feminizm

Mały słownik feminizmu

A jak aborcja

Feministki pierwszej fali feminizmu chciały reformy, a nie rewolucji. W większości nie popierały aborcji, którą, jak choćby Alice Paul, uważały za dzieciobójstwo. Ich zdaniem usuwanie ciąży było szkodliwe jako metoda szantażowania i podporządkowywania sobie kobiet przez nieodpowiedzialnych czy despotycznych mężczyzn. Wiele zmieniła druga fala feminizmu słusznie kojarzona z rewolucją seksualną lat 60. XX wieku. To wtedy kobiece postulaty zaczęły skupiać się na seksualności i możliwości decydowania o niej w każdym aspekcie. Do pakietu praw polityczno-społecznych dołączono prawa w zakresie zdrowia reprodukcyjnego i wolności indywidualnych: prawo do edukacji seksualnej, prawo do aborcji, walka z przemocą w rodzinie i molestowaniem seksualnym.

B jak Simone de Beauvoir

Francuska pisarka, filozofka i feministka. Skandalistka, szokująca opinię publiczną śmiałymi i niezależnymi poglądami oraz stylem życia. Współpracowniczka i partnerka życiowa filozofa Jeana Paula Satre'a. Prekursorka myślenia o płci w kontekście kulturowym. W swojej książce "Druga płeć" rozróżniła płeć biologiczną - sex i płeć kulturową/społeczną -gender. Najsłynniejszym cytatem z jej książki, mającym fundamentalne znaczenie dla późniejszego rozwoju feminizmu, jest: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". Największy skandal wywołały jej poglądy na temat macierzyństwa (sama nigdy nie chciała mieć dzieci), aborcji (której kilkakrotnie się poddała) oraz małżeństwa (porównała je do prostytuowania się). Zarówno jej książka, jak i inne, ogólne poglądy de Beauvoir w znacznym stopniu przyczyniły się do legalizacji aborcji we Francji.

D jak Druga Fala feminizmu

Rozpoczęła się w latach 60-tych XX wieku, kiedy to wyraźnie dało już się zauważyć, że wywalczone przez Pierwszą Falę postulaty nie są realizowane w praktyce. Oprócz poprzednich kwestii kobiety zaczęły też głośno mówić o prawie do antykoncepcji i aborcji. Pierwszym impulsem do ponownego wyjścia na ulice było rozczarowanie Amerykanek ówczesnym stanem rzeczy, niby było równouprawnienie, ale chyba jeszcze bardziej poniżające niż gdyby go nie było. Uczelnie przyjmowały ograniczoną liczbę kobiet. Pomimo że 75% Amerykanek deklarowało chęć pracy poza domem, zaledwie 30% pracowało zawodowo. Te które zdecydowały się na pracę, mogły liczyć jedynie na niskie stopniem i źle płatne stanowiska. Ponadto wciąż istniał podział na zajęcia męskie i kobiece, które oczywiście były mniej płatne. W 1960 roku w USA kobiety zarabiały o 39% mniej niż mężczyźni. Istniały także liczne ograniczenia prawne dla kobiet, np. nie mogły samodzielnie zaciągnąć kredytu. Termin second wave feminism został po raz pierwszy użyty przez Marshę Lear w 1968 roku i ściśle związany był z działalnością National Organization for Women oraz wydaniem książki Betty Friedan "Mistyka kobiecości". W ślad za Amerykankami poszły Europejki.

National League of Women Voters , 17 sierpnia 1924 r.

E jak edukacja

Celem pierwszych feministek była doraźna pomoc kobietom, ale także wsparcie na drodze do społecznego usamodzielniania się. Za najważniejszy wspornik kobiecej samodzielności uznawano w XVIII w. prawo do wykształcenia. Edukacja miała być zarówno środkiem do indywidualnego szczęścia kobiet, jak i do wzmocnienia rodziny. Jedna z pierwszych znanych feministek, Mary Wollstonecraft, dowodziła, że kobieta wykształcona będzie lepszą żoną i matką.

F jak feminizm

Pojęcie ukute na podstawie łacińskiego słowa femina, czyli kobieta. Odnosi się do niezwykle szerokiego ruchu o charakterze politycznym, społecznym, kulturowym i intelektualnym, którego podstawą jest przekonanie, że kobiety były i są przedmiotem dyskryminacji. Choć idee wolnościowe i równościowe formułowane i głoszone były już znacznie wcześniej, nazwa feminizm przyjęła się dopiero w USA w latach 60. XX w. Co niezwykle istotne ze względu na historię oraz złożony teoretycznie charakter feminizm można podzielić na praktyczno-emancypacyjny i teoretyczno-kulturowy oraz wiele przeróżnych odmian, które mogą się od siebie zasadniczo różnić.

M jak John Stuart Mill

Ten XIX-wieczny angielski filozof napisał książkę "Poddaństwo kobiet", która wywarła znaczący wpływ na egzystencję kobiet w całej Europie. Mill walczył o prawa kobiet nie tylko piórem. Jako członek Izby Gmin aktywnie wspierał sprawę przyznania kobietom praw wyborczych. W 1867 roku zgłosił w tej kwestii poprawkę do Drugiej Reformy Wyborczej Disraelego. Niestety została ona odrzucona znaczną większością głosów. "Poddaństwo kobiet" uzaje się za książkę, która nadała XIX-wiecznemu feminizmowi ramy ideowe. Mill postulował w niej przyznanie kobietom biernego i czynnego prawa wyborczego, dostępu do większości zawodów i urzędów na równi z mężczyznami na zasadach wolnej konkurencji. Jako jeden z nielicznych mężczyzn tamtych czasów Mill dostrzegł trudną sytuację kobiety jako żony w wiktoriańskiej Anglii. Rewolucyjnie uważał, że potrzebny jest łatwiejszy dostęp do separacji i rozwodów oraz poprawa pozycji finansowej kobiety w małżeństwie. W jawny sposób pisał też o przemocy w małżeństwie, w tym także przemocy seksualnej. Mimo postępowych jak na owe czasy poglądów na role kobiety w społeczeństwie angielski filozof również nie był wolny od wielu stereotypów, które w swojej książce powielił.

N jak niezależność finansowa

Jedno z najważniejszych haseł, które od początku przejawiało się w postulatach protestujących przeciwko niesprawiedliwości i dyskryminacji kobiet. U swoich podstaw łączone jest z pojęciem równości i wolności pojmowanej nie jako suma praw czy możliwości, lecz jako pierwotne i swobodne zdefiniowanie własnego samodzielnego bytu na świecie, w oparciu o siebie.

O jak Olympia de Gouges

XVIII-wieczna francuska dramatopisarka upominająca się o prawa kobiet i niewolników. W 1791 roku napisała na wzór dokumentu programowego rewolucji francuskiej swoją własną "Deklarację Praw Kobiety i Obywatelki", w której domagała się przyznania kobietom prawa do edukacji i rozporządzania swoją własnością, honorów i funkcji równych tym, które posiadali mężczyźni, uczestnictwa kobiet w siłach zbrojnych oraz równości płci w rodzinie. Najsłynniejsze zdanie z jej manifestu, wielokrotnie potem powtarzane po jej śmierci, brzmi: "Skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, winna również mieć prawo stanąć na mównicy". 3 listopada 1793 roku została zgilotynowana.

P jak Pierwsza Fala feminizmu

Inaczej old wave (stara fala). Pojęcie obejmuje zjawiska i wydarzenia związane z walką europejskich i amerykańskich kobiet od końca XVIII do przełomu XIX i XX wieku. Działaczkami pierwszej fali były przede wszystkim białe kobiety z klasy średniej, dlatego też cele ruchu związane były z ich perspektywą i interesami. Głównym postulatem było zniesienie wszelkich form dyskryminacji ze względu na płeć. Najważniejszym celem, jaki sobie wtedy stawiały, były zmiany w systemach prawnych, przede wszystkim przyznanie im praw wyborczych oraz prawo do edukacji dziewczynek i prawo do pracy (traktowane jako prawo do samodzielności, również finansowej). Pierwsza fala aktywna była przede wszystkim w krajach anglosaskich, a więc w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Za pierwszy tekst teoretyczny feminizmu uznaje się "Wołanie o prawa kobiety" Mary Wollstonecraft z 1792 roku.

S jak sufrażystki

Pierwszy chronologicznie nurt w feminizmie nazywany jest sufrażyzmem - od łacińskiego słowa suffragium, czyli głos wyborczy. Ten ruch kobiecy ma swoje początki w II połowie XIX wieku, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. Sufrażystki uważały, że kobieta nadal powinna rodzic dzieci, dbać o rodzinę i zajmować się domem, ale równocześnie musi mieć prawo do decydowania o polityce własnego kraju i możliwość prowadzenia godnego życia. Najbardziej znane brytyjskie sufrażystki to: Emmeline, Christabel, Adela oraz Sylvia Pankhurst, Emily Davies, Dorothea Beale oraz Millicent Fawcett.

Pomnik Millicent Fewcett w Londynie

W jak Mary Wollstonecraft

Swoim życiorysem mogłaby obdarować wiele innych kobiet! Angielska XVIII-wieczna pisarka, feministka, matka, podróżniczka czynnie walcząca o prawa kobiet, nawet na francuskich barykadach podczas Rewolucji Francuskiej. Podczas gdy wszyscy dyskutowali o prawach człowieka, ona napisała "Wołanie o prawa kobiety", w którym podnosiła kwestię edukacji dziewcząt, nierównego statusu kobiet w stosunku do mężczyzn oraz upominała się o prawo kobiet do pracy. W bardzo ciekawy sposób Wollstonecraft odnosi się do kwestii aborcji. Część jej książki poświęcona jest seksualnemu wykorzystywaniu kobiet i związaną z tym praktyką usuwania ciąży, której to praktyce sama jest zdecydowanie przeciwna. Ta uważana za prekursorkę feminizmu kobieta twierdziła, że aborcja zawsze kobietę osłabia, co więcej "natura zawsze domaga się szacunku, a ci, którzy naruszają jej prawa rzadko czynią to bezkarnie".

zakładanie masek

Trzy twarze samotności

Ludzie chwalą pod niebiosa wszelkie przejawy wspólnego życia, a może Ty wcale tak nie chcesz? Może wolisz na co dzień być sama, a z partnerem spotykać się okazjonalnie? Na randkę, na seks, do kina. Cenisz sobie mieszkanie w pojedynkę. Wolisz sama decydować, gdzie odkładasz rzeczy, o której kładziesz się spać, kiedy i czy w ogóle sprzątasz. Wiesz, że wcale nie musisz być z kimś, jeśli tego nie chcesz? I to wcale nie jest samotność!

