zapracowanie

Menedżerskie BHP, czyli jak odpoczywać i ładować energię do działania cz.1

Powiem Wam, że to duży temat. I narodowy, bo z wielu raportów wynika, że Polacy pracują największą ilość godzin w tygodniu. I branżowy, bo według mnie hasło “Work&Life Balanse” dla naszych działów HR zbyt często bywa tylko hasłem, a stanowczo za rzadko realną praktyką w firmach.

Nie powiem Wam, ile widziałam tzw. relaxing roomów, z których nikt w firmie nie korzystał, a które "wytapetowane naturą" funkcjonują nadal jako salki konferencyjne… czyli nadal w trybie praca. I My też tak mamy. Prawdziwy odpoczynek i relaks są mało dostępne. Gdzieś pojedziemy, poleżymy, poczytamy (dobrze by było!) i zostaje nam tapeta na telefonie. Jezioro z lipca, morze z sierpnia, ładujemy akumulatory na urlopie. Choć... na urlopie to my mamy tyle do roboty! I zwiedzać trzeba, i odpocząć,  wyspać się i odwiedzić rodzinę, aaa i odpisać na email, a zresztą, wzięłam laptopa, co Ci będę mówić, jak było na wakacjach. Znacie to?

Problem odpoczywania, wyzwanie zarządzania swoimi zasobami, zrównoważony tryb życia, który służy nam indywidualnie, z którego my sami jesteśmy nie tylko zadowoleni, ale też nie imają się nas kłopoty ze zdrowiem, z bólem głowy, nie narzekamy na permanentne zmęczenie.

To także ogromny temat indywidualny, dla każdego z nas, bo jednak nie ma uniwersalnej recepty ani na odpoczywanie, ani na radzenie sobie ze stresem, ani na pozytywne ładowanie akumulatorów. Jest za to parę kierunków i parę inspiracji. Jednym z większych wyzwań dla dorosłego człowieka, który zaczyna zawodowy rozwój, jest odkrycie, co na Ciebie działa najlepiej, jaki odpoczynek preferujesz, co działa krótkoterminowo, co długoterminowo. Odpoczynek jest związany z Twoimi predyspozycjami, Twoim stylem życia, osobowością i tym , jak funkcjonujesz w swoim życiu. Stres? Nie da się go dziś uniknąć. Odpowiedzialność? Wpisana w obowiązki szefa. Presja? Odczuwana indywidualnie i stale. Jeszcze mamy na dokładkę niską asertywność i zapominanie o naszej osobowości, cechach charakteru oraz wrażliwości. Na dodatek my, kobiety, stajemy przed wyzwaniami łączenia kilku ról na raz, bo pracujemy dziś tak dużo, szybko, wielozadaniowo, przeskakujemy z projektu do projektu, stajemy w różnych rolach…

Opowiem Wam skąd pomysł na ten temat, chociaż mnie samej, kiedy jeszcze pracowałam po 9-10 godzin dziennie jako menedżer, zajęło wiele czasu i energii, by znaleźć własne sposoby regeneracji. Najpierw myślałam, że chodzi tylko o stres, dziś natomiast zdaję sobie sprawę, że to bitwa o coś znacznie więcej.

Zarządzanie stresem czy swoją energią ?

Tak, stresem słabo można zarządzać, raczej sobą w stresie. Dlatego to właśnie profesjonalna nazwa dla tak potrzebnych dziś szkoleń. Ale co powiesz na zarządzanie swoją energią? Kiedyś moja klientka nazwała mnie atomówką. “Bo Ty masz tyle energii!” Miałam i mam, ale w międzyczasie zdarzyło się kilka takich rzeczy, które zmusiły mnie do zatrzymania, zmiany trybu życia, zmiany priorytetów i kierunków zawodowych. Kiedyś przesadziłam mocno z eksploatowaniem swojego organizmu, dlatego wiem coś o tym. Zdrowa, jesteś zadaniowa, wiele ogarniasz i masz powera, cały czas wydaje Ci się, że jeszcze to, jeszcze dam radę, Twoja lista “To do” ma co najmniej kilkanaście punktów na dzień, przy czym oczywiście nie masz czasu dla siebie, na odpoczynek, na relaks, na sport… Do czasu.

Na co musisz dać się namówić?

Na autorefleksję, szczerą wobec siebie, na uczciwy rachunek sumienia, na swego rodzaju bilans działań, aktywności, na spojrzenie jak wygląda Twój tryb życia, jak wiele godzin dziennie pracujesz, kiedy odpoczywasz, w jaki sposób, jak dbasz o siebie i swoje zdrowie, w jaki sposób realizujesz swoje pasje czy hobby? A no co tracisz energię, na jakie projekty, na jakie zadania, co Cię męczy, obcina skrzydła, wyczerpuje? Warto znaleźć swój moment bez działania, bez projektów, bez obowiązków domowych, czysta karta, wyjątkowy, bo niezbędny i potrzebny czas dla samej siebie, kiedy możesz marzyć, planować, słuchać muzyki lub cokolwiek, co lubisz.

Zwolnij autopilota, bo zaprowadzi Cię na manowce

Życie na autopilocie - pewnie już spotkałaś się z tym określeniem. Jest często używane przez trenerów rozwoju osobistego, i tak naprawdę oznacza rutynę, automatyczne zachowania i reakcje wyuczone, często nawykowe, bez udziału świadomości. Już słyszę głosy: „Ale poczekaj, ale zaraz, słuchaj, ten mój autopilot pomaga mi w ogóle jechać przez życie, ogarniać pracę; daj spokój, jak się tak rozpędzę to działam, teraz taki czas, wszyscy są zmęczeni, każdy teraz ma stresy”…

To prawda. Wszędzie słyszę o stresie, wyczerpaniu, zmęczeniu. Co druga osoba zapracowana mówi, przewracając oczami, jak bardzo ma dość. Dotyczy to pracujących i szefów i pracowników, niezależnie od stanowiska. Bywa, że skoro naszymi działaniami kieruje automat przyzwyczajeń, zapędza nas wcale nie tam, gdzie byśmy chcieli. Zmęczeni myśleniem o wszystkim nie umiemy myśleć o niczym.

Nie umiemy odpoczywać nawet wtedy, gdy uda nam się wyrwać do spa czy na krótkie wakacje. Inną kwestią jest też przymus działania, bycia aktywnym, potrzeba spełniania zadań i realizacji celów. Tylko wiecie - recepta jest jedna i na szczęście staje się coraz bardziej „modna”. Mowa o uważności. Uważności na siebie, swoje potrzeby, uczucia, reakcje, wsłuchiwanie się w siebie i co dla wielu jest wyzwaniem - wyłączenie natłoku myśli, często stresującego dialogu wewnętrznego. „Zrób coś, daj receptę, powiedz, co mam zrobić, żeby wyłączyć głowę?” - proszą mnie często ludzie zmęczeni i stresem i presjami i życiowymi zmaganiami. A to ogromne wyzwanie.

Co robić by wyłączyć głowę?

Odpowiem, dzieląc się moim doświadczeniem: szukać swojego flow. Flow to stan lekkości, coś co sprawia Ci przyjemność, kiedy koncentrujesz się na jakimś działaniu. Uświadom sobie swoje zasoby, talenty, nawet powiem "wezwania duszy”, a także swoje potrzeby energetyczne, czyli swój typ osobowości. Jak odpoczywasz, jakie masz podejście do pracy, co sprawia Ci przyjemności, a które czynności faktycznie „resetują” Ci głowę. Podczas jakich czynności skupiasz się naturalnie na tu i teraz, nie myślisz, nie planujesz, nie roztrząsasz problemów.

Szukaj swego flow – zadanie na całe życie

Ostatnio mojej Klientce, która pracuje na dwa etaty, jest bardzo mądrą osobą, jak to się dziś mówi ogarniętą, dałam zadania domowe następującej treści. Wykonaj je i Ty, przemyśl, a w kolejnej części dowiesz się, co dokładnie zrobić z odpowiedziami.

Napisz sobie na jednej kartce wszystkie swoje aktywności i działania, które:

  • Sprawiają Ci przyjemność;
  • Sprawiają że realnie odpoczywasz;
  • Sprawiają, że się spełniasz, realizujesz, coś tworzysz sama z siebie

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl



pod lupą szefa

A Ty, dajesz czy podcinasz skrzydła pracownikom?

Zdarzyło Ci się być świadkiem nieprzyjemnego i przykrego w odbiorze starcia szefa z podwładnym w obecności innych pracowników zespołu? Wrzasków przełożonego na zebraniu? Złośliwych uwag? Miałam nadzieję, że ta prosta zasada, wręcz wytarty frazes na wszelkich wykładach i szkoleniach z zarządzania, iż „Chwalimy publicznie, ganimy w zaciszu” naprawdę szeroko się przyjął jako podstawowa mantra dla kadry zarządzającej. Rzeczywistość biznesowa okazuje się jednak dla moich nadziei nieubłagana….

To nadal się dzieje. Mimo szkoleń z zakresu rozwoju osobistego, coachingów i mentoringów, warsztatów i czytanych książek. Bezpardonowo rugający przy wszystkich szef  - to nietylko temat firmowych plotek, imprez, spotkań i komentarzy, to niestety opowiadane mi przez pracowników liczne scenki z pracy. Zbyt wymagający, trudny, nieobecny, niesprawiedliwy. Krzyki, niepochlebne oceny, nieuprawnione stwierdzenia, oskarżenia i osobiste wycieczki ze strony szefów. Nie panująca nad emocjami szefowa wyrażająca publicznie swoje niezadowolenie z efektów czy etapów projektu w sposób wulgarny i uwłaczający innym. Tacy szefowie-menedżerowie burzą nie tylko swój autorytet. Skutki bywają znacznie bardziej wielowymiarowe.

Co może być wynikiem takiego stylu zarządzania:

  • brak stabilnego zespołu, który rotuje w ciągu roku na poziomie powyżej 50%;
  • ludzie odchodzą zmęczeni i rozczarowani nie tylko szefem, ale też firmą;
  • obniżoną samooceną pracowników, co wpływa na wszystkie sfery życia; przede wszystkim na działania zawodowe i nie tylko;
  • docelowo postępowaniami sądowymi za mobbing;
  • spadkiem kreatywności i zaangażowania.

Nie przesadzaj, to po prostu twardy styl zarządzania

Co to jest styl zarządzania? To unikalny a jednocześnie powtarzalny sposób zachowania każdego menedżera definiowany poprzez jego postawę, wartości i sposób komunikacji z innymi. Praktyka i teoria biznesowa od lat ubiera style w poszczególne kategorie, szuka wspólnych cech i nadaje nazwy. Mamy więc styl demokratyczny i autorytatywny, a od paru lat także coachingowy. Ale dziś nie będzie stricte teoretycznie, choć oczywiście zachęcam do zgłębiania wiedzy biznesowej w zakresie zarządzania. Dziś pragnę podzielić się moimi obserwacjami, a także zachęcić Cię do refleksji nad własnym stylem zarządzania. Jaki jest? Daje czy podcina skrzydła innym? Jak Ty sama go nazywasz? I czy możesz określić, komu służy najbardziej - firmie, projektowi czy pracownikom? Jaki masz odzew od współpracowników? No i wreszcie, czy Twój własny styl zarządzania służy Tobie?

Ludzie skarżą się na:

  • zbyt surowe wymagania,
  • negatywne feedbacki,
  • brak empatii,
  • brak ludzkiego podejścia,
  • brak komunikacji nastawionej na rozwiązania,
  • stawianie i podwyższanie poprzeczek w formie coraz bardziej skomplikowanych zadań,
  • złą, opresyjną i stresującą atmosferę pracy.

Twardy czy miękki? Dyrektywny czy coachingowy?

Anegdota z moich pierwszych doświadczeń menedżerskich, kiedy przyzwyczajona do dyrektywnego, decyzyjnego we wszystkich obszarach szefa, zapukałam z pilnym pytaniem. Lecz zamiast decyzji usłyszałam: “Sama znajdź trzy rozwiązania, wróć i postanowimy coś razem”. Do dziś pamiętam to zaskoczenie. Jak to? Nie zadecyduje? Nie mówi, jak ma być? Nie rozkazuje jak zwykle? I co ja mam teraz zrobić? Co mu się stało, u licha? Zaskoczona, poruszona, ale trzeba przyznać również zaintrygowana, poszłam szukać rozwiązań. Po jakimś czasie wysypały się HR-y: szef poszedł na szkolenie z zarządzania, i tam, by odzyskać swój czas, autorytet i realne wsparcie zespołu, uczył się coachingowego stylu zarządzania.

A ja z całą odpowiedzialnością mogę Wam ten styl polecić. Serio. Uczy współpracy i współodpowiedzialności, buduje zaangażowanie. I nie, nie oznacza to wcale, że menedżer ma być coachem dla swojego zespołu, to zresztą temat na inny artykuł. Chodzi o to, że szef w swoim zarządzaniu ma korzystać z narzędzi coachingowych, które zakładają partnerstwo, rozwój, uruchamiają kreatywne myślenie, wzmacniają sprawczość i pozwalają szukać nowych możliwości, nowych rozwiązań w taki dobry, pozytywny dla obu stron sposób.

Bardzo Twój styl zarządzania

Twój osobisty. Zgodny z Twoimi talentami i cechami osobowości, wartościami, którym hołdujesz. Bo kiedy mnie zapytacie, jaki styl zarządzania jest najlepszy odpowiem: “Ten, który jest odpowiedni właśnie dla Ciebie”. Który pozwala Ci się spełniać jako szefowej, realizować projekty, kiedy praca przynosi Ci satysfakcję, ludzie Cię szanują, a zarząd chwali i docenia. Wtedy możesz spokojnie uznać, że Twój styl zarządzania, niezależnie od nazwy, jest skuteczny. Jeśli jednak w którymś z obszarów widzisz, że potrzebujesz pomocy, zmiany i sukcesów, szukaj aktywnie wsparcia. Mogą Ci w tym pomóc szkolenia i działy HR. Swojego stylu zarządzania można szukać m.in dzięki testom HR, można go też nazwać i odkryć podczas indywidualnego cyklu coachingowego. W mojej opinii tylko wtedy masz szansę przyjrzeć się swoim atutom, swoim kluczowym umiejętnościom, własnej postawie menedżera z perspektywy i szukać równowagi między zadaniami w firmie a ludźmi i ich motywacją, zaangażowaniem, a także swoim i ich ROZWOJEM.

Moje osobiste doświadczenia i obserwacje pokazują, że świetnymi menedżerami są ludzie:

  • którzy lubią ludzi,
  • którzy szanują innych i skuteczne się z nimi komunikują,
  • którzy naturalnie wierzą w siebie i w innych;
  • którzy są nastawieni na współpracę,
  • którzy mają wysoko rozwinięte umiejętności interpersonalne, z naciskiem na kompetencje miękkie,
  • którzy odważnie realizują swoje wizje, dojrzale przyjmując odpowiedzialność na siebie jako lidera i przywódcy.

Tajemnica sztuki zarządzania jest zarazem prosta i trudna. Zawiera się w harmonii  pomiędzy ludźmi a zadaniami, pomiędzy celami firmy a wspólnymi wartościami. I na tą harmonię, na to wieczne szukanie balansu  trochę „skazany” jest menedżer. Bo jak to zrobić, by skutecznie zarządzać projektami, zadaniami w projekcie i sprawić, by ludzie chcieli z Tobą pracować, wykonywać zadania, rozwijać firmę i jeszcze pamiętać przy tym, żeby nie zatracić siebie?

Dobry menedżer jest jak znakomitej klasy mistrz żonglowania - emocjami, zadaniami, celami i wyzwaniami. Na bieżąco i strategicznie. Non stop. Bez szkody dla siebie, z sukcesem dla swojego zespołu i firmy.

Dobry menedżer dodaje skrzydeł swoim pracownikom, nie po to by odfrunęli do innej firmy, tylko po to by RAZEM LATAĆ WYSOKO.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl



glowne08042019

Zaktualizuj swój status - zdecydowanie warto!

Statusem nazywane są obecnie szybkie spotkania, zebrania zespołu z szefem, by analizować i dokonywać korekty w prowadzonym projekcie. Tak zwany status projektu.

Ja proponuję nazwać statusem własny moment zawodowy, obejrzenie z perspektywy prowadzonych przez siebie projektów, analizę i ocenę ich przydatności, rentowności, ilości poświęcanego czasu i wkładanego zaangażowania, efektywności prowadzonych działań. A przede wszystkim własnych osiągnięć, obecnych umiejętności, kompetencji i własnych przekonań o sobie. Co o sobie myślisz Ty jako szef? Jak postrzegasz swoje dokonania zawodowe, swoje kompetencje i styl zarządzania?

Aktualizacja danych - to pojęcie przyjęło się dzięki komunikatom z naszych komputerów i oznacza wprowadzenie aktualnego oprogramowania. Co może mieć wspólnego z Tobą? Proponuję taką metaforę moim szefom i szefowym. Jako aktualizację swoich przekonań, własnego poczucia wartości w tym zawodowych osiągnięć do wprowadzenia w swój biznesowy świat.  A wtedy będzie ona dotyczyć Twojego aktualnego, bieżącego sposobu patrzenia na siebie, swoje umiejętności, osiągane rezultaty i plany w odniesieniu do projektów czy swoich działań w całej sferze biznesowej.

Uświadom sobie, czym aktualnie się zajmujesz, jaką rolę zajmujesz w poszczególnych projektach, ile czasu na to poświęcasz, gdzie masz największe profity? Co robisz tylko z pasji, a co z musu? To pytania do Twojej własnej sesji autocoachingowej. Zrób sobie taką dla siebie. To może być tylko uświadomienie albo oczywiste stwierdzenia dla Ciebie, lecz może pojawią się też nowe inspiracje? Może zobaczysz nowe pola do rozwoju? To zależy tylko od Ciebie

Pytania, jakie możesz sobie zadać:

- Jaka jest moja obecna pozycja zawodowa?

- Jak długie masz doświadczenie w zarządzaniu?

- Jak dużym liczebnie zespołem/ zespołami zarządzasz?

- Co osiągnęłaś jako menedżer w trakcie ostatniego roku? W ciągu ostatnich dwóch lat?

- Z czego szczególnie jesteś dumna? Z jakich osiągnieć zawodowych? Z jakich projektów?

- Jakie są Twoje wartości, którymi kierujesz się jako szef?

- Wypisz sobie swoich 5 kluczowych umiejętności menedżerskich, które uważasz że są twoimi mocnymi stronami.

- Wypisz swoje 3 planowane pola rozwojowe, czyli umiejętności i kwalifikacje, które w Twoim odczuciu chcesz/ potrzebujesz rozwijać czy wzmacniać.

Instrukcja obsługi:

Skupiamy się na rzeczach pozytywnych i realnych, bez umniejszania sobie, bez porównywania się z innymi, np.: „Ooo, co tam ze mnie za menedżer, mam pod sobą tylko 5 osób”. To dużo, zapewniam Cię, a Twoje kompetencje menedżerskie mogą się już wystarczająco ujawnić. Zachęcam byś postarała się spojrzeć na siebie i swoje doświadczenie z pozycji obserwatora, z dystansu, ale – uwaga, ważne! - wzmacniająco i konstruktywnie. Tak, jakbyś była na chwilę swoim własnym dyrektorem HR i zobaczyła swoje CV.  Realnie. Obiektywnie, na ile się da. Pozytywnie.

Po co to ? Co z tego będziesz miała? Jakie mogą być z tego ćwiczenia korzyści?

Z mojego doświadczenia coachingowego wynika, że taki własny status to dobry początek. Bywa, że to świetny start do świadomych działań w zakresie rozwijania i wzmacniania swoich umiejętności i pozycji menedżerskiej. Bo okazuje się, że wielu z nas posługuje się starymi, nieaktualnymi już przekonaniami czy wręcz programami myślenia na własny temat. To tak jakbyś ciągle działała z oprogramowaniem Windows 95. Zabawne, prawda? A jednocześnie rzadko to robimy ze swoim umysłem, nie czyścimy go ze starych, nieaktualnych i co grosze często niesłużących nam czy wręcz ograniczających przekonań. A Ty, jak to mówił mój ulubiony szef millenials, „z racji swojej pozycji” masz posługiwać się aktualnymi danymi, po to żeby zarządzać, a nie rządzić, komunikować się zgodnie ze swoimi wartościami i świadomie rozwijać swój styl zarządzania. Stare przekonanie na własny temat: „Aaa, ja mam TYLKO taki mały zespół” może owocować brakiem doceniania swoich pracowników lub też nieumiejętnością podkreślania roli zespołu względem całej firmy. Poza tym kto chce szefa z kompleksami? Status może pomóc się z nimi uporać. Zyskasz trochę dystansu, wzmocnienie swojego poczucia wartości, a może pojawią się nowe pomysły?  Zrób to dla siebie. Nie jestem w stanie przewidzieć skutków Twoich odkryć, Ty też nie próbuj zgadywać. Tylko uczciwie odrób zadania

Zadanie domowe:

- uaktualnij swoje CV. Nie po to, żeby zmieniać pracę, ale by mieć teraźniejszy dokument potwierdzający Twoje dokonania zawodowe;

-  wyobraź sobie, że jesteś zaproszona na konferencję i jest pilnie potrzebne Twoje bio- krótka, treściwa i konkretna notka biograficzna. Już wiesz jak brzmi zadanie? Tak, napisz swoje zawodowe BIO, maksymalnie 5 zdań o sobie. Co możesz i chcesz powiedzieć o sobie światu?

- zaktualizuj profil zawodowy na Linkedin. Koniecznie! I zbieraj opinie na temat współpracy z Tobą.

- zawsze warto mieć aktualne swoje zdjęcie biznesowe, zamów sobie profesjonalną sesję fotograficzną. To może być i przygoda i przyjemność zobaczenia siebie na nowo.

Aktualny status może dodać Ci skrzydeł. Bardzo Cię na to namawiam. Może sprawić, że pozwolisz wreszcie innym oceniać, jakim jesteś szefem, zamiast biczować się, krytykować, i oceniać samemu.  Kiedy staniesz sama przed sobą i powiesz: „To jest OK, a to potrzebuję zmienić”. Uwolnij Twoją energię i moc, siłę sprawczą, tą menedżerską, życiową, Twoją indywidualną. A tak przy okazji - czasem myślę, że najlepszą oceną, jaką może dostać szef od swoich pracowników, byłaby ta od ich rodzin. Bo to o Tobie rozmawia się po pracy, o Twoich humorach, sposobie komunikacji, reakcjach. Tak, serio, nie ma co się czarować. Mówią o Tobie. Zatem najwyższy czas, sama zacznij patrzeć na siebie pozytywnie i realnie. A wtedy…

Życzę sukcesów, odkryć, wzruszeń i inspiracji.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

komunikacja-glowne

Jej Wysokość Komunikacja - o tym, jak skuteczniej rozmawiać w pracy

­­Z ostatnich trendów HR jasno wynika, że komunikację już dawno wszyscy opanowaliśmy. Bo przecież teraz jest czas na słuchanie pracowników… Ale przecież słuchanie to też element komunikacji, a dziś podkreślimy właśnie wagę mówienia do swoich współpracowników.

To bardzo ważny moment, w którym menedżer mówi do swojego zespołu, rozwiązuje bieżące problemy, gasi pożary, namawia, prosi, coś ogłasza. Niezależnie jak dużym zespołem zarządzasz, zanim wydasz dyspozycje, zareagujesz na jakąś trudną sytuację, zanim udzielisz informacji zwrotnej czy wypowiesz się w danym temacie, zwróć uwagę na swoje emocje w danej kwestii. Zacznij je zauważać. Jesteś zła, bo Kowalski zawalił termin dostaw? Aha, jesteś. Chce Ci się płakać ze stresu, bo bilans na koniec miesiąca nadal jest nie skończony przez Bożenę? Ok. Zacznij zwracać uwagę na uczucia, które Ci towarzyszą ZANIM coś powiesz, ZANIM ocenisz, ZANIM się zdenerwujesz.

Wiem, sądzę, uważam, ale nie powiem

Wiesz skąd wzięła się opinia, że trudniej się z nami-kobietami pracuje? Bo stereotypowo przypisuje się nam: brak jasnej komunikacji, nadmierną emocjonalność albo zbyt surowe, wymagające wypowiedzi oceniające. A! I coś jeszcze! W pracy podobno nie można nam też nic powiedzieć, bo tracimy dystans i wszystko bierzemy do siebie. Brr… Tak wiem, paskudny stereotyp. Dlatego obalmy go razem i zacznijmy mówić swoim prawdziwym głosem. Zacznijmy jasno komunikować, o co nam chodzi, zamiast jak w tym powszechnie znanym domowym dialogu:  – „Ale o co Ci chodzi?”  –„ O nic” - mówimy, mimo że tak naprawdę chodzi nam o wszystko… Emocje. Najbardziej przeszkadzają nam te niewypowiedziane. Zdarza się, że unikamy konfrontacji, kumulując w sobie komunikaty do pracowników. Milczymy, nie reagujemy na bieżąco, nie dajemy jasnych sygnałów jako szefowe, co jest ok a co raczej nie bardzo. Przed każdą swoją wypowiedzią warto zastanowić się, jakie emocje Tobą powodują, że masz chęć czy potrzebę tej właśnie wypowiedzi? Co tak naprawdę chcesz przekazać? O jakich 3 wartościach chcesz pamiętać, zwłaszcza w konfliktowych sytuacjach? Chcesz, żeby z jakim przekazem został Twój pracownik czy cały zespół na zebraniu? Jaką masz intencję? Jaką formę przekazu wybierasz?

Jedną z kluczowych kompetencji menedżerskich jest dziś właśnie komunikacja. Bo zarządzanie oznacza relacje z innymi. I wygrywa ten, kto komunikuje się skutecznie.

Spokojnie zajmij stanowisko w sprawie

Atakują Cię na zarządzie? Nie potrafisz przeforsować swoich pomysłów? Wiesz, że masz rację, ale szefowie innych działów bombardują Twoje rozwiązania? Uwaga, ważne! Ochłoń z emocji. Przygotuj sobie przykładowe zdanie, które daje Ci czas na reakcję, na zebranie myśli. Zdanie, które chroni Cię jako osobę postawioną w ogniu cudzych argumentów czy ocen.

Uwolnij swój głos

Kiedy masz coś do powiedzenia, a nie możesz mówić,  to jest to dla Ciebie dodatkowy stres.  Znasz ten problem? Nam kobietom, zdarza się, że w konfliktowych momentach dosłownie  nas zatyka. Czujemy przysłowiową „gulę” w gardle, a tak naprawdę nasze własne mocje blokują nam możliwość i swobodę wypowiedzi. Ta niemożność wypowiedzenia słowa nas osłabia i mocno utrudnia nam życie zawodowe. A tu trzeba odpowiedzieć, zareagować, zaopiniować, wyrazić sprzeciw czy też obronić zespół przed dodatkowymi obowiązkami. Dlatego w czasie wolnym warto pomyśleć o takich sposobach, żeby ten głos uwolnić. Bywają zajęcia czy warsztaty, na których praca z głosem pomaga nie tylko budować pewność siebie, wspiera asertywność,  ale uwalnia też stres. Nie chcesz ćwiczyć z innymi? Ok. Pokrzycz w lesie, pośpiewaj w aucie, nagraj swój krzyk, w obecnych czasach takich zwykłych możliwości samodzielnych ćwiczeń ze swoim głosem jest mnóstwo. Prawie każdy telefon ma dyktafon. Nagrywaj się, gdy jesteś sama, ćwicz mówienie do innych. Odsłuchaj i zwracaj uwagę na tempo mówienia, sposób artykułowania i intonację. To może być świetna zabawa. Zrób to dla siebie.

Kochanie, nie tym tonem

To jak mówimy - intonacja, tembr, akcentowanie - odbierane jest przez innych także nieświadomie. I chcesz czy nie chcesz, inni słyszą w Twoim głosie niewypowiedziane emocje, nawet jeśli Tobie się wydaje, że ich tam nie ma… albo nie chcesz, żeby wybrzmiały negatywnie. Poćwicz mówienie, przygotuj się do kluczowych momentów, w których Twój ton i sposób mówienia może mieć wpływ na innych. Sytuacji, w których szef wypowiada istotne kwestie, jest wiele. Zebranie, wprowadzanie nowego produktu, prezentacje na konferencjach czy też ocena pracy to za każdym razem inny rodzaj przekazu. Dostosuj ton do ludzi, sytuacji i otoczenia.

Trzymaj się Siebie i pilnuj swojej roli

Pilnuj przypisanych Ci obowiązków, kompetencji oraz przywilejów. Szef to TYLKO I AŻ stanowisko. To Twoja rola w organizacji. Co mam na myśli, kiedy piszę „nie wychodź z roli”? Na podstawie moich doświadczeń i obserwacji mogę powiedzieć, że wiele problemów (czy jak kto woli wyzwań menedżerskich) bierze się m.in z indywidualnego postrzegania swoich zadań na stanowisku i realizowania całego wachlarza zachowań i przekonań W ROLI MENEDŻERA. Kiedy, oczywiście nieświadomie, pod wpływem złożonych okoliczności WYCHODZISZ ZE SWOJEJ ROLI SZEFA I STAJESZ SIĘ: miłą dziewczyną, kumplem, siostrą miłosierdzia, fundacją charytatywną, terapeutą dla swoich pracowników - spodziewaj się kłopotów. Tup, tup, tup, nadchodzą.

Wysyłaj jasne, czytelne sygnały

Szef ma w swoich zadaniach również takie wyzwania jak mówienie rzeczy obiektywnie trudnych. Wolisz nic nie mówić, nie zabierasz głosu? A czy wiesz, jaki wpływ na pracę Twoich pracowników ma brak feedbacku? Brak informacji zwrotnej znacząco wpływa na Twój zespół, pracowników, atmosferę, motywację, poziom zaangażowania. Pamiętaj, kiedy nie komunikujesz na bieżąco swoich oczekiwań czy oceny wykonanych zadań, nie wysyłasz żadnych sygnałów i niechcący sprawiasz, że Twoje zarządzanie zaczyna podążać w złym kierunku. Może przyda Ci się metafora z sygnalizacją świetlną. Zobacz  jakie to proste. Sygnalizacja na drodze wprowadza podstawowy porządek w ruchu ulicznym. Bez niej panowałby chaos, wypadki, bałagan. Pomyśl, jak może przydać Ci się ta metafora w Twojej pracy? Może potrzebujesz wprowadzić komunikację w zakresie TYLKO trzech świateł. Zielony - ok, można jechać dalej. Napisz 3 zdania, które mogą być przykładem Twoich komunikatów, że wszystko jest ok. Pomarańczowy, wiadomo, ten środkowy, ostrzegawczy. Na tym etapie zgłaszasz wątpliwości, opowiadasz  o zagrożeniach i przypominasz o zadaniach. No i czerwony. Znak STOP.  Tu jasno komunikujesz co jest możliwie, co nie. Tu dajesz jasny sygnał, czy sprawy idą w dobrym kierunku. Tu określasz, na co się nie zgadzasz. Ty decydujesz. Trzy kolory, trzy etapy komunikacji, które mogą zmienić Twoją perspektywę. Proste, prawda? I choć wydaje się takie oczywiste, uwierz mi, że dla wielu menedżerów w praktyce takie nie jest. Włącz sygnały do swojego stylu zarządzania, a zarządzanie stanie się bardziej… No właśnie, jakie? Ty sprawdzasz, Ty oceniasz. Powodzenia

10 porad, jak lepiej komunikować się w pracy

  1. Ty umiesz czytać w myślach, oni nie. Przyjmij to za dogmat i wyjaśniaj precyzyjnie, o co Ci chodzi, na czym Ci naprawdę zależy i jaki ma być oczekiwany rezultat Twojej wypowiedzi.
  2. Mów, nazywaj, precyzuj. Świat kocha konkret, a Twój zespól potrzebuje jasnych, czytelnych poleceń czy dyspozycji. Krótko, jasno i na temat. Bez zbędnych dygresji, a czasem też bez  długich wstępów czy zbytecznych ozdobników.
  3. Patrz w oczy swojemu rozmówcy. W biznesie jest mnóstwo sytuacji; które wymagają konfrontacji, a tego nie miałyśmy gdzie się nauczyć na przestrzeni wieków.  Bywa że jej unikamy… Biznes, to nie wojna. Biznes to relacje. Jesteśmy w tym dobre. Z natury.
  4. Warto też pamiętać iż dopiero od stu lat mamy prawo głosu... I zacznijmy go używać jako codziennego narzędzia także w pracy, świadomie wyrażając  siebie, broniąc swojego pracownika zespołu czy projektu, dając informacje zwrotne czy zabierając głos na zebraniu.
  5.  Głos, sposób mówienia, może być Twoją siłą, wzbudzać szacunek u innych, sprawiać że treści będą lepiej przyswajane przez innych, a właściwy dobór słów i pojęć może przynosić Ci tylko sukcesy w postaci właściwie wykonanych zadań czy rozwiązywanych problemów.
  6. Komunikuj na bieżąco. Kumulacja niewypowiedzianych słów czy  też zadawnionych emocji wobec kogoś nadaje się na indywidualną rozmowę z terapeutą; a nie z pracownikiem.
  7. Każdy ma swój styl zarządzania. Tego i tak uczysz się sama, na swoich błędach, trochę na bieżąco, bo sprawdzasz co działa, a co nie. Bądź sobą nie zapominając o stanowisku i jego zadaniach.
  8.  Twoim największym przyjacielem w komunikacji jest Twój Oddech-  nie ten płytki, nerwowy, krótki, tylko ten głęboki, spokojny, długi, taki przeponowy, może ćwiczysz go na jodze albo na zajęciach teatralnych. Oddychaj, łap oddech, pamiętaj o pauzach na oddech podczas mówienia. A Twoją najlepszą przyjaciółką niech będzie Jasna Intencja. Motto, idea, która przyświeca Twojej wypowiedzi. Prawie każdej. Jesteś szefową, to co mówisz, jest istotne. Po prostu.
  9. Kiedy wchodzisz do ciemnego pokoju, zwykle zapalasz przycisk światła. To ułatwia zobaczenie rzeczy, takimi jakimi są. Kiedy mówisz do swoich ludzi, komunikujesz zmiany, awanse, nowe projekty czy nowe zasady, niech  Twoim światłem,  żarówkami, które oświetlają Twoją wypowiedz będą wartości, które są dla Ciebie kluczowe w zarządzaniu. I tak, jedna żarówka może mieć na imię Szacunek.
  10.  Zawsze możesz mieć pytania sprawdzające zrozumienie Twojego przekazu, nie krępuj się zapytać : Czy wszystko jasne? Bo kiedy jasne nie jest, powstają ciemne projekty lub też inne mgliste polecenia.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

szanujMain

„Weź nie planuj, weź się szanuj!” Plany i cele na 2019 rok - czy warto robić postanowienia noworoczne?

Tak, to ten czas, kiedy zmęczeni grudniowymi przygotowaniami świątecznymi ulegamy co rocznemu planowaniu i siadamy do postanowień. Och, ten Nowy Rok! Początek! Można zacząć wszystko od nowa! 

Pojawia się ona, czysta nowa motywacja i dostajemy przypływu pomysłów na pozytywne zmiany w swoim życiu. Magiczna data ostatniego dnia w roku powoduje, że w naszej głowie robi się szczęśliwy wir nowych chęci i pragnień. Na dodatek wszyscy wkoło przypominają, że warto usiąść nad swoimi planami. Teraz to dopiero będzie się działo! Chce nam się wszystko, dużo i natychmiast.

Doskonale jednak sami po sobie i po innych wiemy, że zapał do realizacji dosyć szybko nam mija, mniej więcej gdzieś koło lutego. Plany były wielkie, postanowienia gorące, zapewnienia stokrotne. Potem przestaje nam się chcieć, przekładamy, odkładamy, nagle bieżące sprawy są ważniejsze, a plany… No cóż, odsuwamy ich realizację w czasie. Oczywisty, powszechny motywacyjny haj, który uruchamia w nas (no, prawie) wszystkich data 01.01 i godzina 00.00 dość szybko traci swoją magię, a nasze działania impet.

Czemu tak się dzieje?

Wynika to z paru aspektów. Okazuje się, że podczas tego szampańskiego momentu robienia postanowień noworocznych, nie skupiamy się na celach, które są nam bliskie, realne do zrobienia, za mało się z nimi zaprzyjaźniamy. „Idę na jogę, rzucam palenie, od stycznia to już na 100% dieta” - ile takich deklaracji słyszałaś jeszcze podczas samego Sylwestra? Amok postanowień noworocznych ma w sobie coś z psychologii tłumu i mam wrażenie, że ulegamy mu bezwiednie, bo ma swój czar, tymczasową moc (tylko tego jeszcze nie wiemy) i obietnicę nowego, lepszego życia.

A to lepsze życie nie składa się wcale z realizacji postanowień noworocznych. „Jak to, pani coach, - zadziwisz się pewnie – pani odradza stawianie sobie celów, rzeczy do zrobienia? Cóż to za motywacja?!” A właśnie, że tak. Bo postanowienia noworoczne najczęściej - generalizuję teraz z premedytacją - nie są przez nas spełniane, ponieważ brak nam motywacji do czegoś najważniejszego i najbardziej sprawczego – do konsekwentnego, spójnego działania. Postanowienia czy cele powzięte z zewnętrznej przyczyny, jaką jest tylko zmiana daty kalendarza, choć symboliczna i znamienna - okazuje się dla nas mało skuteczna. Jeszcze się dziwisz?

Wiele postanowień bywa nierealnymi lub też kompletnie niezgodnymi z Tobą: jak nie lubisz ćwiczyć, to nie łudź się, nie pójdziesz na siłownię, no albo pójdziesz maksymalnie 3 razy. Kochasz kotlety, ale wszyscy są teraz „wege” i Ty też chcesz? To za mało. Kochasz aktywny, dynamiczny sport? Joga to całkiem innego rodzaju aktywność. Dlatego chcąc uchronić swoje dobre mniemanie o sobie i swojej sprawczości, żeby nie zgasło niczym sylwestrowe fajerwerki, namawiam: rób to, co lubisz; to, co jest w zakresie Twoich możliwości, co jest ambitne, ale przede wszystkim REALNE. A, i nie zapomnij o tym, co naprawdę sprawia Ci radość.

Ale przecież ja sama chcę?

Postanowienia noworoczne podejmujemy na zasadzie ważnych, osobistych zobowiązań, które w szaleństwie entuzjastycznych wypowiedzi znajomych i wewnętrznej nadziei na zmianę, dużo nam obiecują i wydają się być absolutnie możliwe do wykonania. Słowo klucz - wydają się. Trochę działa tu świadomość zbiorowa, sprzyjał temu grudniowy czas, zadania i spotkania w pracy, wszelkie podsumowania roku, planowanie budżetów, zatem naturalnie uważamy poczynienie postanowień za coś istotnego, niezbędnego: ”Nie no, teraz to już na pewno!”.

Cele zawierają zamknięty element: musisz przygotować się na koncentrację energii, systematyczny wysiłek, realizację zadań i kroków ukierunkowanych na pożądany rezultat. Zamykasz swoje działania i realizujesz jeden cel. Nudne, prawda? I tak to czyta nasza podświadomość. Cele? Wysiłek? Znowu coś trzeba? I to systematycznie? Ooo, nie.

Bierzmy pod uwagę rzeczywistość…

Jeśli pracujesz w korpo czy innej dobrze zorganizowanej biznesowo firmie; tym bardziej Twoje zdrowe, choć krnąbrne „ja”, będzie słusznie wierzgało przeciwko następnemu „celowaniu” i skupianiu się na osiągnięciach. Masz to w pracy, więc na pewno chcesz to w życiu? Czasem bywa tak, że wyzwaniem jest… nie mieć wyznań. Nie mieć celów, zaplanowanego tygodnia lub dwóch do przodu na aktywności, na spotkania czy zajęcia. Twoje noworoczne postanowienie może wcale nie brzmieć profesjonalnie, niczym precyzyjnie określony cel, a wręcz nawet zwyczajnie może być jego zaprzeczeniem. Po co Ci cele? Pytam i tylko przypominam, że niespełnione powodują frustrację, niezadowolenie z siebie, obniżenie nastroju, osłabienie wewnętrznej mocy i mogą też sabotować nasze inne działania.

Na dodatek ten stres

„No coś Ty, jaki stres, teraz to będzie właśnie bez stresu.” Odpowiadasz mi w myślach, a ja kiwam głową i powtarzam: tak, stres. Możesz o tym zapominać, ale każde wewnętrzne zobowiązanie staje się w jakimś stopniu presją, niewygodą, a każda początkowa mała porażka, niedopełnienie tego, co sama sobie zaplanowałaś, będzie go potęgować. Bo stres to Twoje myśli. W 80 % jesteśmy autorami własnego stresu przez swoje podejście do różnych spraw, codzienne obowiązki i swój stosunek do nich, sytuacje, przeżycia i reakcje na nie. Zatem, jeśli czujesz, że masz dość celów i dużo stresu, namawiam: daruj sobie tą rozrywkę na początku roku. Oszczędź sobie, wyluzuj, zapomnij o tym, że trzeba. A jeśli jednak ogarnia Cię przemożna chęć planowania, to…

Zaplanuj czas na … marzenia

Codziennie słychać zewsząd mantrę naszych czasów: „nie mam czasu”. Powtarzasz i nie masz. Gonisz, spełniasz cudze cele, cudze oczekiwania, swoje marzenia odkładając na potem. Zatem jeśli chcesz zmienić coś w tym zakresie, lepiej wykorzystywać swój czas, mieć mniej stresu,  żyć swoim życiem, ale jednak pchać je do przodu, to pamiętaj – przecież są jeszcze marzenia! To właśnie na nich się skup.

Marzenia mają siłę i moc, wypływają z naszego wnętrza; pod warunkiem, że stworzymy im do tego przestrzeń. Może poszukaj warsztatów z mapy marzeń? A może zrób swoją? Wystarczy też, że zaczniesz się im przyglądać, spisywać, nazywać. Jakie życie Ci się marzy? Przygotuj sobie zdjęcia, prezentację, collage z wycinków gazet, namaluj, narysuj, spisz. Nie cele, nie postanowienia. Marzenia. Za mało czasu i uwagi poświęcamy właśnie im; wiem, co mówię. Życzymy sobie spełnienia marzeń, a zdarza się, że nawet nie mamy ich nazwanych czy sprecyzowanych.

Kiedy masz już marzenia, nie jedno, nie dwa, tylko całe mnóstwo marzeń, małych, dużych, wielkich, zacznij je sobie układać priorytetami. A jak zaczniesz myśleć o tym, co Cię w tym roku ucieszy, uszczęśliwi, czego tak naprawdę potrzebujesz, to napisz to sobie dużymi literami na lodówce, na pulpicie, w ulubionym notatniku czy kalendarzu. Pamiętaj, zamiast postanowień noworocznych lepiej świadomie wybrać DWA główne TEMATY przewodnie na ten rok (nie więcej) i pod nie planować działania. Jak to działa? Jeden wybierze rozwój i zdrowie, drugi mieszkanie i pracę, trzeci związek i dom na wsi. Każdy coś swojego. Temat, zakres, obszar życia, tam gdzie potrzebujesz wprowadzić znaczące zmiany. I pamiętaj, znajdź czas na życie. Życie tu i teraz. Radość. Miłość. Sens. Działanie dla siebie, działanie dla innych. Rok 2018 z całym krajobrazem emocji, dobrych i tych niezbyt szczęśliwych przeżyć już się skończył, nie ma go. Szybko to wszystko mija, a nam nieustannie zmieniają się potrzeby i priorytety. Ale – tu dobra wiadomość – marzenia nie przekształcają się tak szybko. Dlatego namawiam serdecznie: duże marzenia, małe kroki w działaniu.

Na koniec podaruję Ci pytanie, które zachwyca mnie swoją prostotą i tym, jak skutecznie może pomóc, podczas podejmowania decyzji, trudnych wyborów i aktywności: czy to co robię, wspiera życie, o którym marzę?

W nowym roku życzę Wam… spełnienia marzeń☺ Powodzenia!

Monika Chodyra -
kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer. Specjalizacja: coaching menedżerski.  

www.coachdlabiznesu.pl

mama_main

6 kroków do zerwania z macierzyńskim - czyli o tym, jak po projekcie "Dziecko" wrócić do pracy zawodowej

Dziś będzie o powrocie mam do pracy, bo ten temat bywa tak trudny, że niejednej z nas spędza sen z powiek. To nie tylko kwestia zmiany domowej logistyki, to dużo więcej, jak same doskonale wiecie. Bo powrót do pracy obejmuje więcej niż tylko nasze "ja", nie jest kwestią tylko naszej indywidualnej decyzji, dotyczy całej rodziny; a nam towarzyszy z związku z tym cały krajobraz różnorodnych myśli i emocji. Te emocje mają naprawdę bardzo szerokie spektrum - od euforii po lęki, obawy, a także wewnętrzne rozdarcie pomiędzy najważniejszymi życiowymi rolami. Zdarza się, że w takim momencie decydujemy się na totalną reorganizację życia zawodowego. A z tyłu głowy ten dramatyczny dialog wewnętrzny: "Czy będę dobrą mamą, jeśli wrócę do pracy albo czy będę dobrym pracownikiem? Czy będę w stanie funkcjonować zawodowo, nie zadręczając się o moje dzieci? Kto na tym zyska? Czy nie za wiele tracę, czy dam radę, czy dobrze robię?". Te pytania dają w kość wielu kobietom, towarzyszą im podczas powrotu do pracy po przerwie i powodują mnóstwo stresu.

Co robić, droga redakcjo?

A zdarzyło się dobrych kilka razy, że na coaching do mnie trafiały kobiety, które potrzebowały wsparcia właśnie w tym momencie - momencie powrotu do pracy po urlopie wychowawczym. Miały swój zawód, umiejętności, doświadczenie zawodowe, ale kiedy przychodził czas powrotu do zadań zawodowych, dosłownie ogarniała je panika. Bardzo trudny emocjonalnie czas, z całym arsenałem różnorodnych obaw i lęków oraz festiwalem ograniczających przekonań. Czytającym mądralom, którzy od razu ferują wyroki i zadają tylko dla nich zrozumiałe pytania: "No, ale w czym problem?", polecam teksty z innym przesłaniem. Ten artykuł jest dla kobiet, które myślą, że nie poradzą sobie z powrotem do pracy. Które mają trudność z podjęciem decyzji - czy, kiedy i jak wracać do pracy. Które przeraża pierwszy dzień po urlopie wychowawczym i myślą, że nie dadzą rady. Także dla tych, które stoją przed wyzwaniem znalezienia nowej pracy po czasie pracowicie poświęconym ich rodzinom i które czują dojmujące rozdarcie między uczuciami macierzyńskimi a potrzebami powrotu do swojego życia zawodowego; do pracy, która przynosi satysfakcję, dochody oraz samorealizację.

1. Uruchom swoją Kobiecą Moc

Urlop macierzyński, wychowawczy czy opiekuńczy, czyli każda przerwa, która spowodowała brak ciągłości zawodowej, prowokuje brak wiary w siebie, olbrzymi stres i obniżone poczucie własnej wartości w sferze zawodowej. Czy zawsze tak się dzieje? Nie, to nie jest tak, że każda kobieta tak ma. Każda z nas ma inny charakter, osobowość oraz towarzyszą nam inne okoliczności; niektóre  dziewczyny mają to szczęście, że rodzina wspiera a i pracodawca tęskni; każda ma inny poziom wiary w siebie, każda ma inne podejście do wyzwań. Wreszcie każda z Was ma inną motywację powrotu do pracy. Warto wtedy postawić sobie tak zwane trzy pytania przywołujące Cię do Siebie; w coachingu mówi się o przywołaniu do zasobów, czyli do tego, co masz najważniejszego w sobie, do Twoich doświadczeń. Trzy małe, a ważne przypomnienia, do których warto sięgać, kiedy jest Ci gorzej czy trudniej:

Pamiętaj, kim jesteś.

Pamiętaj, jaką drogę przeszłaś, do tego aktualnego momentu, w którym jesteś teraz.

Pamiętaj, po co robisz i komu jeszcze to służy.

2. Poukładaj myśli, a pojawią się priorytety

Spokojnie. Oddychaj. Najważniejsze już za Tobą, czyli urodziłaś dziecko. Teraz przechodzisz do następnego etapu i dokładnie tak to traktuj. Następny etap. Warto się do niego na spokojnie przygotować, zebrać możliwe scenariusze, poszukać dostępnych rozwiązań (także logistycznych) i zorganizować sobie wsparcie na różnych poziomach. A, i proszę Cię, pamiętaj, że bardzo duże znaczenie ma Twój sposób myślenia, Twoje podejście do tematu "praca". Choć domyślam się, że o spokojne myśli w tej sytuacji jest tak samo trudno, jak o spokojną chwilę tylko dla siebie. Tylko że od Twojego myślenia, postrzegania siebie i sytuacji tak dużo teraz zależy. To przede wszystkim Twoje myślenie, Twój ogląd sytuacji, a także Twoja aktualna samoocena kreują cały ten bogaty, emocjonalny krajobraz. Wybieraj pozytywne myśli; takie, które Cię wspierają, pomagają, dają nadzieję.

3. Zrób pranie i rozwieś w nieczynnej pralni myśli, które Cię ograniczają

Znasz je? Te najczęstsze przekonania towarzyszące różnym mamom: "Ale wszyscy poszli do przodu, a ja zostałam w tyle" albo "Nie poradzę sobie", "Nic już nie pamiętam" czy "Już tego nie potrafię, bo to było dawno".

Myśląc sama o sobie w ten sposób, nie pomagasz  swojemu zamiarowi powrotu do pracy. Przypomnij sobie, dlaczego wracasz, po co i co Ci to przyniesie. Dochody? Ok, często fundamentalna, niezaprzeczalnie ważna motywacja. Swoje życie? Samorealizacja? Tak, daj sobie do tego prawo, nie ulegaj presji rodziny czy stereotypowi matki- Polki. Nikt nie każe Ci się poświęcać .

Nawet jeśli masz takie myśli, to WCALE nie znaczy, że Twoje zawodowe "ja" wraz z umiejętnościami zostało bezpowrotnie unicestwione niczym marchewka w blenderze? Serio. To po prostu ważny moment w Twoim życiu, wymaga Twojej energii, Twoich świadomych wyborów, decyzji oraz działania. Do dzieła zatem!

Przypomnij sobie własne sukcesy, różne ważne momenty z pracy, przypomnij sobie, w czym jesteś dobra, co lubisz robić i jak to, co robisz, wpływa na świat. Sama daj sobie prawo do powrotu na własnych warunkach, bez wyrzutów sumienia. Jeszcze masz wątpliwości?

4. Potraktuj powrót do pracy jako projekt

Zacznij myśleć od kogo i jakiego wsparcia potrzebujesz, i zrób plan. Potraktuj ten cały powrót do pracy jako kolejny projekt. W pracy miałaś ich wiele, a w domu to już całe mnóstwo. Metody realizacji są te same. Zasoby, cele, plan działania, kalendarz, lista tego, czego będziesz potrzebowała. Tak jak przed dużym wydarzeniem rodzinnym planujesz działania i robisz listę zakupów. Tak samo -  siadasz z kartką i notujesz. Plan działania, plan wsparcia i jego rodzaje, bo być może potrzebujesz kilku: psychologicznego, merytorycznego, emocjonalnego.

5. Wsparcie raaazzz

Przede wszystkim mąż bądź partner. To z nim ustalasz warunki swojego powrotu do pracy, bo rzecz dotyczy przecież całej Waszej rodziny. Dużym wsparciem mogą być dla Ciebie wszystkie Twoje przyjaciółki, koleżanki-mamy, które już wróciły do pracy, ogarniają pracę i dom, i chętnie się z Tobą podzielą swoimi receptami. Masz takie? Jeśli nie, to aktywnie szukaj - są przyjaciółkami Twoich znajomych, spotkasz je na warsztatach dla mam, w sieciach kobiet, w grupach na Facebooku.

6. Wsparcie dla domu

Może być tak, że Twój powrót do pracy wymaga przeorganizowania dotychczasowych czynności i obowiązków. Pomyśl, jakiego rodzaju wsparcia możesz potrzebować: babcia, niania, ktoś do sprzątania, a może sąsiad, który pomoże wyprowadzać psa?

A może warto skorzystać z wsparcia zawodowego, jeśli przerwa rzeczywiście rujnuje Twoje poczucie zawodowego sprawstwa. Zawsze możesz zorganizować sobie wsparcie mentoringowe z pracy, koleżeńską pomoc, iść na kurs doszkalający z programu, którego się boisz, poprosić dział HR o wsparcie, np. indywidualny coaching. Warto też spotkać się z szefem czy zespołem jeszcze przed  datą powrotu do pracy, by ustalić warunki i zakres obowiązków.

Zrób wszystko, by obniżyć stres związany z powrotem do pracy. I pamiętaj -  jesteśmy różne, każda z nas inaczej podchodzi do swoich życiowych wyzwań, do swoich ról i do siebie w pracy.

Nowa sytuacja, nowe rozwiązania, przestań się upierać i otwórz oczy na swoje potrzeby

Co ja się będę produkować. Poczytaj, jak radzą sobie inne mamy. Specjalnie dla Ciebie przedstawiam spisane historie powrotów do pracy, w których kobiety dzielą się swoimi odczuciami i pokazują, jak różne przybierają postawy w takiej sytuacji. Niech będą inspiracją dla nas wszystkich pozytywną inspiracją.

"Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim to zawsze rozdarte serce. Kiedy przyszła moja pora, to pomimo fantastycznej niani, z którą zostawiałam córkę, zalałam się łzami, zamykając za sobą drzwi od mieszkania. Stałam, rycząc jak bóbr, aż spłakałam cały makijaż. Moje dziecko było półrocznym maleństwem, całą sobą czułam, że to nie jest dobry moment na rozstanie. Czułam, że coś strasznie ważnego mi umykało. Dwa dni w pracy upewniły mnie, że moje priorytety całkowicie się zmieniły. To była najlepsza chwila na zostawienie obecnej pracy i rozpoczęcie własnej, pomyślanej na mój sposób. Pracowałam z domu i tak mocno determinowało mnie dobro dziecka, że zorganizowałam swoje mikrobiuro na maksa efektywnie, żeby zjeść ciastko i mieć ciastko. Chyba nigdy nie pracowałam tak intensywnie i z takim poczuciem spełnienia. Po roku zatrudnił mnie na stałe u siebie jeden z najlepszych klientów. Córka została z nianią na pełen etat." Ania Wachowicz, dyrektor PR.

Wybrałam własną firmę, bo chcę żyć po swojemu

"Właściwie po pierwszym dziecku wiedziałam już, że nie chcę wrócić za biurko. Że to dla mnie strata czasu - siedzieć 8 godzin, mieć te wszystkie zebrania, ustalenia, zadania. Wiedziałam i czułam całą sobą, że to już nie dla mnie, że nie chcę tego i całą drugą ciążę myślałam, co zrobić, jaką dziedzinę zawodową wybrać, by samej sobie być sterem i żeglarzem... Mając już dwóch synów, wpadłam na pomysł własnego biznesu -  sklepu dla mam.

Najsmutniejsze i jednocześnie najbardziej motywujące było jednak to, że szefowa wiedziała, że raczej nie wrócę i w momencie, kiedy faktycznie złożyłam wypowiedzenie, cała jej dotychczasowa przyjacielskość zniknęła i powiedziała mi: "I co Ty teraz po prostu będziesz ciuchy sprzedawać?". I to były te słowa, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że właśnie dlatego to robię, że nie chcę żyć nadmuchanymi problemami, deadlinami, prezentacjami, biurowymi grami... tylko po prostu - chcę żyć po swojemu. Chcę móc odbierać dzieci z przedszkola o 15.00 i iść z nimi półtorej godziny do domu z przystankiem na lody; chcę być w radzie rodziców; i chcę tworzyć coś mojego. Choć może czasem fajnie by było móc skonfrontować się z gronem osób w trakcie oddziałowej burzy mózgów, to jednak cena za to byłaby na co dzień zbyt wysoka." Lidia Oktaba, Mamabaja

Hurra, wracam do pracy

"Są kobiety, dla których praca jest naturalną częścią życia i wszelkie stereotypowe poświęcenia matki - Polki są im naturalnie całkiem obce. I to jest ok. I jeżeli tak czujesz, to daj sobie na to przyzwolenie. Życie jest ważne, dziecko jest ważne, praca jest ważna, bo Ty jesteś ważna. Ustal sobie własne priorytety i działaj zgodnie z tym, jak czujesz. Powrót z macierzyńskiego? Jakbym skrzydeł dostała. Byłam cała szczęśliwa, że wracam do tego, co bardzo lubiłam robić. Wreszcie mogłam wyjść z rutyny codziennych trzech do pięciu czynności. Kocham Zuzkę ponad wszystko, ale wiedząc, że ma fantastyczną opiekę u naszej wspaniałej niani, cieszyłam się, idąc do pracy. Jedyne co było moim małym smuteczkiem to fakt, że omijały mnie takie jej pierwsze razy, kroki czy gdy coś zabawnego powiedziała. Ale być może byłabym na zakupach i też tego nie widziała. A powrót do pracy był dla mnie jak powrót do siebie samej." Agnieszka Zimoch, dyrektor hotelu.

"Zdrowa psychicznie matka to zdrowe psychicznie dziecko"

"Kocham swoje dziecko najbardziej na świecie, ale dla mnie wszystko jest lepsze niż siedzenie w domu. Wytrzymałam pół roku na macierzyńskim i był to dla mnie bardzo trudny czas. Mąż może potwierdzić, że to było pół roku mojej frustracji. Z radością wróciłam do pracy. Bo naprawdę uważam, że dziecko dzieckiem, ale należy mieć własne życie. Działam zgodnie z zasadą, że dziecko chowamy dla świata, nie dla siebie. Dziś zabieramy ją we wszystkie nasze podróże, również te zawodowe, i z satysfakcją obserwujemy jej rozwój. Nasza córka przeleciała z nami setki tysięcy kilometrów i uważam, że dzięki temu jest dzieckiem otwartym. Nigdy nie chciałam, żeby dziecko, nawet najbardziej ukochane, w jakiś sposób mnie ograniczało, nigdy też nie szukałam wymówek, że czegoś nie mogę zrobić, bo mam dziecko. Dla mnie to kwestia priorytetów i dobrej organizacji." Joanna Krupińska, prezes firmy zatrudniającej ponad 500 osób.

Jednego jestem pewna. Kiedy przestaniesz się bać, zaczniesz myśleć całą sobą, szukać możliwych rozwiązań, wybierać i decydować z poziomu pozytywnego wewnętrznego "ja", działać zgodnie z zasadą "Mogę, chcę, wybieram", zdarzą się w Twoim życiu cuda. I mam nadzieję, że podzielisz się z nami swoimi przeżyciami. Udanego powrotu do pracy, Mamo! 🙂

Monika Chodyra -
kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer. Specjalizacja: coaching menedżerski.  

www.coachdlabiznesu.pl

czas_main

Czas, w którym nie musisz być taka święta

“- Planujesz już coś? - Tak, nawet mam prezenty, ale dalej nie wiem, co z tymi Świętami, czy u nas czy u teściów. Chciałam wcześniej zamrozić pierogi, ale wiesz, Kasia mówi, mamo, jak to, mrożone uszka? No i chyba jednak zrezygnuję, i będę lepić w Wigilię, bo ten klimat, ten zapach...”

Zaczęło się. Jingle bells i Merry Christmas. Jak co roku. Wiadomo, cudowny świąteczny kołowrotek, w którym – jak to się dla nas beznadziejnie potoczyło - nas, kobiety, czeka całe mnóstwo zajęć. Czas, w którym jesteśmy pochłonięte przez planowanie, gotowanie, koncepcje menu, wszelkie przygotowania, zakupy i oczywiście ogrom pracy w domu. To specjalny czas dla kobiet, które nawet jeśli bywają asertywne tak na co dzień w życiu, to w grudniu przestają takie być: bo święta, bo rodzina, bo dzieci, bo pierogi... Wielkimi krokami zbliżają się Święta i nadchodzi czas, w którym niejedna kobieta doznaje karuzeli sprzecznych ze sobą uczuć: od “Ojej, cudownie!”, przez: „Ostatni raz!”, do: “W przyszłym roku wyjeżdżamy!”.

Test białej rękawiczki

O porządkach nawet nie chce mi się pisać, bo jak pomyślę, ile kobiet ulega presji wysprzątania każdego kąta w domu, to mam dreszcze. Jak pomyślę, ile stresu codziennie wywołuje w kobietach myśl: “No ale okna, ale porządki w szafie…”, to od razu chciałabym być mężczyzną. Wiem, że tak po prostu jest, i to nasza kobieca narodowa trauma, że tymi świątecznymi porządkami najbardziej dręczymy same siebie, bo ani okna, ani szafa, ani mąż w tej udręce nie towarzyszą nam wcale. I tak, tak, wiem, przecież na święta musi być posprzątane...ale zastanów się tylko nad tym: kto to ocenia? Kto to doceni?

Perfekcyjna Pani Domu na 100% nie przyjedzie do Ciebie z testem białej rękawiczki, i nie, naprawdę, nie masz szans na występy w ukrytej kamerze w kategorii: “Ta, która zupełnie nie sprząta na święta”. Po prostu zastanów się, jak możesz inaczej to wszystko zorganizować po to by, wszystko nie było tylko na Twojej głowie.  Policz głowy w rodzinie i podziel role. Część czynności odpuść, wrzuć na luz, wewnętrzna perfekcyjna niech zmniejszy wymagania, a część obowiązków rozdysponuj. Poproś o pomoc, spisz kluczowe zadania, ustal podział prac w rodzinie. Wiem, że na początku nie będzie Ci łatwo. I nie, nie jest mi łatwo o tym mówić. Po prostu myślę o tym, żeby Tobie było lżej. Serio!

Nie wszystko musi być hande made

Musi czy nie musi? W Twoim domu to Ty decydujesz, co znajdzie się na stole. Więc tylko jedno pytanie: ile z tego co Ty uważasz, że powinno być na Waszym świątecznym stole, musi być własnoręcznie przygotowane, i to wyłącznie przez Ciebie?! Dobre pytanie, prawda. Nasze babcie i mamy urobione po kokardę szykowały nam święta, tak jakby jedzenie było najważniejsze. Dziś, gdy zbieram wspomnienia ze swoich świąt w dzieciństwie, przyznaję: pamiętam te wszystkie smaki i tę całą magiczną atmosferę. Tylko pamiętam również, że bardzo chciałam, żeby mama nie była taka zmęczona po całej krzątaninie. Bo potem nie chciała iść z nami na spacer… Dziś myślę, że zajęci wszystkim, absurdalnie zabiegani, zapominamy o tym, co najważniejsze - że każdą chwilą razem budujemy rodzinne wspomnienia. Domowe pierogi można kupić i też będzie smacznie. I z przykrością stwierdzam, że porządków w szafie nikt nie będzie pamiętał przez całe życie… Biedna szafa, a tak się starała.

Dekoracje świąteczne

Pamiętam, że najfajniej było robić ozdoby choinkowe  z mamą. Ten czas wspólnego lepienia łańcucha zdarzył się chyba tylko raz, potem lepiłyśmy już same. Dziś w czasach domowych metamorfoz, urządzenie domu na święta nabiera nowego znaczenia. Choinka biała czy kolorowa? Lampki jednokolorowe czy wszystkie kolory tęczy? Wszystko to bardzo urocze i wprowadza niesamowity nastrój. A jak już tak wszystko ogarniesz, bo i tak wiesz lepiej, co masz robić na święta, i nawet wieniec na drzwiach będzie się już uśmiechał do sąsiadów, to nie zapomnij tylko o tym, co jest najważniejszą niewidzialną dekoracją świąteczną. Co łączy gwiazdę z łańcuchem na choince i najpiękniejszymi prezentami, po co to wszystko? Uważaj, żeby ten Mikołaj, co siedzi  na drabinie na Twoim balkonie i udaje, że wspina się z prezentami, nie zabrał przez pomyłkę czegoś ważniejszego z Twojego domu...albo od Ciebie.

Wymyśl sobie święta i zrób takie, o jakich marzysz

A jeśli tylko masz już odwagę stawiać na siebie, odmówić ciotkom i kuzynom, nie pojechać do teściów, budować swoje wspomnienia na święta, zrób to. Zrób święta po swojemu, po Waszemu i buduj nowe tradycje. Wyjeżdżacie na narty już w pierwszy dzień świąt? Bardzo dobrze, Wy tak lubicie, i to wystarczy, nie musisz się tłumaczyć przed całym światem. Własne zwyczaje, upodobania, pasje są najlepszym argumentem do spędzania świąt dla siebie, ze sobą, we własnym gronie, według własnych pomysłów i tak jak się lubi. Wybieraj, co chcesz i cenisz, wybieraj otoczenie,w którym chcesz miło, leniwie bądź aktywnie spędzić ten świąteczny czas, bez wyrzutów sumienia. Twórz własną rodzinną tradycję i zwyczaje! Uwierz, że kiedy sięgniesz po to własne prawo, świat się dostosuje. Masz prawo wybrać własny sposób na święta. I bardzo Cię proszę, przestań reagować histerycznie na hasło: “To nie wypada”. Wypada to kijek. Z ręki, na nartach i tylko czasem się zdarza, że to prawdziwy kłopot.

Kiedy święta bolą

I tak na zakończenie -  ten rodzaj asertywności, z którym mamy do czynienia w grudniu nazywany jest przeze mnie asertywnością wobec świata. Czyli jak być sobą, kiedy świat, rodzina, wszyscy inni, reklama i tradycja wywierają na nas niewidzialną presję, a my miotamy się między tym, o czym marzymy i czego chcemy lub tym, czego absolutnie nie chcemy, nie lubimy, ale ulegamy. Presja społeczna świąt ma także swoje niechlubne żniwo. Wiele osób cierpi w samotności, porównuje się z innymi, ulega nierealnym scenkom z wszędobylskich reklam: choinka, mama, tata, biały pies, prezenty. W święta dochodzi do wzrostu popełnianych samobójstw, gdyż samotność w ten szczególny czas dla wielu bywa nieznośnie dokuczliwa. Dziś, kiedy oprócz manii kupowania sobie kolejnych prezentów, na szczęście wkręciliśmy się też w szlachetną paczkę i aktywnie pomagamy, zastanówmy się, komu podać pomocną dłoń, do kogo się uśmiechnąć, a komu powiedzieć choćby jedno wspierające zdanie. A Ty w te Święta nie daj się zwariować! Bądź niczym dumna i wyprostowana choinka -  trzymaj pion!

Wspaniałych Świąt - właśnie takich, jakie Ty sama sobie wymarzysz i sprawisz.

Monika Chodyra -
kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer. Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

grafika-glowna-asertywnosc

Myślę tak, mówię nie, czyli po co nam ta cała asertywność?

Podobno asertywność się w Polsce nie przyjęła. Tak kiedyś znany trener stwierdził podczas wykładu w szkole trenerów i to jego stwierdzenie nieustannie wywołuje we mnie szczere bulgotanie ze zdziwienia. Jak to? Ta fajna, pozytywna, wyzwalająca asertywność, ta pożądana umiejętność komunikacji siebie w Polsce - NIE? Nie podoba się? Nie jest potrzebna? Niemodna? Ludzie nie chcą się jej nauczyć? Cały czas się zastanawiam, jak to możliwe, że bycie sobą, wyrażanie swojego zdania, odmawianie, komunikacja z szacunkiem dla drugiej strony i co? To nie jest trendy? A może po prostu mylą nam się definicje i postawy w całym tym zgiełku i zalewie różnej maści tekstów z rozwoju osobistego.

Podczas gdy hasło "O, jaka asertywna!" wciąż niesie za sobą niestety pejoratywne odczucia, to tym bardziej warto pamiętać, że czasem ludziom mylą się trudne słowa na "a". Bo na "a" jest i asertywna i agresywna.

Po co nam asertywność i czemu uważam ją za bezcenną umiejętność? Dam przykład z własnego podwórka, na długo zanim zaczęłam uczyć się jej sama dla siebie, a potem uczyć innych. Dobrych kilka lat temu przeprowadzałam się, kupiłam mieszkanie i urządzałam się całkiem od nowa. Znacie to zamieszanie, totalny zamęt i wyzwania: jaka kuchnia, czy na wymiar, jakie meble, co mam, co trzeba dokupić?! Ferwor małych i dużych decyzji, w słodko-gorzkim sosie komunikacyjnym z ekipą remontową. "Ale kto Pani to zrobił?!" -  tak kwitowali każdą fuszerkę poprzednika, a ja oszołomiona otaczającymi mnie pretensjami zdecydowanie za mało rozsądnie pilnowałam swoich granic i swojego komfortu.

"O, urządzasz się! To może kupisz od nas lodówkę, całkiem nową, bo my potrzebujemy większej" - zapytała przyjaciółka i wtedy naprawdę nic nie zwiastowało katastrofy. W decydującym momencie zabrakło mi własnego bilansu zysków i strat. Że nie wspomnę o braku całkiem miłego, małego "NIE, dziękuję". Nie zastanowiłam się, przyjęłam od razu, że skoro ona chce, to ok; ona sprzedaje, to ja kupię, no i trochę nie chciałam jej odmawiać. Bo przecież to rozsądne, prawda? Ona sprzedaje, ja kupuję, skoro nie mam lodówki. Nie dało mi nawet do myślenia, że przy projektowaniu kuchni stolarz trzy razy pytał, czemu nie chcę zabudowanej lodówki. No i przez brak jednego małego NIE, jednej małej odmawiającej, prawdziwej, zgodnej ze mną partykuły miałam: używaną, niewygodną, białą, niepasującą mi do niczego lodówkę. Przez X lat.

Jeszcze się zastanawiasz, po co Ci asertywność? A przecież to mała sprawa, taka lodóweczka. Pomyśl co z sytuacją, kiedy wychodzimy za mąż, bo trudno nam powiedzieć NIE. Kiedy zgadzamy się na zakres obowiązków w pracy, chociaż doskonale zdajemy sobie sprawę, że to nie dla nas. Kiedy nie mówimy NIE podczas zakupów i kolejny raz dajemy się naciągnąć na cud promocję.

Asertywność jest także sztuką radzenia sobie z odbieraniem krytyki, proszeniem o pomoc, przyjmowaniem komplementów. Tak, warto mówić nie. Czasem, żeby ochronić czy obronić siebie, często po to, by żyć w zgodzie z sobą, żeby móc decydować dla siebie i za siebie. I żeby mieć taką lodówkę, jaką się chce. I na pytanie, kto pani to zrobił, móc spokojnie powiedzieć. Nie, to nie ja.

Monika Chodyra -
Monika Chodyra, kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer. Specjalizacja: coaching menedżerski.  

www.coachdlabiznesu.pl

grafika 1 kobieta szef

Z cyklu Kobieta szef: I Ty tu rządzisz!

Jeśli ciekawi Cię, z jakimi wyzwaniami w zarządzaniu zmierzają się kobiety w małym i dużym biznesie; które z kompetencji menedżerskich najbardziej im się przydają i jak sobie radzić w różnych sytuacjach biznesowych, gdy jesteś szefową dobrze trafiłaś! Zaczynamy nowy cykl dla kobiet- menedżerek, kobiet-liderek, kobiet -właścicielek małego biznesu, które na co dzień nie tylko łączą biznes i życie prywatne, pracę i dom, ale na dodatek zarządzają zespołami i są prawdziwymi liderkami.

Dlaczego warto wprowadzać własne zasady?

Na warsztatach podchodzi do mnie Basia i mówi: "Już nie wiem co mam robić. Prowadzę gabinet kosmetyczny od pół roku i mam kłopot z pracownikami. Wydaje mi się, że jestem fajną szefową, idę im na rękę, ustępuję, kiedy chcą mieć wolne, a jednocześnie są momenty w których czuję, iż mimo że prowadzę ten zakład, pracuję w nim najwięcej. Tak jakbym nie była u siebie. 21- letnia Ewelina nieładnie mi odpowiada na każde zwrócenie uwagi. I to przy klientkach! Kompletnie sobie nie radzę w takich sytuacjach, zatyka mnie. Moje wielokrotne prośby o przestrzeganie porządku i takie inne, no wiesz, podstawowe prośby i przypomnienia, że na przykład mówię: "Stół służy klientkom i ma być czysty". Wszystko to spotyka się z brakiem zrozumienia, brakiem działania, a czasem się zastanawiam czy to nie  gabinet  Eweliny? Bo to ona mi zwraca uwagę. Co mam robić?"

Jak się domyślasz, odpowiedź nie jest na 10 minutową przerwę na kawę. Nie mogę udzielić Basi krótkiej i wyczerpującej temat odpowiedzi, gdyż sytuacja, jaka się dzieje w jej firmie, jest wynikiem kilku zjawisk, których ad hoc jedna nawet dobra rada nie rozwiąże. Zatem, z czym mamy tu do czynienia?:

1. brak zauważalnej pozycji szefa;
2. brak hierarchii, która pomaga wymagać;
3. kłopoty z egzekucją poleceń;
4. domyślnie: brak ustalonych zasad i rozdanych zadań oraz odpowiedzialności.

Widoczna rola szefa

Niby oczywiste, a czasem jednak jest ona wyzwaniem. Przecież w każdym komunikacie do swojego zespołu trudno za każdym razem podkreślać: JESTEM szefem, właścicielką tego biznesu, kierownikiem tego działu. A jednocześnie dzieje się tak, że gdy szefowa nieświadomie zbytnio ustępuje pracownikom, w swoim mniemaniu chcąc być "taka fajna", dzieją się właśnie sytuacje jak powyżej. Przekraczanie granic, brak wykonywanych zadań, brak szacunku - to wszystko dlatego, że role i zadania mogą być nie dość precyzyjnie nazwane i egzekwowane. Taka "nieoczekiwana zamiana miejsc", w której szef czuje się jak podwładny we własnym biznesie, wbrew pozorom zdarza się częściej niż myślisz, ale na pocieszenie napiszę tylko, że nie trzeba kończyć MBA, żeby to zmienić. Warto przyjrzeć się swoim zachowaniom i sposobie komunikacji wobec pracowników, wobec swojego zespołu. Co i jak mówisz? W jaki sposób wydajesz polecenia? Jakie pola decyzyjne niechcący oddajesz? Czego nie egzekwujesz? Jak sama siebie pozycjonujesz wobec innych? Komu i dlaczego dajesz większe prawa niż samej sobie? Przed czym chroni Cię taka postawa? Czego unikasz dzięki temu? Co tracisz a co zyskujesz w tych sytuacjach, w której unikasz bycia szefową?
Pamiętaj, że nie musisz co chwilę powtarzać "z racji mojej pozycji" lub pytać: "No, a właściwie kto tu jest szefem?". Musisz tylko:
- określisz swoją rolę i zadania;
- nazwać i precyzyjnie określić zadania swoich pracowników;
- na bieżąco jasno komunikować oczekiwania;
- dawać konstruktywne informacje zwrotne;
- indywidualnie popracować nad własnymi blokadami czy ograniczającymi  przekonaniami  dotyczącymi Ciebie w roli szefowej.

Hierarchia, czyli niezbędny schemat podziału ról i zadań

Taaak, w korpo nie mają z tym problemu. Na zebraniu leci schemacik rozrysowany w powerpoincie i bezsprzecznie ukazuje i utrwala skutecznie realny układ sił. Kto za co odpowiada, kto nad kim, kto pod kim i kto komu raportuje. W małej firmie nie potrzeba zebrania czy dużej prezentacji. Jednak namawiam do wizualnego przedstawienia podziału ról i spisania wspólnych zasad. Można to zrobić w zabawnej komiksowej formie, która jednak nazywa po imieniu rzeczy poważne. Pamiętasz? Obraz jest wart więcej niż tysiąc słów. Narysuj schemat, spisz zasady. Masz więcej do zyskania niż do stracenia. Schemat rozpisanych zadań przypisanych do określonych osób pomaga ludziom zobaczyć siebie i swoją pozycję na większym obrazku. Pomaga im to lepiej rozumieć swoje role, a przy okazji buduje Twój autorytet. Nie możesz wytłumaczyć? Narysuj.

Dyskretny urok konsekwencji

Egzekucja. Brrr. My kobiety absolutnie nie lubimy tego słowa, i choć w zarządzaniu funkcjonuje ono jako niezbędny element, to mam wrażenie, że unikamy zarówno  tego słowa, jak i związanych z nim działań. Egzekwowanie zadań, obietnic, planów, obowiązków, a potem adekwatna informacja zwrotna dla pracownika - to klucz, o którym mówiłyśmy. Co jest tu wyzwaniem? Konsekwencja. Dotrzymywanie słowa danego tak naprawdę sobie jako szefowi i pracownikowi w relacji szef-zespół. Pewna menedżerka opowiedziała mi swoją historię, jak jej zespół nauczył się sam, że ona nie rzuca słów na wiatr, i mimo że nie polecam tego typu zachowań, to niech sama historia konsekwencji posłuży tutaj jako warty zapamiętania przykład: "Pracowałam w knajpie. Zespół miał wielki kłopot z utrzymaniem porządku na zapleczu oraz z tym, że ja od nich czegokolwiek wymagam. Czułam, że nie szanują mnie, nie wykonywali ani moich próśb ani poleceń. Zaplecze kipiało od wywróconych butów, porozrzucanych ubrań. Któregoś  razu powiedziałam: macie tu szafki, i do poniedziałku proszę, żeby wszystkie prywatne buty i ciuchy były poukładane. W przeciwnym razie wyrzucę wszystko do kosza. Nie posłuchali. W poniedziałek dotrzymałam słowa i wszystkie rzeczy wylądowały w koszu. Pracownicy byli totalnie zaskoczeni i trzeba było widzieć, jak szukają w śmietniku swoich drogich sportowych butów. Wiem, to trochę hard core. Ale od tego czasu, nie miałam problemu z tym, żeby mówić jak do ściany, powtarzać jak dzieciom 300 razy. Skończyło się. Raz zrobiłam taki cyrk. Pokazałam, że dotrzymuje słowa."
Zapomnij o egzekucji, skoro jej nie lubisz i nie chcesz być taką papryczką chili. Przyjmij do swojego słownika i swojego arsenału konsekwencję.

 4 wskazówki dla Szefowej:

1. świadomie buduj swoją pozycję i autorytet, codziennie, w każdej minucie swojego działania;
2. stawiaj na ludzi- bez zespołu jesteś szefem tylko na papierze; a sama nie jesteś w stanie zrealizować wszystkich zadań;
3. jasno komunikuj i dawaj precyzyjne, konkretne informacje zwrotne;
4. ustalaj wspólne zasady, dbaj o przejrzysty podział ról, kompetencji i obowiązków w firmie

Monika Chodyra -
kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer. Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

kobieta patrząca w lustro

Ach, ta pewność siebie!

Pewność siebie czy poczucie własnej wartości? Jak myślisz, co jest ważniejsze dziś dla Ciebie?  A może zastanów się, czego bardziej potrzebujesz na co dzień? Gdzie jej szukać i jak odnaleźć sposoby, żeby ją dla siebie zdobyć i zapewnić ją sobie na dłużej?

Największa plaga i bardzo powszechna choroba naszych czasów, to jej BRAK. Występuje w różnym natężeniu: za wysoka, za niska, za mała, za duża; i to praktycznie we wszystkich regionach Polski. Czasami nie pojawia się wcale; a czasem, zbyt duża, zraża innych i bywa negatywnie odbierana. Rzadko zdarza się taka autentyczna, udana, wypracowana, dostępna na zawołanie, taka w sam raz - pewność siebie.

Trendy muszą być

Pewność siebie. Powszechny przedmiot pożądania. Marzy o niej wielu, a ja mam wrażenie, że ona sprytnie ukrywa się przed nami. No właśnie, gdzie ona się podziewa? I czy się spodziewa, jak częstym  tematem jest na warsztatach, w artykułach, na coachingach. Gdzie ona jest, dlaczego jej tak często nie ma, zwłaszcza wtedy, gdy jest tak bardzo potrzebna. W milionach sytuacji w życiu i w pracy; podczas prelekcji; po to, by powiedzieć swoje zdanie; po to by zareagować, gdy ktoś nas niesłusznie skrytykuje. Ale czy na pewno chodzi tylko o pewność siebie? W tych wszystkich sytuacjach? Pewność siebie czy poczucie własnej wartości?

Porządek w definicjach

Mam na myśli pewność siebie, od której wszystko się zaczyna. Czasem to ona jest pierwszym krokiem do cudownie pozytywnej asertywności, która z kolei nieodmiennie prowadzi do poczucia własnej wartości. Warto zatem zapoznać się z kilkoma podstawowymi pojęciami rozwoju osobistego, i po prostu poznać właściwe definicje: pewności siebie, poczucia własnej wartości czy samooceny.

Pewność siebie - rodzaj zachowania lub postawy w danej sytuacji, jest swego rodzaju subiektywną oceną tegoż zachowania czy postawy;  podlega ocenom, jest sytuacyjna i zmienna- może ulec zmianie w zależności od wielu zewnętrznych zmiennych; np. otoczenia, nastroju, innych, bywa cele wielu dążeń i aspiracji a czasem okazuje się, że osiągnięcie jej to dopiero początek drogi. Więc: ciesz się, gdy ją masz, nie rozpaczaj , gdy jej nie masz, i tak w każdym przypadku ona jest tylko zewnętrznym przejawem Twojego JA .

Poczucie własnej wartości - najgłębszy i najsilniejszy, bo wewnętrzny przejaw Twojego JA, kompletny, choć rozwijający się podczas całego życia aspekt naszej osobowości, nazywam go jądrem sukcesu  i mam głębokie przekonanie, że od niego wiele zależy i wiele się zaczyna. Źródło Twojej Mocy, Twoich myśli i przekonań, które z kolei napędzają Twoje działania.

Samoocena - indywidualny sposób oceniania siebie; swoich cech i zachowa, zbiór całkiem subiektywnych przekonań na własny temat, pamiętając o tym, że mogą być one wspierające lub ograniczające.

Różnica miedzy pewnością siebie a poczuciem własnej wartości

Pozornie niewidoczna, istotna tylko na poziomie semantyki, faktycznie ukrywa  wielką różnicę która jest przepaścią: pewność siebie to ZACHOWANIE. Można być pewnym siebie w określonych sytuacjach, co ważne nie jest to stan stały, ciągły, permanentny, niestety nie dotyczy wszystkich sytuacjach życiowych. Pewny siebie  zawiera w sobie odwagę, energię, swego rodzaju mobilizację, pewny siebie człowiek jest nim, w określonych sytuacjach: na zebraniu, na poczcie, na imprezie. Pewność siebie nie jest tożsama z poczuciem własnej wartości. Nie ma tu znaku równości. To co podobnie brzmi i kojarzy się z tym samym, tak naprawdę oznacza zupełnie coś innego.

A poczucie własnej wartości jest lub może być: totalną akceptacją siebie, świadomością siebie na różnych poziomach np. emocjonalnym, duchowym, fizycznym, świadomością swoich zalet wad, radością z sukcesów, i wnioskami z porażek, szacunkiem dla samego siebie i swoich wyborów decyzji, pozytywnym dialogiem z samym sobą, zaufaniem do siebie i wiarą w siebie. Czujesz różnicę?

Poczucie własnej wartości jako strój na co dzień

Jest jak super sukienka od najlepszego projektanta, a zarazem uniwersalnie modna, taka ponadczasowa, o której wszyscy marzą, i niezależnie od figury, jest pewność, że wszystkim będzie pasować. Paradoksalnie, nie dotyczy wszystkich pokoleń, najbardziej doskwiera X-om, czyli ludziom dobrze po 30-tce i 40-tce. Ta cholerna pewność siebie, a raczej jej permanentny brak. Brak akceptacji siebie, brak wiary we własną moc, brak świadomości własnych talentów, znajomość swoich mocnych i słabszych stron; a przecież każdy je ma. Pomyśl, o tym, że pewność siebie jest Twoją niewidzialną sukienką, którą masz przecież w swojej szafie i wkładasz codziennie, gdy wychodzisz w świat. Zapewniam Cię, ona jest w Twojej szafie i jest uszyta przez całe Twoje dotychczasowe doświadczenie, niezależnie od tego Ile masz lat. Każde pokonywanie trudności, każda porażka i każde, nawet małe zwycięstwo się na nią składa. Ta Twoja sukienka, jest wyjątkowa i bezcenna, zgadzasz się?

O nas

Kobieta z klasą to miejsce dla nieidealnych kobiet, które chcą prawdziwie i szczęśliwie żyć, ciesząc się najdrobniejszymi rzeczami. Pokazujemy Wam inspirujące książki, filmy, publikacje i inne „babskie zajęcia', które być może skłonią was do wyjścia, z często pozornej, strefy komfortu i rozpoczęcia życia na własnych warunkach. Bo w życiu nie zawsze chodzi o to by było stabilnie. Ważne żeby żyć prawdziwie i w zgodzie z własnym ja.

Kontakt

Kontakt:
Joanna Wenecka-Golik
kontakt@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved