Tańczyć każdy może – w przypadku Pro-Am zawsze lepiej niż gorzej!

0

Jeden ze słynniejszych angielskich tancerzy tańców latynoamerykańskich oraz trener wielu innych tancerzy światowej sławy Walter Laird twierdził, że taniec jest jedną z najbardziej naturalnych form ludzkiej aktywności, która niesie za sobą wiele korzyści; jak choćby tylko taką, że jest najlepszym i najprostszym sposobem zawierania znajomości i nawiązywania kontaktów towarzyskich. Turnieje typu Pro-Am są tego barwnym dziejącym się obecnie na całym świecie, od Florydę przez Paryż, Moskwę i Hongkong aż po Australię, przykładem. O tym, jak wygląda tego rodzaju turniej odbywający się w Warszawie, opowie nam Patrycja Matyja – menadżerka Akademii Tańca Ireneusza Sulewskiego, a uroki i troski życia tancerki odmaluje wicemistrzyni Europy Pro-Am – Joanna Wargala.

Aleksandra Kałafut: Jako pierwsi w Polsce zapoczątkowali Państwo organizację turniejów Pro-Am. Gdyby mogła Pani opowiedzieć o samych początkach – skąd pomysł, czym w ogóle jest system szkolenia Pro-Am?

Patrycja Matyja: Pro-Am to nic innego jak ruch w tańcu, w którym Pro, czyli tancerz profesjonalista, tańczy i trenuje ze swoim uczniem Am – amatorem.

K.: Jak wielu uczestników wzięło udział w tegorocznej edycji Turnieju Pro-Am Polish Cup?

M.: W październikowej edycji naszego turnieju wzięło udział ponad 100 par!

K.: Liczba, która zdecydowanie robi wrażenie! A czy nie jest tak, że to raczej kobiety chętniej angażują się w tego typu inicjatywy i aktywności? Podobno system ten cieszy się największym zainteresowaniem wśród kobiet 30+?

M.: Zdecydowanie tak, w Pro-Am w dalszym ciągu królują Panie i to właśnie w wieku 30+, ale – uwaga – Panowie się rozkręcają i jest ich coraz więcej ☺.

K.: Turnieje tej rangi odbywają się na świecie w bardzo ekskluzywnych warunkach. Wyobrażam sobie, że organizacja takiego przedsięwzięcia to ogrom czasu, pracy i energii wielu ludzi?

M.: Przygotowania do turnieju trwają około 6 miesięcy, więc zdecydowanie pracy jest sporo… Jest to turniej międzynarodowy, w związku z tym poruszamy wszystkie taneczne kontakty, aby zaprosić jak największą liczbę par. Zależy nam, aby każdy turniej był coraz lepszy, ciekawszy, żeby wszystko przebiegało sprawniej niż poprzednim razem. Akademia Tańca to doświadczony team, więc praca nad tym przedsięwzięciem jest dla nas czystą przyjemnością.

K.: A jak wygląda kwestia sędziowania? Kto odpowiedzialny jest za wybór jury?

M.: Jury wybieram wspólnie z Ireneuszem Sulewskim, właścicielem Akademii Tańca, i oczywiście sędzią głównym tego turnieju. Zdecydowanie przy wyborze sędziów zawsze stawiamy na doświadczenie i profesjonalizm.

K.: A czy zawodowi tancerze mają jakieś szczególne zachcianki, niczym słynące z takich życzeń i humorków gwiazdy Hollywood? W końcu to taneczne gwiazdy najwyższego formatu?

M.: Zdecydowanie nie. Na turniejach i poza nimi panuje bardzo rodzinna atmosfera, dla trenerów to też ogromne wyzwanie poprowadzić swojego ucznia, który tak naprawdę w tej dziedzinie ufa mu bezgranicznie.

K.: Czy turniejowi towarzyszą jeszcze jakieś dodatkowe atrakcje?

M.: Na każdym turnieju gościmy także najlepsze Polskie Pary, które uświetniają go swoimi pokazami! Jest też oczywiście czas na taniec, ale dla gości, czyli wspólna zabawa.

K.: Podobno marzeniem każdego tancerza jest posiadanie własnej szkoły tanecznej?

M.: Tak, jest to prawda… ale z biznesowego punktu widzenia nie jest to takie proste. Do szkoły tańca trzeba podejść jak do każdego innego biznesu, a to dla tancerzy–artystów nie zawsze jest oczywiste… trzeba znaleźć złoty środek na to, aby się tego nauczyć i pogodzić te dwa światy – artystyczny i biznesowy.

K.: Czy poziom takich turniejów odbiega znacznie od całkowicie profesjonalnie tanecznych potyczek? Czy poziom amatorów startujących w turniejach Pro-Am znacząco różni się od poziomu ich zawodowych partnerów?

M.: Dużym zaskoczeniem może być fakt, że na ten moment nie ma już tak dużych różnic, a to pokazuje, że naprawdę trening, chęci i pasja do tego, co się robi, może zdziałać cuda!

A.K.: Państwa turniej był nie tylko pierwszy, ale jest też wyjątkowy o tyle, iż goszczą u Państwa tancerze znani w wielu rozrywkowych programów telewizyjnych, między innymi Tomasz Barański czy Żora Korolyov?

P.M.: Tak, zgadza się. To tancerze rozpoznawalni z programu „Taniec z gwiazdami”, który dał naprawdę ogromną siłę i pokazał ludziom, że można spełniać swoje marzenia o tańcu. Dlatego tancerze z tego programu bardzo chętnie wspierają nasze turnieje bądź sami biorą w nich udział.

A.K.: Oby więcej takich inicjatyw znanych szerszej publiczności! Serdecznie dziękuję Pani za rozmowę.

Aleksandra Kałafut: Jak zaczęła się Pani przygoda z tańcem i z turniejami Pro-Am? Gdzie i jak znalazła Pani swojego partnera?

Joanna Wargala: Moja przygoda z tańcem zaczęła się stosunkowo niedawno, a dokładnie 2 lata temu podczas pobytu w USA. Wtedy właśnie splot wielu wydarzeń sprawił, że po powrocie do Polski trafiłam na event, na którym spotkałam swoich znajomych. Przybyli na niego prosto z Turnieju Tańca Pro-Am. Swoimi turniejowymi fryzurami i makijażami wyróżniali się z tłumu. Niedługo później udałam się do Szkoły Tańca Gracja, gdzie zaczęłam ćwiczyć z tancerzem klasy S. To właśnie tam i tak zaczęła się moja taneczna przygoda.

A.K.: No właśnie, jak to jest z tymi partnerami? Czy zawsze tańczy Pani z tylko jednym partnerem czy się Państwo mieszają?

W.: Ja mam dwóch partnerów tanecznych. Wynika to z faktu, że w mistrzostwach Europy lub świata, a także w przypadku najsłynniejszego Festiwalu Tańca w Blackpool, obowiązuje wymóg tańczenia z profesjonalistą posiadającym licencję WDC. Ponieważ mój pierwszy partner tańczy w kategorii Amator, musiałam szukać wsparcia ze strony innego tancerza – profesjonalisty z prawdziwego zdarzenia. Na szczęście trafiłam na wspaniałego trenera z ogromnymi sukcesami. Jestem dumna, że mam możliwość tańczenia z Markiem Fiksą, którego w świecie tancerzy nie trzeba przedstawiać.

A.K.: A czy ma znaczenie w jakim kraju rozgrywane są mistrzostwa? Czy energia danego miejsca udziela się tancerzom? Może w Hiszpanii zdecydowanie lepiej tańczy się pasodoble, a w Brazylii sambę?

J.W.: W zasadzie nie ma dla mnie znaczenia, w jakim kraju odbywa się turniej. Najważniejszy jest parkiet i energia, którą otrzymujemy od zgromadzonej publiczności. To dla niej tańczymy i jej przychylność staramy się zdobyć. Niemniej, już po zawodach, czas o wiele przyjemniej spędza się w pięknych i słonecznych miejscach.

A.K.: To znaczy, że jednak wracają Państwo uwagę na publiczność podczas tańca? Nie są to takie emocje i skupienie, że widzą się Państwo z partnerem tylko nawzajem?

J.W.: Oczywiście. Publiczność stanowi bardzo ważny element naszego występu. Wychodząc na parkiet, staramy się zawsze znaleźć na nim miejsce, które w kierunkach naszej choreografii pozwala nam tańczyć przed jak największą liczbą publiczności. Tak naprawdę najważniejsza jest dla mnie właśnie energia płynąca ze strony osób oglądających nasz taniec.

A.K.: Czy taki międzynarodowy turniej tańca to rewia mody? Czy istnieje w ogóle coś takiego jak moda taneczna? Czy panują w niej jakieś sezonowe trendy – konkretne fasony sukienek, wybrany kolor albo dodatki?

J.W.: Oczywiście, że tak. Wszystkie wiodące marki, które specjalizują się w strojach tanecznych prześcigają się w pomysłach, aby parkietowy „look” wyróżniał ich ambasadorów. Osobiście tańczę w strojach marki RP Atelier. Mam szczęście, że na każdy duży turniej RP przygotowuje ona dla mnie nową stylizację. Niepisaną zasadą jest, że każda para finałowa wychodzi w nowej kreacji na ostatnią rundę zawodów.

A.K.: Gdy się na Państwa patrzy w tańcu, ma się wrażenie, że są Państwo uosobieniem wdzięku i gracji. Czy bycie tancerką pomaga na co dzień w byciu kobietą z klasą?

J.W.: Taniec zajął bardzo szczególne miejsce w moim sercu. Rzeczywiście utrzymanie kondycji na poziomie pozwalającym na rywalizowanie z najlepszymi parami na świecie wymaga zaangażowania. Oczywiście płynie z tego tytułu szereg profitów, takich jak sylwetka, umiejętność wykonania makijażu czy też dużo większa otwartość na kolorystkę w stylizacjach dnia codziennego.

A.K.: Taniec to nie tylko piękne stroje, muzyka i olśniewający entourage turniejów. Taniec to też sport, wymagający ciężkiej pracy i poświęcenia. Udaje się Pani połączyć pasję z innymi aktywnościami? Rodziną, czasem dla siebie?

J.W.: To prawda, że jest to dla mnie nie lada wyzwanie, ale kiedy mam do czynienia  z prawdziwą pasją to nawet dobę potrafię wydłużyć.

A.K.: A czy jakiś turniej kosztował Panią wyjątkowo dużo? Musiała się Pani zmierzyć z bólem, lękiem, presją, z własnym ciałem… a może partnerem?

J.W.: Najbardziej wymagającym wydarzeniem był mój pierwszy turniej w Blackpool. Tak jak już wspomniałam wcześniej, jest to prawdziwy Festiwal Tańca. Wyróżnia go duża ilość tancerzy na światowym poziomie, fakt, że rywalizuje tam ponad 100 par  oraz jest to, że odbywa się w pięknej sali przy akompaniamencie muzyki granej przez najsłynniejszą orkiestrę turniejową na świecie. Było to niebywałym wyzwaniem dla mnie, czyli kobiety, która jeszcze niecały rok wcześniej nie znała żadnego kroku podstawowego. Nieocenione w tej sytuacji było wsparcie ze strony mojej rodziny, męża i przyjaciół. Wróciliśmy z Blackpool ze srebrnym medalem, który zajmuje wyjątkowe miejsce wśród moich trofeów.

A.K.: Miała Pani taki moment, że była po prostu tym wszystkim zmęczona, że miała Pani kryzys, chciała Pani to wszystko rzucić?

J.W.: W tańcu, tak jak w życiu, mamy lepsze i gorsze dni, ale na chwilę obecną taniec jest pasją, która daje mi bardzo dużo pozytywnej energii. Zamierzam pozostać w tym pięknym, artystycznym świecie na dłużej.

A.K.: A czy trudno jest być tancerką z dietetycznego punktu widzenia? Czy odżywia się Pani w jakiś szczególny sposób? Czegoś absolutnie nie wolno Pani kosztować, a coś jest zdecydowanie wskazane?

J.W.: W moim przypadku taniec jest przede wszystkim pasją, a więc nie podchodzę aż tak rygorystycznie do diety. Oczywiście w trakcie przygotowań do turnieju staram się dbać o to, by moje posiłki były jak najlepiej zbilansowane. Znajduję w niej jednak  miejsce również na drobne przyjemności.

A.K.: Każdy z tańców ma swój własny charakter, tak jak i każdy tancerz ma swój własny temperament. Czy wszystkie tańce lubi Pani tak samo i z jednaką chęcią je Pani wykonuje, czy są takie tańce, w których czuje się Pani znacznie lepiej albo znacznie gorzej?

J.W.: Uwielbiam tańczyć wszystkie moje choreografie. Z punktu widzenia mojego temperamentu najbliższe mojemu sercu jest jednak pasodoble i jive.

A.K.: Czy odkryła Pani coś dzięki tańcowi, co zmieniło Pani życie? Cokolwiek? Może to był widok bezbrzeżnego oceanu w Stanach, ciepły pain du chocolate w Paryżu, a może jakaś emocja, jakaś Pani reakcja, muzyka, osoba, inspiracja?

J.W.: Od dziecka miałam dużą wrażliwość muzykalną. Skończyłam szkołę muzyczną II stopnia w klasie wiolonczeli i fortepianu. Taniec pozwolił mi na wykorzystanie tej wrażliwości i wyrażenie jej moim ciałem. Oczywiście przede mną jeszcze długa droga, aby uzyskać poziom prezentowany przez najlepszych, ale cudownie jest mieć cele i dążyć do ich realizacji.  

A.K.: Dawniej damy i dżentelmeni nie rozmawiali o pieniądzach, bo po prostu należeli do tej klasy społecznej, która miała ich mnóstwo. Obecnie nie jest żadnym faux pas rozmawianie o zarobkach, bo to zwyczajnie życiowa sprawa. Tak więc pozwoli Pani, że zapytam, czy z tanecznej pasji da się przyzwoicie żyć? Bez problemu utrzymać rodzinę, nie zamartwiać się kwestiami finansowymi?

J.W.: Myślę, że na poziomie mistrzów świata i zawodowców taniec zdecydowanie przynosi wymierne profity, które pozwalają na zaspokajanie swoich potrzeb. W przypadku tancerek i tancerzy Pro-Am taniec jest przede wszystkim pasją i każda z nas jest już w określonym i jasno sprecyzowanym miejscu na ścieżce swojej kariery zawodowej.

A.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

W wykształcenia komparatystka, z zamiłowania zapalona podróżniczka. Totalnie uzależniona od kupowania książek, białej czekolady, dobrego wina i kwiatów.

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image