Nikt nie jest skazany na samotność. Samotności w życiu masz tyle, na ile pozwolisz się jej rozgościć. Sama o tym decydujesz. Osoby określające się jako samotne można podzielić na trzy grupy:

Samotność z wyboru

Człowiek jest tak skonstruowany, że będzie próbował łączyć się w pary. Dlaczego? Ponieważ tak robią inni ludzie. Dla przedłużenia gatunku. Dla przyjemności. Jedni radzą sobie ze znalezieniem partnera, inni nie. A więc o co chodzi z tą samotnością z wyboru?

Znasz z pewnością taki stan, gdy próbujesz znaleźć partnera. Chodzisz na randki, spotkania, umawiasz się na portalach randkowych, rozpuściłaś wici, że jesteś wolną osobą, z sercem gotowym na miłość. A tu nic. I nic. I nic…

Masz dosyć czekania niczym Roszpunka w wieży. Nie masz pomysłu, siły i ochoty na szukanie partnera i stwierdzasz: będę samotna i już. Bez łaski, sama też świetnie sobie poradzę! To, o czym teraz napisałam jest przybraniem maski. Pod nią chowamy swoje prawdziwe potrzeby i emocje. I samotność jest właśnie jedną z takich masek.

Na samotność z wyboru decydują się osoby, które po wielu próbach znalezienia kandydata na partnera dochodzą do wniosku, że życie w parze wcale nie jest dla nich dobre. I wybierają postawę „będę samotna, to mój wybór i jest mi z nim dobrze”. Jest to sposób na oszukanie systemu. W myśl zasady, że w życiu dzieje się tylko tak, jak to sobie wymyślę i wykreuję. Tak właśnie działa oddanie władzy umysłowi, a nie sercu.

Namawiam Cię tutaj do dokładnego przeanalizowania powodu niepojawienia się odpowiedniego kandydata do pary. Wypisz wszystko, co myślisz na temat znajdowania miłości. Wypisz wszystko, co zrobiłaś do tej pory w tej sprawie. Popatrz teraz na to, co zanotowałaś, zastanów się i zapisz sobie: 

• co działało najlepiej? 

• co można poprawić? 

• co można zrobić inaczej?

Samotność z przymusu

Doświadczają jej osoby po trudnych przejściach życiowych. Osoby, które doświadczyły przemocy w poprzednich związkach lub były jej świadkiem. Mimo wszystko próbują i bardzo chcą, ale stale trafiają na nieodpowiednich kandydatów. Wybierają więc postawę obronną: „już do końca życia wolę być samotna niż się narażać”. Jest to mentalna ochrona przed zranieniem, przed ponownym byciem ofiarą. Z jednej strony czują potrzebę znalezienia swojej drugiej połowy, a z drugiej męczy bezsilność ich starań.

Możesz sobie pomóc. Zastanów się oraz zanotuj odpowiedzi na poniższe pytania:

• co złego spotkało Cię w związku?

• jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie w parze? 

• jak będzie wyglądało Twoje życie, gdy nie będziesz się bać?

Samotność w związku

To moment, gdy w swoich planach na życie ludzie przestają brać pod uwagę fakt istnienia drugiej osoby. Skąd bierze się samotność w związku? Pojawia się, gdy nie rozmawiacie o swoich sprawach. Gdy nie dopuszczacie partnera do swojego życia. Gdy nie mówicie, co was wkurza, co się podoba, z czym sobie nie radzicie. Gdy się mijacie w drzwiach bez słowa. Gdy nie przytulacie się, nie całujecie na dzień dobry, nie bawią was już żarty, które jeszcze niedawno cieszyły.

Obecnie panuje moda na bycie indywidualnością i powoduje, że w tworzonej przez nas przestrzeni osobistej nie ma miejsca na partnera. To znaczy fizycznie jest obecny, jednakże brak porozumienia na poziomie duchowym. Macie więc sobie niewiele do powiedzenia. Wasza relacja ma charakter poprawny.

Samotność w relacji partnerskiej powodowana jest również przeniesieniem uwagi i energii na sprawy dotyczące dzieci, zajmowaniem się domem, pracą, czyli tematami pozbawionymi namiętności, jaka łączyć powinna ludzi w związku. Takie „oderwanie duszy od ciała”. Chyba że potrafisz opowiadać partnerowi o zapłaconych rachunkach w taki sposób, w jaki Mickiewicz opisywał przyrodę w "Panu Tadeuszu", tak budować pożądanie - wtedy samotność w związku wam nie grozi.

Pogłębia ją odkładanie rozmów o ważnych sprawach na potem. Zazwyczaj to potem nie następuje, bo przykrywa je cała masa innych ważnych spraw. Nie macie dla siebie czasu. Nie ma tej iskry pożądania i namiętności, która była na początku. Nie troszczycie się o siebie, bo jak już zostało potwierdzone w urzędzie lub przez księdza, to nie ma po co się starać. Nie liczycie się ze zdaniem drugiej strony lub to wasze zdanie nie ma znaczenia. O samotności w związku mówimy również wtedy, gdy jest on wystawiany na próbę rozłąki spowodowanej sytuacją zawodową, czyli w momencie wyjazdowych kontraktów lub misji żołnierskich.

Co zrobić, żeby pozbyć się samotności w związku?

Wrócić do ustawień fabrycznych układu w jakim jesteście, czyli: 

• idziecie ze sobą na randkę, 

• zamawiacie wino, bo ono ułatwia komunikację;), 

• przypominacie sobie, co tak naprawdę zdecydowało, że jesteście razem, 

• rozmawiacie, co działa, na ile i czy warto znaleźć coś nowego, co was do siebie zbliży, 

• jeśli się pokłócicie to bardzo dobrze, bo tylko w emocjach mówimy prawdę, 

• wracacie do domu, 

• może być seks na zgodę (bez kłótni też może być).

Skąd wzięła się samotność?

Samotność to forma stworzonej przez umysł tarczy ochronnej, która ma bronić przed skutkami odrzucenia. A dlaczego boisz się odrzucenia? Boisz się nie tego, że ktoś powie „wynocha z mojego życia”, tylko tego, co zadzieje się z Tobą po usłyszeniu takich słów. Boisz się cierpienia, myśli, że jesteś gorsza, nie nadajesz się do związku, w ogóle do niczego się nie nadajesz.

Przypomnij sobie z dzieciństwa, co robiłaś, gdy Ci się nudziło?

Gdy dziecko się nudzi, zaczepia otoczenie, aby zawrócić uwagę na siebie. I albo otoczenie zwróci na niego uwagę albo opędzi się od niesfornego dzieciaka. Wtedy rozrabia i dostanie karę, czyli faktycznie zostanie ukarany za brak uwagi opiekuna. Czuje się niesprawiedliwie potraktowane i samotne.

Jeśli w dzieciństwie nie byliśmy wystarczająco kochani, nie poświęcano nam uwagi i zainteresowania, nie pozwalano się bawić i cieszyć jak dziecko, to w dorosłym życiu to odreagowujemy. Co to oznacza? Ciągle zabiegamy o czyjąś uwagę. Chcemy koniecznie zadowalać innych, lubimy wpędzać się w stany samotności, żeby nas ktoś zauważył. To odreagowywanie to wołanie naszego wewnętrznego dziecka o zauważenie, o zwrócenie uwagi. Bo zazwyczaj jak małe dziecko siedzi w kącie samo, smutne i samotne, to ktoś się zlituje, podejdzie i przytuli. Jeśli jednak nikt się nie zlitował i nie przytulił, to zrób to sam dla swojego małego dziecka.

Zamiana samotności na dobre życie

Kreowanie się na osobę samotną tak naprawdę Ci szkodzi. Dlaczego? Określenie siebie jako samotnej i utrwalenie tego statusu we własnej głowie powoduje, że już nawykowo będziesz o sobie tak myśleć. To właśnie umysł będzie Ci pokazywał, że tylko tak możesz żyć.

Co takie myślenie z Tobą robi? A to, że wysyłasz w świat informację: jestem samotna i lubię swój stan i proszę mi w tym nie przeszkadzać! Ponadto, życie w przekonaniu, że samotność jest Ci pisana i nic tego nie zmieni. Faktycznie, nic nie zmieni! Skoro jednak umysł jest tak silny, że umie wykreować w Tobie postawę osoby samotnej, może też wykreować postawę osoby otwartej zarówno na związek, jak i w związku. 

Ostrzeżenie! Nasz umysł nie lubi zmian. Broni się uparcie, jeśli próbujemy namówić go na jakąś nowość. Skoro już wiesz, że będzie oponował, to właśnie od tego należy zacząć. Od nastawienia się, że na początku zmiana przyzwyczajenia będzie wymagała więcej energii i zaangażowania. Zmiana to inaczej nauka. A gdy się uczymy, to popełniamy błędy, bo znajdujemy się zupełnie nowej sytuacji i czujemy niepewnie. Czasem złościmy się, bo nie wychodzi za pierwszym razem, ale za to za drugim albo trzecim już sobie poradzimy. I to wszystko jest normalne. Bez buntu nie ma zmian i rozwoju!

Wszechświat nie lubi pustki. Zatem, zastanów się, czym chcesz zastąpić samotność. Dla przykładu podaję kilka możliwości: 

• otwartość na związek, 

• otwartość na przyjaźń, nowe znajomości, 

• życzliwość wobec siebie.

Skoro już wiesz, skąd bierze się samotność i dlaczego Ci nie służy, to teraz jest najlepszy czas na zmianę. Jest taka zasada, która mówi, że jeśli nie możesz pokonać wroga, to spróbuj się z nim zaprzyjaźnić. I właśnie teraz zapraszam Cię do zbratania się ze swoją samotnością. Czyli do wyciągnięcia z niej wszystkiego, co Ci służy i co możesz wykorzystać do własnego rozwoju.

Jeśli jednak uważasz, że lubisz swoją samotność, nie widzisz się w innej roli i nic nie chcesz zmieniać, to nie zmieniaj!

z kim przestajesz, takim się stajesz

Otoczenie ma znaczenie albo z kim przestajesz, takim się stajesz!

Otaczaj się ludźmi, którzy mają na Ciebie dobry wpływ – to gwarantuje sukces w miłości, w udanym życiu towarzyskim i swoim własnym.

Wybieraj osoby, które mają Ci coś wartościowego do zaoferowania. Czyli swoją uwagę i czas, dobrą energię, entuzjazm. A dlaczego? Abyś dobrze się czuła, swobodnie robiła to, na czym Ci zależy. Niech to będą osoby wspierające i motywujące w chwilach zwątpienia i obecne w chwilach radości.

Masz wokół siebie różnych ludzi. O różnym temperamencie, zainteresowaniach, nastawieniu do życia. Zastanów się, z kim najchętniej spędzasz czas, rozmawiasz, pytasz o radę. Kto liczy się z Twoim zdaniem, lubi z Tobą przebywać? Wypisz ich imiona, będzie ku pamięci!

Otaczanie się odpowiednimi osobami ma ogromny wpływ na znalezienie miłości. Wśród takich osób będziesz czuła się bezpiecznie. Ich obecność i wsparcie podnoszą Twoją pewność siebie. Najlepszym sposobem na przekonanie się, jakich ludzi masz przy sobie i jaki mają na ciebie wpływ, jest po prostu sprawdzenie. Zrób poniższe zadanie:

• Wypisz imiona osób, z którymi lubisz przebywać i określ przy każdym z osobna, dlaczego uważasz, że dobrze na Ciebie wpływa.

• Przyjrzyj się uważnie, z kim rzadko rozmawiasz. Czyja obecność wprowadza niepokój i zamęt. Tych też wypunktuj.

Dla zachowania równowagi należy pamiętać o jednej zasadzie. Osoby, które w jakikolwiek sposób utrudniają Ci życie, pożegnaj ozięble lub ogranicz kontakty z nimi do minimum. Z tymi pozytywnymi przebywaj najczęściej jak to możliwe. Bierz od nich dobrą energię i dziel się swoją.

Jak sobie poradzić z niechcianym towarzystwem? 

• Do każdej osoby, którą wymieniłaś jako zatruwającą Ci życie, dopisz powód, dla którego nie chcesz z nią przebywać.

• Określ, w jaki sposób jesteś z tą osobą związany, np. czy jest to ktoś z bliskiej rodziny, czy dalszy znajomy.

• Zastanów się, z kim możesz zerwać kontakt, a z kim tylko ograniczyć. 

• Napisz co zyskasz, gdy zerwiesz lub ograniczysz kontakt. 

• Po czym poznasz, że taka osoba nie ma już na Ciebie złego wpływu? 

• Jaki będzie Twój pierwszy krok, aby ograniczyć kontakt. 

• Jak wygląda teraz Twoje życie? 

Pamiętaj, prawdą jest, że kto z kim przystaje, takim się staje. Przystawaj do takich, jakich lubisz i do jakich chciałabyś się upodobnić!

smutna kobieta

Przecież nie zasługuję na miłość!

To przekonanie, jak mantrę, powtarzają osoby, które z jednej strony chcą być zakochane, a z drugiej, tej podświadomej, uważają, że nie zasługują na miłość. Taka postawa jest charakterystyczna u osób, które w swoim wczesnym życiu musiały zasłużyć na otrzymanie tego, co im się po prostu należało. Czyli na uwagę najbliższych, miłość, bliskość. W relacji przyjmują postawę służalczą. Nadmiernie zabiegają o względy drugiej osoby. Nie dbają o swoje potrzeby, tylko o emocje innych. Uważają, że nie mają żadnej wartości, za którą można ich pokochać, dlatego ciągle starają się zasłużyć na miłość.

Opowiem Ci o mężczyźnie, który całe swoje życie podporządkował pracy i uważał, że nie zasługuje na uwagę kobiet. Jednocześnie, jako jeden ze swoich życiowych celów, określił stworzenie szczęśliwej rodziny. Sposób wychowania ukształtował w nim przekonanie, że tylko wysiłek włożony w przygotowanie się do zawodu i zarabianie pieniędzy jest słuszną drogą i sposobem na życie. Uważał, że rozmowa z kobietą na temat inny niż praca jest bez sensu. Że nie ma nic ciekawego do powiedzenia, więc nikt nie zechce z nim rozmawiać. Sądził również, że to jego znajdzie odpowiednia kobieta. On ma tylko czekać.

Jako nastolatek nie brał udziału w życiu towarzyskim, nie bawił się z rówieśnikami. Nie chodził na dyskoteki, bo według jego rodziców była to strata czasu, który powinien poświęcić nauce. Przekonanie, że zajęcia inne niż nauka nie mają wartości, spowodowało, że nie miał szansy nauczyć się jednej z bardzo ważnych umiejętności – nawiązywania znajomości. Swoją wczesną młodość wspomina jako brak okresu bycia nastolatkiem. Nie miał okazji zbuntować się, chociażby dla zasady. Nie miał okazji flirtować z dziewczynami, umawiać się na pierwsze randki. Nie doświadczył porzucenia, nikt nie złamał mu serca. Nie wiedział również, jak to jest samemu z kimś zerwać.

No i jak w takiej sytuacji jego marzenie o rodzinie ma szansę się zrealizować? Skoro nie jest w stanie choćby zacząć rozmowy? Zauważ, że to, czego nie możesz zrobić, przed czym czujesz lęk, ma zazwyczaj podłoże w przeszłych wydarzeniach. Najczęściej tych z okresu dzieciństwa.

Pewnie pomyślisz, że wszelkie nieszczęścia, jakie cię spotykają, najłatwiej zrzucić na rodziców. Możesz się zdziwić, ale wcale nie jest tak łatwo. Dlaczego? Bo własnych rodziców postrzegamy jako istoty najdoskonalsze, które nie są w stanie zrobić krzywdy własnemu dziecku. Chociaż patrząc z boku, można mieć inne spostrzeżenia. Jednak dziecko zawsze będzie broniło swojego rodzica. A tym samym przekonań, jakie od rodzica przejęło. Przyznanie, że nie potrafimy się zakochać, bo rodzice się nie kochali, krzywdzili emocjonalnie lub fizycznie, jest krytyką świata, w jakim zostaliśmy wychowani. Jak to tak?! To, co do tej pory uważaliśmy za wartość, nagle okazuje się dramatem i jak tego nie zmienimy, to nie ruszymy z miejsca. A to boli. Powtórzę za S. J. Lecem: „bolesny jest poród człowieka, zwłaszcza gdy rodzi siebie sam w wieku dorosłym”.

Pamiętaj! Masz wybór, możesz podjąć się zadania znalezienia swoich przekonań dotyczących związków. Możesz też podjąć decyzję, że wolisz mieć te, które masz.

Spotkałaś się zapewne z opinią o tym, że dziecko powinno swoim „odpowiednim” zachowaniem zasłużyć na miłość. Że tak się wyrażę na miłość boską, co za brednie! Opowiem ci, dlaczego tak uważam. Bliska jest mi teoria, że to dzieci wybierają sobie rodziców. Czyli świeżutka i pachnąca dusza szuka sobie sympatycznych ludzi, u których mogłaby zamieszkać. Gdy już wybierze, pojawia się piękny maluszek. Zatem to dziecko przynosi do rodziny miłość. I nie musi na nią zasługiwać. Amen.

Miłości nie otrzymasz od każdej osoby, od której chcesz. Są przecież takie, które zwyczajnie cię nie lubią, nie chcą być z Tobą blisko. Zatem nie oczekuj od nich miłości. Miłość jest Ci dana z natury. Jedyne czego musisz pilnować, to nie dać jej sobie odebrać! Jeśli jednak nadal uważasz,  że nie zasługujesz na miłość, to na początek zrób dla siebie coś dobrego. Zacznij od tego krótkiego ćwiczenia:

• usiądź wygodnie i odpręż się, 

• zamknij oczy, 

• oddychaj głęboko, 

• zobacz siebie jako dziecko, 

• opisz, co robisz, jak się czujesz, 

• podejdź do niego i przytul najmocniej jak potrafisz, 

• powiedz, że kochasz je najbardziej na świecie, 

• powiedz, że zawsze będziesz blisko, 

• powiedz, że zawsze będziesz miał dla niego czas, 

• przytulaj, 

• pocałuj je z czułością w czoło, w policzek, tak jak całuje się kochane dziecko, 

• ciesz się chwilą, 

• przestań się przytulać dopiero wtedy, gdy poczujesz, że wystarczy, 

• gdy skończysz, podziękuj sobie i swojemu dziecku za tę chwilę, 

• wróć, gdy będziesz gotowy, 

• otwórz oczy, 

• weź za rękę swoje małe dziecko, przytul i powiedz, że je kochasz.

Wracaj do tego ćwiczenia zawsze, gdy poczujesz taką potrzebę.

Jest jeszcze jedna kwestia. Kwestia wiary, że można zasługiwać na miłość. Zmiana przekonania na takie, że zasługujesz, na początku bywa zbyt trudna. Aby sobie pomóc możesz zrobić jeszcze jedną rzecz. To prostsze niż Ci się wydaje. Po prostu zapytaj swoich bliskich, przyjaciół i znajomych, czy według nich zasługujesz na miłość i dlaczego tak uważają.

Z jakiego powodu o tym piszę? Spotkałam człowieka, który nigdy nie usłyszał od swoich rodziców i bliskich, że zasługuje na miłość. Jedyne co słyszał, to informację o swoich powinnościach wobec innych. To spowodowało, że nie wierzył, iż zasługuje na czyjąś miłość i uwagę. A zwłaszcza na miłość i uwagę przyszłej partnerki. A skoro jest przekonany, że nie zasługuje, to czuje obawę przed związkiem, przed próbami poznawania i dawania szansy innym na poznanie siebie. Uważa, że musi mieć na to dowody. Czyli informację od innych. I dlatego właśnie najlepiej sprawdzi się tutaj pytanie do znajomych lub telefon do przyjaciela. A przy okazji dowiesz się, co jeszcze myślą o Tobie bliscy.

Obok kwestii zasługiwania na miłość, należy jeszcze postawić sobie pytanie o moc miłości własnej. Jeśli wierzysz w siebie, jeśli otaczasz się szacunkiem, to z jakiego powodu nie wierzysz, że zasługujesz na miłość? Może Twoja miłość własna wcale nie jest taka silna, jak się wydaje? Może potrzeba więcej pewności siebie?

kampania społeczna

"Wysłałam CV. Nie oddzwaniają, bo jestem kobietą?" - #nieinteresujsię

Wszyscy walczą teraz o swoje prawa. Albo czyjeś. Szczególnie przed wyborami. O prawa imigrantów, środowisk LGBT, zwierząt... Oczywiście, jak to we współczesnej Polsce, poziom dyskusji na te tematy jest żenująco niski. Dlatego tak bardzo cieszą kampanie społeczne realizowane na naprawdę wysokim poziomie. Konkretne i merytoryczne. Które badają problem, diagnozują go, uświadamiają społeczeństwo i przeciwdziałają jego negatywnym skutkom. Jedną z takich tegorocznych kampanii jest akcja GoWoman-#nieinteresujsię!

"Rozmowa dwóch 40-letnich mężczyzn we wrocławskiej kawiarni:

– Widziałeś, Anka wróciła do pracy.

– Ja byłem w szoku, że wróciła. Myślałem, że tym razem już nie wróci. A ta w zaparte wróciła do pracy. Nie wiem tylko po co. Bo zabiera innym etat. Mogliby zatrudnić jakąś laskę, najlepiej blond studentkę.

– Z dużymi… uszami - śmiech - Popracuje trochę i zaraz zajdzie w czwartą ciąże…

– Ostatnio przepracowała ponad rok... może dwa. Ciekawe, ile teraz będzie pracować?

– Dawaj założymy się! Ja stawiam, że do maja poinformuje o kolejnej ciąży. Daje 100 zł!

– Ok, ja mówię, że wytrzyma do września. Zakład?

– Zakład!

Podali sobie dłonie

– Ta Anka tylko rodzi dzieci, ona się tylko do rodzenia nadaje; widziałeś jej du…

Okropny szyderczy śmiech

– Po tylu dzieciach, bym jej palcem nie dotknął, ale z ryja całkiem niezła.

– Ja nie wiem... że szef się na to godzi. Powinna w domu siedzieć przez 15 lat. Gary, pieluchy, kapcie dla męża, w tym jest pewnie dobra.

– Człowieku, kto wie, czyje to są dzieci.

Okropny szyderczy śmiech

– Zaraz pójdzie na zwolnienie, bo dziecko chore, potem kolejne i kolejne. To jakaś chora udawana ambicja. Po co jej praca jak ma 500+.

– Żeby jakaś mega była jeszcze w robocie, a ta wraca i musi się wdrażać... Trzeba ją traktować jak królową, bo “maDka”… Rzygam tym."

To tylko jeden z autentycznych przykładów i historii opisanych na stronie gowoman.pl. Stronie, której pomysłodawczni zapoczątkowała też kampanię społeczną. Pomysł na GoWomen zrodził się w 2017 roku, w którym to seria nieprzyjemnych zdarzeń, zwróciła moją uwagę na problem, o którym mało się mówi – mówi twórczyni kampanii Ewelina Salwuk-Marko.

źródło: gowoman.pl

Problemem tym jest dyskryminacja kobiet ze względu na płeć w miejscu pracy, a dokładnie ze względu na to, do czego jako kobiety jesteśmy uwarunkowane i mamy pełne prawo - do ciąży i macierzyństwa. Pracodawca nie ma prawa wymagać (a może się to objawiać w przeróżny sposób) od kobiety, by zadeklarowała się, że nie zajdzie w ciążę, a tym bardziej nie ma prawa wyciągać z powodu ciąży jakichkolwiek konsekwencji.

Niejednokrotnie tak się jednak dzieje. Okazuje się też, że od jakiegoś czasu plagą stało się pytanie kierowane tylko do kobiet w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej: "Czy ma Pani zamiar zajść w najbliższym czasie w ciążę?". "Bo jeżeli tak, no to cóż, pani cv ląduje w koszu" - choć żaden pracodawca na głos tego nie powie. A nie powie dlatego, że groziłaby mu kara nie niższa niż 3000zł, tak jak mówi o tym art 123. ustawy z dnia 20 kwietnia 2014 roku o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Więc nie powie, ale po cichu tak myśli i zrobi.

Jedna z młodych, wykształconych, nowoczesnych, chcących realizować się na wielu polach kobiet powiedziała dość. I zapoczątkowa kampanię. Kampanię, która ma na celu przede wszystkim dwa zadania. Po pierwsze odpowiedzieć na trzy pytania:

  1. Ile kobiet w Polsce, nie zostaje zatrudnionych ze względu na płeć?
  2. Ile pracodawców obawia się, że zatrudniając kobietę, ta zaraz zajdzie w ciążę?
  3. Ile kobiet ma ogromne umiejętności i doświadczenie zawodowe, a ich CV ląduje w koszu ze względu na obawę pracodawcy o ciążę?

Po drugie pokazać społeczeństwu, że istnieje taki problem dyskryminacji na rynku pracy. "Chcemy dotrzeć do jak największej liczby osób. Pobudzić do refleksji i edukować."

źródło: gowoman.pl

Kampania skierowana jest przede wszystkim do kobiet i pracodawców. Na stronie kampanii widnieje postulat: "Chcemy, aby kobiety zastanowiły się nad swoim życiem i przyszłością, tym samym nabrały pewności siebie, co do realizacji siebie w sferze zawodowej. Kampania kierowana jest do pewnych siebie, przedsiębiorczych, pracowitych kobiet, które chcą realizować się na szczeblach kariery zawodowej. Także do kobiet matek, które chcą podążać ścieżką kariery.

Kampanię kierujemy też do pracodawców, aby nie obawiali się zatrudniać kobiety. Są rewelacyjnymi fachowcami i świetnie się sprawdzają na wysokich stanowiskach."

Kampania powstała już jakiś czas temu, chcemy o niej jednak przypomnieć teraz i wesprzeć ją nie tylko dlatego, że jest tego zdecydowanie godna i warta uwagi, ale również by opowiedzieć się za jej postulatami, które są tak ważne. Paradoksalnie bowiem wielu z nas narzeka na program 500+. Niektórzy przedstwiają ekonomiczne wyliczenia, które mówią o tym, że świadczenie to jest niekorzystne przede wszystkim dla kobiet, że zatrzymuje je w domu, hamuje chęć rozwoju zawodowego. Z drugiej strony jak kobieta może się nie zniechęcić, jeśli usłyszy takiego 40-letniego wymuskanego mężczyznę, który w całym swoim życiu nie miał dylematu pt. "praca a dziecko", żeby siedziała w domu, skoro ma to 500+ i że tylko do "rodzenia dzieci się nadaje".

I po to właśnie ten tekst - żebyście się nie zniechęcały. Chcecie zachodzić w ciąże - zachodźcie! Cieszcie się maluchem, a potem wracajcie do pracy i realizujcie się na obu płaszczyznach. A jeżeli stwierdzicie, że wolicie przez jakiś czas poświęcić się tylko dziecku, że dwie role przez początkowy okres życia dziecka to za dużo, też dobrze! Tylko nie przejmujcie się gadaniem! Albo raczej przejmujcie i zwalczajcie! I pamiętajcie - równie warta i ważna jest kobieta pracująca bez dzieci, jak i pracująca mama, a także kobieta, która wybrała tylko ścieżkę macierzyństwa.

A tamtym Panom, i wszystkim innym, którzy przeprowadzają takie rozmowy jak ta z wrocławskiej kawiarni, życzymy niegroźnego zachłyśnięcia się kawą;p

źródło: gowoman.pl
zazdrosny chłopak zerka dziewczynie w telefon

Żółte oczy zazdrości

Będąc w związku, lubimy, oj lubimy, myśleć, że druga osoba należy wyłącznie do nas. W każdej płaszczyźnie życia. Jak na spacer, to tylko razem, jak po zakupy - też tylko razem, na spotkania ze znajomymi nigdy osobno. Najchętniej do pracy też mamy ochotę pójść razem. Na szczęście rzadko zdarza się wspólna praca. Jeśli nie idziemy razem, to wysyłamy smsy zapewniające o dozgonnej miłości w ilości milion na minutę. A przy okazji sprawdzające, czy partner jest tam, gdzie powiedział, że będzie. Cudowności…

Trochę mi to przypomina Danusię z Krzyżaków krzyczącą: „Mój ci on”. Tylko że ona skórę Zbyszkowi ratowała.

Apeluję do rozsądku. Dajcie tej drugiej osobie złapać oddech. Na początku związku zdecydowanie miło jest być tylko we dwoje. Z czasem jednak wzrasta potrzeba przestrzeni i prywatności. Gdy tego brakuje, zwyczajnie trudno ze sobą wytrzymać.

Czym jest zazdrość?

To chęć kontrolowania. Zazdrosnymi są osoby, które zostały okłamane, nie ufają sobie, mają niską samoocenę, jako dzieci musiały zabiegać o uwagę rodziców. To też obawa przez zranieniem, przed zdradą. Warto pamiętać, że im więcej będzie zazdrości w związku, tym bardziej traci on na zaufaniu. Jeśli druga osoba zechce cię zdradzić, to i tak to zrobi. Dodatkowo w taki sposób, że nawet się nie zorientujesz. Jest też tak, że ludzie zazdrośni, często bezpodstawnie mówią partnerowi, że ten na pewno ich zdradzi albo już zdradził. A on w końcu ulega namowom i właśnie to robi.

Zazdrość dotyczy wszystkich nas. Chcemy, żeby uczucia danej osoby należały wyłącznie do nas. Wszelkie przejawy zainteresowania innymi osobami odbieramy jako powód do zazdrości. Jesteśmy zazdrośni o sukcesy zawodowe swojego partnera. O przyjaźnie i znajomych. O jego zainteresowania.

Jest jeszcze inny rodzaj zazdrości. Nazwałam ją „zdrową zazdrością”. Ma ona miejsce wtedy, gdy służy do wyznaczania granic. Czyli na przykład masz koleżanki i kolegów, z którymi spotykasz się na kawie, na piwie. Ale na całonocną imprezę idziesz z partnerem, a nie koleżanką lub kolegą. Intymny charakter rozmów też rezerwujesz dla partnera, nie dla kolegów. Na zakupy odzieżowe zabierasz partnerkę albo kolegę. To samo dotyczy pań. Zabierasz albo partnera albo koleżankę.

Zasada jest jedna. Najpierw bierzesz pod uwagę swojego partnera, dopiero potem innych.

Dobra, dobra, zazdrość zdrowa i niezdrowa, a kiedy powinna włączyć się czerwona lampka?

Zaczynając przygodę z drugą osobą, zakładasz, że to będzie szczęśliwy związek i będziecie żyli długo i szczęśliwie. Jednakże zdarza się tak, że druga strona, świadomie lub nie, zechce Tobą manipulować. Takie zjawisko określa się jako toksyczny związek. Wiadomo, że na początku w euforii i natłoku emocji, możesz nie wyłapać „dziwnych” zachowań, dlatego mam dla ciebie ściągawkę, na co zwrócić uwagę i kiedy zacząć szukać pomocy:

  • Brak poczucia bezpieczeństwa, bo jesteś poddawana manipulacji, boisz się i czujesz się niepewnie. Zastanów się, czy przy swoim partnerze czujesz się bezpiecznie? Czy są momenty, że się go boisz?
  • Zmieniasz się, bo partner nie akceptuje Twoich zainteresowań, wątpi w Twoje talenty, nie lubi Twoich znajomych, przyjaciół i rodziny. Aż w pewnym momencie odkrywasz, że nie masz bliskich, nie masz zainteresowań, jesteś więźniem we własnym domu. 
  • Partner wymaga od Ciebie składania raportu o tym, co i z kim robisz. Jest zazdrosny o kolegów, koleżanki, czasem o sam fakt wychodzenia do pracy! O sposób ubierania się! Chce kontrolować Twój telefon, e-mail. 
  • Wyśmiewa Twoje niedoskonałości, poniża.

Jeśli zauważysz jakąkolwiek oznakę z wyżej wymienionych, zawijaj się i kończ znajomość.

pracująca matka

"Praca zarobkowa mężatek fatalnie odbija się na stosunkach społeczno-obyczajowych"

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo ponad stuletnie spory o sprawy kobiece są wciąż aktualne!

W 1934 roku pojawiło się w Polsce czasopismo „Moja Przyjaciółka”, wydawane przez Alfreda Krzyckiego, a później jego żonę Annę. Od 1936 roku istniała także „Kobieta wielkopolska”. Redaktorki nowej prasy kobiecej, odpowiadając na pytania czytelniczek, stały się nowymi autorytetami moralnymi. Doradzając w sprawach takich jak stosunki małżeńskie, wychowanie dzieci, dbanie o higienę, urodę i dom, namawiały kobiety, aby pielęgnowały swoją atrakcyjność i walczyły z oznakami starzenia się, jeśli chcą utrzymać przy sobie mężów.

Świadczyło to o nowym problemie – walce o przedłużenie młodości, a także o zmianie w kwestii obyczajowej: miłość odgrywa teraz istotniejszą rolę niż w przypadku małżeństw zawieranych o jedną generację wcześniej.

Obyczaj

W Polsce okresu międzywojennego główne postulaty ruchu równouprawnienia zostały zrealizowane – kobiety wraz z niepodległością Polski w 1918 roku, uzyskały prawa wyborcze, możliwość studiowania na uniwersytetach i dostęp do większości zawodów. Prężnie działał ruch emancypacyjny, którego znaną przedstawicielką była Irena Krzywicka, związana z pismem „Wiadomości Literackie”. Walczyła ona o zmiany w życiu prywatnym kobiet, m. in. o prawo do ochrony przed niechcianym macierzyństwem, w kwestii małżeństwa była zwolenniczką ustawodawstwa cywilnego i wolnych związków. Poglądy Krzywickiej budziły jednak zgorszenie.

W „Mojej Przyjaciółce” z 1935 roku zamieszczone są informacje na temat kobiecych osiągnięć w sporcie czy nauce, jednak praca zarobkowa mężatek nadal nie była promowana: „(…) taka praca, zmuszająca do zaniedbywania obowiązków macierzyńskich i gospodarczych, fatalnie odbija się na stosunkach społeczno-obyczajowych” . Redaktorka oskarża pracujące kobiety:

Dziewczęta od wczesnych lat zarobkujące (…) odsuwają się od zajęć gospodarskich, zatracając do nich zamiłowanie i później, po wyjściu za mąż wolą zarabiać, a dom pozostawić na łasce służby. Ten stan rzeczy we wszystkich państwach prowadzi do zmniejszenia się przyrostu ludności. Kobiety pracujące nie chcą mieć dzieci, które stają się dla matek zbyt uciążliwe. Matka, pracująca poza domem, nie może należycie dziecka wychowywać (…)

źródło: historiaposzukaj.pl

Uroda

W tym czasie także wszystkie kobiety uważające się za damy zaczynają podkreślać swoją urodę makijażem, który przestaje być zarezerwowany jedynie dla kokietek i przedstawicielek półświatka. W pierwszym numerze „Mojej Przyjaciółki” z 1934 roku autorka artykułu, pisząc o zawartości torebki eleganckiej damy wymienia: lusterko, puderniczkę, róż, ołówek do ust, grzebyk, pudełeczko z przyborami do manicure (nożyczki, pilniczek) i mały rozpylacz napełniony perfumami.

Rozkładówka z miesięcznika ilustrowanego "Przegląd Mody" 1932, R.10, nr 61,
źródło: zbiory Biblioteki Narodowej (Polona) / www.polona.pl

Tego typu pisma niewątpliwie kształtowały gust i styl kobiet, donosząc również o nowinkach z zagranicznych gazet, np.:

Blondynka z niebieskimi oczami nie jest już obecnie modna. (…) Jeden z paryskich dzienników ogłosił ankietę w tym kierunku. Godne uwagi jest, że wszystkie uwielbiane gwiazdy filmowe, jak również premiowane piękności, posiadają przy jasnych włosach ciemne oczy. Blondynka Greta Garbo ma brązowe, Marlena Dietrich przy swoich złotoblond włosach, również jest ciemnooką. Paryski dziennik jest zdania, że nie można w tej dziedzinie ustalić żadnych zasad. Dla zakochanego mężczyzny oczy wybranej kobiety są zawsze najpiękniejsze (…).

źródło: theprestige.ba

Kobiety brały sobie do serca rady z pism, zachwycając się także promowanymi przez nie wizerunkami gwiazd kina. Modne były toczki i małe kapelusiki nie zasłaniające całkiem fryzury, zdjęcia ubranych w nie modelek można znaleźć np. w numerze „Mojej Przyjaciółki” z 1937 roku i w „Kobiecie wielkopolskiej” z tego samego roku.

Reklama w pismach kobiecych

Reklama rozpowszechniła nowe formy konsumpcji, a wraz z nimi nowe wartości i normy. Poprzez promowanie bielizny, letniego wypoczynku czy kosmetyków, przyczyniła się do rozwoju kultu ciała. W polskiej prasie kobiecej reklama pojawiała się coraz częściej: w pierwszym numerze „Mojej Przyjaciółki” z 1934 r. nie ma jej wcale, za to w ostatnim, z 1938 roku, umieszczona jest na każdej stronie.

źródło: cosmeticandhouseholdmuseum.com

Kino już w okresie międzywojennym stanowiło powszechną rozrywkę. Gwiazdy filmowe stały się nowymi idolami, obiektem westchnień zwykłych „śmiertelników” starających się za wszelką cenę do nich upodobnić. Marlena Dietrich i Greta Garbo były blondynkami o falowanych włosach. Taki wizerunek był też promowany we wspomnianym polskim piśmie – przedstawiane na ilustracjach mody i w reklamach modelki mają na ogół jasne, lokowane włosy. Oprócz tego często pojawiają się reklamy preparatów do trwałej ondulacji, możliwej do zastosowania w domu. Nie dziwi zatem, że aby być w zgodzie z modą, kobiety chętnie rozjaśniały i kręciły włosy. „Domowym” sposobem było np. zakręcanie włosów rozgrzanym żelazkiem, które bardzo niszczyło włosy.

źródło: histmag.pl

W „Mojej Przyjaciółce” z 1934 roku czytamy: „Obecnie nie modna już jest chuda sylwetka kobieca, lecz nadmiar tłuszczu jest zgubny”. Dalej autorka zachęca czytelniczki do ćwiczeń i lekkiej diety, podaje także sposoby na zrzucenie wagi. W piśmie promowany jest sport, np. zamieszczono zdjęcie uśmiechniętej narciarki z podpisem: „Sport narciarski daje tyle zadowolenia”. Natomiast w „Kobiecie wielkopolskiej” z 1937 roku napisano: „Niezależnie od rannej gimnastyki i spaceru, współczesna kobieta musi znaleźć w ciągu dnia godzinę czy to na uprawianie sportu (…), czy też na tzw. footing, to jest przechadzkę. Przechadzka ta traktowana być musi jako ćwiczenie fizyczne (…)” .

źródło: histmag.pl
para rozmawiająca przy kawie

Zabawa w rozmowę - domyśl się!

Ludzie zostali wyposażeni w przydatną funkcję – mówienie. Jedni mówią dużo, inni mało, z sensem, jeszcze inni nawet jak nie mają o czym mówić, to też o tym opowiedzą. Generalnie mówienie jest jednym ze sposobów porozumiewania się. Stosujemy również inne jak mowa ciała, zapach, ale najszybszym i najbardziej precyzyjnym jest właśnie mowa.

Ludzie mówią... tylko czy to komunikacja? Można wyrzucać z siebie słowa jak z karabinu maszynowego, można je cedzić jak przez sito, tylko czy to jest rozmowa?

Spotkałam się z sytuacją, gdy osoba wyrzucała z siebie słowa pod wpływem złych emocji. Swoją drogą świetna metoda terapeutyczna, która pozwala na wyrzucenie stresu z organizmu. Spotkałam również taką, której zasób wypowiadanego słownictwa ograniczał się do minimum. Wiesz, jakby jechał na słownej rezerwie. W obu przypadkach komunikacja była dla mnie utrudniona.

Osoba wyrzucająca emocje jednak wpływa na innych, bo słowa nie rozpływają się w powietrzu, tylko lecą chaotycznie i opadają tam, gdzie im się pozwoli. Jak ktoś umie się od nich odciąć, to spłyną jak po kaczce. ale jeżeli ktoś nie umie, to zassie jako swoje i jeśli nie umie ich wykrzyczeć, będzie nosił nieswoje kamyczki w plecaku. Natomiast mówiący niewiele też jest trudnym rozmówcą, bo ile można kogoś ciągnąć za język. Tak to wygląda w praktyce.

Zdarzyło mi się kilka razy być w towarzystwie, w którym mówiono po polsku, ale zupełnie nie rozumiałam, co mówią poszczególne osoby. To trochę tak, jakbyś słuchała osoby mówiącej branżowym żargonem. Przyznam, że za pierwszym razem zwątpiłam w mój sposób postrzegania. Później zwyczajnie nie wchodziłam w relacje z takimi osobami.

Cóż, nie jestem w stanie ani nie mam ochoty aż tak dopasowywać się do otoczenia. Nie jestem kameleonem. Jak nie ma chemii, to jej nie ma i już! 

No dobrze, ale czy to, że używamy słów, oznacza, że mówimy zrozumiale? Spotykam ludzi, którzy tak uwielbiają dźwięk swojego głosu i to, co sami mówią, że cała reszta nie ma dla nich znaczenia. Jestem przekonana, że znasz przynajmniej jedną taką osobę. Uważam, że słowa są jedynie narzędziem, które służy rozmowie. A sensem rozmowy jest to, żeby komunikować się jasno i rzeczowo. Zwłaszcza w relacjach międzyludzkich, w związkach. Wyobrażasz sobie, że jesteś z osobą o naturze narcystycznej, mówiącej jedynie o sobie, do siebie tudzież do lustra? Ja nie.

W związku mówisz tak, żeby cię słuchano i słyszano. Głośno i wyraźnie, jasno i klarownie. Mówimy po to, aby zakomunikować o naszych potrzebach, bolączkach, radościach. Opowiadanie o sobie służy też lepszemu poznaniu. To bardzo istotne, zwłaszcza na początku znajomości. W miarę jak dorastamy do bycia parą, rozmawianie ze sobą jest ważniejsze niż oddychanie. Jeśli wyrobimy w sobie nawyk rozmowy, rzeczowej, o rzeczach istotnych, trudnych, drażliwych, a nie służącej zamiataniu pod dywan, to jest duża szansa, że gdy dopadnie was kryzys rozczarowania rzeczywistością, to uda wam się z tego wyjść bez rozlewu krwi.

Niektórzy oczekują jednak, że partner będzie się domyślał o co chodzi. No jasne! Jest wróżką, czarodziejką i czyta w myślach. Może niektórzy tak potrafią, ale uwierz, większość ludzkości tego nie potrafi. Są techniki mówienia w taki sposób, aby ktoś zrobił to, czego oczekujemy i jeszcze był szczęśliwy, że sam na to wpadł, ale mi chodzi o coś zupełnie innego. Jeśli oczekujesz od partnera określonego zachowania, to mu o tym powiedz. Jeśli coś ci się nie podoba, to też to powiedz.

Może być tak, że obawiasz się reakcji drugiej strony, a skoro tak, to lepiej wymienić się poglądami, nawet z krzykiem, i mieć oczyszczoną atmosferę. Nie ma nic gorszego niż niewypowiedziane pretensje i nierozwiązane sprawy. Atmosfera gęstnieje i nie ma czym oddychać. Potem wszystko wybucha bez ostrzeżenia i awantura gotowa. 

No przyznaj, ile razy wydawało ci się, że druga osoba powinna się domyślić, z jakiego powodu masz kiepski nastrój albo czego oczekujesz? Właśnie niedopowiedzenia, brak zwykłej komunikacji w okresie konfrontacji z rzeczywistością mogą doprowadzić do rozpadu związku. Skoro do tej pory nie odważyliście się na prawdziwą rozmowę, to teraz, gdy wszystko jest wyraźniejsze i zauważasz mniej atrakcyjną stronę partnera, nierozwiązane problemy mogą rozbić wasz związek i pryśnie czar miłości.

Zakładam jednak wersję optymistyczną, że mówicie do siebie ze zrozumieniem. Trudności tylko umacniają was w uczuciu. W myśl powiedzenia: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Kolejny etap, w którym budujecie już trwałą relację, będzie tylko potwierdzeniem waszego bycia razem.

A na koniec mam dla Ciebie propozycję. Zabaw się we wróżkę i spróbuj przez jeden dzień odgadywać, czego oczekuje od ciebie partner lub ktoś z bliskiego otoczenia. Zrób notatki.

Jak ci poszło? Co było trudne? Co było łatwe?

kobieta w łóżku

Opowiadanie erotyczne sposobem na samotność?

Samotność bywa dokuczliwa. Osoby żyjące samotnie często narzekają na swój stan. Przyczyn samotności może być wiele. Niektóre kobiety są samotne, gdyż taki jest ich świadomy i dobrowolny wybór, po prostu nie chcą mieć faceta. Inne są samotne, gdyż zostały porzucone. Jeszcze inne nie są w stanie dojrzeć emocjonalnie do tego, aby kogoś poznać i być w związku. Bardzo duży problem z samotnością zazwyczaj mają osoby nieśmiałe. Tacy ludzie rzadko spotykają się z ludźmi, rzadko rozmawiają z płcią przeciwną, toteż ciężko im kogoś poznać.

W czasie samotności człowiek nadal ma takie same potrzeby jak w związku. Potrzebuje bliskości innej osoby, miłości i opieki. Potrzebuje również zaspokajać swoje potrzeby seksualne. Wiele osób stara się je zaspokajać na wiele sposobów. Najlepszy i najciekawszy z nich to zabawy erotyczne z partnerem i seks. Jednak osoby bez drugiej połówki także mogą sobie znakomicie poradzić.

Wiele kobiet lubi czytać opowiadania erotyczne. W internecie możemy znaleźć ich mnóstwo. Jest wiele stron oferujących opowiadania o różnej tematyce, przede wszystkim dla kobiet. Panie zainteresowane tego typu opowiadaniami mogą pozwolić sobie na oddanie się fantazjom, dlatego że teksty obfitują w opisy doznań oraz emocje. Kobiety lubią czytać tego typu opowiadania, aby wyobrazić sobie bliskość partnera oraz przez chwilę nie odczuwać samotności.

Kto czyta opowiadania erotyczne?

Prawdopodobnie większość kobiet miała w życiu kontakt z takimi treściami. Niektóre są wręcz uzależnione od tego typu historyjek. Dla niektórych jest to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu. Wiele kobiet także pisze opowiadania erotyczne samodzielnie. Po prostu lubią to robić. Dzięki nim wiele kobiet może odpłynąć w świat fantazji podczas erotycznej lektury. Warto czytać opowiadania z dobrych stron i źródeł, od dobrych autorów, którzy potrafią pisać. Wtedy mamy gwarancję, że czas poświęcony na opowiadania nie będzie zmarnowany.

Warto poznać temat. Opowiadania erotyczne dla kobiet są dzisiaj bardzo popularne. Wiele pań regularnie je czyta i doznaje dzięki nim satysfakcji. A Ty? Jesteś wtajemniczona? Spróbuj! W wolnych chwilach można odpłynąć w świat fantazji i poczuć się wyjątkowo inaczej;)

blondynka podziwiająca widok miasta

A ja lubię bywać sama

Ludzie to zwierzęta stadne. Potrzebujemy siebie nawzajem, tęsknimy do ciepła drugiej osoby, lubimy sobie pogadać. Nawet introwertycy, którzy najlepiej czują się w swoim własnym towarzystwie, od czasu do czasu odczuwają potrzebę kontaktu z inną ludzką istotą. Jednak jako jednostka, powiedzmy, dorosła, która jakieś nawyki i upodobania zdążyła sobie wyrobić, stwierdzam, że obecność drugiej osoby nie zawsze jest mi do czegoś potrzebna. Straszna rzecz – lubię wychodzić z mieszkania SAMA.

Odkąd wyjechałam na studia zdarzało mi się dość często wyjść samej czy to na spacer, do kina czy (cóż za dewiacja) do restauracji. I nagle, po kilku latach takich praktyk, zostałam uświadomiona, że „jak to tak? Ale, że sama? To nie możesz kogoś zaprosić?”. Ano, może i mogę. Tylko nie chcę.

Co ciekawe, miałam kiedyś współlokatorkę, która twierdziła, że lubi spacerować, ale nie ma z kim. Gdy usłyszała, że wychodzę się przejść poprosiła, żebym dała jej półtorej godziny(?!) to się wyszykuje i połazi ze mną. Koniec tej historii jest raczej przewidywalny – na dziewczynę nie zaczekałam.

Zaciekawiona szokiem, jaki wywołałam u pierwszej osoby oraz dziwną (jak dla mnie) potrzebą współlokatorki do spacerowania w parze, postanowiłam zwrócić się do Zbioru Wiedzy Wszelakiej. Otworzyłam przeglądarkę Google i wpisałam „wychodzenie samemu na miasto”. Okazało się, że nie jest ze mną tak źle. Na jedno pytanie typu „Czy wychodząc samej do kina, wychodzę na dziwaka?” natrafiałam na pięć odpowiedzi „Nie, ja sam często tak robię.” Problem jakby prawie nie istniał. Inna sprawa, że jakoś nigdy nie zauważyłam tych „spojrzeń”, które niby z pełnym współczuciem powinny być kierowane w moją stronę, a którymi różni pomocni forumowicze radzą się nie przejmować.

Ale to na tyle z forami dla osób, które muszą pytać obcych ludzi po drugiej stronie komputerowego ekranu o zdanie, bo własnego nie posiadają. Jako kobieta egocentryczna skupię się teraz na sobie i tym, jak to moje samotne wychodzenie wygląda.

SAMOTNE SPACERY

Uwielbiam spacerować w pojedynkę, niezależnie od tego czy robię to z podkładem muzycznym płynącym przez słuchawki, czy wsłuchując się w odgłosy miasta. Bezcelowe chodzenie ulicami miasta ma na mnie terapeutyczny wpływ – niby jestem między ludźmi, ale nikt niczego ode mnie nie chce. Mogę iść takim tempem, które mi odpowiada, a stając na rozwidleniu idę tą ścieżką, którą chcę. Zdarza się, że idę tak długo, aż rozbolą mnie nogi i kieruję się ku najbliższemu przystankowi autobusowemu. Czasem przysiądę na ławce w parku i wyjmę książkę/krzyżówki czy co tam akurat mam w torebce. Jestem sama ze swoimi myślami – jestem sobą. Uwielbiam to uczucie.

SEANS W POJEDYNKĘ

Fajnie czasem wyjść do kina ze znajomymi. Pośmiać się razem na jakiejś komedii czy zachwycać się wspólnie filmowymi amantami. Nieraz jednak wolę iść na jakiś film sama. Ba, staram się wybrać taki seans, by mieć pewność, że na sali kinowej będzie jak najmniej widzów. Jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak wyglądam – samotna postać z daleka od innych oglądających. Bardziej liczyło się dla mnie to, że mogę się poczuć jak na prywatnym seansie, w czasie którego nikt mnie nie szturcha, gdy na ekranie pojawi się ulubiony aktor koleżanki. Nie ma też szeptanych do ucha komentarzy kolegi, który wyśmiewa różnice między filmem a książką. Jestem ja i ogromny ekran, któremu mogę poświęcić całą swoją uwagę. A jeżeli ktoś naprawdę zastanawia się, dlaczego ta dziewczyna przyszła do kina sama, mogę jedynie współczuć, że kupił bilet na film, który go najwyraźniej nudzi.

STOLIK DLA JEDNEJ OSOBY

Lubię gotować, w wolnych chwilach przeglądam różnego rodzaju książki kucharskie w poszukiwaniu inspiracji. Czasem jednak nie mam ochoty stać przy garach, nie zadowala mnie też oferta restauracji dostarczających pod mój adres. Zostaje mi wtedy wyjście na miasto, ale nie będę przecież obdzwaniała nagle wszystkich znajomych z pytaniem „Hej, nie chciałbyś w tym momencie skoczyć ze mną coś zjeść w tej meksykańskiej restauracji?”. Zakładam buty, chwytam torebkę i wychodzę. Sama. Bo czemu nie? Pyszne jedzenie, po którym nie muszę zmywać, i kieliszek dobrego wina, po którym nie zastanawiam się „Dobra, a co z resztą butelki?”.

Zdarza się, że czekając na zamówione jedzenie, wyciągam książkę i czytam, ewentualnie popiszę z siostrą na telefonie. Jednak kiedy kelner stawia przede mną talerz z pysznościami, jestem tylko ja i jedzenie. Niby jedzenie smakuje lepiej w towarzystwie, ale tak szczerze mówiąc – kiedy bardziej docenia się kunszt kucharza? W czasie rozmowy toczonej przy stoliku, kiedy bardziej skupiamy się nad konwersacją, czy w chwili obcowania z daniem sam na sam? Nie zrozumcie mnie źle – rodzinne obiady, wypady na pizzę z przyjaciółmi, obiad z siostrą, romantyczna kolacja z tym jedynym są dla mnie ważne, ale ze względu na pielęgnowanie relacji i więzi międzyludzkich. Tam jedzenie nie jest ważne, bo pierwsze skrzypce grają osoby, z którymi jestem. Czasem jednak potrzebuję chwili prywatności z musem czekoladowym.

Co ciekawe, w Amsterdamie istnieje restauracja, w której znaleźć można wyłącznie stoliki dla jednej osoby. W Eenmaal możesz na chwilę odseparować się od innych i zjeść w spokoju ulubioną potrawę.

Wszystko pięknie, ale w takim razie po co o tym wszystkim pisać? Bo może jednak faktycznie istnieje w ludziach to przeświadczenie, że jeśli ktoś wychodzi na miasto sam, to musi być z nim coś nie tak. Martwią ich opinie innych i obawiają się posądzenia o brak przyjaciół czy przegranie życia. A tak naprawę mało kogo obchodzi, że siedzisz sam na ławce w parku czy kinowym fotelu. Jeśli chcesz zjeść w jakiejś restauracji, ale nikt ze znajomych nie ma akurat czasu czy pieniędzy, to dlaczego masz sobie odmawiać przyjemności z dobrego posiłku?

Pamiętam jednak, że co dobre dla mnie niekoniecznie dobre musi być dla bliźniego. Jeżeli chcesz gdzieś wyjść sam, ale się wstydzisz – łap kurtkę i nie martw się. Zrób sobie przyjemność. Jeśli wolisz spacerować, jeść, oglądać filmy w towarzystwie, radość sprawia Ci dzielenie się przeżyciami z kimś bliskim – nie zwracaj na mnie uwagi. Nie bądź jednak tym nikłym procentem ludzkości, który zamiast delektować się jedzeniem w restauracji zastanawia się, co za frajer siedzi sam przy stoliku obok.

mężczyzna z walizką

Zanim wyrzucisz go za drzwi…

Partner ogranicza Twoje plany. Chce, abyś była tylko kurą domową. Wydziela Ci pieniądze. Ośmiesza wśród znajomych. Jest dla ciebie kochający na zewnątrz, a w domu traktuje jak popychadło. Nie liczy się z Twoim zdaniem. Stosuje przemoc fizyczną lub psychiczną. Albo obie naraz. Słucha rad mamusi. Ma beznadziejne zasady odnośnie wychowywania dzieci. Wydaje bez uzgodnienia Wasze wspólne pieniądze. Z jednej strony mówi, że kocha, a za chwilę twierdzi, że rujnujesz mu życie. Za dużo pije. Nie ma dla ciebie czasu, woli go spędzać ze znajomymi.

Nie wyrzucasz go, bo macie dzieci, kredyt. Nie masz odwagi zacząć żyć bez niego. Straszy cię, że się zabije, gdy odejdziesz. Obawiasz się, co powiedzą inni: rodzina, sąsiedzi. Poświęcasz się, aby dzieci miały oboje rodziców. W Twojej rodzinie nie było rozwodów, to i Ty się z nim nie rozstaniesz.

„Rzucić papierami” można zawsze. Jednak jest to problem innej natury. Czy tak naprawdę chcesz się pozbyć ze swego życia człowieka, który je rujnuje? Czy może jednak chcesz widzieć pozytywny aspekt tego, że Cię poniża? Wyobraź sobie, że wszystko zależy od tego, na co komu pozwalasz.

Zanim jednak ostatecznie wyrzucisz partnera za drzwi, warto przyjrzeć się temu, co dzieje się w związku. Jeśli partner Cię bije, to może warto nauczyć się technik samoobrony i następnym razem odpłacić pięknym za nadobne. Jeśli się nie otrząśnie i nadal będzie to robił, każ mu odejść!

Jeśli wydaje za dużo pieniędzy, należy zmniejszyć budżet. Ograniczyć dostęp do konta. Rozliczać z każdej złotówki. Albo otworzyć wino. Usiąść i spokojnie pogadać, ustalić ile i na co wydajecie bez uzgadniania, a jaką kwotę trzeba wspólnie zaakceptować. Jeśli to nie zadziała – wyrzucić, niech sobie radzi samodzielnie.

Jeśli cię nie szanuje, ośmiesza, zwłaszcza w obecności innych osób, zapisz się na krótki kurs aktorstwa i naucz się „robić sceny”. Przy najbliższej okazji zrewanżuj się tym samym. Kulturalnie powiedz, że ma kiepskie wyniki w seksie albo zasmarkany nos wyciera w rękaw, jak nikt nie widzi. Jeśli nie dotrze do niego, że jest skończonym gburem, i nie zmieni swojego zachowania, wyrzuć. Po co Ci w domu ktoś, kto tylko zabiera powietrze?

Jeśli uważa, że tylko mamusia chce dla niego dobrze, to pole do popisu jest niewielkie. Trzeba by unicestwić rodzica, a przecież nie masz w ogródku miejsca na zakopanie ciała. Trudno jest dogadać się z osobą, która niekoniecznie Cię popiera. Dla przypomnienia: teść, a zwłaszcza teściowa nigdy nie będzie po Twojej stronie. Nigdy! Tak naprawdę, jeśli postępowanie partnera jest uzależnione od zdania rodzica a nie własnego, to nie ma szans na porozumienie. Możesz namówić partnera do samodzielnego podejmowania decyzji, pokazując, że są dobre i je szanujesz. Należy pamiętać, że osoby niepotrafiące odciąć pępowiny, nie chcą się usamodzielnić. A bez tego nie uda się żaden związek. Wyrzuć i nie miej skrupułów.

Jeśli partner nadużywa alkoholu, papierosów, narkotyków, jest uzależniony od gier komputerowych, pornografii lub pracy, to zawsze będziesz na drugim miejscu. Zawsze. Ponadto będziesz winna tego, że partner tkwi w nałogu. Uzależnieni uważają, że wcale nie są uzależnieni. To otoczenie wmawia im, że mają problem. Oni wszystko kontrolują i w każdej chwili mogą to przerwać.

Tak… Dobry żart…

Dowiesz się jeszcze, że to dla Ciebie to wszystko. A Ty tego nie doceniasz, niewdzięczna…

Będąc z osobą uzależnioną, również potrzebujesz pomocy. Nawet bardziej niż partner. Ty będziesz zmuszona pilnować, aby chodził na terapię, aby ograniczał nałóg. Będziesz cerberem, który pilnuje przejścia na ciemną stronę mocy. Dać temu radę może osoba, która ma na to siłę i sama jest poukładana. Pytanie tylko, czy odpowiada Ci bycie przez całe życie terapeutą swojego partnera.

Tak, tak. Nie zostawia się bliskich w potrzebie. Pewnie, że nie. Chodzi o to, jaki ten związek ma być. Czy jesteście dla siebie partnerami, czy tylko jedna osoba ciągnie całość?

Jeśli partner nie wykazuje odrobiny dobrej woli, chęci i nie przyznaje się przed sobą, że jest uzależniony, należy się go pozbyć. Możesz pomagać, jeśli masz ochotę. Ale wyrzuć ze swojego świata i nie wierz, że dla Ciebie się zmieni.

Jeśli się zmieni i będzie to trwała zmiana, możesz wziąć jego kandydaturę pod uwagę. Nigdy odwrotnie!

Zanim się poznaliście, miałaś fantastyczne plany na swoje życie. Będziesz podróżować, pisać książki, chodzić do kina, imprezować, poznawać ciekawych ludzi, oglądać wystawy… Będziesz cieszyć się życiem! Nagle okazało się, że Twoje życie, po wspólnym zamieszkaniu, ogranicza się do metrażu mieszkania. Najciekawsze jest to, że nie dowiadujesz się o tym nagle. Proces „udomowienia” jest czasochłonny. I nim się spostrzeżesz, snujesz się po domu w przydeptanych kapciach, poplamionej koszuli i z brudnymi włosami… A najważniejszym wyzwaniem staje się np. posprzątać albo ogarnąć dzieci. Podróżujesz do sklepu. Książki widziałaś ostatnio w księgarni albo u dzieci podczas odrabiania lekcji, a kino masz w domu… Z ciekawych ludzi pozostają znajomi, z którymi czasem porozmawiasz kilka minut przez telefon.

Jeśli widzisz, że Twój świat wygląda podobnie i nijak się ma do dawnych planów, to coś nie gra. Dałaś się wkręcić w nie swoje życie. Chyba że ono Ci odpowiada, to nie mam nic do dodania. Jeśli jednak czujesz, że Cię przytłacza, to uciekaj z tej wersji, nim będzie za późno! Tutaj nie musisz wyrzucać kogoś. Tutaj sama możesz się wyrzucić z kiepskiego życia.

dziewczynka zagląda do lodówki

Dlaczego problemy to powód do jedzenia?

Czym jest zajadanie problemów? Czy to, co dzieje się w naszej głowie ma wpływ na nasz sposób odżywiania się? Jeśli macie problem z nadmiernym jedzeniem, szczególnie wybranych produktów, być może problem dotyczy właśnie Was!

Nadmierne jedzenie, wilczy apetyt czy obżeranie się jest bardzo częstym zjawiskiem szczególnie u kobiet. Dlaczego właśnie u kobiet? Otóż kobiety są bardziej emocjonalne. Porażki i niedociągnięcia są dla nich powodem do obwiniania siebie. W sytuacjach stresowych, kiedy pojawia się nieznośne napięcie, sięgamy po jedzenie, by to napięcie zniwelować. Taki nawyk powoduje zaburzenia odżywiania i otyłość. Pojawia się błędne koło - bodziec - stres - napięcie - kompulsywne jedzenie - uwolnienie napięcia.

Jedzenie możemy traktować także jako nagrodę. Tego uczy się już od dzieciństwa. Bo czyż nie jest tak, że w nagrodę za dobrą ocenę batonik? Za grzeczne zachowanie cukierek? Później przenosimy ten schemat w dorosłość. Za osiągnięcia, zdany egzamin, podpisany kontrakt? Zajadanie pustki po nieudanym związku, tęsknota za rodziną za granicą, pustka nie do zapełnienia z jakiegokolwiek powodu by się nie pojawiła. Pustka, bo coś mi umknęło, czegoś nie osiągam, nie mam, nie umiem, nie dam rady. Pustka z przeszłości, teraźniejszości.

Zapełniamy tę pustkę kaloriami, które nie są w stanie jej zapełnić. Brak kontroli nad sobą, swoim ciałem powoduje frustrację. Próbujemy tę kontrolę odzyskać, jedząc. Jedzenie staje się substytutem kontroli. Taką funkcję spełnia jednak tylko w naszej głowie, ponieważ nie da się kontrolować świata. W tej sytuacji warto się zastanowić dlaczego chcemy wszystko kontrolować?

Problemem nie jest jedzenie, lecz powód dla którego nadmiernie tego jedzenia używamy. Jeśli boimy się bliskości, uzewnętrznienia własnej atrakcyjności na przykład z powodu traumatycznych przeżyć seksualnych z przeszłości, to niestety często posługujemy się do tego otyłością. Przecież jeśli będę gruba i niezgrabna, to nic mi nie grozi, prawda?

Często, jeśli nie najczęściej, jemy z powodu wyparcia. Każdy z nas ma problemy i są one dla każdego z nas subiektywnie ważne. Finanse, nielubiana praca, złe samopoczucie, brak dobrych relacji z bliskimi, brak celów, pasji, realizacji siebie, marzeń, inwestycji w siebie, rozumienia siebie, brak akceptacji, swoich wad i zalet, brak energii życiowej, rutyna, brak umiejętności odpoczynku, nieumiejętność rozładowania napięcia... Ale problemy nie znikną po zjedzeniu słodyczy. Problemy nie zmniejszą się od nocy spędzonej w towarzystwie lodówki. Pozostaną tylko dodatkowe kilogramy i frustracja.

A stres? On też jest złym doradcą żywieniowym. W stresie jemy na potęgę, zupełnie nie kontrolując tego, co i w jakiej ilości spożywamy. Uczucie sytości nie ma miejsca, podobnie jak uczucie głodu. Kompulsywne jedzenie odbywa się w sferze psychicznej i nie ma nic wspólnego z zaspokojeniem uczucia głodu. To zaspokojenie potrzeb psychicznych, których nie umiemy zaspokoić w żaden inny sposób. Żołądek to studnia bez dna, do której wpadają kaloryczne przekąski z resztkami z obiadu i słodyczami na przemian. Znacie to? Potem chwila, kiedy ma się ochotę zwymiotować, co nie przeszkadza w dalszym jedzeniu czego popadnie.

Jeśli macie problem z zajadaniem problemów musicie popracować nad swoją podświadomością. W Waszej psychice tkwi przekonanie, że inaczej niż ciągłym jedzeniem nie da się rozwiązać problemów. Z większości tych problemów nie zdajemy sobie sprawy, dlatego też nie podejmujemy ich prób rozwiązania. Rozwiązywanie problemów jedzeniem prowadzi z reguły do uzależnienia, które działa na takiej samej zasadzie jak uzależnienie od tytoniu, alkoholu i narkotyków. Od toksycznych substancji można się od izolować i uniezależnić. Uzależnienie od jedzenia jest o tyle trudne, iż jest nam ono niezbędne do życia. Nie możemy bez niego funkcjonować. Sprawę pogarszają kolejne próby odchudzania restrykcyjnymi dietami, które oprócz rujnowania organizmu nie wnoszą niczego w sytuację, w jakiej się znajdujemy. Kolejna nieudana próba odchudzania to kolejny powód do jedzenia kompulsywnego.

O nas

Kobieta z klasą to miejsce dla nieidealnych kobiet, które chcą prawdziwie i szczęśliwie żyć, ciesząc się najdrobniejszymi rzeczami. Pokazujemy Wam inspirujące książki, filmy, publikacje i inne „babskie zajęcia', które być może skłonią was do wyjścia, z często pozornej, strefy komfortu i rozpoczęcia życia na własnych warunkach. Bo w życiu nie zawsze chodzi o to by było stabilnie. Ważne żeby żyć prawdziwie i w zgodzie z własnym ja.

Kontakt

Kontakt:
Joanna Wenecka-Golik
kontakt@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved