Jak zapomnieć, a może zapamiętać? Kilka słów o „miłości wakacyjnej”

0

I tak mamy już wrzesień. Chociaż promyki słońca przypominają o minionym lecie to w podmuchach wiatru czuć nadchodzącą jesień. Wiele osób powrocie z wakacji myśli a niektórzy mówią to nawet głośno- „ach! Gdyby wakacje mogły trwać cały rok!”. Bo wakacje kojarzą się najczęściej z beztroską, ukojeniem, radością i taką cudowną lekkością, którą bardzo trudno ubrać w słowa. A co gdy jeszcze do tych wakacyjnych przyjemności dołączy …miłość? Taka miłość nieplanowana? Taka nagła i orzeźwiająca jak ciepły letni deszcz? „Wakacyjna miłość” jak większość „miłości” przychodzi niespodziewanie, ale gdy kończą się wakacje, pojawia się pytanie i co dalej?

I CO DALEJ?
Pojawia się jak grom. Ukradkowe spojrzenia, rozmowy do białego rana, pocałunki i bliskość, które smakują jakby inaczej…jakby przyjemniej. Jedni nazywają to zauroczeniem, dla innych jest to namiętność a dla niektórych miłość przez duże „M”. Taka miłość na całe życie. Nie ma jednej definicji, czy też jednego słowa, które odda jej cały urok, dlatego nazwijmy ją umownie „wakacyjną miłością”. Umowną, bo jak przyjrzeć się bliżej czym jest w ogóle miłość (pytanie nie łatwe) to robi się dość spore zamieszanie. Ile badaczy, ile pomysłów, ile idei to tyle różnych poglądów i prób interpretacji. Jedna z najbardziej znanych charakterystyk należy do Sternberga. Amerykański psycholog już w 1986 roku zaproponował, aby na miłość „popatrzeć” jak na proces, w którym mogą rozwijać się i współwystępować różne mieszanki składników- a konkretnie: namiętność, intymność i zaangażowanie. Poziom występowania tych składników wyrażał jakość oraz rodzaj doświadczanej miłości. I tak można doświadczać np. miłości romantycznej, miłości pustej czy miłości wytrawnej. Ale wracając do wspomnienia letniego słońca i „wakacyjnego uczucia”… Jeśli popatrzymy na nie przez pryzmat wspomnianej teorii to doświadczyłaś solidnej dawki namiętności z domieszką zaangażowania. To bardzo silne uczucia a niekiedy wręcz ambiwalentne. Ambiwalentne, gdyż z jednej strony w naszym sercu i umyśle widnieje wręcz idealny obraz uczucia a zarazem obawiamy się czy to na pewno może być prawda? Czy warto zaufać tej „cudownej” wizji?
Pojawia się niepewność i …rozterka. Poziom trudności podnosi fakt, że nie ma na to pytanie jednakowo brzmiącej odpowiedzi. Każda relacja jest inna, niepowtarzalna niemniej można popatrzeć na tę sytuację z różnych perspektyw.

Pierwsza perspektywa- ZAPOMNIJ
Dwa tygodnie Ania była na wakacjach. Wróciła jakby odmieniona i nie mowa tu o czekoladowej opaleniźnie a o niezwykłym blasku w oku i w…sercu. Ania- na co dzień poważna businesswoman, pewna siebie i zawsze przygotowana na wspólnym, babskim wyjeździe poznała „jego”. Szmaragdowe oczy, ciemna portugalska karnacja, zabójczy uśmiech- przepadła bez reszty. Wyjazd trwał dwa tygodnie. Miłość, chociaż „na odległość całego kontynentu” trwała dłużej. Przyjaciółki radziły- „zapomnij!”. Tylko czy można zapomnieć?
Zwrot – „zapomnij” wybrzmiewa dość drastycznie i absolutnie. Tymczasem w powiedzeniu „czas leczy rany” jest dość dużo prawdy. O ile czas nie ma „magicznych” funkcji za sprawą, którą mógłby bezpośrednio zaleczyć skołatane serce i myśli lub choćby przyśpieszyć to daje coś równie cennego- adaptacje do tego, co się wydarzyło. Wraz z czasem przychodzi spokój i akceptacja, jeżeli tylko dbamy o jego jakość- tzn. o ile tylko może wygospodarować czas, w którym będziemy robić/działać to, co lubimy a momenty na „rozpamiętywanie” ograniczone zostaną do minimum. Jeśli postanowisz ZAPOMNIEĆ- zrób listę spraw, które zamierzasz dokonać w nadchodzących 6 miesiącach.

Druga perspektywa- ŻYJ TERAŹNIEJSZOŚCIĄ
Katarzyna nie chciała wyjeżdżać na en urlop. Była już w Azji. Kilka razy służbowo i kilka razy prywatnie.
Chciała jednak zrobić prezent Jerzemu. Spotykali się od kilku tygodniu i szykowała mu niespodziankę- wspólny pobyt w Luang Prabang na Laosie. Wyjazd zapowiadał się cudownie, gdyby nie Jerzy, który na dwa dni przed powiedział –„potrzebuje czasu. To pomiędzy nami dzieje się za szybko”. On został. Ona pojechała. Później scenariusz jak w pięknym romansie. Urocza sceneria, uroczy mężczyzna i serce, które biło tak mocno, że zdawało się, że dookoła wszyscy je słyszą. Gdy wróciła czas na chwilę stanął. Nie wiedziała co dalej. Stwierdziła, że poczeka. Uspokoi „bijące” serce i zobaczy jak się ułoży…
Czasem na podjęcie decyzji może być za wcześnie. Szybkie działanie nie zawsze przynosi najlepsze wyjście. Warto zawsze w takich momentach, gdy serce szaleje a rozum z myślami nie chce zdążyć używać powszechnej metody „kartka i długopis”. Przelewać na papier pomysły, emocje, myśli. Porządkując swoje refleksje w pewien sposób porządkujesz także temat które je prowokuje. Nie należy nigdy „na siłę” przyspieszać pewnych decyzji, ale także nie ma sensu udawanie, że „nic takiego się nie wydarzyło” lub „wszystko się samo poukłada”.

Trzecia perspektywa- POPŁYŃ DO PRZYSZŁOŚCI
Olka a w zasadzie Aleksandra, bo tak chciała, aby się do niej zwracać właśnie wróciła z Norwegii. Od zawsze marzyła, aby pojechać w rejs, zobaczyć Fiordy i poczuć tę bryzę. Popłynęła sama, ale nie wróciła już w pojedynkę. Prawdopodobnie była to jedna z tych szalonych rzeczy, przed którą wszyscy by ją przestrzegali, ale…stało się. Poznali się z Johnem, nawigatorem okrętu już pierwszego dnia, a do końca całej wycieczki stali się niemal nierozłączni. John załatwił sobie urlop i zamieszkał z Aleksandrą. W grudniu poznał jej rodziców. W marcu się zaręczyli.
Niektóre „letnie miłości” przeradzają się w takie na całe życie. Nie ma tu żadnej reguły czy przejrzystych sygnałów, które świadczyłyby o takim „happy endzie”. Niemniej czasem serce podpowiada, że warto zaryzykować. W pewnych wiekach radzono, a wręcz przestrzegano aby nie ufać temu co tak ulotne i nieprzewidywalne jak symboliczne „serce”, lecz kierować się racjonalnością, a więc „rozumem”. Dziś postuluje się pogląd, że i rozum i serce muszą „iść w parze”. Uzupełniać swoje działania, a zarazem dawać sobie wzajem przestrzeń na autonomiczne działania. Nie można przewidzieć przyszłości, ale nikt nie zna Cię lepiej niż ty sama.

HAPPY END OR NOT HAPPY END
Wakacyjne miłości zdarzają się w każdym wieku i w różnych momentach życia. Niektórzy nazywają je zauroczeniami czy miłostkami. Moim zdaniem, jeśli czujesz coś do innej osoby, to jest to na tyle wyjątkowe, odświętne i intymne, że można to nazwać dużo ładniej- MIŁOŚĆ. Czy miłość letnia, czy taka na całe życie to przecież pozostaje uczuciem, które można docenić, w którym znaleźć satysfakcje i na wspomnienie którego – uśmiechasz się od ucha do ucha!, prawda?
Cokolwiek zrobisz ze swoją miłością to gratuluje ci całym sercem, że ją spotkałaś! W końcu miłość – uczucie- to stan, dzięki któremu zmniejsza się ciśnienie krwi, obniża poczucie stresu a rozkwita samocena i poczucie zadowolenia. Miłość faktycznie potrafi zdziałać cuda w naszym organizmie, ale to już sprawa na inny temat artykułu.
Gratuluje Ci Kobieto z klasą i trzymam za Ciebie kciuki i oczywiście życzę miłości!

Pisarka, psycholog kliniczny, wykładowca akademicki,właścicielka firmy edukacyjno-szkoleniowej (www.kamilaolga.pl).

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image