Winni… złego filmu

0

Policjant Asger, odsunięty ze służby z powodu śmiertelnego postrzelenia świadka, pracuje jako dyspozytor linii 112. Któregoś dnia dzwoni do niego kobieta, która została porwana. Wszystko wydaje się być jasne: eks-mąż porywa byłą, a ponieważ ma broń i był skazany, oczywiste jest, że to on jest ten najgorszy. Ale w życiu rzadko coś jest takie proste. Asger przekona się o tym, kiedy dodzwoni się do niego córka feralnego małżeństwa, a także, kiedy spełni się najgorszy z możliwych scenariuszy…

Kto tu tak naprawdę jest zły? Co wydarzyło się w domu dzwoniącej? Co się stanie z kobietą i jej dziećmi? A z mężem? Jak Asger wybrnie z tej afery?

Nie potrafię zrozumieć zachwytu nad tym filmem. „85 minut czystej adrenaliny”, „Mocny”, „Wciągający” – moim zdaniem, żadne z tych słów nie pasuje do tej produkcji.

„Winni” nie są  „Połączeniem” z 2013 roku. Nie ma tej akcji, tego napięcia, tego czegoś, co sprawia, iż chce się oglądać dalej. Jest mocno przeciętny, zarówno, jeśli chodzi o grę aktorską (na poziomie amatorów), fabułę, jak i  generalnie jeżeli chodzi o całokształt. Momenty kulminacyjne, kiedy dowiadujemy się całej prawdy, są przeciągane w czasie, przez co naprawdę ma się ochotę wyjść z sali. Gdyby nie momenty, w których w końcu się jej dowiadujemy, a które są dla kinomana ciosem w policzek, film można by przekreślić grubą kreską. Nieliczne minuty przyspieszonego tętna i pewnego rodzaju szoku sprawiają, że film nie jest taki tragiczny. Ale – nadal – bardzo wiele rzeczy jest do poprawki! Są debiuty udane i nieudane. Ten – niestety – należy do tych drugich…

Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Akademii Ignatianum w Krakowie. Recenzentka w portalu internetowym gazetajutro.pl.

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image