawił się wyśniony królewicz z bajki. Prawdziwa dama za żadną cenę nie straci godności, a królewicz, jeśli mu zależy, pojawi się jeszcze raz. 

IKR

_MG_9950

„Ja kocham salceson!” – 5 złotych zasad pozytywnej komunikacji od Ireny Kamińskiej-Radomskiej

  1. Dama w rozmowie utrzymuje równowagę

Równowaga psychiczna również się przydaje i o tym będzie mowa, ale w tym wypadku chodzi o coś innego: o równowagę czasu w rozmowie, kiedy dama mówi i kiedy słucha. W trakcie pogawędki, gdy ktoś zadaje pytanie, po odpowiedzi – niejako w rewanżu – należy również zadać pytanie, np.:

Dżentelmen: „Jesteś pierwszy raz w Paryżu?”

Dama: „Nie, ja tutaj mieszkam od urodzenie. A ty?”

2. Nie udaje, że słucha

Kiedy dżentelmen odpowie, że urodził się w Krakowie, ale teraz los rzucił go do Paryża, dama z pewnością zainteresuje się, dlaczego tu przyjechał i kiedy to się stało. Niewątpliwie zapyta też, jak się czuje wśród Francuzów. W zależności od odpowiedzi może podzielić się swoim podobnym doświadczeniem. Dla pozytywnej komunikacji to podobieństwo jest ważne. Nie wypada komentować czyichś słów w taki sposób, żeby rozmówca czuł się nieswojo, np.: „Co ty opowiadasz? Przecież Francuzi to taki przyjacielski naród”.

3. Szanuje rozmówcę i jego zdanie

Dama nie powie: „Nie masz racji”, jeśli rozmówca reprezentuje krańcowo różne poglądy. Raczej użyje formy: „Rozumiem” albo: „To ciekawe spojrzenie na sprawę”, po czym przedstawi swoją perspektywę, oczywiście pod warunkiem, że rozmowa nie dotyczy tematów drażliwych. Jeśli tak, dama zręcznie zmieni tok rozmowy, np.: „Ach te kontrowersje międzykulturowe; kultura to niezwykłe zjawisko… A skoro o tym mowa, to widziałeś Green Booka? Zasłużył na Oscara za najlepszy film, prawda?” I tu zaczyna się rozmowa na temat filmów.

4. Nie popisuje się wiedzą

Rozmowę powinna prowadzić w taki sposób, żeby rozmówca nie czuł się w każdej dziedzinie dyletantem, lecz wręcz przeciwnie. Dlatego powinna szukać takiego tematu, w którym rozmówca będzie brylował. Jeśli nasz dżentelmen nie widział „Green Booka”, to po co rozwodzić się nad grą aktorską Alego Mahershali czy Viggo Mortensena. Lepiej zapytać, czy kolega z Krakowa lubi sport.

5. Jest cierpliwa i powściągliwa

Dama nie przerywa, panuje nad sobą. Potrafi cierpliwie zaczekać, aż rozmówca skończy swój wywód, zanim sama coś doda. A jeśli w trakcie słuchania zapomni, co chciała powiedzieć, to przecież nic się nie stanie.

Panuje też nad swymi emocjami. Skupianie na sobie uwagi zbyt głośnym śmiechem czy rozmową jest po prostu wulgarne. Dama nie daje się ponieść emocjom ani negatywnym, ani pozytywnym. Komentarze typu: „Ja kocham kaszmir!”, „Ja kocham MiuMiu” do dobrego tonu nie należą. Jeśli ktoś używa słowa „kocham” dla marek i przedmiotów, to mam wtedy ochotę podzielić się też swoją opinią: „Ja kocham salceson!”

Irena Kamińska-Radomska

IMGP2028

Przemogłem się – osobiste przemyślenia Ireny Kamińskiej – Radomskiej na temat postanowień noworocznych

Idąc przez park, usłyszałam słowa spacerowicza, który rozmawiał przez telefon. Powiedział: „przemogłem się i przyjechałem”. Niby nic takiego, ale te słowa miały duży ładunek emocjonalny nie tylko ze względu na towarzyszącą im intonację. Znaczenie samych słów jest też mocne. Wyrażają, że ich autor musiał pokonać jakiś wewnętrzny opór i zrobił coś wbrew sobie. W tym wypadku – przyjechał. Wyobraziłam sobie, że odwiedził kogoś bliskiego, z kim nie łączą go dobre stosunki. Być może dał sobie i tej drugiej osobie szansę na jakąś zmianę. To tylko moje domysły, bo szliśmy w przeciwne strony. Ale gdyby nawet było na odwrót, gdybyśmy szli w tym samym kierunku, starałabym się nie słuchać, bo to niegrzeczne.

Zaczęłam w dalszej drodze myśleć o postanowieniach noworocznych i ich kruchości. Bo żeby wytrwać, trzeba się właśnie przemóc. Zwalczyć stare przyzwyczajenia, żeby zastąpić je czymś…

Teraz proszę pomyśleć, co Ty Czytelniku chciałbyś zmienić. Przecież nie ma życia, które byłoby idealne, więc na pewno i Twoje do takich nie należy. Poza tym idealne dla każdego co innego znaczy. Ale cokolwiek by to nie było, można do tego dążyć. Sławna amerykańska dziennikarka Oprah Winfrey pięknie wypowiedziała się właśnie na ten temat: dla jednej osoby będzie to codzienne wypiekanie pysznych bułek, dla innej – prowadzenie programu telewizyjnego. Jednak nie to było z tej wypowiedzi najciekawsze. Dziennikarce wmawia się, że musiała mieć niesamowite szczęście, skoro odniosła tak ogromny sukces i ma ciekawe życie. Winfrey odpowiedziała, że być może. Jednak takie samo szczęście ma każdy z nas. Różnica natomiast jest w tym, że nie każdy jest na nie przygotowany.  

Przygotowanie się na przydarzające nam się okazje to ciągła praca nad sobą, doskonalenie swoich umiejętności i poszerzanie wiedzy. Nie jest to łatwe, bo trzeba się przemóc. Zamiast przeglądania sieci, oglądania po raz trzeci tego samego filmu, błąkania się po „galeriach” handlowych, trzeba przeczytać ciężką do strawienia książkę, pójść na kurs tańca, wyjść z domu i pobiegać, odrobić ćwiczenia z angielskiego itd.

Trzeba się przemóc, żeby zrezygnować z przyjemności, wygody i lenistwa, żeby zrobić coś sensownego. Trzeba się przemóc, żeby kliknąć „off” na pilocie telewizora, laptopa czy smartphone’a, które stoją na straży przed drogą do lepszego życia.

IKR

Projekt bez tytułu (24)

Harry & Meghan – poważna decyzja i niepoważny komunikat – komentarz Ireny Kamińskiej – Radomskiej

Nie można tak sobie wyjść z rodziny. Więzy krwi pozostają. I nie tylko. Trudno się jednak dziwić książętom Sussex, których poufale określa się jako Harry i Meghan, że zdecydowali się uniezależnić. Książę Henryk założył rodzinę, czuje się odpowiedzialny za żonę i syna. W dotychczasowych warunkach, będąc następcą tronu w świecie wszechobecnych mediów, nie był w stanie zapewnić żonie i dziecku podstawowej wartości, jaką jest bezpieczeństwo.

Księżna Meghan, jeszcze przed ślubem, była uprzedzana przed trudnościami, jakie spotykają członków rodziny królewskiej. Mimo że w dużym stopniu była na to przygotowana psychicznie, to rzeczywistość przekroczyła wszelkie oczekiwania. Informatorzy z brukowców (nie użyję określenia dziennikarze) ośmielili się nawet złamać prawo do tajemnicy korespondencji. Książę, mając w pamięci straszne doświadczenia z dzieciństwa, bał się o los swojej żony. Porównanie nowej sytuacji do losu matki miało poważne podstawy. W swojej mocnej wypowiedzi książę ośmielił się wyrazić opinię, że jego żona traktowana jest nie jak człowiek, a towar.

Para książęca pozbawiona została jakiejkolwiek prywatności. Można sobie tylko wyobrazić skalę problemów, skoro księżna przed ślubem była znaną aktorką i na co dzień miała do czynienia z mediami, a nowym wyzwaniom nie była w stanie sprostać.  

Ostatnich 6 tygodni książęta spędzili w Kanadzie. Wypoczęli psychicznie i zaraz po powrocie obwieścili światu, że zamierzają wykuć nową ścieżkę w swym życiu, bardziej niezależną. Być może nie powinni tego robić za pośrednictwem mediów społecznościowych. Z punku widzenia etykiety dworskiej – na pewno nie powinni. Ale z drugiej strony, skoro postanowili rozpocząć nowy rozdział w życiu, ta forma jest jak najbardziej odpowiednia.

Na razie to tylko obwieszczenie. Teraz zaczną się dyskusje, negocjacje z królową, księciem Karolem i Księciem Wilhelmem dotyczące szczegółów odejścia. Nie wątpię, że będą satysfakcjonujące dla obu stron, bo to przecież rodzina.

zdjęcie główne

Irena Kamińska – Radomska wzruszająco o Świętach, wierze i wdzięczności.

O Świętach po Świętach

Czytałam piękny artykuł o doświadczeniu młodego księdza, który w wigilię Bożego Narodzenia, już pod wieczór, szedł przez wyludnione ulice do Kościoła. Tam nie było żywej duszy. Ksiądz wsłuchiwał się w ciszę i szukał bliskości Boga. Tak, te Święta to Święta narodzin Chrystusa, nie kogoś innego. W pierwszej chwili wzruszyłam się, wyobrażając sobie wrażenia autora artykułu. Potem pomyślałam o mojej Wigilii, naszej Wigilii. Pełnej ludzi, krzątaniny i gwaru. Czy w wysiłkach mojej córki i jej rodziny, żeby kolejna wieczerza szykowana w jej  domu była udana, nie było miłości i bliskości Narodzonego? Czy to zabieganie było pozbawione wartości nadrzędnych?

Mimo, że nie wszyscy goście byli wierzący, stanowczo zaprzeczę. Każdy z nas starał się zrobić wszystko, żeby pozostałym biesiadnikom było miło. Żeby każdy poczuł się dowartościowany. Żeby nie było gości lepszych i gorszych.

Każdy z gości przyniósł coś z własnych wiktuałów na stół. Nawet ja coś przyrządziłam, mimo że w kuchni mam dwie lewe ręce. Nikt nie powiedział, że moje makówki były niesłodkie. Doceniam to. Doceniam też, że gospodarze nie dali znać po sobie, że to kłopotliwe sprzątać po piesku, który ze szczęścia, że może być razem z zaproszonymi, podlewał każdy kąt. Normalnie tego nie robi. Mimo że to Wigilia, mimo odświętnych strojów, trzeba było wziąć się za mopa do podłóg.

Lubię pomagać przy stole, ale zięć, wiedząc, że ostatnimi czasy przepracowywałam się, nie pozwolił mi wstać od stołu. To też doceniam. Doceniam każdy serdeczny uśmiech, dowcipy, opowiastki i to, że komuś było smutno, bo zabrakło wśród nas kogoś bliskiego.

W tym wszystkim, co można było zwyczajnie docenić, tak jak w ciszy Kościoła, można było znaleźć bliskość Boga, czy ktoś wierzy, czy nie.  

IKR

reklama

Wstrząsający wywiad z autorką książki „Alkoholizm. Piekło kobiet” Moniką Sławecką

Kiedy słuchałam Moniki na jednym z ze spotkań kobiecych wiedziałam, że muszę z nią porozmawiać. Mówi o problemie globalnym w taki sposób jakby mówiła osobno do każdej z nas. Sam temat jest wstrząsający i niestety po raz kolejny uderza w nas kobiety, ale nie tylko w sensie samej choroby lecz również tym jak jest on postrzegany przez społeczeństwo. Kobieta pijąca to kobieta, która się nie szanuje, nie zna wstydu. Przecież to kobieta która „powinna” być idealna matką, żoną, przyjaciółką. I właśnie to słowo „powinna” ma tu kluczowe znaczenia, bo często to ono prowadzi nas do picia. Koniecznie przeczytajcie co na ten temat ma do powiedzenia autorka książki opowiadającej historie kobiet, które zmagają się z alkoholizmem.

Joanna Wenecka-Golik: Monika, poznałyśmy się przypadkiem na jednym ze spotkań kobiecych. Mówiłaś o swojej książce Alkoholizm – piekło kobiet. Porwałaś do dyskusji całą widownię kobiet, a kiedy Ty mówiłaś wszystkie wpatrywałyśmy się w Ciebie tak jakbyś miała nam do przekazania jakąś misję. Tak to dobre wyrażenie. Gdy się Ciebie słucha ma się wrażenie, że masz misję do spełnienia. Zgadzasz się z tym? Czy też to czujesz?

Monika Sławecka: Ojej, piękna słowa i mocno zobowiązujące. Chyba nie jestem w stanie przyjąć na siebie ciężaru takiej odpowiedzialności. Problem picia w naszym kraju jest galopujący. Pijemy więcej jak w słynnym okresie PRL-u, który wielu z nas kojarzy się właśnie z zakrapianymi dniami i nocami. Co alarmujące, według statystyk odpowiedzianych za zdrowie społeczne, codziennie jest sprzedawanych 3 miliony tzw. „małpek”. Największa sprzedawalność przypada na czas przed pójściem do pracy i w trakcie powrotu do domu. Znając te fakty i obserwując środowisko warszawskie, z którego się wywodzę, musiałam coś z tym zrobić. Sumienie nie pozwoliłoby mi żebym zignorowała tak poważny temat, a że kobiety właściwie na każdej płaszczyźnie życia zmagają się z brakiem taryfy ulgowej, postanowiłam skupić się na nich i ich historiach, przeżyciach, traumach.

JW-G: W którym momencie Twojego życia zdecydowałaś, że kolejną swoją książkę poświęcisz tematowi alkoholizmu u kobiet?

W zeszłym roku, na dzień przed swoimi urodzinami dowiedziałam się, że mój cudowny, przystojny, inteligentny brat zapił się na śmierć. Do dzisiaj nie mogę pogodzić się z jego stratą. Mając szansę napisać książkę w temacie, który sama wybiorę, decyzja była prosta. Poszukiwanie bohaterek, przekonanie ich do rozmowy a następnie zmierzenie się wraz z nimi z ich traumami, wywoływało często skrajne emocje u obu stron. Papier przyjmuje wszystko, łącznie z brutalną prawdą. Faktów, nie da się wyprzeć stąd później trud zmagania się z rzeczywistością.

JW-G: No właśnie Alkoholizm u kobiet, czy jest taki sam jak u mężczyzn? Jaki obraz kobiety rodzi Ci się w głowie kiedy słyszysz „alkoholiczka”?

Skojarzenie mocno pejoratywne. Alkoholizm rezonuje na całe nasze otoczenie, bliskich. Skoro kobieta jest przewodniczką stada, cudownym, czystym naczyniem w którym rośnie życie, myśl, że jest uzależnione od substancji toksycznej wręcz trucizny sprawia, że spychamy ją na margines społeczeństwa. A jak wiemy łatwo dzisiaj potępić drugiego człowieka. Myślimy i działamy niezwykle dynamicznie i skrótowo, często zapominając o tym co w życiu najistotniejsze czyli drugim człowieku.

JW-G: A jak się zaczyna ta choroba u kobiet. Są jakieś standardowe zachowania? Kiedy powinna nam się zaświecić czerwona lampka, że przestajemy już panować nad tym ile pijemy?

To jest moment w którym przestajemy kontrolować nasze picie, zaczynamy zawalać obowiązki dnia codziennego, pijemy dla lepszego samopoczucia, pijemy, bo towarzystwo jest nudne i przewidywalne. Najbardziej przeraził mnie schemat myślenia u niektórych osób z którymi się spotkałam: że alkohol to antydepresant. Przestańmy tak myśleć! Alkohol to wspaniały manipulant, przyczajone zło, zabija powoli, ale skutecznie. Najpierw infekując tak naprawdę psychikę a następnie cały organizm, niszcząc go od środka nieodwracalnie.

JW-G: Monika, przecież lampka wina przed snem to jeszcze nic. Przecież to tylko dla odprężenia, a wino tak elegancko się pije….

Ja się zgadzam! Cała kultura śródziemnomorska opiera się na spożywaniu alkoholu do posiłku, ale wszystko jest utrzymane w granicach normy. Czy przypominacie sobie Państwo sytuacje z podróży po Francji, Włoszech, gdzie spotkaliście się z osobami, na które alkohol wpływał destruująco? Może w pojedynczych przypadkach, ale przypadek potwierdza regułę.

JW-G: Czy według Ciebie alkoholizm wśród kobiet jest tematem tabu? Czym to jest spowodowane, jak myślisz? 

Wstydem. Wstydzimy się swojego zachowania po alkoholu, wstydzimy się za nasze pijane koleżanki, matki, ba! nawet szefowe. Dlatego stałyśmy się mistrzyniami kamuflażu, a w tym zawsze będziemy wyprzedać mężczyzn. Jednak przez tę zdolność, wpadamy w coraz większe sidła choroby.

JW-G: Dlaczego kobiety piją?

Trudno jest mi się wypowiadać za każdą obywatelkę tego kraju. Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że kobiety piją… bo lubią. W drodze emancypacji zaczęłyśmy sięgać po alkohol w nadmiarze. Pijemy ze względu na ogromną ilość obowiązków, bodźców, żeby się wyciszyć, żeby się nagrodzić, bo czujemy się samotne. Tak naprawdę każde usprawiedliwienie czy wymówka na nasze picie jest dobra. Zastanówmy się tylko, czy jest dobre dla nas? Odpowiedzmy sobie tak szczerze, w duchu, na następujące pytania: czy alkohol daje nam szczęście, rekompensuje nam coś? Czy dzięki niemu jesteśmy fajniejsze? Czy przez alkohol zalazłam się kiedyś w sytuacji zagrażającej mojemu zdrowiu i życiu? Odpowiedzi na te proste pytania, wiele nam podpowiedzą.

JW-G: Pamiętam, że na naszym spotkaniu tak dobrze opisywałaś to jak nie możemy liczyć na mężczyzn w przypadku choroby. Zazwyczaj my otaczamy ich opieką a co się dzieje, kiedy my potrzebujemy pomocy – jako alkoholiczki? I jak powiedzieć drugiej połowie o tym, że mam problem. Jest jakiś dobry sposób? 

W filmie „Niebezpieczne związki” Glen Close wypowiada kwestie: „Mężczyźni potrafią cieszyć się szczęściem, jakie dostają, a my cieszymy się szczęściem, jakie dajemy”. Ten genialny cytat proszę przełożyć sobie na życie, a wiele spraw wyda się nam łatwiejszych do zrozumienia. Nie znam dobrego sposobu na powiedzenie bliskiej osobie o problemie alkoholowym, ze względu na to, że najczęściej ta choroba jest tak mocno zawoalowane, że to otoczenie wysyła silne sygnały, a później ostrzeżenia i jasne komunikaty. Osoba uzależniona od alkoholu to osoba słaba, z niskim poczuciem własnej wartości, która nie ma siły na walkę ze swoją słabością, dlatego tak ważna jest samoświadomość i kochanie siebie samej. Kobiety z założenia muszą być silne. Biorą na siebie niewyobrażalną ilość odpowiedzialności i obowiązków. Świat nam rzadko przebacza błędy. Statystyki mówią 9 na 10 małżeństw gdzie kobieta zmaga się z chorobą alkoholowa, kończy się rozwodem. W przypadku sytuacji odwrotnej… 1 na 10. Czy te fakty nie powodują od razu otrzeźwienia?

JW-G: Toksyczny związek – to chyba częsty powód do picia? 

Częsty. Znam, niestety, z autopsji. Dziewczyny, uciekajcie od toksycznych mężczyzn, tam nie czeka na Was nic dobrego!

JW-G: Ostatnio rozmawiałam z Panią Psycholog z Krakowa o alkoholizmie u kobiet i użyła bardzo ciekawego stwierdzenia. Kiedy zapytałam ją jakie kobiety najczęściej sięgają po alkohol odpowiedziała tzw. Kobiety wspierające czyli kobiety, które za wszelką cenę chcą wspierać swoich mężczyzn, dzieci, rodziców ale same nie mają nikogo kto by je wspierał. Mają silne poczucie robienia wszystkiego na 100% i spełniania się w każdej roli. A co Ty o tym myślisz?

Zgadzam się w 100 procentach, mówiłam o tym powyżej. Nagradzanie się alkoholem za zmaganie z trudami dnia codziennego, wpędziło w chorobę chociażby jedną z bohaterek mojej książki- Ilonę Felicjańską aktualnie Montanę. W pewnym momencie swojego życia straciła przez picie wszystko. Dzisiaj dziękuje za tę lekcję, ale wiele z nas nie poradziłoby sobie równie dobrze, jak Ilona.

JW-G: Pijąca matka =? Czyli czy dziecko, którego matka piła ma szanse na normalne życie?

To jest bardzo poważne pytanie, dlatego nie będę używała hipotez tylko podam fakty. Nasze życie dzieli się na trzy zależności:  w 20 procentach przemawiają za nas geny, kolejne 20 procent to wychowanie, a reszta to wpływ nas samych na zdrowie i funkcjonowanie jako niezależna komórka społeczna.

JW-G: Monika a co Ty czułaś kiedy docierały do Ciebie historie poszczególnych kobiet? Przypuszczam, że spore obciążenie. Chociaż to juz twoja druga książka pełna emocji i bólu. Czy można się do tego przyzwyczaić?

Jak pokazuje historia wielu lekarzy, policjantów, strażaków itp. do wszystkiego można się przyzwyczaić. Dlaczego świadomie biorę to na siebie? Bo interesuje mnie człowiek, ciemne oblicze naszej natury, bo temat alkoholizmu wśród kobiet jest mało medialny i zepchnięty na margines. Proszę mi wierzyć, że historie kobiet, które zgromadziłam w swojej książce, pokazują, jak piękny jest człowiek pełen słabości i wątpliwości.

JW-G: Historia, która wstrząsnęła Tobą najbardziej? Była taka? 

Każda historia jest dla mnie równie ważna, bo stoi za nią realny, czujący człowiek. Na pewno wielki ból wywołał we mnie fakt, że jedna z bohaterek książki nie dożyła autoryzacji wywiadu. Organizm się poddał wobec uzależnienia. Nie było z tego wraku czego ratować.

JW-G: Monika napisałaś mi, że zależy Ci aby wywiad ukazał się przed świętami. Wiem, że masz w tym swój cel. Powiedz jaki? Na co powinnyśmy zwrócić uwagę w ten świąteczny i pozornie spokojny czas świąt? 

Święta to dla kobiet czas szczególnie obciążający, wymaga od nas tak naprawdę ogromnej ilości pracy i poświęcenia. Skoro rodzina, partner nie wynagradzają mi tego, zrobi to butelka wina. Kochane, kochani, przystopujcie na czas świąt, pomyślcie i zadbajcie o siebie! Bez Was reszta się nie liczy, a to, że ryba będzie trochę za sucha albo nie podacie 12 potraw nie sprawi, że zawali się świat.. Zróbcie sobie jakiś prezent, którym same siebie nagrodzicie. Nie czekajcie aż zrobią to inni! Możecie się nie doczekać. Bez sensu gorycz, czy niesprawiedliwość tego świata, topić w butelce.

JW-G: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Według mnie bardzo potrzebną. Osobiście dziękuję Ci też za książkę, którą napisałaś. Wierzę, że pomoże podnieść koronę niejednej z nas.

Ładna klamra, pięknymi słowami mnie przywitałaś i takimi żegnasz. Dziękuję. To bardzo ważne by doceniać pracę drugiego człowieka, karmić go dobrymi słowami. Jak mantrę powtarzam znajomym, przyjaciołom, że za dobro należy wynagradzać, a za zło… karać, hehe.

shutterstock_292678880

Rozstanie – i co dalej?

Koniec związku nigdy nie jest łatwy. To pełen skrajnych emocji stan. Czujemy ból, żal, smutek i gniew. Wszystko naraz. Wydaje się, że złamane serce to koniec świata i po skończonym związku nie ma już nic. Prawda jest jednak taka, że to normalny stan, który należy przeżyć świadomie. To swojego rodzaju żałoba za czymś co było i co straciliśmy. Przeszukiwanie wspólnych zdjęć i płacz to zupełnie zdrowa reakcja, która minie – chociaż dzisiaj w to nie wierzysz.

Według badań opublikowanych w The Journal of Positive Psychology potrzeba 11 tygodni, aby poczuć się lepiej po zakończonym związku. Tymczasem inne badania wykazały, że potrzeba aż 18 miesięcy, żeby pogodzić się ze stratą i otworzyć na nową miłość.

Pamiętaj tylko, że przełamanie złamanego serca i przejście do następnego etapu jest procesem, który dla każdego wygląda inaczej. W związku z tym nie trzymaj się żadnych ustalonych ram czasowych. Istnieje wiele czynników, które wpłyną na to jak szybko Ty poradzisz sobie ze zmianą, w tym czas spędzony razem, wspomnienia i to co jeszcze dzisiaj Was łączy. Ale przejdziesz przez to i będziesz dużo mocniejsza niż dziś.

Dlaczego rozstanie tak bardzo boli?

Relacje z innymi stanowią podstawę życia danej osoby. W rezultacie gdy tracisz związek, który uważałaś za ważny dla swojego funkcjonowania to tak jakbyś straciła część siebie. Czasami czujesz się jakbyś straciła poczucie sensu i celu w życiu. Jeśli nie byliście małżeństwem to przecież mieliście plany. Może ślub, dzieci. A co teraz? Co dalej masz ze sobą zrobić? Możesz nawet czuć, że straciłaś dużą część siebie i w pewnym sensie tak się stało. Nie będziesz już tą sama osobą, którą byłaś w związku z nim. Ale jeśli pozwolisz by poczucie straty trwało zbyt długo to ryzykujesz rozpaczliwymi próbami naprawienia związku, abyś mogła odzyskać byłego i siebie samą. Jeśli zdecydowaliście się na rozstanie lepiej nie brać innych opcji pod uwagę, ale skoncentrować się na tym jak przetrwać rozstanie.

Jak przetrwać rozstanie

Przede wszystkim uświadom sobie, że rozstanie to nie cel, ale proces. Musisz uzbroić się w ogromne pokłady cierpliwości. Najlepsze co możesz teraz zrobić i nawet powinnaś to skoncentrować się na sobie. Pomyśl kim jesteś, kim byłaś w trakcie związku i czy na pewno byłaś sobą. Zastanów się też dlaczego Twój związek się nie udał. Nazwij to i wyciągnij wnioski na przyszłość. Uczenie się na podstawie tego doświadczenia nie tylko sprawi, ze będziesz silniejsza, ale także pomoże Ci dowiedzieć się czego chcesz od swojego życia i siłą rzeczy od Twojego przyszłego związku. Zrób to, żeby kolejna relację zbudować bardziej świadomie na podstawie Twoich oczekiwań i potrzeb. Żebyś nie stała już więcej razy przed dylematem czy to jest miłość czy to jest przyzwyczajenie. A oto kilka kroków, które pomogą Ci uporać się z rozstaniem i zacząć życie od nowa, po Twojemu.

Nie spiesz się

Rozstanie to proces. To nie jest czas na to by się spieszyć. Chociaż jeśli byliście razem kilka czy kilkanaście lat pewnie czujesz teraz oddech biegnącego czasu na karku. Bo przecież myśl, że straciłaś tyle czasu na to co i tak się skończyło wcale nie pomaga. Z czasem zrozumiesz, że to nie był czas stracony, a doświadczenia, które „wyniosłaś” z tego związku pomogą Ci w dalszym życiu. Wracając jednak do pośpiechu unikaj jak ognia randek, w których i tak będziesz teraz szukać „jego”. To nie jest czas na szukanie sobie zastępstwa. Możesz skrzywdzić nie tylko siebie ale i innych. Żałobę trzeba przeżyć. Zakładanie maski nie uleczy Twojego bólu. Musisz uczciwie i skutecznie zmierzyć się ze swoimi uczuciami. To nie będzie łatwe i będzie wymagało sporo pracy, ale wyjdziesz z tego mocniejsza i bardziej świadoma.

Pozwól się poczuć

Nikt nie lubi doświadczać bólu. Ale faktem jest, że musisz pozwolić sobie go poczuć jeśli zamierzasz go pokonać. Ignorowanie Twoich uczuć i udawanie, że ich niema lub próbowanie ich w jakiś sposób znieczulić  tylko opóźni proces powrotu do zdrowia. Bądź szczera w odniesieniu do bólu i odrzucenia, które odczuwasz. Bycie smutnym, zranionym to nie wstyd.

Możliwe, że byliście ze sobą bardzo długo i zerwanie wiąże się z silnymi emocjami. Tylko wtedy, gdy rzetelnie spojrzysz na to, jak czujesz się po rozstaniu, będziesz w stanie zdrowo nad nimi zapanować.

Zapytaj o pomoc

Rzadko zdarza się, aby ludzie podejmowali decyzję o zakończeniu związku w tym samym czasie. Kiedy dochodzi o rozstania jedna strona czuje się zraniona i zszokowana. W związku z tym uczucie szoku, odrzucenia, zranienia, a nawet zdrady mogą być trudne do opanowania szczególnie w pojedynkę.

Porozmawiaj ze znajomymi o swoich uczuciach. Uważaj jednak by nie zamknąć się w rozmowie tylko na rozstaniu. Postaraj się zainteresować życiem przyjaciela/ciółki. Chociaż Twoje myśli krążą wokół jednego to zainteresowanie życiem innych pomoże Ci w powrocie do normalności. Jeśli uznasz, że potrzebujesz większego wsparcia niż to co daje Ci przyjaciel/ółka rozważ rozmowę z terapeutą. Są przeszkoleni aby pomagać ludziom w opanowaniu emocji po rozstaniu i przejściu przez ten proces, a Ty nie będziesz mieć wyrzutów sumienia, że w czasie spotkania mówisz tylko o sobie i swoim rozstaniu.

Usuń byłego z mediów społecznościowych, nie wysyłaj kurtuazyjnych wiadomości

Nic nie oddali Cię od zdrowego myślenia bardziej niż prześladowanie Twojego byłego w mediach społecznościowych. Za każdym razem, gdy zobaczysz post z uśmiechniętą twarzą, będzie to jak zrywanie strupa z rany. Krwawienie i ból zaczną się od nowa. Przestań go obserwować i usuń z konta. Dla własnego zdrowia i komfortu. Ciekawość i pokusa sprawdzenia co robi Twój były jest wielka, ale w tym przypadku niewiedza da Ci spokój.

Nie myśl też o wysyłaniu przez najbliższe kilka miesięcy kurtuazyjnych wiadomości na święta, urodziny czy inne okazje. To oszukiwanie siebie. Najlepiej odciąć  Wasze relacje grubą linią i nie wysyłanie żadnych sprzecznych sygnałów drugiej osobie. Twoja kultura osobista nie ucierpi jeśli w tym roku nie złożysz mu życzeń świątecznych, a będziesz krok bliżej do pogodzenia się ze stratą.

Unikaj pijanej komunikacji

Nie ma nic gorszego niż upijanie się i pisanie sms-ów lub dzwonienie do byłego z pytaniami co poszło nie tak. Zwykle gdy ludzie są odurzeni tracą zahamowania i prawdopodobnie rano będziesz mocno żałowała tego co powiedziałaś. Ustal z jakąś bliską koleżanką/przyjaciółką, że możesz do niej zadzwonić za każdym razem kiedy najdzie Cię ochota na wybranie jego numeru telefonu. Pijane wybieranie numeru byłego nie przynosi oczekiwanych rezultatów, ale rano przyniesie wstyd i zażenowanie. Co więcej Twój były może pokazać Twoje wiadomości komuś innemu co jeszcze pogłębi Twoje zakłopotanie. Ze względu na siebie należy za wszelką cenę unikać takich sytuacji. Pamiętaj by nie zależnie od sytuacji unikać nadmiernego picia. To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Jeśli czujesz, że problem Cię przerasta sięgnij po książkę: Alkoholizm – piekło kobiet autorstwa Moniki Sławeckiej. Wstrząsające historie innych kobiet jak mało co szybko Cię otrzeźwią.

Zobacz związek szczerze

Przyjrzyj się obiektywnie jak naprawdę wyglądał Twój związek. Aby to zrobić musisz przestać idealizować swojego byłego i przestać rozmyślać o dobrych wspomnieniach i doświadczeniach. Chociaż patrzenie w przeszłość przez różowe okulary jest naturalne, to nie jest to rzeczywistość.

Popatrz na swój związek rzetelnie. Przecież tyle rzeczy w Twoim byłym Cię denerwowało, a związek od dawna wydawał Ci się monotonny. Oczekiwałaś czegoś więcej. Skup się teraz na tym „więcej”. Nazwij to i dąż do tego. Wyjątkowo dzisiaj skup się na negatywach swojego byłego związku. To pomaga.

Dbaj o siebie

To, ze Twój partner zakończył związek nie oznacza, że jesteś już niekochana. Jesteś i powinnaś zawsze być kochana przede wszystkim  przez samą siebie. Skoncentruj się bardzo mocno na tym co możesz zrobić, żeby poczuć się lepiej teraz. Nie myśl co będzie za rok czy dwa. Liczy się tu i teraz. Rozpieszczaj się każdego dnia chociaż przez chwilę. Nie jest to jednak czas na nadmierne picie, objadanie się fast foodami lub zaniedbywanie pracy. Nie usprawiedliwiaj się. Te rzeczy nie sprawią, że poczujesz się lepiej. Wręcz spotęgują poczucie beznadziejności. Teraz jest czas na to żeby zadbać o siebie. Idź na siłownie i wyrzuć z siebie złe emocje, a przy okazji popracuj nad figurą. Załóż aparat na zęby przecież tak długo o tym mylisz, idź do kosmetyczki. A może zrób coś dla innych i zostać Honorowym Dawcą Krwi. Ważne żebyś czuła, że idziesz do przodu, a Twoje życie zmienia się – na lepsze.  

Odkryj na nowo kim jesteś

Jeśli Twoja tożsamość była mocno uwarunkowana relacjami z byłym, teraz jest idealny czas na odkrycie kim naprawdę jesteś. Dowiedz się kim jesteś poza związkiem. Pośpiech w budowaniu nowej relacji tylko po to aby wypełnić pustkę po stracie to ogromny błąd! To idealny przepis na katastrofę i ostatecznie jeszcze większy ból.

Wiele par rozstaje się z powodu zupełnie innych potrzeb i celi. Wbrew pozorom to najlepszy finał takich relacji. Cierpią Ci, którzy tkwią w takich związkach przez całe życie. Jesteś więc szczęściarą bo udało Ci się tego uniknąć. Teraz poświęć trochę czasu na to żeby ponownie odkryć kim naprawdę jesteś i czego chcesz – TY.

Upuść gniew

Trzymanie gniewu w sobie nie jest zdrowe. Zje Cię od środka. Zamiast tego skup się na uwolnieniu emocji. Przypomnij sobie, że przebaczanie nie polega na zapominaniu. Chodzi o uwolnienie się od przywiązania do byłego. Kiedy trzymasz się gniewu i urazy lub obwiniasz siebie albo byłego o rozstanie to uczucie ciągle Cię przy nim trzyma. Zamiast tego odpuść. Nie masz już wpływu na to co się stało. Skup swoją energię na tym jak chcesz by Twoje życie wyglądało teraz.

Zamień rozstanie w pozytyw

Wbrew powszechnego przekonaniu rozstanie nie musi być złe. W rzeczywistości może być dobre zwłaszcza jeśli tkwiłaś w toksycznym związku albo już od dłuższego czasu się w nim męczyłaś. Zamiast skupiać się na tym jaka jesteś teraz nieszczęśliwa rozejrzyj się i zobacz nowe możliwości. Bycie singlem to więcej czasu. Możesz wybrać się na wycieczkę z przyjaciółką. Wreszcie będziesz miała dla niej więcej czasu. Zyskujesz weekendy, które dotychczas spędzaliście razem. Teraz możesz zapisać się na kurs, który zawsze chciałaś zrobić, albo zwyczajnie pójść na siłownię, żeby trochę popracować na ciałem. A może zastanów się nad własny rozwojem. Zawsze marzyłaś o swoim biznesie? Teraz jest ten czas. Szukaj sposobów aby być wdzięcznym, że związek się skończył zamiast rozmyślać  „co by było gdyby”. Kiedy to zrobisz zaczniesz widzieć światło w tunelu ,a bycie singlem nie będzie Ci się wydawało okropną rzeczą. Zobaczysz, dużo kobiet bardzo ceni sobie ten stan. Pamiętaj jednak , że lepiej pozostać świadomą swoich potrzeb singielką niż szukającą pocieszenie u innego desperatką.

Pamiętaj, że są tam inni

Chociaż dzisiaj o tym nie myślisz – i słusznie!- to kiedyś będziesz mieć inny, jeszcze lepszy związek. Jeśli tylko bycie singielką zbytnio Ci się nie spodoba. Nie możesz tylko uwierzyć w to, że ta osoba było Twoja bratnią duszą i teraz to już zawsze będziesz sama. Nie ma czegoś takiego jak idealna osoba, ta jedyna połówka. Wszystko to kwestia wspólnych celi, oczekiwań i chemii.

Słowo od nas

Twojego własnego „ja” nie definiuje stan, w którym się znajdujesz. Niezależnie czy jesteś w związku czy nie najważniejsze jest to kim jesteś i czego Ty chcesz. Ile znaczysz dla siebie samej. Poczucia wartości nie buduje się przez związek. Taka relacja jest z góry skazana na niepowodzenie. Do związku trzeba wejść świadomie, z podniesiona głową i z pewnością, że jesteś w z nim bo tego chcesz, a nie dlatego że musisz, albo się przyzwyczaiłaś.

Cherry Bee, zdj©cie Klaudia Baąazy (1)

Prezenty w stylu retro – oryginalnie i z klasą.

Grudzień to czas, kiedy intensywniej zaczynamy myśleć o świątecznych podarunkach.

Jeśli zastanawiasz się, co poza starymi samochodami lub meblami, ucieszyłoby retro-maniaczkę, (ale i nie tylko!), to ten przegląd prezentów jest dla Ciebie!

Czy stacjonarnie można dostać prezent, który ucieszy wielbicielkę przeszłych dekad?

Oczywiście! Nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie sklepów ze starociami lub giełd, chociaż są one niewątpliwie kopalnią pomysłów, ale także sklepy, które znajdziemy w każdym większym mieście.

Zacznijmy od perfum.

Na rynku nieustannie dostępne są zapachy, które skomponowane były na początku XX wieku.

Wszyscy znamy Chanel nr5, ale poniżej przedstawię Ci kilka innych , które przetrwały próbę czasu.

1. „L’heure Bleue“ Guerlain z 1912r.

2. „Emeraude“ Coty z 1921r.

3. „Shalimar“ Guerlain z 1925r.

4. „L’air du Temps“ Nina Ricci z 1948

5. „Youth Dew“ Estee Lauder z 1953

Książki to kolejny z prezentów, który często znajdujemy pod choinką i który z łatwością znajdziemy stacjonarnie. Na polskim rynku pojawia się coraz więcej publiacji, które na pewno zaciekawią każdą retro-maniaczkę! Mamy pozycje, które dotyczą histori, historii ubioru, obyczajowości, mody…

Wybrałam dla Was tylko kilka pozycji, które ostatnio pojawiły się w księgarniach.

1. „Modowe rewolucje. Niezwykła historia naszych szaf“ oraz „Polskie piękno. Sto lat stylu“ Karolina Żebrowska

2. „Dziewczyny. Moda ulicy lat 70. i 80. XX wieku“ Agnieszka Janas

3. „Moda kobieca w okupowanej Polsce“ Joanna Mruk

4. „Krótka historia jednego zdjęcia. Kobiety“ Paulina Tyczkowska, Jakub Kuza

Kupowanie odzieży na prezent może być ryzykowne. Dodatki lub dekoracje do domu z drugiej strony są wspaniałym pomysłem!

Coraz więcej polskich firm oferuje dobrej jakości produkty inspirowane przeszłością.

Dlaczego zatem nie wesprzeć naszych rodzimych firm i nie podarować komuś bliskiemu pięknej apaszki lub  biżuterii? Stacjonarnie produkty te znaleźć możemy na wszelakich targach i kiermaszach, pełna oferta natomiast znajduje się online.

1. Jedwabna apaszka od Natabo

2. Biżuteria od I love retro


3. Świece ręcznie robione od KARiTe

4.Mydełka od Emilia Kryger

5. Ręcznie haftowane obrazy od Troszkę Roztrzepana

Kolejnym nietypowym pomysłem na świąteczny podarunek, są cieszące się coraz większą popularnością vouchery.

Firmy, które mają w swojej ofercie retro produkty lub usługi, także zachęcają nas do kupna bonów prezentowych.

Poniżej znajdziecie kilka przykładów.

Bon na wybrany warsztat praktyczny, który odbędzie się podczas lutowego wydarzenia Holy Bee Retro Uniwersytetu w Warszawie. Warsztaty te wyprzedają się bardzo szybko, więc taki bon na pewno sprawi ogromną radość.

Wiesz, że bliska Ci osoba marzy o sesji w stylu retro? Masz szansę spełnić to marzenie z fotografką Pauliną Siwiec!

Ofertuje ona różne pakiety cenowe oraz opcje sesji, które pozostaną na długo w pamięci i albumach.

A jeśli sesja zdjęciowa, to dlaczego nie metamorfoza albo lekcja praktyczna makijażu i fryzur retro?

Beauty by Rockagirl ma w swojej ofercie ogromny wybór fryzur, których można nauczyć się podczas warsztatów indywidualnych lub które może wykonać.

edf

Jestem pewna, że bez względu na to który z wyżej wymienionych produktów zostanie przez Was wybrany na prezent, sprawi on obdarowanej osobie ogromną radość.

Wesołych Świąt!

156J9667

„Dzięki tej decyzji od dziewięciu lat jestem szczęśliwą żoną i mamą” – o kompleksowym wsparciu w czasie rozwodu opowiada Anna Klaus-Zielińska

Pani Anna Klaus-Zielińska, twórczyni innowacyjnego projektu Wise Mind w kilku cyklicznych artykułach opowie nam o tym jak ważne jest kompleksowe wsparcie dla kobiet, które podjęły decyzję o rozwodzie i jak ważne jest by kobiety, które boją się jej podjąć wiedziały, że taka pomoc istnieje.

Joanna Wenecka-Golik: Pani Anno stworzyła Pani, no właśnie jak to nazwać? Projekt? Działalność? Wpierającą kobiety w czasie rozwodu. Proszę przybliżyć naszym czytelniczkom co to jest Wise Mind i skąd pomysł na jego stworzenie.

Anna Klaus-Zielińska: Wise Mind to projekt skupiający specjalistów z różnych dziedzin; prawników, mediatorów, psychologów, psychologa dla dzieci i młodzieży, psychoterapeutę i doradcę majątkowego. Wszyscy razem tworzą zespół który kompleksowo wspiera osoby w procesie rozstania i rozwodu. Pomysł zrodził się z naszych osobistych doświadczeń – większość z nas jest po rozwodzie. W tamtym, trudnym okresie sami szukaliśmy wsparcia i doradztwa u wielu specjalistów – ja np w trakcie rozwodu spotykałam się z psychologiem, a zaraz potem rozpoczęłam roczną psychoterapię. Z perspektywy czasu, oceniam decyzję o sięgnięciu po kompleksowe wsparcie jako najlepszą z możliwych. Jestem też przekonana, że decyzji tej zawdzięczam to, że od dziewięciu lat jestem szczęśliwą żoną i mamą. Tak więc wracając do pani pytania – stworzyłam miejsce, którego lata temu ja, i specjaliści z którymi pracuje, sami szukaliśmy, i o którego przydatności jesteśmy osobiście przekonani.

JW-G: W jednej z rozmów telefonicznych wspomniała Pani, że najwięcej wniosków rozwodowych wpływa w styczniu? Dlaczego tak jest? Może to Pani jakoś uzasadnić czy to przypadek?

AK-Z: Tak, to prawda. Dokładnie w pierwszej połowie stycznia – zwykle między trzecim a ósmym stycznia jest składanych w większości krajów europejskich najwięcej wniosków rozwodowych. Druga, podobnie duża fala wniosków nadchodzi pod koniec wakacji. Czy to przypadek? Nie. Oba te okresy; wakacje, ale szczególnie święta to czas wielkich oczekiwań i nadziei. Myślimy sobie; na codzień jest jak jest, mało rozmawiamy, i mijamy się sporym łukiem, ale magia choinki i kolęd spowoduje że.. no właśnie co? Sami do końca nie wiemy. Oglądamy kolorowe reklamy z idealnymi rodzinami gdzie mama ma długie blond włosy, wpatrzony w nią tata sweter z reniferem a dzieci (koniecznie dwoje) uśmiechnięte pieką pierniczki. Gdzieś tam z tyłu głowy lubimy mieć myśl że u nas też tak będzie; wyjątkowo, blisko, ciepło, serdecznie i harmonijnie. A potem nadchodzą święta i nawet nie jest tak jak zawsze, tylko znacznie gorzej, bo stres, bo sprzeczne oczekiwania i potrzeby których nie umiemy komunikować, bo nakładają się na to nieprzegadane kwestie dotyczące ról i obowiązków w domu ( kto i co sprząta, kto robi zakupy, kto gotuje, kto zajmuje się dziećmi?). Sytuacji nie poprawiają zwykle odmienne wzory spędzania świąt które mamy wyniesione ze swoich rodzin generacyjnych („u mnie w domu zawsze mama robiła dziesięć makowców i cztery rodzaje pierogów i okna były umyte już tydzień przed wigilią” – „a u mnie w ogóle się nie piekło ciast – były symboliczne ryby na kolacje, a w pierwszy dzień świąt jechaliśmy na narty – domu nikt nie sprzątał bo nas w nim przez cały świąteczny tydzień i tak nie było”). I jak to pogodzić?

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jedna kwestia – w trakcie świąt zwykle spędzamy ze sobą dużo więcej czasu niż w normalnym tygodniu czy miesiącu. Jesteśmy nijako skazani na siebie i swoje towarzystwo. Już nie da rady się mijać w biegu. Do pracy nie wyjdę. Sklepy zamknięte. Znajomi spędzają czas z rodziną. Siadam więc z parterem w domu na kanapie/ przy stole. I nagle uderza cisza i pustka. To mocne bardzo doświadczenie.

JW-G: Jak już kobieta podejmie decyzję to zwykle skupia się tylko na jednej sferze i kieruje kroki do prawnika lub samodzielnie pisze pozew..

AK-Z: Tak, oczywiście, czasem jest to bardzo dobre rozwiązanie. Ale proszę pamiętać że prawnik jest reprezentantem jednej strony –wszystkie informacje i ogląd sytuacji jaki posiada jest subiektywnym oglądem tej jednej strony właśnie. W trakcie całego procesu komunikuje się z reprezentantem drugiej strony, też posiadającym siłą rzeczy fragmentaryczną wiedzę. W takiej sytuacji trudno o dobrą, efektywną komunikację, natomiast łatwo o zaostrzenie konfliktu który czasem ciągnie się latami oddziałując nie tylko na małżonków i ich dzieci, ale również na dalszą rodzinę i bliskich przyjaciół. Tworzą się koalicje, stronnictwa, są tematy tabu i frustrujące sytuacje społeczne. Cierpi wiele osób.

JW-G: Co zatem Państwo doradzacie kobiecie, która nie wie od czego zacząć cały ten „rozwód”?

AK-Z: W Wise Mind doradzamy naszym klientom jednorazowe skorzystanie z doradztwa prawnika – który przedstawi wszystkie aspekty prawne związane z procesem rozwodu, a następnie – udanie się na mediacje.

JW-G: Czyli przechodzimy do dbania o drugą sferę zmian rozwodowych – komunikację?

AK-Z: Dokładnie. Jeżeli para podjęła decyzje o rozwodzie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa ich wzajemna komunikacja nie była dobra.  Niewypowiedziane, trudne emocje, narastając latami, często prowadzą do całkowitego zablokowania komunikacji i procesów decyzyjnych. I nagle teraz, małżonkowie muszą się porozumieć co do szeregu mniejszych i większych kwestii związanych z rozstaniem – podziału majątku, kredytu, wysokości alimentów. No i przede wszystkim – jesli mają dzieci – muszą stworzyć wspólnie plan wychowawczy.

JW-G: Dużo tego…

AK-Z: I są to wszystko tematy złożone i trudne, a pamiętajmy że poruszamy je w szczególnej sytuacji wielkiego poruszenia emocjonalnego, poczucia bycia w kryzysie  lub w trakcie doświadczania wielkiej złości na partnera.Tym bardziej nie do przecenienia jest tu rola mediatorów (zwykle pracują w parze żeby lepiej czuwać nad przebiegiem procesu). Mediatorzy są bezstronni i nie angażują się w żaden sposób w konflikt. Czuwają na straży niezakłóconego procesu komunikacji – pomagają nam dostrzec nasze potrzeby i wyrazić je w taki sposób żeby nie ranić drugiej osoby. Wreszcie, mediatorzy pomagają nam znaleźć kompromis z którego obie strony są zadowolone.Dodać należy że ugoda mediacyjna ma moc ugody sądowej.

JW-G: Czyli miałybyśmy tu pierwszy wymiar dobrego rozwodu – dobra komunikacja?

AK-Z: Tak, to paradoks, prawda? Para, która do tej pory miała problem z komunikacją, nagle uczy się porozumiewać bez przemocy, w duchu wzajemnego szacunku.

JW-G: Tylko że oni już się rozstają, ta umiejętność do niczego im się nie przyda..

AK-Z: Tu bym się mocno nie zgodziła. Rozstają się jako para, ale jeżeli mają dzieci to komunikować się jako rodzice będą musieli jeszcze bardzo, bardzo długo. Dlatego wzory dobrej komunikacji które sobie wypracują w trakcie mediacji będą dla ich dziecka bezpiecznym gruntem, na którym można spokojnie wzrastać. Jak pokazują różne badania, dzieci których rodzice dobrze współpracują po rozwodzie, zwykle wracają do dobrostanu emocjonalnego w przeciągu dwóch lat.

JW-G: A jeżeli para nie ma dzieci?

AK-Z: Wtedy nabyte w trakcie rozwodu kompetencje komunikacyjne można potraktować jako zasób rozwojowy. I zacząć się temu przyglądać głębiej – jak ja się z tym czuję że nagle potrafię głośno i wprost powiedzieć czego potrzebuje?

JW-G: Pani Anno proszę przybliżyć sylwetkę Pani klientek, jakie to są kobiety? Różne czy są jakieś schematy?

Myślę, że najczęściej pojawiającym się wzorem jest chwytanie się przez kobiety różnych złudzeń i fantazji dotyczących tego, że mąż/ parter się zmieni. Że dojrzeje, że weźmie na siebie część obowiązków domowych, że przestanie poniżać, że przestanie uciekać w nałogi, że zacznie odpowiedzialnie funkcjonować w roli ojca.. Czekamy, czekamy, tłumaczymy go przed rodziną i znajomymi, liczymy na wielki przełom który nastąpi; pewnie w wakacje, pewnie w te święta. Powiem brutalnie; raczej nienastąpi. Proszę mnie źle nie zrozumieć; nikogo nie namawiam do rozwodu. Ale samo trwanie w takim związku nic dobrego nikomu (a szczególnie dzieciom) nie przyniesie. Trzeba iść na terapię par, zacząć pracować nad komunikacją i definicjami ról w rodzinie. Jednym słowem trzeba COS robić. A jeśli te działania nie przyniosą poprawy relacji – trzeba podjąć decyzję o rozstaniu i przeprowadzić je w sposób spokojny i z poszanowaniem potrzeb i uczuć wszystkich stron. I nie bać się rozwodu. Rozwód to tylko wynik. Wynik nieudanego związku.

JW-G: A jak kobieta już trzyma rozwód, jest wolna. Jak zazwyczaj wygląda jej dalsze życie? Ma Pani kontakt z tymi kobietami?

AK-Z: Tak, niektóre z klientek jeszcze jakiś czas po rozwodzie nas odwiedzają. Spotykają się z psychologiem dla dzieci i młodzieży budując się w poczuciu wartości własnej jako mamy, korzystają z porady doradcy majątkowo / podatkowego bo zakładają swoje firmy. Sporo osób przechodzi po rozwodzie psychoterapię lub coaching.. To bardzo dobry życiowo moment na taką decyzję. Mamy szansę lepiej poznać i zrozumieć siebie, swoje potrzeby, i priorytety. Z czego w nowym związku nie będziemy w stanie zrezygnować, a co możemy odpuścić? Jakie obszary dotyczące ról mieliśmy w poprzednim związku niedoprecyzowane?  Jakie konflikty to generowało? Czego w związku z tym oczekuje od nowego związku? Jakie błędy popełniłam? CO ta informacja mi daje w perspektywie nowego związku? I kluczowe; jakie mam zasoby? Na czym mogę budować to moje nowe życie? Na te i inne pytania możemy sobie odpowiedzieć na psychoterapii lub sesjach coachingowych. To ciężka praca, ale z własnego doświadczenia wiem, że warta każdego wysiłku.

JW-G: Przypadek klientki, który najbardziej utkwił w Pani pamięci?

AK-Z: Każda Klientka jest wyjątkowa, i każda pisze swoją unikalną historię. Ale szczególnie pamiętam naszą najstarszą klientkę. Pani tuż po sześdziesiątce , szczupła, wysportowana (w młodości trenowała lekką atletykę). Przyszła i opowiedziała historię czterdziestoletniej wielkiej samotności w związku, który był w jej życiu pierwszym i jedynym. Do samotności się przyzwyczaiła, a gdy dzieci się wyprowadziły wszystkie swoje uczucia przelewała w grę na pianinie. I tak by pewnie już zostało, że pusty dom, samotność i muzyka, gdyby nie to, że pewnego dnia, mąż Pani to pianino umyślnie uszkodził, tak że grać już na nim nie mogła. Moja klientka podjęła wtedy decyzję do której zbierała się odkąd dzieci wyprowadziły się z domu – chcę tę część życia która mi została, spędzić na własnych warunkach. I jeśli w samotności, to z poczuciem że to samotność z wyboru.Pani po rozwodzie przeprowadziła się do Hiszpanii.

JW-G: Serdecznie dziękuję za rozmowę.

AK-Z: Dziękuję bardzo

W kolejnym miesiącu zapraszamy na kontynuację tematu. Porozmawiamy o emocjach, które występują w czasie rozwodu.

O nas

Kobieta z klasą to miejsce dla nieidealnych kobiet, które chcą prawdziwie i szczęśliwie żyć, ciesząc się najdrobniejszymi rzeczami. Pokazujemy Wam inspirujące książki, filmy, publikacje i inne „babskie zajęcia', które być może skłonią was do wyjścia, z często pozornej, strefy komfortu i rozpoczęcia życia na własnych warunkach. Bo w życiu nie zawsze chodzi o to by było stabilnie. Ważne żeby żyć prawdziwie i w zgodzie z własnym ja.

Kontakt

Kontakt:
Joanna Wenecka-Golik
kontakt@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved