website-logo
grafika-glowna-godziny

Współczesne panie Dalloway

Odpowiadając na pytanie, a raczej próbując zdefiniować zbiór cech, jakie posiada ?kobieta z klasą?, pojawia się zwątpienie. Kim właściwie jest kobieta z klasą? Mieć klasę to być człowiekiem szlachetnym, który z podniesioną głową stawia czoła wszelkim przeciwnościom. Kobieta z klasą rozumie mechanizm poszukiwania swojej głębi, ale jednocześnie jest świadoma własnego (zupełnie normalnego) braku perfekcyjności. Film na ten tydzień to propozycja, która przedstawia bohaterki skomplikowane. Ich głębia i problemy zmusza widza do refleksji. Jest to film wybrzmiewający feministycznym (w najlepszym tego słowa znaczeniu) przesłaniem: jaka jest kobieta i gdzie jest jej miejsce w świecie?

 ?Godziny? (2002) reż. Stephen Daldry

Reżyser takich dzieł jak ?Billy Elliot? czy ?Lektor? zdecydował się wziąć na warsztat już dobrą dekadę temu temat kobiet i ich roli w społeczeństwie na przestrzeni epok. Film stanowi adaptację książki amerykańskiego pisarza Michaela Cunninghama z 1998 roku, który za tę właśnie powieść otrzymał Nagrodę Pulitzera w rok później.

Źródło: https://themovierat.com/2013/01/04/bam-awards-best-supporting-actress-winners/2003_the_hours_014/

?Godziny? są przedstawieniem trzech różnych kobiet, w różnym czasie i otoczeniu, ale mających te same wątpliwości. Czy moje życie, to co mam, to wszystko, czy to wystarcza, czy daje mi poczucie szczęścia, komfortu, zrozumienia? Każda z trzech bohaterek ma w sobie lęk przed prawdziwym byciem. Byciem poza stereotypami i oczekiwaniami. Łącznikiem pomiędzy bohaterkami jest książka autorstwa Virgini Woolf ?Pani Dalloway?. W rolę autorki szukającej ucieczki od swoich lęków i emocji wcieliła się Nicole Kidman (w 2003 roku za tę role otrzymała Oscara). Żyjąca w Stanach Zjednoczonych lat 50-tych Laura Brown (Julian Moore) czyta powieść o Pani Dalloway, co będzie stopniowo zmieniało jej życie. Ostatnią bohaterką jest żyjąca w Nowym Jorku Clarissa (w tej roli genialna Meryl Streep), która jest wydawcą książek i która przez swojego przyjaciela nazywana jest Panią Dalloway właśnie).

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/321585229633565320/

Virginia Woolf, pisząc powieść o kobiecie, której oczekiwania względem życia nie zostały spełnione, uświadamia sobie, że jej własne życie to rutyna i bezsensowne czynności. Bezsilność względem choroby, która uniemożliwia jej powrót do Londynu, by móc zaistnieć w literackim świecie, całkowicie nią zawładnęła. Uosobienie, które nie chce sprostać narzuconym normom i schematom oraz otwarty umysł twórcy powoduje, że jej życie zakończy się w sposób tragiczny. Nicole Kidman stworzyła postać wielowymiarową, której psychologia i osobowość nie mogą zostać odczytane prostolinijnie. Mimo tego, że Wirginia Voolf żyła na przestrzeni XIX i XX wieku, wiele z jej tez i egzystencjalnych niepokoi są wciąż żywo aktualne i wykorzystywane na wielu polach nauki i sztuki.

Laura Brown wydaje się być najbardziej drastycznym przykładem. Żyjąca na przedmieściach wielkiego miasta, na cukierkowym osiedlu z idealnie przystrzyżonym trawnikiem, spędza całe dnie w domu gotując, sprzątając, opiekując się dziećmi i czekając na kochającego męża wracającego z pracy. Czytając ?Panią Dalloway?, odkrywa, że jej życie jest zupełnie inne od tego, którego pragnie. Jej bycie to jedynie puste tytułowe godziny, które mijają, bez żadnego wyrazu, emocji, poczucia sensu i spełnienia. 

Dzięki książce Laura poczuła pustkę, której wcześniej nie potrafiła nazwać.

Źródło: https://www.telemagazyn.pl/artykuly/godziny-trzy-kobiety-trzy-epoki-jeden-film-recenzja-62957.html?zdjecie=1

Wątek postaci granej przez Julian Moore nasuwa pytanie, czy wybór siebie i własnych pragnień jest ważniejszy niż wszystko inne?

Przecież w latach 50-tych kobieta była jedynie opiekunką ogniska domowego, nie powinna pragnąć niczego więcej, czegoś ponad ?to?. Druga bohaterka filmu przez długi czas zagłuszała w sobie pragnienie osiągnięcia czegoś więcej, wyjścia poza schemat. Jej decyzja wielu może wydać się drastyczna i niezrozumiała, ale jest przykładem na to, że kobieta ma w sobie siłę, by walczyć o siebie, o swoje pragnienia, o swój samorozwój; o to, czego chce, a nie tylko o co powinna.

Clarissa zdaje sobie sprawę, że wszystkie najszczęśliwsze chwile to przeszłość (którą nieustannie rozpamiętuje), że są już za nią, a otaczająca teraźniejszość jest dojmująco trywialna. Jest dojrzałą kobietą, wydawczynią książek, która żyje w Nowym Jorku na początku XXI wieku. ?Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty? ? to zdanie rozpoczynające powieść, w kontekście tej postaci nabiera znaczenia symbolicznego. Clarissa grana przez Meryl Streep, również sama kupuje sobie kwiaty, co stanowi bezpośrednie nawiązanie do powieści zarówno w kontekście dosłownym, jak i metaforycznym, ponieważ może być to odczytane jako rodzaj kobiecej niezależności. Bohaterka rozważa pustkę i poczucie wyobcowania oraz próbuje zrozumieć deterministyczną siłę, która kieruje ludzkim przeznaczeniem.

Źródło: https://film.org.pl/r/godziny-pani-dalloway-sama-wychodzi-kupic-kwiaty-102827

Bardzo istotnym czynnikiem, który przeprowadza widza przez wszystkie historie, jest muzyka Philipa Glassa. Sprawia ona, że trzy odrębne obrazy, postacie i wydarzenia stają się jednością. Muzyka stanowi łącznik pomiędzy osobnymi epokami, kulturą i rzeczywistością każdej z bohaterek. Ważnym elementem narracyjnym filmu jest też montaż. Scala on wspólnotę losów i odczuć, zwłaszcza na poziomie krótkich scen, w których kobiety wykonują podobne czynności. Nakładające się na siebie sceny i ich podobieństwo zwraca uwagę na silniejszy, wręcz metafizyczny związek pomiędzy bohaterkami. ?Godziny? pozostawiają na duszy ślad oraz prowokują do analizy własnej głębi. Jest to film pełen nostalgii, filozofii, odniesień do feminizmu i kobiecości. Jeśli ktoś gotowy jest na kino, które nie pozostawia dobrego samopoczucia, ale zmusza do wartościowych przemyśleń, to serdecznie polecam dać ?Godzinom? szansę.

zlotomain

Złoto niejedno ma imię. Wiesz, czym kierować się w zakupie biżuterii?

Bądźmy szczerzy, biżuteria zwłaszcza ta najszlachetniejsza, rzadko gości na naszych listach zakupowych. Nawet jeśli o takiej marzymy, nawet jeśli jesteśmy dumne ze swoich bezcennych kolekcji, ile tak naprawdę wiemy na temat materiału, z którego powstały?  Wydawać by się mogło, że choć nie jest to produkt pierwszej potrzeby, to jego cena i uwaga jaką przykładamy do wyrobów sztuki złotniczej, zobowiązują do wiedzy na ten temat. Jednak sprawa wcale nie jest oczywista, prawdopodobnie z dwóch głównych powodów.

Ogromna rozmaitość złotych stopów

Potocznie oraz zgodnie z obowiązującym prawem, terminem złota określa się szeroką  gamę stopów, w której złoto jest, a przynajmniej powinno być głównym składnikiem. W praktyce nie korzysta się z czystego złota, które szczególnie w przypadku biżuterii byłoby materiałem zbyt plastycznym i mało odpornym na uszkodzenia. Częściej używane było do wyrobu monet oraz większych form użytkowych, jeszcze w czasach, gdy obróbka twardych metali sprawiała ludziom większy problem niż dzisiaj. Próby łączenia złota z innymi metalami zaowocowały bogactwem kolorów oraz stopów różniących się zawartością złota w złocie. Każdy z nich poza kolorem, może znacznie różnić się ceną, własnościami fizycznymi, które wpływają na użytkowanie, ale również składem chemicznym, skąd coraz częstsze wzmianki o alergiach na złoto.

Dezinformacja ze strony sprzedawców

Chociaż restrykcyjne wymogi odnośnie oznaczeń prób złota w zasadzie się nie zmieniają, to mało komu zależy dziś na rzetelnej informacji odnośnie sprzedawanego produktu. Oczywiście mam tu na myśli masowych producentów biżuterii, którzy najpierw wylansowali modę na najdrobniejszą biżuterię, a teraz sukcesywnie obniżają zawartość złota w swoich wyrobach. Dzięki temu złota biżuteria wydaje się łatwiej dostępna cenowo, koszty produkcji maleją, a kupujących przybywa. Nie tylko ze względu na ceny, które obiektywnie nie są wcale niskie, ale również mniejszą trwałość tych wyrobów. Sytuacja staje się kuriozalna, kiedy producent wprost tłumaczy, że oferowany łańcuszek jest tak cienki, że lepiej postawić na złoto najniższej próby, gdyż bez odpowiedniej dawki domieszek złoty łańcuszek po prostu nie wytrzyma. Czy naprawdę tego oczekujemy od wymarzonej ozdoby, którą wciąż jeszcze często kupujemy jako rodzinną pamiątkę, a nawet rodzaj inwestycji?

Przede wszystkim próba

W zasadzie każdy o niej słyszał i termin wydaje się bardzo powszechny, ale przypomnijmy sobie co oznacza. Próba złota to po prostu określenie zawartości złota wyrażone w promilach. W przełożeniu na powszechniej używane na co dzień procenty:

– próba 750, inaczej złoto 18-karatowe,  zawiera 75% czystego złota,

– próba 585, inaczej złoto 14-karatowe, zawiera 58,5% złota,

– próba 333, inaczej złoto 8-karatowe, zawiera już tylko 33,3% złota.

Tradycyjnie w polskim złotnictwie najpowszechniej stosowano złoto 14-karatowe, a złoto 8-karatowe tylko w przypadku obrączek, które z założenia miały być w miarę dostępne dla każdego. Złoto 18-karatowe kojarzono gównie z biżuterią o słonecznej barwie sprowadzaną z zachodu, która ponad dwukrotnie przewyższała popularne 8-karatowe złoto zawartością szlachetnego metalu, a co za tym idzie również swoja ceną.

Mnogość barw i odcieni

Wybór tak szeroki, że potrafi przyprawić o zawrót głowy. Klasyczne żółte złoto, które od kilku lat święci triumfalny powrót to stop nie tylko złota, ale również srebra i miedzi. Dodane w równych proporcjach zapewniają żółtą barwę, choć najbardziej nasycony odcień będzie mieć złoto o najwyższej próbie. Duża zawartość miedzi powadzi do powstania złota czerwonego, lub wersji bardziej glamour złota różowego. Wciąż popularne pozostaje złoto białe, choć i tu jest wiele wariantów. Pierwsze z nich to złoto niklowe o słomkowej barwie, przypominającej cenną platynę. Niestety nikiel to popularny alergen, na który część osób musi zwracać szczególną uwagę. Bezpieczniejszą i bardziej szlachetną wersją jest złoto palladowe, zawierające cenny pallad. Zanim jednak wybierzemy tego typu złoto, koniecznie upewnijmy się co do jego koloru. Ciemno stalowy odcień tego złota nie dla każdego będzie miłym zaskoczeniem. Jeśli natomiast białe złoto kojarzy nam się z niemal śnieżną bielą, to z pewnością zostało pokryte cienką warstwą rodu. Równie szlachetnego metalu, który łamie żółty odcień złota.

Znaki i gwarancje

Każdy sprzedawca ma obowiązek udokumentowania próby swojego wyrobu i jest to pierwsza rzecz, na którą powinniśmy zwrócić uwagę podejmując decyzję. Im niższa próba tym mniejsza wartość materialna przedmiotu, choć na temat trwałości takiej biżuterii opinie są podzielone. Rzeczą oczywistą jest, że np. 20-karatowe złoto będzie cenniejsze i bardziej efektowne, a jednocześnie trudniejsze w utrzymaniu. Tak jak sweter z delikatnego kaszmiru albo cenny jedwab, którym wrażliwość tylko przydaje luksusu. Do biżuterii próby 333, a nawet niższych podchodziłabym ze sporą rezerwą. Czy taki zakup rzeczywiście się opłaca i co tak naprawdę stanowi większą część biżuterii? Jakość i zawartość materiału, którego nie jesteśmy do końca świadomi, będzie decydować o wyglądzie i trwałości przedmiotu, jak również o ewentualnych reakcjach organizmu.

Pamiętajmy, że kompetentny i uczciwy sprzedawca, to taki, który bez ogródek pokaże nam znaki probiercze, wytłumaczy cechy towaru i transakcję zwieńczy długotrwałą gwarancją, bo wie, że starannie wykonana biżuteria przetrwa długie lata. Życzę tylko takich na swojej drodze, no i oczywiście złotych łowów!

IMG_1364

Sezon na teatr! Sprawdź co jest grane na najważniejszych scenach w Polsce.

Jest jeden powód dla którego nie rzucam piorunami, nie wpadam w histerię i chandrę, nie obrażam się na cały świat, że lato minęło za szybko, a przed nami pół roku zimnem i śniegiem koszące. Przed chandrą Kowalskiej ratuje świat początek sezonu teatralnego 2018/19, a ten zapowiada się ciekawie. Po pierwsze w polityce dzieje się tak wiele, że nic tylko robić spektakle żeby lud miał odskocznię. Poza tym polityka dostarcza wielu tematów. Myślę, że jest to powód pośredni, ale cieszy ogromnie fakt, że w nowym sezonie w teatrze zobaczymy dzieła: Grzegorza Jarzyny (kocham platonicznie), Iwana Wyrypajewa (przepraszam Karolinę Gruszkę, ale też kocham) i Adama Sajnuka (będę nudna ? kocham i wielbię talent aktorski i reżyserski). Wachlarz sztuk proponowanych widzom przez teatry w całej Polsce jest tak szeroki, że gdyby wszyscy artyści chwycili rzeczony wachlarz i tak nie rozłożyliby go do końca- że tak obrazowo to ujmę. Dlatego o wszystkich sztukach nie napiszę, jedynie co nieco napomknę.

START CZY FALSTART?

Podróż po teatralnych scenach w nowym sezonie zaczynamy od Warszawy i dwóch tytułów, które już na początku sezonu zawojowały moje serce. Iwan Wyrypajew pokazał swoje najnowsze teatralne dziecko ?Irańską konferencję?. Rzecz dzieje się w teatrze, ale jeszcze przed zajęciem miejsc widzowie są wprowadzani w specyficzny klimat konferencji, która odbywa się w Kopenhadze. Dostajemy słuchawki z tłumaczeniem na żywo (spektakl grany jest w języku angielskim), krótką instrukcję obsługi i zaczyna się. Temat ma dotyczyć Iranu, sytuacji międzynarodowej, ale każdy z zaproszonych gości intelektualistów, naukowców, działaczy, duchownych w swoim wystąpieniu zdradza własne postawy życiowe, poglądy, bolączki. Przez całą konferencję przewija się temat Boga, duchowości, siły wyższej. Widziałam niejeden spektakl Wyrypajewa, zawsze jest w nich dużo treści, tej oczywistej i tej w warstwie ukryte, widz nie miał szans na nudę, nawet na zaaranżowanej konferencji. Przyznam jednak, że nieco się tego obawiałam? no wiecie jak to jest: konferencje zwykle się dłużą, czasem można przysnąć, a dla uczestników najciekawiej jest we foyer. Niepotrzebnie się martwiłam, bo konferencja a?la Wyrypajew – wciąga, nie masz czasu na ziewanie i nudę, a 2,5 godziny spektaklu mijają jak z bicza strzelił. Ciekawostka: podczas irańskiej konferencji wypowiada się jedna jedyna Iranka pisarka, laureatka Nagrody Nobla. Czy rzeczywiście konferencja jest poświęcona Iranowi? Odpowiedzi szukajcie w Teatrze Dramatycznym scena na Woli.

?Irańska konferencja? reż. Iwan Wyrypajew. Scena na Woli Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy

 

Drugi biegun teatralnej sceny, komediowy, zabawny, błyskotliwy znajdziecie w warszawskim Klubie Komediowym. Rozpoczęli sezon teatralny z przytupem! ?Saturn i Mel, czyli człowiek, który chciał być rzeczą? to doskonała zabawa językiem polskim, a aktorzy są bardzo sprawni w tych ?sufinowych łamańcach językowych?. Zwróćcie uwagę na Michała Meyera ( drugi od lewej) jest fantastyczny na scenie teatralnej, nie można było oderwać oczu ! I jak zawsze przezabawna Matylda Damięcka. Michał Sufin jest autorem tekstów – co mu w głowie siedzi i skąd on bierze te teksty to ja nie wiem, ale pisze świetne scenariusze dla Klubu Komediowego i naprawdę ten spektakl polecam.

Klub Komediowy w Warszawie ?Saturn i Mel, czyli człowiek, który chciał być rzeczą? reż.Michał Sufin

Trochę bardziej straszno, niż śmieszno nowy sezon rozpoczął Teatr Buffo z komedią ?Nina? w reż. Macieja Kowalewskiego. W główną rolę wciela się zjawiskowa, piękna, o nienagannej figurze ponad 50 letnia Małgorzata Foremniak. Niech wtrącę odrobinę zachwytu: szok i niedowierzanie, ale w przypadku Małgosi Foremniak można spokojnie powiedzieć, że czas się dla niej zatrzymał, a nawet cofa wskazówki zegara ? wygląda obłędnie pięknie. Spokojnie to jest zdrowy zachwyt, warto czasem docenić piękno, nawet jeśli kobieta mówi o kobiecie. Na scenie aktorce partnerują: lekko nieporadny i rozhisteryzowany mąż Paweł Królikowski oraz młody, przebojowy, nowoczesny Krzysztof Wieszczek i dociekliwy Maciej Kowalewski. Gatunek lekki, bo to komedia charakterów, opowiada o nas, naszych związkach. Reżyser sięgnął po tekst 61 lat po polskiej prapremierze tytułu, więc język bohaterów uwspółcześnił. I wszystko byłoby cudowne, gdyby nie fakt, że w przedstawieniu brakowało rytmu, o które aż się prosi ten gatunek teatralny. Dużo tu sztuczności, ale do tego się nie przyczepię, bo tak podobno miało być. Gerard paryski lowelas kocha siebie i kobiety z wzajemnością. Najbardziej te zamężne. Chce jednak rzucić boską Ninę po wizycie jej męża, który to postanawia zabić kochanka żony. Koniec końców wychodzi na to, że to Nina poukłada swoim mężczyznom życie od początku. Widownia na końcu klaskała, z krzeseł nawet powstawali – chyba się podobało. I o to chodzi w prywatnym teatrze.

?Nina? reż. Maciej Kowalewski ? teatr Buffo

 

Musicale ?tak, ja wiem, musicale nie są dla wszystkich, ale ? to zależy kto i jak wyreżyseruje musical. ?Rodzina Adamsów? w Teatrze Syrena będzie najlepszym wyborem dla szukających dobrego połączenia teatru i muzyki. Zabawne, lekkie i dociera nie tylko do dziecięcych oraz dorosłych widzów, ale także do widzów sceptycznie nastawionych do tego gatunku teatralnego. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się że chodzi o odnalezienie w sobie dziecka. Im człowiek jest starszy tym bardziej dziecka w sobie szuka. Znajdziecie je na pewno oglądając ?Rodzinę Adamsów?.

Wstydu nie ma Krystyna Janda! Na pierwszą premierę nowego sezonu wybrała spektakl o seksie! O seksie! No jak to tak mówić ze sceny o rzeczach tak intymnych, prywatnych, ba! zakazanych, jak seks?! Na dodatek ?Ten pierwszy raz? Kena Davenporta powstał na podstawie wpisów autentycznych ludzi na popularnym portalu randkowym myfirsttime.com. Tekst ma nas poruszyć, czasem zawstydzić, nawet zdenerwować ? Na stronie ludzie z całego świata opisują swoje historie związane z inicjacją seksualną, odczucia, emocje, czasem traumy. Znajdziecie tu przekrój najróżniejszych seksualnych dziwactw, tęsknot, ciekawostek, które o zgrozo, albo wydarzyły się naprawdę, albo ktoś je wymyślił, żeby wyróżniały się na tym przedziwnym portalu. Po co taki spektakl zapytałam Krystynę Jandę po próbie medialnej. ? Przejrzałam podręczniki szkolne i pomyślałam sobie, że jest czas na ten tekst. My w ogóle nie mówimy o seksie, a jeśli się zdarzy to w trybie zakazu, nakazu, straszenia. Tekst przetłumaczony przez Małgorzatę Semil mówi o bardzo trudnych historiach, o seksie ludzi niepełnosprawnych, starych, ludzi chorych, homoseksualnych. Widownia dostanie swój strzał w serce, ale to wszystko mówi o radości z życia, przyjemności płynącej z seksu i miłości. Ten spektakl był zwyczajnie potrzebny. Testy młodych ludzi opisujące ich inicjacje seksualne są bulwersujące, ale piękne i nikogo nie obrażają, nie stygmatyzują. Pozwalają spojrzeć na problem z szerszej perspektywy- mówi Krystyna Janda. Agnieszka Krukówna, którą zobaczymy na scenie przyznała, że nie jest łatwo mówić na forum o tak intymnych tematach. ? Nie było to dla nas łatwe. Jak się okazało, jesteśmy niekonwencjonalni i pruderyjni. Trzeba było włożyć sporo wysiłku włożyć, żeby ta opowieść stała się naturalna- mówiła aktorka. Antoni Pawlicki potraktował spektakl publicystycznie. ? Mamy luźną formę, swobodną i wesołą, ponieważ nie chcemy tego tematu traktować jak problemu. Zjawisko pierwszego razu może się kojarzyć z jakąś traumą, a być może przywołanie go, pokazanie, porozmawianie o nim, opisanie inicjacji innych ludzi pomoże uporać się z naszymi traumami. Słowem, przełamujemy tabu, bez napięcia.

Tyle w teorii, a jak było w praktyce? Widziałam ?Mój pierwszy raz? na premierze spektaklu. Z jednej strony jest piękny wizualnie: gra świateł tworzy intymny klimat, historie z portalu wyświetlane są na wielkim płótnie za aktorami (trochę rozpraszają), a wszystko wiąże muzyka o miłości i bajkowy układ choreograficzny: tancerze nie odrywając od siebie ust przemieszczają się po scenie. Natalia Berardinelli, Agnieszka Krukówna, Mirosław Haniszewski, Antoni Pawlicki grają doskonale, ale? Brakuje tu jednego głównego bohatera, z którym widz mógłby się utożsamić, który mógłby pociągnąć nas w tę historię. Obraz poskładany z dynamicznych, krótkich historii homo i heteroseksualnych daje wrażenie obecności na planie teledysku, w którym wszystko dzieje się szybko- zbyt szybko jak na pierwszy raz. I chyba to jest największym minusem ?Mojego pierwszego razu?, skądinąd doskonale wyreżyserowanego przez Krystynę Jandę. ?Ale to już było? jak śpiewa klasyk, spuśćmy zasłonę milczenia i zajrzyjmy w przyszłość, bo Krystyna Janda to nie tylko znakomita aktorka, reżyserka, przedsiębiorcza szefowa Fundacji Na Rzecz Kultury skupiającej dwa teatry, ale także kobieta ściągająca do siebie, niczym magnes, świetnych polskich reżyserów teatralnych.

?Mój pierwszy raz? reż. Krystyna Janda ? Teatr Polonia

?Mój pierwszy raz? reż. Krystyna Janda ? Teatr Polonia

DAJ NA ZAPOWIEDZI

W nowym sezonie, w dwóch teatrach Krystyny Jandy zobaczymy światowej klasy dzieło Eugene Ionesco ?Krzesła? w reżyserii Piotra Cieplaka, to tragifarsa o ludzkich namiętnościach, niespełnionych marzeniach i pragnieniach. W dwójkę starców u kresu życia wcielą się Ewa Szykulska i Leon Charewicz.

Kolejny mistrz formy teatralnej Iwan Wyrypajew pokaże w Och -Teatrze ?Osy? na postawie sztuki Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie? własnego autorstwa, ale po raz pierwszy we własnej reżyserii. W obsadzie: Magdalena Boczarska, Dariusz Chojnacki i Marcin Dorociński ( kiedy ten wybitny aktor znajduje czas na teatr?)

W przyszłym roku na obu scenach zobaczymy spektakle nieco bardziej filmowe. Piotr Ratajczak reżyseruje ?Stowarzyszenie Umarłych Poetów?, ?Almodovarię? czyli piosenki z filmów Pedra Almodovara wyśpiewa Anna Sroka ( wraca z urlopu macierzyńskiego nareszcie !!! To bardzo dobra wiadomość dla wielbicieli jej talentu). Sezon w Ochu zakończy spektaklem ?8 kobiet?doskonały reżyser i aktor Adam Sajnuk (słabość mam do niego ogromną- kto nie widział Kompleksu Portnoya w Teatrze Warsawy- powinien nadrobić zaległości i przekonać się o co z tą słabością chodzi) z pewnością spektakl przygotowany przez Sajnuka zostanie z nami na dłużej

PREMIERA DEBIUTANTA

W Teatrze Narodowym na pierwsze po przerwie spotkanie z publicznością wszedł na scenę dramat współczesny Macmillana wyreżyserowany przez Grzegorza Małeckiego, który debiutuje w tej roli ( i tu łezka spada, bo p. Grzegorza zawsze dobrze widzieć na scenie). Rzecz- jak mówią widzowie, którzy spektakl już widzieli- o młodych ludziach, ich rozterkach oraz decyzjach i ? dla młodych widzów. Nic więcej nie dodam, bo do Narodowego jeszcze nie dotarłam, a nie zwykłam czegoś oceniać bez wcześniejszego oglądania. Mogę za to spokojnie dodać, że z niecierpliwością czekam na Burzę arcydzieło Shakespeare?a w reżyserii Pawła Miśkiewicza z Jerzym Radziwiłowiczem w roli Prospera. W repertuarze Narodowego wzrok przykuwa operetka ?Zemsta nietoperza? Johanna Straussa- reżyserią zajmie się Michał Zadara, więc jestem spokojna i czekam z niecierpliwością, ale operetki w Narodowym jak słowo daję, nie pamiętam. Będzie też coś o miłości ?Jak być kochaną? Kazimierza Brandysa, bo jak tu nie mówić o tym uczuciu, skoro podobno żyjemy w czasach zanikania miłości.

DO MYŚLENIA

W TR Warszawa sztuka będzie krążyć wokół problemu komunikacji międzyludzkiej , przełamywania barier i spróbowania zrozumienia innych. ?Inni ludzie?  najnowszy hip-hopowy poemat Doroty Masłowskiej w adaptacji i reżyserii (WERBLE) Grzegorza Jarzyny, dyrektora artystycznego TR Warszawa. Jak mówi sam reżyser: ? ? jest to napisana wirtuozerskim językiem opowieść o współczesnej Warszawie, zanurzonej w smogu, podzielonej społecznie i ekonomicznie metropolii, pędzącej donikąd, opisuje podstawowe sprzeczności późnego kapitalizmu: alienację jednostki w wielkiej, ludzkiej zbiorowości, przesyt konsumpcji zderzony z nigdy niezaspokojonym głodem wrażeń i emocji, samotność dopadającą cyfrowych nomadów. Niecierpliwym i spragnionym spektakli Jarzyny polecam hibernację, bo ?Innych ludzi? zobaczymy dopiero 8 marca przyszłego roku. Na przyzstawkę w grudniu w TR Warszawa ?Cząstki kobiety?. Tym spektaklem do TR Warszawa powraca Kornél Mundruczó, wybitny węgierski reżyser filmowy i teatralny, twórca nagradzanego spektaklu Nietoperz. Wytrawni widzowie teatralni czekają na powrót Mundruczo już od kilku lat. Szykujcie się na grudzień.

TR Warszawa pod koniec września premiera wersji performatywnej opery Wojciecha Blecharza w reżyserii Katarzyny Kalwat ?RECHNITZ. OPERA ? ANIOŁ ZAGŁADY?. Gdy tylko przeczytałam nagłówek informacji prasowej, skojarzyło mi się z Elfriede Jelinek i rzeczywiście scenariusz opery jest oparty na dramacie austriackiej pisarki, laureatki nagrody Nobla. Tekst odwołuje się do dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na zamku baronowej Margit von Batthyány w austriackiej miejscowości Rechnitz w marcu 1945 roku. Według zeznań świadków, podczas wydanego przez baronową przyjęcia, goście? oficerowie lokalnego SS i Gestapo ? wzięli udział w masakrze dwustu żydowskich przymusowych robotników, przywiezionych z Węgier. Zbiorowej mogiły zamordowanych robotników nigdy nie odnaleziono, a opieszale prowadzone śledztwo umożliwiło ucieczkę głównym oprawcom. ? czytamy w komunikacie. Spektakl nie będzie rekonstrukcją tego, co stało się 70 lat temu w Rechnitz, ma być próbą zrozumienia mechanizmów działania zbiorowej pamięci. Muzykę do spektaklu spomponował Wojtek Blecharz. W obsadzie opery wyreżyserowanej przez Katarzynę Kalwat są: Cezary Kosiński, Magdalena Kuta, Lech Łotocki, Tomasz Tyndyk, Justyna Wasilewska oraz muzycy zespołu Cellonet: Andrzej Bauer, Magdalena Bojanowicz, Bartosz Koziak, Marcin Zdunik. 20 września premiera w TR Warszawa.

SCENY KRAKOWSKIE

Teatr Juliusza Słowackiego w Krakowie w tym roku świętuje 125 lecie istnienia, dołóżmy do tego setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości i wyjdzie nam repertuar krakowskiej sceny na nowy sezon. Patronem sezonu jest Stanisław Wyspiański,  zapowiadana jest kontynuacja projektu WYSPIAŃSKI WYZWALA i będzie to mieszanka teatru, muzyki, ruchu, baśni, koncertu, performance.  Na scenie w tym sezonie zobaczymy też m. in.: „Wyspiański. Koncert” w reżyserii Ewy Kaim, „Hamlet” na podstawie „Hamleta” Szekspira i „Studium o Hamlecie” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego oraz dramat „Kwiat paproci” napisany przez Marię Wojtyszko i wyreżyserowany przez Jakuba Kroftę. Koncert z Wyspiańskim w tle, 19 października w Teatrze Juliusza Słowackiego w Krakowie.

?Powiało normalnością? mówią krytycy teatralni o nowym sezonie w Starym Teatrze w Krakowie. W listopadzie zobaczymy najnowszą produkcję duetu Monika Strzępka i Paweł Demirski ?Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej? , w której zobaczymy doskonałych polskich aktorów  Annę Dymną, Dorotę Segdę, Annę Radwan, Dorotę Pomykałę, Radosława Krzyżowskiego, Michała Majnicza i Juliusza Chrząstowskiego. To będzie obraz polskiej obyczajowości, ale punktem odniesienia i inspiracją jest dla twórców „Opis obyczajów za panowania Augusta El” Jędrzeja Kitowicza, tom poświęcony kulturze i ludzkim zachowaniom w I Rzeczpospolitej czasów saskich.

A na Wybrzeżu odgrażają się, że będzie różnorodnie. Sezon otworzyły ?Trojanki? na podstawie ostatniej, jedynej zachowanej części trylogii tragicznej Eurypidesa poświęconej wojnie trojańskiej w reżyserii jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów, Jana Klaty. 11 listopada zobaczymy premierę ?Ruskich? Radosława Paczochy w reżyserii Adama Orzechowskiego, sztuki o Polakach, potomkach repatriowanych przez Stalina do Kazachstanu mieszkańców obecnej Ukrainy. Premiera otworzy przegląd DO POLSKI i prezentację spektakli związanych ze stuleciem odzyskania niepodległości: ?Przedwiośnie?, ?Broniewski?, ?Willkommen w Zoppotach?, Święto Winkelrida?, ?Śmierć białej pończochy?. W listopadzie na deskach odremontowanej Starej Apteki premiera ?My little pony? Paco Bezerry w reżyserii Rudolfa Zioły, sztuki o problemie szkolnej przemocy oraz jej konsekwencjach. W przyszłym roku Teatr Wybrzeże pokaże m. in.: najpopularniejszą komedię Williama Shakespeare’a? Jak wam się podoba? w reżyserii Krystyny Jandy.

Do Bydgoszczy będę jeździł? do teatru cytując filmowego klasyka, polecam tę scenę, zwłaszcza, że w nowym sezonie terminy premier są już zarezerwowane i jest gęsto. Skoro w samym wrześniu premierowo można zobaczyć dwa nowe tytuły to oznacza, że jest dobrze? a nawet bardzo dobrze. ?Motyle? w reżyserii Emilii Piech to opowieść o tym, jak ważne w życiu dziecka jest rozbudzanie w nim pasji. Spełnianie marzeń, które kiełkują w ciekawych świata głowach, mogą okazać się najwłaściwszą drogą do osiągnięcia szczęścia. Spektakl opowiada również o sile determinacji, dzięki której można uzyskać to, czego tylko się zapragnie i zwalczyć wszystko, co staje się przeszkodą w spełnianiu marzeń.

?Koniec miłości? Pascala Ramberta, przygotowała Dorota Androsz kiedyś aktorka, dziś reżyserka. W spektaklu zobaczymy Katarzynę Herman i Juliusza Chrząstowskiego, a struktura tekstu jest niebanalna: rozpisana na dwa monologi, uniemożliwia byłym zakochanym wejście w konstruktywny dialog. W choreografii rozczarowań plączą się pomiędzy niespełnionymi oczekiwaniami, a śladami dogorywających w nich emocji. Czy będzie z tego chleb? Sami sprawdźcie.

Mapa teatralnych premier jest utkana gęstą siecią tekstów, które prowokują widza do myślenia. Dziesiątki spektakli czekają na widzów ? a benzyna drożeje i drożeje, chyba na złość polskiej kulturze.

Zespół artystyczny w sezonie 2017/2018:

Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Małgotzata Hajewska-Krzystofik, Maja Ostaszewska, Magdalena Popławska, Andrzej Chyra, Bartosz Gelner, Wojciech Kalarus, Marek Kalita, Redbad Klijnstra, Zygmunt Malanowicz, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek, Maciej Stuhr;

kierownik muzyczny i dramaturg: Piotr Gruszczyński; kierownik muzyczny: Paweł Mykietyn; specjalista ds. scenografii i aranżacji wnętrz: Małgorzata Szczęśniak

główne(1)

Biżuteria pokoleniowa. Piękno, które wiele znaczy

„Biżuteria, aby zachowała swą urodę musi być kochana, a biżuteria kochana, to biżuteria często noszona”. To parafraza słów francuskiej pisarki Amelie Nothomb, z którą nie mogę się nie zgodzić. Zwłaszcza, że sama tworzę biżuterię od ponad dziesięciu lat – szczególnie taką, która wiele znaczy i do której uczucie rodzi się często już w trakcie jej powstawania.

Dziś biżuterię możemy znaleźć prawie wszędzie, dopasować do stylu życia i zasobności portfela. Przywozimy ją w formie pamiątek z wakacji, dostajemy w drobnych upominkach albo kupujemy z myślą o konkretnej stylizacji. Biżuteria zawsze ma na celu wyrażać nas, często być symbolem pięknych chwil, pamięci lub wzruszeń. Komponując własne zestawy lub zawartość osobistej szkatułki snujemy opowieść, która wiele mówi o nas samych, naszej wrażliwości i przeżyciach.

Jest jednak rodzaj biżuterii, która zanim jeszcze powstanie wywołuje ogrom emocji. Biżuteria pokoleniowa wciąż, a może nawet coraz bardziej, jest w cenie. W świecie, gdzie ładny, modny, a nawet drogi pierścionek może mieć prawie każdy, biżuteria znów fascynuje swoim symbolicznym przekazem. Znaczeniem, które możemy utrwalić w pięknym materiale i wraz z nim przekazywać z kolejnym pokoleniom.

Ci, którzy mają taką możliwość, odkurzają dawne herby i symbole, utrwalone w pamiątkach rodzinnych. Panowie wzorem starych szlacheckich rodów zamawiają okazałe sygnety. Kto nie może poszczycić się rodowym herbem lub pieczęcią, staje przed niezwykłą okazją zapoczątkowania pięknej tradycji. Motywem przewodnim może być dosłownie wszystko – od monogramu po szlachetny kamień, od rodzinnej historii po historie zapisane w baśniach i dawnych legendach.

To ile biżuteria znaczy dla kobiety, nie dałoby się opisać nawet w najgrubszej z książek. Nadzwyczajnej wartości nabierają kamyki przywiezione z bliższych lub dalszych zakątków świata i drobiazgi od ukochanych osób. Oprócz wartości materialnej biżuteria warta kolejnych pokoleń musi zawierać ponadczasowe piękno i kawałek dobrej historii. Szkatułki na biżuterię dziś wciąż potrafią zawierać najcenniejsze rodzinne pamiątki. Dzisiejsze kobiety wciąż odkrywają na nowo, że chcą nie tylko mieć, ale również nosić biżuterię, która łączy je z pokoleniami kobiet, które były i będą dla nich ważne. Stąd skromna pracownia złotnicza staje się miejscem niezwykłych opowieści i skarbnicą najskrytszych marzeń o biżuterii, ale również o relacjach z bliskimi. Tutaj matki chrzestne zamykają życzenia w niezwykłych medalionach, a wnuki nadają nowe życie niemodnej i zniszczonej biżuterii po ukochanej seniorce.

Czasem w proces tworzenia angażuje się kilka osób. Kobiety zamawiają projekty z myślą o swoich córkach równie często na prezent, jak i myśląc o tym, że będą one dziedziczkami ich osobistych szkatułek. Matki synów natomiast zdradzają czasami, że marzy im się synowa godna klejnotów gromadzonych przez nie przez całe życie.

Tymczasem największe wyzwanie staje przed panami. W chwili, gdy postanawiają się oświadczyć mogą nie zdawać sobie nawet sprawy, że kwestia wyboru odpowiedniego pierścionka zaręczynowego jest stresująca tak dla nich, jak i dla wybranki. To ona będzie go nosić przynajmniej przez najbliższe miesiące, a im dłużej pierścionek przetrwa na palcu i w rodzinie, tym piękniejsza będzie ich wspólna historia. To również swego rodzaju sprawdzian. Im większą empatią wykaże się wybranek tym większa szansa, że dobrze ją zna i rozumie, a pierścionek będzie tak wyjątkowy jak ich miłość.

W morzu otaczających nas możliwości szukamy rzeczy, które nas wyróżnią. Nawet jeśli proste i skromne, będą pełne znaczeń. Oddadzą charakter i styl życia, a nawet głęboko wyznawane wartości ukryte w symbolach. Dyskretny różaniec, ornament zaczerpnięty z odległej epoki, albo kamień unikatowej urody i niezwykłego pochodzenia, to nie tylko ozdoba, ale sposób na wyrażenie siebie. Tego co dla nas cenne w życiu i w relacjach z ludźmi. Czasem to najprostszy sposób wyrazu, w jaki sposób chcielibyśmy być odbierani przez innych, szczególnie najbliższych. Wspominani wtedy, kiedy złoty medalion albo pierścionek ze szlachetnym kamieniem trafi w ręce kolejnych pokoleń.

Prawdziwa biżuteria pokoleniowa to taka, w której motto nie jest tylko grawerunkiem na błyszczącej powierzchni, ale ideą, która leży u podstaw samego projektu i tkwi niczym dusza w maleńkim przedmiocie, który możemy mieć zawsze przy sobie. Taka biżuteria zasługuje, aby towarzyszyć nam w najbardziej wzniosłych i intymnych chwilach. Taką biżuterię często nosimy i najbardziej kochamy.

Patrycja Mordalska

kobieta czyta

Od klasy do klasyki, to co każda dama powinna mieć w swojej bibliotece

Kobieta z klasą bez małej czarnej i klasycznych szpilek? Nie wyobrażam sobie! Podobnie nie składa mi się w całość obraz eleganckiej, nowoczesnej babeczki bez półki z książkowymi klasykami, evergreenami, do których wraca systematycznie, jak do zdjęć z dzieciństwa. Zjawisko to nazwałabym połączeniem idealnym. Wyobrażacie sobie Thelmę bez Loius albo Kate Winslet bez Leonardo di Caprio w „Titanicu”? Albo lepiej Romea bez Julii? No właśnie. Szekspir by się w grobie przewrócił! Istnieją w przyrodzie połączenia, z którymi się nie dyskutuje. Pozwólcie, że podeprę się terminologią szafiarek (ta zawsze do nas kobiet trafia). Na małą czarną czeka w naszej garderobie honorowe miejsce wysadzane brylantami, a przecież nie sięgamy po nią codziennie. Miło jednak wiedzieć, że jest w zasięgu ręki. Mało tego dla każdej z nas połączenie „mała czarna” może znaczyć zupełnie co innego: czasem mała czarna jest czarna, czasem czerwona, kusa lub długa, może uwodzić zwiewnością lub kusić obcisłym krojem. Niezależnie od detali, ląduje w garderobie i czeka na swój czas, bowiem pasuje do kobiety jak ulał. Podobnie jest z książkowymi klasykami: idealnie leżą, mimo, że tytuły i autorzy są różni.

W mojej garderobie są trzy małe czarne, a na półce trzy książki, do których wracam co kilka lat i za każdym razem wzruszam się w tym samym miejscu, śmieję się jak wyżej i odkrywam w nich coś nowego? Coś czego, jak Boga kocham, ostatnio tam nie było☺ Niemożliwe? Polecam spróbować. Skutków ubocznych nie ma? Chyba, że zaliczymy do nich przegapiony przystanek, zawaloną nockę czy też przypalone mięso. Ale do rzeczy.

„Pachnidło” Patricka Suskinda to książka, na pierwszy rzut oka, niepozorna. Jednak to, co potrafi zrobić z czytelnikiem zgrabnie żonglujący słowem Suskind, jest mistrzostwem świata. To bodaj pierwsza w życiu lektura tak zmysłowa, że na samą myśl sięgnięcia po nią kolejny raz, odczuwam przyjemne mrowienie. Pobudza zmysły, o których poruszenie nie podejrzewalibyśmy kilkuset połączonych ze sobą kartek papieru. Podczas czytania „Pachnidła” moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, istny rollercoaster. Najpierw włączamy zmysł wzroku, zaraz potem aktywuje się zmysł węchu i pozostaje z czytelnikiem do ostatniej strony. Pierwsza scena rozgrywa się w upalnej rewolucyjnej Francji na targu rybnym, nad którym unosi się fetor nieświeżych ryb pomieszany z gnijącymi warzywami oraz ludzkim potem i kurzem. W takich warunkach na świat przychodzi Jan Baptysta, wyjątkowe dziecko obdarzone niespotykanym powonieniem. Główny bohater dosłownie wodzi nas za nos, to on jest naszym przewodnikiem po świecie zapachów. Jan Baptysta uczy się ich, poznaje, ale tylko jeden, zapach młodej rudowłosej kobiety zachwyca go tak, że kiedy znika na zawsze, ten próbuje go odtworzyć wszelkimi dozwolonymi i zakazanymi sposobami. Książka na przemian budziła u mnie odrazę, zachwyt, strach, ciekawość, nienawiść, oburzenie i żal. Jest tu miejsce na miłość, morderstwo, tajemnicę, doświadczenie i tęsknotę, a opisany przez autora świat można stworzyć we własnej głowie co do najmniejszego szczegółu. Do „Pachnidła” wracam systematycznie, ale tylko do wersji książkowej. W 2006 roku powieść zekranizowano, ale film nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.

Drugim tytułem, na który patrzę z utęsknieniem jest doskonale napisana „Po zmierzchu” japońskiego mistrza słowa Harukiego Murakamiego. Nie wiem jak autor to zrobił, ale zgasił mi światło w trakcie dnia. Opisuje jedną noc, pokazaną przez pryzmat kilku bohaterów. Dziewczyna czyta książkę, młody muzyk idzie na całonocną próbę zespołu? Każda z historii jest zwyczajna, a jednak daje do myślenia. Nagle łapiesz się na tym, że ocenianie ludzi „po okładce” jest nie fair. Historia tak mnie wciągnęła, że nagle w trakcie dnia zrobiło się wokół mnie cicho i ciemno, jak w nocy. Ocknęłam się z książką w ręku i szczęką na dole, na stacji Metro Natolin, czyli cztery stacje za metą. Książka jest magiczna. Jeśli autor potrafi zgasić letnie promienie słoneczne to chapeau bas, tu musi być magia. Spróbujcie poczytać w nocy, gwarantuję zupełnie inne doznania. Wściekłam się na Murakamiego tylko z jednego powodu: jest za krótka! Za piątym razem też.

I trzecia książką, którą kupiłam już kilkadziesiąt razy jest „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafona. Dostali ją w prezencie wszyscy moi przyjaciele, rodzina i znajomi, do których zaglądam na różne jubileusze. Zaprzyjaźniony księgarz kiedy widzi mnie z daleka, już nawet nie pyta po co przyszłam, on pakuje kolejną na prezent. Tak się wspiera rynek księgarski ;)

Ta książka uwiodła mnie wiele lat temu, a miłość trwa do dziś. Delektuję się wspaniałym piórem autora, który za pomocą liter wiódł mnie po gotyckiej, renesansowej i secesyjnej scenerii Barcelony. Jest to rzecz o Cmentarzu Zapomnianych Książek. I znów zmysł zapachu został uruchomiony niezwykłą umiejętnością składania liter w zdania, które otwierają wyobraźnię tak, że niepostrzeżenie przenosisz się do Barcelony. „Cień wiatru” ma niesamowity klimat. To właśnie on, bohaterowie, niebanalna fabuła powodują, że stajesz się częścią tej książki. Miałam wrażenie, że słyszę głos bohaterów, że przeżywam każdą przygodę, odkrywam tajemnice, jestem obok i jestem na Cmentarzu Zapomnianych Książek! Czułam ich zapach, słyszałam szept słów wylewających się z kart starych ksiąg, które marzą o tym, by ktoś ponownie do nich zajrzał. Niesamowite uczucie.

Historia zaczyna się kiedy 10 letni Daniel, za sprawą ojca księgarza trafia na niecodzienny cmentarz. Chłopiec bierze do ręki jedną z książek i w tym momencie zaczyna się niezwykła opowieść, pełna przygód, intryg, miłości, przyjaźni, ludzkich dramatów i tajemnic. A smak cytatów Zafona czuję do dziś: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie”, „Istniejemy póki ktoś o nas pamięta”.

Trzy tytuły książkowe, które towarzyszą mi od lat są jak małe czarne, nigdy nie zawodzą, ciągle zaskakują i dają poczucie dobrze spędzonego czasu ;)

P.S. Kolejność opisywanych tytułów jest przypadkowa. Miłej lektury!

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved