Nie taka spódnica straszna…

0

Uwielbiane przez niektóre kobiety, przez inne znienawidzone do granic możliwości. Spódnice, bo o nich mowa, od zawsze wzbudzały wiele kontrowersji. Kiedy w 1947 roku, podczas pierwszego pokazu powojennej kolekcji haute couture, Christian Dior zaprezentował Paryżankom rozkloszowaną spódnicę, świat mody oszalał, a kobiety razem z nim. Jednak tego, co się działo na ulicach Paryża nie przewidział nikt. Młode kobiety zafascynowane kolekcją New Look, “odszywały” ochoczo projekty u swoich krawcowych. Paradując po ulicach w lekko kołyszącej się spódnicy, uszytej z kilku metrów materiału marszczonego w talii, wzbudzały niechęć starszych Paryżanek. Te, w obronie zasad moralności i przyzwoitości, napadały na młode kobiety, szarpały, obrzucały wyzwiskami. I kto by pomyślał, że źle postrzegana moda może wywołać podobne reakcje. Dziś nasze oko przyzwyczaiło się do ekstrawagancji i afirmacji złego gustu, nikt o zdrowych zmysłach nie okłada przecież parasolką dziewczyny ubranej w zbyt kusą spódniczkę.

A szkoda! Przyznaj, że też tak pomyślałaś!

NEW LOOK DIORA I MINI MARY QUANT

Spódnica, jako odrębny element garderoby, zaczęła funkcjonować między 1820 a 1830 rokiem, jednak na znaczeniu zyskała dopiero 50 lat później. Modne były proste kroje, które nie wymagały zbyt obszernej halki. Warto wspomnieć o słynnej, długiej spódnicy zaprojektowanej w 1910 roku przez Paula Poireta, która była tak wąska na dole, że utrudniała chodzenie. Kobiety poruszały się małymi kroczkami, a nawet zakładały specjalne kajdanki na kostki, by nie rozerwać materiału. Po I wojnie światowej spódnice stawały się coraz krótsze. W latach 20-, 30- i 40-tych królowały długości do kolan, fasony proste i plisowane. Prawdziwy przełom nastąpił – we wspomnianych we wstępie – latach 50. Pojawiły się wówczas diorowskie rozkloszowane spódnice, do połowy łydki, mocno akcentujące talię. W latach 50. powstał też projekt bombki, której objętość Givenchy zwiększał za pomocą bufiastej halki. Kult kobiecości, wąskiej talii i szerokich bioder ustąpił rewolucji seksualnej i spódnicy mini, którą w latach 60-tych wymyśliła Mary Quant. Modna zaś do dziś, spódnica maxi, pojawiła się dekadę później za sprawą popularnej wówczas kultury hipisowskiej.

MEZZO, CUBO, CZY LADYMINI?

Przejdźmy teraz do współczesnych modeli i długości spódnic. Niestety bardzo wiele kobiet gubi się w nazewnictwie, dlatego warto przytoczyć podstawową klasyfikację. Wyróżniamy spódnicę ołówkową, anatomiczną oraz o prostym kroju. O ile pierwsza będzie bardzo podkreślać biodra, gdyż jest zwężana u dołu, to prosta idealnie zamaskuje wszelkie nierówności i dodatkowo wysmukli sylwetkę. Do spódnic o szerszym kroju zaliczamy: szytą z koła, solejkę (plisowaną), trapez (lekki, zwiewny materiał i sztywny), bombka (krótka i dłuższa). Rozkloszowane fasony wspaniale zakamuflują szersze biodra i uda, a przy tym wyrównają proporcje sylwetki z szerszymi ramionami. Nie polecam ich jednak osobom o bardzo chudych nogach, ponieważ obszerna spódnica spowoduje efekt „parasolki”. Plisy w solejce natomiast mogą poszerzać biodra, dlatego najlepiej wyglądają w nich kobiety szczupłe i dość wysokie. Jeśli spódnica w kształcie trapezu będzie uszyta ze sztywnego, grubego materiału, będzie poszerzać sylwetkę, zaś z delikatnego – lekko ją opływać. Na koniec warto pomówić o długościach. Zasadniczo wyróżnia się: supermini (bardzo krótka spódnica), mini (do połowy uda), ladymini (przed kolano), mezzo (w kolanach lub tuż za nimi), midi (do połowy łydki), cubo (w kostkę) oraz maxi (do ziemi).

SPÓDNICA DO ZADAŃ SPECJALNYCH

A teraz czas na wymówki: „spódnice są niewygodne”, „nie wiem, jakie buty”, „nie wiem, jakie rajstopy”, „krępują ruchy”, „zbyt eleganckie”, „pogrubiają”… Nic bardziej mylnego! Dobrane do sylwetki spódnice pięknie kamuflują za chude lub zbyt grube uda, nierówną linię bioder czy krzywe nogi. W klasycznych spodniach pokazujesz sylwetkę taką jaką jest, nie wyrównasz proporcji ani niczego nie ukryjesz. Spódnice natomiast Ci w tym pomogą. Nie zgodzę się również z przekonaniem, że są niewygodne. Ja zdecydowanie bardziej komfortowo czuję się w spódnicy z miękkiego materiału niż sztywnych jeansach. Kolejny mit odnosi się do strefy stylizacyjnej. Spódnica wcale nie musi być elegancka, wystarczy, że połączysz ją ze sportową górą (bluzą, T-shirtem) i masz casualowy zestaw gotowy. Nie wiesz, jakie dobrać buty? Każde. Do spódnicy pasują i adidasy i oxfordy, dobrze będzie wyglądać w zestawie z kozakami czy botkami. To nieprawda, że musisz do niej zakładać szpilki. I na koniec rajstopy. Jeśli chcesz uzyskać efekt wydłużenia sylwetki, noś rajstopy w kolorze obuwia, jeśli chcesz odjąć sobie trochę wzrostu, przetnij sylwetkę kontrastami.

Przekonałam Cię do częstszego noszenia spódnic? Mam nadzieję, bo zdecydowanie warto!

Stylistka, kolorystka, ekspert ds. wizerunku panny młodej.

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image