„Dolce far niente!” Elegancja po włosku.

0

Elegancja po włosku  w szerokim spojrzeniu Polki.  Prawda i mity.

Kiedy przyjechałam odwiedzić Polskę po pół roku od przeniesienia się do Rzymu, moja kuzynka zapytała: „Co jest teraz modne we Włoszech?”. Musiałam się chwilę zastanowić, bo nagle przed oczami stanęły mi wszystkie inspiracje, zachwyty, ale też rozczarowania przeżyte w pierwszych miesiącach po przeprowadzce, wynikające z ogromnej różnicy pomiędzy sposobem ubierania się kobiet i mężczyzn w Polsce i we Włoszech. A może wynikały one raczej z konfrontacji moich wyobrażeń na temat kultowej włoskiej tradycji modowej oglądanej we włoskich filmach i na pokazach znanych projektantów z obecną rzeczywistością? Zanim wiec odpowiedziałam na to pytanie, przeanalizowałam szybko, jak najprościej odpowiedzieć Polce, której pojęcie o Italii budowane jest na mitach.

Mit nr 1 – piękni Włosi

Mój mąż, który rozpoczął pracę w biurze międzynarodowej firmy, nigdy chyba jeszcze nie cieszył się większym zainteresowaniem kobiet tak, jak w pierwszych dniach swojej nowej pracy. Dowiedział się wtedy, że włoscy mężczyźni są niscy, a jeśli zadbani, to tylko powierzchownie. Natomiast my, Europejczycy z północy, jesteśmy rośli, dobrze zbudowani, mamy delikatne jasne karnacje, błękitne oczy (to akurat zgadza się w przypadku mojego męża) i pszeniczne włosy. Takich mężczyzn i kobiet tam nie ma, przez co spotykane z rzadka „rodzynki” zyskują status pięknych, bo przez rzadkość unikatowych . Ciekawe, że my myślimy o naszych nacjach zupełnie odwrotnie i jest to oparte o tę samą zasadę niedostępności. Tak więc, kompleksom koniec! Polacy też mogą być dla innych narodów ideałami piękna. Wystarczy zmienić perspektywę.

Włosi i Włoszki, wśród których żyję, to społeczeństwo zróżnicowane pod względem wyglądu, prezentowanego wizerunku, stylu, zamożności, sposobu bycia i życia, podobnie jak we wszystkich innych krajach, w których mieszkałam. Pisząc o włoskim stylu mam kłopot związany z dokonaniem generalizacji. Na ulicach czasami nie mogę oprzeć się pokusie odwracania głowy za prześlicznymi dziećmi o śniadych karnacjach i kruczoczarnych lokach lub za smukłymi kobietami, grubo po czterdziestce, prezentującymi z ogromnym wdziękiem zgrabne sylwetki i długie rozpuszczone błyszczące włosy. Widuje się też młode kobiety, które nie miałyby szans u nas na zrobienie furory wśród płci przeciwnej, bo są bardzo niewysokie i mają okrągłe sylwetki, których cechą jest nie tyle nadwaga, ile specyficzna, nieharmonijna budowa: krótkie nogi i przytłaczająco duży korpus. Włosi zdradzili mi, że oni jednak lubią u kobiet „qualcosa da toccare”, czyli potwierdzają, że „kochanego ciałka nigdy za wiele”.

Włoscy mężczyźni w ogromnej większości są łysi, co według moich standardów urody nie plasuje ich wysoko w rankingu najpiękniejszych ludzi świata. Przeciętny Rzymianin albo jest niski, albo bez włosów, albo z brzuszkiem. Mamma mia, więc gdzie to piękno???

Mit 2 – kult młodości

Na billboardach w mieście piękna ragazza, czyli dziewczyna o tradycyjnie włoskim wyglądzie: długie czarne włosy, smukłe acz zaokrąglone ciało, piękny uśmiech, najchętniej skąpo ubrana. Taki wizerunek do niedawna sprzedawał wszystko. Rozmarzeni mężczyźni w każdym wieku są w stanie dać się pokroić za chwilę spędzoną z taką prawdziwą włoską kobietą. Tylko gdzie jej szukać? Dane demograficzne wskazują, że Italia mająca drugie po Szwecji miejsce pod względem długości życia, przy jednoczesnym ujemnym przyroście naturalnym, ma lawinowo rosnący udział starszych osób w społeczeństwie. W związku z tym produkty, usługi, czy też ich reklamy dopasowywane są do zmieniającego się grona odbiorców o coraz wyższej średniej wieku. Ta tendencja zachodniego świata jest widoczna na każdym kroku, chociażby w produkcji made by Hollywood. Nie zapomnę chociażby „Robin Hooda” z 2010r., którego gra Russel Crowe, lat 46 i jego ukochanej, której rolę odtwarzała Cate Blanchett lat 41. Na ulicach, w kinach, teatrach, w miejscach publicznych widuje się więc takie właśnie zadbane Cate Blanchett, które w dodatku zmieniły styl i zachowanie na takie, które dawniej zarezerwowane było dla bardzo młodych kobiet. Nikt się nie dziwi, że ponad czterdziestoletnie Włoszki rodzą dzieci, a potem biegają z nimi w sportowych strojach w parku.  

W sobotnie poranki rodziny z dziećmi wychodzą gromadnie na place zabaw, wypuszczając pełne energii szkraby na słońce i znajdując przy tym okazję do spotykania ludzi z sąsiedztwa oraz innych znajomych rodziców. Przychodzą całe pokolenia: dziadkowie i babcie, maluchy i młodzież. Te spotkania w parkach to źródło moich największych zachwytów nad stylem mieszkańców Rzymu.

Tu nie ma mowy o przypadkowości chwyconych przed wyjściem w pośpiechu dresów. Kompozycje garderobiane to prawdziwe mistrzostwo doboru wzorów i kolorów. Obowiązuje luz, więc i dziadkowie, i ich trzydziestokilkuletni synowie, i najmłodsi przywdziewają stylowe spodenki do gry w piłkę, a koszulki zazwyczaj odzwierciedlają ich preferencje kibicowskie.

Mój zachwyt dotyczy głównie strojów kobiet, które – szykując się na spotkania z sąsiadkami – starannie stylizują się przed wyjściem z domu. Spodnie dresowe owszem są, ale np. z modnie obniżonym krokiem, a dla kobiet o obfitszych kształtach, z delikatniejszej luźno okalającej sylwetkę tkaniny. Dzianiny nosi się tu zdecydowanie częściej niż w Polsce. Włoszki umieją tak dobierać swetry, przeróżne wielkowymiarowe poncha, długie zawiązywane lub podpinane broszkami w rozmaity fikuśny sposób blezery, że te modowe wynalazki tuszują niedoskonałości sylwetki nie zakrywając jej w całości, ale nadając jej ciekawej, kobiecej geometrii. Włoszki umieją akcentować te części ciała, które mają najatrakcyjniejsze. I robią to w każdym wieku.  Nie ma tu strachu przed ośmieszeniem kiedy „pięćdziesiątka” wkłada legginsy i krótką bluzeczkę. Jeśli tylko ma przecudownie zgrabne nogi, czemu ich nie wyeksponować? Jak to możliwe, że nie pamiętam z Polski takich widoków?

Mit 3 – włoski gust modowy

Moja szafa podzielona jest na dwie części. Jedna z nich zawiera rzeczy przeznaczone do chodzenia we Włoszech, a druga w Polsce. Te części to odrębne zbiory niemające właściwie części wspólnej.

W Warszawie byłam przyzwyczajona do prostej klasycznej elegancji. Mała czarna lub princeska w stonowanych kolorach, do tego dobry but na obcasie i ożywiające dodatki. W Rzymie obcasy obowiązują tylko na wielkie gale, zaś w pracy stawia się na wygodę i styl swobodny.  Są oczywiście wyjątki, np. wśród firm obsługujących ważnych klientów i duże transakcje, gdzie konsultanci i prawnicy pokazują się w Guccim i Pradzie. Zwykłe Rzymianki natomiast, jak się okazuje, nie mają łatwego dostępu do eleganckich, a nie luksusowych rozwiązań. Sytuacja ekonomiczna, która bardzo silnie dotyka w Italii ludzi młodych i w średnim wieku, odbiera klientów drogim włoskim markom z długoletnią tradycją.

Na ulicy panuje zatem modowy luz. Jest z wdziękiem i wyobraźnią. Są fantazyjnie poupinane lejące się przewiewne bawełny i wygodne, bo przewidziane na upały, buty na płaskim lub niewysokim obcasie. Dużo chodzi się w spodniach, w każdym wieku. Jest za to mało koloru, zwłaszcza w porównaniu z Polską. Tradycyjne zestawienia barw, to wszelkie odcienie bieli, beżu, śmietanki z brązem i czekoladą. Obowiązuje szaleństwo na punkcie groszków latem, a zimą przytłaczająca niestety czerń we wszystkich odmianach. Trochę szkoda, bo zarówno mężczyźni, jak i kobiety uwielbiają i znają się na kolorach i ich subtelnych tonacjach. Pamiętam, kiedy rozpoczynając zajęcia z przedsiębiorczości, wpuszczałam kursantów do sali i tu mężczyźni (!) przystawali na chwilę komplementując moją sukienkę i zastanawiali się głośno, czy jej odcień to morela, czy może raczej brzoskwinia. Dyskusja na ten temat stała się ku mojemu zaskoczeniu mocno ożywiona i wręcz emocjonalna, co najmniej, jakbyśmy rozmawiali o piłce nożnej.

Młodzi Rzymianie, jak wszyscy młodzi ludzie, poszukują własnego stylu. Próbują wyrwać się z objęć tradycji i choć może nie jest to szalony Londyn, prezentują ciekawe, a niekiedy wręcz niesamowite stylizacje. Niestety czasem zupełnie nie znając własnego ciała (które w tym wieku mocno się zmienia) zaliczają kompletne modowe wpadki.  Stylizacje młodych ludzi rzadko można nazwać eleganckimi, a dobrą okazją, żeby to zaobserwować były niedawne pokazy najważniejszej imprezy w stolicy, Alta Moda Roma. Przyszli na nie miłośnicy mody, głównie młodzi, którzy za punkt honoru wzięli sobie zasadę: wyróżniać się z tłumu! Widziałam niezwykłe kreacje w pełnej gamie kolorów i odcieni adresujące najważniejsze trendy obecnych sezonów. Niestety korpulentne dziewczyny niezdające sobie sprawy, że wyróżniać się należy pozytywnie, zakładały zbyt obcisłe lub za krótkie spódnice, odsłaniały blade o tej porze roku dekolty, występowały w butach do kostki niemożliwie skracających optycznie i tak już krótkie nogi. Pomyślałam wtedy, że elegancji i siebie w tym wydaniu, które nas ubiera, a nie przebiera, uczymy się dopiero z upływem lat.

Byłam kiedyś uczestnikiem uroczystości bierzmowania w kościele rzymskim i było to – poza wszystkimi innymi doznaniami – niesamowite przeżycie estetyczne. Miałam wrażenie, że znalazłam się na planie „Ojca Chrzestnego” wśród włoskich rodzin, które zjechały z całego kraju, żeby celebrować z młodymi to wydarzenie. Mężczyźni w ciemnych, świetnie skrojonych garniturach o włosach lekko przyprószonych siwizną, niekiedy długich i związanych w kitkę. Do tego śnieżnobiałe kołnierzyki koszul i przepięknie zawiązane krawaty. Kobiety w bajecznych kreacjach dopasowanych do kościelnej uroczystości. Były kolory, były wysokie obcasy i biżuteria, a w powietrzu niezwykła mieszanka słodkich zapachów perfum. Nie było cekinów, ćwieków i dekoltów, ani obcisłych lub zbyt krótkich spódnic. Nie było obciachu, ale było wzruszenie, bo całość: okazja, sceneria, goście i emocje, grały ze sobą wyjątkowo synchronicznie. Moja mama, której to opowiedziałam, skomentowała z nostalgią: „ W Polsce też była kiedyś taka tradycja…”.

Mit 4 – dolce far niente

Kobiety dojrzałe mają we włoskiej rodzinie ważną pozycję. Strażniczki domowego ogniska, krótko trzymające swoich dorosłych (i nawet żonatych już) synów. To, że nie są spychane w społeczny niebyt na emeryturze, a dożywotnio pełnią odpowiedzialność za scalanie rodziny i pomaganie dzieciom w wychowywaniu wnuków jest rzeczą dla Włochów oczywistą. Kobiety dojrzałe to pełne energii i stale zajęte osoby, które chcą się dobrze czuć i świetnie wyglądać. To nie prawda, że siedzą na ławce przed domem w czarnych sukienkach i gawędzą z sąsiadami. Tak jest wyłącznie na prowincji. W mieście rozliczne obowiązki rodzinne, ale też życie towarzyskie, które stanowi jedną z najważniejszych cech i wymogów włoskiego życia, czynią z kobiet dojrzałych protagonistki życia społecznego. A żeby móc temu sprostać, trzeba być w dobrej formie psychicznej i fizycznej, a więc dbać o nią!

Od wiosny do jesieni temperatury w mieście przekraczają wartości umożliwiające swobodne funkcjonowanie. Jest tak gorąco, że wykorzystuje się każdą okazję, aby znaleźć się w basenie lub nad morzem. Trzeba więc, proszę państwa, publicznie pokazywać się w stroju kąpielowym, i to w każdym wieku! Może to stąd także bierze się imperatyw stałego dbania o dobrą sylwetkę? A może to tradycja starożytnego Rzymu uczęszczania na „palestrę”, czyli gimnastykę powoduje, że rzymskie siłownie od rana do nocy wypełnione są ludźmi po brzegi. Rano przychodzą emeryci, po obiedzie wychodzący ze szkół uczniowie, wieczorem pracujący mężczyźni, a późnym wieczorem pracujące kobiety (które muszą się najpierw uporać ze wszystkimi domowymi zadaniami…). Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy mają sylwetki przypominające antyczne rzeźby. Jednak nigdzie indziej na świecie nie spotkałam tak wielu pięknych kobiet w dojrzałym wieku.

Kiedy więc moja kuzynka zastygła w oczekiwaniu na odpowiedź na pytanie o to, co jest modne, odparłam po namyśle, że w Rzymie nosi się teraz piękną sylwetkę i dba się o nią przez bycie aktywnym przez całe życie.  Dodałabym także, że włoska kobieta z klasą to kobieta pewna swojej wartości, kobiecości i nie boi się tego eksponować przed światem.

 

Zofia Żelichowska- Walczak

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image