Wstrząsający wywiad z autorką książki „Alkoholizm. Piekło kobiet” Moniką Sławecką

Kiedy słuchałam Moniki na jednym z ze spotkań kobiecych wiedziałam, że muszę z nią porozmawiać. Mówi o problemie globalnym w taki sposób jakby mówiła osobno do każdej z nas. Sam temat jest wstrząsający i niestety po raz kolejny uderza w nas kobiety, ale nie tylko w sensie samej choroby lecz również tym jak jest on postrzegany przez społeczeństwo. Kobieta pijąca to kobieta, która się nie szanuje, nie zna wstydu. Przecież to kobieta która „powinna” być idealna matką, żoną, przyjaciółką. I właśnie to słowo „powinna” ma tu kluczowe znaczenia, bo często to ono prowadzi nas do picia. Koniecznie przeczytajcie co na ten temat ma do powiedzenia autorka książki opowiadającej historie kobiet, które zmagają się z alkoholizmem.

Joanna Wenecka-Golik: Monika, poznałyśmy się przypadkiem na jednym ze spotkań kobiecych. Mówiłaś o swojej książce Alkoholizm – piekło kobiet. Porwałaś do dyskusji całą widownię kobiet, a kiedy Ty mówiłaś wszystkie wpatrywałyśmy się w Ciebie tak jakbyś miała nam do przekazania jakąś misję. Tak to dobre wyrażenie. Gdy się Ciebie słucha ma się wrażenie, że masz misję do spełnienia. Zgadzasz się z tym? Czy też to czujesz?

Monika Sławecka: Ojej, piękna słowa i mocno zobowiązujące. Chyba nie jestem w stanie przyjąć na siebie ciężaru takiej odpowiedzialności. Problem picia w naszym kraju jest galopujący. Pijemy więcej jak w słynnym okresie PRL-u, który wielu z nas kojarzy się właśnie z zakrapianymi dniami i nocami. Co alarmujące, według statystyk odpowiedzianych za zdrowie społeczne, codziennie jest sprzedawanych 3 miliony tzw. „małpek”. Największa sprzedawalność przypada na czas przed pójściem do pracy i w trakcie powrotu do domu. Znając te fakty i obserwując środowisko warszawskie, z którego się wywodzę, musiałam coś z tym zrobić. Sumienie nie pozwoliłoby mi żebym zignorowała tak poważny temat, a że kobiety właściwie na każdej płaszczyźnie życia zmagają się z brakiem taryfy ulgowej, postanowiłam skupić się na nich i ich historiach, przeżyciach, traumach.

JW-G: W którym momencie Twojego życia zdecydowałaś, że kolejną swoją książkę poświęcisz tematowi alkoholizmu u kobiet?

W zeszłym roku, na dzień przed swoimi urodzinami dowiedziałam się, że mój cudowny, przystojny, inteligentny brat zapił się na śmierć. Do dzisiaj nie mogę pogodzić się z jego stratą. Mając szansę napisać książkę w temacie, który sama wybiorę, decyzja była prosta. Poszukiwanie bohaterek, przekonanie ich do rozmowy a następnie zmierzenie się wraz z nimi z ich traumami, wywoływało często skrajne emocje u obu stron. Papier przyjmuje wszystko, łącznie z brutalną prawdą. Faktów, nie da się wyprzeć stąd później trud zmagania się z rzeczywistością.

JW-G: No właśnie Alkoholizm u kobiet, czy jest taki sam jak u mężczyzn? Jaki obraz kobiety rodzi Ci się w głowie kiedy słyszysz „alkoholiczka”?

Skojarzenie mocno pejoratywne. Alkoholizm rezonuje na całe nasze otoczenie, bliskich. Skoro kobieta jest przewodniczką stada, cudownym, czystym naczyniem w którym rośnie życie, myśl, że jest uzależnione od substancji toksycznej wręcz trucizny sprawia, że spychamy ją na margines społeczeństwa. A jak wiemy łatwo dzisiaj potępić drugiego człowieka. Myślimy i działamy niezwykle dynamicznie i skrótowo, często zapominając o tym co w życiu najistotniejsze czyli drugim człowieku.

JW-G: A jak się zaczyna ta choroba u kobiet. Są jakieś standardowe zachowania? Kiedy powinna nam się zaświecić czerwona lampka, że przestajemy już panować nad tym ile pijemy?

To jest moment w którym przestajemy kontrolować nasze picie, zaczynamy zawalać obowiązki dnia codziennego, pijemy dla lepszego samopoczucia, pijemy, bo towarzystwo jest nudne i przewidywalne. Najbardziej przeraził mnie schemat myślenia u niektórych osób z którymi się spotkałam: że alkohol to antydepresant. Przestańmy tak myśleć! Alkohol to wspaniały manipulant, przyczajone zło, zabija powoli, ale skutecznie. Najpierw infekując tak naprawdę psychikę a następnie cały organizm, niszcząc go od środka nieodwracalnie.

JW-G: Monika, przecież lampka wina przed snem to jeszcze nic. Przecież to tylko dla odprężenia, a wino tak elegancko się pije….

Ja się zgadzam! Cała kultura śródziemnomorska opiera się na spożywaniu alkoholu do posiłku, ale wszystko jest utrzymane w granicach normy. Czy przypominacie sobie Państwo sytuacje z podróży po Francji, Włoszech, gdzie spotkaliście się z osobami, na które alkohol wpływał destruująco? Może w pojedynczych przypadkach, ale przypadek potwierdza regułę.

JW-G: Czy według Ciebie alkoholizm wśród kobiet jest tematem tabu? Czym to jest spowodowane, jak myślisz? 

Wstydem. Wstydzimy się swojego zachowania po alkoholu, wstydzimy się za nasze pijane koleżanki, matki, ba! nawet szefowe. Dlatego stałyśmy się mistrzyniami kamuflażu, a w tym zawsze będziemy wyprzedać mężczyzn. Jednak przez tę zdolność, wpadamy w coraz większe sidła choroby.

JW-G: Dlaczego kobiety piją?

Trudno jest mi się wypowiadać za każdą obywatelkę tego kraju. Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że kobiety piją… bo lubią. W drodze emancypacji zaczęłyśmy sięgać po alkohol w nadmiarze. Pijemy ze względu na ogromną ilość obowiązków, bodźców, żeby się wyciszyć, żeby się nagrodzić, bo czujemy się samotne. Tak naprawdę każde usprawiedliwienie czy wymówka na nasze picie jest dobra. Zastanówmy się tylko, czy jest dobre dla nas? Odpowiedzmy sobie tak szczerze, w duchu, na następujące pytania: czy alkohol daje nam szczęście, rekompensuje nam coś? Czy dzięki niemu jesteśmy fajniejsze? Czy przez alkohol zalazłam się kiedyś w sytuacji zagrażającej mojemu zdrowiu i życiu? Odpowiedzi na te proste pytania, wiele nam podpowiedzą.

JW-G: Pamiętam, że na naszym spotkaniu tak dobrze opisywałaś to jak nie możemy liczyć na mężczyzn w przypadku choroby. Zazwyczaj my otaczamy ich opieką a co się dzieje, kiedy my potrzebujemy pomocy – jako alkoholiczki? I jak powiedzieć drugiej połowie o tym, że mam problem. Jest jakiś dobry sposób? 

W filmie „Niebezpieczne związki” Glen Close wypowiada kwestie: „Mężczyźni potrafią cieszyć się szczęściem, jakie dostają, a my cieszymy się szczęściem, jakie dajemy”. Ten genialny cytat proszę przełożyć sobie na życie, a wiele spraw wyda się nam łatwiejszych do zrozumienia. Nie znam dobrego sposobu na powiedzenie bliskiej osobie o problemie alkoholowym, ze względu na to, że najczęściej ta choroba jest tak mocno zawoalowane, że to otoczenie wysyła silne sygnały, a później ostrzeżenia i jasne komunikaty. Osoba uzależniona od alkoholu to osoba słaba, z niskim poczuciem własnej wartości, która nie ma siły na walkę ze swoją słabością, dlatego tak ważna jest samoświadomość i kochanie siebie samej. Kobiety z założenia muszą być silne. Biorą na siebie niewyobrażalną ilość odpowiedzialności i obowiązków. Świat nam rzadko przebacza błędy. Statystyki mówią 9 na 10 małżeństw gdzie kobieta zmaga się z chorobą alkoholowa, kończy się rozwodem. W przypadku sytuacji odwrotnej… 1 na 10. Czy te fakty nie powodują od razu otrzeźwienia?

JW-G: Toksyczny związek – to chyba częsty powód do picia? 

Częsty. Znam, niestety, z autopsji. Dziewczyny, uciekajcie od toksycznych mężczyzn, tam nie czeka na Was nic dobrego!

JW-G: Ostatnio rozmawiałam z Panią Psycholog z Krakowa o alkoholizmie u kobiet i użyła bardzo ciekawego stwierdzenia. Kiedy zapytałam ją jakie kobiety najczęściej sięgają po alkohol odpowiedziała tzw. Kobiety wspierające czyli kobiety, które za wszelką cenę chcą wspierać swoich mężczyzn, dzieci, rodziców ale same nie mają nikogo kto by je wspierał. Mają silne poczucie robienia wszystkiego na 100% i spełniania się w każdej roli. A co Ty o tym myślisz?

Zgadzam się w 100 procentach, mówiłam o tym powyżej. Nagradzanie się alkoholem za zmaganie z trudami dnia codziennego, wpędziło w chorobę chociażby jedną z bohaterek mojej książki- Ilonę Felicjańską aktualnie Montanę. W pewnym momencie swojego życia straciła przez picie wszystko. Dzisiaj dziękuje za tę lekcję, ale wiele z nas nie poradziłoby sobie równie dobrze, jak Ilona.

JW-G: Pijąca matka =? Czyli czy dziecko, którego matka piła ma szanse na normalne życie?

To jest bardzo poważne pytanie, dlatego nie będę używała hipotez tylko podam fakty. Nasze życie dzieli się na trzy zależności:  w 20 procentach przemawiają za nas geny, kolejne 20 procent to wychowanie, a reszta to wpływ nas samych na zdrowie i funkcjonowanie jako niezależna komórka społeczna.

JW-G: Monika a co Ty czułaś kiedy docierały do Ciebie historie poszczególnych kobiet? Przypuszczam, że spore obciążenie. Chociaż to juz twoja druga książka pełna emocji i bólu. Czy można się do tego przyzwyczaić?

Jak pokazuje historia wielu lekarzy, policjantów, strażaków itp. do wszystkiego można się przyzwyczaić. Dlaczego świadomie biorę to na siebie? Bo interesuje mnie człowiek, ciemne oblicze naszej natury, bo temat alkoholizmu wśród kobiet jest mało medialny i zepchnięty na margines. Proszę mi wierzyć, że historie kobiet, które zgromadziłam w swojej książce, pokazują, jak piękny jest człowiek pełen słabości i wątpliwości.

JW-G: Historia, która wstrząsnęła Tobą najbardziej? Była taka? 

Każda historia jest dla mnie równie ważna, bo stoi za nią realny, czujący człowiek. Na pewno wielki ból wywołał we mnie fakt, że jedna z bohaterek książki nie dożyła autoryzacji wywiadu. Organizm się poddał wobec uzależnienia. Nie było z tego wraku czego ratować.

JW-G: Monika napisałaś mi, że zależy Ci aby wywiad ukazał się przed świętami. Wiem, że masz w tym swój cel. Powiedz jaki? Na co powinnyśmy zwrócić uwagę w ten świąteczny i pozornie spokojny czas świąt? 

Święta to dla kobiet czas szczególnie obciążający, wymaga od nas tak naprawdę ogromnej ilości pracy i poświęcenia. Skoro rodzina, partner nie wynagradzają mi tego, zrobi to butelka wina. Kochane, kochani, przystopujcie na czas świąt, pomyślcie i zadbajcie o siebie! Bez Was reszta się nie liczy, a to, że ryba będzie trochę za sucha albo nie podacie 12 potraw nie sprawi, że zawali się świat.. Zróbcie sobie jakiś prezent, którym same siebie nagrodzicie. Nie czekajcie aż zrobią to inni! Możecie się nie doczekać. Bez sensu gorycz, czy niesprawiedliwość tego świata, topić w butelce.

JW-G: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Według mnie bardzo potrzebną. Osobiście dziękuję Ci też za książkę, którą napisałaś. Wierzę, że pomoże podnieść koronę niejednej z nas.

Ładna klamra, pięknymi słowami mnie przywitałaś i takimi żegnasz. Dziękuję. To bardzo ważne by doceniać pracę drugiego człowieka, karmić go dobrymi słowami. Jak mantrę powtarzam znajomym, przyjaciołom, że za dobro należy wynagradzać, a za zło… karać, hehe.