website-logo
grafika 1 GŁÓWNE

Przewidywalne zwycięstwo i zaskakujące debiuty

Filmy z 43-ego Festiwalu Filmów Fabularnych  w Gdyni, które koniecznie musisz obejrzeć!

Emocje związane z 5-dniową ucztą dla pożeraczy kina powoli opadają, a więc nadszedł czas podsumowań. Gdynia przyjęła słoneczną pogodą najważniejszych polskich twórców filmowych, z których część mogła wrócić do pofestiwalowego życia z prestiżowym wyróżnieniem. Najważniejszą nagrodą Festiwalu Filmowego w Gdyni jest Złoty Lew, którego otrzymuje jeden spośród 16-stu filmów zakwalifikowanych w konkursie głównym. W tym roku bez większego zaskoczenia nagrodę otrzymała „Zimna Wojna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Historia o przeciwnościach losu, burzliwym rozstaniu, trudnej i pięknej miłości, ale i pustce, osadzona w ramach lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Przepiękne, klimatyczne, czarno-białe zdjęcia w wykonaniu Łukasza Żala nadają filmu uduchowionego i estetycznego charakteru. Film otrzymał statuetki również za dźwięk i montaż, które zdecydowanie mu się należały.

Srebrny Lew trafił do Filipa Bajona za film „Kamerdyner”.   Liryczno-dramatyczna opowieść o wymagającym uczuciu i trudnej relacji, czasie wojny, trudnych wyborach, kwestii przynależności i tożsamości – w tym wypadku do społeczności kaszubskiej. W rolach głównych aktorzy młodego pokolenia tacy jak Sebastian Fabijański czy Marianna Zydek, jednak to jednak Janusz Gajos oraz Adam Woronowicz (nagroda za najlepszą pierwszoplanową rolę męską) skupiają na sobie uwagę. Gajos w roli kaszuba Bazyliego Miotke skrada każdą scenę, w której występuje. Ciekawą kreację aktorską zaprezentował też Łukasz Simlat. Wcielił się w rolę zamkniętego nauczyciela muzyki przeistaczającego się w okrutnego i oschłego SS-mana, który zapomina o wyznawanych wcześniej wartościach.

Decyzja jury o przyznaniu nagrody za reżyserię Adrianowi Pankowi – który w tej kategorii mierzył się z tak uznanymi nazwiskami jak Smarzowski czy Koterski –  spotkała się z bardzo entuzjastyczną reakcją publiczności. Jego film „Wilkołak”  to produkcja w stylu horroru, czyli gatunku, który w Polsce realizuje się niezwykle rzadko. Czy było strasznie? To musicie ocenić sami, wybierając się do kina. Warto jednak zaznaczyć, nie zdradzając fabularnych smaczków, że głównymi bohaterami jest grupa dzieci, która zostaje wyzwolona z obozu koncentracyjnego i od tej pory musi polegać tylko na samych sobie.

43-cia edycja Festiwalu była czasem debiutów i wielkich powrotów. Na pewno uwagę widzów powinien przykuć „Eter” w reżyserii Krzysztofa Zanussiego. Twórca decyduje się przedstawić w nim kostiumową historię doktora z wielkimi ambicjami i potężna bronią, którą stara się opatentować – tytułowy tajemniczy eter. Kolejny interesujący powrót to Marek Koterski i jego „7 uczuć”. Reżyser po raz kolejny przywołuje kultową już postać Adasia Miauczyńskiego (w tej roli syn reżysera – Michał Koterski) i przedstawia jego perypetie w szkole podstawowej. Klasa Adasia to aktorska śmietanka, ponieważ zobaczymy tam m.in; Marcina Dorocińskiego, Gabriele Muskałę, Andrzeja Mastalerza czy Katarzynę Figurę. Jeśli więc macie ochotę na styl Koterskiego, który zaskakuje i bawi przez łzy oraz chcecie zobaczyć niemal dwumetrowego Karolaka skaczącego na skakance, polecam wybrać się do kina właśnie na to.

Interesującym debiutem tegorocznego festiwalu był „Juliusz”  w reżyserii Aleksandra Pietrzaka. Stylowa komedia w stylu stand-upu o nauczycielu plastyki, mieszanka dobrze napisanych dialogów, żartów z puentą i świetnych aktorów. Niezwykle interesującą pozycją, do której zachęcam wszystkich z naciskiem na bardziej wymagającego widza, jest film w reżyserii Jagody Szelc „Monumen”. Jest to filmowy dyplom studentów wydziału aktorskiego łódzkiej filmówki, który swoim klimatem, niepokojącym stylem, brakiem jakichkolwiek barier narracyjnych sprawia, że po wyjściu z tego filmu widz spogląda na świat w bardziej metafizyczny i podejrzliwy sposób. Zanim jednak wybierzecie się na „Monument” zachęcam do zapoznania się z  „Wieżą. Jasnym dniem” z poprzedniego roku, którym to Jagoda Szelc nakreśliła swój bardzo konkretny, autorski styl.

No i nadeszła chwila na koniec na największą kontrowersję tegorocznego festiwalu – nowy film Wojciecha Smarzowskiego „Kler”. Na czele z nazwiskami takimi jak Braciak, Jakubik oraz Gajos widz otrzymuje ważny społecznie głos o tym, co z człowiekiem robi władza, pieniądze i pożądanie. To nie jest film, który rozważa kwestię istnienia Boga lub który obraża ludzi wierzących. Jest to film o ludziach i społeczeństwie, które pozwoliło, by księża zyskali status „boskości”. Niezależnie od poglądów bardzo polecam wybrać się, zobaczyć i wtedy dopiero samemu ocenić. Film otrzymał tegoroczną nagrodę publiczności. Ten werdykt również nie był zaskoczeniem, biorąc pod uwagę tłumy jakie przybywały do kina podczas całego trwania festiwalu. Zainteresowanie było tak duże, że organizatorzy zmuszeni byli zorganizować dodatkowe pokazy.

Koniec festiwalu zbiegł się z końcem lata. Wierni fani polskiego kina zobaczyli najważniejsze, niezwykle ciekawe i kontrowersyjne pod wieloma względami premiery najbliższych miesięcy. Kilka dni po zakończeniu festiwalu dowiedzieliśmy się o tym, że ?Zimna Wojna? stała się polskim kandydatem do najbardziej prestiżowej i rozpoznawalnej nagrody filmowej na świecie, do lutowych Oscarów. Znów – nie jest to wielkie zaskoczenie, na pewno jednak radość i ogromna nadzieja. Mocno trzymamy kciuki, by po raz kolejny Paweł Pawlikowski mógł wygłosić przemówienie w Dolby Theatre w Hollywood. Kibicuję zarówno ?Zimnej Wojnie?, jak i kolejnemu sukcesowi przyszłorocznego festiwalu. Gdynio, widzimy się za rok! Ahoj!

Im mniej tym lepiej, wtedy jest na pewno dobrze. Pierwsza wizażystka w Polsce opowiada o swoich zasadach makijażu oraz o kobietach z klasą

Kiedy w Niemczech po ukończeniu prestiżowych studiów otrzymała dyplom wizażystki ? nikt w Polsce nie słyszał o takim zawodzie. Od samego początku stawiała na profesjonalizm. Nieustannie zdobywała wiedzę na uczelniach we Włoszech, Hiszpanii czy Stanach Zjednoczonych. Dziś sama uczy kolejne pokolenia w Europejskiej Akademii Estetyki Artystycznej i produkuje własną linię kosmetyków.

Jolanta Wagner ? przepiękna Kobieta z klasą, mądra, silna, zdecydowana, ale jednocześnie niezwykle empatyczna i otwarta – opowiedziała mi o początkach swojej kariery, złotych zasadach wizażu oraz zdradziła, kto jest dla niej prawdziwą kobietą z klasą…

Kamila Mruszczyk: Niedługo obchodzi Pani 30-lecie pracy artystycznej.  Skąd inspiracja, by zostać wizażystką i wprowadzić ten nieznany zawód naszego kraju?

Jolanta Wagner: Poznawałam ten zawód w bardzo dziwnych czasach. Wokół mnie kończyły się dyktatury, upadł mur berliński, zmieniono ustroje, a ja rozpoczynałam nowy etap w moim życiu. W tym czasie przebywałam w Niemczech z moim mężem. Nigdy nie marzyłam, by zostać wizażystką. To była kwesta przypadku. Znajomi powiedzieli mi, że powstała szkoła wizażu i warto, bym spróbowała, więc spróbowałam i ukończyłam tę szkołę. Z zawodu jestem również germanistką. Poświęciłam się całkowicie nauce. Kiedy przyjeżdżałam do Polski, z telewizji dowiadywałam się, co się dzieje na świecie, a potem znów wracałam do swojego świata wizażu. Wiele zainwestowałam w swoją edukację i narzędzia do pracy. Pamiętam, że kupiłam profesjonalny kufer wizażysty, który kosztował tyle, co mały fiat. A po latach rozpowszechniałam zawód wizażysty do Polski.

KM: Założyła Pani Europejską Akademię Estetyki Artystycznej i prowadzi warsztaty dla przyszłych wizażystów. Jakie predyspozycje musi posiadać dobry wizażysta? Zdradzi Pani receptę na sukces w tym zawodzie?

JW: Ciężka praca. Nie ma takiej recepty, są też osoby, które się do tego nie urodziły, to  trzeba czuć. Ja przez pierwsze 10 lat bardzo ciężko pracowałam i bardzo musiałam zdobywać rynek, bo nikt nie znał tego zawodu. Teraz jest z kolei nadpodaż. Jeśli osoba, przed rozpoczęciem nauki mówi, że chce zostać gwiazdą, to wiem, że nie jest na dobrej drodze. Ci najlepsi są skupieni, skromni i mają świadomość tego, jak wiele jeszcze muszą się nauczyć. Nie oznacza to, że nie powinni doceniać swoich umiejętności, lecz ważne, by nie mylić poczucia własnej wartości z samouwielbieniem. Lubię dowiadywać się, że moi uczniowie osiągają sukcesy, że nie stracili głowy i w dalszym ciągu podążają drogą, którą im wskazałam.

KM: Jak na kanwie trzech dekad zmieniły się techniki makijażu oraz kosmetyki? Mam wrażenie, że to zupełne antypody?

JW: Nie było żadnych kosmetyków, nie było czym wykonywać makijażu. W tej chwili to jest komfort – ja sobie sama produkuje kosmetyki, które są najbardziej profesjonalne, potrzebne i najlepsze. Robię takie kosmetyki, jaki chcę uzyskać efekt na twarzy. Nie dodaję do nich żadnych dodatków, bo nie ma takiej potrzeby.

Samo wykonanie makijażu nie jest wielką filozofią, jeżeli się już to zna. Gdy wiemy, co trzeba wykonać na twarzy, że musi być dobry podkład, znamy budowę oczu, wiemy, który makijaż do nich pasuje, to już jest później proste. Tego uczy się wizażysta: jak są oczy zbudowane i osadzone względem siebie, a także głębokość i  wielkość oczu. Sama budowa oka już wskazuje na to, czy użyjemy cieni ciemnych czy jasnych, czy możemy powiększyć czy zmniejszyć oko. Jeżeli ktoś nie ma wiedzy, a bierze się za robienie makijażu, czy zamierza zostać wizażystą, to to jest niewyobrażalne. Błądzi i dla niego to jest trudne. Należy podchodzić do tego zawodu z pokorą i przyswoić technikę, na improwizację czy przesadzanie z makijażem, tylko dlatego, by osiągnąć efekt „wow” nie ma miejsca.

Makijaż dopasowuje się do budowy twarzy ? to złota zasada dobrego wizażysty.

Pierwszy krok w makijażu to nałożenie podkładu.

Wizażysta da sobie radę z każdym podkładem, kobieta, która nie ukończyła kursu nie. Ja od momentu, kiedy spotkałam się z kamuflażem 30 lat temu, nigdy już nie używałam podkładów. Dlatego, że kamuflaż to jest sam pigment i to ja sobie dozuję, czy chcę mało czy dużo, a jest taka zasada w kamuflażu, że im mniej, tym lepiej, tak jak w całym makijażu.

Im mniej tym lepiej, wtedy jest na pewno dobrze„.

Przy pierwszych próbach stosowania kamuflażu powinien przeszkolić profesjonalista, by doradził nam jaki kolor kamuflażu jest dla nas idealny oraz w jaki sposób go stosować np. nakładamy kamuflaż na wilgotną gąbkę (w jak najmniejszej ilości), wówczas niezwykle prosto i szybko wygładzimy całą twarz. Ona będzie idealnie równa, a to jest także efekt liftingujący. Nie widzę na świecie lepszego podkładu niż kamuflaż. Kamuflaże są bardzo tanie, bo kosztują niecałe 50 zł, a to wystarcza na rok czasu, codziennego wykonywania makijażu.

Oczy

Kobieta bez pomocy specjalisty nie jest w stanie sklasyfikować własnych oczu.

Warto poprosić wizażystę o pomoc, gdyż przekaże nam pewne zasady, które się wykonuje. Są osoby, które nie mogą mieć cieni ciemnych, a są takie, które nie mogą jasnych. Błyszczące cienie powiększają, bo połysk powiększa, a mat pomniejsza – pogłębia ciemny kolor. Wykonanie niektórych makijaży może być bardzo trudne, szczególnie przy opadających powiekach, ale różne są przypadki, małe, duże oko, głębiej osadzone, wypukłości. Wykonanie pewnych modyfikacji oka, by dążyć do ideału to już jest prawdziwa sztuka.

Brwi

Brwi są bardzo trudne, jeżeli nie mają odpowiedniego kształtu i są w różnych kierunkach. Wówczas taka osoba, już sobie sama nie da rady i wizażysta ma problemy. Brwi są najbardziej oprócz ust wrażliwym elementem. Chodzi o to, że kobiety nie akceptują żadnej zmiany. Tak przyzwyczają się do swoich brwi, że czasami widzę, że wizażystka pięknie wyrysowała brwi i kobieta w nich wygląda tak ślicznie, a ona mówi: „Nie! to strasznie wygląda, to jest za szerokie, to jest za ciemne”. Brwi są niezwykle wrażliwym akcentem na twarzy. Prawie żadna kobieta nie akceptuje poprawek. Zazwyczaj, gdy zabieramy się za malowanie brwi lub krzywych, małych ust to wiemy, że będzie ciężko.

Jest taka zasada: szerokie brwi, ciemne brwi muszą pasować kolorystyką i nasyceniem do włosów, natomiast szerokie brwi są oznaką młodości i zdrowia. Najbardziej promowane brwi na świecie należały do Audrey Hepburn ? bardzo szerokie, proste, ciemne brwi. To są po prostu brwi młodzieńcze. Stąd dużo błędów, bo kobiety w późniejszym wieku też chcą, by im takie robić, a źle wyglądają.

KM: Ale też nie każdemu pasuje taki kształt.

Tak, brwi dopasowujemy do kształtu czaszki, a kolorystykę do włosów. To jest bardzo trudne. Dlatego ja napiszę całą książkę o brwiach. W mojej książce opiszę, że każdy kształt twarzy narzuca inny kształt, grubość, szerokość brwi.

Teraz jest moda na ciemne i szerokie, ale ja się modą nie kieruję nigdy. Dla mnie jest najistotniejszy kształt twarzy i kolorów włosów i czy to tej kobiety to będzie pasowało, natomiast moda jest taka. Czytelniczki muszą wiedzieć, czy chcą wyglądać ładnie czy modnie. Z brwiami trzeba ostrożnie, bo teraz jest taka moda, że bardzo podkreślamy brwi i one są prawie najistotniejsze. Do tej pory były usta ? ciemna czerwień, wino, jeżyna. Obecnie ta szala się przeważyła na brwi. Ten pogląd powstał 10 lat temu w Stanach i to już się rozszerzyło na cały świat.

KM:To prawda, że gdy patrzymy na twarz to kierujemy automatycznie wzrok na brwi, a później usta?

JW: Nie, najpierw na usta. Jak będą przemalowane to najpierw brwi, ale po co? Usta są erotycznym punktem, jeżeli są piękne zawsze najpierw na nie patrzymy. Później idzie wzrok na oczy, czyli to się rozlewa. Dlatego na okładce, gdy malujemy modelkę to musimy jej zrobić dobre usta, dobre usta równa się dobra okładka (mówimy o portrecie). Piękne usta i piękne oczy, a brwi nie mogą dominować (brwi są przyporządkowane do oczu). Jeżeli oczy są dobrze zrobione plus łuk brwiowy jest piękny, to jest coś fantastycznego, czyli równowaga na twarzy. Trzeba promować, że moda naprawdę nas niszczy. Musimy bardzo rozsądnie podchodzić do mody. Ja moim studentkom w ogóle nie pozwalam wprowadzać mody. Uczę tak, by wykonać makijaż odpowiedni do budowy twarzy i typu urody, nosek, usta, brwi i kolorystyka. Jeżeli wprowadzimy tu harmonię to jest bardzo ładnie. A od makijażu wprowadza się garderobę i jest prosto, ładnie.Wszędzie dążymy do harmonii.

Modelowanie i róż

Jeżeli chodzi o makijaż dzienny to nigdy się nie modeluje twarzy, stosujemy tylko róż. Róż dopasowujemy do kształtu czaszki. Teraz jest moda na robienie rumieńca lub jabłuszek – takiego zdrowego rumieńca, muśnięcie, które odświeża i dodaje młodzieńczości.

Generalnie róż stawia nas na nogi. Modelowanie twarzy stosujemy tylko na scenę, do fotografii, nawet jeżeli chcemy uzyskać naturalny wizerunek w filmie, to już nie polecam, bo wtedy wychodzą ciemniejsze plamy na twarzy.

Gdy wydałam podręcznik, nikt nie wiedział, co to jest modelowanie twarzy. Jak zaczęłam tego uczyć, to wszystkie kobiety w Polsce chciały modelować sobie twarz. Przychodziły do mnie i prosiły, żeby nauczyła je, a ja pytałam: „Ale po co to Pani?„, przecież tylko modelujemy do sesji zdjęciowych.

Nakładanie różu nie jest też prostą sprawą. Często widzę, jak podczas malowania modelki robią tzw. „dziubek”, wciągają powietrze, a to nie jest dobry sposób. To musi być przede wszystkim dopasowane do kształtu twarzy.

Usta

Fundamentem makijażu są usta. Oprócz brwi, które tak są teraz w modzie, usta będą zawsze najważniejsze i mają bardzo intensywny kolor. Już od trzech, czterech lat dominują pomadki bardzo intensywne czerwienie, karminy, wiśnie, śliwki, jeżyna, do prawie czarnawych. Te ostatnie są dla młodych kobiet. Wszelkie odcienie czerwieni są najpiękniejsze dla kobiet. U nas była bardzo długa moda przez 15 lat, którą kobiety wchłonęły, mianowicie usta cieliste i bardzo jaśniutkie, co było bardzo niekorzystne dla nich. Jak widzę kobietę, która ma ładne usta, ładnie obrysowane, z pięknym kolorem czerwieni, to ten uśmiech jest piękny, zęby olśniewające. Czerwień jest zimna, więc im zimniejsza, tym piękniej zęby wyglądają. Jak maluję kobietę i widzę, że oczy są już dobre i na twarzy wszystko jest, a jak nie ma ust – nie ma kobiety. Dodaję usta i jest cudnie! Najbardziej podobają mi się kobiety u których widzę „niewymuszoną elegancje”. Ma pomalowane usta, swoją ulubioną pomadką, bo to jest tak, że jak już raz znajdziemy ten nasz kolor, to nie możemy już bez niego żyć. Kolejną sprawą jest gładka cera. Usta nie mają szansy wyglądać dobrze, gdy cera nie jest odpowiednio zadbana. Zasada „Im intensywniejsza pomadka, tym lepszy podkład„. Wtedy to jest zjawisko!

Kolejny mit to ten, który mówi, że „jasna pomadka powiększa usta, a ciemniejsza zmniejsza” nieprawda!

KM: Jaz kolei słyszałam, że jeżeli mocno malujemy oczy, to usta już delikatnie, najlepiej transparentnie.

JW: To jest bardzo błędna zasada. Oczy robi się na przykład na twarzy kwadratowej ? to jest twarz zrównoważona. Równowaga oznacza, że na na górnej części twarzy jest tyle samo światła, co na dolnej. A zapytam, zna Pani na pewno aktorkę Sophię Loren?

KM: Oczywiście, że znam!

JW: Właśnie, ona ma zawsze zrobione i to i to. Sophia Loren zawsze ma podkreślone oczy i usta, bo ma twarz kwadratową. Musi mieć taką samą intensywność na oczach i ustach. Tak samo jest z prostokątem. Wszystko dobieramy do kształtu twarzy i kolorystyki i przy tym musi współgrać harmonia, byśmy wyglądały pięknie, ale nie przemalowane.

KM: Mamy już jesień, jakie są główne trendy i zasady makijażu na tę porę roku?

To jest też schematyczne i bardzo proste. Zawsze idziemy w ciemniejsze kolory, bo wszyscy chowamy od razu jasne rzeczy i ciemniejmy, także jeśli chodzi o makijaż. Powstaje większy kontrast: jaśnieje skóra i wówczas wprowadzamy barwy ciemniejsze. Pasujący makijaż do naszych oczu, ale już ciemniejszy i usta ciemniejsze. Jeśli chodzi o trendy, zawsze dopasowuję makijaż indywidualnie bez względu jaka panuje moda. Obecnie są na czasie ciemne i szerokie brwi, do tego są dosyć podkreślone oczy i intensywne usta. Każda kobieta na co postawi to już jest jej indywidualny wybór, natomiast wizażysta powinien kierować się kształtem czaszki. Do budowy oka, do kształtu czaszki dobiera kształt brwi i usta. Ustom dedykujemy wszelkie czerwienie. Trochę brązu wchodzi w makijażu oka i na usta również, ale zimą generalnie dobrze wyglądamy w takich odcieniach czerwieni. Jednej kobiecie będzie pasowała ceglasta pomadka, innej wiśnia itd. takie nasycone kolory. Zimą jeszcze mocniej, czyli jak jest śnieg, czujemy się blado, jasna skóra podkreśli nam usta i troszeczkę różu. Wystarczy chociażby pomalować rzęsy i brwi ładnie i już jest piękna kobieta.

KM: Jak wykonać mistrzowski makijaż przekonamy się już 6-go października podczas 19 Mistrzostw Makijażu Kobiety Dojrzałej organizowanych przez Panią na „Targach kosmetycznych i fryzjerskich” w Amber Expo w Gdańsku. Uczestniczki wykonają makijaż koktajlowy. Jak go Pani zdefiniuje?

JW: Makijaż kobiety dojrzałej to sztuka sama w sobie. Kobieta dojrzała ma już bardziej wiotką skórę,  opadającą powiekę, nierówne brwi, mięsień ust jest bardziej wiotki, usta już nie są takie ładne. Skóra jeszcze nie jest zła u kobiety dojrzałej. Bardzo istotne jest, by wizażystka umiała wymodelować opadająca powiekę, a to jest bardzo trudne, żeby umiała pomalować skórę tak, by nie podkreślić zmarszczek, żeby ta skóra wyglądała świeżo, czyli równomiernie rozłożyć podkład i rozświetlić miejsca postarzające. U kobiety dojrzałej nie dajemy połysku na oczach, bo on podkreśla zmarszczki, wygląda groteskowo. Tu chodzi o jakość wymodelowania opadającej powieki, co jest tak trudne, że już naprawdę więcej nie trzeba. Zrobienie także ładnie łuków brwiowych. Dla mnie oko musi być odmłodzone, czyli uniesione, kąciki zewnętrzne do góry i taki makijaż, który przykryje opadająca powiekę. Usta. Na spotkanie popołudniowe najlepiej podkreślić usta, ale żeby one nie błyszczały strasznie, bo kobiecie w wieku dojrzałym maluje się usta o pięknym kształcie, bo powstają asymetrie. Wykonanie perfekcyjnego makijażu kobiecie dojrzałej w wieku 45- 50 to ciężka, umiejętna praca, ale też wielka satysfakcja.

KM: Dlatego są te mistrzostwa. I odbywają się już po raz 19

JW: Tak to najstarsze Mistrzostwa w Polsce na rynku, bardzo prestiżowe. Po wygraniu tych mistrzostw wizażystka ma przed sobą karierę. Rozwój zawodowy nabiera tempa i sięga po kolejne szczyty.

KM: Oprócz Mistrzostw Makijażu Kobiety Dojrzałej odbywa się Polski Kongres Wizażystów „Ślub zgodny z trendami.” Prowadzi Pani warsztaty pt.:

„Wybór koncepcji makijażu odpowiedni do typu urody Panny Młodej. Wiązanka ślubna ? dopasowanie do budowy ciała i kolorystyki Panny Młodej.”

JW: To jest kongres dla wizażystów i tam uczymy, przypominamy, ukierunkowujemy wizażystki, jak mają obsługiwać klientki w makijażu ślubnym, bo jest bardzo dużo niedomówień, niedouczeń i chcemy pokazać taką klasyczną część, bo jednak ślub to jest wydarzenie klasyczne. Chcemy pokazać jak można zrobić prosto, skromnie i z ogromną klasą. Głównie o to mi chodzi, bo niektóre panny młode to mylą ślub z karnawałem. One się tak szykują, że po prostu przerysowują. Panna młoda ma wyglądać pięknie, ale ma to być ona.

KM: Kim jest dla Pani Kobieta z klasą?

JW: To jest bardzo złożone. Tego nie można sklasyfikować. Na pewno takich kobiet brakuje. W moim odczuciu nie jest to kobieta wystrojona, przestrojona i przemalowana. Głównie myślę, że klasa wynika z zachowania i stylu bycia. To jest klasa. Wspaniałe jest, jeżeli jeszcze wizerunek zewnętrzny jest ładny, czysty, estetyczny. Myślę, że kobieta z klasą nigdy nie jest zbyt modna. Dla mnie kobieta z klasą to generałowa Andersowa czy pani Penderecka.

KM: Dlaczego one?

JW: Robiły rzeczy wielkie, zostając w cieniu, ale z tego cienia powstawał wielki błysk.

Sposób wypowiedzi, ten ogromny szacunek do swojego partnera, który robił rzeczy wielkie czy robi nadal. To są bardzo wykształcone kobiety, mają ogromną osobowość. Pani Penderecka, przecież ona takie ogromne rzeczy organizuje, jak ona się zachowuje, jak ona jest zawsze dobrze ubrana, uczesana, jak ona spogląda. Generałowa to samo. Bardzo doceniam, gdy kobiety się pięknie wysławią.

To niezwykła cecha, która przykuwa uwagę i sprawia, że kobieta staje się wyjątkowa.

KM: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów.

JW: Dziękuję.

lady

Akademia tańca Reliese… Staramy się bardziej

Kochają taniec, tworzą mistrzów. Od ponad 25 lat szkolą pewnych siebie i świadomych tancerzy, którzy osiągają spektakularne sukcesy w życiu i na parkiecie. Mają na swoim koncie ponad 100 tytułów Mistrza Polski, ponad 30 tytułów Mistrza Świata, Mistrza Europy i Pucharów Świata IDO.

Wprowadzają nowe mistrzowskie dyscypliny, oferują profesjonalną edukację taneczną dla dzieci, młodzieży i dorosłych od 3 do 100 lat, ale także wyjątkowo dbają o kobiety. Stworzyli zajęcia, podczas których kobiety będą mogły angażować nie tylko ciało, ale także umysł. Przełamać granice i obudzić w sobie uśpione możliwości i pragnienia kobiety.

Dyplomowany instruktor, Prezes Zarządu Polskiej Federacji Tańca założyciel i właściciel Akademii, kierownik artystyczny formacji Reliese, ale przede wszystkim wielki pasjonat, oddany całym sercem tańcowi i swoim wychowankom ? Prezes Piotr Patłaszyński opowiedział  o tańcu, zajęciach w Akademii Reliese, dlaczego starają się bardziej, a niekwestionowany Król Disco Dance w Polsce, trener,choreograf Mistrzów Polski w kategorii wiekowej Dorosłych, członek Zarządu i sędzia I kategorii Polskiej Federacji Tańca, wykwalifikowany pedagog z ogromnym poczuciem humoru ? Dyrektor Generalny Leszek Cichocki oprowadził mnie po Akademii Reliese i wyjaśnił, dlaczego adres ul. Przasnyska 6B będzie najbardziej tętniącym miejscem na mapie Warszawy.

Kamila Mruszczyk: Panie Prezesie wielkie otwarcie Akademii tuż tuż. Co proponujecie przyszłym kursantom?

Piotr Pałtaszyński: Przychodzimy z grupami, które już mamy więc od początku będzie się działo. Będzie dwudziestu trenerów. Chcemy, by nie było  to zwykłe miejsce, tylko Akademia Tańca – miejsce, w którym ludzie będą chcieli spędzać czas. Jeżeli mama przyprowadzi dziecko, to nie musi jechać za zakupy do galerii, tylko może odpocząć, zrelaksować się, wypić kawę, poczytać. Chcemy stworzyć taką przestrzeń fit i relaksu. Będą obywały się spotkania z masażystami, dietetykami, porady. Spotkania, sesje tematyczne ze specjalistami – czas, by poświęcić się rozwojowi osobistemu, coś dla duszy i ciała.

KM: Oprócz nauki tańca, zapewniacie treningi mentalne…

PP: Jako nieliczni, a nawet powiedziałbym jedyni pracujemy z trenerami mentalnymi. Dzieci od małego uczą się i wiedzą, co to są wizualizacje, afirmacje, uczą się tego przed zawodami. Prowadzimy je bardzo ekologicznie, tak jak powiedziałem pracuje z nami kilkudziesięciu Mistrzów świata. Wyniki są dla nas rzeczą uboczną w stosunku do rozwoju osobowościowego.

Bardziej nam zależy, by tancerz, który przychodzi tutaj miał pełną wiedzę JAK to się robi.

Dyrektor Cichocki wprowadził taką dewizę: „My nie uczymy tańczyć, my uczymy JAK tańczyć”, to jest ogromna różnica.

KM: Jakie zajęcia oferujecie dla dzieci i dorosłych?

PP: Ruszamy z formacjami jazz dance, modern, show dance, a także disco dance na poziomie dzieci, juniorów i dorosłych zarówno już tańczących, jak i początkujących. Będziemy mieli taniec jazzowy, cheerleading, dla dzieci baby balet, baby disco, Firssteps. Dzieci będą mogły tańczyć w grupach, a także pracować nad choreografiami solo czy duetów, czyli szeroki wachlarz. Dla dorosłych oferujemy pierwszy taniec, taniec towarzyski, tańce latino, pole dance, bungee jump, zajęcia teatralno – taneczne, technika wyrazu scenicznego, ?żelazka?, a także strefa fit.

KM: To co wyróżnia Akademię Tańca Reliese, to po pierwsze kadra – trenerami są mistrzowie świata, a po drugie są to Wasi wychowankowie.

PP: Zajęcia taneczne będą prowadzić trenerzy, którzy pracują z nami od lat, przez kilka lat pracowaliśmy bardzo intensywnie nad tym, żeby to byli nasi wychowankowie. To jest też prowadzenie długości szkoły, czyli przychodzi do nas dziecko w wieku lat 4, jest potem w zespołach tanecznych od 7 do 18 lat ma zapewnioną edukację taneczno ? treningową i jeśli chce się z nami związać jako trener, to ma tu miejsce pracy. Poruszyliśmy tematy jak wyciszyć grupę przed startami, stosujemy fragmenty metody Silvy, staramy się by trenerzy jak i uczestnicy wiedzieli jak w tym kierunku pracować.

KM: Metody, które opracowaliście przekładają się na osiągnięcia Waszych podopiecznych, co jest najlepszym świadectwem, że odnosicie niesamowite sukcesy, ale przede wszystkim, że zajęcia są skuteczne, wartościowe i szalenie rozwijają osobowość, bo  tancerze odnajdują się w różnych miejscach na scenie i życiu.

PP: Mamy fajne osiągnięcia jeśli chodzi o edukację, bo solista Teatru Wielkiego, to jest nasz wychowanek, następnie chłopak, który z najwyższą średnią wyszedł ze szkoły baletowej w tym roku w Polsce to również nasz wychowanek. Cały czas robimy tak, że na zgrupowania przysyłają  do nas swoich  trenerów z całej Polski i Europy –  my nie mamy żadnego problemu, aby przyjmować konkurencję, dlatego czym więcej złapią coś fajnego, z fajnym systemem, tym będzie nam łatwiej współpracować na lata. Mnie będzie jako Prezesowi Federacji Tańca łatwej prowadzić kadrę narodową.

KM: Ciągle się rozwijacie, udało się Wam wprowadzić nawet nową dyscyplinę…

PP: Patrzymy bardzo szeroko, udało nam się po około 4, 5 latach pracy wprowadzić cheerleading, który jest kojarzony jako „dziewczyny z pomponami”, ale jeszcze mało kto  wie, że za 6 lat będzie to dyscyplina olimpijska! Założyliśmy oficjalny Polski Związek Sportowego Cheerleandingu – związek sportowy, który będzie miał też tutaj swoje treningi, a Mistrzostwa Polski odbywają się już na terenie kraju. Przyjeżdża kilkaset osób, a w październiku w Łodzi rozegrane zostaną Akademickie Mistrzostwa Świata, także robimy wszystko z przytupem.

KM: O działanie z przytupem zapytam też Dyrektora generalnego Leszka Cichockiego. Wiemy już dużo o programie i rozwoju dla dzieci, ale przecież taniec i ruch towarzyszy nam przez całe życie. ;) Jakie zajęcia przewidujecie dla kobiet?

Leszek Cichocki: Mamy zamiar prowadzić zajęcia TBC, płaski brzuch, jędrne pośladki, jump na linach, lady dance dla kobiet. Wprowadziłem takie hasło „My nie prowadzimy kursów tańca, my prowadzimy naukę tańca”, czyli w jak sposób nauczyć się JAK tańczyć, by umieć tańczyć. Do tego jest potrzebne trochę gry aktorskiej, trzeba podejścia psychologicznego od strony człowieka, aby ta osoba rozumiała o czym tańczy, to nie jest nauczenie muzyki, postawienia kroku od prawej do lewej. Podam przykład: Jeśli jest choreografia modern to możemy porównać z pisaniem wypracowania: piszę się: wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Zakończenie w tańcu ma za zadanie spowodować,  że widz wychodząc, bądź uczestnik widząc siebie w lustrze mówi: „Ja chcę jeszcze raz, ja chcę to jeszcze raz przeżyć”.

Kształtowanie osobowości, podejmowanie różnych decyzji… ileś lat temu zdaliśmy sobie sprawę jak ważne jest to, nawet jak wybieramy zdjęcia, jak układamy choreografię, by choreografia pasowała do człowieka, żeby pokazał swoje emocje, charakter.

Nawet dorosłe osoby, dla których są dedykowane min. zajęcia sensualne „Lady dance?. Panie przychodzą i nie zdają sobie sprawy, że w taki sposób, w wieku ponadgimnazjalnym mogą się poruszać, tak, a nie inaczej. W domu czasami nie wypada, dzieci, jest głośno…

KM: Kobiety dojrzałe odkrywają siebie na nowo…

LC: Kobiety często mają takie ograniczenia. Tutaj jest sala, fajny nastrój, lustra, jest trener wie jak to robić. Wie, bo przecież uczył się na sobie, to jest osoba dorosła, małolaty nie prowadzą tego typu zajęć, to są kobiety z doświadczeniem i nie ma tu nic niesmacznego, to jest bardzo ważne. A fajnie jest się zobaczyć w lustrze w trochę innej odsłonie, gdzie nie ma tego oporu.  Poprzez co, osoby dorosłe, które w nawiązywaniu kontaktów nie stoją do kogoś bokiem, nie spuszczają wzroku, nie drepczą, tylko stają, rozmawiają, przekazują swoje emocje, są pewni siebie.

KM: Kobiety będą mogły również zrelaksować się w specjalnej strefie.

LC: Mamy plan strefę relaksu, by rodzic mógł usiąść, miał możliwość wypicia dobrej kawy, porozmawiania z innymi osobami, zrelaksowania się, nie przy sali dudniącej tylko w części relaksu. Będą książki, kawa. Na sali będą zamontowane kamery, by rodzice  mogli podglądać jak tańczą dzieci. Robimy wszystko, by nasi podopieczni czuli się bezpiecznie i komfortowo. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie zarówno dzieci jak i dorośli.

KM: Dziękuję bardzo za rozmowę.

LC: Dziękuję i zapraszamy Czytelniczki Kobiety z klasą na otwarcie Akademii Reliese 15.09 września. Przez cały weekend będą trwały pokazy zajęć, więc będzie można zobaczyć, co oferujemy na żywo, także skonsultować z naszymi trenerami, by wybrać odpowiednie zajęcia dla siebie oraz dzieci i młodzieży.

W weekend oferujemy również zniżki!

KM: Zapraszamy serdecznie! Ja z pewnością będę!

AKADEMIA TAŃCA RELIESE ? STARAMY SIĘ BARDZIEJ

profilowe(2)

Mistrzowskie podniebienie…niebo w gębie

Znaki szczególne: szeroki uśmiech, przyjazne nastawienie do życia, wysportowana sylwetka, naturalny luz. Czy taki jest każdy kucharz, zastanawiam się czekając na gościa. Tam gdzie nadmorska bryza spotyka się z bryzą znad Zatoki na kempingu Chałupy 6 umawiam się Mateuszem Zielonką zwycięzcą 6. edycji MasterChefa. Zobaczyłam go z daleka, nie znamy się, ale jakoś naturalnie uśmiecham się, podnoszę rękę w geście powitania – przecież to dobry znajomy z telewizji. Spontanicznie mówię ?Cześć Mistrzu?, a w odpowiedzi dostaję promienny uśmiech, wesołe ?hej? pomieszane z odrobiną skrępowania. Uczy się żyć z ogromną popularnością, którą przyniósł mu udział w programie telewizyjnym. Cierpliwie pozuje do zdjęć z fanami, bo ma na to sposób. Wychodzi na chwilę ze swojej skóry, a po wszystkim do niej wraca, ma dystans. Mateusz Zielonka w nadmorskiej opowieści o damskich podniebieniach i preferencjach smakowych kobiet z klasą.

Nazywają go surferem, on uwielbia snowboard i deskorolkę, surfuje najczęściej w kuchni między talerzami. Na szybki przepis ?z głowy? nie liczcie, najpierw miesza składniki, próbuje, dopieszcza, by na końcu danie ubrać w recepturę. Mieszka we Wrocławiu, spotkanie nad morzem byłoby niemożliwe gdyby nie przypadek. Przypadek? Co ja piszę, nie ma przypadków! Niewykorzystanie tej sytuacji byłoby marnotrawstwem, a tego nasz gość nie lubi, nie tylko w kuchni. Będzie pysznie! Smacznego.

Dagmara Kowalska: Twoja historia nadaje się na książkę, niekoniecznie kucharską;) Jak się zaczęła Twoja przygoda z kuchnią?

Mateusz Zielonka: Nie pamiętam dokładnie kiedy to się zaczęło, ale pamiętam, że w dzieciństwie byłem niejadkiem. Moja mama miała duże problemy żeby wmusić we mnie odrobinę pożywienia. Biegała za mną po całym ogrodzie i domu, a posiłek wyglądał jak karmienie gęsi, na siłę, bez przyjemności. W naszym rodzinnym albumie jest nawet zdjęcie, na którym karmi mnie moja młodsza siostra (śmiech). Sytuacja się zmieniła, kiedy sam zacząłem otwierać lodówkę i mieszać różne produkty. Pierwszą potrawą była wymyślona i opatentowana przeze mnie chocotubka. Wkładałem marsa albo snickersa do mikrofalówki, podgrzewałem zawartość papierka i wchodziła chocotubka czyli płynna czekolada z orzechami i karmelem (śmiech). To były moje pierwsze kroki w kuchni.

D.K.: Świetne i meeega niezdrowe (śmiech)!

M.Z.: Nie da się ukryć, na szczęście to było dawno i nikt już tego nie pamięta. Historia, którą Ci opowiedziałem jest tylko potwierdzeniem, że zawsze lubiłem coś pomieszać, coś zmienić, np. podsmażyć suchą krakowską albo wymieszać musztardę z ketchupem i majonezem i zdziwić się, że wyszedł sos tysiąca wysp ? To było dla mnie niewiarygodne i odkrywcze.

D.K.: To co mówisz jest potwierdzeniem, że zmysł kulinarny drzemał w Tobie od dziecka, trzeba było tylko.. otworzyć lodówkę ;) Dla porównania ja tego zmysłu nie mam, do dziś po przepis na sos tysiąca wysp sięgam do Internetu ;) Ile miałeś lat kiedy na to wpadłeś?

  1. Z.: Wydaje mi się, że miałem jakieś 12 lat kiedy sam zacząłem smażyć i przyrządzać różne potrawy. W moim domu wszyscy trochę gotują. Babcia i mama są znakomitymi kucharkami, a moja siostra jest mistrzynią wypieków. Tata też ma kilka swoich popisowych dań, którymi nas zaskakuje od czasu do czasu. Myślę, że tradycja gotowania jest głęboko zakorzeniona w naszej rodzinie. Mam przebłyski wspomnień kiedy wracałem ze szkoły do domy, odgrzewałem sobie jedzenie, a potem włączam programy kulinarne. Na nich się wychowałem, bo miałem niezwykłą zdolność wychwytywania słów i zapamiętywania kluczowych składników, czynności, które potem przydają się w kuchni. Z programu kulinarnego nauczyłem się marynowania mięsa i smażenia ryb. To we mnie zakotwiczyło. Tak właśnie zdobywałem kulinarną wiedzę.

D.K.: Kto był twoim kulinarnym testerem?

  1. Z.: Na początku sam zjadałem to, co przyrządziłem, ponieważ w mojej rodzinie każdy ma swój ulubiony smak, wszystkim nie dałem rady dogodzić. Mama i siostra lubią sobie w kuchni poeksperymentować, wolą kuchnię bardziej nieoczywistą. Z kolei mój tato nie znosi nowości, uwielbia kuchnię tradycyjną np. klasycznego polskiego schabowego z zasmażaną kapustą. Dopiero po moim udziale w programie otworzył się na nowe smaki. Zabawne było to, że na początku całe moje otoczenie miało duży dystans do potraw, które wyszły spod mojej ręki. Jak się okazało, że to co robię ma sens, próbowali dań bez strachu.

D.K.: Do Masterchefa zgłosiła Cię Twoja dziewczyna, jak sądzę, to jej podniebienie testujesz najczęściej? Coś mi mówi, że dzięki temu wiedziałeś też jak oczarować damską część jury programu.

M.Z.: O tak. Po czasie kuchennych rewolucji zacząłem gotować dla znajomych, dla mojej dziewczyny Oli i przyjaciół i to rzeczywiście Ola mnie wysłała do programu. O tym, że będę gotował przed milionami widzów dowiedziałem się po wysłaniu przez nią formularza zgłoszeniowego. Od lat nie mam w domu telewizora, nie miałem pojęcia czym jest Masterchef, nie śledziłem kolejnych sezonów. Poszedłem na pre-casting, wróciłem, obejrzałem w Internecie cztery odcinki programu i dopiero dotarło do mnie co mnie czeka. Pomyślałem sobie wtedy: kurczę, co ja robię? Będę musiał się uzewnętrzniać przed całą Polską, przekonywać jurorów do swoich smaków, pokazywać siebie! Byłem przerażony i trochę zmieszany, no ale skoro powiedziałem A, musiałem powiedzieć też B i dzisiaj nie żałuję. Dodałem sobie otuchy, myśląc: raz kozie śmierć, idź, zobaczysz co będzie. Nawet nie wiesz jak wiele razy świadomie chciałem zrezygnować z programu. Cały czas zadawałem sobie pytanie, co ja tutaj robię? Wiesz co mnie zatrzymało? Zdobyta na snowbordzie chęć rywalizacji, która do końca nie pozwoliła mi odpuścić podczas konkurencji kulinarnych.

D.K.: Zadanie kulinarne potraktowałeś jak konkurencję sportową? Niezły sposób na wygraną (śmiech).

M.Z.: Nazywałem to food games (śmiech). Program Masterchef był dla mnie kulinarną wersją hitu kinowego ?Igrzyska śmierci?. Na planie działo się niemal dokładnie to samo, co na ekranie kinowym. W filmie wszelkimi sposobami eliminowano najsłabszych uczestników morderczej gry, a w programie gotowaliśmy i też eliminowaliśmy się nawzajem tyle, że w przyjaznej, rodzinnej atmosferze. Lubiliśmy się, byliśmy nastawieni do siebie pozytywnie, ale jednak  walczyliśmy o przetrwanie i dojście do finału, to było najbardziej ekscytujące. Mobilizująco działał na mnie sam proces rywalizacji.

  1. K.: Clou każdego programu była ocena surowego składu jurorskiego. Jak reagowały na Twoje kulinarne popisy Magda Gessler i Anna Starmach? Wydaje mi się, że niełatwo je oczarować.

M.Z.: Tak, to było wyjątkowo surowe jury. Pamiętam, że Ani Starmach zasmakował mój finałowy deser. To była panna cotta z oscypka, białej czekolady, sorbetu malinowego, mięty i kruszonki z orzechów włoskich. Mocno przekombinowany, nieoczywisty smak wędzonki połączony ze słodkością białej czekolady był strzałem w dziesiątkę i tą wariacją zaimponowałem Ani Starmach. Natomiast jeśli chodzi o Magdę, to było ciężko, ma wyrafinowane podniebienie, trudno ją oczarować. Z kolei Michel Moran, z nim pozornie było łatwiej, ponieważ wiedziałem, że lubi klasyczne przepisy kuchni francuskiej. Jedna z moich propozycji wyjątkowo nie przypadła mu do gustu, to były raki z truskawkami (śmiech). Natomiast Magda mówiła, że to połączenie było ciekawe. Widzę tutaj pewną zależność, moim zdaniem kobiety lubią kuchnię eksperymentalną, nieoczywistą, a mężczyźni trochę się przed nią bronią. Zauważyłem też, że to się powoli zmienia. 

D.K.: Czyli jednak miałam rację, kobiece podniebienia różnią się od męskich. Z moich obserwacji wynika, że kobiety wolą dania z nutką słodyczy.

  1. Z.: O widzisz? W takim razie chyba mam coś z kobiety, bo ja też uwielbiam mieszankę słonego ze słodkim i odrobiną kwaskowatości, ale czy to jest smak zarezerwowany dla kobiet, to Ty mi musisz powiedzieć (śmiech).
  2. K.: Ja bym powiedziała, że tak. Ciekawe co powiedziałaby Ola- tester Twoich kulinarnych umiejętności?
  3. Z.: Jest bardzo tolerancyjna i dopinguje mnie w tworzeniu różnego rodzaju kombinacji smakowych. Czy mówiłem, że w kuchni jest moją największą fanką?

D.K.: Pewnie nie tylko w kuchni ;) Spróbujmy określić jakie połączenia smakowe lubią kobiety. I jak powinien wyglądać talerz podany kobiecie.

M.Z.: Kobiety zdecydowanie lubią ładne talerze, piękną dekorację, wiadomo nie od dziś, że jemy także oczami. Smak jest bardzo ważny, ale jednak pierwsze wrażenie musi być piorunujące. Zupełnie jak z wizytą u jubilera ważne są te wszystkie diamenciki, pierścionki, świecidełka, im bardziej świeci, tym bardziej się podobają. Mężczyźni skupiają się na smaku i treściwości potrawy, a dla kobiet ważny jest także zapach i wygląd potrawy. Wprawdzie słyszałem opinie, o tym, że kucharze są lepsi niż kucharki ze względu na bardziej rozwinięte kubki smakowe, ale nigdzie nie znalazłem potwierdzenia naukowego tej tezy. Za to nie trzeba tytułów naukowych, żeby zauważyć, że kobiety kochają kwiaty, wnioskuję więc, że węch jest u was trochę bardziej rozwinięty.

D.K.: Są jednak pewne granice dla kobiet, zwłaszcza na talerzu. Jak myślisz, czego kobieta z klasą nie skosztowałaby za żadne skarby świata?

M.Z.: Pierwsze co przyszło mi na myśl to flaki, popisowa zupa mojej babci. Kiedyś to był rarytas, a dziś kobiety na sam dźwięk słowa flaki robią nieciekawą minę. Już dawno nie jadłem tej potrawy, ale pamiętam, że wyglądem nie zachęcała do skosztowania. Jest grudkowata, ciągnąca się i żylasta. Zupełnie nie dla kobiet z klasą.

  1. K.: Flaki, czernina, fugu czyli japońskie danie z trującej ryby to jest próg nie do przeskoczenia dla babek z klasą.

M.Z.: Cała kuchnia azjatycka jest problematyczna dla kobiet. Kiedy na talerz wchodzą chrabąszcze, chrząszcze czy zarodki kurze 50 lub 100 letnie nie ma mocnych, ale w Azji zajadają się nimi kobiety i mężczyźni. W przypadku tych potraw obstawiam, że chętniej  jednak spróbują ich mężczyźni, niż kobiety. Ja sam jeszcze nie próbowałem owadów, natomiast przy najbliższej okazji chętnie sprawdzę jak smakują. O wrażeniach opowiem Ci następnym razem. Poczekaj, bo myślę, że jest jedna dziewczyna z klasą, która jestem pewien, dałaby się namówić na zjedzenie czegoś nieoczywistego. To oczywiście moja dziewczyna (śmiech).

  1. K.: Wychodzi na to, że smak i chęć próbowania nowych rzeczy w kuchni wcale nie zależy od płci, tylko od tego jacy jesteśmy. Trzeba być otwartym na nowe smaki?
  2. Z.: Kuchnia na pewno nas otwiera, a my nie powinniśmy się zamykać na żadne smaki, bo paradoksalnie tak jak np. ten oscypek z białą czekoladą nie brzmi zachęcająco, to w rzeczywistości jest naprawdę bardzo ciekawym i wyrafinowanym deserem.

D.K.: Jadłabym, bo uwielbiam połączenia nieoczywiste, nawet trochę dziwne jak np. żółty ser z dżemem truskawkowym albo kremem czekoladowym.

M.Z.: A widzisz! W mojej potrawie nie ma sera. Sekret polega na tym, że z oscypka uwalniam aromat i łączę go z białą czekoladą. Sera nie ma, więc wydawałoby się, że to wymarzony deser, bo wegański. nic bardziej mylnego.  (śmiech). Zauważyłaś zabawną prawidłowość? Wegetarianie nie jedzą mięsa, ale ryby bez problemu, jajka też, a to są przecież kurze zarodki. Trzeba to zmienić i poukładać od nowa. Mam nawet pewien pomysł, żeby wprowadzić mięso na kartki, bo zdecydowanie za dużo go spożywamy i przejść na dietę jarską z elementami mięsnymi. Ona jest dla nas zdrowsza, bez względu na płeć.

D.K.: Prawie na koniec tej przyjemnie smacznej rozmowy poproszę o super przepis dla kobiet z klasą. 

M.Z.: Ostatnio świetny się okazał serek z pistacji z gorzką czekoladą i gruboziarnistą solą morską. Obrane ze skórki pistacje blenduję z podgrzaną śmietanką 30%i dodaje odrobinę żelatyny oraz cukru. Odstawiam do ostygnięcia i wycinam odpowiednie formy np. ringiem okrąg. Osobno podgrzewam śmietankę z gorzką czekoladą tworząc ganache. Polewam piankę pistacjową czekoladą, posypuję grubo ziarnistą solą morską i w pobliżu układam plasterek kiszonej mandarynki. To przepis na szybko, a na spokojnie zapraszam wszystkie kobiety do knajpy Surfer we Wrocławiu, gdzie można spróbować mojej popisowej panna cotty z oscypkiem. Niebo w gębie, słowo daję. Zajrzyjcie też na mój Instagram, gdzie wrzucam swoje kulinarne przygody. Łączę je ze sportem i lifestylem. Mam nadzieję, że to co serwuję na Instagramie jest zjadliwe ;)

D.K.: Lepiej pomyśl o dzieleniu się przepisami, które mógłby być inspiracją dla tysięcy kobiet z klasą

M.Z.: Odbieram to jako reprymendę i obiecuję wrzucać przepisy na Instagram. (śmiech)

D.K.: Jakie masz plany kulinarno ? sportowe?

M.Z.: W najbliższym czasie będziemy nagrywać program w Portugalii. Trochę posurfuję, trochę pojeżdżę po wybrzeżu. Plan jest taki, żeby połączyć smaki portugalskie z polskimi. Ciekaw jestem co z tego wyjdzie.

D.K. Obiecaj, że będziesz testował kulinarne wariacje na tamtejszych kobietach z klasą.

M.Z.: Z przyjemnością. (śmiech)

Dagmara Kowalska

36547867_245911539543076_8891367916662947840_n

Wiatr w Żagiel. Unosić się nad taflą wody

Spotkać kitesurfera w Warszawie w trakcie sezonu jest jak wygrana w totolotka bez wysyłania losu. Victor Borsuk wpadł do domu jak po ogień, ale między pakowaniem walizek znalazł chwilę na rozmowę. Mistrz Azji i Europy w kitesurfingu, pedagog z silnym uzależnieniem od wody. Wszędzie go pełno, rozsadza go pomysłowość, znak rozpoznawczy promienny uśmiech i otwartość, na którą stać ludzi z pasją. Ambasador kitesurfingu w Polsce, niepoprawny optymista, o kobietach z klasą w swoim kite?owym życiu opowiada Victor Borsuk? zdecydowanie mężczyzna z klasą.

Dagmara Kowalska: Wiesz, że przyglądam się temu co robisz i mam nieodparte wrażenie, że w Twoim życiu kobieca strona wiedzie prym? Po pierwsze Szwecja, w której dorastałeś, no jakby nie było jest kobietą. Po drugie mama czyli pierwsza kobieta i główny kibic w Twoim życiu. Po trzecie woda, i znów mamy żeńską końcówkę? Hmm, dużo tych kobiet w Twoim życiu. Jak mi powiesz, że od kobiety zaczęła się Twoja kite?owa pasja, to padnę trupem!

Victor Borsuk: (Śmiech) Coś w tym jest. Moi rodzice rzucili przynętę, ale to moja mama mnie zachęcała do kitesurfingu, to ona mnie wspierała w sportowych decyzjach. Zawsze mówiła: Działaj, zobaczymy co będzie. Generalnie miała otwarty umysł, nie bała się puszczać 15 latka samego w podróż czy np. solo do wody. Zwykle mamy są przerażone, boją się o swoje dzieci? U mnie było inaczej. Jak spadłem z drzewa i rozbiłem sobie łuk brwiowy, mama nie panikowała, tylko powiedziała, że do wesela się zagoi i, że nic mi nie jest. I wiesz co? Miała rację (śmiech). Całe życie wychowywała mnie w takim duchu. Obaj z bratem wyrośliśmy na normalnych facetów. Jak zrobiliśmy sobie jakąś krzywdę, mama nie wpadała w panikę, nie chuchała, nie dmuchała. Reagowała błyskawicznie tylko wtedy, gdy obrażenia ?powypadkowe? były poważne. To nauczyło nas, by nie biegać do rodziców z otartym kolanem i zabiegać o ich atencję. Przychodziliśmy dopiero kiedy było naprawdę poważnie. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że to było fajne.

Źródło: https://instagram.com/victorborsuk

D.K.: Czy Twoi rodzice pływają na kite?cie czy obserwują z bezpiecznej odległości?

V.B.: Moja mama kocha wodę, ale nie pływa. Część praktyczną zostawiła chłopakom ;) Natomiast tata jest kitesurferem i to jednym z pierwszych. Uczył go kolega, który wcześniej pobierał nauki od pierwszych kite?surferów w Polsce. Jak podrosłem tata zaczął uczyć mnie, taki to był szkoleniowy wianuszek. Śmiesznie, bo jak sobie teraz odtworzę te naukę, to było w niej wiele braków. Wiedza o kitesurfingu była wówczas w Polsce bardzo mała.

D.K: Wiemy już jak zacząłeś, a jak pasja się rozwijała? Wyobrażam sobie, że musiałeś opuszczać zajęcia szkolne, żeby dojść do perfekcji w tym zawodzie, hobby??

V.B.: To jest zawód, pasja, hobby wszystko na raz i właśnie to jest w tym najfajniejsze. Zacząłem pływać na kite?cie hobbystycznie, rodzice wprowadzili mnie w ten świat. Jak już tam byłem bardzo szybko zacząłem wnikać głębiej. Na początku byłem przerażony. Parę razy mnie podtopiło, zrzuciło z deski-to bardzo częste sytuacje, zwłaszcza na początku przygody z kite?m. I nagle, nie wiadomo kiedy i jak okazało się, że ja strasznie lubię przełamywać w sobie bariery strachu i nie lubię niedokończonych projektów. Jak zacząłem na poważnie, to tak się wkręciłem w kitesurfing, że zajął mi całe życie. Każdą wolną chwilę spędzałem na analizowaniu filmów i na treningach na drążku obrotowym. W pewnym momencie zacząłem się bardzo szybko rozwijać. Początki były żmudne i trudne, bo pół roku zajęło ki nauczenie się pływania, ale od momentu wejścia na deskę przyspieszyłem 30 krotnie. Ojciec zobaczył, że mam pełną zajawkę, więc pewnego dnia zadał mi pytanie czy chcę być zawodowcem. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Mówię do taty. ? Z czym się to zawodowstwo wiąże? Odpowiedział, że będę więcej wyjeżdżał i będę musiał więcej uczyć się w domu. (Śmiech) I jak to w umyśle nastolatka, choć na więcej godzin nad zeszytami w domu nie miałem specjalnie chęci, to przeanalizowałem temat, doszedłem do wniosku, że trzeba spróbować i wziąłem się za to na poważnie. Pamiętam jak ojciec wpakował nas w samochód i zawiózł na pierwszy Puchar Świata do Austrii. Spaliśmy tam w wynajętej kwaterze i to były zawody, na których oczywiście każdą konkurencję przegrałem. Wróciłem jednak z doświadczeniem rywalizacji z najlepszymi kitesurferami na świecie i to poszerzyło moje horyzonty. Od tego momentu poleciała lawina, nagle pojawił się mój obecny wspólnik ? Piotr Szewlakow, z którym organizuję obozy na całym świecie. Wtedy spotkał nastolatka, który strasznie kochał kitesurfing. Zainwestował i dał mi pierwsze kite?y.  Dzięki niemu nie musiałem sobie finansować nowego sprzętu, mogłem w końcu wystartować w Pucharze Polski. W pierwszym roku też wszystko przegrałem (śmiech), ale w kolejnym sezonie byłem czwarty, a w następnym już sięgnąłem po tytuł Wicemistrza Polski w kitesurfingu. Nie wydarzyłoby się to wszystko, gdyby nie ogromne wsparcie rodziców. Kiedyś mama opowiedziała mi o przełomowym momencie w mojej sportowej karierze. Rodzice siedzieli w pokoju, ok 2:00 w nocy oglądali film. W pewnym momencie zbiegłem na dół, oni zdziwieni pytają czy wszystko jest w porządku? Na co ja odpowiedziałem, że wszystko jest dobrze, tylko przyśniła mi się jedna ewolucja i muszę ją szybko przećwiczyć. W nocy rzuciłem się na drążek obrotowy, przećwiczyłem ewolucję, nie było mnie dobre pół godziny. Później wróciłem do góry z informacją, że mi się udało i poszedłem spać. Ja dzisiaj tego nie pamiętam, ale mama powiedziała mi, że ten moment potwierdził moją przyszłość.

D.K.: Urodziłeś się pod szczęśliwą gwiazdą i na dodatek szczęściarzu wychowywałeś się w Szwecji i Polsce (kolejne dwie kobiety w Twoim życiu). Na wsparcie rodziców mogłeś liczyć, a jak zachowało się środowisko kitesurferów?

V.B.: Kitesurferzy to grupa ludzi, których łączy wspólna pasja ? No popatrz, znowu kobieta (śmiech), ale tak rzeczywiście było. Wszyscy sobie pomagaliśmy, wzajemnie się nakręcaliśmy, rozmawialiśmy nie tylko o kite?cie. Kiedy zaczynałem przygodę z tym sportem był on bardzo niszowy. Sprzętu było mało, był drogi, szanowaliśmy każdy element i wspólnie wszystko naprawialiśmy. Jeden potrafił naprawić jedno, drugi coś innego. Pamiętam jak w 30 osób wyciągaliśmy takiego wielkiego balona i szukaliśmy dziurki wpychając go do wody w Zatoce. To było świetne uczucie, robić coś razem, a potem cieszyć się, że uratowaliśmy koledze sprzęt. Czasem mnie pytają o to czym jest dla mnie kitesurfing. Odpowiadam, że najważniejsza jest wolność jaką daje latawiec, ale równie ważna jest fantastyczna atmosfera w grupie surferów. Ludzie, którzy mają pasję generują w życiu zupełnie inną energię. Dlatego zakochujemy się w różnych sportach, bo to nas łączy w bardzo fajny sposób.

D.K.: W której ojczyźnie nauczyłeś się pływać?

V.B.: Mieszkałem w Szwecji do piątego roku życia. Nie miałem szans na kontakt z wodą, byłem za mały. Za to ciekawostka, byłem dzieckiem ekshibicjonistą (śmiech). W ten sposób, bez wstydu chowane są dzieci w Szwecji. Wróciliśmy do Polski zaraz po wydarzeniach Okrągłego Stołu i na dzień dobry zderzyłem się z inną kulturą. Dość zabawne było nasze pojawienie się w przedszkolu. Miałem 5 lat, mój brat był rok młodszy, kiedy na hasło drzemka rozebraliśmy się do waleta, zostawiliśmy rzeczy, przeszliśmy przez całe przedszkole żeby wziąć piżamy. Założyliśmy je i poszliśmy do łóżek. Całe przedszkole zatkało. Ani dziewczynki ani chłopcy, ani nawet nauczyciele nie wiedzieli co powiedzieć i jak się zachować. Pamiętajmy, że był początek lat 90 tych XX wieku rozbieranie się do naga przy wszystkich nie było modne, zwłaszcza w małych miastach, a  ja w ten sposób zaprezentowałem się grupie. Dobrze, że nikt nie zemdlał.

D.K.: W moim przedszkolu też był jeden chłopak, który często rozbierał się do naga i znienacka całował koleżanki w usta J Stare dzieje, wróćmy do teraźniejszości. Jak dużo kobiet uprawia kitesurfing, windsurfing i surfing?

V.B.: Prawda jest taka, że nie ma statystyk, ale z moich obserwacji wynika, że 1/3 z uprawiających kitesurfing to są kobiety. W surfingu może być podobnie, z lekkim przechyłem w kierunku statystyk pół na pół. Natomiast na Pucharze Świata 1/3 startujących są kobiety, mamy wiele utalentowanych zawodniczek, np. Karolinę Winkowską trzykrotną Mistrzynię Świata. Jest Asia Litwin, którą trenowałem przez wiele lat i doprowadziłem do wicemistrzostwa świata. W moim kite?owym życiu było trochę kobiet ? Tak naprawdę to dużo moich sukcesów czy rozwoju zawdzięczam kobietom, które spotkałem na swojej drodze. Jedną z takich kobiet była też Ola Tomkowicz, bardzo zaradna babeczka. Miałem wtedy 17 lat, ona ok. 33 i już była wicemistrzynią świata we wspinaczce ściankowej. Otworzyła biznes z odzieżą sportową, który rozwinął się do tego stopnia, że po 30 roku życia została rentierką i mogła się skupić na kolejnej pasji, którą stał się kitesurfing. Wtedy pojawiłem się ja? młody, ambitny, uczyłem się wszystkich ewolucji oglądając filmy w Internecie, klatka po klatce. Oli bardzo to imponowało, chciała ze mną trenować. Zaczęliśmy wspólną pracę: ja goły i wesoły, ale młody i pełen werwy do uczenia się nowych rzeczy i ona zafascynowana tym sportem, bez problemów finansowych. Jak wiatr i woda połączyliśmy siły: ja trenowałem zagranicą, a ona miała trenera, który był skoncentrowany na jej rozwoju. Na efekty nie czekaliśmy długo. Ola znalazła się na podium Pucharu Świata, potem zdobyła tytuł Mistrzyni Polski w kitesurfingu. W wieku 33 lat zaczęła przygodę ze sportem niszowym i ciężką praca dotarła na szczyt. Ona to w ogóle była niesamowita, potrafiła się podciągać na drążku, na jednej ręce !?! To było wielkie wow! Tak naprawdę dzięki niej zacząłem się bardzo szybko rozwijać w tym sporcie. Śmieszne było to, że  Ola zamieniła się w kolejną kobietę czyli Asię Litwin, która w wieku 15 lat właśnie rozpoczynała karierę kite?ową. Nauczyłem ją jak się przygotować do zawodów, jak się na nich zachować, jak o nich myśleć i radzić sobie ze stresem. Miałem wtedy 21 lat i szczęście, że ojciec Asi zabierał mnie na każde jej zawody. To była kolejna kobieta, dzięki której ja się rozwijałem, ale i ona zdobywała kolejne puchary.

D K.: Tak to jest w Twoim zawodzie, że Ty jesteś miarą sukcesów własnych i sukcesów Twoich uczniów.

V.B.: Tak, to są tak samo moje sukcesy, więc można powiedzieć, że miałem też parę sukcesów kobiecych ( śmiech).

D.K.: Słucham Cię z przyjemnością i staram się wyobrazić sobie kobietę z klasą na kitesurfingu. No wiesz? kobieta z klasą kojarzy się raczej stereotypowo: szpilki, elegancka ołówkowa spódnica lub piękna sukienka podkreślająca kobiece kształty, do tego super torebka, okulary przeciwsłoneczne … i kluczyki do sportowego auta. A na kite?cie, o zgrozo kobiety chodzą na boso.. a to jest bardzo daleko od klasy. Jesteś w stanie obalić te stereotyp.?

V.B.: (Śmiech) No jasne! Mogę powiedzieć uczciwie. Mężczyźni na kite?cie potrafią wystąpić w obdartych piankach i rozerwanych nogawkach. Dla nas ważne jest żeby wejść na wodę, byle jak, byle popływać. A kobiety zaczynają od wyboru pianki. I nagle się okazuje, że stroje do pływania na kite?cie są przepiękne, idealnie dopasowane, mają elementy różu czy np. czerwieni. Kobiety zakładają starannie dobrane pianki i wyglądają mega seksownie. Nawet jeśli chodzą na boso, zwracają uwagę, żeby stopy były zadbane, a paznokcie pięknie pomalowane. Zauważyłem pewną magię, np. kolor pianki musi pasować do koloru paznokci na stopach i dłoniach. I powiem Ci, że to działa, bo kobiety surferki już na brzegu wyglądają mega sexi i robią wielkie wow! Całości dopełnia obcisła pianka, która ukrywa mankamenty, a podkreśla atuty kobiet. Wybór sprzętu też jest ważny i przypomina trochę decyzję o zakupie auta. To jednak kolor determinuje podstawę do wyboru sprzętu. Poza tym kitesurfing jest drogim sportem, jeśli masz zajawkę, musisz mieć na to środki. Okazuje się, że taka kobieta z klasą w ciągu dnia chodzi w szpilkach i pięknych sukienkach, realizuje ciekawe projekty, a wieczorem pakuje się w auto, przyjeżdża nad morze i wskakuje na kite?a. Klasę widać w tym sporcie na każdym kroku? na każdym ślizgu też .

D.K.: OK, przekonałeś mnie. W międzyczasie pomyślałam sobie, że klasę można mieć nawet na bosaka, na plaży w t-shircie i kąpielówkach. Klasa to nie ubiór, klasa to styl życia. A gdyby tak któraś z naszych czytelniczek chciała przekonać się na własnej skórze jak smakuje ten sport, to od czego powinna zacząć?

 

V.B.: Ja mam bardzo prostą odpowiedź, bo od wielu lat słyszę to pytanie i dotąd trudno mi było jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Na co dzień spróbowanie kitesurfingu jest dosyć skomplikowane. Trzeba wybrać szkołę, umówić się na lekcje, pojechać na Hel, wynająć przyczepę, czy domek, to jest długa i kosztowna procedura. Znam wiele osób, które od lat pytają mnie gdzie mogą spróbować swoich sił na kite?cie. Postanowiłem więc zrobić obozy dla dorosłych (zacząłem od dzieci kilka lat temu). Przygotowuję ćwiczenia z balansu na balance boardach, sztuczną falę, na której można się nauczyć balansowania całym ciałem, do tego dochodzi zabawa za motorówką kiedy uczymy się wstawać na deskę. Zajęcia podstawowe z kitesurfingu dla dorosłych trwają tydzień od soboty do soboty. Wszystko w Jastarni na Borsuk Campach, gdzie można dojechać bezpośrednio pociągiem z Warszawy. W skład ceny obozu wchodzi nocleg w domkach holenderskich, 4 godzinne zajęcia ze sportów wodnych plus wieczorem impreza dla dorosłych. Wszystko to kosztuje 1290 złotych, czyli ? normalnej ceny. Za tę kwotę można połknąć kite?owego bakcyla.

D.K.: I tego się można nauczyć w każdym wieku. 33 letnia dziewczyna, o której wspomniałeś wcześniej złapała zajawkę na kite?a i udało jej się sięgnąć po najwyższe trofea?. Ciągle jestem pod wrażeniem tej historii.

V.B.: Ale to nie jest górna granica wieku do nauki. Moja najstarsza kursantka miała 65 lat, a najmłodsza 9.

D.K.: Na koniec zapytam Cię o plany. Kiedy wystartujesz w zawodach?

V.B.: Na razie jestem w fazie rozkoszowania się kite?m i leczenia zaległych kontuzji. Starty musiałem odłożyć na później. W przyszłości marzy mi się bycie ambasadorem kitesurfingu w Polsce. Mówisz rajd samochodowy- myślisz Hołowczyc, mówisz skoki narciarskie- myślisz Małysz, mówisz kitesurfing ? myślisz Borsuk. Bardzo chciałbym do tego doprowadzić. Mój sport nadal jest sportem niszowym, ludzie boją się spróbować, nie wiedzą dokąd pójść, żeby rozpocząć przygodę.  Często nawet nie wiedzą czym jest kitesurfing. Moim zadaniem jest wypromować ten sport do tego stopnia, żeby każdy miał szansę spróbować z czym to się je i zapewnić rozwój tej dyscypliny. Marzy mi się wielu zawodników, o których biją się sponsorzy, bo im bardziej ten sport będzie rozpoznawalny, tym bardziej będzie można sport i pasję przekuć w zawód. Chciałbym tego dla wszystkich.

D.K.: Już Ci się udało? Mówisz kitesurfing, a ja widzę Victora Borsuka. Przekonanie reszty Polaków będzie kaszką z mlekiem. Dziękuję za inspirującą rozmowę. Kobietki z klasą, jedziemy na Hel.

V.B.: Zapraszam, miejsca wystarczy dla wszystkich.

Rozmawiała
Dagmara Kowalska

176480_107159212696428_8125048_o

Dama w obiektywie! O kobiecej zmysłowości opowiada fotograf Adam Wilhelm

Kobiety stojąc przed nim czują się nago. Wie, jak sprawić, by z kobiety emanowało  piękno, wdzięk, naturalność, siła i pewność siebie. Swoją pasję przekształcił w pracę, która od 25 lat daje mu niesamowitą satysfakcję, bo kocha ludzi i prawdziwe emocje. Utrwala je i dzieli się nimi. Adam Wilhelm. Fotograf, podróżnik, wielbiciel piękna.

Adam, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią?

Fotografią fascynowałem się od dzieciństwa. Jako mały chłopczyk urządziłem sobie własną ciemnie w łazience u dziadków, niejednokrotnie dziadek przyłapał mnie w środku nocy, gdy wywoływałem zdjęcia.  Jako nastolatek uwielbiałem wyjeżdżać za granicę, przechadzać się uliczkami z małym aparatem fotograficznym i uwieczniać napotkanych ludzi, tak zostało mi zresztą do dzisiaj.

Jesteś szczęściarzem, bo pasję przekształciłeś w pracę.

Tak, jestem szczęściarzem, bo robię to co kocham, połączyłem swoje pasje w pracę. Uwielbiam podróżować, robić zdjęcia, poznawać nowych ludzi. Na co dzień zajmuję się sesjami wizerunkowymi, biznesowymi na potrzeby korporacji. Zajmuję się także relacjami z eventów, konferencji,  premier filmów, a także zdjęciami reklamowymi np. Restauracji, potraw, które możemy oglądać na stronach internetowych czy ulotkach. Jednak najbardziej lubię robić zdjęcia fashion. Współpracuję z kilkoma markami odzieżowymi w Polsce i Europie. Kluczowy jest dla mnie kontakt z ludźmi, dlatego nie krępuję się powiedzieć, że jestem także fotografem wesel, komunii, chrztów, bo podczas takich uroczystości towarzyszy mi  prawdziwy kolaż emocji między ludźmi, małżonkami, dziadkami. Kocham zdjęcia w ruchu, dynamiczne w ciele i na twarzy.

Jesteś dojrzałym mężczyzną i doświadczonym fotografem. Patrząc przez obiektyw na kobietę, co chcesz z niej wydobyć? Jak ją postrzegasz?

Sesja z kobietą zawsze mnie fascynuje, też jako fotografa, bo widzę często piękno, którego one nie widzą. I obrałem sobie za punkt honoru i największe marzenie, by wydobyć z nich to piękno, które czasami jest tam gdzieś głęboko ukryte. Często tak jest przy sesjach biznesowych, gdzie są kobiety na początku spięte, a później widać prawdziwe uśmiechy, swobodę ciała. I to jest fajne, bo przy  sesjach typu modowych kobiety są bardziej pewne siebie, ponieważ są „zawodowcami” świadome swojej wartości, aparycji. Natomiast chodzi o to, by nieprofesjonalna modelka, po prostu kobieta poczuła się dobrze przed obiektywem. To jest bardzo trudne do osiągnięcia, bo ludzie przed obiektywem stoją często wręcz zmrożeni, stremowani.

Wolisz oddać charakter kobiety, czy jej piękno zewnętrzne. Co przeważa?

Charakter jest  najważniejszy. Z kolei każdy chciałby się ujrzeć na zdjęciu swoją piękną twarz i ciało. Może to dziwnie zabrzmi, ale ja cieszę się bardzo ze zmarszczek  mimicznych, rzeczy z których kobiety zazwyczaj nie są dumne i chciałyby je zatuszować. One nie rozumieją, dlaczego to jest fajne i piękne, a jest! bo to jest prawdziwe. Każda zmarszczka, bruzda,  blizna czy inny „defekt” powinien być powodem do dumy, bo oddaje nasze przeżycia, doświadczenia dobre i złe, ale to jest część naszego życia i ciała.

Kiedyś usłyszałam, że stojąc przed obiektywem to jak stać nago. Kobiety czasem wstydzą się występować przed kamerą. Co im radzisz? Jak dodajesz im odwagi by poczuły się sobą?

To może być przerażające dla modelki, że ja widzę wszystko w przybliżeniu, ale nadchodzi taki moment, że należy to po prostu zaakceptować. Moim zadaniem jest,  by kobieta poczuła się na tyle swobodnie, by zapomniała o tych swoich „defektach”, bo dla niej mogą być to defekty, a tak naprawdę dla innej osoby zmarszczka na czole czy blizna może być ciekawe i dodać uroku.

Myślenie o swoich wadach czy o swoim złym profilu, powoduje to, że wręcz podkreślamy to, co chcemy ukryć. Jeśli ktoś,  kto staje przed obiektywem i nie jest zadowolony ze swojego uśmiechu, to tak spina usta, że one wyglądają jeszcze gorzej. Natomiast jeśli przyjmiemy postawę, że nie mamy niczego do ukrycia, wówczas dopiero tak naprawdę zaczynamy pracować właściwie. Taki moment czasem osiągam po dłuższej serii zdjęć, kiedy generalnie ludzie już odpuszczają. Dążę do tego być ludzie zaufali mi i czuli się bezpiecznie.

Jak zdobywasz ich zaufanie? Co im mówisz?

Mówię im prawdę, staram się rozmawiać z modelkami, kobietami już podczas makijażu.  Aparat wyciągam tuż przed zdjęciami, bo podniesienie aparatu powoduje spięcie. Chodzi o to by tą naturalność utrzymać też kiedy aparat mam przy oku.

Jeśli modelka zrozumie, że mam na celu wydobycie tylko najpiękniejszych ujęć, to w tym momencie mi zaufa. Złe, śmieszne ujęcia kasuję. Nie zatrzymuje ich na dyskach.

Kobieta trochę się boi, bo jeśli fotografuję ją w bieliźnie lub w sytuacjach intymnych i nie miałaby do mnie zaufania, że wybiorę tylko najlepsze zdjęcia, a resztę usunę,  to sesja byłaby bez sensu. Przygotowuję tylko zdjęcia, które będą się podobać i z których kobieta będzie dumna i chciała się nimi pochwalić.

Robisz także sesje indywidualne nie tylko 20letnim modelkom, ale także dojrzałym kobietom w bieliźnie. Praca na planie wygląda inaczej z dojrzałą kobietą?

To jest kwestia bardzo indywidualna.  Uważam, że kobiety, które zdecydują sie w wieku 45-50 lat na zdjęcia intymne wiedzą czego chcą. Są świadome jakiego efektu pragną i skoro podjęły taką decyzję to podchodzą do sesji bardzo poważnie i świadomie. Angażują się w stu procentach niezależnie od wyglądu. Na początku trochę zwykle żartują, uśmiechem chcą  zasłonić tremę, ale one wiedza po co przyszły. Natomiast kobiety takie są dużo młodsze nie są zwykle zdecydowane. Chcą sobie zrobić, bo namówiła je koleżanka itd. Kobiety, czym są starsze tym bardziej wiedzą, czego chcą w życiu.

Twoja najciekawsza sesja kobieca to…

Trudno powiedzieć, wszystkie są ciekawe. Każda sesja kobieca jest dla mnie wyzwaniem. Przypominam sobie taką sytuację: Przyszła mama z córką na sesje bieliźniarską, gdzie córka była modelką, a mama przyszła towarzyszyć córce by czuła się bezpieczniej. Gdy już skończyliśmy to mama poprosiła mnie, bym także jej zrobił zdjęcia w bieliźnie.  Obie wyszły zadowolone. Dla mnie to było inspirujące przeżycie.

A które zdjęcia wypadły lepiej? Mamy czy córki?

Jeśli chodzi o emocje, zaangażowanie, to oczywiście mama. Córka potrzebowała zdjęć do portfolio, zajmuje się modelingiem, ale nie do końca to czuła, nie wniosła takich emocji jak mama.

Jak przygotować się najlepiej do sesji zdjęciowej jeśli chodzi o stylizacje i makijaż?

Wbrew pozorom lepiej mi się pracuje, gdy kobiety same się przygotowują własną garderobę,  tak aby czuły się w nich komfortowo i wygodnie. Stylista z kolei odkrywa nowe możliwości, ale to już jest inny rodzaj sesji. Ubranie powinno być najlepiej gładkie, bez wzorków szczególnie, jeśli chodzi o drobne paseczki i krateczki, które w plikach cyfrowych tworzą efekt „mory”.

Z makijażem jest odwrotnie. Uważam, że zawsze powinna być wizażystka. Natomiast na sesję powinny przyjść bez makijażu, by uniknąć efektu zmęczonych oczu.

Gdy myślisz „kobieta z klasą”, kto pierwszy przychodzi Ci na myśl?

Monica Bellucci i Sophia Loren.

Dlaczego one?

Myślę, że bardziej Monica, bo Sophia ma  wyzywającą urodę.

Monica jest kobieca. Chodzi o zachowanie, postawę. Monica jest wyważoną, świadomą siebie kobieta. Ona nie potrzebuje niczego robić, po prostu emanuje od niej miano „kobiety z klasą”. Niezależnie od atrybutów zewnętrznych, ona nosi tę klasę w sobie. Trudno mi nawet to wyrazić. Jest to coś, co się czuje. Sposób noszenia ubrań czy nienoszenia to jest to co determinuje tę klasę. Nie chodzi o zbytnia pewność siebie, bo to przeobraża się w arogancję, a arogancja nie jest oznaką klasy, to raczej jest oznaką braku klasy. Klasa to jest wyważenie we wszystkim. Przez te kobiety płynie ta klasa i nie jest wymuszona.

whitney

Polecenia warte grzechu

POLECENIA WARTE GRZECHU

Słów kilka o dobrej lekturze, dokumencie, fabule i teatrze. Do poczytania na wakacjach i nie tylko

Jeśli ktoś myśli, że w polskich teatrach w wakacje hula wiatr i ekipy remontowe, to grubo się myli. Istnieją teatry, które potrafią przez całe lato wyrabiać sto procent kulturalnej normy. Na myśl przychodzi mi praca niewolnicza, ale jak patrzę na scenę to jestem dziwnie spokojna. W każdym ruchu i słowie widać pasję i misję zarazem. Spójrzmy prawdzie w oczy, dla miłośników teatru lato to jedyny moment kiedy mogą nadrobić zaległości. Starożytni wołali ?igrzysk i chleba? od tamtego czasu niewiele się zmieniło.

Igrzyska teatralne zapewnia silny zespół największej sceny teatralnej w Polsce. Kto żyw i spędzi chwilę w stolicy powinien zajrzeć na Letni Przegląd Teatru Dramatycznego w Warszawie, który w lipcu serwuje wszystkie premiery minionego sezonu. Znajdziecie tu także starsze spektakle i aktorów, na których warto zwrócić uwagę. Do tego grona należy wszechstronny Krzysztof Szczepaniak perełka młodego pokolenia aktorskiego. ? W lipcu gram wszystkie nasze tytuły, łącznie około 15 spektakli. Najbardziej stęskniłem się za ?Kinky Boots? ? zdradza portalowi kobietazklasą Krzysztof Szczepaniak. Ostatnie miesiące spędził na planie programu Twoja Twarz Brzmi Znajomo, latem z radością wrócił na scenę teatralną. Radziłabym zapamiętać tę twarz, jest wybitny i dopiero na początku swojej kariery.

Kiedy etatowi aktorzy teatrów instytucjonalnych w całym kraju pakowali walizki, a w myślach zamawiali drinka z palemką na plaży w Portugalii, na scenę na Woli z impetem wkroczyła gombrowiczowska premiera. Z wypiekami na twarzy pobiegłam otworzyć letni czas teatralny premierą ?Ferdydurkę? w adaptacji Macieja Podstawnego i reżyserii Magdaleny Miklasz. Pamiętam to nieprzyjemne uczucie związane z pierwszym kontaktem z dziełem Gombrowicza, bo to był ?dramat w trzech aktach?. Jako dziewczę nieuświadomione w tematyce literatury i dopiero odkrywające walory słowa, potwornie bałam się kontaktu z groteską reprezentowaną przez mistrza gatunku.      Pierwsze spotkanie z ?Ferdydurke? skończyło się nokautem, padłam na deski i długo nie chciałam spojrzeć nawet na okładki dzieł pisarza.  Drugie czytanie tekstu, odpowiednio później, z backgroundem społeczno- historyczno- politycznym dało mi pełen obraz autora i niezwykłą przyjemność podążania za jego tokiem myślenia. Tym chętniej pognałam do teatru.

Pierwszego plusa wystawiłam apriori za odwagę i zmierzenie się z niełatwym dziełem. Drugi plus przypadł zespołowi za znakomitą grę aktorską i trzeci za scenografię autorstwa Katarzyny Borkowskiej. Pozytywnie zaskoczyło mnie wykonanie, forma mniej. Istotnie aktorzy Teatru Dramatycznego i Teatru Malabar Hotel wzorowo zbudowali współgrające, ale zróżnicowane postacie. Marcin Bikowski jako Miętus był wyśmienity, najbardziej widoczny na scenie, przy tym zaangażowany w graną przez siebie postać w stu procentach. Józia zagrał świetny Waldemar Barwiński, uwagę przyciągała także Anna Gorajska jako Zuta, Myzdral, Kopyrda i Hurlecka. Bardzo dobre role zbudowała charyzmatyczna i zabawna Magdalena Smalara jako Młodziakowa i Pyzio i moim zdaniem jeden z najlepszych w tym spektaklu Mateusz Weber jako Syfon i Walek. Obrazu dopełnili niemniej świetni Łukasz Wójcik jako Pimko i Hurlecki, Marcin Bartnikowski w roli Młodziaka, Hopka oraz Anna Stela i jako uczennica Zosia.

Sam spektakl oceniam pozytywnie, choć pierwsza scena powtarzająca się w nieskończoność historia z trzydziestoletnim Józiem, który jest zmuszony do powrotu w szkolne ławy była nużąca. Z drugiej jednak strony przekonacie się, że na tak brawurowo zagrany powrót do szkolnej ławy warto było poczekać. Scena w szkole jest jedną z kilku, które rozbawiają publiczność do łez, pokazując jednocześnie jak jesteśmy sterowani od początku naszego życia i jak uzależniani od wielu sytuacji i spraw. Zachwyciła mnie scenografia: półmrok, a wokół miękkie, rozlazłe fragmenty bezkształtnych mas, które przybliżają nam obraz świata Gombrowicza. Brakuje jedynie płynności przejść między scenami. Każda z nich jest jakby osobną częścią, co może trochę rozpraszać.

Trudno upchnąć Gombrowicza w 1,5 godzinnym spektaklu, ale Ferdydurke rozłożone na ponad trzygodzinny spektakl z dwiema przerwami to odrobinę za dużo. Nie obeszło się bez golizny, która może nieco bulwersować, ale przede wszystkim zaskakuje brak pomysłu na uzasadnione rozebranie aktorów na scenie. Domyślam się, że reżyserce chodziło o pokazanie bezbronności człowieka w tej wielkiej, systemowej machinie, ale można było poszukać na to innych środków. Jak Polska długa i szeroka reżyserzy wciąż rozbierają aktorów, co jest już nawet przewidywalne ( niczym zwrot akcji w hollywoodzkiej produkcji ) i nic nie wnosi. Spektakl jest jednak zabawny, bo tak właśnie zagrany. Chcesz go zrozumieć? Najpierw przeczytaj książkę.

Zwróciłabym uwagę na Mateusza Webera, który w tym przedstawieniu zagrał jedną ze swoich najlepszych ról. Odkryłam w nim talent komediowy i ogromny potencjał do kolejnych projektów. ? Do końca lipca zagram jeszcze osiem spektakli, w tym ?Cabaret?, ?Sługę dwóch panów?, ?Kinky Boots?. Czeka mnie jeszcze kilka sesji dubbingowych, a potem tygodniowy odpoczynek na Sycylii- zdradza swoje zawodowo prywatne plany aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie.

 Z drobną pomocą stołecznego teatru ?wróciłam? więc do szkoły za sprawą ?Ferdydurke? i był to powrót przyjemny. Spektakl wejdzie do repertuaru Teatru Dramatycznego w nowym sezonie.

W Małopolsce też nie próżnują, grają. Spektakle ma dla widzów krakowski Teatr Bagatela, w tym ulubione przez widzów przeboje, przezabawne nowości i spektakle przeniesione ze Sceny na Sarego 7. Letni sezon teatralny potrwa w Bagateli do 23 września, a w repertuarze znalazły się m. in.:  ?Czego nie widać?, ?Mayday?, ?Najdroższy? i ?Szalone nożyczki?. Teatr Wybrzeże poszedł o krok dalej i zaplanował premierowy sierpień proponując ?Damy i Huzary?, ?Wesołe kumoszki z Winsdoru?, ?Zakochanego Szekspira? i ?Lekcje niegrzeczności?.

            W kinach oprócz zamrażającej zwoje mózgowe klimatyzacji i popcornu w rozmiarze  XXL podają też całkiem niezły film. ? Na plaży Chesil? z Saoirse Ronan i Billy Howle w rolach głównych. Rzecz dzieje się w hotelu na południowym wybrzeżu Anglii w czerwcu 1962 roku, a więc przed czasami rewolucji seksualnej. Skrzypaczka Florence pochodzi z bogatej rodziny, jej mąż Edward jest zdolnym młodym historykiem. Kiedy przychodzi czas na skonsumowanie małżeństwa ona obawia się zbliżenia, on boi się, że nie podoła zadaniu. Oboje są niedoświadczeni, nie potrafią się dogadać, przeżyli w przeszłości coś, co zamyka ich we własnym świecie i blokuje na tyle, że nie potrafią rozwiązać problemów, ani o nich  rozmawiać. Jest to kino angażujące, problematyczne, daje do myślenia. Popcorn będzie tylko przeszkadzał.

             Godne polecenia są dwa filmy dokumentalne, które weszły na ekrany polskich kin: ?Whitney? i ?Mc Queen? obydwa opowiadają historię wielkich artystów: wspaniałej piosenkarki Whitney Houston i geniusza mody Aleksandra Mc Queena. Pierwszy obraz bazuje na emocjach, ale nie pokazuje wszystkiego, nie ocenia, nie oskarża, nie dotyka rodzinnych tematów i tylko dlatego nie jest pełnym obrazem niezwykłej artystki. Reżyser Kevin Macdonald przyjął cel pokazania gwiazdy poprzez krótkie amatorskie filmy i komentarz rodziny. Jest to jedyny film o Whitney Houston, który uzyskał zgodę na publikację, co wiele tłumaczy. Ukradkiem ocierałam łzy widząc pierwszy występ Whitney, emocje jakie targają nią w relacjach damsko męskich i potworne zmęczenie po koncercie. To obraz wart poświęcenia na niego dwóch godzin.

Aleksandra Mc Queena poznajemy dzięki filmom amatorskim i opowieściom przyjaciół oraz współpracowników. Klatka po klatce widzimy co go inspiruje, kogo kocha i jak miłość wpływa na jego pracę, jak dochodzi do własnej marki i jakie demony w nim drzemią. Nadzwyczajny artysta, który odszedł przedwcześnie, a film pozwala poznać go bliżej.

I na koniec wakacyjna półka z książkami. Położyłabym na niej najnowszą powieść Marioli Zaczyńskiej. Dziennikarka z zawodu, pisarka z powołania opowiada historię przyjaźni dojrzałych kobiet. Tych co to są po przejściach, tych, które mają tajemnice, tych, które nazywają się przyjaciółkami i nimi są, choć nie zawsze dają to odczuć. Wiele jest w tej książce emocji, od przyjaźni, przez miłość, nienawiść, tęsknotę, zazdrość. Druk okraszony dawką humoru rozbawi kobiety z klasą, a może nawet podpowie jak się przyjaźnić w dojrzałym wieku?

Teatr, książka, film moje zawodowe zboczenie, którym zarażam innych. To jest choroba zakaźna, nieuleczalna, ale nie ma się czego bać, bowiem działa cuda.

pawel_zieba

O prawdziwych kobietach, szczęściu, wyzwaniach zawodowych, inspiracjach, fryzurach i pielęgnacji opowiedział Paweł Zięba – stylista fryzur.

Kobiety uwielbiają się oddawać w jego dłonie.. gotowe są nawet na absolutne metamorfozy. Największe Gwiazdy w Polsce od lat ufają mu bezgranicznie, bo on wie na czym polega prawdziwe piękno i jak je wydobyć. A przede wszystkim kocha podkreślać urodę dzięki idealnej fryzurze. O prawdziwych kobietach, szczęściu, wyzwaniach zawodowych, inspiracjach,fryzurach i pięgnacji opowiedział Paweł Zięba – stylista fryzur.

Pawle, jak opisałbyś kobietę z klasą?

Kobieta z klasą. Klasa to coś więcej niż nienaganny kok i rozróżnianie widelczyków na eleganckim przyjęciu, gdzie można wykazać się znajomością poezji. Niewymuszona elegancja i doskonały smak ? zarówno w modzie jak i w życiu. Charakter jest najlepszą biżuterią a ,,sex a peal” nie opiera się na krótkich spódniczkach i za głębokich dekoltach, a na tajemniczym spojrzeniu, stylu bycia. „Klasa” to coś trudnego do zdefiniowania, jednak gdy się już spotka taką Kobietę od razu widać, że ma to ,,coś” ten szczególny wdzięk.
„Kobieta z klasą” to kobieta o szerokich horyzontach, której towarzystwo to prawdziwa nobilitacja i przyjemność. Mimo swej wiedzy nie wymądrza się. Strój, make up i biżuterie ma stosowne do okazji, jest dyskretna i używa słów ,dziękuję oraz przepraszam”, podkreśla swe atrybuty, lecz w sposób wysmakowany-nie krzykliwy, ponieważ tego nie potrzebuje, aby być dostrzeżoną. Mądrość, elegancja, maniery i smak oto cechy kobiety z klasą jednak te cechy nie mogą być jak gorset, który uciska mają być kierunkowskazem w życiu prywatnym i zawodowym, bo najważniejsze jest szczęście ? tylko szczęśliwy człowiek potrafi dać szczęście innym. Inspirujmy się, ale nie zmieniajmy na siłę, bo najważniejszym dla kobiety z klasą powinno być szczęście-osiągnięte nie kosztem innych, a z gracją i zasłużonym podziwem innych.

Osiągasz ogromne sukcesy, jesteś cenionym profesjonalistą i ekspertem w dziecinnie stylizacji fryzur, pielęgnacji, a przede wszystkim Gwiazdy i rzesze kobiet ufają Tobie. Jak to osiągasz? Przychodzi do Ciebie klientka, która chce zmienić fryzurę, a ty stawiasz sobie za cel wydobyć z niej piękno. W jaki sposób z nią rozmawiasz?

Piękno jest rzeczą względną ? jak słodka herbata-dla jednych to taka, która jest posłodzona jedną, a dla innych czterema łyżeczkami. Jedyna droga do odnalezienia kompromisu pomiędzy wizją Kobiety, która do mnie trafiła a moim własnym wyczuciem smaku i wiedza jest rozmowa. Najpierw wysłuchuje oczekiwań, poznaje elementy, które przeszkadzają i poznaje domowe rytuały związane z przygotowaniem fryzury, kolejno przedstawiam swoją wizję -pokrewną przedstawionej lub całkowicie wywrotową. Często nie zwracamy uwagi na coś co dla innych może być ewidentne. Dobra fryzura to taka, która ukrywa nielubiane elementy, eksponuje urodę twarzy i potencjał samych włosów oraz sprawia, że idąc po ulicy ciągle zerkamy w witryny sklepu, w których oprócz nowego uczesania widać promienny uśmiech.

Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z Gwiazdą? Kto nią był?

Pierwszymi gwiazdami, jakie do mnie trafiły były: Alicja Resich ? Modlińska, Kasia Bosacka, Anna Popek.

Spotkanie z Panią Alicja było dla mnie czymś bardzo niespodziewanym i bardzo pouczającym. Pani Alicja widywała mnie przy pracy i pewnego dni postanowiła skorzystać z moich usług. Świadomość, iż Taka Gwiazda korzysta z najlepszych Stylistów była dla mnie stresująca, ale jak pokazał czas-lepiej lub gorzej, ale podołałem. Zaproponowałem rozjaśnienie i skrócenie włosów, wsparłem się rzeczowymi argumentami i faktycznie tak się stało. Pani Alicja jako doświadczona dziennikarka doskonale zna tajniki fryzjerskie i to Ona wiele mnie nauczyła jeśli chodzi o kreacje fryzur pod kątem kamery, oświetlenia telewizyjnego czy sesji foto.
To Właśnie Pani Resich-Modlińska jako Szefowa Pytania na Śniadanie zaprosiła mnie do pracy w telewizji. Moje marzenie się spełniło.
W telewizji pracując przy programie PnŚ poznałem Annę Popek, Beatę Sadowską, Agnieszkę Szulim i całe mnóstwo kolejnych.

Masz za sobą już wiele projektów medialnych, pracowałeś min. przy programie Metamorfozy. Jaka była Twoja największa metamorfoza?

Największą metamorfozą była zmiana pewnej Pani w programie Marioli Bojarskiej -Ferenc pt. „klub 50+”
Programy kręcone są w dużym tempie i nie ma czasu na rozwodzenie się nad drobiazgami, wykonałem swoje zadanie i szybko zająłem się kolejną osobą. Kobieta, którą poddaliśmy metamorfozie była bardzo cicha i spokojna, trochę mdła i przez to niezauważalna jako osoba, miała bardzo ciemne i płaskie włosy do ramion. Ja zrobiłem Jej krótką, czesaną  do góry fryzurę w stylu Małgorzaty Kożuchowskiej. Efekt był powalający, ale jak to każdy efekt tzw. „metamorfoz” mija. Fryzura opada, makijaż się zmywa,  a ubrania zmieniamy na własne-codzienne. Kiedy po kilku tygodniach w moim salonie pojawiła się niesamowita Kobieta idąca w moim kierunku mocnym krokiem na głośno stukających obcasach, ubrana w sukienkę w kolorze wina oraz lakierowaną torebką i makijażu w stylu no make up zamarłem na chwilę, bo poznałem w Niej osobę z metamorfoz. Jak mi wyjaśniła ? po powrocie do domu i rozmowami w wieloma osobami, a przede wszystkim po obejrzeniu siebie na ogólnopolskiej antenie uświadomiła sobie, że stać ją na więcej-mimo krótkiego czasu od emisji. Ta kobieta już zdążyła zmienić pracę, zaczęła się interesować modą i nabrała mnóstwo wigoru i apetytu na życie. Nie wygląd jest najważniejszy, ale w tym przynajmniej przypadku był zapalnikiem do rozpoczęcia zmian, które pozwalają nam być szczęśliwymi i świadomymi własnej wartości. To ta zmiana była dla mnie największą ? nie ze względu na włosy, ale na to,  co za sobą pociągnęła zmiana uczesania.

Planujesz zaangażować się w nowe projekty?

Nowy projekty = nowe wyzwania, zawsze bardzo chętnie podejmuje się nowych projektów. Ucząc w szkole (co sprawia mi mnóstwo satysfakcji) wprowadzałem nowe kierunki i przedmioty,  które nie znajdowały miejsca w standardowym programie nauczania. Niedawno skończyłem nakręcać drugi sezon programu ,,Nowa Ja” prowadzonym przez Kasię Cichopek, teraz czekam na kolejne możliwości kreatywnej pracy na szerszą skalę.

Uważasz, że siła wewnętrzna, poczucie własnej wartości rodzi piękno na zewnątrz czy odwrotnie? Angelina Jolie powiedziała, że jeśli kobieta czuje się piękna, to inni też ją tak widzą. Zgadzasz się z tym?

Jeszcze na studiach jako jedną z prac zaliczeniowych (studiowałem psychologię) przeprowadziłem badania na szerokiej grupie kobiet (ponad 2000) przy użyciu profesjonalnych narzędzi badawczych. Okazało się, iż niezależnie od własnej oceny swojego wyglądu aprobata społeczna powoduje, że wydajemy się sobie dużo bardziej atrakcyjni. Zgadzam się w 100% z Angeliną – Kobieta, która lubi sama siebie nie ukrywa się za znudzoną miną, nie boi się eksponować zalet i wie doskonale,  że najlepszym makijażem jest piękny uśmiech.

Wniosek jest taki, że czy wg ogólnie przyjętych kanonów piękna jesteśmy tacy czy nie-najważniejsze jest samopoczucie, które pozwala,  aby pączek rozkwitł jak przepiękna róża. Moja ulubiona Coco Chanel kiedyś powiedziała: „Ubieraj się tak, jakbyś miała spotkać swojego największego wroga” Moda pozwala nam wydobyć to co w nas najpiękniejsze i dać niewyobrażalną siłę działania nawet jeśli, nie od zawsze mieliśmy ją w sobie. Reasumując: Jeśli czujesz się piękna i masz świadomość swoich zalet – nikt, absolutnie nikt nie spojrzy na Ciebie bez podziwu i lekkiej zazdrości. Jeśli natomiast nie masz tak dobrego zdania o sobie, z pomocą przychodzi moda,  która uświadomi Ci jak jesteś unikatowa i wspaniała!

Jakie są trendy na lato 2018? Jakie kolory, fryzury będą królować?

Moda w dzisiejszych czasach jest bardzo eklektyczna. Modne jest z grubsza wszystko. Jeśli miałbym wskazać kierunki główne to byłyby to: naturalność-rozświetlenia w stylu sombre, miękkie fale w stylu hippie, krótkie-lekko potargane włosy jak u Twiggy, kolor biało-szary oraz kontrastujące odcienie złoto-miodowe w różnym nasyceniu, blondy w odcieniu margaryny oraz grzywki we wszystkich długościach-do połowy czoła, pełne wchodzące do oczu oraz te długie wywijana na zewnątrz. Warkocze w każdym wydaniu zawsze się obronią, ale latem 2018 nosimy cienkie warkoczyki przy twarzy-zupełnie jak w latach 90tych. Ogólnie ma być miękko, świeżo, dziewczęco i niezobowiązująco. Sombre nie daje odrostów, grzywka nawet odrośnięta i tak wygląda dobrze. Nawet upięcia mają być lekkie i wyglądać dziewczęco, a nie jak wykrochmalony kok.

Jak dbać o włosy latem? A jakie zabiegi polecasz w swoim salonie na tę porę roku.

W dbaniu o włosy najważniejsza jest regularność. Każda drogeria proponuje nam szeroką gamę kosmetyków do każdego rodzaju włosów. Pamiętajmy, aby szampon ZAWSZE był jak naturalniejszy i najlżejszy ? bez silikonów, barwników. Należy używać zawsze kosmetyków bez spłukiwania-przy lekkim szamponie nie obciążą nawet cienkich włosów. Latem polecam kosmetyki solarne, które mają w sobie świetne filtry UV oraz ochronę przed solą morską. Raz w tygodniu należy zrobić kompres z maski ? umyć włosy, mocno odsączyć, nałożyć sporo maski i zawinąć w folię aluminiową (-torebka plastikowa odparza włosy) potrzymać godzinkę i gotowe. W tym czasie można obejrzeć film lub poczytać.

Aktorki, modelki, prezenterki telewizyjne szczególnie narażają codziennie swoje włosy na szkodliwe czynniki takie jak prostownica, sucharka, mnóstwo lakieru. Jaką pielęgnację polecasz tak uszkodzonym włosom?

Tutaj mamy do czynienia z częstą ekspozycją na wysokie temperatury-dlatego priorytetem jest używanie ochrony termicznej i umiejętne używanie gorących urządzeń. Ważne jest częste stosowanie maski i do każdego mycia odżywki.

Ponoć w domowym zaciszu można dokonać cudów. Twoje najbardziej polecane triki pielęgnacyjne?

Włosów nie da się uzdrowić ? możemy jedynie stosować tzw. makijaż, czyli po zastosowaniu odpowiedniej pielęgnacji osiągniemy wrażenie zdrowych, gładkich włosów, jednak każde kolejne mycie zmniejsza efekt pielęgnacyjny – dlatego najważniejsze jest to, żeby każdy rytuał robić regularnie. Dziś mamy mnóstwo blogów poświęconych naturalnym metodom pielęgnacji włosów (np. żółtko z jajka, awokado, oliwa, miód, sok z cytryny) oraz dla nieco wygodniejszych osób mnóstwo kosmetycznych produktów w ampułkach.

To prawda, że gdy kobieta zmienia fryzurę, to znak, że za chwilę wywróci całe życie do góry nogami? Spotkałeś się z tym?

Fryzura jest ramą naszej twarzy i nie tak łatwo przychodzi nam decyzja o jej zmianie. Chanel powiedziała słynne zdanie: ,,Kiedy kobieta ścina włosy to znak, że zmieni swoje życie”
Kobiety kiedy są w środku życiowej zawieruchy i nie mają już nic do stracenia lub chcą odciąć się od tego co było stawiają wszystko na jedną kartę i np. zmieniają pracę lub….fryzurę ? ich odwaga rośnie jak kula śnieżna i wtedy pozwalają sobie na wiele ? zmian koloru z pastelowego na intensywny, z ciemnego na jasny lub zmianę długości czy zrobienie grzywki, która jest zawsze bardzo widoczną zmianą.
Zatem tak. Zmiany życiowe wiążą się ze zmianami w wyglądzie ? kolejność dowolna ? albo decydujemy się na fryzurę, która ma nas popchnąć w wir zmian lub traktujemy ją jako ukoronowanie już powstałych zmian w życiu.

Rozmawiała Kamila Mruszczyk

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved