kobieta w ciąży

Stany zapalne i infekcje dróg rodnych w ciąży - czy są niebezpieczne?

Czy stany zapalne i infekcje to to samo i jakie ich rodzaje występują? Na które z nich są narażone kobiety w ciąży? Jak się objawiają i jak sobie z nimi radzić? Jakie skutki mogą powodować nieleczone infekcje i zapalenia? To najczęściej zadawane przez kobiety w ciąży pytania, z którymi spotkałem się w swojej 30-letniej praktyce podczas prowadzenia ciąż moich pacjentek. Zatem odpowiadam!

Zapalenie powstaje na skutek infekcji patogenem (bakteria, wirus, grzyb, pierwotniak). Jest to odczyn obronny tkanki lub całego organizmu w zależności od czynnika infekcyjnego, jego agresywności i sprawności działania naszego układu immunologicznego. Jeśli przykładowo dojdzie do infekcji pochwy rzęsistkiem w ciąży, to rozwój zapalenia może zaszkodzić rozwijającemu się płodowi na różny sposób w zależności od sił odpornościowych ciężarnej. Mogą to być nieprzyjemne upławy, a nawet  może dojść do zagrożenia porodem przedwczesnym czy niską masą urodzeniową noworodka w złym stanie.

Każda infekcja ma inne objawy, inny przebieg i różne konsekwencje. Istotne też jest to, czy infekcja była już przed ciążą, a w ciąży tylko się ujawniła. Inaczej bowiem jest jeśli do infekcji dochodzi jak dziewczyna już jest w ciąży. Wtedy bardzo potrzebny jest jej silny układ obronny/ immunologiczny. Jeśli bowiem burzliwie zwalcza objawy i niszczy patogeny, to dla rozwijającego się płodu może nie być żadnych konsekwencji. Nie wszystkie patogeny przechodzą przez barierę łożyskową w poszczególnych okresach ciąży. Ważne jest szybkie rozpoznanie infekcji i włączenie leczenia przyczynowego zgodnie z wynikiem badań/ posiewu czy badań krwi na obecność przeciwciał.

Najczęściej na początku ciąży dochodzi do przestawienia się sprawności działania układu immunologicznego kobiety. Początki ciąży mogą objawiać się uczuciem przeziębienia z podwyższoną temperatura ciała. Kobiety podejmują wtedy próby leczenia rzekomego przeziębienia. Są to naturalne objawy wczesnej ciąży, które w czasie potwierdzenia jej w badaniach stopniowo ustępują.

W pierwszych miesiącach ciąży mogą też pojawić się objawy towarzyszące grzybicy pochwy. Pieczenie, swędzenie skóry i śluzówki przedsionka pochwy w połączeniu z białymi serowatymi upławami sugerować mogą drożdżycę. Bezpieczne leki dopochwowe likwidują nadmierny rozrost drożdżycy, jednak warto wykluczyć z diety obecność słodyczy czy cukrów prostych. Zdecydowanie warto obserwować, czy w rodzinie nie było nadwagi, otyłości i cukrzycy. Wysoki poziom cukru we krwi sprzyja bowiem rozwojowi nadmiernej flory grzybiczej w przewodzie pokarmowym, co stanowić może źródło nawracających infekcji z dodatkowymi nieprzyjemnymi skutkami ubocznymi w postaci wzdęć brzucha, zaparć czy biegunki. Pamiętajmy, że odpowiednią dietą można wesprzeć skutecznie zdrowie.

Każda nieleczona infekcja może prowadzić do rozwoju zapalenia, które w dalszym czasie z miejscowego może przechodzić do uogólnionego. Infekcja bakteryjna pochwy może doprowadzić do przejścia zapalenia drogą kanału szyjki macicy do jaja płodowego, powodując poronienie czy przedwczesne pęknięcie błon płodowych i poród przed wyznaczonym terminem. Jest to o tyle niebezpiecznie, że płuca noworodka nie osiągnęły jeszcze dojrzałości do oddychania powietrzem. Pobranie wymazu z pochwy pozwala określić, jakie patologiczne bakterie się tam znajdują i wskazać, na jaki antybiotyk są wrażliwe. Jednak warto pamiętać, że to obecność fizjologicznych bakterii kwasu mlekowego warunkuje zachowanie bezpiecznego środowiska pochwy. Praktycznie u większości ciężarnych jest ono prawidłowe. Pomimo tego i tak pod koniec ciąży pobiera się wymaz w kierunku wykluczenia obecności bakterii GBS (paciorkowca z grupy B). Noworodek przechodząc przez kanał rodny, otrzymuje bowiem od matki mikroflorę jelitową i dobrze, żeby była ona fizjologiczna. To warunkuje jego przyszłą odporność. Karmienie piersią wzmacnia te mechanizmy.

Najbardziej niebezpieczne w ciąży są infekcje wirusowe. Wynika to z ogromnej siły rażenia wirusa oraz szybkości namnażania i skłonności do przenoszenia się w poszczególne miejsca organizmu. Dlatego na początku ciąży wykonuje się oznaczenie poziomu przeciwciał we krwi. Informują one, czy ciężarna chorowała i jeśli tak, to czy ma odporność. Każdy wirus ma też swoją specyfikę i wywołać może różne zaburzenia w zależności od tego, w jakim okresie ciąży dojdzie do infekcji. Może prowadzić do porodu przedwczesnego, ale też uszkadzać rozwijający się płód. Na szczęście niezmiernie rzadko zdarza się pierwotna infekcja w ciąży wirusem cytomegalii czy ospy wietrznej. Jest to o tyle ważne, że przykładowo świeża infekcja wirusem opryszczki narządów płciowych w czasie przedporodowym zmusza do zakończenia ciąży drogą cięcia cesarskiego, aby nie narażać noworodka.

Nie wszystkie infekcje przebiegają jednak w pełnoobjawowym kształcie. Dlatego wykonuje się badania poziomu określonego miana przeciwciał w surowicy krwi. 

W ciąży może również występować zwiększona ilość wydzieliny śluzowej w pochwie, co niekoniecznie musi oznaczać infekcję. Jeśli nie ma objawów pieczenia, swędzenia, obrzęku czy innych tym podobnych, to nie ma konieczności leczenia. Sens ma zachowanie leczenia farmakologicznego tylko dla potwierdzonych mikrobiologicznie wyników badań laboratoryjnych.

Przygotowując się do ciąży, warto przede wszystkim zadbać o prawidłowe wyniki badań krwi. Wykluczyć wszelkie stany zapalne nie tylko w pochwie, ale jamy ustnej, przewodu pokarmowego czy skóry. W ciąży bowiem nie ma leków zasadniczo bezpiecznych w 100%. Jeśli musimy stosować jakiekolwiek, to jest to wybór mniejszego zła. Lepiej zastosować krótką terapię farmaceutyczną niż ryzykować powikłania przebiegu ciąży, które mają wpływ na rozwijający się płód.

dziewczynka zagląda do lodówki

Dlaczego problemy to powód do jedzenia?

Czym jest zajadanie problemów? Czy to, co dzieje się w naszej głowie ma wpływ na nasz sposób odżywiania się? Jeśli macie problem z nadmiernym jedzeniem, szczególnie wybranych produktów, być może problem dotyczy właśnie Was!

Nadmierne jedzenie, wilczy apetyt czy obżeranie się jest bardzo częstym zjawiskiem szczególnie u kobiet. Dlaczego właśnie u kobiet? Otóż kobiety są bardziej emocjonalne. Porażki i niedociągnięcia są dla nich powodem do obwiniania siebie. W sytuacjach stresowych, kiedy pojawia się nieznośne napięcie, sięgamy po jedzenie, by to napięcie zniwelować. Taki nawyk powoduje zaburzenia odżywiania i otyłość. Pojawia się błędne koło - bodziec - stres - napięcie - kompulsywne jedzenie - uwolnienie napięcia.

Jedzenie możemy traktować także jako nagrodę. Tego uczy się już od dzieciństwa. Bo czyż nie jest tak, że w nagrodę za dobrą ocenę batonik? Za grzeczne zachowanie cukierek? Później przenosimy ten schemat w dorosłość. Za osiągnięcia, zdany egzamin, podpisany kontrakt? Zajadanie pustki po nieudanym związku, tęsknota za rodziną za granicą, pustka nie do zapełnienia z jakiegokolwiek powodu by się nie pojawiła. Pustka, bo coś mi umknęło, czegoś nie osiągam, nie mam, nie umiem, nie dam rady. Pustka z przeszłości, teraźniejszości.

Zapełniamy tę pustkę kaloriami, które nie są w stanie jej zapełnić. Brak kontroli nad sobą, swoim ciałem powoduje frustrację. Próbujemy tę kontrolę odzyskać, jedząc. Jedzenie staje się substytutem kontroli. Taką funkcję spełnia jednak tylko w naszej głowie, ponieważ nie da się kontrolować świata. W tej sytuacji warto się zastanowić dlaczego chcemy wszystko kontrolować?

Problemem nie jest jedzenie, lecz powód dla którego nadmiernie tego jedzenia używamy. Jeśli boimy się bliskości, uzewnętrznienia własnej atrakcyjności na przykład z powodu traumatycznych przeżyć seksualnych z przeszłości, to niestety często posługujemy się do tego otyłością. Przecież jeśli będę gruba i niezgrabna, to nic mi nie grozi, prawda?

Często, jeśli nie najczęściej, jemy z powodu wyparcia. Każdy z nas ma problemy i są one dla każdego z nas subiektywnie ważne. Finanse, nielubiana praca, złe samopoczucie, brak dobrych relacji z bliskimi, brak celów, pasji, realizacji siebie, marzeń, inwestycji w siebie, rozumienia siebie, brak akceptacji, swoich wad i zalet, brak energii życiowej, rutyna, brak umiejętności odpoczynku, nieumiejętność rozładowania napięcia... Ale problemy nie znikną po zjedzeniu słodyczy. Problemy nie zmniejszą się od nocy spędzonej w towarzystwie lodówki. Pozostaną tylko dodatkowe kilogramy i frustracja.

A stres? On też jest złym doradcą żywieniowym. W stresie jemy na potęgę, zupełnie nie kontrolując tego, co i w jakiej ilości spożywamy. Uczucie sytości nie ma miejsca, podobnie jak uczucie głodu. Kompulsywne jedzenie odbywa się w sferze psychicznej i nie ma nic wspólnego z zaspokojeniem uczucia głodu. To zaspokojenie potrzeb psychicznych, których nie umiemy zaspokoić w żaden inny sposób. Żołądek to studnia bez dna, do której wpadają kaloryczne przekąski z resztkami z obiadu i słodyczami na przemian. Znacie to? Potem chwila, kiedy ma się ochotę zwymiotować, co nie przeszkadza w dalszym jedzeniu czego popadnie.

Jeśli macie problem z zajadaniem problemów musicie popracować nad swoją podświadomością. W Waszej psychice tkwi przekonanie, że inaczej niż ciągłym jedzeniem nie da się rozwiązać problemów. Z większości tych problemów nie zdajemy sobie sprawy, dlatego też nie podejmujemy ich prób rozwiązania. Rozwiązywanie problemów jedzeniem prowadzi z reguły do uzależnienia, które działa na takiej samej zasadzie jak uzależnienie od tytoniu, alkoholu i narkotyków. Od toksycznych substancji można się od izolować i uniezależnić. Uzależnienie od jedzenia jest o tyle trudne, iż jest nam ono niezbędne do życia. Nie możemy bez niego funkcjonować. Sprawę pogarszają kolejne próby odchudzania restrykcyjnymi dietami, które oprócz rujnowania organizmu nie wnoszą niczego w sytuację, w jakiej się znajdujemy. Kolejna nieudana próba odchudzania to kolejny powód do jedzenia kompulsywnego.

kieliszki z czerwonym winem

8 powodów, dla których warto pić czerwone wino

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie jutrzejszy ciepły, letni wieczór spędzany na tarasie, czy w zaciszu swojego domu. Aromatyczna kolacja na stole, blask świec, w tle łagodna muzyka relaksacyjna. Wielu za Was z pewnością zauważyło, że w tym romantycznym obrazku, stanowiącym doskonałą receptę na relaks po męczącym dniu, brakuje jednego elementu.

Wino, bo o nim oczywiście mowa, od niepamiętnych czasów pozostaje jednym z naszych ulubionych trunków. Podczas gdy jedni upatrują w nim najkrótszej drogi do rozwoju choroby alkoholowej i marskości wątroby, inni przekonują, że kieliszek wina ma zbawienny wpływ na nasze zdrowie. Prawda leży oczywiście pośrodku. Okazuje się bowiem, że umiarkowane spożycie wina może przedłużyć młodość i sprawić, że dłużej będziemy cieszyć się doskonałym wyglądem i świetną kondycją.

Umiarkowanie, czyli jak?

Umiarkowane spożycie – co to dokładnie oznacza? Każdy z nas posiada oczywiście własny próg tolerancji na napoje wysokoprocentowe. Z medycznego punktu widzenia istnieje jednak granica, której nie powinniśmy przekraczać, jeśli chcemy czerpać z wina korzyści i uniknąć negatywnych skutków zdrowotnych. Według zaleceń lekarzy i naukowców badających wpływ wina na nasze zdrowie, kobiety powinny spożywać od 100 do 150 ml trunku dziennie. Dla mężczyzn, norma ta waha się w granicach od 300 do 350 ml. Przekroczenie wskazanej normy może skutkować efektem zupełnie odwrotnym do zamierzonego. Warto przy tym pamiętać, że z wina i innych napojów alkoholowych powinny bezwzględnie zrezygnować kobiety w ciąży. Ograniczenie konsumpcji trunku dotyczy także par starających się o dziecko.

Znając reguły rozważnego spożywania wina, przejdźmy zatem do korzyści, jakie możemy czerpać z codziennego raczenia się kieliszkiem trunku. Gotowi? A więc zaczynamy!

1. Młodość

Szukacie sposobu na wieczną młodość? Właśnie go znaleźliście! Wino co prawda nie zapewni Wam nieśmiertelności, ale pozwoli dłużej cieszyć się młodzieńczym wyglądem. Wszystko za sprawą zawartych w nim antyoksydantów, które niszczą wolne rodniki. To właśnie one sprawiają, że komórki naszego ciała wolniej się starzeją. Ich działanie można zauważyć przede wszystkim na skórze, która mimo upływu lat pozostaje jędrna i elastyczna. Wino ogranicza też tworzenie się zmarszczek, szczególnie tych wokół oczu i ust.

Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych odkryli ponadto, że resweratrol zawarty z skórce winogron i, co za tym idzie, w winie, stymuluje gen długowieczności, przez co nie tylko odmładza, ale także wydłuża życie. Ten silny antyoksydant można znaleźć także pod postacią leku. Badania pokazują, że resweratrol zawarty w winie wykazuje większą skuteczność niż ten dostępny w medykamentach. Pamiętajcie jednak, że zdecydowanie większe stężenie tej niezwykłej substancji znajdziecie w czerwonym winie. Szczególnie bogate w nią są trunki ze szczepów pinot noir zawierające pięciokrotnie więcej resweratrolu niż ich popularni konkurenci wyprodukowani z winogron cabernet sauvignon.

2. Dobry wzrok

Skoro mowa o długowieczności i młodości, warto wspomnieć też o pozytywnym wpływie wina na nasz wzrok. Jak przekonują naukowcy z Islandii, umiarkowane spożycie czerwonego trunku może nawet o połowę obniżyć ryzyko wystąpienia zaćmy, czyli choroby, która w pierwszym stadium powoduje zmętnienie soczewki, w kolejnym zaś prowadzi do całkowitej ślepoty. Zawarte w winie przeciwutleniacze obniżają kruchość naczyń krwionośnych, również tych występujących w gałce ocznej. W konsekwencji obniżają ciśnienie i zapobiegają starzeniu się plamki żółtej. Hamują także procesy zwyrodnieniowe siatkówki, dzięki czemu nawet osoby pracujące przez długi czas przy komputerze mogą do późnej starości cieszyć się doskonałym wzrokiem.

3. Piękny uśmiech

Wspomnieliśmy o oczach, przejdźmy więc do… jamy ustnej. Czy wiecie, że czerwone wino zapobiega powstawaniu chorób dziąseł oraz tworzeniu się ubytków w zębach? To bardzo ważna kwestia, biorąc pod uwagę fakt, że według statystyk od 60 do 90% populacji boryka się z problemami zdrowotnymi dziąseł i zębów. W jamie ustnej bytują bowiem bakterie, które prowadzą do odkładania się kamienia nazębnego i dodatkowo produkują kwasy niszczące zęby. Szczotkowanie, płukanie, nitkowanie – okazuje się, że zabiegi te w wielu przypadkach nie są wystarczające, by skutecznie pozbyć się drobnoustrojów. Naukowcy z Madrytu i Zurychu odkryli jednak, że najbardziej efektywne w zabijaniu zarazków jamy ustnej jest czerwone wino. Dodajmy, że zawartość alkoholu nie ma tutaj znaczenia. Bez względu na to czy gustujecie w mocniejszych czy słabszych, a nawet bezalkoholowych trunkach, możecie być pewni, że wino zagwarantuje Wam promienny uśmiech.

4. Zdrowy układ krwionośny

Poświęciliśmy sporo uwagi względom estetycznym, przejdźmy więc do konkretnych korzyści zdrowotnych płynących z wypijania umiarkowanej ilości wina. Jak być może już wiecie, czerwony trunek jest bardzo przyjazny dla serca. Zawarte w nim procyjanidyny unieczynniają tak zwaną endotelinę, odpowiedzialną za przekształcanie cholesterolu w jego twardszą postać gromadzącą się w naczyniach krwionośnych pod postacią złogów. Badania prowadzone w londyńskiej Queen Mary’s School of Medicine dowodzą, że najwięcej procyjanidyny zawierają trunki pochodzące z prowincji Nuoro na Sardynii. Ciekawostką jest z kolei fakt, że właśnie tam żyje najwięcej mężczyzn, którzy przekroczyli wiek 100 lat. Czerwone wino jest ponadto bogate we flawonoidy. Substancje te zapobiegają uszkodzeniom powstającym w śródbłonku naczyń, chroniąc organizm przez miażdżycą i chorobami zakrzepowymi.

5. Doskonała pamięć i koncentracja

Czerwone wino jest także prawdziwym sprzymierzeńcem naszego mózgu. Poprawiając krążenie krwi, powoduje, że komórki nerwowe są lepiej odżywione. Naukowcy z Nowego Jorku udowodnili, że spożycie umiarkowanej ilości cabernet sauvignon znacząco ogranicza ryzyko odkładania się w mózgu tak zwanych blaszek amyloidowych, których obecność powoduje rozwój choroby Alzheimera. Wino skutecznie usprawnia pamięć oraz koncentrację również u osób w podeszłym wieku. Naukowcy z Johns Hopkins University przekonują ponadto, że zawarty w trunku resweratrol podwyższa stężenie oksygenazy hemowej, dzięki czemu chroni przed uszkodzeniami neuronów i warunkuje skuteczniejszy przepływ impulsów pomiędzy komórkami nerwowymi budującymi mózg. Obecne w winie antocyjany zapobiegają też powstawaniu schorzeń neurodegeneracyjnych, wśród których najbardziej popularna jest choroba Parkinsona. Substancje te potrafią ograniczyć ryzyko jej wystąpienia nawet o 40%.

6. Broń przeciwko nowotworom

W ostatnich dziesięcioleciach prawdziwym wyzwaniem dla medycyny są choroby nowotworowe. Badania prowadzone w rozmaitych zakątkach świata jednoznacznie pokazują, że czerwone wino pomaga walczyć z rakiem. Zawarta w nim apigenina należąca do grupy flawonoidów skutecznie hamuje wzrost nowotworów. Pozbawia je mechanizmu chroniącego przed naturalnym usuwaniem przez organizm zużytych i wadliwych komórek. Naukowcy z Uniwersytetu w Missouri przekonują, że czerwone wino jest świetnym lekarstwem wspomagającym kurację antynowotworową. Resweratrol zawarty w trunku, świetnie sprawdza się przy leczeniu raka prostaty oraz czerniaka, powodując, że komórki nowotworowe nie wykazują oporności na radioterapię. Co więcej, badacze z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork w Stony Brook udowodnili, że osoby regularnie spożywające umiarkowane ilości wina są obarczone blisko 70% mniejszym ryzykiem rozwoju złośliwego raka jelita grubego w porównaniu z abstynentami. Zawarte w czerwonym winie pozostałe antyoksydanty, niszcząc wolne rodniki, przeciwdziałają mutacjom komórek, co sprawia, że doskonale sprawdzają się w profilaktyce raka.

7. Odchudzanie

Kieliszek czerwonego wina do kolacji sprzyja także osobom, które kontrolują swoją wagę. Naukowcy przekonują, że zawarty w trunku piceatannol, czyli metabolit wspominanego już wielokrotnie resweratrolu, ogranicza rozwój komórek tłuszczowych. Wspomaga też naturalne redukcję tkanki tłuszczowej obecnej w organizmie. Dietetycy wysnuli także teorię, która mówi, że wino pomaga wypracować mechanizm w wątrobie, który pozwala przekształcać napoje alkoholowe w ciepło, zamiast magazynować energię w postaci tłuszczu. Potwierdzeniem ich przypuszczeń jest fakt, że kobiety żyjące we Francji czy we Włoszech, pomimo nieograniczonej niczym diety, cieszą się zazwyczaj doskonałą figurą. Nie ma oczywiście wątpliwości co do tego, że czerwone wino jest napojem, bez którego trudno wyobrazić sobie udany francuski obiad czy romantyczną włoską kolację.

8. Lepsze życie seksualne

Na koniec przygotowaliśmy jeszcze jedną ciekawostkę. Czy wiecie, że wino wzmaga libido? Przyspiesza krążenie krwi we wszystkich narządach ciała, również tych strategicznych z punktu widzenia życia erotycznego. Seksuolodzy z Uniwersytetu we Florencji dowiedli, że zawarte w nim antyoksydanty dbają o dobry stan wyściółki naczyń krwionośnych i rozszerzają naczynia, zapobiegając w ten sposób powstawaniu miażdżycy. Sprawiają w ten sposób, że mężczyźni cieszą się lepszą kondycją seksualną i zdecydowanie rzadziej zapadają na problemy z erekcją. Z kolei naukowcy z Uniwersytetu w Kalifornii doszli do wniosków, że czerwone wino wyzwala także endorfiny w mózgu. Hormony szczęścia powodują, że jesteśmy bardziej rozluźnieni, mamy lepszy humor i większą ochotę na seks.

joga w ciąży

"Bliscy zabraniają mi niemal każdej aktywności, a przecież ciąża to nie niepełnosprawność!"

Ciąża to fizjologiczny i piękny czas w życiu. Przez tysiąclecia kobiety zachodziły w ciążę i rodziły, nie odrywając się od codziennych czynności. Natura tak przygotowała przebieg ciąży, aby na każdym jej etapie wszystko było ukierunkowane na szczęśliwe przyjście na świat noworodka. 

Jest szereg objawów, które mogą sugerować niepokój u ciężarnej. Każdy koniecznie trzeba zgłaszać na kolejnych wizytach u lekarza. Nawet pozornie nieznaczące objawy mogą sugerować zbliżanie się zaburzeń i warto zapobiegać ich rozwojowi. 

Jeśli jest to pierwsza ciąża wszystko jest po raz pierwszy. Wtedy też ciężarna jest najbardziej podatna na wszelkie „dobre rady” koleżanek, ciotek czy znajomych z pracy. Wszystkie pamiętają, jak to było i z różnym skutkiem doradzają. Niestety najczęściej powoduje to wzrost niepokoju. Czasem mam wrażenie, że jest to jedyny skutek takich rad straszących przebiegiem porodu czy dolegliwościami w końcówce ciąży. 

Każda ciąża przebiega inaczej

Każda kobieta jest inna, inaczej się odżywia, ma inne predyspozycje zdrowotne, przebyte choroby, leczenia. Nie można nic z góry zakładać, że będzie tylko tak a nie inaczej. 

Na pewno jeśli wszystkie parametry zdrowia - biochemiczne badania krwi i wydolności układu krążenia - są prawidłowe, a sama ciąża przebiega doskonale, to ciężarna może sobie pozwolić praktycznie na wszystko. 

Natomiast jeśli ciąża jest zagrożona porodem przedwczesnym lub poprzednie zakończyły się dużo przed terminem, to należy zrobić wszystko, aby wyeliminować zagrożenia. Spróbować odszukać przyczynę takiego stanu. Wykluczyć infekcję, niedobory witaminowe czy mikroelementów, leczyć anemię. Jeśli pomimo tego lekarz stwierdza skracanie się czy rozwieranie szyjki macicy, to wszelka aktywność fizyczna może nasilać te objawy i utrudniać donoszenie ciąży. 

W przypadku nieprawidłowości i ryzyka porodem przedwczesnym należy ograniczyć aktywność. Natomiast nie można zakładać z góry, że ciąża stanowi zagrożenie dla zdrowia matki i płodu. Nie można przenosić doświadczeń z jej przebiegu z jednej kobiety na drugą. Często ograniczenie aktywności w prawidłowo rozwijającej się ciąży bez zagrożeń przynosi więcej zła niż pożytku. Brak aktywności sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej, przybieraniu masy ciała, której po porodzie ciężko się pozbyć. Aktywność fizyczna doskonale też redukuje stres. Najlepsza jest na świeżym powietrzu, bo dodatkowo zyskujemy poprawę natlenowania krwi, szczególnie jeśli jest to środowisko leśne. 

Wiele kobiet w czasie ciąży czuje się tak silnie i mocno, że jest w stanie zachować całkowitą aktywność, jaką prowadziła przed ciążą. Jeśli nie prowadzi to do jakichkolwiek zmian ryzyka porodem przedwczesnym, to nie ma przeciwwskazań do takiej aktywności. 

Dlatego najlepiej, aby to lekarz decydował, jaki rodzaj aktywności będzie najlepszy dla ciężarnej. Kobiety w ciąży powinny podchodzić z dystansem do dobrych rad. Być może wynika to z tego, że najczęściej znajomi dobrze życzą i też chcą, aby wszystko przebiegało prawidłowo. Pamiętajmy, że każda ciąża jest inna, tak jak i każda kobieta. Aktywność fizyczna ciężarnej kobiety doskonale wpływa na prawidłowy rozwój maleństwa.Dotleniona i szczęśliwa ciężarna lepiej śpi, ma więcej sił, które potrzebne są do wytrzymania wysiłku porodowego. 

Ewolucja zwykle nie kłamie

Ciąża to stan fizjologiczny organizmu ciężarnej kobiety, który jest przygotowany ewolucyjnie do utrzymania ciąży i porodu. Przy wykonaniu badania USG, oceniany jest też stan „trzymania ciąży”, czyli na ile jest zamknięty i długi kanał szyjki macicy. Wtedy lekarz otrzymuje wymierne informacje o stanie przebiegu ciąży. Jeśli wszystko jest prawidłowe, to można zachować aktywność fizyczną. 

Z drugiej strony najczęściej przyczyniającymi się czynnikami do zagrożenia porodem przedwczesnym są infekcje, anemia i zaparcia. Infekcje należy rozpoznawać i leczyć, anemię najczęściej leczymy przed ciążą. Natomiast na zaparcia, nudności i wymioty ma wpływ codzienna dieta. Niektóre pokarmy nasilają dolegliwości. Natomiast zjadanie porcji warzyw sprzyja prawidłowej mikroflorze jelitowej i ułatwia codzienne wypróżnianie. Dieta w znacznej mierze decyduje o naszym samopoczuciu, chęci do działań i aktywności fizycznej. Pozbywając się zaparć, zmniejszamy ryzyko wystąpienia hemoroidów pod koniec ciąży. 

Sama aktywność fizyczna jest pomocna w codziennym wypróżnianiu. Tak jest skonstruowany człowiek, że przez tysiąclecia musiał się nachodzić, aby znaleźć pożywienie, które mu uciekało. Chodząc, poruszał całym ciałem, ale też pomagał w perystaltyce jelit. Brak aktywności fizycznej sprzyja bowiem zaparciom, osłabia aktywność układu krążenia, zwiększa odkładanie tkanki tłuszczowej. 

Jeśli ciężarna może coś sama zrobić dla siebie i rozwijającego się płodu, to powinna zachować aktywność fizyczną i trzymać się świeżych warzyw zamiast słodyczy i słodkich soków. Pić wodę i w razie wątpliwości poprosić o wskazanie odpowiednich ćwiczeń przez położną w szkole rodzenia. Tak dowie się profesjonalnie, jakie ćwiczenia przygotują ją do wysiłku porodu. Jakimi może sobie pomóc podczas parcia czy pomiędzy skurczami. 

Podsumowując ciąża to piękny czas. Powinien być spędzony szczęśliwie i jeśli wszystko przebiega prawidłowo, to nie wolno ograniczać aktywności fizycznej.

niebezpieczna dieta

Odchudzanie ekstremalne - niebezpieczne sposoby na utratę zbędnych kilogramów

Niektórzy ludzie są tak zdesperowani, aby stracić na wadze, że zrobią wszystko, by osiągnąć ten cel. Chwytają się różnych ekstremalnych sposobów w celu utraty zbędnych kilogramów. Nie wszystkie sposoby są pozbawione sensu i naprawdę mogą przynieść efekt, ale są też sposoby niebezpiecznie, które owszem mogą działać, ale negatywnie wpływają na zdrowie lub stanowią nawet zagrożenie dla życia. Oto kilka ekstremalnych sposobów na utratę masy ciała.

1. Dieta tasiemcowa, czyli tabletki z tasiemca

Jest to ten rodzaj diety skutecznej, ale równocześnie śmiertelnie niebezpiecznej. Rozwinięty tasiemiec potrafi mieć nawet 20 metrów długości, a taki połknięty i rozwijający się pasożyt krąży w naszym organizmie. Dieta polega na połknięci tabletek z jajami tasiemca i czekaniu na efekty. Metoda ta może być uznawana za dietę cud, ale jak już wspomnieliśmy zagraża nie tylko naszemu zdrowiu, ale także życiu.

2. Mocz ciężarnych kobiet

Metoda ta polega dokładnie na tym, co sugeruje nazwa, czyli wstrzyknięciu w swoje ciało moczu ciężarnej kobiety. Ma to spowodować zwiększenie metabolizmu, co z kolei spowoduje szybsze schudnięcie. Metoda dla niektórych wydaje się być szokująca, ale wcale nie jest to mało znany sposób stosowany tylko przez największych desperatów. Istnieją nawet kliniki specjalizujące się w tym zakresie!

3. Ciągły seks

Polega na wiecznym uprawianiu seksu 4,5,6,7 razy dziennie. Seks angażuje do pracy wszystkie nasze mięśnie, dlatego jest to metoda skuteczna, a w dodatku przyjemna. Choć z drugiej strony nawet najprzyjemniejsze rzeczy w ogromnych ilościach mogą się w końcu nudzić, ale to już indywidualna sprawa.

4. Wszywka na język

Polega na wszyciu kawałka tworzywa sztucznego w język pacjenta. Jest to dla niektórych niby ostatnia deska ratunku. Wszywka dzięki utrudnianiu spożywania pokarmów i prowokowaniu bólu powoduje, że pacjent będzie mniej jadł, a dzięki temu schudnie. Pokarmy w tym przypadku przyjmuje się bardziej w formie płynnej – jogurty, przeciery itp. Gdy pacjent uzna, że już dość diety, może wszywkę operacyjnie usunąć.

5. Operacja żołądka

Dla osób bardziej zamożnych sposobem na utratę kilogramów jest operacja. Zabieg polega na założeniu tak zwanej opaski gastrycznej, zmniejszającej objętość żołądka. Nie każdy uznaje tę metodę, bo nie każdy chce chirurgicznie ingerować w swój organizm. W dodatku operacja może wywoływać skutki uboczne, dlatego jest to metoda dla osób naprawdę zdesperowanych. Osoby mniej zamożne mogą wypróbować hipnozę, podczas której będzie im wmawiane, że posiadają opaskę na żołądek.

6. Długotrwałe głodówki

Głodówka jest niebezpieczna dla zdrowia, jednak nie przeszkadza to niektórym przebywać na niej nawet kilkanaście dni, praktycznie nic w tym czasie nie jedząc i tylko pijąc. Jest znanych wiele przypadków, świadczących o tym, że osoby podejmujące głodówkę, trafiają w końcu do szpitala. Lekarze ciągle mówią, że głodówka to nie dieta, a jej efekty są krótkotrwałe i niebezpieczne, ale mimo to ten sposób odchudzania jest wciąż bardzo popularny.

Jak wiadomo odchudzanie nie jest ani łatwym, ani przyjemnym procesem. Dlatego nie ma się co dziwić niektórym ludziom, że łapią się każdych czasami wydawałoby się nawet głupich sposobów odchudzania. Osoba, która mimo stosowania różnych diet, wysiłku fizycznego czy innych metod wciąż nie mogła sobie poradzić z otyłością, będzie próbować wszystkiego, aby w końcu osiągnąć swój cel. Wiadomo, najlepiej jest powiedzieć: "Trzeba było nie tyć", ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Poza tym przecież czasami tyjemy nie z naszej winy, tylko np. w wyniku choroby.

łyżka cukru

Zamienniki przyjemności - ksylitol i stewia

Cukier. Najbardziej rozpowszechniony przez ostatni wiek. Uzależnia dyskretnie od najmłodszych lat. Prawda jest taka, że „przywiązuje do produktu”. Dodawany do mieszanek dla niemowlaków, potem przez babcie do herbaty, aż w końcu sami sięgamy po „coś słodkiego” i nie możemy przestać.

Mózg pracuje TYLKO na glukozie. Jeszcze nigdy w historii rozwoju człowieka tyle glukozy nie pojawiało się nagle we krwi co od ponad stu lat, kiedy cukier zaczął wlewać się do przemysłu spożywczego szerokim strumieniem. „Cukier krzepi”, a cukrownie, rolnicy, cukiernie, przemysł spożywczy mogą dużo zarabiać. Biznes się kręci, nęci i rozrasta. To nic, że psują się zęby (zarobi stomatolog). To nic, że ludzie chorują i umierają na powikłania nieleczonej cukrzycy. Kasa, kasa, kasa. Ostatecznie każdy ma wybór, a dorosły człowiek przecież niby jeszcze większy. Czyżby?

Niejednokrotnie 30% składu przypraw to cukier. Truizmem będzie przypominanie, ile cukru jest w kechupie. Może dlatego moje dzieci lubią dodawać go nawet do schabowego?

Mózg „widząc” tyle cukru, czuje się „szczęśliwy”. Oto nagle pojawiła się „nagroda”. Takie zjawisko wykorzystuje się też w trenowaniu zwierząt, choćby koni. Skoczył ładnie, to kostka cukru. Równo i grzecznie biega? Proszę bardzo – kostka cukru. Koduje się.

Ludzie przyzwyczajeni do słodkiego szukają bardziej lub mniej podświadomie zamienników. To tylko jednak przedłuża cierpienie. Mózg dalej dostaje sygnały, że „oto jest coś słodkiego”. Podświadomie więc „pamięta”, że trzeba po to sięgać, aby czuć się troszkę szczęśliwiej. Dostać nagrodę. Pomijam fakt badań nad sztucznymi słodzikami, które mają zgubne działanie na zdrowie udokumentowane w pracach naukowych. Ostatecznie to sztuczny związek chemiczny i raczej nie ma nic wspólnego z naturalnymi warzywami. Stewia, ksylitol i inne słodkości pochodzące z natury, też nie pozwalają zapomnieć, że słodki smak jest nagrodą dla mózgu.

Stewia i ksylitol - nadzieja tych, którzy powinni zrezygnować z cukru?

Dopuszczona jako dodatek do żywności pod kodem E-960. Ekstrakty glikozydów stewiolowych w różnych procentowych układach w dawce do 4 mg/kg masy ciała na dobę nie wywołują nieprzyjemnych działań ubocznych ze strony przewodu pokarmowego. Na pewno nie zawiera glukozy, więc pozbawiona jest efektów wysokiego indeksu glikemicznego. Daje uczucie słodkości na języku, nawet przyjemnej, delikatnej, jakby ulotnej. Wykorzystywana jako zamiennik cukru, kiedy chcemy uzyskać efekt słodki w potrawie czy napoju. Osobiście uważam, że lepiej jest zjeść jedną figę niż garść liści stewii. Wiele jednak zależy też od proporcji w pożywieniu. Jeśli w większości oparte jest ono na zielonych warzywach, to jest najkorzystniejsze. Najlepszym reduktorem apetytu na słodkie jest sok z kiszonych ogórków, ale też i same kiszone ogórki czy kiszona kapusta.

Ksylitol powstaje naturalnie w jelitach w procesie trawienia. Jest słodki, przyjemny w spożyciu, praktycznie smakuje jak cukier. Utrudnia rozwój grzybów z rodzaju Candida. Przeciwdziała tworzeniu się próchnicy, choć jest słodki. Otrzymuje się go w wyniku bardzo złożonego procesu chemicznego, wysokich temperatur i różnych związków chemicznych. Generalnie nie ma takiej czystej postaci krystalicznej w świecie roślinnym, w sensie kwiatu czy owocu zawierającego suchą postać skrystalizowanego ksylitolu. Nadmierne spożycie ksylitolu zwykle kończy się biegunką. Jeśli nie preferujemy takich atrakcji, to wystarczy jeść choćby jagody. Dodatkowo zawierają wiele bardzo cennych minerałów i związków potrzebnych do prawidłowej pracy przewodu pokarmowego.

Bez cukru można żyć

Przez dziesiątki tysięcy lat istnienia człowieka na ziemi tak to funkcjonowało. Sami powinniśmy ocenić, gdzie jesteśmy ze swoim uzależnieniem od cukru i ile możemy dla siebie zrobić. Czasem wystarczy świadomość tego, co i jak działa. Czasem dopiero pobyt na neurologii (udar) czy kardiologii (zawał) mogą dać do myślenia. Choć to, czym są karmieni chorzy w szpitalach, często zawiera duże ilości cukru, ale to już inna bajka. 

Cukier nie rośnie na drzewach, krzakach czy w ziemi. Robi się go w fabrykach i cukrowniach. Wydobywa wysublimowany składnik w dużym stężeniu. Jest słodko, ale co za dużo to niezdrowo. Zbyt łatwo ulegamy złudzeniu nagrody, a prawdziwą cenę płacimy w aptece czy szpitalu. 

Oczywiście dla osób, które w większości opierają dietę na zielonych warzywach, okazjonalne „coś słodkiego” nie stanowi zagrożenia. Ważny jest świadomy umiar, a o ten bardzo trudno, bo granica jest niewidoczna i bardzo subtelna. Sami też lubimy w łatwy sposób się oszukiwać/uspokajać. Sięgamy po „zdrowy cukier” (miód, stewia, ksylitol), ale czy to nam ułatwia odejście od tego prawdziwego cukru, który obecnie można znaleźć w ok. 75% tego, co leży na półkach sklepowych? 

Jeśli już koniecznie musimy coś słodkiego, to może wystarczy jedna figa, arbuz czy gorzka czekolada. Pamiętajmy - ważne są proporcje w codziennych nawykach żywieniowych!

dieta w ciąży

Dieta w ciąży - dlaczego efekty są nieodwracalne?

Zmieniające się zapotrzebowanie na mikroelementy w kolejnych trymestrach ciąży jest oczywiste. Szczególnie dobrze zostało to określone dla poziomu żelaza. Prawidłowa morfologia krwi i odpowiedni poziom hemoglobiny pozwala pozostawiać komórkom w dobrym komforcie tlenowym.

Podczas porodu rodząca ma wtedy wystarczające zabezpieczenie energetyczne, aby wytrzymać kilkugodzinne skurcze. Ważny też jest sprawny układ krzepnięcia krwi i praca życiowo ważnych narządów, takich jak serce, nerki, mózg, wątroba.

Pilnowaniem norm wyników badań laboratoryjnych zajmuje się specjalista ginekolog-położnik. Jednak to sama ciężarna ma największy wpływ na to, jak będzie przebiegała ciąża i poród. Właściwe przygotowanie do ciąży obejmuje uzupełnienie i ewentualne zabezpieczenie przed niedoborami najistotniejszych witamin i mikroelementów. Firmy farmaceutyczne oferują szeroki wachlarz takich specjalnie przygotowanych preparatów, które zawierają kwas foliowy, magnez, żelazo, DHA, jod i inne elementy w zależności od składu, wysokości dawek i ceny.  Wybór jest wielki, bo niestety obecny sposób życia i odżywiania nie jest już takim, jaki mogliśmy obserwować kilkadziesiąt lat temu. Wiele produktów spożywczych nie jest już tymi, jakie pamiętamy z dzieciństwa, nie wspominając nawet o tych, które pamiętają nasze babcie. Ingerencja w produkcję rolną i hodowlaną jest tak silna, że wszyscy ponosimy tego konsekwencje.

Wydaje się, że obecnie nie da się uniknąć wpływu przemysłu chemicznego na żywność. Mamy z nimi do czynienia od kilkakrotnych oprysków pestycydami upraw rolnych, poprzez dodatki do przetworzonej żywności. Wszystko to sprawia, że zawartość witamin i minerałów w poszczególnych warzywach i owocach nie jest już taka, jakiej moglibyśmy się spodziewać. Aby temu zaradzić zaleca się profilaktyczne stosowanie określonych składników. Tyle tylko, że bardzo trudno określić ile i jakich nam brakuje. A z kolei ich nadmierne stosowanie może przynosić odwrotne efekty, bo „co za dużo, to niezdrowo”.

Najbardziej optymalna będzie więc dieta urozmaicona, bogata w różne warzywa. Każdy kolor zawiera inne flawonoidy. Doskonale byłoby, gdyby kobiety w ciąży mogły korzystać z upraw ekologicznych. Szczególnie wartościowe są warzywa świeże, czyli w danym okresie dojrzewania. To one zawierają najbardziej potrzebne zdrowej mikroflorze jelit składniki. Od nich zależy nasza odporność i zdrowy przebieg ciąży.

Chcąc w tani i szybki sposób dowiedzieć się, jak pracuje nasz przewód pokarmowy, wystarczy obserwować regularność wypróżniania się. Powinno się to odbywać raz, dwa dziennie. Bez wymuszania jakimiś domowymi czy farmaceutycznymi sposobami. Czasem bowiem obserwuję ciężarne z zagrażającymi skurczami w połowie ciąży, które mogą powodować ryzyko poronienia czy przedwczesnego porodu. Okazuje się, że mają zaparcia. „Rekordzistka" wypróżniała się raz na tydzień... w ciąży! No to, drogie Panie...! Tak absolutnie nie może być. Proszę sobie wyobrazić stan jej zdrowia i samopoczucie, a do tego warunki, jakie to stwarza dla rozwoju ciąży. Tym bardziej, że zaparcia zwiększają ryzyko i nasilają objawy hemoroidów.

Wystarczy zmienić dietę na taką, która zwiększy obecność prawidłowej mikroflory jelitowej. Pytaniem podstawowym, ważniejszym od pytania o to, co jeść, jest zatem: czego na pewno nie jeść?

Przede wszystkim nie jeść cukru, słodkich owoców, nabiału i pieczywa z dodatkiem cukru. Mięso ze względu na stosownie antybiotyków, hormonów wzrostu i innych dodatków podczas produkcji nie powinno być zjadane codziennie. Od wielu lat notuje się wzrost częstości zachorowania na nowotwory jelita grubego i ma to udowodniony związek z mięsem. Podobnie jak palenie papierosów z nowotworami płuc.

Nieprawidłowe odżywianie zwiększa też ryzyko nudności i wymiotów w ciąży. Wpływa na pracę tarczycy, a ta na działania metaboliczne i hormonalne na cały metabolizm. Zaburzenia jej pracy są wielokierunkowe i mają najróżniejszy obraz. Wpływa też na termin porodu, który w zależności od zaburzeń odbywa się około dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem, lub dwa tygodnie po terminie. Warto wtedy się zastanowić czy w obrazie USG tarczycy nie znajdziemy nieprawidłowości. Szczególnie jeśli nasza mama, siostra, czy babcia chorują na zapalenie tarczycy.

kostki cukru

Gorzki smak cukru

Fajnie jest. Przyjemnie słodko. Mózg pracuje tylko na glukozie. Kiedy „widzi”, że jej poziom wzrasta podczas jedzenia zawierającego cukier to czuje się nagradzany, wydziela hormony szczęścia.

Chcemy tego. Chcemy coraz więcej i częściej. A co tam! Gorzka kawa? Dwie łyżeczki cukru i już jest super. Do tego jeszcze mleczko dla podbicia smaku. Codziennie. Przez tygodnie, miesiące, lata.

Biała śmierć

Kiedy pytam dziewczynę, ile waży, zwykle weryfikuję to za chwilę, prosząc, aby stanęła na wagę. W 80% masa ciała jest o dwa kilo większa. W większości też okazuje się, że pięć lat temu ważyła 5-10 kg mniej. Łatwo zrzucać „winę” za ten przyrost masy ciała na różne przyczyny. Często słyszę, że to od tabletek antykoncepcyjnych. Tyle, że dziewczyny, które ich nie biorą też przybierają na wadze.

Problem polega na minimalnych przyrostach codziennych. Zjadamy więcej niż potrzebujemy, a do tego nie zmieniamy nawyków żywieniowych. Choćby w okresie menopauzy. Spada zapotrzebowanie na kalorie, nie ma krwawień miesięcznych. Jednak nadal na śniadanie to samo co przez 30 lat. Dwie białe bułki z masłem, serem, pomidorem czy wędliną. Do tego kawa, herbata i dwie łyżeczki cukru. No to przepraszam bardzo.

Kiedy razem z pacjentką liczymy te „codzienne łyżeczki cukru”, czy to wsypane do herbaty, czy zjedzone w postaci ciasteczek albo czegoś słodkiego, to rysuje się przed naszymi oczami porażający obraz. Nigdy w historii rozwoju człowieka tyle cukru nie trafiało do jego przewodu pokarmowego jak ma to miejsce teraz. Zmienia się skład mikroflory jelitowej. Niestety w tę gorszą stronę. Jeśli pomnoży się codzienną porcję cukru przez 30 dni miesiąca to czasem otrzymujemy wynik dwóch kilogramów. Proszę sobie wyobrazić dwie kilogramowe torebki cukru zjadane w ciągu miesiąca. Nie jesteśmy w stanie tego spalić. Chyba, że ktoś jest drwalem pracującym siekierą albo rolnikiem chodzącym za pługiem.

Efekt jest taki, że musi wzrastać magazynowanie tych toksycznych już dawek cukru. Wzrasta jako tkanka tłuszczowa. Po drodze wypłukując witaminy i minerały potrzebne do sprawnego działania układu odpornościowego. Tkanka tłuszczowa gromadzi ten cukier, zwiększając dobitnie ryzyko nagłego zgonu z powodu udaru czy zawału w okresie ok. 50 roku życia. Szczególnie taka sytuacja ma miejsce, jeśli w rodzinie już kilka osób spotkało to nieszczęście.

Praktycznie wystarczy więc choćby zrezygnować z dodawania cukru do kawy/herbaty, aby zauważyć poprawę samopoczucia i spadek masy ciała. Z doświadczenia widzę, że zdeterminowane dziewczyny bez żadnych dodatkowych wysiłków tracą ok. 6 kg w ciągu pół roku. Tak, dokładnie tyle. Nie mniej i nie więcej. Jedynie zmieniając nawyki żywieniowe.

Kolejną obserwacją jest ciekawe zjawisko. Namawiam na taką próbę szczególnie znajomych i znajomych przyjaciół. Spróbuj przez dwa, trzy tygodnie nie sypać cukru do kawy/ herbaty. Wytrzymaj. Zrób ten test. Wiem, że na początek będzie się to piło trochę gorzko, ale to tylko test. Okazuje się, że jak po tych dwóch tygodniach znowu dodamy tak jak kiedyś cukier, to nie da się tego pić. Ta ilość słodyczy poraża. Osoby mówią, że same są w szoku, jak mogły pić taki syrop.

Cichy zabójca

Cukrzyca to cichy zabójca. Zabiera drożność najmniejszych i najdelikatniejszych naczyń krwionośnych. Potem zatyka większe, usztywnia naczynia, podnosi ciśnienie krwi. Dlatego nierozpoznana i nieleczona prowadzi do udarów i zawałów. 1/3 osób nawet nie wie, że ma cukrzycę. Jednak konsekwencje ponosi ich zdrowie i życie. Biorą leki na różne dolegliwości, ale nie leczą cukrzycy, nie zmieniają diety. Sama zmiana diety poprawia leczenie cukrzycy o 80%.

Ale kogo to obchodzi. Przecież wszyscy jedzą dookoła lody, truskawki, codziennie kilka mandarynek czy pomarańczy. „Przecież owoce są zdrowe”.  To popatrz na masę ciała. Szczególnie w ciąży, bo problem nie dotyczy tylko jednej osoby, a powikłania nieleczonych zaburzeń tolerancji glukozy przechodzi na noworodka, zwiększa się ryzyko wad. Szczególnie serca i układu nerwowego.

Dane z publikacji  medycznych już dawno określiły zwiększone ryzyko wystąpienia cukrzycy po 25-30 latach u kobiety, która urodziła noworodka z masą ciała powyżej 4000g. Zresztą zaburzenia te się zwiększają i najczęściej każdy kolejny noworodek waży coraz więcej. Przykładowo: 3800g, 4200g, 4600g. Sama ciężarna też przybiera wtedy na wadze 20-30 kg.

Dziwi mnie, kiedy pytam o przeszłość położniczą kobiet w okresie okołomenopauzalnym i słyszę właśnie takie informacje, a one same mają objawy cukrzycy. Niestety nie robią odpowiednich badań przez te wszystkie lata i nie wiedzą, że mają problem. Zwykle dopiero zawał albo udar wymuszają pobyt w szpitalu i jeśli przeżyją okazuje się, że „Ma pani cukrzycę”.  Szkoda, że wcześniej nikt nie pomyślał, że coś jest na rzeczy, kiedy pani rodziła coraz większe dzieci i przybierała nadmiernie z każdą ciążą więcej i więcej.

Gorzki jest smak słodkości przyjmowanych codziennie. Działa na szkodę jak kropla drążąca skałę.

Każdy czasem może mieć ochotę na „coś słodkiego”. Tylko kwestia co z tym zrobi. Czy codziennie nie będzie nagradzał się cukrem? Apetyt na słodkie bardzo dobrze łagodzi wypicie soku z kiszonych ogórków. Kiszonki są podstawą naturalnej mikroflory jelitowej. To ona decyduje o naszej odporności, a co za tym idzie o zdrowiu. Bakterie kwasu mlekowego nie przyswajają jednak cukru. Jest on dla nich nieużyteczny, za to stanowi paliwo do wzrostu szkodliwej flory grzybiczej. Wtedy dziewczyny co jakiś czas skarżą się na nawracające infekcje, które ustępuję tylko na chwilę podczas stosowania leków przeciwgrzybiczych. Potem wracają.

Warto więc zmienić sposób patrzenia na to, co codziennie jemy, aby działać w kierunku pozytywnym . Jeść warzywa, a nie owoce. Przynajmniej w większych proporcjach, bo jeśli wszystko jest OK, to możemy „czasem/ troszkę”. Natomiast jeśli mamy takie czynniki ryzyka jak nadciśnienie (wiele osób nie bada sobie nawet ciśnienia!), nadwagę czy otyłość to jest to ostatni dzwonek na zmianę żywienia.

Wszędzie jest dużo pułapek w odżywianiu. Myślimy, że robimy dobrze, a jest odwrotnie. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest obserwacja swojego samopoczucia. Jeśli dieta jest zróżnicowana, to łatwiej też o zmniejszenie niekorzystnych działań kolejnych produktów. Dużo osób przychodzi i mówi, że czuje się „na warzywach” znakomicie, że od kiedy zrezygnowały z tych produktów, które im szkodziły i wywoływały wzdęcia, zaparcia czy biegunki, jest o niebo lepiej. Chodzi o sprawdzenie siebie. Zrobienie czegoś dla samego siebie, bo żyjemy w relacjach z innymi. Zdrowie zaczyna się od tego, co dzieje się w jelitach. Przenosi na nasze samopoczucie, emocje, układ hormonalny, metaboliczny, immunologiczny.

Dlatego serdecznie, szczególnie dziś, w Dzień Walki z Cukrzycą, zachęcam gorąco do testu "zero cukru".

http://www.tadeuszoleszczuk.pl/

fb.com/drtadeusz

cera naczynkowa

Cera naczynkowa to szczególnie wymagający przeciwnik

Kilka lat temu, kiedy miałam około 25 lat, z moją skórą zaczęło dziać się coś niepokojącego. Chociaż zawsze odkąd pamiętam miałam skłonność do rumienia, a każda stresująca sytuacja skutkowała mocno czerwonymi policzkami, to nie zdawałam sobie sprawy, że jako dorosła już kobieta będę walczyła z trądzikiem.

Nie piszę jednak o tym pospolitym, ale różowatym. Droga do prawidłowego zdiagnozowania tego, co działo się z moja twarzą, była długa. Mylne diagnozy nawet najlepszych dermatologów prowadziły do zaostrzenia stanu zapalnego. Wreszcie trafiłam do wspaniałej pani dermatolog z Krakowa. Po krótkim wywiadzie i dokładnym oglądnięciu mojej skóry jednoznacznie określiła mój problem jako trądzik różowaty właśnie.

Dowiedziałam się, że jest to choroba, która występuje u około 10% populacji w wieku 30-55 lat. To zapalenie skóry twarzy, które nasila się w konkretnych sytuacjach, np. pod wpływem stresu, spożywania pikantnych potraw czy alkoholu. W moim przypadku zaczęło się od rumienia, który z czasem się utrwalił. Następnie powstały grudki, które swędziały i piekły. Nic przyjemnego. Chociaż u mnie problem dotyczy tylko twarzy to wiem, że może objąć również nos i oczy. Tak właśnie oczy! Choroba przyjmuje postać oczną, która charakteryzuje się przewlekłymi stanami zapalnymi brzegów powiek, spojówki i rogówki.

Nadeszło lato, i to lato niezwykle upalne, a więc wyjątkowo trudny czas dla tych, których dotyczy problem cery naczynkowej. Zmiany temperatury i upały powodują rozszerzenie naczynek, co jest jedną z przyczyn powstania trądziku różowatego. Ten problem co roku dotyka również mnie, dlatego postanowiłam już teraz znaleźć sposób na wzmocnienie naczynek przed wakacjami. Przeszukując internet, wysłałam mnóstwo próśb o próbki (nawiasem mówiąc, nie obawiajcie się o nie prosić! Jeśli macie wydać kilkaset złotych na kosmetyki, to warto je wcześniej wypróbować) i trafiłam na markę Image Sincare, a konkretnie serię Vital C.

Skusiły mnie wspaniałe opinie o tych kosmetykach i skład, który zawiera m.in. aż 4 postacie witaminy C, działające na każdą warstwę naskórka. Skontaktowałam się z dystrybutorem tych produktów, żeby otrzymać próbki i już za kilka dni otrzymałam przesyłkę z całą gamą produktów Vital C oraz dodatkowo krem z filtrem 30 SPF - nie bez powodu! Nie zapominajmy o konieczności zabezpieczania naszej cery po nałożeniu preparatu z witaminą C filtrem ochronnym - witamina C łatwo ulega utlenieniu pod wpływem światła w rezultacie tracąc swoje dobroczynne właściwości. Dlatego właśnie należy pamiętać, że to NIE witamina C powoduje przebarwienia posłoneczne (nie działa ona fotouczulająco!), tylko niestosowanie filtrów ochronnych! Filtr ochronny w przypadku cery naczynkowej jest produktem must have.

Kilkakrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że witamina C uczula, o co postanowiłam dopytać przedstawiciela firmy. Dowiedziałam się, że Image Skincare dzięki zastosowaniu nowoczesnej technologii opracował produkty o obniżonym pH , które rozpuszcza mikroflorę znajdującą się na naszej skórze, powodując szybkie wchłanianie preparatu w głąb skóry – nie zalega na naskórku i nie podrażnia ! A więc może być stosowany przez osoby, które obawiają się uczulenia spowodowanego witaminą C.

Wrażeniami postanowiłam podzielić się z Wami, ponieważ sama wiem, jak trudno wybrać dobry produkt. Czym więc kierować się w wyborze odpowiedniego dla nas preparatu? Oczywiście stężenie witaminy C jest ważne, ale nie jest to jedyne kryterium mówiące o tym, że produkt nam pomoże! Więc nie dajmy się zwieść chwytom marketingowym promującym nadzwyczajnie duże stężenia. Ważny  jest oczywiście skład, jak również odpowiednie pH, wielkość cząsteczek, zastosowany odpowiedni system transportu składników aktywnych, to wszystko co według Image Skincare gwarantuje nam skuteczność- o czym już niebawem będę mogła się przekonać i się z Wami podzielić.  Dowiedziałam się jeszcze, że produkty z serii Vital C zawierają przede wszystkim stabilną postać witaminy C. Składnik ten 25 razy głębiej penetruje skórę, zwiększa o 50% syntezę kolagenu, skuteczniej o 25% rozjaśnia, o 30% skuteczniej chroni przed wolnymi rodnikami. Brzmi zachęcająco, ale spodziewam się, że na efekty będę musiała jeszcze chwilę poczekać.

W dzisiejszym świecie, w którym producenci wręcz bombardują nas reklamami trudno jest samemu wybrać odpowiedni produkt. Sama kupiłam już w swoim życiu mnóstwo kremów, które ostatecznie lądowały w koszu lub u znajomych, bo z moją problematyczną skórą sobie kompletnie nie poradziły. Choć oczywiście producent wyraźnie zaznaczał przeznaczenie do skóry naczynkowej. Wrażeniami z mojego eksperymentu Image Skincare seria Vital C podzielę się z Wami po kilkunastu dniach stosowania.

Ja już nie mogę doczekać się efektów, a Wy czekajcie na recenzję. W końcu opinie są bardzo zachęcające. 

Joanna Wenecka-Golik

Redaktor Naczelna

beef-bread-burger-2119758

Jak nie bawić się w hashimoto, czyli poważne powikłanie złej diety

Dziedziczymy nie tylko geny. Jeśli ktoś w naszej rodzinie chorował na zaburzenia pracy tarczycy to niestety podobnie może zacząć się dziać również u nas.

Czasem dziwię się, że młoda dziewczyna z zaburzeniami hormonalnymi, metabolicznymi czy przetłuszczającą się cerą nie pomyśli nawet, że może to mieć coś wspólnego z dziedziczeniem. Nie tylko dziedziczymy geny, ale też „dostajemy” podczas porodu mikroflorę od matki, która zwykle powinna być wzmacniana poprzez karmienie piersią. Jeśli poród jest drogą cięcia cesarskiego to dużo trudniej jest rozwinąć w ciągu pierwszych dwóch, trzech lat życia odpowiednio mocną immunologicznie odporność i nie cierpieć przykładowo na alergie czy nietolerancje pokarmowe.

Obecnie około 40% populacji cierpi z powodu nietolerancji pokarmowych. Powoduje to zaburzenia pracy przewodu pokarmowego, rozwój nieprawidłowej i szkodliwej mikroflory jelitowej. Jej toksyczne metabolity przedostawać się mogą do krwi i wywoływać najróżniejsze problemy ze zdrowiem, których nawet nie kojarzymy z odżywianiem. Ostatecznie wystarczy się rozejrzeć, aby stwierdzić, ile osób ma problemy z zaparciami czy ze zbyt często oddawanym stolcem. Dolegliwości te mogą się nasilać szczególnie po określonych pokarmach, ale też zwiększają się wraz z wiekiem. Wiele lat zaniedbań może doprowadzać w końcu nawet do nowotworu jelita grubego. Ostatecznie w ostatnim stuleciu jego częstotliwość występowania wyniosła go na jedno z pierwszych miejsc listy nowotworów, na które chorujemy. Zmienia się profil codziennej diety, więc zmieniają się choroby.

Hashimoto jest takim rodzajem zapalenia tarczycy, które może objawiać się w różnorodny sposób. Najważniejsze jest jednak to, że stwierdza się przy nim podwyższone miano przeciwciał. Teraz pojawia się pytanie: gdzie powstają te przeciwciała i dlaczego? Genetycznie możemy być „usposobieni” do odpowiednich reakcji, ale wydaje się, że kluczową rolę w ujawnieniu predyspozycji do tej choroby ma codzienna dieta. Przeciwciała przeciwko własnej tarczycy powstają w śluzówce jelita. Ich rodzaj i ilość zależą od obecności odpowiednich bakterii, czyli mikroflory jelitowej.  Ta natomiast jest warunkowana tym, co się w jelitach znajdzie, a to już zależy od nas. Od naszej preferencji kulinarnej i codziennej diety.

Diety, która generalnie powinna warzywna, ale i jak najbardziej zróżnicowana. Unikniemy lub zminimalizujemy wtedy wpływ pestycydów stosowanych w nowoczesnym rolnictwie, ale też jest większa szansa na zapewnienie sobie zapotrzebowania na różnorodne witaminy, minerały i flawonoidy. Każdy kolor warzywa czy owocu zawiera inne flawonoidy. Dlatego dodatkowo niezwykle cenne jest stosowanie ziół. Tam bowiem kryje się chyba największa moc różnorodności i szansa na uzupełnienie niedoborów najbardziej cennych związków.

Cynk i selen są wykorzystywane w tworzeniu hormonów tarczycy. Tarczyca odpowiada za wszystkie procesy człowieka. Wpływa na pracę innych hormonów, na metabolizm, na emocje, wygląd skóry, ciśnienie krwi itd. Doszło do tego, że badając poziom selenu, można określić z dużym prawdopodobieństwem ryzyko zachorowania na nowotwór. Podobnie jak niedobór witaminy D3 stwarza ryzyko niskiej odporności. Jeśli w surowicy poziom jest zbyt niski warto go uzupełnić.

Warto jednak pamiętać, że równowaga w przyrodzie to podstawa. Równie toksycznie może działać nadmiar witamin, czy minerałów jak i ich niedobór.

Co więc w diecie decyduje o ryzyku wystąpienia wzrostu poziomu przeciwciał uszkadzających tarczycę, powodujących jej stan zapalny?

Odpowiedź jest prosta i niezbyt przyjemna. Nadmiar cukru w diecie oraz bardzo często nietolerancje pokarmowe. Obecnie cukier jest dodawany do około 75% tego, co kupujemy w przetworzonych produktach spożywczych czy daniach typu fast food. Chemiczne dodatki do żywności stanowią około dwóch kilogramów zjadanych rocznie przez statystycznego człowieka cywilizacji zachodniej. Cukier i jego zamienniki pozwalają rozwijać się florze grzybiczej, ale nie są pożywieniem pożytecznych bakterii kwasu mlekowego. Te bowiem przez tysiąclecia nauczyły się trawić błonnik.

Dlatego najcenniejsza jest dieta warzywna, ale z zaznaczeniem, by pochodziła z ekologicznych upraw. Bowiem jedząc kilkakrotnie pryskane pestycydami warzywa, zjadamy i te pestycydy. Przedostają się one do gleby i wody. Ich stężenie wzrasta, jeśli karmione pryskanymi uprawami zwierzęta są dodatkowo traktowane antybiotykami i hormonami wzrostu. To wszystko w efekcie może lądować w naszych jelitach i niesamowicie namieszać w delikatnej równowadze mikroflory jelitowej. Antybiotyki niszczą poszczególne szczepy, cukier daje paliwo patologicznej mikroflorze, a ta poprzez swoje toksyny wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie. Dodatkowo jedząc mięso, jemy też wszelkie hormony wzrostu, jakie hodowlane zwierzęta otrzymały w paszy.

To co mam jeść, panie doktorze?

Kasze. Warzywa z ekologicznych upraw. Jednak najważniejsze pytanie powinno być inne: CZEGO NIE JEŚĆ?!

Na pewno nie jeść cukru, bo nie dość, że daje puste kalorie, które kończą się dodatkowymi kilogramami, to jeszcze utrudnia wchłanianie wapna i magnezu. Nie zawiera najcenniejszych z witamin chroniących ściany naczyń krwionośnych, czyli witaminy C i E.

Nabiał? Może warto odstawić w jakiejkolwiek postaci na dwa tygodnie, aby przekonać się, jak to na nas działa. Nie dodawać nawet mleczka do kawy, choć wiem, wiem, że to takie trudne. Ale nagle pacjentka wraca po dwóch tygodniach i sama jest w szoku, jak dobrze się czuje po odstawieniu nabiału, wliczając w to nawet jajka. Czasem wykonuje badanie krwi na nietolerancję pokarmową i okazuje się, że jajka również tam są. Niestety często w takich badaniach wychodzi nietolerancja tego, czego jemy najwięcej. Może dlatego warto przestawić się na warzywa ekologiczne, kaszę gryczaną, nasiona, wodę, i to z kranu. W Warszawie zimna woda jest przebadana tak dobrze, że nawet ja sam ją piję. Ciepła nie jest badana i nie polecam jej wlewać do czajnika. Szczególnie plastikowego, bo pijemy wtedy przegotowaną niebadaną wodę z pewnym dodatkiem plastiku.

Zauważyłem, że nasze jelita bardzo „cieszą się z tego, co im nie szkodzi”, a my sami czujemy się lepiej, kiedy jemy... buraczki. Jest tam prawdziwa kopalnia mikroelementów, szczególnie kiedy pokusimy się na zakwas buraczany. Warzywa dodatkowo dbają o równowagę w zachowaniu zdrowego pH środowiska jelit i krwi. Odżywiając się prawidłowo, niwelujemy więc destrukcyjny wpływ słodyczy, alkoholu, fast foodów.

rozstępy

Indiba - zabieg, który naprawdę zwalcza cellulit i rozstępy

Szał na punkcie zabiegów upiększających naszą kobiecą urodę trwa od zarania dziejów. Już na przełomie er stosowano metody, które w nieco ulepszony sposób funkcjonują po dziś dzień.

W dziele "De medicina" Aulus Cornelius Celsus spisał sposoby na zmniejszenie piersi oraz rekonstrukcję uszu i nosa, a sam Hipokrates opisał technikę przemieszczania płatów skórnych stosowaną w celu usuwania blizn. Żaden z nich nie przewidział jednak, że będziemy mogły dziś korygować swoją urodę i upiększać się w sposób natychmiastowy i bezbolesny!

Czym jest i jak działa indiba?

Indiba to zabieg wykorzystujący najnowocześniejszą i unikalną technologię polegającą na doprowadzeniu do tkanek termicznego i nietermicznego prądu za pomocą elektrod. Wiązki elektryczne pobudzają komórki do natychmiastowej regeneracji.

Fale radiowe przyśpieszają metabolizm i zwiększają zapotrzebowanie na tlen, dzięki czemu:

  • szybko i na długi czas ujędrnisz skórę,
  • zredukujesz kurze łapki i zmarszczki,
  • poprawisz owal twarzy
  • pozbędziesz się cellulitu
  • Twoje blizny i rozstępy ulegną znaczącemu zredukowaniu
  • podniesiesz pośladki
  • wygoisz stan zapalny skóry i szybciej pozbędziesz się trądziku

Dla niektórych może to brzmieć jak mała tortura w myśl zasady "Dla piękności trzeba pocierpieć?" Nic bardziej mylnego! Indiba to zabieg nieinwazyjny i bezbolesny! A przy tym całkowicie zgodny z funkcjonowaniem naszego organizmu. Podczas masowania skóry głowicą sprzętu radiofrekwencja wywołuje delikatne, rosnące uczucie ciepła, które jest zabiegiem na tyle przyjemnym i odprężającym, że w trakcie zabiegu można nawet zasnąć.

Karolina Dudek-Palka, właścicielka kliniki urody FelisalMed&Art w Krakowie, potwierdza:


"To całkowicie bezbolesny zabieg. Jedna z Pań powiedziała mi kiedyś, że nawet gdyby Indiba nie działała, to i tak by przychodziła na zabiegi, bo tak ją to relaksuje. Myślę, że to też bardzo ważne z uwagi na to, że w dzisiejszym świecie przeżywamy na każdym kroku dużo stresu, a skuteczne zabiegi zazwyczaj nie należą do przyjemnych."
Zabieg polega na wykorzystaniu prądu wysokiej częstotliwości 448 kHz, który wraz z mechanicznym masażem daje natychmiastowe efekty.
źródło: FelisalMed&Art
Klinika ta była w gronie kilku pierwszych polskich gabinetów biorących udział w szkoleniu z medycyny estetycznej opartej na INDIBIE w Barcelonie,

Technologia ta wykorzystywana jest już od lat na całym świecie, stosowana ze wzmożoną częstotliwością od 30 lat w Europie Zachodniej i Japonii. Przez ten czas zdążono naukowo potwierdzić jej skuteczność oraz udowodniono, że nie powoduje żadnych podrażnień, pieczenia ani reakcji alergicznych!

Dla kogo jest indiba?

Indiba jest niemal dla każdego. Niemal, dlatego że występują dwa przeciwwskazania dla tego zabiegu: ciąża i rozrusznik serca. Bez żadnych problemów z idiby korzystać mogą osoby z nowotworami czy nawet chorobami autoimmunologicznymi, zarówo dorośli, jak i dzieci.

Indiba jest nie tylko zabiegiem stosowanym w medycynie estetycznej. To także metoda leczenia wszelkich dolegliwości urazów mięśni szkieletowych. Zabieg ten wyjątkowo skutecznie eliminuje ból przez oddziaływanie na stan zapalny, przyspiesza gojenie, aktywując naturalne procesy naprawcze tkanek. Jest niezawodny przy leczeniu takich schorzeń jak:

  • bóle kręgosłupa,
  • stłuczenia i złamania,
  • zapalenia torebki stawowej, więzadeł i stawu biodrowego
  • przykurcz mięśni
  • zwiększone napięcie mięśniowe

Idiba nie jest wymysłem przemysłu estetycznego. Jest naukowo potwierdzoną metodą na poprawę przede wszystkim zdrowia i urody. To idealny sposób na zadbanie o ciało i dobre samopoczucie.

warzywa

"Cudze chwalicie, swego nie znacie", czyli zbilansowana dieta w oparciu o rodzime produkty

Przechadzasz się sklepowymi półkami... Do koszyka wrzucasz nasiona chia, bo przeczytałaś, by dosypywać je do koktajlu. W alejce z suszonymi owocami sięgasz po jagody acai, które ozdobią Twoją owsiankę, by wybierając orzechy pekan lub makadamia, złapać się za głowę - taka mała paczuszka kosztuje tyle, co cały obiad?!

Nie zaprzeczamy, że wszystkie wymienione produkty są nie tylko smaczne, ale i zdrowe. W końcu nie bez powodu zyskały sobie miano superfoods, czyli produktów o niezwykłych właściwościach odżywczych, bogatych w antyoksydanty. Równie dobroczynnymi cechami mogą poszczycić się także nasze rodzime produkty. Dostarczą Ci wszystkiego, czego szukasz w modnych składnikach wielu diet. Przedstawiamy naszych polskich bohaterów!

Siemię lniane

Zamiast ziarenek chia sięgnij po siemię lniane. Jest równie cennym źródłem kwasów omega-3, które odpowiedzialne są za przeciwdziałanie starzeniu się komórek. Dodatkowo siemię bije na głowę inne produkty, jeśli chodzi o lignany, które to wpływają na pracę jelit oraz serca. Te niepozorne ziarenka pomogą także przy naturalnym oczyszczaniu organizmu, ponieważ usprawnią wydalanie nadmiaru estrogenów z organizmu.
Młodo wyglądająca cera, zdrowe serce i skuteczny detoks. Wszystko to już za sprawą dwóch łyżek dziennie dosypywanych do Twojego ulubionego koktajlu.

Orzechy... niby włoskie;)

Cennym źródłem zdrowych tłuszczów są również orzechy. Wcale nie musisz jednak sięgać po te najdroższe: pekan, makadamia czy brazylijskie. Pewnie gdy słyszysz zdanie "według badań amerykańskich naukowców", cierpnie Ci skóra, ale w badaniu University of Scranton nie ma ani grama przesady. Wyniki przeważają za zwycięstwem... orzechów włoskich! Okazało się, że dostarczają one aż 9-krotnie więcej antyoksydantów niż inne.
Ta dodająca energii zdrowa przekąska wspomoże pracę mózgu, a także ureguluje poziom cholesterolu we krwi.

Porzeczki

Zgadzamy się - jagody acai cudnie prezentują się jako posypka na smoothie bowl na Instagramie. Jednak błysk fleszy należy się równie dobrze naszym polskim porzeczkom. Oprócz ogromnego ładunku witaminy C, która naturalnie wspomaga odporność, te czerwone owoce mają szereg właściwości pielęgnacyjnych. Posiadają działanie antybakteryjne i tonizujące, dlatego szczególnie poleca się je osobom z cerą tłustą i trądzikową. Jakby tego było mało, łagodzą bóle menstruacyjne czy objawy zaburzeń żołądkowych.

Olej rzepakowy

Na pewno dużo dobrego słyszysz o oliwie z oliwek, jako o produkcie odpowiednim do smażenia. To prawda, radzi sobie dobrze. Jednak niektóre właściwości ulatniają się z niej podczas tego procesu. Dlatego polecamy smażenie na oleju rzepakowym. Ma on wiele tłuszczów omega-6 i omega-3. Nada się z powodzeniem również do sałatek, a także ciast. W odpowiednich ilościach, przyniesie wiele korzyści Twojej diecie. A gdy już o słodkościach mowa...

Miód

Po przygotowaniu zdrowego omleta niejednokrotnie masz ochotę nieco go osłodzić? Zanim sięgniesz po płynne złoto rodem z Kanady, czyli syrop klonowy, spójrz łaskawym okiem na pyszny polski miód. Jeśli będzie pochodzić ze sprawdzonej pasieki, możesz cieszyć się szeregiem jego zalet. Usprawnia metabolizm, poprawia cerę, przyspiesza gojenie się ran, działa jak antybiotyk, łagodzi kaszel. No cud, miód i orzeszki - najlepiej te włoskie! 😉

Kiszonki

Były już propozycje na śniadanie, przekąski czy słodkości do kawy, pora zatem na porządny obiad! A takim z pewnością może mienić się posiłek na polskim stole. Spokojnie, nie mówimy o tradycyjnym schabowym z kapustą. Choć ta ostatnia będzie faktycznie grać tu główną rolę. Kiszonki warzywne są jeszcze zdrowsze niż surowe warzywa. Zapewnią bogatą florę bakteryjną układu pokarmowego i lepiej się trawią. Co więcej, działają odkwaszająco, wspomagają układ krążenia i odporność. Nie musisz decydować się na azjatycką kimchi, czyli kiszoną wersję kapusty pekińskiej. Polecamy oczywiście polską białą kapustę.

Ziemniak

A na kolację? Zdrowe frytki, bo z piekarnika! Tutaj z powodzeniem sprawdzi się król polskich warzyw, jego wysokość ziemniak. Co więcej, nie należy się go bać nawet na diecie. Zawiera w sobie szereg witamin z grupy B oraz masę cennego błonnika, tak ważnego w diecie każdego człowieka. Odpowiednio przygotowane ziemniaki, na przykład w towarzystwie ziół i Twoich ulubionych przypraw, będą równie smaczne co droższe bataty.

Wszyscy wiemy, że na zdrowiu nie można oszczędzać. Jednak jeśli te same wartości odżywcze, a czasem jeszcze więcej dobroczynnych właściwości, mają nasze rodzime produkty, to dlaczego nie wybrać właśnie ich jako składników naszej diety?

O nas

Kobieta z klasą to miejsce dla nieidealnych kobiet, które chcą prawdziwie i szczęśliwie żyć, ciesząc się najdrobniejszymi rzeczami. Pokazujemy Wam inspirujące książki, filmy, publikacje i inne „babskie zajęcia', które być może skłonią was do wyjścia, z często pozornej, strefy komfortu i rozpoczęcia życia na własnych warunkach. Bo w życiu nie zawsze chodzi o to by było stabilnie. Ważne żeby żyć prawdziwie i w zgodzie z własnym ja.

Kontakt

Kontakt:
Joanna Wenecka-Golik
kontakt@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved