website-logo

Skłodowska-Curie nie mogła, a Ty możesz!

Po raz pierwszy Maria Skłodowska wyjeżdżała z nieistniejącej Polski, bo jako kobieta nie mogła tu studiować. Wróciła z francuskim dyplomem, chcąc podjąć pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na nic zdał się dyplom z Sorbony, na nic zdał się jej genialny mózg. Po raz drugi z płaczem opuszczała Kraków, odmówiono jej bowiem pracy tylko ze względu na to, że była kobietą. A dziś współczesny świat myśli, że ta dwukrotna zdobywczyni nagrody Nobla, pierwsza kobieta, która w dowód uznania dla jej zasług naukowych spoczęła w paryskim Panteonie, była Francuską…

Sto lat temu wraz z odzyskaniem niepodległości, swoją niezależność zaczynały zyskiwać polskie kobiety. Powoli słabną już głosy komentujące setną rocznicę odzyskania niepodległości i nowoczesność państwa polskiego, a tym samym głosy przypominające o uzyskaniu przez Polki zarówno praw wyborczych, jak i wielu innych, dziś zdawałoby się zupełnie podstawowych i niekwestionowanych praw. Współczesne młode kobiety nie są w pełni świadome, ile zawdzięczają kobietom sprzed 100 lat; ile kobiety te musiały poświęcić, jak wyglądało ich życie, co musiały, a czego nie mogły w swoim życiu realizować i uprawiać. Zamiast marzeń realizowanie powinności wobec męża i dzieci, zamiast polityki uprawianie ogrodów.

Jako portal bazujący na dziedzictwie tych kobiet, na ideologicznym spadku środowiska “Kobiety współczesnej” i wielu innych dawnych czasopism kobiecych, bojowniczek o naszą wolność i niezależność, nie możemy nie wspominać o takich kulturalnych inicjatywach, jak mającej obecnie miejsce w Krakowie wystawie prezentującej historię walki o NASZE prawa wyborcze. Przedstawia ona przede wszystkim najważniejsze działaczki na rzecz praw polskich kobiet, a także kilka krakowskich emancypantek, którym i u nas poświęcimy kilka słów.

Wystawa ta jest dla nas niezwykle istotna przede wszystkim z jednego punktu widzenia – pokazuje, jak wiele kobiety te poświęciły, nie tyle dla idei niezależności i równouprawnienia, ale dla NASZEGO LEPSZEGO, CODZIENNEGO ŻYCIA. O ile słyszymy w szkole o kilku emancypantach-pisarkach (Żmichowskiej, Orzeszkowej, Konopnickiej) o tyle reszta heroin kobiecej niepodległości została przez ogół całkiem zapomniana. Najwyższa pora na wydobycie kilku z nich z czeluści zbiorowej niepamięci! Tym bardziej, że jako współczesne kobiety wykształcone, realizujące swoje życiowe cele i marzenia, jako niezależne bizneswomen, które starają się łączyć życie zawodowe z życiem rodzinnym, doskonale powinnyśmy sobie zdawać sprawę, jak wiele czasu, energii, poświęcenia, samozaparcia, przekonania i wiary w realizowane postulaty musiała mieć każda z nich. Zatem nie przedłużając, jako pierwszą przedstawiamy Wam –

Kazimiera Bujwidowa –

krakowska bojownica o edukację Polek

(1867-1932)

Człowiekiem się czuję, więc ludzkich praw żądam!

Najwybitniejsza krakowska (choć urodziła się w Warszawie) działaczka emancypacyjna. Została wcześnie osierocona przez matkę, dlatego już jako młoda dziewczyna dotkliwie odczuła, co to znaczy być zależną. Od starszych, od pieniędzy i społecznych ustaleń. Zdolna, ambitna i bardzo inteligentna, chciała dalej się kształcić – nie mogła, bo w nieistniejącej Polsce kobietom studiować nie było wolno, na studia za granicą nie pozwoliła jej prawna opiekunka, na samodzielny wyjazd nie miała pieniędzy. Zaczęła uczęszczać na nielegalny Uniwersytet Latający, pracować jako laborantka u boku znanego później bakteriologa, za którego wychodzi za mąż. I pomimo że pracuje u jego boku (!)i ze względu na propozycję pracy dla męża (!) przenosi się do Krakowa, są dobranym małżeństwem o podobnych nowoczesnych zapatrywaniach na otaczający ich świat.

Dlatego ich przyjazd do konserwatywnego od wieków i chyba na wieki Krakowa wywołuje małe zamieszanie. Kazimiera nie dość, że otwarcie deklaruje bezwyznaniowość, utrzymuje bliskie kontakty ze środowiskiem socjalistycznym i feministycznym, to jeszcze zostaje liderką ruchu emancypacyjnego w Krakowie. Jest bezkompromisowa. Głośno rozpowiada, że małżeństwo powinno opierać się na partnerstwie, a kobiety powinny wychodzić za mąż nie wcześniej niż przed ukończeniem 24-ego roku życia ze względu na odbycie edukacji i osiągnięcie większej dojrzałości emocjonalnej.

Okazuje się, że dzięki wywieranej presji, można osiągnąć zadziwiająco wiele. Na Kongresie Pedagogicznym we Lwowie wygłasza przemowę, oburzając się, że kobiety nie mogą normalnie studiować, mogą uczestniczyć w zajęciach jedynie jako wolne słuchaczki, na co z założenia czas i pieniądze mają tylko nieliczne kobiety z wyższych sfer. Dzięki niej na kongresie zostaje uchwalony wniosek popierający dostęp kobiet do wyższej edukacji. Nieprzerwanie pracując wraz z mężem w laboratorium, edukuje i nawołuje do zmian. Nakłania 50 kobiet do napisania oficjalnej prośby o przyjęcie na studia na Uniwersytet Jagielloński. Dzięki jej naciskowi rektor najstarszej polskiej uczelni wyższej podejmuje historyczną decyzję i jeszcze tego samego 1894-ego roku, przyjmuje na studia trzy kobiety. Co prawda i tak nie są na równych prawach z mężczyznami, nie mają bowiem prawa do dyplomu, mają za to obowiązek chodzić do każdego profesora i pytać o zgodę na udział w jego wykładach, jest to jednak milowy krok w uzyskaniu przez kobiety dostępu do wyższej edukacji

Kazimiera Bujwidowa ze swoją córką w laboratorium przy ulicy Lubicz, Kraków 1918 rok; źródło: Muzeum Odona Bujwida w Krakowie via historiaposzukaj.pl

Wydawać by się mogło z dzisiejszego punktu widzenia, że wykształcona, obyta, zarówno damska, jak i męska część krakowskiej elity powinna przyklasnąć tej światłej inicjatywie Bujwidowej. Otóż nie! Jeden z wybitnych chirurgów, którego imienia szpital mamy obecnie w Krakowie, Ludwik Rydygier, pisał w 1895 roku: „Biorąc rzecz zasadniczo, to równouprawnienie kobiet z mężczyznami jest nonsensem, bo się sprzeciwia odwiecznym prawom natury. […] Precz więc z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. Mąż Kazimiery, Odo Bujwid, zapisał nawet we wspomnieniach: „Profesor Rydygier, oburzając się na nasze reformatorskie poglądy w kwestii kształcenia kobiet, powiedział: «Prędzej mi włosy na dłoni wyrosną niż kobiety zaczną w naszym uniwersytecie studiować»”. Zaczęły, a wyszczekana Bujwidowa nie omieszkała na jednym z zebrań, na które przyszedł Rydygier, zagadnąć go o owłosione dłonie.

Kazimiera była praktyczna i życiowa. Szybko zorientowała się, że niektórzy mężczyźni głośno nie oponują, ponieważ zdają sobie sprawę, że warunkiem zaporowym dla kobiet, które chcą studiować jest… matura. Młode kobiety nie miały jej gdzie zrobić, ponieważ żeńskie szkoły do niej nie przygotowywały. Kobiety i mężczyźni mieli wtedy odrębne programy nauczania, mężczyzn przygotowywano do studiów i dalszej kariery, kobiety uczyły się… prowadzić dom. Bujwidowie zakładają więc pierwsze żeńskie gimnazjum na ziemiach polskich, które uczy według równorzędnego gimnazjom męskim programu i pozwala na zdanie matury. Cztery lata później Kazimiera dostarcza krakowskim sceptykom i niedowiarkom 21 dowodów z krwi i kości na to, że można – 21 dziewcząt zdaje w Krakowie maturę.

Pierwsze polskie studentki Pierwsze Polki na uniwersytecie na ziemiach polskich, od prawej: Janina Kosmowska, Jadwiga Sikorska, Stanisława Dowgiałłówna,
źródło: Muzeum Farmacji UJ.

Bujwidowa czynnie uprawiała zawód biolożki, angażowała się w inicjatywy feministyczne, ruchy oświatowe, zakładała i budowała. Pisała dla “Steru”, dwutygodnika poświęconego prawom ówczesnych kobiet, zakładała bezpłatne czytelnie dla młodzieży. Była współorganizatorką i prezeską krakowskiej Czytelni dla Kobiet. Było to ważne miejsce na kulturalnej i oświatowej mapie Krakowa. Wraz z drugą krakowską emancypantką Marią Siedlecką, Bujwidowa gromadziła tam książki, organizowała odczyty, wykłady, pogadanki, a także kursy. Z książek, czasopism liberalno-demokratycznych, gazet obcojęzycznych korzystać mógł każdy, jednorazowa opłata wynosiła 10 centymów, stałe członkostwo wynosiło miesięcznie trzy razy więcej. Jak informowano na łamach lwowskiego “Steru poniedziałkowa działalność Czytelni była starannie opracowana i dość intensywna: “W pierwszy poniedziałek miesiąca omawiane będą kwestie literatury i sztuki, w drugi (…) polityka i higiena, w trzeci (…) pedagogika oraz ekonomia, a w czwarty kwestia kobieca”.

Bolesław Drobner pisał o niej w swoich pamiętnikach tak: “Konserwatywny cnotliwy Kraków bał się profesorowej jak ognia, a jej nie zdołałoby nic powstrzymać od wyrażenia swej opinii, gdy to uważała za wskazane. Rozumowała bardzo logicznie, a przemówienia zwykła zaprawiać swoistym ciętym dowcipem”.

Ta radykalna inteligentka i skrajna idealistka dopiero pod koniec życia uświadomiła sobie, że niektóre z jej postulatów i planów były całkowicie nierealne i niemożliwe do zrealizowania. Załamała się psychicznie. Jej stan pogarszała postępująca choroba. Odsunęła się od życia publicznego i zamknęła w kręgu spraw rodzinnych. Zmarła w 1932 roku, na szczęście nie doświadczywszy wojennej zawieruchy.