website-logo
para młoda

Ślubne faux pas, czyli jakie błędy popełniamy podczas ślubów i wesel

Kiedy pytam moją córkę o wspomnienia z jej ślubu, to odpowiada mi, że prawie nic nie pamięta, ponieważ była tak wzruszona i przejęta. To piękne. Jej mąż zresztą też chyba nie żałuje tej decyzji, ponieważ ożenić się z moją Dominiką było jego największym marzeniem. Nie chcę za bardzo wnikać, jak jest teraz, ponieważ jestem teściową:), ale rodzinka wygląda na szczęśliwą. Na zdjęciach ze ślubu też wyglądają wspaniale, nawet kiedy ogląda się je już po latach.

Niektórzy zapominają, że pamiątki z tego wydarzenia pozostają na całe życie, więc warto zadbać o to, żeby również wywoływały miłe wspomnienia i wzruszenie, a nie kpiny z powodu bezsensownej fryzury czy „modnego” garnituru.

Kobiety rzadziej popełniają błędy, wybierając suknie ślubne. Jeśli już się zdarzają jakieś uchybienia, to związane ze zbyt głębokim dekoltem czy odkrytymi ramionami podczas samej ceremonii. W kościele obowiązuje strój skromny, więc jeśli suknia ślubna nie ma rękawów, to panna młoda powinna okryć ramiona szalem.

Pan młody, chcąc wyglądać wyjątkowo w dniu swojego ślubu, czasami wybiera na tę okazję smoking. Ale jego wyjątkowość będzie niestety polegała na tym, że będzie źle ubrany. Smoking jest strojem wieczorowym; na dzień zakładanym jedynie przez kelnerów. Goście również powinni pamiętać o tym, żeby ich stroje podczas ceremonii miały charakter dzienny, czyli kobiety nie powinny zakładać długich ani połyskujących sukienek. Jeśli koniecznie chcą błyszczeć, to mogą na weselu, ale dopiero wieczorem i pod warunkiem, że nie przyćmią swoim wyglądem panny młodej. To jej dzień, więc pozostałe osoby (poza panem młodym) nie powinny się szczególnie wyróżniać.

Sądziłam do niedawna, że współcześnie jest już na tyle duża świadomość zasad dress code’u, że wszystkie zaproszone panie na ślub i wesele wiedzą, że absolutnie nie wolno założyć sukienki w kolorze białym czy écru, ponieważ jest to kolor zastrzeżony dla panny młodej. Jednak całkiem niedawno, kiedy piłkarz Messi brał ślub, jego matka również okryła się bielą. Czyżby chciała konkurować z panną młodą? Myślę, że nie miała żadnych szans, czegokolwiek by na siebie nie założyła.

Błędy zdarzają się też, jeżeli chodzi o prezenty. Niestety istnieją tacy goście, którzy wręczają parze młodej puste koperty. W moim odczuciu waga nietaktu w tym wypadku jest tak ogromna jak kradzież.

Byłam też jakiś czas temu świadkiem innego incydentu. Jeden z gości postanowił pootwierać koperty i oficjalnie ogłosić, ile kto podarował. Państwo młodzi nie wiedzieli, jak ukryć swoje zażenowanie.

A ślub i wesele zdarzają się raz w życiu. Warto się wysilić, poszerzając swoją wiedzę z zakresu savoir-vivre’u, żeby wspomnienia z tego dnia były jeszcze piękniejsze.

dr Irena Kamińska-Radomska

pierwsza komunia

Komunijna licytacja – w stronę skromności, a nie zepsucia

I Komunia Święta to wydarzenie, na które spoglądamy z różnych perspektyw. Na rodzicach przystępującego do sakramentu dziecka spoczywają obowiązki organizacyjne: przyjęcie, strój i tak dalej i dalej, więc Komunia jest głównie troską o sprawy przyziemne, chociaż niektórzy powiedzą, że już samo wynajęcie lokalu to zadanie graniczące z cudem, chyba że pomyśli się o tym z dużym wyprzedzeniem.

Po gościach oczekuje się obecności podczas uroczystości kościelnej i na przyjęciu, a także zakupu podarunków. Dziecko z kolei spogląda na I Komunię przez pryzmat przygotowania się do sakramentów, ale ten obowiązek umila mu myśl o zamówionych prezentach. I nie ma tu przesady – mowa o „zamówionych” prezentach. Bo który z gości chciałby narazić się na taki „afront” jak nietrafiony podarunek. To mogłoby zepsuć klimat całego wydarzenia. W niektórych wypadkach tak się dzieje i o nich właśnie mowa. Czyli o takich komuniach, których nie traktuje się jak sakrament, lecz jak event. Zresztą nawet spotkałam się z komentarzem jednej z matek, że w tym roku musi przejść z córką przez ten cyrk.

Faktycznie, jeśli dziecko i rodzice są niewierzący, to uroczystość I Komunii Świętej jest dla nich maskaradą. Takie podejście obraża wierzących i jednocześnie jest błędem wychowawczym. Dziecko dostaje od rodziców przykład nieuczciwości. Przecież nikt ich do niczego nie zmusza. Zdaję sobie sprawę z tego, że pobudki niektórych rodziców nie są złe. Nie chcą, aby ich dziecko czuło się wyobcowane, poszkodowane, chcą uniknąć komentarzy rodziny albo traktują to jako tradycję. Czasem przeprowadzają swoje dziecko przez wszystkie sakramenty, żeby nie pozbawiać go w przyszłości możliwości zawarcie ślubu kościelnego. Czyli celem jest kolejny cyrk, tylko że na większą skalę.

Powstaje więc pytanie, jak należy właściwie postępować. Przede wszystkim sakrament Komunii może przyjąć tylko osoba wierząca; w innym wypadku jest to świętokradztwo. Jeśli rodzice są niewierzący, a dziecko tak, powinni to uszanować i potraktować z szacunkiem. Jeśli zarówno rodzice, jak i dziecko są niewierzący, powinni zrezygnować z Komunii.

Jeżeli natomiast wychowują dziecko w wierze, powinni skupić się przede wszystkim na mentalnym przygotowaniu dziecka, przesuwając sprawę prezentów na dalszy plan. Niestety jest to trudne, ponieważ dzieci w własnym gronie licytują się, jakie prezenty dostaną. Dorośli też nie mają łatwo, bo chcieliby podarować więcej niż sami dostawali w trudnych czasach swojego dzieciństwa. Jeśli więc decydują się na rozpieszczanie podarunkami, muszą to robić mądrze, żeby Komunia Święta prowadziła dziecko ku doskonałości, a nie do zepsucia.

dr Irena Kamińska-Radomska

w autobusie

Komunikacyjny savoir-vivre, czyli o pewnej historii rodem z autobusu

Znajoma wracała z pracy autobusem i swoim zwyczajem zanurzyła się w lekturze książki. Na jednym z przystanków dosiadła się młoda dziewczyna, która zajęła miejsce naprzeciw. Prowadziła ożywioną rozmowę przez telefon. Opowiadała komuś o swoich doświadczeniach z jakiejś imprezy. Komentowane doświadczenia obfitowały w emocje, więc rozmowa była na tyle głośna, że moja znajoma nie była w stanie skupić się na czytaniu. Przeczekała chwilę, ale rozmowie telefonicznej nie było końca. W pewnym momencie odłożyła książkę i poprosiła grzecznym tonem, żeby współpasażerka mówiła ciszej, ponieważ to przeszkadza w czytaniu. Prośba poskutkowała na dwie sekundy, po czym imprezowe opowiadanie potoczyło się równie głośno co poprzednio.

Wtedy znajoma wstała, otworzyła książkę ponownie i zaczęła czytać pełnym głosem. Młoda pasażerka oniemiała. Natychmiast zakończyła rozmowę telefoniczną i spojrzała na to, co się dzieje. Wtedy moja znajoma oderwała wzrok od książki i zapytała: „Przeszkadza, prawda? Tak jak mnie.”

To prawdziwa historia. Smutna, bo pokazuje, do jakich sposobów trzeba się uciekać, żeby dotarło do innych, że w miejscach publicznych należy zachować spokój. Że wszędzie tam, gdzie przyszło nam wspólnie przebywać, należałoby respektować potrzeby innych. To absolutna podstawa dobrego wychowania. Kiedy ktoś zachowuje się w środkach komunikacji publicznej głośno, dokonuje gwałtu na odczuciach współpasażerów. Będąc w zamkniętym pojeździe, pozostali pasażerowie nie mogą sobie pozwolić, by w dowolnym momencie wyjść, aby uniknąć agresji. A głośne zachowanie nie jest niczym innym, jak aktem agresji, ponieważ wywołuje negatywne emocje.

W ostatnich czasach dużo się mówi o asertywności, o dbaniu o również własne potrzeby. Bardzo dobrze. Trzeba pokochać siebie, żeby móc dzielić się miłością z innymi. Ale nie kosztem innych, ponieważ sprowadzałoby się to do zwykłego samolubstwa, będącego dokładnym zaprzeczeniem kultury osobistej. Wszelkie zasady prawdziwej kultury wynikają z myślenia również o innych. Wymaga to pewnego taktu i wyczuciu sytuacji, czego raczej nie brakuje ludziom inteligentnym. Pozostali potrzebują niestety specjalnych środków, żeby do nich dotarło przesłanie, jakie od czasu do czasu przytaczam: „Wolność jednego człowieka powinna kończyć się tam, gdzie zaczyna się wolność innych”. Także w autobusie.

dr Irena Kamińska-Radomska

women-1586480_1280

Dama się nie kłóci?

Jeśli zgodnie z definicją słownika polskiego przyjmiemy, że kłótnia to gwałtowna i ostra wymiana zdań, to można jednoznacznie stwierdzić, że dama się nie kłóci. Nie musi to wcale oznaczać, że powinna się ze wszystkimi zgadzać. Nic podobnego. Można nawet powiedzieć, że często powinna wręcz nie zgodzić się ze zdaniem oponentów. Kiedy rozmowa dotyczy jej wartości, powinna ich bronić, nawet z narażeniem życia (jeśli nie uczyni tego w jej imieniu dżentelmen).

Prawdziwa dama kieruje się zarówno sercem, jak i rozsądkiem. Wbrew pozorom, jedno drugiego nie wyklucza. Racjonalne myślenie zatraca się jedynie przy wzburzonych emocjach, na co dama sobie nie pozwala. Zawsze stara się sprawiedliwie rozsądzić sporną kwestię, biorąc pod uwagę wszelkie argumenty. Uwaga! Bierze pod uwagę również te, których używa oponent.

Podstawą kulturalnego sporu jest używanie racjonalnych i prawdziwych argumentów. Należy za wszelką cenę unikać trybu przypuszczającego: „Gdybyś nie myślał tylko o sobie, to nie zapomniałbyś o urodzinach Julki”. Takie zdania w sporze nie mają wartości, ponieważ są tylko przypuszczeniem; skąd bowiem wiadomo, że nie zapomniałby. Nie będąc egoistą, też mógłby  zapomnieć. Przytoczone zdanie jest interesujące jeszcze pod innym względem. „Gdybyś nie myślał tylko o sobie…” jest słabo zawoalowanym oskarżeniem: „Myślisz tylko o sobie”, z gruntu rzeczy jest nieprawdziwe, bo realnie niemożliwe.

Dama nie używa epitetów. Ocenia jedynie zachowania, a nie człowieka. Dotyczy to również najmłodszego pokolenia, czego wielu rodziców nie jest świadomych. Szafują określeniami, które podcinają skrzydła własnego dziecka. „ty łajzo”, „leniu śmierdzący”, „ale z ciebie tchórz” to tylko niektóre z prymitywnych argumentów atakujących dziecko. Niestety podczas kłótni padają ze strony najbliższych, powodując ból, upokorzenie i rany, które nie goją się latami. Słysząc taką ocenę ze strony matki lub ojca, trudno wyrobić sobie w życiu pewność siebie.

Lepiej zaatakować problem, a nie człowieka. Jeśli mąż zapyta żonę, czy nie widziała jego zegarka, powinna odpowiedzieć sensownie: „Tak, jest na twoim biurku” albo: „Nie widziałam”, a nie: „A Ty zawsze musisz wszystko gubić?”. Po takiej odpowiedzi można się spodziewać reakcji: „Po pierwsze nie zawsze, a po drugie – nie wszystko!”. I kłótnia gotowa. A trzeba przyznać, że to całkiem sensowna odpowiedź w przypadku generalizacji (zawsze, nigdy, wszystko itp.), która jest pułapką w kłótniach, bo wystarczy jeden pozytywny przykład dla obalenia argumentu.

Jednak najważniejsze w sporach jest właściwe nastawienie. Celem nie może być czyjaś wygrana, ale poszukiwanie rozwiązań i prawdy, czyli trzeciego już fundamentu naszej kultury.

dr Irena Kamińska-Radomska

stół wielkanocny

Wielkanocny savoir-vivre

Rozsadzanie gości

Przemyślenie, kogo gdzie posadzić, jest bardzo często lekceważone przez gospodarzy, a to podstawa dobrej atmosfery przy stole. Przy planowaniu miejsc warto zastosować przynajmniej podstawowe zasady. Najważniejszą jest precedencja, która decyduje o pierwszeństwie: najbliżej gospodarzy, którzy zasiądą u szczytów stołu, powinni siedzieć najbardziej uprzywilejowani goście, najprawdopodobniej będą to dziadkowie. Można zrobić wyjątek dla rodziny lub przyjaciół, którzy przyjadą do nas z bardzo daleka i będą traktowani jako goście honorowi. Druga ważna zasada to rozsadzenie kobiet i mężczyzn, a trzecia to nie sadzanie razem małżeństw. Pary na rozmowę mają czas w domu. Dobrze jest też pamiętać, żeby przypadkiem nie posadzić obok siebie osób ze sobą skłóconych.

Zwykle mamy dylematy, gdzie posadzić dzieci, ponieważ w tych czasach nie sadza się ich przy osobnym stole. Jeśli są maleńkie, powinny siedzieć obok rodziców, którzy będą się nimi opiekować. Chyba że dziadek lub babcia poproszą, by siedziały obok nich. W takich wypadkach wszyscy są szczęśliwi: i rodzice, ponieważ mogą sobie odpocząć, i dziadkowie – z wiadomych względów. Jeśli dzieci są starsze, czyli samodzielne, siadają najdalej od gospodarzy. Są wtedy wśród rówieśników i bawią się rozmową w swoim gronie.

Jeśli skrupulatnie podejdziemy do rozsadzania gości, przygotowujemy zawczasu winietki z imionami, żeby każdy wiedział, gdzie usiąść. Niektórzy goście czasami próbują pozamieniać się miejscami, burząc porządek zaproponowany przez gospodarzy. Jest to bardzo niegrzeczne. Również niewłaściwe jest zamienianie się miejscami w trakcie trwania przyjęcia. Wymowa takiego zachowania jest mniej więcej taka: „nudzę się przy tobie, wolę porozmawiać z kim innym”.

Rozmowy

Zasady, które dotyczą rozmów, to nie tylko unikanie tematów prowadzących do konfliktów. To przede wszystkim umiejętność słuchania, podtrzymywania dyskusji czy szukania wspólnych upodobań. Warto również nabrać dystansu do siebie i usposobić się przyjaźnie do innych, żeby nie patrzeć pogardliwie na wujka, który po raz któryś z rzędu opowiada tę samą historię, czy na ciocię, która zadaje niedyskretne pytania.

Ubiór

Na uroczyste śniadanie, które jest najważniejszym przyjęciem podczas Świąt Wielkanocnych, należy się ubrać wyjątkowo starannie. Odpowiedni na tę okazję jest strój wizytowy o charakterze dziennym, czyli mężczyźni mogą być w jasnych garniturach (chociaż granat nie będzie błędem), a kobiety w sukienkach wizytowych. Warto przemyśleć też ubiór dzieci i młodzieży. Młode pokolenie powinno swoim strojem wyrażać szacunek dla gospodarzy, dla gości, dla samych siebie, ale przede wszystkim szacunku dla Zmartwychwstania.

Życzenia

Zanim gospodyni złoży życzenia, na początku uroczystego śniadania rozdaje pokrojone i przygotowane na małym talerzyku święcone jajka. Podczas Świąt Wielkanocnych nie ma zwyczaju dzielenia się wszystkich ze wszystkimi, tak jak opłatkiem podczas Wigilii. Wystarczy, że gospodarz lub gospodyni wstanie i powie kilka miłych życzliwych słów do wszystkich gości.

Ja również chciałabym dołączyć się ze swymi życzeniami radosnych Świąt dla Czytelniczek i Redakcji.

dr Irena Kamińska-Radomska




rekrutacja

Antydekalog rekrutacji

1. Nie powtarzaj sobie: „Muszę dostać tę pracę, muszę dostać tę pracę…” Wiele osób wybiera się na rozmowę kwalifikacyjną z myślą, żeby tylko uzyskać konkretne stanowisko. I tak się na tym skupia, że – po pierwsze – spala się nerwowo już na samym wejściu i – po drugie – traci dobry kontakt z zespołem, który prowadzi rekrutację. A przecież rekrutacja to nic innego jak rozmowa, podczas której zasady są podobne jak w zwykłej komunikacji międzyludzkiej: należy czasem słuchać, czasem mówić, wymieniać się pytaniami. A nawet zażartować, jeśli jest ku temu okazja. 

2. Jeśli nawet nie uzyskasz stanowiska, o jakie się ubiegasz, to nic nie szkodzi. Nie traktuj odmowy w kategorii porażki, nie obwiniaj się niepotrzebnie, bo to powoduje negatywną samoocenę i utratę pewności siebie. A przecież powody nieuzyskania pracy mogę być przeróżne: inne oczekiwania, niedopasowanie osobowości, a także brak możliwości ze strony pracodawcy na spełnienie oczekiwań potencjalnego pracownika. Jeśli dobrze się zaprezentowałaś, to wcześniej czy później dostaniesz pracę – nawet od tego samego rekrutera. On z pewnością odnotuje Twoje kwalifikacje i przy pierwszej okazji skontaktuje się z Tobą.

3. Nie nastawiaj się źle do headhunterów. Mało kto, wybierając się na rozmowę o pracę, zdaje sobie sprawę z czegoś niezwykle ważnego, co powinno być oczywiste – headhunterzy i Ty macie dokładnie ten sam cel: zatrudnienie pracownika na konkretne stanowisko. Tym razem na to stanowisko, innym razem na inne.

4. Nie udawaj luzu. I nie tylko luzu. Bądź sobą. Lepszy szczery pracownik, choć nieidealny niż udawany perfekcjonista.

5. Nie udzielaj pokrętnych odpowiedzi. Jeśli nawet uznasz, że jakaś odpowiedź jest w danym wypadku niedyplomatyczna, to masz dwa wyjścia: 1) odmówić odpowiedzi (masz do tego pełne prawo), 2) powiedzieć prawdę. Jeśli rekruterzy mają klasę, to docenią jedno i drugie.

6. Nie wyciągaj pierwsza dłoni na powitanie. To jest sytuacja służbowa, więc kwestie płci i wieku nie mają tu znaczenia. Pozostaw inicjatywę gospodarzom. Wystarczy, że powiesz z uśmiechem „dzień dobry” i podejdziesz do siedzących osób.

7. Idąc od drzwi w kierunku stolika, przy którym odbywa się rekrutacja, nie mów, nie przedstawiaj się. Daj sobie czas na przejście w ciszy, jesteś tego warta. Dopiero przy stoliku czy biurku możesz się przedstawić: „Nazywam się Magdalena Dobrzyńska, byłam umówiona na rozmowę w sprawie pracy”. W tym momencie gospodarze powinni się przywitać i zaproponować Ci, żebyś usiadła.

8. Nie przychodź na ostatnią chwilę, a tym bardziej nie spóźniaj się. To może oznaczać, że Ci nie zależy na tej pracy.

9. Podczas autoprezentacji nie powtarzaj tego, co już napisałaś w CV, chyba że zostaniesz o to zapytana. W innym wypadku lepiej opowiedzieć jakąś historię z własnego życia, która więcej powie o Tobie niż suche fakty.

10. Nie zapominaj o uśmiechu, kiedy tylko jest okazja. Ale uwaga! Nie chodzi o przymilny uśmieszek, bo to jest nieszczere. Uśmiechnij się, kiedy się witasz, podczas autoprezentacji i wtedy, kiedy to wynika z rozmowy. Komunikacja musi być spójna. A to jest banalnie proste, pod warunkiem, że nie próbujesz za wszelką cenę udawać kogoś lepszego niż naprawdę jesteś. A przecież jesteś wyjątkowa, niepowtarzalna. A jeśli uznasz, że należałoby coś u siebie dopracować, to zrób to, zanim umówisz się na rozmowę.

dr Irena Kamińska-Radomska

gentelman

Dżentelmen w metrze

Podczas zajęć z umiejętności interpersonalnych jeden ze studentów zainicjował dyskusję na temat zasad dobrego wychowania. Impulsem do rozmowy była dość typowa współcześnie sytuacja, jaką zaobserwował w metrze: starsza kobieta stała, podczas gdy młody chłopak siedział i udawał, że śpi.  

Student przede wszystkim zapytał, czy kobieta mogła w tych okolicznościach zwrócić siedzącemu uwagę. Odpowiedziałam, że mogła, ale sama w ten sposób naraziłaby się na niegrzeczność. Zamiast zwracać uwagę, lepiej gdyby poprosiła któregoś z siedzących pasażerów o ustąpienie miejsca. Należałoby to jednak zrobić bez wyrzutu i karcącego tonu.

Młodzi pasażerowie nie są chętni do ustępowania miejsc. Sprytnie znajdują uzasadnienia, usprawiedliwienia dla swojej wygody i braku dobrych manier: niewyspanie, zmęczenie. Twierdzą też, że płacąc za przejazd, mogą na równych prawach ze starszymi korzystać z tych samych wygód. Pielęgnują przy tym niechęć do osób, którym powinni ustąpić. Czasem robią sobie kpiny ze starszych kobiet, wyszukując zabawne określenia dla bohaterek różnych zachowań w środkach komunikacji miejskiej. I tak na przykład „miotaczki” to te, które z daleka rzucają torbą na dostrzeżone miejsce, „siatkarki” to kobiety, które kładą swoje zakupy na kolanach siedzących pasażerów. Są jeszcze „lekkoatletki” – starsze panie, które biegną do autobusu, a potem udają, że są umierające. To straszne, żeby starsze kobiety musiały uciekać się do takich sztuczek, żeby ktoś się zlitował i wstał. Wstyd!

Wiele osób uważa, że nie można twierdzić, że nieustępowanie miejsc osobom uprzywilejowanym to brak kultury. Przecież bywają też poważne problemy zdrowotne u młodych, które nie pozwalają im stać w czasie jazdy. Skąd więc wiadomo, czy chłopiec z metra mimo wszystko nie był dżentelmenem?

Niestety można bez wahania stwierdzić, że nie był dobrze wychowany. Jeśli nawet miał problemy ze zdrowiem, powinien był się zwrócić do stojącej obok kobiety i powiedzieć: „Przepraszam panią najmocniej; wiem, że powinienem ustąpić, ale niestety jestem chory”. Dobrze wychowany człowiek wie, co zrobić czy powiedzieć w takiej sytuacji. Podkreślam dobrze wychowany…

I tu nasuwa się kolejne pytanie: kto wychował takie pokolenie, które nie wie, czym są przywileje, co to kurtuazja, szacunek, uprzejmość, wytrwałość, pracowitość, chęć niesienia pomocy. To jest jedna sprawa.

Ale pozostaje jeszcze kwestia sprawności fizycznej. Jak ma wytrzymać na stojąco młodzieniec, którego matka we wszystkim go wyręcza. Jak ma być sprawny chłopak, który godzinami siedzi ze smartfonem w ręku, oglądając filmiki. Jeśli nawet ktoś z rodziców spróbuje ukrócić to marnowanie czasu, często nie jest w stanie zaproponować dziecku innego zajęcia. A samo dziecko ogłupione przez papkę sączącą się z YouTube’a również nie ma pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Nie umówi się z kolegami na boisku, bo koledzy robią dokładnie to samo, czyli leżą ze smartfonami na kanapie. Jak więc mają utrzymać stojącą pozycję – i to jeszcze w jadącym pojeździe?

Dawniej nie było takich zabawek, więc dzieci całymi dniami goniły po podwórku, grały w piłkę nożną, w berka, w chowanego; dziewczynki skakały na skakance, chłopcy wchodzili na drzewa. Byli wysportowani.

W tamtych czasach nie do pomyślenia było, żeby kobieta – nawet młoda – stała, podczas gdy chłopak czy mężczyzna siedział. Nie tylko w autobusach czy tramwajach. Takie były zasady. Były i dalej są, z tą tylko różnicą, że teraz mało kto zaprząta sobie nimi głowę. A szkoda.

Teraz starsze pokolenie jeszcze wytrzyma na stojąco, bo jest zahartowane. Ale co zrobią dzisiejsi młodzi, których kiedyś dosięgnie starość?

dr Irena Kamińska-Radomska

stresmain

Savoir-vivre jako źródło stresu

Taką myślą podzielił się ze mną uczestnik studiów podyplomowych, który interesował się stresem i znajdował w savoir-vivrze jedną z jego przyczyn. Warto więc pochylić się nad zależnościami tych dwóch pojęć.

Wszyscy mają świadomość istnienia zasad savoir-vivre’u, nawet dzieci, choć i dorośli, i maluchy, niekoniecznie muszą wiedzieć, że grzeczność może się tak nazywać. Bo przecież odpowiednie, grzeczne zachowanie to właśnie savoir-vivre, czyli wiedza o tym, jak żyć.

Jak więc grzeczność, uprzejmość i kurtuazja mogą być stresogenne? Otóż – jak się okazuje – mogą. Wczoraj byłam na obiedzie z przemiłą nastolatką Emilką. Kiedy pochwaliła się przyjaciółce, że będzie jadła ze mną lunch w hotelowej restauracji (przypadkowo w tej samej, w której gościły panie z Projektu Lady), to przyjaciółka Emilki wyraziła współczucie, ponieważ wyobraziła sobie ten wielki stres, jaki może powodować moje towarzystwo i krytyczne uwagi przy jedzeniu.

Krytyczne uwagi z całą pewnością do miłych nie należą, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie ich wyrażał w stosunku do gościa. Zasady savoir-vivre’u mówią o tym jasno. Korygowanie zachowania gościa przy stole może się zdarzyć jedynie w niektórych wypadkach: kiedy ktoś o to prosi w celach edukacyjnych, w programach rozrywkowych oraz przy wychowywaniu dzieci. W innych wypadkach możemy się liczyć z tym, że nasz gość już nigdy nas nie odwiedzi. I również nie ma co liczyć na zaproszenie z jego strony.

Przy dobrej znajomości zasad grzeczności błędy popełniane przez innych oczywiście rzucają się w oczy, ale wtedy trzeba robić wrażenie, że wszystko jest w porządku. Przecież etykieta jest właśnie po to, żeby inni w naszym towarzystwie czuli się dobrze i swobodnie.

Stres może jednak pojawić się z powodu etykiety w sytuacji, kiedy ktoś zdaje sobie sprawę, że pozbawiony jest dobrych manier i może być narażony na ośmieszenie w kulturalnym towarzystwie. Nerwowe napięcie można przeżywać również wtedy, kiedy ma się pewną wiedzę z zakresu savoir-vivre’u, ale nie wypróbowaną, nie wcieloną w życie jeszcze ani razu. Sama teoria zwykle na niewiele się zda, ponieważ niemal każda sytuacja towarzyska wymagałaby wtedy niezwykłej koncentracji na konwenansach, co odbywałoby się kosztem swobody w kontaktach. Taka osoba odbierana byłaby jako spięta, niepewna i sztuczna. Sama teoria usztywnia zamiast przynosi korzyści.

Jeśli ktoś chciałby nabyć swobody przy jednoczesnym zachowaniu zasad, oczywiście może to osiągnąć. Jest to jednak możliwe tylko pod takim warunkiem, że zasady te staną się częścią jego tożsamości. Wtedy podświadomość i intuicja podpowiedzą właściwe zachowania. 

Trzeba sobie jeszcze odpowiedzieć na pytanie, jak osiągnąć taki stan, w którym nie trzeba będzie zastanawiać się nad odpowiednim zachowaniem w towarzystwie, ale to jest akurat bardzo proste. Wystarczy po prostu się tych zasad… nauczyć i zacząć je stosować:) Nie przejmować pierwszymi niepowodzeniami i cieszyć się, kiedy po kilkunastu latach będą już zauważalne efekty.

Żartowałam! Przy dobrych chęciach i zaangażowaniu już w krótkim czasie można stać się lepszą wersją siebie!:)

dr Irena Kamińska-Radomska

babajedzie

Baba jedzie!

Spróbujmy to odwrócić: „Facet jedzie!”. Brzmi niedorzecznie, prawda? Męska solidarność nie pozwoli na ukucie takiej obelgi. Zresztą nie brzmi to jak obelga i wcale nią nie jest. Kiedy kierowca-mężczyzna popełni jakiś błąd, drugi kierowca krytykuje go jako tego w kapeluszu, z Opola, w niedzielę itp., chroniąc ogólną męską nieomylność. A kiedy kobieta za kierownicą postąpi nie tak, jakby tego panowie oczekiwali, to wystarczy powiedzieć z pogardą „baba”. I w ten sposób tworzy się, albo raczej powiela, stereotyp nieporadnej kobiety w sytuacji męskiej. A przecież w Polsce kobiet za kierownicą jest niemal tyle samo, co mężczyzn. Różnica to jedynie kilka procent.  

Jakie więc mogą być przyczyny krytycznych ocen, skoro badania statystyczne mówią też, że większość wypadków powodują mężczyźni i – co gorsza – większość tych śmiertelnych. Statystyki mówią zatem coś dokładnie odwrotnego niż męskie komentarze. Jak się okazuje, z kobietami-kierowcami jest całkiem nieźle.

Wiele kobiet jednak przejmuje się tym gadaniem, ponieważ panie mają niezwykle niskie poczucie pewności siebie. Ja z powodu tego przejmowania się całkiem przestałam jeździć. Od wielu lat mam w torebce prawo jazdy, zupełnie niepotrzebne. Wczoraj na szkoleniu, kiedy wspomniałam o braku pewności siebie u Polek, jeden z uczestników powiedział, że chyba nie w jego firmie. Koleżanki szybko naprostowały kolegę, uświadamiając go, że to, co widzi, a to, co one przeżywają wewnątrz bez okazywania emocji, to dwie różne sprawy.

Zdumiewa mnie poziom kultury osób, które wykrzykują wyzwiska w stronę kobiet. Nie tylko tych za kierownicą. Panowie robią to, kiedy tylko im się coś nie spodoba. A nie podoba im się zwykle wtedy, kiedy ktoś postępuje inaczej. Inaczej nie musi jednak oznaczać gorzej. No cóż, kobiety często (często nie oznacza zawsze) jeżdżą inaczej: średnio wolniej, ostrożniej, nie mają tyle testosteronu, więc nie mają takiej potrzeby rywalizacji i walki jak panowie. Wolą bezpieczeństwo. Zatem skąd bierze się zjawisko takiej niesłusznej krytyki kierowców-kobiet? Przyczyn może być wiele. Jedna – to kwestia innej oceny tych samych zjawisk. Dla wielu mężczyzn zbyt wolna jazda i ostrożne rozglądanie się na różne strony stwarza zagrożenie dla innych. Po drugie, w kulturach, które nie tolerują inności (a nasza kultura do takich należy), każde odstępstwo od własnych wyobrażeń na temat norm jest postrzegane negatywnie. Po trzecie, polska kultura należy do męskiego typu organizacji społeczeństwa, a co za tym idzie porównywanie się, szybkie tempo, a nawet ostra jazda są u nas na drodze akceptowalne.

Ale uwaga! To charakterystyka zachowań mężczyzn. Od kobiet w kulturze męskiej oczekuje się kobiecości w tradycyjnym rozumieniu. I tu pojawia się problem, bo troska, dbałość o innych nie pasują do męskich standardów na drodze. I kiedy tylko pojawi się okazja do krytyki, można usłyszeć wulgarne słowa, zobaczyć prymitywne gesty i wymowne spojrzenia.

Jak reagować? Nie odpowiadać. Dama nie zniży się do takiego poziomu, żeby wdawać się w prymitywną polemikę. Tu przyda się pewna rada: „Lepiej dwa razy pomyśleć, zanim się nic nie powie”. To słowa Winstona Churchilla będące akurat definicją dżentelmenów… których na polskich drogach powinno być zdecydowanie więcej.  

pretty-woman-635258_1280

Co ludzie mówią o Tobie, kiedy wychodzisz z pokoju – jak świadomie kreować swój wizerunek?

Czy nam się to podoba czy nie, w każdej sferze życia poddawane jesteśmy ocenom, analizom, porównaniom. Nie ważne, czy idziesz na spotkanie z klientem, załatwić sprawę w urzędzie, czy po przysłowiowe bułki do sklepu – zawsze jesteś oceniana. Jak więc kreować swój wizerunek, aby był pozytywnie odbierany przez otoczenie?

POZNAJ SWOJĄ MARKĘ

Każda z nas jest swoją marką – marką osobistą. Uświadomienie sobie tego faktu ma kluczową rolę w budowaniu wizerunku, ponieważ zaczynasz patrzeć na siebie przez pryzmat innych osób. Słowa Jeffa Bezosa, najbogatszego człowieka na świcie, zawarte w tytule artykułu „Marka osobista to to, co ludzie mówią o Tobie, kiedy nie ma Cię w pokoju” są tego doskonałym podsumowaniem.

Pierwsze wrażenie możesz zrobić tylko raz i masz na to kilka sekund! Ciężko będzie je zmienić. Może zdziwię Cię stwierdzeniem, że nie to, jak mówimy i co mówimy, lecz to, jak wyglądamy ma największy wpływ na nasz odbiór. Nasz wygląd wpływa na pierwsze wrażenie o nas w aż 55% – ponad połowie! Zanim jednak przejdziemy do kwestii ubioru zastanówmy się nad dwoma czynnikami: brzmienie i postępowanie. Silna marka osobista jest prawdziwa, odzwierciedla osobowość człowieka, to kim jest i jakie wyznaje wartości. Dbaj więc o spójność wizerunkową, niech to, co mówisz i jak się zachowujesz będzie ze sobą w ścisłej relacji. Staraj się być nie tylko ekspertem w swojej dziedzinie, ale też po prostu ciekawą kobietą, wyrażaj to, kim jesteś w interesujący sposób, wyróżnij się na rynku i w życiu.

UBIERZ MARKĘ

Jak wyglądają kobiety sukcesu? Czy któraś z nich wygląda na zaniedbaną, ma pogniecioną koszulę, potargane włosy, a może niedomalowane paznokcie? Oczywiście, że nie. Pamiętaj więc, aby dbać o swój wizerunek niezależnie od miejsca, czasu czy okoliczności. Twoja marka powinna wyrażać Twój styl, a jak mówi Iris Apfel, amerykańska bizneswomen i ikona mody: „Żeby mieć styl, musisz dowiedzieć się, kim jesteś, a to może zająć całe lata”. To jak się ubierasz powinno więc być wypadkową Twojej osobowości, sylwetki oraz zajmowanego stanowiska.

Nasz strój ma kluczowe znaczenie w budowaniu wizerunku, ma on pomóc nam osiągnąć to, co sobie zaplanowałyśmy. Zasadniczo ubrania spełniają trzy funkcje: wzbudzają autorytet, przystępność lub świadczą o indywidualizmie. Musisz wyważyć proporcje między tymi trzema funkcjami, w zależności od profesji, jaką się zajmujesz. Przedszkolanka położy duży nacisk na przystępność, ale autorytet to też ogromnie ważny aspekt jej pracy. Na odwrót gdy jesteś menadżerem i zarządzasz grupą ludzi. Musisz przede wszystkim zadbać o to, by pracownicy traktowali Cię poważnie, ale bez dozy przystępności relacje interpersonalne na pewno będą utrudnione.

Jeśli zależy Ci, by wzbudzać autorytet postaw na sztywne materiały i proste kroje. Sprawdzą się doskonale: garnitury, marynarki, zapinane na guziki koszule, ołówkowe spódnice, kanciaste torby, zakryte czółenka. Wybieraj ciemne kolory – czerń, granat, fiolet, ale autorytetu doda Ci także czerwień i niebieski. Aby dodać sobie przystępności, zdejmij marynarkę. Postaw na delikatne wzory, falbanki, miękkie, lejące tkaniny, plisy, wody, buty z odkrytymi palcami. Decyduj się na jasne kolory, pastelowe, zakładaj biel, brąz, zieleń, żółć, pomarańczowy i jasnoróżowy. Jeśli chcesz wyglądać oryginalnie i zaznaczyć swój indywidualizm, decyduj się na niebanalne rozwiązania stylizacyjne. Mieszaj kratkę z paskami, kwiaty z grochami, wybieraj kontrastowe wzory, ciekawe  dodatki,  oryginalne  torebki,  kolorowe  buty.  Noś fuksję, fiolet, bordo oraz kontrastuj żywe kolory.

DBAJ O POZYTYWNY WIZERUNEK MARKI

Musisz mieć świadomość, że wizerunek jest sprawą płynną, zmienną, od nas niezależną, gdyż kształtują go ludzie na podstawie własnych odczuć, opinii, poglądów. Nie wystarczy więc, że raz zadbasz o uznanie otoczenia, trzeba to robić nieustannie. Nie wystarczy też, że do pracy będziesz ubierać się stosownie; w czasie wolnym też musi tak być.

Dbałość o wizerunek niesie za sobą wiele korzyści: wzmacnia naszą pewność siebie, wpływa pozytywnie na atrakcyjność osobistą, poprawia relacje z otoczeniem, zwiększa możliwość awansu i w konsekwencji prowadzi do osiągnięcia sukcesu zawodowego, czego wszystkim nam bardzo życzę!

 

Karolina Kaca –

stylistka, kolorystka, ekspert ds. wizerunku panny młodej

emotikony

Emotikony – za czy przeciw?

Jest sporo kontrowersji wokół zastosowania emotikonów i emoji w komunikacji elektronicznej. Emotikony to piktogramy wyrażające emocje, w początkowej fazie powstałe z różnych symboli literowych i znaków (nie tylko interpunkcyjnych) dostępnych na klawiaturze. Później, wraz z rozwojem technologii, zbiór obrazków powiększył się o emoji, czyli rysunki przedstawiające już nie tylko emocje, ale również przedmioty, rośliny, zwierzęta, miejsca czy pogodę. 

Zanim podejmie się próbę odpowiedzenia sobie na pytanie, czy wypada, aby kulturalna osoba posługiwała się piktogramami zamiast słowami dla wyrażenia treści, warto przedstawić argumenty przemawiające za ich użyciem i przeciw nim.

Niewątpliwie jest to cofnięcie się w komunikacji pisemnej o kilka tysięcy lat do początkowego stadium rozwoju – do pisma piktograficznego, czyli obrazkowego. Każdy piktogram oznaczał i oznacza obecnie dokładnie to, co sobą przedstawia, czyli jakieś przedmioty, postaci, zdarzenia. Zastosowanie obrazków nie rozwija wyobraźni. Każdy z nich oznacza tylko jeden określony przedmiot lub jedną emocję. Jest ułatwieniem, które redukuje wysiłek umysłowy, przez co człowiek staje się powolny, mniej kreatywny, refleksyjny, mniej twórczy.

Istnieją jednak argumenty przemawiające za  zastosowaniem emotikonów. 

Są ekonomiczne. Wystarczy raz kliknąć w wybrany obrazek i już pojawia się w tekście. Można też wysłać same piktogramy zamiast tekstu, wyrażając w taki sposób swój emocjonalny stosunek do czyjejś wypowiedzi, do obrazu czy wydarzenia. Bez specjalnego wysiłku zaznaczamy swój komentarz i tym samym obecność w sieci znajomych. 

Bardzo ważnym argumentem przemawiającym za stosowaniem emotikonów są oczekiwania społeczne. Jeśli ktoś sam kilkadziesiąt razy dziennie wysyła linki, uśmiechnięte buźki i serduszka (w odniesieniu do młodzieży to norma), to po otrzymaniu samego tekstu „cieszę się ogromnie, że…” bez odpowiednich emotikonów – uzna, że wiadomość jest oschła albo wręcz cyniczna, złośliwa. Może być więc odczytana całkowicie opacznie.

Inna korzyść z obrazków to większa częstotliwość kontaktów. Dzięki ekonomicznym rozwiązaniom, jakimi są emotikony, można w tym samym czasie prowadzić rozmowy na odległość z wieloma osobami niemal jednocześnie.

Mimo wielu korzyści, jakie dają piktogramy, nie można ich jednak używać bezmyślnie – zawsze i wobec wszystkich. Zastosowanie emotikonów i emoji jest poufałą formą komunikacji, na którą pozwalają dopiero bliskie kontakty, kiedy między komunikującymi się ludźmi nie ma już dystansu. Wszędzie tam, gdzie mowa o dystansie, dochodzą do głosu zasady etykiety i pierwszeństwa. Inicjatywa skrócenia dystansu należy do osób uprzywilejowanych, czyli w relacjach prywatnych do osób starszych i do kobiet, a w kontaktach służbowych – do pracowników wyższych rangą i do klientów. Potem już obie strony mogą stosować emotikony. Mowa tu oczywiście o korespondencji mailowej.

Nieco inaczej jest w komunikacji w ramach portali społecznościowych, gdzie często „rozmówcy” są anonimowi. Ale bez względu na możliwość identyfikacji komunikujących się internautów, dziwne byłoby niestosowanie piktogramów. Dobrze też wiedzieć, że oczekiwania kobiet wobec wyrażanych emocji są większe, więc nie szczędźmy im serduszek i uśmiechniętych buziek?

damaTatuaz

Dama z tatuażem

Tytuł bardziej pasuje do starej książki sensacyjnej, ale przynajmniej na razie jest tylko zapowiedzią tekstu z savoir-vivre’u. Zresztą… dlaczego tylko? Przecież savoir-vivre to sztuka życia, coś niezwykle ważnego.

Kiedyś spotkałam się z pytaniem, czy dama może mieć tatuaż. Odpowiedź jest bardzo prosta: tak. Przypuszczam, że tu zaskoczyłam niejednego czytelnika, dlatego pośpieszę z wyjaśnieniem, dlaczego odpowiedź jest taka, a nie inna.

Otóż ani damą, ani dżentelmenem nikt się nie rodzi. Człowiekiem szlachetnym trzeba się stać. I nie wystarczy dobre pochodzenie. W literaturze pięknej i w życiu mamy mnóstwo przykładów osób z rodów arystokratycznych, które charakter miały podły i prostacki. Decyzję o tym, żeby zostać damą można podjąć w każdym momencie życia. Trudność jednak polega na tym, że damą się jest, a nie bywa, więc kiedy już zaczynamy pracować nad sobą, nad charakterem, manierami i wizerunkiem, nie powinno być odwrotu.

Natomiast przeszłość można pozostawić za sobą. Na nią nie mamy już wpływu. To, co możemy z nią zrobić, to wyciągnąć wnioski i naukę na przyszłość. Jeśli ktoś ma tak nieprzyjemne doświadczenia, że nie może spojrzeć w lustro, to trzeba stworzyć przesłonę-filtr ze zmian, które można stopniowo wprowadzać w życie i każdego dnia własny wizerunek staje się bardziej znośny. Robienie sobie tatuaży to akurat takie doświadczenia, które trzeba zostawić w przeszłości i skończyć z nimi raz na zawsze.

Osoby, które mają tatuaże, często twierdzą, że są one wyrazem ich osobowości, przedstawiają jakieś ważne myśli, przesłania, mają wyjątkowe znaczenie. Ale przecież dama ma tak silną osobowość, że nie potrzebuje jej manifestować rysunkami czy napisami na własnym ciele. Wyraża ją przez swoją pracę, cierpliwość, wytrwałość, pogodę ducha, poczucie humoru, gościnność czy styl. Nie musi tego na sobie rysować. A poza tym tatuaże się nudzą, z czasem deformują, są często kaprysem chwili. Potem głupio przyznać, że nie miało to specjalnego sensu i dobudowuje się do tego filozofię, żeby chociaż troszkę oszukać siebie i otoczenie.

Żeby zbytnio nie teoretyzować, zapytałam trzydziestokilkuletniego znajomego, dlaczego zrobił sobie tatuaż. Odpowiedź była pełna sprzeczności. Z jednej strony znajomy stwierdził, że tatuaże podobają mu się, ale z drugiej – że zrobił sobie to z tyłu i nie musi na to patrzeć. Dodał, że kiedy się wytatuował, był bardzo młody, słuchał wtedy różnych „szarpidrutów” i to było impulsem. Kiedy zapytałam, czy to robienie tatuaży uzależnia, odpowiedź brzmiała, że chyba tak, ale mój rozmówca stwierdził, że akurat sam jest wyjątkiem, ponieważ wytatuował się tylko raz w życiu. Zaraz potem dodał jednak, że jak „mu odbije” za jakichś dziesięć lat, to zrobi to jeszcze raz. Więc czegoś tu nie rozumiem: jest wyjątkiem czy nie? Jednak najbardziej podobało mi się w tej wypowiedzi stwierdzenie „jak mi coś odbije”.

Myślę, że dama to taka osoba, której nic „nie odbije”, a jeśli ma tatuaże z przeszłości, to będą niezbitym dowodem na to, że zawsze można się zmienić.

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved