website-logo
płeć mózgu

Kobiecy czy męski – który mózg jest mądrzejszy?

Kwestia różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami od zarania dziejów intrygowała, dzieliła i wzbudzała skrajne emocje. To, że różnimy się pod względem anatomicznym, fizjologicznym czy psychicznym jest sprawą oczywistą, to jednak z czego to wynika, jest już znacznie bardziej skomplikowane. Czy te różnice mają jakieś swoje odzwierciedlenie w mózgu?

Neurobiolodzy wiedzą na temat różnic pomiędzy męskim a kobiecym mózgiem znacznie mniej niż mogłoby się ze względu na stan współczesnej nauki wydawać. O jednym z najżywiej dyskutowanych zagadnień z dziedziny neurobiologii opowiada w Kobiecie z Klasą dr Zbigniew Sołtys, wykładowca neurobiologii pracujący w Zakładzie Neuroanatomii Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych UJ.

Redakcja: Jak to jest z tymi naszymi mózgami z neurobiologicznego punktu widzenia? Czy faktycznie mózg męski i kobiecy się różnią i pod jakim względem? Wiemy, że rozmiarowo na pewno, mózg kobiety jest mniejszy. Dawniej uważano, że implikuje to prosty wniosek, że kobieta jest głupsza, dziś mówi się, że wręcz przeciwnie – dlatego, że mózg kobiety jest mniejszy, pracuje bardziej efektywnie?

Zbigniew Sołtys: Wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie wielkości mózgu ma tyle samo sensu, co ocenianie wydajności komputera na podstawie wielkości obudowy. Oczywiście, jest tu pewna zależność, w większej obudowie zmieści się więcej elementów, można zapewnić lepsze chłodzenie itd. I podobnie jest z mózgiem. Większy mózg może mieścić więcej komórek albo mogą one mieć większe rozmiary. Istnieje pewna niewielka korelacja między rozmiarami mózgu a ilorazem inteligencji (IQ), ale z całą pewnością to nie wielkość jest czynnikiem decydującym o efektywności tego organu.

Rzeczywiście, mózg kobiety jest mniejszy niż mózg mężczyzny. Przeciętna waga mózgu żeńskiego to 1198 gramów, mózg przeciętnego mężczyzny jest o 138 gramów cięższy. Pamiętajmy jednak, że kobiety na ogół są mniejsze od mężczyzn, a przecież jedną z funkcji mózgu jest odbiór informacji od receptorów czuciowych zlokalizowanych w skórze, mięśniach, organach wewnętrznych, a także sterowanie ruchami mięśni. Obsługa większego ciała  wymaga odpowiednio większego mózgu. Jeżeli nie będziemy brali pod uwagę bezwzględnej masy mózgu, ale stosunek masy tego organu do masy ciała, to różnica między płciami w znacznym stopniu zniknie. Trzeba też wziąć pod uwagę, że opieranie się na wartościach średnich nie daje dobrego obrazu rzeczywistości wówczas, gdy istnieje ogromne zróżnicowanie indywidualne pod względem analizowanej cechy. A tak właśnie jest w przypadku wielkości mózgu. Pamiętam pewną tabelkę z podręcznika neurobiologii, z którego uczyłem się w czasach studenckich. Była to „Biologia Mózgu” profesora Jerzego Kreinera, a w tabelce były podane informacje o mózgach znanych osób, uszeregowane według wagi. Listę otwierał Iwan Turgieniew, z ponad dwukilogramowym mózgiem, a zamykał Anatol France, z mózgiem prawie dwukrotnie lżejszym. Czy na tej podstawie można wyciągać jakieś wnioski dotyczące jakości ich twórczości?

R.: Czy istnieją jakieś inne różnice w budowie naszych mózgów i czy można mówić w związku z tym o czymś takim jak płeć mózgu?

Z. S.: Oczywiście, jeżeli mierzymy wielkość jakichś części mózgu to bardzo często znajdujemy jakieś różnice. Czasem coś jest większe u kobiet, czasem u mężczyzn. Jeżeli analizujemy schematy aktywności mózgu podczas wykonywania określonych zadań, to również niekiedy możemy zaobserwować, że u każdej płci nieco inne obszary mózgu zostają mocniej pobudzone. Ale praktycznie w odniesieniu do prawie każdej badanej cechy możemy zaobserwować bardzo duże zróżnicowanie indywidualne. Tak, że raczej trudno wskazać taki zbiór cech, który byłby unikatowy tylko dla mózgów jednej płci. Dlatego unikałbym terminu „płeć mózgu”, który mógłby sugerować istnienie takich wyraźnych, zależnych od płci różnic.

Nie wynika z tego, że mózg jest „bezpłciowy”. Płeć jest determinowana genetycznie, a istotną rolę w tym procesie odgrywają geny z chromosomu Y. Przypomnijmy, że kobiety mają dwa chromosomy X, a mężczyźni parę X i Y. Chromosom Y jest mały, zawiera około 70 genów (chromosom X ma ich dziesięciokrotnie więcej). Ale wśród tych genów jest gen SRY, decydujący o płci. Aktywność tego genu w czasie życia płodowego powoduje przekształcenie się embrionalnych gonad w jądra. Produkowane przez płodowe jądra hormony powodują wykształcenie się męskich cech płciowych. Mają też bardzo duży wpływ na kształtowanie się mózgu. Jest bardzo prawdopodobne, że od działającego w czasie ciąży testosteronu może zależeć późniejsza orientacja seksualna człowieka. Natomiast brak genu SRY (nie ma go na chromosomie X), powoduje uruchomienie łańcucha procesów, które prowadzą do powstania organizmu kobiecego.

R.: Czyli ze względu na ten gen można postawić tezę, że z punktu widzenia neurobiologii mózgu istnieją tylko dwie płcie i ich ewentualne naturalne zaburzenia – interseks, natomiast ze względu na socjalizację mamy potem znacznie więcej płci kulturowych tzw. gender? Istnieje wyraźna zależność mózgu od płci?

Z. S.: Takie sformułowanie mogłoby sugerować, że płeć kulturowa to sprawa determinowana przez czynniki środowiskowe, niezależna od płci biologicznej. Albo kwestia swobodnego wyboru. Ale tak na ogół nie jest.

Przecież nie tylko geny z chromosomów płciowych wpływają na rozwój systemu nerwowego. Genom człowieka zawiera około 25 tysięcy genów, z których wiele jest aktywnych w mózgu. Większość posiadanych przez nas genów to geny polimorficzne, występujące w różnych wariantach (allelach), i to jest bardzo istotna przyczyna zmienności, nakładająca się na zróżnicowanie wynikające z płci. A przecież geny to nie wszystko. Czynniki działające w czasie ciąży, takie jak dieta, stres, infekcje, leki, również mają bardzo istotny wpływ na kształtujący się mózg. W efekcie ludzie już w momencie urodzin mają bardzo zróżnicowane mózgi.  To, co wynika z płci chromosomalnej to tylko jeden z elementów tej różnorodności. 

Oczywiście, mózg jest strukturą plastyczną. I tak jak każdy inny organ, może się trochę zmieniać pod wpływem czynników środowiskowych. Różne formy aktywności, zarówno umysłowej jak i fizycznej, mogą wpływać na neurogenezę, synaptogenezę czy mielinizację. Czyli na proces powstawania nowych komórek nerwowych, tworzenia między nimi połączeń synaptycznych czy grubość otaczających włókna nerwowe osłonek mielinowych. Ale jest to raczej wpływ modulujący – wydaje się, że to, co najbardziej istotne w kwestii na przykład orientacji seksualnej, zależy od genów i czynników działających w ciąży. 

R: Gen SRY sprawia też, że dymorfizm płciowy w przypadku chorób jest bardzo wyraźny?

Z. S.: Prawdopodobnie ma w tym swój udział. Pod koniec ubiegłego wieku odkryto, że gen SRY jest aktywny również w dojrzałym mózgu. Kodowane przez ten gen białko bierze udział w całym szeregu zachodzących w mózgu procesów. Ma wpływ między innymi na transmisję dopaminergiczną i serotoninergiczną, czyli na takie formy komunikacji międzykomórkowej, w których wykorzystywane są dopamina lub serotonina. Mamy więc mechanizm regulacyjny, który występuje tylko w męskich mózgach, i który można powiązać z dwiema poważnymi chorobami. Transmisja dopaminergiczna może mieć związek ze schizofrenią. Leki stosowane w tej chorobie to najczęściej substancje działające hamująco na ten rodzaj transmisji. Schizofrenia częściej występuje u płci męskiej (1,4 – 2,5 razy częściej – różne źródła podają nieco odmienne wartości). Z kolei depresja to bardziej kobieca choroba. U pań występuje około 1,5 razy częściej niż u panów. A w przypadku schizofrenii dość skuteczne są leki, zwiększające efektywność transmisji serotoninergicznej. 

Ale to nie znaczy, że tylko SRY odgrywa jakąś rolę w tym dymorfizmie. Są badania sugerujące, że estrogeny mogą zmniejszać ryzyko wystąpienia tej choroby lub osłabiać jej przebieg. A poziom tych hormonów jest u kobiet wielokrotnie wyższy, niż u mężczyzn.

R.: A jeżeli chodzi o uzależnienia?

Z. S.: Też występuje dymorfizm. Kobiety łatwiej uzależniają się od różnych substancji chemicznych (z wyjątkiem alkoholu), mężczyźni od seksu, hazardu i Internetu. I to dotyczy nie tylko ludzi, podobne zależności stwierdzono w badaniach na zwierzętach. Oczywiście, jeśli idzie o uzależniania od narkotyków, uzależnienia od Internetu na gryzoniach nie sprawdzano.

Powstawanie uzależnień ma związek z mózgowym układem nagrody, odpowiedzialnym za odczuwanie przyjemności. Połączenia dopaminergiczne są istotnym elementem tego układu, mamy więc kolejny możliwy związek z genem SRY.

R.: Czy mózg kobiety jest „sterowany” przez hormony?

Z. S.: Zawarty w pytaniu pogląd wynika z faktu, że istnieje wyraźna zależność czasowa między fazami cyklu miesiączkowego a samopoczuciem, emocjonalnością, a nawet zdolnościami umysłowymi kobiet. Te zmiany przebiegają z dużą regularnością i dlatego są łatwe do zauważenia. U mężczyzn wydzielanie hormonów jest bardziej równomierne. Zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn hormony wpływają na mózg. Ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że sterują mózgiem. Przede wszystkim dlatego, że wydzielanie większości hormonów jest kontrolowane właśnie przez mózg. Część mózgu zwana podwzgórzem produkuje hormony kontrolujące wydzielanie hormonów przysadkowych, a z kolei przysadka mózgowa wydziela hormony, które regulują aktywność wydzielniczą gruczołów obwodowych. W tym także wydzielanie hormonów płciowych. Funkcje sterujące to zdecydowanie obowiązek mózgu.

R.: A czy to prawda, że „zmęczona kobieta staje się mniej kobieca”, ponieważ zanikają typowe dla kobiety funkcje poznawcze, kiedy nie dosypia?

Z. S: Oczywiście. Ale dokładnie to samo można powiedzieć o mężczyznach. Sen jest w ogóle niezbędny do życia. Dla mózgu jest nawet bardziej niezbędny, niż dla reszty ciała. Kiedy ciało sobie odpoczywa, mózg całkiem intensywnie pracuje. Na przykład w czasie snu zachodzi porządkowanie śladów pamięciowych. W dużym uproszczeniu – większość informacji, które wprowadzamy do naszej pamięci, jest przejściowo przechowywana w części mózgu zwanej hipokampem. Stopniowo te ślady pamięciowe stają się od hipokampa niezależne, a proces ich przenoszenia od innych ośrodków zachodzi właśnie podczas snu.

Ale to nie wszystko. Jednym z najważniejszych osiągnięć neurobiologii ostatniej dekady jest odkrycie układu glimfatycznego. Dokonał tego zespół badaczy kierowany przez Maiken Nedergaard, duńską badaczkę pracującą w Centrum Medycznym Universytetu w Rochester. Istota odkrycia polegała na wykazaniu, że płyn mózgowo-rdzeniowy przepłukuje tkankę mózgu, usuwając z przestrzeni międzykomórkowych różne szkodliwe cząsteczki, powstające w wyniku normalnej aktywności komórek. Co więcej, efektywność tego układu jest wielokrotnie większa w czasie snu, niż w czasie czuwania. Odkrycie to może mieć istotne znaczenie dla zrozumienia przyczyn niektórych chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Alzheimera. Jednym z objawów tej choroby jest właśnie gromadzenie się między komórkami cząsteczek białka amyloidowego beta, które może przyczyniać się do śmierci komórek nerwowych. Układ glimfatyczny powinien to białko usuwać, być może w chorobie Alzheimera nie robi tego wystarczająco efektywnie. Wprawdzie przedwczesne byłoby twierdzenie, że powszechny w naszej cywilizacji niedobór snu jest tego przyczyną, ale na wszelki wypadek dbajmy o sen. I to niezależnie od tego, jaką mamy płeć.

niskie poczucie własnej wartości

Niskie poczucie własnej wartości – jak sobie z nim radzić?

„Z taką bzdurą do pani przychodzę, a ludzie mają naprawdę ważne problemy” – często słyszę od odwiedzających mój gabinet. Czym jest ta ,,bzdura”, która bzdurą wcale nie jest? Poczuciem niskiej wartości.

Wbrew pozorom to nie jest wcale błaha sprawa! To jedna z najważniejszych kwestii w naszym życiu! Bez poczucia własnej wartości trudno o stworzenie dobrej relacji w związku, z ludźmi w pracy. Jest ono bardzo ważne w radzeniu sobie z kryzysami. Pomaga funkcjonować na co dzień, wspiera w dążeniu do celu, pomaga przy podejmowaniu kluczowych decyzji, motywuje, umożliwia dawanie oraz przyjmowanie miłości i dobra.

Od tego co o sobie myślisz, jak siebie traktujesz, jak postrzegasz się w relacjach z innymi zależy całe Twoje życie. Poczucie własnej wartości wpływa na jakość  życia, na to co się w nim dzieje, jak się w nim odnajdujemy i czy czujemy się szczęśliwi. Trudno jest osiągnąć wysoki poziom zadowolenia z życia, jeśli sami z sobą czujemy się źle.

Uważaj na to, co i jak mówisz do dziecka

Skoro pewność siebie jest taka ważna, to na jakim etapie ją nabywamy i czy możemy się jej nauczyć?  Wszystko oczywiście zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Zaczyn pewności otrzymujemy w domu, w którym się wychowujemy. Kochający, uważni rodzice, odpowiadający adekwatnie na potrzeby dziecka budują w nim wiarę w siebie. Przeżywają jego wzloty i upadki, wspierają a nie krytykują, nie poniżają, nie porównują z innymi dziećmi.

Niestety, nie wszyscy mają świadomych i wspierających rodziców. Być może Twoi rodzice byli bardzo surowi i wymagający, stawiali poprzeczkę bardzo wysoko, nigdy nie chwalili. Być może zawsze musiałaś być najlepsza w szkole, zdobywać nagrody w konkursach, być świetna w sporcie. Jeśli najmniejsze potknięcie było piętnowane, być może zaczęłaś myśleć, że jesteś niewystarczająco dobra. Uczyłaś się więc po nocach, wkładałaś wiele wysiłku w sport, chociaż wcale nie lubiłaś tenisa albo gimnastyki artystycznej – robiłaś to tylko po to, by usłyszeć pochwałę od rodziców, by poczuć ich akceptację, usłyszeć, że są z ciebie dumni.

Szkoła powinna uczyć poczucia własnej wartości

Poczucie własnej wartości tworzy się również w szkole. Wiemy jednak, że nasz system edukacji oparty na konkurencji ma wiele do jeszcze do nadrobienia – nie tylko w tej kwestii. Ważne, by wspierać własne dzieci, nie porównywać ich z kolegami ze szkolnej ławki – każde dziecko jest inne, rozwija się w swoim tempie i ma unikalne talenty. Nie wszyscy w końcu muszą być orłami w matematyce. Lepiej wychować zadowolonego z życia rzemieślnika niż sfrustrowanego księgowego, który nienawidzi swojej pracy!

Telewizja, reklamy, zdjęcia w magazynach lifestyle’owych, profile w social mediach również nie ułatwiają życia. Zdają się utwierdzać w przekonaniu, że nie jesteś nic warta, jeśli nie masz wysokiej pozycji w pracy, wysportowanego ciała, pełnego portfela, znanych przyjaciół, pięknego domu i najmodniejszej torebki sezonu. Współczesne trendy każą nam być rozpoznawalnymi i odnosić sukcesy, jeśli chcemy “być kimś”. Wyśrubowany do granic możliwości etos pracy często sugeruje, iż tracimy naszą wartość, kiedy odpoczywamy. Że nie  jesteśmy wystarczająco zaangażowane, kiedy kończymy pracę po 8 godzinach i wracamy spokojnie do domu. To oznacza, że jesteśmy zestresowane i nie umiemy odpoczywać, bo ciągle jesteśmy myślami w pracy.

Być chodzącym ideałem

Chcemy być najlepsze. Zawsze i w każdej dziedzinie. Najlepsze w pracy i w domu. Z taką samą uwagą piszemy raport jak odrabiamy z dzieckiem lekcje. Pracujemy na dwa etaty.  A w tak zwanym między czasie robimy zakupy, śledzimy modę, ćwiczymy pośladki, pieczemy bezglutenowe ciasto, płacimy rachunki, wstajemy w nocy do dziecka. Robimy to wszystko, ale nigdy nie jesteśmy w pełni zadowolone, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto robi wszystkie te rzeczy lepiej od nas. Z uśmiechem na twarzy i bez cienia zmęczenia.

Stale porównujemy się z innymi. Zdjęcie na cudzym Instagramie może popsuć nam nastrój na pół dnia. Dlaczego? Bo ktoś na pierwszy rzut oka ma bardziej udane życie rodzinne, jest zamożniejszy, dużo podróżuje, ma wspaniale wyrzeźbione ciało. A nam daleko do doskonałości. Porównujemy się z innymi, a przecież o ludziach z mediów wiemy tylko tyle, ile oni chcą nam o sobie powiedzieć, pokazać. Nikt nie chwali się swoimi potknięciami, gorszymi momentami, tym co wyszło nie tak. Zapominamy, że zdjęcia instagramowe czy sesje fotograficzne w magazynach są starannie reżyserowane, często za ich powstaniem stoi sztab ludzi – od stylistek po makijażystki i asystentki. I choć są tak piękne i doskonałe – często w ogóle nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Tak pokrótce wygląda nasza rzeczywistość – może niezbyt kolorowa, ale nie należy popadać w przygnębienie. Poczucie wartości jest jak mięsień – można je zbudować!

Od czego zacząć?

Przede wszystkim doceń siebie. Doceń to, co masz i miejsce, w którym się znajdujesz. Zobacz, co do tej pory udało Ci się już osiągnąć. Porozmawiaj ze sobą szczerze, tak jakbyś rozmawiała ze swoją najlepszą przyjaciółką. Nie bądź dla siebie zbyt surowym krytykiem.

Może pochodzisz ze środowiska, w którym nie ceni się wykształcenia, a ty właśnie obroniłaś dyplom na dobrej uczelni? Może nikt nie wierzył, że uda ci się odnaleźć po przeprowadzce do dużego miasta, a tymczasem świetnie sobie radzisz?

W twoim otoczeniu są na pewno ludzie, którzy Cię cenią i kochają. Popatrz na siebie ich oczyma. Co w Tobie lubią? Za co Cię podziwiają? Poproś ich o feedback, czyli informację zwrotną na swój temat.

Pozwól sobie na błędy – dzięki nim możemy się rozwijać. Ludzie z dużą pewnością siebie planują działania, są aktywni i nie unikają potknięć. Traktują je jako lekcje w drodze do celu. Oceniają swoje potknięcia z wyrozumiałością, wyciągają wnioski i próbują dalej. Tymczasem osoby z niskim poczuciem własnej wartości przechowują w swej pamięci porażki niczym drogocenne ordery.  

Trzymaj się z daleka od ludzi, którzy Cię nie szanują, krytykują i ranią. Chociaż to bardzo trudne i bolesne, nie bierz do siebie ich słów. To, co słyszysz, może wskazywać na fakt, że to właśnie oni mają kłopot ze swoją wartością. Być może potrzebują umniejszyć Twoje osiągnięcia, zdeprecjonować Twoje umiejętności by móc poczuć się lepiej na Twoim tle.

Nie można mieć wszystkiego na raz. Nierealistyczne oczekiwania wobec siebie powodują frustrację i złość. Nie możesz być jednocześnie super pracownicą dekady, pełnoetatową mamą, najlepszą kochanką świata, najwspanialszą córką i przyjaciółką w jednym. Ustal swoje priorytety, nie wszystko w danej chwili jest równie ważne. Życie nie zawsze jest pasmem sukcesów, a godzenie kariery z życiem osobistym to prawdziwa ekwilibrystyka! Zacznij tam, gdzie jesteś i zrób tyle, ile możesz.

Nie porównuj się z innymi. To Twoje życie. Jedyne i niepowtarzalne. Twoje zasoby i ograniczenia. Niech zdjęcia celebrytów na Instagramie nie będą dla ciebie źródłem frustracji – to sztucznie wykreowany świat.

Nie jesteś tym, co posiadasz. Stan konta nie determinuje Twojej wartości. Nie czuj się źle tylko dlatego, że nie możesz pozwolić sobie na nową parę butów lub kupno najmodniejszej torebki. Znajdź jakiś pozytyw tej sytuacji – pomyśl na przykład, że masz oryginalny gust i nie chcesz nosić tego, co wszyscy na ulicy.

Poczuj się dobrze we własnym ciele. Nie jest takie, jakbyś pragnęła? Tu i ówdzie pojawiła się fałdka, a skóra na brzuchu nie jest tak napięta jak przed ciążą? Przede wszystkim bądź dla niego dobra. Nakarm je i zaopiekuj się nim z czułością. Twoje ciało opowiada historię Twojego życia – bądź z niej dumna. A potem zastanów się, co możesz zrobić, by poczuć się w nim lepiej. Zaplanuj aktywność fizyczną, która będzie dla Ciebie przyjemna np. jazda na rowerze, bieganie, taniec, tenis czy fitness. Nie podążaj z uporem maniaka za trendami także w tej dziedzinie, wybierz coś dobrego dla siebie.

Jeśli pracujesz nad swoim poczuciem wartości, robisz postępy, a zdarzy Ci się gorszy dzień, nie obwiniaj się.  To nieuniknione w procesie zmiany. Bądź dla siebie wyrozumiała, tak jak dla najlepszej przyjaciółki. Pamiętaj, że złudne jest często to, co widzimy fasadowo. Niektórzy poświęcają prawie całe swoje życie, by dobrze wyglądać na zewnątrz, aby ukryć odczuwalny w środku wstyd i poczucie braku wartości. Swoją niezłomną postawą próbują udowodnić swoją wartość.

A przecież w pewność siebie wpisana jest czasem niepewność. Nawet bardzo pewne siebie osoby mają gorsze dni, popełniają błędy i mają dylematy – to jest zupełnie naturalne i ludzkie.

Aneta Kaluba

psycholog, terapeutka Racjonalnej Terapii Zachowań,
pomysłodawczyni Wobec Siebie Interdyscyplinarnego Zespołu Specjalistów. Prowadzi treningi i warsztaty związane z motywacją, rozwojem i samodoskonaleniem.

cocomain

Czego nie mówi się o Coco Chanel? – zadziwiająca prawda o legendarnej projektantce

Nie zdając sobie sprawy z tego, że jednym zdaniem opisuje całe życie Coco Chanel, Gaston Defferre, członek francuskiego ruchu oporu podczas II wojny światowej, podsumował kiedyś kolaborujących z Nazistami Francuzów w takich oto słowach: Bogaci, sprytni, mający dobre znajomości uniknęli kary – wrócili po burzy…

Dla Gabrielle Chasnel, znanej później całemu światu jako Coco Chanel, współczesnej ikony mody, ozdoby paryskich salonów, uosobienia dobrego smaku Francji, burza trwała przez 80 lat jej życia. Wcześnie osierocona przez matkę, podrzucona przez ojca do sierocińca, przydzielona do pracy jako szwaczka, marnie śpiewająca do kieliszka szampana w kawiarni, w wieku 23 lat została utrzymanką bogatego francuskiego przemysłowca Étienne’a Balsana, który odmienił jej życie. Zdradziła go po dwóch latach z jego przyjacielem, Arthurem Capelem. Romans z przystojnym i bogatym angielskim arystokratą dał jej nie tylko 11 lat szczęścia, ale i całkiem wymierne korzyści, które Capel finansował – między innymi pierwszy sklep i pracownię kapeluszy Chanel, wieloletnią edukację siostrzeńca Coco oraz całkiem pokaźny zapis, który odziedziczyła po jego tragicznej śmierci w wypadku samochodowym.

Chanel i wielki książę Rosji, Dymitr Pawłowicz Romanow, znany z udziału w zabójstwie Rasputina. Uciekł do Francji, zabierając ze sobą zbiór drogich kamieni, w tym sznury pereł, które wkrótce wylądowały na szyi jego paryskiej kochanki.

Chanel zbiła fortunę na ubieraniu bogatych kobiet w kosztowną prostotę, którą podpatrzyła w szafach swoich kochanków. Rozpoczęła modę na opaleniznę, perfumy i odważniejsze odkrywanie nóg czy ramion. Ubrała kobiety w spodnie i garnitury, ponieważ dzięki uprawianiu typowo w tamtym czasie męskich sportów, a więc jeździectwa i narciarstwa, doskonale wiedziała, że współczesnej kobiecie wyzwolenie z gorsetów pozwoli na nieskrępowanie, niezależność i wygodę.

W 1918 roku, a więc w czasie zakończenia największego do tego czasu konfliktu zbrojnego w Europie, klientki Chanel płacąc 7 000 franków za sukienkę (równowartość dzisiejszych ~3500 dolarów), w zasadzie sfinansowały jej zakup luksusowej willi w Biarriz. Zakupiła ją za 300 000 franków w złocie (dziś około 150 milionów dolarów). Najbogatszy kochanek, książę Westminsteru obdarowywał ją dziełami sztuki, drogimi kamieniami, domem w Mayfair i pięcioakrową działką w luksusowym miasteczku między Mentoną a Monte Carlo. Wspólnie wybudowali tam willę, której równowartość wynosiła w 2010 roku 12 milionów. W 1930 roku, a więc w szczytowym okresie krachu ekonomicznego w Stanach, otrzymała od Goldwyna mniej więcej 14 milionów dolarów za spędzenie w Hollywood kilku tygodni i zaprojektowanie garderoby dla jego aktorskich gwiazd. W 1931 roku, a więc kiedy Chanel dobijała do pięćdziesiątki, Jannet Flanner pisała dla „New Yorkera”, że francuska projektantka mody „co roku próbuje nie tylko pobić konkurencję, ale także samą siebie. Podano do publicznej wiadomości, że jej ostatnie roczne interesy wyniosły sto dwadzieścia milionów franków, czyli niemal cztery i pół miliona dolarów (dzisiaj 60 milionów). Chanel nigdy nie chce rozmawiać, nie udziela wywiadów, do niczego się nie przyznaje i sprytnie rozdziela pieniądze pomiędzy różne banki w wielu krajach, nie można dokładnie obliczyć fortuny, jaką zebrała. Według pogłosek w londyńskiego City, może to być około trzech milionów funtów (dzisiaj około 230 milionów dolarów), co we Francji, a zwłaszcza dla kobiety jest olbrzymią sumą.

Londyn, 1938, źródło: Getty Images/ aut.: Cecil Beaton/Condé Nast

Uzależniona od morfiny, opuszczana przez kolejnych kochanków, cały czas zachowywała klasę i młodzieńczą urodę. Od momentu wyjazdu do Ameryki zaczęła okłamywać świat odnośnie swojego wieku. Na sam początek odjęła sobie 6 lat, wpisując na liście pasażerów luksusowego liniowca zmierzającego do Nowego Jorku rok urodzenia 1889 (zamiast 1883), w późniejszych latach odjęła sobie jeszcze cztery. Tego rodzaju drobne kłamstewka i tajemnice były jednak uwielbianej Coco wybaczane. Francja nie wybaczyła jej tylko jednego – zagorzałego antysemityzmu, który przerodził się w „horyzontalną kolaborację”.

W wieku 57 lat Chanel rozpoczęła swój ostatni wielki romans. W 1940 roku, w momencie kiedy Hitler zdążył już zgnieść Polskę, napaść na Danię i Norwegię, w 6 dni zająć całe Niderlandy i wkroczyć do Paryża, Coco zakochała się oficerze niemieckiego wywiadu wojskowego, który przez następne kilka lat regulował jej stosunki z nazistowskimi dostojnikami w Paryżu i Berlinie. W 1941 roku tak jak połowa Europy Chanel otrzymała swój numer – w berlińskim rejestrze zaczęła funkcjonować jako agentka F-7124. Tyle tylko że nie umierała przez niego w obozach, a między innymi dzięki niemu bywała na kolacjach, gdzie „szampan lał się strumieniami”. Znajomości wykorzystała do wyciągnięcia siostrzeńca z obozu jenieckiego, mieszkania w najbardziej prestiżowym hotelu Paryża okupowanym na specjalnych warunkach przez Niemców oraz do pozbawiania wspólników udziałów ze sprzedaży najbardziej chyba znanych na świecie perfum Chanel no 5. Próba wykorzystania swojego aryjskiego statusu w prywatnej walce o odzyskanie perfumeryjnej własności zdaje się przekreślać jakiekolwiek próby bronienia jej przed powojenną nagonką na kolaborujących z Niemcami Francuzów. Nie można zapomnieć o jej wielu dobrodziejstwach, przede wszystkim finansowym wspieraniu rodziny i szerokiego grona przyjaciół, niemniej jednak nie można odmawiać jej też na tyle dużej dozy inteligencji, sprytu i obycia, żeby nie była świadoma, w co się zaangażowała i za jaką cenę. Chanel musiała też wiedzieć o obławach na paryskich Żydów, choć zdawało się, że dzięki miłości żyje w zupełnie innym świecie. W 1998 roku John Updike napisał w „New Yorkerze”, że „wszystkie dowody świadczą o całkowitej obojętności Chanel na los jej żydowskich sąsiadów czy na wyrzeczenia i upokorzenia będące udziałem przeważającej liczby paryżan.”

Coco paląca z Salvadorem Dali, 1938 r. źródło: reedit.com

Gdyby w tamtych czasach istniały komórki, Chanel miałaby chyba najbardziej oszałamiającą listę kontaktów na swoim iphonie. Nie tylko bawiła się na przyjęciach z Sertem i jego żoną Misią, Strawińskim, Picassem, Cocteau, Lifarem, Diagilewem i Reverdy’m, nie tylko podejmowana była przez ówczesne gwizdy Hollywood, nie tylko była kochanką arystokratów i następców tronów, przyjaźniła się także z samym Churchillem, który prawdopodobnie uratował ją po jej aresztowaniu w dwa tygodnie po wyzwoleniu Paryża. W 1944 roku mimo napiętych stosunków pomiędzy chyba wszystkimi państwami świata, pomimo presji Stanów, by zaatakować Francję i uciszyć Stalina, Churchill na prośbę Chanel poświęcał swój cenny czas i uwagę ratowaniu przyjaciółki Coco, Very Lombardi, która uwięziona była jako szpieg we Włoszech.

Pierwszy powojenny pokaz Chanel odbył się 5 lutego 1954 roku. Na początku z problemami, ostatecznie wróciła z powodzeniem na światowe salony modowe. Jak pisze Hal Vaughan, autor książki „Coco Chanel. Sypiając z wrogiem”, szczytowy okres kariery Coco nastąpił osiem miesięcy przed jej śmiercią. Jej wielbicielką była m. in. żona francuskiego prezydenta, Claude Pompidou.

Chanel przez całe życie twierdziła, że chce być niezależna od mężczyzn. I być może wcale nie wyklucza to potrzeby kochania, którą odczuwała równie mocno. Powiedziała kiedyś, że „bez względu na wiek kobieta niekochana jest zgubiona; jeśli nie jest kochana, równie dobrze może umrzeć”. Sama kochała, a zdaje się, że i ją kochano równie mocno. W ostatnim epitafium jeden z mężczyzn jej życia, francuski poeta Pierre Reverdy, napisał:

Jeśli będziesz potępiona

Lub będzie ci przebaczone

Wiedz, że jesteś kochana

Kochana i zapamiętana. Rację miał historyk znad Loary André Malraux, który stwierdził, że z francuskiego XX stulecia pozostaną dla potomnych trzy postaci: de Gaulle, Picasso i Chanel właśnie. Imperium przez nią stworzone ma się bardzo dobrze pod wodzą Karla Lagerfelda, perfumy Chanel no 5 to zapachowy hit już niemal od stu lat, a za noc (!) w jej apartamencie w hotelu, w którym spędziła 30 lat życia, zapłacić dziś trzeba 25 tys. euro. A to wszystko dlatego, iż Mademoisselle nie tworzyła mody; Coco Chanel stworzyła styl, a jak sama mawiała – „moda przemija, a styl pozostaje”.

Aleksandra Kałafut

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: „Coco Chanel. Sypiając z wrogiem” Hal Vuaghan (Wydawnictwo Marginesy, przekład: Hanna Pawlikowska-Gannon, data wydania: 23.10.2013, liczba stron: 336).

aktywnosc-fizyczna-grafika-5

Nietypowe aktywności fizyczne, z którymi warto się zaprzyjaźnić

Wydaje nam się, że o aktywności fizycznej wiemy wiele. Wszyscy jesteśmy świadomi jej zbawiennego wpływu na zdrowie i deklarujemy konieczność wprowadzenia wysiłku fizycznego do naszego życia. Na tym jednak wiedza często się kończy. Kupujemy karnet na siłownię, pełne motywacji rozpoczynamy mordercze treningi i zupełnie niespodziewanie odkrywamy, że to nie dla nas. Szybko rezygnujemy więc z ćwiczeń, stwierdzając, że ciężary czy bieżnie to nie nasz świat, a zdrowy tryb życia odkładamy na później.

Rozpoczynając wszelką aktywność fizyczną warto zastanowić się, czy wybrana przez nas forma sprawdzi się na dłuższą metę. Jeśli wybierzemy trening, do którego będziemy podchodzić z niechęcią i poczuciem przymusu, szybko zabraknie nam motywacji, bez której osiągnięcie sukcesu nie będzie możliwe. Choć od paru lat to siłownia cieszy się największą popularnością wśród wszelkich form aktywności fizycznej, nie oznacza to, że trening siłowy jest dla każdego. Istnieje bowiem wiele alternatyw, które pozwolą Ci osiągnąć dobrą kondycję i pozytywnie wpłyną na twoją sylwetkę, jednocześnie sprawiając przyjemność, bo o radości z treningu nie możesz zapominać, jeśli poważnie myślisz o sukcesie!

Booty balet

Ten zyskujący na popularności program ćwiczeń, łączy ze sobą cechy baletu i fitnessu. Dzięki tej niezwykłej kombinacji, booty balet wpływa pozytywnie nie tylko na wygląd naszego ciała, ale też postawę, mięśnie i kręgosłup. Ta forma aktywności fizycznej jest więc doskonałą opcją dla kobiet lubiących taniec, rozciąganie i odrobinę zmęczenia! 

Sporty walki

Bez cienia wątpliwości ogromną zaletą sportów walki i umiejętności, które dzięki nim nabywamy, jest większe poczucie bezpieczeństwa. Taka forma aktywności fizycznej to jednak nie tylko nauka samoobrony, ale też mnóstwo adrenaliny, wysiłku i zdrowej rywalizacji. Sporty walki oferują nam niezwykle szeroki wybór: aikido, jujitsu, krav maga czy kickboxing, a to tylko niektóre z nich. Przekonanie, że są to formy zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn dawno odeszło już w niepamięć, a coraz więcej pań docenia zalety tych nietypowych treningów.

Hula-hoop

Myślisz czasami o powrocie do dziecięcych lat? Hula-hoop oferuje nie tylko podróż w czasie, ale też wiele spalonych kalorii i solidny trening mięśni brzucha! Regularne ćwiczenie z tym niepozornym przyrządem pozytywnie wpływa na talię i postawę ? kręcenie hula-hoop angażuje bowiem mięśnie i wzmacnia kręgosłup.

Taniec

Do tego, jak dużego wysiłku fizycznego może wymagać taniec, nie trzeba nikogo przekonywać. Przeświadczenie, że jest to niezwykle skomplikowana forma aktywności fizycznej, wymagająca zaawansowanych umiejętności sprawia jednak, że wiele osób nie podejmuje próby zaprzyjaźnienia się z tańcem. Tymczasem odpowiednia jego forma, wybrana zgodnie z naszymi predyspozycjami, może wzmocnić i uelastycznić niemalże wszystkie partie naszego ciała oraz zapewnić mnóstwo przyjemności. Ta forma aktywności fizycznej sprawdzi się więc u osób lubiących muzykę i dobrą zabawę!

Aerial joga

Co kryje się pod tą egzotycznie brzmiącą nazwą? Połączenie kilku technik: jogi, tańca, fitnessu i stretchingu. Ćwiczenia wykonuje się za pomocą nylonowego hamaku, zawieszonego kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Wybór tej formy aktywności fizycznej gwarantuje pogłębienie zakresu ruchu, poprawę kondycji naszych mięśni i zwiększenie elastyczności. Aerial joga to doskonały wybór – uda ci się nie tylko spalić kalorie, ale też odprężyć i wyciszyć.

Aqua aerobik

Aqua aerobik to doskonałe rozwiązanie zarówno dla osób aktywnych fizycznie, jak i tych, które z ćwiczeniami nie miały do tej pory styczności. Wyszczupla, pozytywnie wpływa na kręgosłup, pomaga pozbyć się cellulitu i likwiduje napięcie kumulujące się w mięśniach.. Ćwiczenia w wodzie angażują liczne grupy mięśni i zmniejszają ryzyko wystąpienia urazów, które znacznie częściej przytrafiają się na sali gimnastycznej. Warto więc docenić liczne zalety tej odmiany aerobiku.

Bez względu na to, jaką formę aktywności fizycznej wybierzemy, warto skupić się na efektach długoterminowych i nie koncentrować jedynie na dążeniu do smukłej sylwetki. Jeśli za swój główny cel obierzesz utrzymanie dobrej formy, zadbanie o świetną kondycję stawów czy kręgosłupa i dobre samopoczucie, piękna sylwetka będzie jedynie przyjemnym efektem ubocznym treningów!

brak-efektów-treningu-grafika-GlowNA-i-11

Dlaczego trening nie przynosi efektów?

Lepsza sprawność, utrata wagi, poprawa wyglądu naszej sylwetki – podczas każdej aktywności fizycznej to właśnie widoczne efekty są najbardziej motywującym czynnikiem. Ich brak może skutecznie zniechęcić do wylewania siódmych potów na siłowni. Jeśli jednak Twoje oczekiwania są w pełni racjonalne, a mimo trzymania się wytyczonego planu nie obserwujesz żadnych zmian, winny może być jeden z wymienionych błędów, które skutecznie niweczą Twoje starania.

Brak posiłku po treningu

Rozpoczynając treningi, żyjemy często w błędnym przekonaniu, że dobre wyjście na siłownie to takie, podczas którego spaliliśmy jak najwięcej kalorii. A skoro je spaliliśmy, zjedzenie dużego posiłku zniweczy cały nasz wysiłek. Takie myślenie jest tymczasem jednym z najczęściej popełnianych błędów, który skutecznie uniemożliwia osiągnięcie wymarzonych efektów. Po intensywnym treningu organizm potrzebuje bowiem budulca do regeneracji oraz spala dużo intensywniej, a zatem czas po nim to najlepsza pora na porządny posiłek!

Sięganie po produkty typu „light”

Napis „light” na opakowaniu przyciąga jak magnes osoby, które starają się o wymarzoną sylwetkę. Oprócz obniżonej wartości kalorycznej, doszukujemy się w nich również zdrowszego zamiennika tych samych produktów w normalnej wersji. Choć wybierając tego typu posiłek, rzeczywiście dostarczymy sobie nieco mniej kalorii, ich obniżenie następuje często kosztem zwiększonej zawartości cukru, tłuszczu czy innego składnika w produkcie – wszystko po to, aby nadal był on smaczny. Warto zatem solidnie przyglądać się etykietom i nie wierzyć ślepo w hasło „light”, które nie zawsze oznacza najlepszy wybór.

Zbyt intensywne treningi

Odpoczynek po treningu jest niezbędny, aby uzyskać wymarzone rezultaty. To właśnie podczas niego a nie ćwiczeń, nasze mięśnie regenerują się i „rosną”. Często jednak, oczekując szybszych efektów i utraty kilogramów, początkujący trenują bez wytchnienia, dzień po dniu. Nie uwzględniając odpoczynku w naszym cyklu treningowym, narażamy się na przetrenowanie, kontuzje i skutecznie niweczymy wysiłek włożony w ćwiczenia.

Stawianie wyłącznie na trening kardio

Ten błąd jest niezwykle często popełniany przez panie. W obawie przed nadmiernym rozrostem tkanki mięśniowej i kulturystyczną sylwetką, wiele kobiet unika ciężarów, wykonując jedynie trening kardio. Pierwszym mitem, który należy obalić już w tym miejscu, jest przekonanie o możliwości uzyskania niezwykle rozbudowanych mięśni poprzez trening siłowy – w przypadku pań jest to naprawdę trudne ze względu na poziom testosteronu, który jest u nich znacznie niższy niż u mężczyzn. Choć trening kardio przynosi wiele korzystnych efektów (poprawia kondycję, wpływa pozytywnie na serce, ciśnienie), w drodze do uzyskania wymarzonej sylwetki musimy dorzucić do niego trening siłowy.

Stosowanie jednego programu treningowego zbyt długo

Trzymanie się wyznaczonego planu treningowego jest świetnym pomysłem – Twoje ćwiczenia będą przemyślane, zorganizowane i nie zmarnujesz ani sekundy spędzonej na siłowni. Jeśli jednak stosujesz go zbyt długo i nie podnosisz sobie poprzeczki, monotonia będzie zabójcza dla Twojego wysiłku. Warto pamiętać o urozmaicaniu treningu na wszelkie sposoby – zwiększając liczbę serii, obciążenie  czy wykonując zupełnie inne ćwiczenia. Zapewni nam to stały rozwój i widoczne efekty.

Weronika Kurowska

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portlau

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved