Projekt bez tytułu

Masz klasę? To się badaj.

Rak piersi jest jedną z najbardziej podstępnych chorób, z jakimi muszą się mierzyć kobiety na całym świecie, a śmiertelność z jego powodu jest bardzo wysoka. Rak piersi to poważne zagrożenie, którego ignorować nie można. Jakie objawy mogą świadczyć o początkach tej choroby? Co robić, by w porę wykryć zagrożenie i rozpocząć leczenie w chwili, gdy szanse na pokonanie raka są wysokie?

Skąd biorą się takie problemy ze zdrowiem?
Rak piersi to jedno z największych wyzwań, przed jakimi stoi współczesna medycyna. Każda kobieta narażona jest na ten problem, choć istnieje grupa pań, które mają wyjątkowe predyspozycje do tej choroby nowotworowej. Jakie czynniki mogą szczególnie sprzyjać rakowi piersi? Wiadomo, że spory wpływ na stan zdrowia każdej kobity mają czynniki genetyczne, nie można zatem ignorować tych przypadków raka, które już miały miejsce w rodzinie konkretnej pacjentki. Palenie papierosów, stres, problemy z hormonami – oto kolejne czynniki, które mogą w istotny sposób wpływać na stan zdrowia kobiety.

Jak w porę wykryć raka piersi?
Rak piersi jest nowotworem, z którym można skutecznie walczyć. Warunek jest jeden – aby tak się stało, choroba musi zostać wykryta odpowiednio wcześnie. Niestety, wiele kobiet zapomina o tym, jak ważna jest regularna mammografia oraz regularne samobadanie piersi, a do lekarza zwraca się w chwili, gdy guz ma już spore rozmiary. Lekarze alarmują, że ważną sprawą dla każdej kobiety jest uważna obserwacja swego działa, dzięki czemu można w porę wykryć niepokojące sygnały. A jakie objawy powinny wzbudzić nasze zaniepokojenie? Zmiana koloru i struktury skóry piersi, wydzielina z brodawek, zmiany wielkości lub kształtu piersi oraz podobne zmiany zachodzące w rejonie brodawek – wszystko to powinno wzbudzić nasze zaniepokojenie. Obrzęki ramienia, wyczuwalne guzki – oto kolejne alarmujące sygnały, których nie można ignorować.

Jakie badania warto wykonać?
W wykryciu raka piersi pomagają szczegółowe badania, dzięki którym można określić stan zdrowia pacjentki i sprawić, jak wielkie są guzki. Jednym z najważniejszych badań jest mammografia, na której opiera się profilaktyka w przypadku raka piersi. Bardzo ważnym badaniem jest też USG piersi, dzięki któremu można w porę wykryć wszelkie niepokojące zmiany. Rezonans magnetyczny oraz termografia ciekłokrystliczna to kolejne badania piersi, dzięki którym lekarze mogą zdobyć wiele cennych wiadomości na temat stanu zdrowia pacjentki. Każde z tych badań może się okazać badaniem ratującym życie, warto zatem korzystać z możliwości ich wykonania.

Rak piersi to groźna i podstępna choroba, której żadna kobieta nie powinna ignorować. Pamiętajmy, jak ważna w przypadku tego nowotworu jest profilaktyka i korzystajmy z tych badań profilaktycznych, które są dla nas dostępne. Mogą nam one uratować życie, zatem im regularniej będziemy z nich korzystać, tym lepiej dla nas.

kokos(1)

Olej kokosowy na twarz

Olej kokosowy to już właściwie evergreen, jeśli chodzi o emolienty stosowane w szeroko pojętej pielęgnacji. Jest często używany w zabiegach odżywczych i ujędrniających na ciało czy jako olej bazowy w rytuale olejowania włosów. Ostatnio coraz częściej proponuje się go także do aplikacji na twarz, a konkretnie – do olejowania twarzy.

W tym celu zdecydowanie warto wybierać jego wersję nierafinowaną – zachowuje ona bowiem pełnię substancji odżywczych, które zawdzięcza m.in. kwasowi laurynowemu i wielu witaminom. Ten wariant kosmetyku jest bogatym źródłem składników mineralnych (m.in. żelaza, magnezu, potasu, wapnia, kwasu foliowego, cynku i fosforu) oraz witamin C, E i tych z grupy B.

Olej kokosowy na twarz jest wysoko ceniony za swoje właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybicze i antywirusowe. Dobrze sobie radzi ze stanami zapalnymi skóry i łagodzi jej podrażnienia. Dobrze jednak zachować ostrożność w jego aplikowaniu na twarz, ponieważ sam w sobie jest dość ciężki i komedogenny. Oznacza to po tyle, że zatyka ujścia gruczołów łojowych, więc jeśli masz cerę ze skłonnością do tak zwanego zapychania, lepiej wybrać emolient innego rodzaju. Dzięki zawartości witaminy E, czyli tzw. witaminy. Olej dobrze odżywia cerę i pozostawia po sobie delikatny film ochronny – warto więc stosować go na noc i w sytuacji, gdy twarz narażona jest na działanie niekorzystnych warunków atmosferycznych, jak np. silny mróz czy wiatr. Regularne używanie kosmetyku sprawia, że skóra staje się miękka, odżywiona i pełna blasku.

Olej kokosowy doskonale sprawdza się także jako środek do demakijażu, który nie wywołuje podrażnień ani ucznia pieczenia. Radzi sobie nawet z trudnymi przestrzeniami wokół oczu, nawet przy delikatnej skórze. Jest to kosmetyk bardzo wydajny – wystarczy nawet niewielka ilość, by skutecznie zmyć makijaż. Dodatkowym plusem, o którym warto wspomnieć, są właściwości nawilżające. Po aplikacji olej kokosowy odżywia rzęsy i dba o skórę wokół oczu. W takiej sytuacji może się pojawić wrażenie delikatnej mgiełki na oczach. Wystarczy wtedy położyć na powieki waciki nasączone ciepłą wodą. Po kilku minutach uczucie powinno minąć.

Olej kokosowy jest także doskonałym surowcem do produkcji domowych kosmetyków. Przysłuży się do produkcji m.in. peelingu, nawilżającego balsamu do ust czy nawet pasty do zębów. Bohater dzisiejszego tekstu jest kosmetykiem wielozadaniowym, który sprawdzi się w wielu sytuacjach.

shutterstock_1723170616

Alkoholawirus – o tym się nie mówi

Dawno nie pisałam, bo cóż pisać. Trochę przygnębiające to nasze otoczenie ostatnio. Pandemia, zamknięte szkoły i przedszkola, a teraz powodzie. Jak się w tym odnaleźć? Nie wiem. Do tego dochodzi strach o pracę i o to, co będzie jesienią, kiedy koronawirus uderzy znowu, ale tym razem w asyście innych sezonowych wirusów. Przyznajcie, że trochę to przerażające. Szukałam jakiegoś fajnego „babskiego” filmu na Netflix-ie, bo myślę sobie, poprawi mi nastrój i trafiłam na film: „Zabawa, zabawa”. No nie poprawił mi humoru, ale przeraził jeszcze bardziej. To film o trzech kobietach, trzech pokoleniach i jednym co łączy je wszystkie…alkohol. Alkoholizm kobiecy. Dlaczego mnie przeraził? Bo nie zobaczyłam w nim stereotypowych „menelek” spod przysłowiowego sklepu, ale zobaczyłam siebie i otaczające mnie kobiety. Robiące karierę, matki, młode bawiące się dziewczyny…nagle zobaczyłam jak alkoholizm potrafi być cwany, sprytny i cholernie przebiegły. Swojego czasu przeprowadzałam wstrząsający wywiad z autorką książki „Alkohol-piekło kobiet” Moniką Sławecką i myślałam, że ten temat mam już za sobą, ale film uderzył z podwójną mocą. Skończyłam oglądać i poszłam z psem na spacer. Spotykam sąsiada, pijany tak, że muszę się odsuwać, żeby się na mnie nie przewrócił. Wracam do domu, widzę dwóch sąsiadów popijających coś na schodach domu. Myślę sobie, że jestem w jakimś alkoholowym matrixie. Nie to nie inna rzeczywistość, to nasza rzeczywistość, która w tak przygnębiającym momencie jak dzisiaj jeszcze bardziej zyskuje na mocy. Pijemy, bo mamy towarzystwo, pijemy, bo jesteśmy samotne, pijemy, żeby odreagować sytuację w pracy, z mężem. Pamiętam jak kiedyś poszłam do psycholog bo nie mogłam poradzić sobie z różnicami w moim małżeństwie. Mój mąż oczekiwał ode mnie wsparcia w jego problemach, dzieci potrzebowałaby mnie, bo naturalnie są jeszcze małe, czułam bardzo silny obowiązek bycia idealną mamą i żoną. Wydawało mi się, że muszę sobie zasłużyć na bycie kochaną. Słowa bardzo mądrej psycholog otrzeźwiły mnie na miejscu (jak to zdanie paradoksalnie dzisiaj brzmi). Brzmiały tak: 80% kobiet tak zwanych „wspierających” kończy jako alkoholiczki. Później było spotkanie z Moniką Sławecką, którą poznałam na cyklicznych krakowskich spotkaniach „Porozmawiajmy o zdrowiu” i temat się powtórzył. Jedno pytanie powtarzało się kilkakrotnie: Alkoholizm jakie są objawy? Najbardziej wstrząsające były statystyki, mówiące o tym jak mało kobiet wychodzi z alkoholizmu i jak łatwiej w tym temacie mają mężczyźni nie tylko genetycznie, ale i społecznie. Wnioski są takie: łatwiej się uzależniamy, trudniej wychodzimy z nałogu – prawie zawsze jesteśmy odrzucone przez społeczeństwo. Mężczyzna alkoholik jest chory, kobieta alkoholiczka się nie szanuje. Nie doznajemy litości. To wszystko skłoniło mnie do podsumowania swojego życia, przeanalizowaniu tego ile w nim jest alkoholu i ile jest go o wśród moich znajomych. Wniosek jest jeden – zbyt dużo. Zwłaszcza w okresie pandemii. Mam wrażenie, że ograniczono nam możliwości dotychczasowych rozrywek, ładowania baterii, a alkohol jest łatwy do zdobycia i szybko rozładowuje. Doszło nam jeszcze dużo nowych obowiązków, zdalna nauka, opieka nad dziećmi 24/h. To może przytłoczyć. Zachęcam Was, nie chciejcie być idealne dla swoich mężów, dzieci. I chociaż brzmi to dość zwyczajnie, nikt idealny nie jest i każdy ma słabości. Ważne, by sobie na nie pozwalać przed samym sobą. Ukrywanie ich powoduje, że czujemy się jeszcze gorzej i próbujemy sobie radzić z nimi, popijając lampkę wina, wieczorem samotnie albo whisky z colą, bo to teraz też jest na topie. Kiedyś usłyszałam od faceta, że powinnam brać tabletki uspakajające, kiedy tylko czuję, że narasta we mnie złość i wiecie co? O większą bzdurę trudno. Każda z nas ma prawo do frustracji, złości i poczucia, że ma się dość. Ważne, żeby tego nie tłumić i nie wstydzić się, że czasami talerz poleci. Przyznaję się przed Wami, że ja stłukłam już dwa talerze, miskę na owoce, ramkę ze zdjęciem ślubnym i jajko. Szkoda tylko, że później trzeba to samemu sprzątać 🙂 ale wolę to niż udawanie, że jest super, kiedy jest dno. Tak, że drogie Panie rzucamy talerzem, trzaskamy drzwiami i idziemy na spacer, ale nie pijemy. Uważajcie, bo nie będziecie wiedzieć, kiedy ta lampka wina stanie się nieodłącznym elementem Waszego życia. Polecam film „Zabawa, zabawa” z Agatą Kuleszą.

shutterstock_1702626652

Związek w koronie

Koronawirus to nie tylko zaraza, która dotyka nas cieleśnie, ale w większości z nas dotyka nas mentalnie, psychicznie. Mamy już dość tej sytuacji. Została ograniczona nam wolność czyli jedna z naszych podstawowych wartości. A jak wpływa to na nasze związki? O tym porozmawialiśmy z naszą ekspertką od rozwodów – Anną Klaus- Zielińską – założycielką Wise Mind.

Joanna Wenecka-Golik: Pani Anno, co z Państwa punktu widzenia dzieje się w tej chwili z naszymi związkami? Czy jak pokazują nam telewizyjne reklamy przeważnie siedzimy uśmiechnięci na kanapach i rodzinnie gramy w planszówki, zagryzając domową szarlotką?

Anna Klaus- Zielińska: Na pewno są domy w których tak się dzieje. Do nas odzywają się Panie, które przeżywają w swoich czterech ścianach zupełnie inną rzeczywistość. W rodzinach w których nie było komunikacji, nie było poszanowania granic i uważności na drugą osobę, często za to była pogarda czy poniżanie, nie mówiąc już o przemocy, teraz żyje się tylko trudniej…

JW-G: Związki w których jest przemoc zostawmy poproszę na razie na boku, chciałabym do nich wrócić jeśli Pani powoli w dalszej rozmowie. Dopytałabym natomiast o relacje których naokoło nas najwięcej; dwójka ludzi, zajętych codziennością, nie mających czasu na nic, a już najmniej na uważną rozmowę o sobie. Ja myślę tak; jeżeli nie było komunikacji, to mamy wreszcie czas, żeby zacząć rozmawiać, więc czemu jest trudniej?

AK-Z: Znowu, nie w każdym związku jest trudniej. Są relacje w których dwoje ludzi od jakiegoś czasu za dużo ze sobą nie rozmawiało, bo faktycznie, w codziennym kołowrotku nie mieli na to zbyt wiele czasu. Natomiast przez lata bycia razem nauczyli się uważności na siebie nawzajem. Wypracowali też (albo mieli „wyniesioną“ z domu) kompetencję pozwalającą na bycie w dobrym kontakcie ze swoimi potrzebami i emocjami, a idąc dalej – na mówienie o nich bez poczucia winy czy ukrytej agresji.

Jeżeli umiem spokojnie powiedzieć; „ chciałabym teraz posiedzieć parę godzin sama –  potrzebuję tego, czuję się przeciążona ciągła odpowiedzialnością za naukę dzieci, jestem zła bo mam poczucie że zbyt dużo w tej kwestii jest scedowane na mnie“.

A partner potrafi to przyjąć i możemy razem zacząć myśleć nad rozwiązaniem, które weźmie pod uwagę potrzeby nas obojga, to kolejne tygodnie czy miesiące narodowej kwarantanny w naszym życiu związkowym wiele nie napsują.

JW-G: A w jakim życiu związkowym w takim razie napsują?

AK-Z: W takim, w którym partnerzy zamiast rozmawiać o  trudnych emocjach regulowali je sobie przeważnie „na zewnątrz“ relacji. Czyli bardzo intensywną pracą, spotkaniami towarzyskimi, sportem, zakupowym szaleństwem czy używkami. A trudne tematy odkładały się i odkładały, czasem latami. Były skrzętnie omijane, chowane za kanapą, obstawiane doniczkami, bądź pudrowane.. Zależy w jakiej rodzinie i jaki temat.

JW-G: I w taką przypudrowaną rzeczywistość wkracza nam teraz koronawirus, i co robi?

AK-Z: Najkrócej i najprościej – urealnia. Jesteśmy teraz dostępni dla siebie 24 godziny na dobę, obcięto nam całkowicie możliwość „upuszczania“ ciśnienia na zewnątrz – trudno w takiej sytuacji nosić maski lub ustawicznie powstrzymywać się od wylewania zadawnionych żali i pretensji.

JW-G: A na to jeszcze nakładają się wielu osobom obawy o zdrowie, o źródło utrzymania…

AK-Z: Sofokles mówił: „Człowiekowi który się boi, wszystko szeleści“. Boimy się teraz niemal wszyscy; o bezpieczeństwo swoje i najbliższych, o przyszłość, o to jaki świat zostawi po sobie epidemia.

Mamy w związku z tym większą podatność na zranienie, raczej drugą osobę oceniamy niż próbujemy zrozumieć.

Przez ustawiczny kontakt mamy ze sobą więcej punktów styku – szukamy podświadomie powodów do zaczepki żeby rozładować napięcie które się w nas gromadzi. Drobne napięcia są eskalowane i przerzucane na kolejnych członków rodziny. Mąż robi żonie awanturę o brak ulubionego napoju w lodówce, kobieta krzyczy na syna za zbyt głośną muzykę, a skarcony chłopiec idąc przez kuchnię szturchnie boleśnie młodszą siostrę. Wszyscy czują się w tej sytuacji źle, ale nie mając narzędzi by porozmawiać o swoich obawach, lękach i i związanych z tym potrzebach – tylko nawzajem się krzywdzą eskalując konflikty. Dochodzimy do wniosku że żyjemy w prawdziwym piekle.

JW-G: Czytałam, że w Państwach które już się uporały z koronawirusem, odsetek rozwodów wzrósł dwukrotnie w porównaniu z analogicznym okresem z zeszłego roku.

AK-Z: Mamy zachwianą mapę świata zgodnie z którą interpretujemy rzeczywistość – więcej teraz znaków zapytania niż pewników, a z taką sytuacją mało kto z nas czuję się komfortowo.

Żyjemy w stałej niepewności. Ewolucyjnie w takich sytuacjach mamy wdrukowane; walcz albo uciekaj. Uciec w tym momencie nie możemy, więc walczymy, albo planujemy ucieczkę.

I coraz mocniej nabieramy przekonania, że nasz związek jest bez szans.

JW-G: Ile macie teraz Państwo takich klientek, z poczuciem że ich małżeństwo nie ma szans?

AK-Z: Od dwóch – trzech tygodni jest wyraźnie więcej Pań które piszą i dzwonią z pytaniem co mają robić. Opisują trudności jakie mają w związku, mówią o silnych emocjach. W Wise Mind uruchomiliśmy darmowe poradnictwo psychologiczne i prawne które cieszy się dużym zainteresowaniem. Po świętach ruszamy też z dyżurami mediatorów, ale mam poczucie że prawdziwe zapotrzebowanie na naszą pomoc zacznie się dopiero po korona wirusie. Jak ludzie wyjdą z domów, przestaną się bać o zdrowie czy życie, rozejrzą się wokół siebie i zaczną podejmować decyzje bazując na doświadczeniach z ostatnich, niezwykle trudnych tygodni.

JW-G: I co Pani wtedy doradzi swoim klientkom?

AK-Z: Staram się wogóle mało radzić, za to działać tak, żeby Panie pewne rzeczy same dostrzegły.

W moim poczuciu ten dziwny czas to nie jest w ogóle dobry moment na podejmowanie życiowych decyzji. To dobry czas na weryfikacje i urealnienie – związku i siebie w relacji.

JW-G: Czyli dobry czas na pracę nad związkiem?

AK-Z: Dokładnie. Zachęcam – porozmawiajmy o tym, co się teraz dzieje. Na początek zacznijmy od siebie i swoich uczuć; „Martwi  mnie że przestaliśmy ze sobą rozmawiać, „Smuci mnie poczucie że nie lubimy już ze sobą spędzać czasu“.

Możemy też zacząć od mówienia o swoich obawach związanych z epidemią i być otwartym na to, jak to widzi druga strona. To jest ok że Ty się nie boisz, ale też jest ok że ja się boje.

Bądzmy dla siebie wyrozumiali – starajmy sie mniej oceniać partnera a bardziej starać się go zrozumieć.

JW-G: A co zrobić gdy raz po raz słyszymy zaczepki, drobne złośliwości? „Mówisz jak twoja matka“,  „dobrze ci wychodzi tylko wydawanie moich pieniędzy“, „jedz dalej tyle ciasteczek a  zaraz się w drzwi nie zmieścisz“?

AK-Z: Czasami takie zaczepki są wołaniem. Wołaniem o nawiązanie kontaktu, o zainteresowanie, o uważność, o czułość. „Zauważ mnie“, „zainteresuj się mną“.

Słyszymy słowa, które ranią, a pod spodem jest lęk i frustracja.

Jeżeli tylko mamy na to zasoby i zgodę możemy się nad tą frustracją partnera pochylić, rozbroić jego złośliwość żartem, zaopiekować się tym, co pod spodem.

Powtarzam – jeśli mamy na to zasoby, bo w sytuacji w ktorej się znajdujemy, o zasoby z których można czerpać jest bardzo ciężko. Z drugiej strony, dobry związek, moze być w trudnych, a ja wolę określenie pełnych wyzwań czasach które nadchodzą, naszym największym zasobem. Więc może warto teraz o niego szczególnie zadbać..

JW-G: Miałyśmy jeszcze Pani Anno, porozmawiać o przemocy w związkach która w okresie epidemii nabiera szczególnych rozmiarów?

AK-Z: Tak, i o temacie który się z tym wiąże –  uzależnieniach jako regulatorach emocji. Ale to dłuższy temat, i proponuje o tym porozmawiać następnym razem.

shutterstock_1667840362

Fake news w obliczu epidemii, czyli jak nie poddać się zbiorowej panice?

Epidemia koronawirusa w naszym kraju jest już w zasadzie faktem – zakażeń przybywa z każdym dniem i będzie musiało minąć trochę czasu, nim sytuacja jakkolwiek się unormuje. COVID-19 jest bardzo specyficznym rodzajem wirusa, który wydaje się być prawdziwie bezwzględnym zagrożeniem, przed którym bardzo trudno jest się uchronić. Większość ludzi zdaje sobie sprawę przede wszystkim z tego, że osoba zakażona może nie przejawiać jakichkolwiek tego objawów. Z tego względu informacja o pierwszych zakażeniach w regionie, w którym mieszkamy, siłą rzeczy wiąże się z ogromną wręcz paniką – jeśli nie z naszej strony, to z całą pewnością ze strony przynajmniej części rodziny lub sąsiadów. To właśnie wtedy różnego rodzaju sklepy i supermarkety zaczynają przeżywać prawdziwe szturmy, a my po raz pierwszy od dawna mamy okazję przekonać się, jak niepokojącym zjawiskiem są całkowicie opustoszałe, sklepowe półki.
O ile taki rodzaj paniki da się jakoś uzasadnić, tak znacznie trudniej jest uargumentować wykupowanie przez ludzi maseczek chirurgicznych z obawy przed zagrożeniem. To jest modelowy wręcz przykład, jakiego spustoszenia potrafi dokonać prosta manipulacja. Wystarczy bowiem zasięgnąć informacji, które są na wyciągnięcie ręki w internecie, by przekonać się, że maseczki nieszczególnie pomagają w zabezpieczeniu się przed wirusem, bo stosunkowo często trzeba je wymieniać z uwagi na zawilgocenie, które ułatwia wirusowi drogę do naszego organizmu. W obliczu epidemii o międzynarodowym zasięgu warto jest zatem na chwilę się zatrzymać i zastanowić, które informacje są wartościowe, a które wręcz przeciwnie – stanowią ordynarny fake news lub manipulację, która ma jedynie przykuć naszą uwagę i żerować na naszym niepokoju.
Najbardziej istotny wydaje się być dystans. Wiadomości o dużym ładunku emocjonalnym, takie jak chociażby informacje o przypadku zarażenia w najbliższej okolicy, ludzie odruchowo chcą podawać dalej bez jakiejkolwiek ich weryfikacji. Pożądanym zachowaniem jest natomiast zatrzymanie się, refleksja nad naturą otrzymanej wiadomości i wysunięcie całkowicie logicznego wniosku, że jedna wiadomość to o wiele za mało, by zareagować. W czasie stanu wyjątkowego nawet największe portale mogą traktować weryfikację swoich treści bardzo pobłażliwie, licząc na to, by poinformować o tragedii szybciej od konkurencji. Dobrze jest zatem zaczekać na powielenie treści przed inne portale, nim uznamy ją za prawdziwą. Istotną jest tutaj zasada, że im bardziej szokująca i nieprawdopodobna wydaje się informacja, tym większa szansa na to, że będziemy mieć do czynienia z manipulacją w postaci clickbaita lub perfidnym fake newsem.
W przypadku poszukiwania informacji o metodach zabezpieczania przed możliwością zarażenia się koronawirusem, dobrze jest szukać informacji u źródeł – na stronach internetowych WHO lub GIS. W sieci funkcjonuje mnóstwo osób, które w czasach niepokoju zechcą z tego skorzystać i będą oferować różnego rodzaju leki lub szczepionki, które albo nie zadziałają wcale, albo wręcz nam zaszkodzą. Najważniejszy jest zatem zdrowy rozsądek, dystans i cierpliwość – wtedy docierać do nas będą wyłącznie te informacje, które faktycznie są ważne i dokładnie zweryfikowane.

shutterstock_1622495458

Chlorochina w leczeniu COVID-19 – najnowsze odkrycie

Chlorochina jest lekiem znanym od ponad 70 lat, dawniej stosowano ją przede wszystkim w leczeniu malarii. Obecnie wykorzystuje się ją także jako lek przeciwzapalny w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów i tocznia rumieniowatego.

Mechanizm działania chlorochiny
Wykazano laboratoryjną skuteczność chlorochiny w hamowaniu namnażania się wielu gatunków wirusów, w tym wirusa SARS-CoV. Mechanizm działania polega najprawdopodobniej na zwiększeniu endosomalnego pH, zaburzeniu glikozylacji receptorów komórkowych, co w efekcie utrudnia fuzję wirusa i komórki. Wniosek ten zapoczątkował w styczniu i lutym 2020 roku, badania kliniczne chlorochiny u ponad 100 pacjentów chorych na COVID-19, w Wuhan i kilku innych miastach Chin. Mające na celu ocenę skuteczności i bezpieczeństwa stosowania chlorochiny badania, wykazały zahamowanie objawów klinicznych i skrócenie okresu przebiegu choroby. Nie stwierdzono ciężkich działań niepożądanych.

Zastosowanie chlorochiny
15 lutego 2020, chlorochina uzyskała rekomendację Narodowej Komisji Zdrowia Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Chińscy eksperci zalecają dobową dawkę 500 mg (250 mg 2×dz) przez 10 dni u chorych z łagodnym, umiarkowanym i ciężkim przebiegiem COVID-19, u których nie stwierdza się przeciwwskazań do zastosowania tego leku.
W Polsce dostępny jest produkt leczniczy Arechin (Chloroquini phosphas) w tabletkach po 250 mg. Zgodnie z charakterystyką produktu w zakażeniach koronawirusami typu beta, Arechin stosuje się zwykle dwa razy dziennie po 250 mg przez 7 do 10 dni. Jeszcze przed decyzją URPL, po uzyskaniu zgody komisji bioetycznej, chlorochinę w połączeniu z lopinawirem i rytonawirem zastosowano u chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19 w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu im. Gromkowskiego we Wrocławiu.
13 marca br. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wydał pozytywną decyzję w sprawie leku zawierającego chlorochinę, polegającą na dodaniu nowego wskazania terapeutycznego: „Leczenie wspomagające w zakażeniach koronawirusami typu beta takimi jak SARS-CoV, MERS-CoV i SARS-CoV-2”.

Arechin działa przeciwzapalnie, jednak mechanizm nie jest do końca poznany. Nie stosuje się u dzieci poniżej 14 lat. Lek może wpływać na działanie innych przyjmowanych leków, niektóre z nich zmniejszają wchłanianie chlorochiny, dlatego przyjmowanie jakiegokolwiek, zawsze musi być skonsultowane z lekarzem. Istniejące lub przebyte wcześniej choroby również mogą wykluczać bezpieczne przyjmowanie, niepowodujące żadnych skutków ubocznych. Można wśród nich wymienić, chociażby: niedokrwistość, spadki ciśnienia, drgawki, częściową utratę wzroku, głuchotę, zaburzenia czynności wątroby i żołądkowe, siwienie, obniżenie poziomu glukozy, wysypkę. Przedawkowanie leku prowadzące do powstania niewydolności krążenia, niewydolności oddechowej oraz ciężkich zaburzeń rytmu serca może spowodować zgon.
Ze względu na niewielką różnicę w dawce terapeutycznej i toksycznej, lek powinien być stosowany wyłącznie pod nadzorem lekarskim.

shutterstock_104071589

Koronawirus a etykieta – czyli jak elegancko zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Jak ma się savoir-vivre do choroby?

Czy można zawiesić grzeczność na czas niedomagania?

Czy można z powodu ewentualnej epidemii zmienić obyczaje?

Czy można unikać podawania dłoni i pocałunków na powitanie?

Z takimi i podobnymi pytaniami spotykam się ostatnio coraz częściej i na wszystkie zamierzam odpowiedzieć.

Savoir-vivre to inaczej sztuka życia. Skoro mówi nam, jak żyć, to przede wszystkim trzeba najpierw zadbać o zachowanie zdrowia i życia. Czyli nie ma savoir-vivre’u bez survivalu. Nie oznacza to, że możemy na czas własnej lub czyjejś choroby zapomnieć o grzeczności, bo to wręcz szczególna sytuacja, w której należałoby pomyśleć o właściwym zachowaniu. Właściwym nie oznacza takim samym, jakie stosujemy na co dzień.  

Skoro mowa o koronawirusie (ale nie tylko!), to działania powinny pójść dwukierunkowo. Z jednej strony należy przedsięwziąć wszelkie środki ostrożności, żeby samemu nie zarazić się, a z drugiej – żeby nie zagrażać innym. Wszyscy bezwzględnie powinni częściej myć ręce. Okazuje się, że około 60% Europejczyków nie czyni tego po wyjściu z toalety. Ten odsetek jest dużo wyższy wśród mężczyzn. Na czas zagrożenia można zaniechać uścisków dłoni i wszelkich kontaktów fizycznych. Zanim podejdziemy do kogoś na wyciągnięcie ręki, można już kilka kroków wcześniej powiedzieć: przepraszam, ze względów zdrowotnych nie mogę podać dłoni. Nie trzeba się zagłębiać w szczegóły dolegliwości. Ostatnio miałam mały wypadek i złamałam sobie palec u dłoni. Przez jakiś czas musiałam uprzedzać i przepraszać, że mam kłopot. Oczywiście powitanie zawsze było słowne i z pełnym uśmiechem na ustach. Nie zauważyłam, żeby ktoś robił z tego problem. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby sprawić mi bólu.

Zresztą podczas codziennych spotkań wcale nie musi dochodzić do uścisku dłoni, już abstrahując od koronawirusa czy jakichś dolegliwości. Jeśli osoba bardziej uprzywilejowana nie poda dłoni, druga osoba również powinna zaniechać uścisku. Czyli w życiu towarzyskim, jeśli kobieta nie poda ręki, mężczyzna powinien tylko się ukłonić. W życiu służbowym jest podobnie, jedynie wybór formy powitania nie zależy od płci czy wieku, ale od rangi.

Jeśli ktoś ma dobre maniery, to dobrze też wie, że w towarzystwie nie należy kichać. Wbrew pozorom stłumienie odruchu nie jest takie trudne i to bez uszczerbku dla własnego zdrowia: wystarczy podrażnić receptory nerwowe kichania – oczywiście przy użyciu chusteczki – i zyskujemy czas, aby wyjść i kichnąć. Przy okazji dodam, że kulturalna osoba zawsze ma prze sobie chusteczek pod dostatkiem i nie dotyka nosa bezpośrednio dłonią. Takie są też wskazania prewencyjne w stosunku do koronowirusa i innych drobnoustrojów przenoszonych drogą kropelkową, które wcale nie są mniej groźne. Dobrze by było, żeby niektóre zachowania weszły wszystkim w krew.

Jak się więc okazuje, nie ma savoir-vivre’u bez survivalu i survivalu bez savoir-vivre’u.

IKR

shutterstock_1147331690

Depresja – nie lekceważ objawów i daj sobie pomóc.

W ostatnich latach tak bardzo zwiększyła się liczba osób chorujących na depresję, że możemy już mówić o epidemii tej choroby. Szybkie tempo życia, ciągły stres, problemy w pracy i życiu osobistym mogą przyczynić się do rozwoju depresji. To poważna choroba, która potrafi zmienić aktywną i towarzyską osobę w nieporadną i niezdolną do samodzielnego życia. Sprawdź jakie symptomy powinny Cię zaniepokoić i skłonić do szukania pomocy.


Skąd się bierze depresja?
Depresja różni się od zwykłego smutku czy chwilowego przygnębienia między innymi tym, że trwa o wiele dłużej- objawy utrzymują się ponad dwa tygodnie. Jej objawy pogłębiają się z dnia na dzień, paraliżują nas i uniemożliwiają wykonywanie codziennych czynności, niszczą nasz poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości, zmieniają zachowanie, bardzo często pojawiają się również problemy ze zdrowiem fizycznym. Depresja często łączy się z trudnymi życiowymi przeżyciami, zwłaszcza jeśli wtedy, gdy jesteśmy w nich pozostawienie sami sobie i nie możemy liczyć na niczyje wsparcie.
Choroba często pojawia się na skutek jakiegoś traumatycznego wydarzenia na przykład rozwodu, utraty pracy, ciężkiej choroby w rodzinie. Szczególnie narażone są też kobiety po porodzie. Spadkom nastroju w tym okresie życia sprzyjają zmiany hormonalne zachodzące w organizmie, kiepskie samopoczucie fizyczne, ciągłe zmęczenie i niepewność w nowej roli. Często choroba ta dotyka również osoby ciężko i przewlekle chore, cierpiące na ciągłe dolegliwości bólowe lub niepełnosprawne.
Niestety żyjemy w czasach, w których wiele przypadków depresji rodzi się z sytuacji zawodowej. Problemem nie pojawia się tylko, gdy tracimy zatrudnienie, ale może nim być też trudna sytuacja w miejscu pracy- od mobbingu, poprzez bardzo trudne i obciążające psychicznie i fizycznie obowiązki, po niskie wynagrodzenie i brak perspektyw na poprawę sytuacji.
Bez względu na sytuację problem pojawia się wtedy, kiedy tracimy poczucie kontroli i przestajemy wierzyć w to, że sobie poradzimy. Brak nam wiary w to, ze wszystko w życiu można zmienić i nie ma sytuacji bez wyjścia. Jeśli nie możemy liczyć na pomoc bliskich w rozwiązaniu swoich codziennych problemów, nie bójmy się prosić o pomoc specjalistów- w zależności od sytuacji- lekarzy, prawników, pracowników socjalnych. Działajmy, zanim wpadniemy w otchłań depresji.


Jakie są objawy depresji?
Charakterystycznym objawem choroby jest ciągłe zmęczenie i permanentny stan przygnębienia. Pacjent wstaje rano i od razu czuj, że nie ma na nic siły. W ciągu dnia odczuwa stałe zmęczenie bez względu na ilość i rodzaj wykonywanej pracy. Uczucie zmęczenia potęgują dodatkowo problemy ze snem. Pojawia się głęboki smutek, uczucie bezużyteczności i beznadziejności. Chory czuje się zupełnie bezradny, przerastają go nawet proste codzienne czynności jak zrobienie zakupów czy prania. Coraz mniej rzeczy sprawia przyjemność, to co kiedyś cieszyło teraz stało się obojętne.
Choć depresja to choroba duszy, bardzo często towarzyszy jej szereg fizycznych dolegliwości. Należą do nich bóle głowy, dolegliwości trawienne, bóle brzucha, kołatanie serca, bóle i ucisk w klatce piersiowej, swędzenie skóry, a nawet wysypka.


Jak sobie pomóc?
Jeśli zauważysz u siebie lub kogoś ze swoich bliskich niepokojące objawy, nie zwlekaj z szukanie fachowej pomocy. Oczywiście wsparcie bliskich podczas leczenia jest bardzo ważne, jednak powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że to zdecydowanie nie wystarczy. Skonsultuj się z psychologiem oraz z lekarzem psychiatrą. Bezpłatne porady tych specjalistów możesz uzyskać w przychodni publicznej w ramach kontraktu z NFZ. Leczenie depresji obejmuje jednoczesne stosowanie środków farmakologicznych oraz psychoterapii. Istnieją nowoczesne bardzo skuteczne leki na depresję. Wiele osób boi się leczenie farmakologicznego. Niepotrzebnie, ponieważ obecnie stosowane leki są w pełni bezpieczne, nie uzależniają i mają niewiele skutków ubocznych.
Obok leczenie warto zacząć dbać o siebie na co dzień. Wzmocnisz się fizycznie i psychicznie stosując zdrową zrównoważoną dietę i ćwicząc. Jeśli nie wiesz jak wprowadzić zdrowe zmiany w swoje życie, pomoże Ci dietetyk i fizjoterapeuta lub trener personalny.
Unikaj używek- alkohol, papierosy czy narkotyki, z pewnością nie pomogą Ci wyjść z choroby, a jeszcze ją pogłębią, dlatego unikaj ich jak ognia.
W czasie choroby bądź dla siebie dobra, nie osądzaj się, nie krytykuj. Dawaj sobie małe przyjemności- słuchaj ulubionej muzyki, wyjdź do kina lub obejrzyj w domu ulubiony film, pozwól sobie na zakup nowej sukienki, wybierz się do fryzjera lub kosmetyczki. Walcz o siebie i nie poddawaj się- depresja to choroba, z której można wyjść. Choć czasem trudno dojrzeć światełko w tunelu, możesz być pewna, że odzyskasz utraconą radość życia- to tylko kwestia czasu.

shutterstock_223663249

Nie wysypiasz się? Problemem może być piżama

Wszyscy wiemy, że wysypiać się trzeba. Dlatego kiedy źle śpimy, natychmiast szukamy rozwiązania tego problemu. Mało kto zastanawia się jednak, jaki wpływ na jakość snu ma to, w czym śpimy. Piżama – czy naprawdę może sprawiać, że się nie wysypiamy?

Bezsenność a piżama

Problemy ze snem mogą mieć wiele źródeł. Zazwyczaj śpimy gorzej, kiedy coś nas trapi. Niestety, w czasach stresu nie jest już dziwne, że przed zaśnięciem zamartwiamy się problemami dnia jutrzejszego. Niekiedy gorszy sen lub wręcz jego brak to objaw choroby, np. nerwicy lub depresji. Bywa też, że śpimy gorzej, bo odczuwamy różnego rodzaju dyskomfort. Tutaj szczególną rolę odgrywa właśnie piżama.

Na co zwrócić uwagę, wybierając piżamę?

Wybór piżamy nie powinien być przypadkowy. Jeśli chcemy się wysypiać, musimy kierować się nie tylko wyglądem bielizny nocnej, ale też m.in. wygodą. Oznacza to, że wybór piżamy, która gwarantuje zdrowy sen, jest trudniejszy, niż się wydaje. Należy zwrócić uwagę na:

  • materiał – powinien być naturalny i przewiewny
  • dodatkowe elementy – najlepiej, aby piżama była gładka
  • grubość – piżamę należy dobrać do pory roku
  • rozmiar – dyskomfort może wywoływać i za ciasna piżama, i za luźna
  • fason – niektóre nietypowe fasony wyglądają ładnie, ale nie są wygodne do noszenia.


Piżamy, które polecamy

1. Koszula z bawełny organicznej
To propozycja dla kobiet, które lubią stylowe koszule, ale chcą mieć pewność, że będą zdrowe dla ich skóry. Wykonana w 100% z bawełny organicznej jest nieszkodliwa nawet dla alergików.

656edce44d071065f16115417be877dd.jpg


2. Prosto i wygodnie
Czasami najprostsze pomysły są najlepsze. Piżama bez zbędnych zdobień, z dobrej jakości bawełny i ze ściągaczami na nogawkach sprawi, że na pewno się wyśpisz.

f4f3959881772b78e5566a34eed0c0fe (1).jpg


3. Oryginalnie
Piżamy gwarantujące zdrowy sen mogą być też oryginalne! Ta z wyjątkowym nadrukiem kolorowej lamy jest tego doskonałym przykładem. Dzięki ściągaczom nie będzie się podwijać w trakcie snu. Pozwoli też skórze oddychać, bo wykonana jest z bawełny.

e081cc11095a6a13bbc452b8b9a156f8.jpg

Wszystkie polecane przez nas piżamy pochodzą ze sklepu internetowego https://missisleepy.pl/. Polecamy ten sklep wszystkim osobom szukającym wygodnych piżam polskich producentów. 


Jakie piżamy są niezdrowe?

Dobrego snu nie gwarantują piżamy ze sztucznych materiałów i te z odstającymi zdobieniami (kokardki, falbanki, koraliki). Nie oznacza to jednak, że trzeba z nich całkowicie zrezygnować. Są to modele, które można nosić od czasu do czasu. Jeśli będziesz pamiętać, aby na co dzień spać w dobrej dla ciała bieliźnie nocnej, piżama z pewnością nie przerwie twojego odpoczynku.

Close up portrait of attractive beautiful gorgeous gentle cute h

Wybierz laser dopasowany do swoich potrzeb!

Alma Harmony to niezwykły laser, który pomaga uporać się z wieloma problemami. Zabiegi pozwalają zlikwidować cellulit, rozstępy, usunąć blizny czy przebarwienia. Można je wykorzystywać jako kurację liftingującą, odmładzającą i poprawiającą kondycję. Alma Harmony posiada kilka różnych głowic, dobieranych w zależności od problemu, jaki nam dokucza. Zabiegi mogą być przeprowadzone u osób w różnym wieku i z różnymi problemami estetycznymi oraz na wszystkie partie ciała i dla każdego rodzaju skóry. Dzięki temu jest wielofunkcyjnym i skutecznym urządzeniem.Kopiuj HTML Kopiuj tekst

Wybierz laser dopasowany do swoich potrzeb! 

Spośród stosowanych na rynku laserów Alma Harmony możemy wyróżnić:

  • Alma Harmony iPixel – laser frakcyjny ablacyjny, jego działanie prowadzi do powstania na skórze uszkodzeń wielkości pixeli. W ten sposób rozpoczyna się proces regeneracji. Wszelkie niedoskonałości skóry zostają spłycone, skóra odzyskuje jędrność, a w głębszych warstwach zaczynają zachodzić procesy naprawcze. Z tego typu lasera powinny skorzystać osoby borykające się z rozstępami, bliznami potrądzikowymi, drobnymi zmarszczkami, przebarwieniami i rozszerzonymi porami.
  • Alma Harmony Clear Lift – laser frakcyjny nieablacyjny, jego działanie nie narusza ciągłości naskórka, dzięki czemu zewnętrzna warstwa nie zostaje uszkodzona. Powstałe mikrouszkodzenia zachodzą w głębszych warstwach skóry, wskutek czego zaczyna zachodzić produkcja nowego kolagenu i elastyny. Na skórze nie są widoczne żadne uszkodzenie. Jego sekret polega na połączeniu dwóch rodzajów lasera: Nd:Yag i Pixel Q Switch, których działanie wywołuje w tkance efekt fotoakustyczny, przez co w mechaniczny sposób stymulują komórki do regeneracji. Przeznaczony jest dla osób, które chciałyby odmłodzić okolice oczu, czoła, szyi, policzków i dekoltu. Pomaga wyleczyć blizny i rozstępy oraz przyczynia się do poprawy kolorytu, napięcia i gęstości skóry. Jego dodatkowym atutem jest możliwość usunięcia niechcianego tatuażu lub nieudanego makijażu permanentnego.
  • Alma Harmony Dye-VL – laser wykorzystuje siłę trzech filtrów, utrzymując światło w jednym zakresie (500-600 nm), a następnie kieruje je bezpośrednio do chromoforów. Wiązka lasera dociera do głębszych warstw skóry, a przy tym nie narusza naskórka. Oddziaływuje w ten sposób na melaninę i hemoglobinę, co pozytywnie wpływa na wyrównanie kolorytu skóry. Zabiegi z wykorzystaniem lasera pomagają leczyć zmiany naczyniowe i trądzikowe oraz rumień. Pomagają  zlikwidować przebarwienia, rozjaśniają i wygładzają skórę oraz redukują drobne zmarszczki. 

Same zalety! 

Wielofunkcyjność i skuteczność to nie wszystko, czym mogą pochwalić się zabiegi wykonywane laserem Alma Harmony XL PRO. Eksperci z kliniki Arte Derm wyróżniają kilka wyjątkowych zalet zabiegu: 

  • duża skuteczność usuwania niedoskonałości,
  • niskie ryzyko wystąpienia powikłań,
  • krótki okres rekonwalescencji,
  • zastosowanie systemu chłodzącego w trakcie zabiegu,
  • pierwsze efekty widoczne już kilka dni po wykonaniu zabiegu. 

Jeśli jesteś zainteresowana zabiegiem z wykorzystaniem lasera Alma Harmony XL PRO, zajrzyj na stronę kliniki Atre Derm w Warszawie! Znajdziesz tam najpotrzebniejsze informacje! 

shutterstock_1521682595

Był opiekuńczy, szarmancki – a później zaczęło się piekło

Historia jakich wiele, ale ta jest moja i niestety ciągle jeszcze w niej tkwię. Reszta równie ,,przyjemnych to już historia ,,

Dziś, po 12 tygodniach terapii na oddziale leczenia nerwic, po tych wszystkich dniach wiem że takich facetów wybierałam, że to mechanizm i że wszystko ze mną w porządku .

Kiedy odchodzisz z toksycznego związku nawet kiedy już myślisz ze jesteś wolna to myśli zostają. Może gdybym się bardziej postarała albo gdybym wtedy zamknęła buzie. No właśnie , zostaje to uporczywe „gdybym”. Dzisiaj rozumiem, jak bardzo ważne jest dowiedzieć się, że nie mamy na to wpływu i że nie mamy takiej mocy by to się udało .

Marcina poznałam 5 lat temu w mojej rodzinnym Wrocławiu. Ja miałam szkolenie, on przyjechał na jakieś sympozjum. Wpadliśmy na siebie na śniadaniu w hotelowej restauracji . Nie zwróciłam na niego uwagi totalnie! Nie mój typ. Zajadałam swoją kaszankę kiedy spytał czy może się przysiąść . Zamieniliśmy kilka zdań , nic specjalnego . Na przerwie znów się na niego natknęłam. Kiedy wychodziłam z hotelu do domu, zagadnął mnie i zapytał czy zjem z nim kolacje. Odmówiłam.  Bardzo nalegał wiec dałam mu swój numer telefonu. Był bardzo wytrwały i w końcu się z nim umówiłam, później drugi raz i  nie wiem kiedy kompletnie straciłam głowę . Teraz widzę jaki był sprytny, jak dobrze wiedział czego w tamtym momencie potrzebowałam .

A po 10 latach bycia samą potrzebowałam uwierzyć że miłość istnieje .

Był opiekuńczy, szarmancki. Kiedy rozładował mi się telefon podczas kolacji wysłał taksówkarza do sklepu po ładowarkę dla mnie . Innym razem dostałam 500 róż pocztą kwiatową. Kiedy potłukłam telefon dostałam kurierem nowy. Wtedy nie miałam pojęcia, że tak to się właśnie dzieje, że to jest wyrachowana gra . W styczniu się poznaliśmy, w lutym się oświadczył, a w czerwcu braliśmy ślub . Zabrałam moich synów (Aleksander 14, Franek 4) i przeprowadziliśmy się do Krakowa.

Niby wszystko było jak z bajki to dziś dopiero rozumiem ze sen, w  który zapadłam na 3 doby po ślubie, przez który musieliśmy odwołać podróż poślubną to były sygnały które mój organizm mi dawał . Przez kolejne 5 lat było różnie. Były momenty noszenia na rękach i spełniania wszystkich moich zachcianek, a były też momenty zimnej obojętności .

Nigdy nie było przemocy fizycznej, nigdy na mnie nie krzyczał, wszystko działo się po cichu we mnie. Nie mogłam mieć koleżanek, a raczej nie miałam czasu bo on ciągle był przy mnie. Dzieci miały mieć nianie, a ja miałam być do dyspozycji . Wydawał fortunę na wyjazdy do 5 gwiazdkowych hoteli , na prezenty, biżuterię bieliznę. Dziś wiem, że wszystko co robił było dla niego, a nie dla mnie. W ten sposób się karmił .

Marcin miał dwa oblicza:  jedno to ciepły spolegliwy miś który robił wszystko co chciałam, drugie  to zimny i bezwzględny kat. Były okresy kiedy pił i wtedy się zmieniał , potrafił być okrutny  , starał się za wszelka cenę pokazać ze jestem dla niego nikim. Kiedy pił znikał w burdelach. Zawsze to był taki zestaw wódka =burdel. Potem przepraszał, opowiadał ze to nic, że tam nic nie robi, że to po prostu taki mechanizm jak pije itd. A ja to wytrzymywałam. Po którymś ciągu spakowałem się u wróciłam do Wrocławia. Wtedy się przestraszył. Pojechał do kliniki i po powrocie nie pił prawie dwa lata. To wtedy zaszłam w ciąże i urodziłam naszą córeczkę .

Jeszcze zanim to nastąpiło podjęłam prace w jego firmie. Po długim nalegania w końcu zgodził się bym pracowała. Nie było mowy żebym czegoś szukała przecież niczego mi nie brakuje . Po kilku miesiącach pracy wylądowałam na zwolnieniu psychiatrycznym. Ja, manager z 10 letnim stażem nagle nie radziłam sobie z prostymi sprawami . Dziś wiem ze cała firma pracowała na to bym się załamała . Leczył mnie jego psychiatra. W pewnym momencie dostawałam 3 antydepresanty i Xanax. Miałam fobię społeczną, panicznie bałam się ludzi z jego firmy, czułam się głupia i nic nie warta. Kiedy zaszłam w ciąże odstawiłam wszystkie leki i czułam się świetnie. Dziś wiem, że byłam celowo wprowadzana w stan depresji .

Kiedy nasza córka skończyła rok znów zaczął popijać i znów zdarzył się jakiś wypad na noc. Potem znów przeprosiny i znów sielanka . Któregoś dnia natknęłam się na dokumenty finansowe z których wynikało ze ma ogromny dług we własnej firmie . Wpadłam w szał, zagroziłam rozwodem, wyparł się.  Kiedy zaczęłam drążyć, a cała księgowość siedziała ze mną i przeglądała papiery to czułam, że robili wszystko bym nic nie zrozumiała i po kilku dniach się poddałam.

Wtedy coś jednak we mnie pękło. 

On znów zaczął pić i znikać. Któregoś dnia jak wrócił mnie i dzieci już nie było. Wynajęłam mieszkanie i się wyprowadziłam. Wersja mojego męża jest taka, że porzuciłam go.  Myślałam ze będzie walczył o nas, że nas kocha i coś zrozumie.  Miesiąc po tym jak się wyprowadziłam już spotykał się z kimś innym 

Właśnie mija półtora roku od mojego odejścia. Niestety ten czas pokazał jak naiwna byłam sądząc, że wystarczy się wyprowadzić by skończyć ten koszmar. Wyprowadziłam się w czerwcu 2018 roku tuż przed naszą 4 rocznica ślubu. Jak już pisałam on natychmiast znalazł moją, jak ją nazywam zmienniczkę , wyjechali na urlop ja w tym czasie z dziećmi również. Brakowało mi go tak cholernie , mój chory, zatruty przez niego mózg domagał się go jak narkotyku. On też po pewnym czasie zaczął odczuwać brak ulubionej zabawki bo nagle zaczął pisać, nagle zatęsknił za dziećmi. Dziś wiem że spotkania z dziećmi były tylko pretekstem by znów zbliżyć się do mnie. Za którymś razem odwożąc dzieci rozpłakał się wyznając jak bardzo mnie kocha i jak nie może żyć bez nas, a ja …uwierzyłam. Odwołałam pełnomocnictwo i zrezygnowałam ze złożenia pozwu o rozwód .

Wprowadził się do nas, do wynajętego mieszkania. Znów przez chwile było jak w bajce.  Nie pamiętam już co się wydarzyło, że go wyrzuciłam. W ciągu tego roku kilka razy wracał do mnie i odchodził. Zawsze do tamtej kobiety. Po powrocie mówił mi jak to szukał ukojenia u niej, ale tylko ja się liczę . Któregoś dnia upił się i wtedy kazałam mu się wynosić. Był na moim terenie, w moim mieszkaniu i tutaj miałam odwagę postawić granice . Przez 8 miesięcy się nie odzywał, nie dzwonił, nie pisał, nie interesowały go dzieci. W styczniu złożyłam pozew o rozwód z orzekaniem o winie i wniosek o zabezpieczenie alimentów dla mnie j dla córki. 

W lutym znów się pojawił, znów płakał i wyznawał miłość. W efekcie wrócił, który to już raz… . Jak się później okazało tylko po to by mataczyć w sprawie i doprowadzić mnie do kolejnego załamania nerwowego, licząc na to ze skłoni mnie do ugody. W którymś momencie się ocknęłam zaczęłam słuchać swojej intuicji, włożyłam mu podsłuch do samochodu i w końcu miałam dowód.  Przez cały ten czas był z tamtą kobietą! Chciał zamknąć mnie w psychiatryku i odebrać córkę. Nie udało mu się. Po tych nagraniach zmieniłam zamki w drzwiach j i to był koniec. Nie reaguję na żadne maile ani inne próby kontaktu. Leczę się. Wiem ze czeka mnie długa droga. Wiem ze nie będzie łatwo. 

Komentarz naszych specjalistów:

Anna Klaus – Zielińska – Psycholog / Coach/Doradca Rozwoju Osobistego

Każda z nas ma siłę żeby wygrać siebie.

Dokładnie taka myśl jako pierwsza przyszła mi do głowy po przeczytaniu historii opisanej przez czytelniczkę. Druga myśl to refleksja o wielkim braku. Braku jakiegokolwiek wsparcia zewnętrznego, które przy wychodzeniu z „przemocowego” związku jest kluczowe. Mamy tu wszystkie charakterystyczne elementy takiej relacji; odcięcie kobiety od jej środowiska, ograniczenie niezależności, okresy miodowe w trakcie których gromadzi się napięcie któremu agresor w końcu musi dać ujście. Chwile sielanki (hotele, kwiaty, biżuteria) są coraz krótsze, wybuchy agresji coraz częstsze i silniejsze. Ofiara jest coraz słabsza. Na tyle słaba, że nie ma nawet siły bronić dzieci które w całej tej historii schodzą siłą rzeczy na plan dalszy. Z takiego związku jest ogromnie trudno się wydostać. Nasze w nim bytowanie często same przed sobą usprawiedliwiamy za pomocą Wielkiego Uczucia. Wizja Wielkiej Miłości którą od małego karmią nas przekazy medialne, której tak bardzo szukamy i za którą tak niesamowicie tęsknimy zamyka nam na początku relacji oczy na realność, a potem powoduje, że trwamy w toksycznym związku latami, w jej imię właśnie. Tworzeniu narracji o Wielkiej Miłości sprzyjają takie przekazy kulturowe jak np. prawdziwa miłość wszystko pokona, warto cierpieć dla miłości, cierpienie uszlachetnia itp. Paradoksalnie więc, im partner jest człowiekiem trudniejszym w relacji tym większą mamy często skłonność wierzyć w to, że jest to właśnie wielka miłość. A jeżeli mężczyzna ma np. nałogi, czy skłonności psychopatyczne to ta nasza wielka miłość go wyleczy. Z całym szacunkiem – nie wyleczy! Mit wielkiej miłości fatalnie robi kobietom właściwie na wszystko; na tworzenie bliskich relacji, na odczuwaną satysfakcję z aktualnego wystarczająco dobrego związku, i na umiejętność ochrony własnych granic w toksycznym związku zwłaszcza. Kobiety uwikłane w związki z obniżonym poczuciem wartości, z piętnem niemocy własnej, które partner przez lata w nich intensywnie buduje, mogą się wydostać w zasadzie wyłącznie dzięki zasobom zewnętrznym. Dopiero takie zasoby (rodzina, przyjaciele, środowisko pracy, praca jako taka) mają szansę uruchomić zasoby wewnętrzne i dać siłę do podjęcia decyzji. Wracając do początku wątku – w liście bohaterka o tych zewnętrznych zasobach nie wspomniała, a zatem albo ich nie było albo nie były dla niej dostępne.  Wyszła więc z tej niezwykle, trudnej sytuacji sama, korzystając z własnych zasobów, a to, powtórzę, oznacza że każda, naprawdę każda z nas ma siłę żeby wygrać siebie. I jeszcze jedno. Proszę pamiętać że ofiara NIGDY nie jest winna przemocy. ZAWSZE winien jest TYLKO sprawca. Co prawda jak pokazują badania około 75% sprawców przemocy domowej doświadczało przemocy w domu, a więc sami są ofiarami, ale to osobna historia. To nie wy Drogie Panie powinnyście im pomagać stanąć na nogi i uporać się z własnymi traumami, tylko psychoterapeuci i psychologowie. Nie odbierajcie nam pracy 🙂

Dr Anna Rustecka – Krawczyk – psycholog dla dzieci i młodzieży, pedagog.

Stanisław Lem napisał kiedyś: „Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś”.

Cytat ten skojarzył mi się z opisaną historią. Bohaterce udało się po wielu, niewyobrażalnie trudnych momentach odciąć od męża o socjopatycznych cechach, pracuje nad sobą, uczestniczy w terapii, dostrzega mechanizmy działania. Nadszedł moment, w którym już mogła, była w stanie wziąć życie w swoje ręce. Historia głównej Bohaterki to także historia jej dzieci. Domyślam się, że to one mogły stanowić motywację do poszukiwania zmian. Równocześnie w takich sytuacjach dzieci często są wykorzystywane do uwikłania kobiety w toksycznej relacji. To bardzo ważny moment, aby wspomóc się konsultacją u specjalisty, podjąć decyzję o terapii. Dostrzegać swoje możliwości, ale obwarować się zewnętrznym wsparciem. Jeśli możemy liczyć na bliskich, prośmy, przyjmujmy ich pomoc, konsultujmy, rozmawiajmy. To może dać tak ważne, w tej i podobnych sytuacjach, poczucie dystansu. Odejście z tak toksycznego związku daje dzieciom szansę na prawidłowy rozwój i nabranie odporności. Mimo iż zmiany są trudne i wymagają ponownej adaptacji. Bez względu na to, jak dobre zamiary w relacjach mamy, nie mamy wpływu na zachowania innych ludzi, nie mówiąc już o wpływaniu na ich charakter. Warto o tym pamiętać i nie przypisywać sobie odpowiedzialności za zachowania innych.


Anna Klaus – Zielińska

Psycholog społeczny (Uniwersytet Warszawski), coach i trener warsztatów psychoedukacyjnych (Uniwersytet Warszawski) Absolwentka podyplomowych studiów „Psychologia zachowań” (UW), oraz „Pomoc psychologiczna i interwencje systemowe w rodzinie“ (SWPS).
Ukończyła liczne szkolenia m.in z dialogu motywującego, uważności i współczucia, pomocy psychologicznej osób zgłaszających niepowodzenie w związkach. A także wywiadu, pracy z genogramem, i diagnozy w systemowej terapii rodzin. Od kilkunastu lat pracuje, słuchając i zadając pytania, które pozwalają klientom odkryć, że mają w sobie wszystko, co jest im potrzebne do osiągnięcia poczucia satysfakcjonującego życia.
Ma szerokie doświadczenie w pracy coachingowej również ze starszymi nastolatkami (wybory ścieżki życiowej).
Szkoleniowiec i trener warsztatów z kompetencji miękkich (m.in; komunikacji werbalnej i niewerbalnej, asertywności, odporności na stres), autoprezentacji (firmy prywatne, Fundacja Polsko – Amerykańska, Szkoła Liderów) i warsztatów dla rodziców. Prowadzi też różnego rodzaju grupy rozwojowe. Pracowała jako wykładowca w Akademii Leona Koźmińskiego. Podróżnik, żeglarz, szczęśliwa żona i mama. Założycielka Wise Mind – gabinetu kompleksowej pomocy dla osób z problemami w związkach.

Dr Anna Rustecka – Krawczyk

Psycholog dla dzieci i młodzieży, pedagog. Na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia dotyczące znaczenia bliskich związków. Prowadzi konsultacje wychowawcze dla rodziców, wspiera psychologicznie dzieci i młodzież w Centrum Pomocy Rodzinie i prywatnym gabinecie Wise Mind.

shutterstock_1504807880

Cierpienie, a nadzieja w długiej walce z chorobą. Jak czerpać siłę do walki.

Choroba przytrafia się nam w jakimś celu. Coś potrzebujemy zrozumieć, nauczyć się, czasem przystopować.


Cierpienie fizyczne jest jedną stroną choroby. Cierpienie emocjonalne i bezsilność ma większą moc nad życiem w chorobie.
O ile z cierpieniem fizycznym jesteśmy sobie w stanie poradzić, bo mamy leki przeciwbólowe, to z bezsilnością i brakiem nadziei już jest trudniej.
Dlaczego tak się dzieje?
Choroba jest stanem kryzysowym, gdy spotyka człowieka, to musi on przejść przez nią według kilku etapów.

Pierwszy to zaprzeczenie sytuacji i wyparcie jej. To nie możliwe, że ja jestem chora. To zdarza się innym ale nie mnie.
W przypadku zaprzeczania nieprzyjemne fakty są ignorowane, realistyczna interpretacja tego co się dzieje zostaje zastąpiona łagodniejszą, choć nietrafną. Mechanizm ten pozwala na stopniowe oswajanie się z trudną sytuacją. Jednak po pewnym czasie potrzebne jest uznanie obecności bolesnych uczuć, aby uniknąć pojawienia się dalszych problemów natury psychologicznej czy emocjonalnej.
Wyparcie może przyjmować postać od chwilowych luk w pamięci po całkowitą amnezję (niepamięć) w przypadku bardzo bolesnych doświadczeń.

Druga faza to gniew. Osoba chora jest pełna buntu, drażliwości, pretensji do rodziny. Bez powodu może wybuchać gniewem, jest pełna pretensji co do leczenia. Wini niesprawiedliwy los, który go spotkał, a w niczym sobie na niego nie zasłużył. To etap pytania: „Dlaczego właśnie ja?”

Trzecia faza to targowanie się. Osoba chora zastanawia się nad chorobą i swoim otoczeniem. „Postaram się być miła i zdyscyplinowana, ale w zamian przyrzeknijcie mi, że będę zdrowa”. To czas na pertraktacje z lekarzem i Panem Bogiem, składa obietnice, że jeśli wyzdrowieje to poświęci resztę życia Bogu. Obiecuje, że o nic więcej już nie będzie prosił. Składanie tego typu obietnic może być powiązane z poczuciem winy.

Czwarta faza to depresja. Nastrój depresyjny może pojawić się już w pierwszym etapie. Chorzy płaczą, mówią o samobójstwie, są zrozpaczeni, smutni, czują się bezużyteczni. W tej fazie może towarzyszyć poczucie ogromnej straty, np. z powodu deformacji ciała. Chorego może dręczyć poczucie winy, odczytuje on chorobę jako karę za popełnione błędy.

Piąta faza i ostania to pogodzenie się. Osoba jest pogodzona z losem i ze spokojem akceptuje go. Na tym etapie następuje pogodzenie się z chorobą.

Najważniejszym jest zrozumieć mechanizm przechodzenia przez chorobę.
Akceptacja sytuacji jest najważniejszym elementem w poradzeniu sobie z nią. Unikałabym określenia „walki z chorobą”. Walka ma ciężki ładunek emocjonalny. Raczej „radzenie sobie z chorobą”.
Dlaczego to takie ważne? Chodzi o nasze nastawienie. A to jak wiadomo 90 procent sukcesu. Akceptacja to również odpuszczenie tego co tak bardzo trzymamy. Czyli złości, bezsilności, oskarżania siebie i innych. Wszystkie te emocje blokują nas przed miłością.
No dobrze, powiesz, jak tu myśleć o miłości, gdy choroba dziesiątkuje ciało?
Pewnie, że nie jest łatwo. Jak jesteś w chorobie i wszystko stanęło na głowie.
Jednak, w tym zaprzeczaniu i buntowaniu się znajdź chwilę i pomyśl o sobie dobrze. Właśnie z miłością. Możesz zrobić medytację. Porozmawiać ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Choroba jeśli się pojawiła, to przyjmij ją jako informację dla siebie. Pewnie popukasz się w głowę. Co ta kobieta mówi? Jaka informacja? Jaka lekcja?
Chora jestem, cierpię i mam gdzieś to gadanie o miłości. Boli mnie wszystko i nie mam ochoty na nic!
I to jest normalne, że tak masz. Choroba to nie wczasy.
Pamiętaj, nic nie musisz. Ewentualnie możesz.
Nawet w tak trudnej sytuacji, możesz zdecydować jak będziesz się czuć. Na ile ból fizyczny może wpłynąć na Twoje samopoczucie. Ile mu pozwolisz rządzić sobą. Są choroby, gdzie tego bólu fizycznego jest ogrom. Jednak bywają momenty względnie spokojne. Warto zapamiętać sobie swój stan z tych momentów i przywoływać, gdy boli jak cholera.
Jak napisałam na początku, choroba w życiu pojawia się po coś. Ma nas
uświadomić, czasem ostrzec. Jednak należy tutaj wystrzegać się myślenia, że choruję za karę. A niby, kto miałby dać tę karę? Bóg? Ty sama? Rodzice?
Mała zmiana tematu. Zdarza mi się jechać za szybko samochodem. Śpieszę się zazwyczaj i pędzę tam gdzie trzeba wolniej. I wtedy z bocznej ulicy wytacza się małe „pierdzikóko”, a za kierownicą Pan w czapce. Wyjeżdża przed moje auto i wlecze się
niemiłosiernie.
Kiedyś wściekałam się na takie sytuacje, bo przecież ja muszę gdzieś, na godzinę…
Teraz biorę głęboki oddech i myślę sobie, że właśnie tak miało być. To ma mnie ochronić. Być może przed wypadkiem?

Zakończę cytatem: „Wszystko, co w życiu otrzymujemy, wcześniej powstało w naszej duszy.”

O nas

Kobieta z klasą to miejsce dla nieidealnych kobiet, które chcą prawdziwie i szczęśliwie żyć, ciesząc się najdrobniejszymi rzeczami. Pokazujemy Wam inspirujące książki, filmy, publikacje i inne „babskie zajęcia', które być może skłonią was do wyjścia, z często pozornej, strefy komfortu i rozpoczęcia życia na własnych warunkach. Bo w życiu nie zawsze chodzi o to by było stabilnie. Ważne żeby żyć prawdziwie i w zgodzie z własnym ja.

Kontakt

Kontakt:
Joanna Wenecka-Golik
kontakt@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved