website-logo
pierwszy dzień w pracy

Wsparcie raz, czyli jak przeżyć pierwszy dzień w nowej pracy (nie tylko dla szefów)

Entuzjazm i euforia nowych wyzwań miesza się z myślami, które nie pomagają: nasze wieczne – czy dam radę, czy podołam, czy mnie polubią. Przypominam sobie swoje różne pierwsze dni w nowej pracy – na różnych stanowiskach, a trochę tego było, pierwsze dni zawsze były dla mnie wyzwaniem. Bo dużo wszystkiego naraz: wiedzy, pierwszych razy, przedstawiania, poznawania. Mieszanka wrażeń, a jeszcze jest przecież presja, że warto zrobić pierwsze wrażenie!

Do tego ogarnąć tzw. otoczenie, czyli: gdzie jest kawa, toaleta czy biurko, z kim siedzę, gdzie na obiad? Dużo bodźców, stres nowicjusza i a czasem dodatkowo, nieproszona niepewność, bo nie wiesz, co i jak, i z kim. I tak sobie wspominam z westchnieniem, że im było wyżej (czym wyższe stanowiska), to było gorzej. Tzn. mi było coraz trudniej, bo osobiście odbierałam fale tych wielkich oczekiwań, odpowiedzialności i wszystkich kompetencji, które widzieli we mnie moi nowi szefowie, a ja, tak wiecie, na spokojnie, nie we wszystkich dziedzinach czułam się jak Penelope Cruz, a wiadomo, że nie będę im mówić, od razu pierwszego dnia, że nie wszystko ogarniam jak Steve Jobs.

Także w związku z tym, że jesień, wrzesień, początek roku szkolnego i na pewno nie ma 32 sierpnia, czas pożegnać wakacje, to napiszę dla Was w tym temacie. Bo często też nowa praca startuje właśnie od września, i ja jestem z Wami, wysyłam wsparcie, luz, życzenia spokojnego bycia sobą i żeby Wam doskonale poszło. Pierwszy dzień w nowej pracy, potem będzie lepiej, obiecuję. Dobrze, no, nie mogę obiecać, ale jak potem będzie coś nie tak, nie tak jak sobie życzycie, to po prostu może znowu trzeba będzie zafundować sobie kolejny pierwszy dzień w nowej, innej pracy. A co się będziecie ograniczać!

Warto szukać miejsca, w którym:

  • dobrze się czujesz w zespole; w końcu z tymi ludźmi spędzasz 8 godzin dziennie;
  • dogadujesz się z szefem; a tak, zdarza się, szef też człowiek;)
  • czujesz, że jesteś ważna, istotna, potrzebna – mówiąc krótko, cenią Cię.
  • rozwijasz siebie i swoje kompetencje, bo to jest Twoja własna chęć i potrzeba, a nie presja zewnętrzna.

Bez pompowania, poproszę

Pierwszy dzień w nowej pracy, jak żaden inny, wymaga od Ciebie przedstawiania się częściej niż kiedykolwiek w życiu. Więc wiadomo, co podpowie każdy coach. Uśmiech, przedstawianie krótko i konkretnie, przygotuj się w temacie pt.: „Kto Ty jesteś, czym się będziesz tu zajmować”. Miło, konkretnie, krótko, z uśmiechem i bez opowiadania szczegółowo o swoim CV, które zresztą leży już w dziale HR. Naprawdę wystarczy imię, nazwisko, mocny, acz ciepły uścisk dłoni i dalej w kontakty. Bo może tak być, że Ty dziś mało imion zapamiętasz, ale swoim nowym kolegom daj się zapamiętać bez drzewa genealogicznego swojej rodziny. A jeśli się uda bez takiego zbytniego „fafarafa” o sobie, czyli czego to w życiu nie robiłeś/, robiłaś, to naprawdę, wróżę miłe przyjęcie do zespołu. Trzeba uważać, bo licho nie śpi, więc gdy czasem ktoś zacznie Cię chwalić za bardzo, nadmiernie, tak „pompować” przy innych, to nie daj się zwieść. Reaguj, najlepiej poczuciem humoru, dystansem do siebie, to przysporzy Ci więcej przyjaciół niż ozdobne przymiotniki.

Perspektywa pracownika

„Słuchaj, jak oni mnie przywitali! Wszystko na mnie czekało: komputer, stanowisko pracy, karta, szef mnie wszystkim przedstawił, oprowadził po firmie, pokazał programy, dostałam nawet pierwsze zadanie, tak na próbę, mówię Ci, pełna profeska, a tak się bałam, jak to będzie, jak ja przeżyję ten pierwszy dzień” – tak opowiada mi moja Klientka, która właśnie zmieniła pracę. Słucham z radością i satysfakcją, i tylko sobie mruczę pod nosem: taaak, tylko jak to opiszę, to od razu będzie, że to jakieś nierealne, takie niemożliwie idealne. A jednak. Przygotowanie miejsca pracy, procedury wprowadzające nowego pracownika, szkolenia wstępne, opiekun na czas wdrożenia i udział w wyjeździe integracyjnym zespołu. Kto mi uwierzy? A jednak. Jak ja się cieszę, że są takie miejsca, które tak witają nowych pracowników, a ja mogę je z ręką na sercu opisać i życzyć, żeby takie szczęście stało się powszechnym doświadczeniem nowych pracowników.

Perspektywa szefa

Jasne jest chyba, że taki przykład jest dla Ciebie mnóstwem podpowiedzi. Warto zadbać o pierwsze wrażenia nowego pracownika, przygotować procedury, manuale, skoordynować niezbędną współpracę między działami, wyznaczyć opiekuna, czyli taką osobę w roli przewodnika po firmie, która pokaże, przedstawi i będzie miło odpowiadała na pytania. Przygotować zespół, zapowiedzieć, przedstawić, wyznaczyć pierwsze zadania. Przygotować plan wdrożenia, określić czas adaptacji. Warto, by nowa osoba oprócz sztampowego „Witamy na pokładzie” poczuła się potrzebna, zaopiekowana i poprowadzona. To też element wizerunku pracodawcy, a także wstęp do wspólnych działań i sukcesów. Zapoznanie pracownika z kulturą organizacji, jej zwyczajami i dobre wprowadzenie w obowiązki to podwaliny wspólnych sukcesów.

A pierwszy dzień, pełen wrażeń, wzajemnego poznawania się i przedstawiania wcale nie musi być stresujący, to tylko zapowiedź nowego etapu dla wszystkich. Powodzenia!

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

spotkania z zespołem

3 pomysły na ciekawe zebrania – co jako szefowa możesz zrobić, by spotkania zespołu były bardziej atrakcyjne?

Zebrania, statusy, spotkania zespołowe… i to najczęściej w nielubiany poniedziałek. Taki firmowy start na początek każdego nowego tygodnia odbywa się w wielu firmach. Zdarza się, że traktowane są one jako nudny obowiązek, strata czasu, przymusowa „spowiedź powszechna”. Czemu nie lubimy zebrań?

Powtarzają to i szefowie, skarżąc się na brak zaangażowania, brak inicjatyw, brak przygotowania ze strony pracowników; jak i pracownicy, przewracający oczami, że znowu nuda i odpytywanie. Rutyna, nuda, obowiązek? Jak jest u Ciebie w zespole?

Z kolei tam, gdzie ich nie ma, pracownicy skarżą się na brak informacji, o tym, co się dzieje w firmie, brakuje im wspólnego forum, wymiany doświadczeń. Bo przecież wspólne spotkania są w firmie niezbędne. Służą budowaniu wspólnoty w zespole, przepływie informacji, burzy mózgów. Naprawdę wcale nie muszą być nudne, tylko warto poświęcić im trochę uwagi i przedefiniować dotychczasowy styl prowadzenia zebrań. A może zmienić podejście? I trochę oddać odpowiedzialność zespołowi; by wspólnie tworzyć nowe standardy.

Czas odpowiedzieć sobie na parę pytań

  • Co Twój zespół sądzi na temat Waszych cyklicznych zebrań? 
  • Jak zespół ocenia ich przydatność? 
  • Jaką macie dotychczas wypracowaną formułę?
  • Kto najczęściej prowadzi spotkanie ?
  • Kto planuje agendę spotkania i kto ma wpływ na to, co się w niej znajdzie?
  • Czy powstaje notatka z podsumowaniem i kto za nią odpowiada?
  • Kiedy ostatnio zebrałaś pomysły na zebrania od swojego zespołu?
  • Jakie macie Wasze własne zespołowe stałe punkty, rytuały na zebraniach?
  • I najważniejsze pytanie: po co robimy zebrania? Jakim celom mają służyć?

Po co nam te zebrania?

Zebrania, statusy, podsumowania tygodnia, omówienie strategii. Raportowanie dotychczasowych osiągnięć, plany działań na nowy, rozdzielanie zadań. Dla przypomnienia, cykliczne spotkania zespołowe mogą mieć na celu:

  • omówienie bieżących spraw;
  • zgłaszanie aktualnych problemów i ich rozwiązywanie;
  • analizę rynku, trendów, branżowe wydarzenia, działania konkurencji;
  • wyznaczanie celów i zadań członkom zespołu;
  • podsumowanie tygodnia czy miesiąca;
  • komunikację celów i aktualności firmy dla pracowników; 

A mogą jeszcze:

  • budować atmosferę i ducha zespołu czyli być elementem strategii tzw. team building;
  • motywować i wzmacniać zaangażowanie;
  • być platformą wymiany doświadczeń,
  • dawać pigułki wiedzy i inspiracji;
  • generować nowe pomysły biznesowe.

Precz z rutyną

Cotygodniowe spotkania mają często ten sam powtarzalny schemat; który często wynika z rutyny, braku nowych pomysłów i takiego menedżerskiego lub firmowego „przymusu”: „przecież muszę im powiedzieć, rozliczyć, kontrolować, muszę od nich wymagać, trzeba się spotkać, by omówić bieżące sprawy.” I często to podejście do zebrań, jako obowiązku bywa największą przeszkodą, taką mentalną i dla szefów, i dla pracowników.

TRZY POMYSŁY NA CIEKAWSZE ZEBRANIA

1. PROWADZENIE PRZEZ PRACOWNIKÓW – Co tydzień ktoś inny ma zadanie przygotować swoją formułę spotkania. Czyli ma być tematycznie, cyklicznie i rotacyjnie, ze specjalnym udziałem szefa – tak, żebyś jednak miała swoje 5 minut. Zaskoczona? Taaak, zgadza się, proponuję coś innego niż dotychczas. Oddajesz prowadzenie zebrań jako szef, jeśli dotychczas czułeś, że to tylko Twój obowiązek. A pracownicy przygotowują coś extra na zebranie. Biorą współodpowiedzialność. Wzrastają im umiejętności, bo uczą się nowych rzeczy: prowadzenia biznesowych spotkań zespołowych, sztuki prezentacji. Najważniejsze – robicie coś wspólnie, przygotowujecie się indywidualnie, generujecie nowe pomysły, tworzycie nowe standardy, nienarzucone, tylko te na najbardziej wartościowe, bo wspólnie wypracowane.

2. ZRÓB SHOW lub pozwól na SHOW, czyli zrób coś INNEGO niż do tej pory. Koniecznie zmień sposób podawania informacji. Dotychczas był tylko Twój monolog? To oddaj prowadzenie, zejdź ze świecznika. Przygotuj coś ciekawego, branżowego lub nie; ale za to atrakcyjnego w odbiorze, czyli  miej wcześniej zaplanowany element zaskoczenia plus video, film, webinarium, pigułka wiedzy w innej niż dotychczasowej formie. Gra. Zabawa. Coś niestandardowego. Coś co zbuduje interakcję. A może zaproponuj mini warsztat, podczas którego trzeba coś wspólnie wypracować. Tak zgadza się, wymaga to od Ciebie rozwoju kompetencji menedżerskich, no ale przecież bycie liderem to wyznaczania nowych ścieżek, masz to w sobie, odważ się.

3. ZAPROŚ GOŚCIA SPECJALNEGO. To może być ktoś z innego działu, może ktoś z rynku, może jakiś ekspert, może mentor, trener zewnętrzny, może ktoś z HR, może coach. A może Klient? Zastanów się, kto może wzbogacić Wasze zebrania, opowiedzieć coś ciekawego, przydatnego zawodowo lub też niekoniecznie, podzielić się doświadczeniem. Prezentacja w innym temacie niż Wasze cele; forum z pytaniami od pracowników z pewnością przełamie rutynę waszych zespołowych spotkań.

I na koniec podzielę się też taką refleksją, bo mam wrażenie, że o tym czasem się zapomina: zebrania mają na celu także wsparcie zespołu przez szefa oraz wzajemne wsparcie członków zespołu. I nie dotyczy to tylko sytuacji zawodowych, spraw firmowych, ale także czasem pomocy w różnych życiowych sytuacjach. Ktoś potrzebuje pomocy w życiowych sprawach, ktoś ma ciekawą inicjatywę charytatywną do przedstawienia? Świetnie! Warto energię zespołu przekładać również na inne działania, służące nie tylko firmie, ale też innym, i światu, jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało.

Gotowe do działania? Powodzenia.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

konflikt w pracy

4 kroki do rozwiązywania konfliktów, czyli co robić, gdy sytuacje konfliktowe przeszkadzają nam w pracy

Z moich obserwacji pracy z menedżerkami, a często też z ich osobistych wniosków, z różnych doświadczeń w zarządzaniu, wyłania się dość uniwersalny obraz wyzwań i bieżących problemów. Ten, który często się powtarza to: własna postawa wobec codziennych trudnych sytuacji w zespole, konfliktów między pracownikami w zarządzanym przez siebie teamie, sytuacje, którą psychologowie nazywają kryzysowymi, a które wymagają reakcji ze strony szefa.

Przecież ja nie jestem mediatorem!

„Józek co miesiąc przychodzi po podwyżkę, bo uważa, że za mało zarabia. Robert notorycznie się spóźnia, co wkurza innych pracowników, Beata za to pracuje tak samodzielnie, że aż za bardzo i nie dzieli się efektami swojej pracy z innymi. A teraz się pokłócili i atmosfera w zespole tak siadła, że już nie wiem, co mam robić. Ja tu jestem dyrektorem, a nie psychologiem” – mówi do mnie Marzena.

Taaak, zarządzanie ludźmi czasem przypomina rollercoster. Rozpędzony, zaskakujący, nieprzewidywalny rollercoster zróżnicowanych ludzkich postaw, uczuć i emocji. Tam się znowu ktoś nie dogaduje, tu się ciągle ktoś obraża… Ta dynamika różnych osobowości, charakterów, nastrojów bywa zaskakująca i dość trudna do ogarnięcia. I to jest wyzwanie, Moja droga pani Menedżerko. Codziennie zmierzasz się z emocjami swoich pracowników, które powstają w wyniku ich wzajemnych relacji i interakcji, a do tego jeszcze dochodzą klienci, ich emocje, relacje z nimi, a za wszystkim stoją cele firmy. I tak wiele zależy od Ciebie. Jak to pogodzić? Jak sobie z tym radzić na co dzień?

Szef nadaje rytm

„Słuchaj, znowu mam problem. Już mam dość tego niedogadania moich pracowników! K. obraziła się na M., a ten C. znowu nie robi tego, o co go prosiłam. Nie mam już siły. Proszę, tłumaczę, wyjaśniam, a to nie przynosi oczekiwanych efektów. Czasem myślę, że to całe zarządzanie jest ponad moje siły.” – żali się Paulina, na co jej zdecydowanie pozwalam, daję jej dłuższy czas na opowiedzenie sytuacji, dopytując o jej dotychczasowe reakcje i zachowania.

Na pewno to znacie. Codzienna praca, nawet rutyna wykonywanych czynności (obojętnie czy to w zakładzie fryzjerskim, czy w zespole projektowym) wcale nie zapobiega powstawaniu co chwilę różnych sytuacji kryzysowych, konfliktów, animozji, nieporozumień. Tylko dla przypomnienia mówię czasem krótko: „Szef nadaje rytm,” co dla mnie oznacza przywołanie do roli lidera, do tego pozytywnego aspektu przywództwa, który możesz stworzyć jako optymalny dla siebie samej. A dla Ciebie co to oznacza? Jaki rytm nadajesz swojemu zespołowi? Jaką postawę przyjmujesz wobec konfliktów w zarządzanym przez siebie zespole? Jaki komunikat dostają od Ciebie pracownicy, kiedy zwracają się o pomoc? Czy masz zaufanie swoich pracowników?

Ach, te konflikty

Bywają jawne i ukryte. Te jawne rozgrywają się czasem wręcz widowiskowo i mimo, że bywają trudne w odbiorze, to powiem Wam, że chyba nawet bardziej je lubię. Jeżeli w ogóle można tak powiedzieć o konfliktach. Bo w takim przypadku przynajmniej wiadomo kto, o co i dlaczego. Łatwiej się do nich ustosunkować, poszukać źródeł, znaleźć rozwiązania. Znacznie trudniejsze są konflikty ukryte, bo wtedy nie znamy ani ich skali, ani powodów. Mogą być niewypowiedziane, a wtedy rzeczywiście trudno je rozwiązać, mimo że bezsprzecznie przeszkadzają w pracy, utrudniają efektywne działania, psują atmosferę, uniemożliwiają rozwój.

A teraz przewrotnie do tytułu, zapytam:

Czy rzeczywiście sytuacje konfliktowe przeszkadzają nam w pracy? A może tylko bywają przypomnieniem o czymś, czego nie robimy, może czegoś mają nas nauczyć, a może pokazują, jaki obszar w firmie wymaga usprawnienia? Na pewno mogą pokazać niezaspokojone potrzeby i te indywidualne i te zespołowe, i może właśnie im może warto się przyjrzeć? Dziś pragnę się z Wami podzielić właśnie takim coachingowym podejściem do sytuacji konfliktowych w firmie w małym lub większym zespole. Czego jako szefowa dowiaduję się dzięki nim o sobie, o swoim stylu zarządzania? Co jako firma potrzebujemy zrobić, by uniknąć ich w przyszłości lub zminimalizować ich negatywne skutki uboczne?

Empatia sp. z o.o.

To, co łączy nas kobiety w zarządzaniu, to na pewno empatia, na którą czasem niektóre z moich klientek wręcz narzekają. Empatia rozumiana jako współodczuwanie, dzielenie emocji, wchodzenie w nie, branie czyjejś strony, osobiste zaangażowanie. Bo kiedy bywa nadmierna, zdarza się, że znacznie utrudnia wykonywanie szefowi jego zadań, pilnowanie realizacji celów, zamazuje obraz wydarzeń. Tak się dzieje na różnych poziomach zarządzania i dlatego na moich treningach, sesjach, warsztatach namawiam Was na szukanie swojego indywidualnego stylu zarządzania, pozytywnego bycia sobą na stanowisku, czyli w roli szefa; podążania za swoimi uczuciami i nie zaprzeczania ani emocjom, ani swoim cudownym cechom osobowości. Zatem ode mnie nie usłyszycie nakazowego: przestań być taka empatyczna. To, co daję Wam pod rozwagę to hasło: wybierz postawę na TAK. Empatia tak, tylko z ograniczoną własną odpowiedzialnością, żeby było ciut biznesowo.

A co możesz chcieć ograniczyć? Zachowania, komunikaty, działania, które będą wynikały nie z twojej roli zawodowej, tyko z innych archetypów. Które mogą się automatycznie włączać w sytuacjach konfliktowych, np. wewnętrzną mamę, która pociesza, przyjaciółkę, która akceptuje bezgranicznie i daje się wypłakać. Nic nadmiarowo, nic ponad swoją rolę w organizacji. Ha. I to jest wyzwanie. Zachować przypisane swojej roli zadania, nie tracić nadmiernie swoich zasobów, być rozjemcą i szefem jednocześnie. Empatia sp. z o.o. Niech ta spółka działa z korzyścią dla Ciebie!

4 małe wskazówki, kiedy już jakiś konflikt dopadnie Twój zespół:

  • Patrz na duży obrazek: Warto włączyć metaforycznie aparat fotograficzny, a w nim tryb Panorama, żebyś mogła zobaczyć więcej elementów niż np. tylko dwie skonfliktowane osoby. I jestem przekonana, że wtedy kiedy dopiszesz dotąd niewidoczne elementy do tego konfliktu. Pojawią się rzeczy, na które do tej pory nie zwracałaś uwagi. A może właśnie najbardziej istotne jest to czego nie widać? Może czegoś Wam brakuje? Może to jakaś procedura, może brak ustalonych wspólnie wartości i zasad, a może niespełnione potrzeby? Za każdym razem pamiętaj, by szukać nowego spojrzenia na sprawę. Możesz sobie np. narysować schematy relacji i powiązań, zaznaczyć swoją rolę, przypomnieć stronom zadania, przywołać obowiązujące w firmie wartości. A może czas na warsztat z komunikacji? Otwórz się na nowe rozwiązania.
  • Nazywaj zjawiska, procesy, emocje, potrzeby, i cele: Czerpiąc dalej z metafory aparatu, tym razem wyłącz tryb Macro, czyli nie zbliżaj się nadmiernie i nie wyolbrzymiaj problemu. Trzymaj niezbędny dystans. Wyobraź sobie, że patrzysz na konflikt w zespole przez aparat fotograficzny. Może to pozwoli Ci zająć miejsce obserwatora i jego postawę, a Twoje spojrzenie na dany konflikt, na dwie zaangażowane strony, niech stanie się możliwie jak najbardziej obiektywne. Wyłącz swoje osobiste zdanie, sympatie i antypatie, jeśli się da zapomnij o swoich przekonaniach. Pomóż zwerbalizować potrzeby i motywację, pokazuj inną perspektywę problemu. Patrz na to, co możesz zrobić dla obu stron, neutralnie, na ile się da.
  • Szukaj salomonowych rozwiązań, które angażują obie strony, oddając im odpowiedzialność. Sama angażuj się jako rozjemca dopiero, gdy strony potrzebują Twojego autorytetu i o niego poproszą. Szukaj cech wspólnych, tego co łączy, a nie dzieli. Konflikt po prostu potrzebuje innej perspektywy, a Twoją rolą jest jej pokazanie swoim współpracownikom. Jako szef szukaj w konfliktach czegoś pozytywnego dla siebie, dla firmy. Bo dzięki kryzysom mamy szansę się rozwijać. I to twoja rola, szefie. Nadać nowy, pozytywny wymiar konfliktom w zespole.
  • Nie unikaj konfrontacji, wręcz do niej zapraszaj. Czasem zdarza się, że w obliczu kolejnego konfliktu szef nie podejmuje żadnych działań i nie tylko nie pomaga, lecz wręcz utrudnia rozwiązanie poprzez swoje osobiste ograniczenia, ucieka i unika określonych problemów w zespole. Tłumacz zadania, przypomnij o rolach, wyznaczaj granice, dawaj realną informację zwrotną obu stronom i jasno przedstawiaj perspektywę firmy. Zadawaj dużo otwartych pytań, po czym uwspólniaj stanowiska. Bo może dążenie do wspólnych rozwiązań, praca w dobrej atmosferze na jasnych zasadach, to niewypowiedziana motywacja wielu z nas, szefów i pracowników?

Ooo, mamy konflikt? Super!

Bo czegoś możemy się wszyscy nauczyć. O sobie, o relacjach, procedurach, o tym, czego potrzebujemy jako zespół. Będzie się działo rozwijająco dla wszystkich, inspirująco, jeśli tak do tego podejdziesz, jako do stałego elementu, wręcz naturalnego rozwoju firmy. Za każdym razem konflikty będą wyglądać inaczej. A kiedy przestaniesz się ich obawiać, zaprzeczać im, bądź też udawać, że nic się nie stało, a zaczniesz traktować je jako nieodzowny element rozwoju organizacji, zaczniesz patrzeć na nie jako potencjalne możliwości, zaczniesz wyciągać efektywne wnioski, wprowadzać inne, skuteczniejsze sposoby do swojej firmy, to zobaczysz w nich potencjał do zmian. I Ty nimi zarządzisz, razem ze swoim zespołem. Tego bardzo Wam wszystkim życzę. Świadomości, wyciągania efektywnych wniosków, wprowadzania pozytywnych zmian. W swoim zespole, w swojej firmie.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

komunikacja z szefem

Język zarządzania, czyli jak można rozmawiać z pracownikami

Rzecz jasna, tylko pod warunkiem, że chcesz się rozwijać w zakresie własnego stylu zarządzania.

„Nie, Monika, tak się nie zawsze udaje.”

„Ja się boję, że to tylko teorie.”

„Wiesz, chciałbym tak mówić, ale nie jestem przekonany, czy to jest efektywne.”

Jako trener na szkoleniach spotkałam się z wieloma obiekcjami wobec zasad skutecznej komunikacji. Zauważam cechy wspólne tych wszystkich głosów i, co zabawne, niezależnie od branży czy poziomu zarządzania. Zawsze jest podobnie: pewien rodzaj głębokiego powątpiewania, niewiary w to, że coś tak pozornie nieuchwytnego jak własne wypowiedzi może być efektywniejsze od dotychczasowych. Ten rodzaj zaskoczenia, niedowierzania, a często nieuświadomionego biernego oporu, czy aby na pewno można się czegoś w tym zakresie nauczyć. Albo oczekiwania na cudowne rozwiązania, których umysł ludzki nie ogarnia…

A ja przekornie, pozytywnie, z niezachwianą wiarą w człowieka jako istotę rozumną, powiadam Wam: zaprawdę, komunikacja z pracownikami to podstawa zarządzania, a jak chcesz być skuteczna w komunikowaniu zadań, rozwiązywaniu na bieżąco konfliktów, dawania informacji zwrotnych, to… namawiam Cię: zacznij trenować swój indywidualny sposób komunikowania się z innymi. A, i może tylko warto dodać: ćwicz, trenuj, poprawiaj, sprawdzaj swój indywidualny styl komunikacji ze wszystkimi swoimi bliskimi, zacznij zauważać swoje mocne i słabsze strony.

Trening czyni mistrza

Tego rodzaju artykuł, to taka próba podzielenia się z Wami prywatnymi obserwacjami. Umówmy się zatem w następujący sposób: napiszę specjalnie dla Was wskazówki z mojej osobistej perspektywy, te, które (wiem z doświadczenia swojego i moich Klientów) są tego warte, jako skuteczne i przynoszące realne korzyści stosującym, a Wy sprawdzicie w życiu, czy to jest dla Was. Przyda się lub nie. To Wy zdecydujecie, jeśli tylko zachcecie sprawdzić, zastosować, wprowadzić, a może po prostu tylko Was zainspiruję, i zaczniecie myśleć o warsztatach, szkoleniach, wykładach? Decyzja o tym, czy warto, też należy do Was.

Przedstawię Wam tylko kilka wariantów języka zarządzania, w który nie tylko wierzę, ale ufam i wiem, że może być skuteczny. A, i skoro pewne jest, że te moje wskazówki mogą być tylko częściowo przydatne dla Ciebie, po prostu spisz też swoje własne. To może być bardzo interesujące ćwiczenie samemu łapać się za język;)

Dekalog wskazówek

1/ Warto na dobre rozstać się z trybem nakazowo-rozkazującym, czyli z : „Zadzwoń…”, „Musisz…”, „Ma być zrobione”. A także z kategorycznym formułowaniem wypowiedzi: „Bo TAK”, „Bo NIE i KROPKA”, ,,Bo tak musi być”, „Bo ja tak zdecydowałam” itd. Wyluzuj. Sama nie znosisz, gdy ktoś do Ciebie zwraca się w ten sposób. Także… – wiadomo.

2/ Nie zapomnij parę razy nagrać się gdzieś w zaciszu. Po to, by sprawdzić, jak brzmisz, kiedy jesteś autentycznie wkurzona. Określ swój ton i… po prostu ćwicz lżejsze tony. Serio.

3/ Zdanie „Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu” dobrze się czyta, dużo gorzej słyszy i odbiera. A to przecież nadawca odpowiada za jakość komunikatu. Czyż nie?

4/ Warto pamiętać o wartościach obowiązujących w życiu i w firmie. Odwoływać się do nich samemu, a także przywoływać je w rozmowach. Ps. szacunek jest jedną z nich. Śiąga z niezbędnych wartości, niech wisi w Twoim gabinecie. Patrz, stosuj, pamiętaj. Bo warto!

5/ Kiedy nie wiesz, co powiedzieć, najlepiej dać sobie czas. Pozwolić sobie na „Teraz nie wiem” lub „Potrzebuję się zastanowić” czy „Wrócę do Ciebie z odpowiedzią” (tak, wiem, trochę sztywne korpo zdanie na maksa, ale trzeba powiedzieć, że warto je tu zacytować; ładne jest).

6/ Warto mieć świadomość swoich filtrów – subiektywnych ograniczeń widzenia sytuacji. A przecież chcesz być w miarę obiektywnym szefem, a jeśli nie, spoko, to po prostu pomiń ten punkt.

7/ Absolutnie zakazane są wulgaryzmy w sytuacjach oficjalnych, a sam na sam z pracownikiem także jest taką sytuacją. Jeśli tego nie rozumiesz, patrz punkt drugi.

8/ Emocje, zwłaszcza te trudniejsze, jak złość, gniew, dezaprobata, wściekłość to nie są Twoi najlepsi doradcy. Zastanów się, proszę, na jakich równie dynamicznych, za to bardziej pozytywnych „kumpli” możesz ich zamienić.

9/ Tak tylko dla przypomnienia napiszę, że na pytanie: „Jak budować swój autorytet szefa? ”, moja odpowiedź jest od zawsze taka sama: Codziennie, w każdej sytuacji, każdą lub prawie każdą wypowiedzią. Aha.

10/ Swoje królewskie pozy, teatralne miny, podbijające tylko Twoje ego zdanka, tudzież inne fochy, wyślij na wieczne wakacje. One nie służą efektywnemu dogadywaniu się z kimkolwiek.

Jesteś szefem/szefową? To codziennie jesteś nadawcą wielu przekazów do swoich podwładnych.

Na ten moment to tyle wskazówek pozamerytorycznych, bo modele komunikacji, słynną Komunikację Bez Przemocy (Non Violent Communication) naprawdę warto przećwiczyć na dedykowanych temu warsztatach czy treningach. A ja jeszcze na zakończenie napisze parę intencji, z jakimi warto się zaprzyjaźnić, zwłaszcza w relacjach z pracownikami.

Także tak… jak już coś przekazujesz, mówisz, wypowiadasz się, rozmawiasz, klarujesz, tłumaczysz, prosisz, przedstawiasz to pamiętaj, bo dobrze, by było:

  • Inspirująco, tak by w innych uruchamiać ich własną, niczym nieposkromioną kreatywność, szukanie rozwiązań, niestandardowe myślenie. Wszyscy będą wygrani. I Ty, i on i Firma.
  • Partnersko, bo nie wynaleziono lepszego sposobu traktowania siebie bardziej po ludzku. Na równi, we wzajemnej relacji, a hierarchia niech będzie tylko tłem.
  • Coachingowo, bo jako szefowa, możesz być bardziej motywująca i wspierająca niż ja, pisząc tylko na tym portalu. A kiedy poczujesz moc coachingu, jako partnerskiego procesu ukierunkowanego na rozwój i realizację celu, to natychmiast odetchniesz z ulgą, bo to fajne jest. I działa!
  • Wyjaśniająco, bo jesteś też od udzielania informacji, od ich przekazywania z góry, zatem czasem tłumaczysz, objaśniasz, opowiadasz, pokazujesz i przekazujesz. Taka praca.
  • Wzmacniająco, bo tego potrzebuje każdy człowiek, pracownik tym bardziej. Docenienia, zrozumienia, akceptacji dla swoich działań, zauważania sukcesów, talentów czy zadań specjalnych każdy potrzebuje jak kania dżdżu. Często. Co poradzę, to nie trend, to psychologia człowieka.

A na zakończenie powiem Ci, że jak pomyślisz, ile symbolicznych figur ma w zadaniach szef, menedżer czy lider, to hm… sama nie wiem, czy nie uciekniesz z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego… (cytat z M. Musierowicz;) Mówiąc metaforycznie, dla mnie rola szefa to naprawdę wielka orkiestra talentów i umiejętności, szafa pełna wewnętrznych kompetencji o wiecznym statusie in progress. Bo przecież szef to dyrygent słów wywierających wpływ, kapitan statku, który prowadzi projekt, trener motywacji na stałym etacie nie ujętym na liście płac, malarz kreujący obrazy w głowach swoich pracowników, poszukiwacz ukrytych skarbów czyli ludzkich talentów, detektyw na tropie przyczyn takich a nie innych ludzkich zachowań, psycholog – terapeuta, mediator, sprzedawca marzeń, businessman….

Oj, wybierz sobie, kogo chcesz, kto Cię najbardziej inspiruje, i czerp z magii symboli, a ja życzę Ci spokoju i siły autorytetu indiańskiego wodza. Ten to się przynajmniej nie musiał nagadać. Powodzenia!

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

angry boss

Język zarządzania, czyli jak nie rozmawiać z pracownikami

O komunikacji w zarządzaniu wiele się mówi, pisze i czyta, temat jest szeroki jak rzeka, a ja nadal mam wrażenie, że proporcjonalnie za mało tłumaczy się skutki dyrektywnego, przemocowego sposobu rozmowy z pracownikiem.

Za mało podkreślane bywają podstawowe wartości zarządzania, a szefowie stanowczo zbyt rzadko ćwiczą pozytywnie sformułowane komunikaty i ich efektywność. Bo przykłady, które słyszę na sesjach, treningach czy warsztatach stanowią przykre potwierdzenie tego wciąż występującego zjawiska.

„To się organizuj!”

I to się nazywa naprawdę twarde lądowanie, kiedy po swoich miękkich, rozwojowych, wspierających wakacyjnych artykułach wracam do codziennej pracy i podczas sesji menedżerskiej słyszę opowieść swojej Klientki o spotkaniu z jej przełożonym. Oho, myślę sobie, zaczyna się! Nieubłagany powrót do twardej, biznesowej rzeczywistości, której przykłady budzą dreszcze. Znowu! Ciekawe, jakie literki przed nazwiskiem dopisuję sobie w stopce taki szef, myślę sobie, i czemu jest przekonany, że język pełen przemocy względem pracowników jest taki skuteczny. Organizuj się! Dobrze, to się organizuję i rozkładam na części pierwsze możliwe reperkusje tego rodzaju komunikatów.

Pozornie prosty komunikat tylko że: dyrektywny, zbyt ogólny, nakazowy, sugerujący, że coś jest z pracownikiem nie tak. Nie wspomnę, że mało konkretny i mało merytoryczny. Mogę się założyć, że odczytany indywidualnie przez dziesięciu pracowników, będzie miał dziesięć różnych interpretacji, w tym najwięcej tych emocjonalnych.

„Gdybym miała gorszy dzień, to bym Cię rozszarpała”

Nie, to nie jest wymyślony przykład, i tak, wiem, brzmi jak dialog z filmu grozy. Taki sposób wyrażania swojego niezadowolenia z sytuacji firmowej, wybrała jedna z przełożonych dla swej podwładnej, doświadczonej menedżerki. Przyznaję, to są momenty, w których moja coachingowa dusza drży: modlę się mocno o własną neutralność, stawiam zasieki dla własnej empatii i gorączkowo szukam narzędzi, by skutecznie wesprzeć moją Klientkę. Wtedy też sama siebie pocieszam, że to jednostkowy przypadek, że przecież to się nie zdarza nagminnie, że może tak naprawdę, ktoś tylko miał zły dzień.

Przyznaję, takiego zdania nie wymyśliłabym w najgorszych snach. Tak jawnie atakującego, wyrażonego bezpośrednio, w zaciszu spotkania 1:1, tzw. one to one, tak groźnego w skutkach. Z jakim stylem zarządzania mamy tu do czynienia? Jaki rodzaj relacji buduje taki przełożony? Przerażona szukam pozytywów, wniosków z tego komunikatu i tylko jeden na ten moment przychodzi mi do głowy: podzielić się nim w tym artykule, by przybliżyć złote zasady języka zarządzania. Przemoc, ukryta groźba, bo tryb przypuszczający; jawna, bo jest określony skutek. Brr. Analiza przemocowego języka zarządzania to nie jest to, co prawdziwi coachowie kochają najbardziej. Napiszę, myślę sobie. Ku pamięci. A może ku przestrodze? A może ku refleksji? A może, żeby zaalarmować działy HR?

„Dla mnie słowa nie da się nie istnieją”

Pada kategoryczny komunikat na zebraniu i cały zespół jeszcze bardziej zamyka się w sobie. Przecież nie będą polemizować. A formułujący go menedżer jest cały z siebie zadowolony, bo przecież kiedyś powiedzieli mu, że ma ustalać zasady z zespołem i je jasno komunikować. No to powiedział, nieźle, prawda? Ba! Może być głęboko przeświadczony, że takim komunikatem buduje autorytet, a także swoją niezłomną postawę ukierunkowaną na realizację celów. Przecież to bardzo motywujące. A skutki bywają wielostronne, zarówno indywidualnie u pracownika, jak i dla całego zespołu: brak otwarcia na konstruktywny dialog, brak zgłaszania problemów w czasie projektu, skumulowany, napędzający stres, który „morduje” kreatywność, a samego szefa zamyka w kręgu twardych oczekiwań i mało realnych wymagań. I takich pełnych przemocy, dyrektywnych, subiektywnych „kwiatków” zamykających relacje, dialog z pracownikami mogę przedstawić więcej. Niestety.

„Nie lubię marudzenia”

Coś trzeba tłumaczyć? Negatywne komunikaty mogą wywoływać negatywny odbiór – wydaje się to oczywiste, ale w komunikacji nie ma oczywistych rzeczy. Bo na przykład tajemnicą, niepotrzebną zagadką może być już na wstępie szukanie prawdziwego znaczenia użytych słów: co jest dla takiego szefa marudzeniem? Co to oznacza: marudzenie do przełożonego. I tak możemy tylko zgadywać: wyrażanie niezadowolenia? Zgłaszanie problemów? Dawanie informacji zwrotnej? Przekaz trendów rynkowych, które nie są po linii firmy? I to chcę podkreślić. Tak niejasny, a zarazem pejoratywny komunikat odgradza szefa od bieżącego dialogu z pracownikami, zgłaszania problemów, zapalnych punktów, obiektywnych trudności. Zamyka przekaz, wymuszając coś nieokreślonego. Bo to, czym jest marudzenie dla jednych, nie będzie marudzeniem dla drugich. I to „nie lubi”? Czyli unikać trzeba. Nie mówić, nie zgłaszać, nie informować. Bo co? Bo będzie zły?

„Od Ciebie wymagam więcej”

Ten komunikat z kolei wielokrotnie słyszałam sama od swoich przełożonych. I być może nawet ukryty był w nich jakiś komplement dla moich zdolności czy ambicji; lecz był dla mnie wtedy zupełnie nieczytelny. Za to dobrze pamiętam mieszane uczucia, jakie mi towarzyszyły, słysząc go, a także własną wewnętrzną niezgodę na zwiększone oczekiwania, które, jak się łatwo teraz domyślić, oceniałam jako niesprawiedliwe, wygórowane i powodujące we mnie presję. Wyzwanie, jako kolejne wezwanie do pełnej mobilizacji nieświadomie spinało mnie ponad miarę i żałuję, że w czasach kiedy byłam pracownikiem, nie było tak rozpowszechnionych form rozwojowych jak coaching, warsztaty, mentoring, dzięki którym mogłam zrównoważyć swoje możliwości wobec oczekiwań szefa, nauczyć się efektywnie pozytywnej asertywności, uświadomić sobie model zasad, w którym przyszło mi funkcjonować. Co z tym komunikatem jest nie tak? Może być odebrany jako wartościujący, niesprawiedliwy wobec innych, wywołujący niewidzialną presję i stres. Bo nie da się w zarządzaniu mówić: BEZ ODBIORU.

Moją intencją jest, by naprawdę każdy szef, niezależnie od płci, zastanowił się nad swoim językiem zarządzania. Jakie sformułowania są przez Ciebie najczęściej stosowane? A być może jakichś nieświadomie nadużywasz? W jaki sposób formułujesz zastrzeżenia, obiekcje, negatywną informację zwrotną? Czy przygotowujesz się do spotkań z pracownikami, pracując nad celem i skutkiem swych wypowiedzi, czy koncentrujesz się na efekcie, na rezultacie, z jaką intencją wygłaszasz swoje przekazy? Wreszcie – czy myślisz o obrazie swojej osoby, jaki budujesz u swoich pracowników? Że nie wspomnę o wizerunku firmy…

Komunikacja bywa największym wyzwaniem i dla szefów i dla pracowników, a jednocześnie wcale nie tak często wybieranym tematem szkoleń. Wg mnie i mojego doświadczenia uwspólnienie zasad komunikacji, budowanie wartości firmy poprzez komunikowanie się, określenie granic komunikacji w sytuacjach konfliktowych, kryzysowych jest niemiernie istotne. Mówimy, piszemy, przedstawiamy, czyli komunikujemy się nieustannie. Na dodatek obecnie wielokanałowo (e-mail, sms, skype itd.). A tak często zapomina się o wieloznaczności użytych słów, pojęć i o indywidualnej percepcji. A, i o szacunku dla drugiej strony. Elementarnym. I wstyd mi za szefów, ich nieumiejętności, postawę, braki. I za pracowników, którzy tego doświadczają. Myślcie głową, mówcie z serca – taki mi się nasuwa wniosek, a temat komunikacji z wartościami obiecuję rozwinąć w następnym artykule. Za tydzień obiecuję, będzie pozytywnej czyli jak rozmawiać z pracownikami.

Zapraszam, pozdrawiam wszystkich czytających, i życzę, by takie przykłady były dalekie od Waszej rzeczywistości. Proszę, po prostu uczyńcie je niemożliwymi.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

joga na plaży

Wczasowniki z wakacji, z którymi warto zaprzyjaźnić się na cały rok

Tak sobie rozmyślałam, siedząc na pomoście, gdy nagle uświadomiłam sobie, że jestem cała taka absolutnie wewnętrznie szczęśliwa. Jak to zrobić, żeby pewne stany, uczucia można było zapakować w termos i mieć „na potem”. Na później, kiedy praca i jesienne zadania przysłonią nam te pełne dobrostanu wspomnienia.

Też tak macie? Jak utrwalić tę lekkość istnienia, wolną głowę, poczucie spełnienia, radość z życia, które tylko razem stanowią niezwykłe doznania, niezrównany stan duszy? Same wspomnienia, fotografie czy filmy to za mało. Same wiecie, takie namiastki szczęśliwych chwil, które potem z biegiem czasu tracą na swojej emocjonalnej wiarygodności, wydają się nieosiągalne. No i wymyśliłam, żeby napisać dla Was i dla siebie takie wakacyjne vademecum z czasowników, o których warto pamiętać cały rok. Wczasowniki! Aktywne, pozytywne, sprawcze, na które zawsze możemy liczyć! Może to one nas uratują? Bo wakacje nie trwają wiecznie i to jest ich największa wada. Wczasowniki – najlepiej stosować w swojej pierwszej, najważniejszej osobie i dla swojego wewnętrznego JA.

Oddycham

Głęboko, przeponowo, spokojnie, całą sobą, bez udziału myśli. Kilka razy powtarzam ten proces możliwie świadomego, uważnego procesu. Tylko oddech, nic więcej. Wdech, wydech. To tylko pozornie fizjologiczna czynność, podstawowa przecież funkcja życiowa. Z jej znaczenia i ukrytej mocy często nie zdajemy sobie sprawy – oznacza życie. Kiedy skupiamy się na niej, czyniąc z niej świadomy proces, uczymy się swojego rytmu i mamy szansę poczuć swoją energię, a następnie móc uczyć się nią zawiadywać. Oddychaj, daj odpocząć umysłowi, tak, by uspokoił natłok myśli, by zamilkł na dłuższą chwilę dialog wewnętrzny, a gdy uda Ci się całkowicie go wyłączyć… no, to sama zobaczysz. Poczujesz, obiecuję. Oddech jest Twoim największym przyjacielem, a na pewno może nim być.

Odpuszczam

Ooo, tu nie będzie tak łatwo. Znasz to? Bo to Ty wiesz, gdzie najbardziej potrzebujesz odpuścić, w jakich obszarach swojego życia, a raczej myślenia o swoim życiu. Pamiętaj, spinka to jest przedmiot do włosów, a włosy są na głowie. Po co Ci spinka w głowie? Na czym tak bardzo się fiksujesz z napięciem godnym lepszej sprawy? I dlatego odpuszczanie umiejscowiłam zaraz za oddechem. Oddychaj, uprzednio odpowiadając sobie na pytanie, CZEGO potrzebujesz/ chcesz/ CO możesz odpuścić/ jest możliwe? Wtedy podczas głębokiego oddychania wyświetl sobie niczym końcowy kadr z filmu wielki napis: ODPUSZCZAM. I powtarzaj oddychanie, aż poczujesz zanik napięcia w całym ciele. I tak, masz rację, to może być wczasownik wielokrotnego użytku. Bardzo wartościowy, zaręczam. Sama też sobie obiecuję jeszcze bardziej się z nim zaprzyjaźnić.

Odreagowuję

Ten wczasownik też się przyda na zawsze, choć może okazać się dość wymagający. Bo po pierwsze znowu nie ma uniwersalnej recepty dla wszystkich i trzeba się wykazać pewnym wysiłkiem powielanym podczas różnych prób, by odnaleźć sposób, w jaki Ty odreagowujesz najlepiej. Spa? Sport? Książka/kino? Po drugie nakłada na Ciebie wysiłek działania. Co lubisz? Biegać, skakać, ćwiczyć? Śpiewać, krzyczeć, tańczyć? Zwierzęta wytrząsają swój stres, a ludzie niestety kumulują go w ciele, dlatego podkreślam wielowymiarowe aspekty odreagowania. Coś dla ciała, a w rezultacie otrzymasz też coś dla duszy, coś dla swojego emocjonalnego ja. Na poziomie fizycznym, mentalnym, duchowym. Odreagowanie ma moc uwolnienia ze stresu, nadmiaru emocji, spinek i innych mechanizmów, które nabywamy codziennie, świadomie i nieświadomie. Zatem świadomy, intencjonalny zamiar odreagowania niech stanie się dobrym nawykiem, nie tylko w wakacje.

Dbam o siebie

I znowu taki indywidualny wczasownik, bo dla każdego będzie to co innego. Dbanie o siebie to szerokie pojęcie, zawiera wszystkie powyższe, poniższe i wiele tu nie wymienionych. Mogę tylko przypomnieć, że oprócz urody i wyglądu, które często przejmują u nas, kobiecej płci, prowadzenie, jest także samopoczucie, zdrowie, kondycja psychiczna. Warto o tym pamiętać i uwzględniać to w swoich aktywnościach. Dbam o siebie całą, opiekuję się sobą, troszczę się o siebie, pilnuję swoich spraw, unikam zaniechań, planuję działania, które mają mi ułatwiać życie, poprawiać codzienne funkcjonowanie, czynią je bardziej satysfakcjonującym i komfortowym. Szukaj dobroczynnych aktywności, które polepszają Twoje samopoczucie. I bądź dla siebie dobra. Po prostu.

Dostrzegam

Na wakacjach jest łatwiej, bo po pierwsze naturalnie dajemy sobie na to więcej przestrzeni, po drugie wyjazdy, podróże dosłownie temu służą – oglądamy świat, podziwiamy widoki, atrakcje. Po trzecie wydaje nam się, że mamy na to czas i możemy sobie na to pozwolić. Podkreślam, wydaje się, bo przecież dostrzeganie różnych zjawisk, ludzi z otaczającego świata, taka świadoma uważność nie jest przepisana tylko wakacjom. Dostrzegam oznacza uważne patrzenie z własną interpretacją, pozwala na swoje wnioski, a jednocześnie nadaje tym oglądom z pozycji obserwatora lekkości, dystansu i tak pożądanej często perspektywy czy zmiany punktu widzenia. Także patrz, podziwiaj, dostrzegaj. Czasownik wszechstronny, całoroczny, jego nie obejmuje żadna, nawet branżowa sezonowość.

Doceniam

Czyli zauważam wartość zjawisk, ludzi, przeżyć i wyrażam względem nich swoje emocje, nawet tylko wewnętrznie. Doceniam oznacza również wdzięczność, w tym tą taką mało używaną, tą dla siebie. Być wdzięcznym za coś komuś to się częściej zdarza, a być wdzięcznym sobie np. za dostarczenie sobie ważnych przeżyć czy emocji, albo udanych relacji, to już wyższa szkoła jazdy. Uwaga, ostrożnie z używaniem tego wczasownika, żeby Wam się literka D nie zgubiła, bo wtedy zostaje gołe oceniam, a wtedy może być niekomfortowo, trochę krepująco. Doceniam ma większą moc, bo właściwie wyrażone, zdecydowanie działa wzmacniająco na relacje. Doceniam to czasownik nieodzowny w zarządzaniu, praktycznie taki druh przyboczny każdego szefa.

Śmieję się

Często, dużo, z różnych powodów i bez powodu też. Śmiech to zdrowie, jak mówiły jeszcze nasze babcie, i nie potrzebowały na to żadnych naukowych dowodów. „Śmiejcie się dużo” – mawia nasza mama przy każdym rodzinnym pożegnaniu i w tym życzeniu zawarta jest głębsza prawda o śmiechu, wspólnej radości, a także obietnica jego cudownych konsekwencji. Poczucie humoru, śmiech do łez, z sytuacji, kontekstu, z siebie, ze swoich słabości, i ta lekkość, którą przynosi ciału i głowie serdeczny śmiech. Śmiej się cały rok i szukaj do tego pretekstów, nawet jeśli tak się zdarzy trochę na siłę, jak ja to nazywam: z jasną premedytacją. Na poziomie emocjonalnym uwolnienie, na poziomie fizycznym uwolnienie napięć w ciele, tyle korzyści czyni z tego czasownika wieczną aktywność na każdy dzień. Jeśli więc tylko możesz, nie żałuj sobie okazji do śmiechu.

Działam w zgodzie ze sobą

Bezcenne. Czasownik, który określa różne czynności podległe temu pojęciu, zawiera w sobie ocean innych. Oznacza szacunek dla siebie, swoich potrzeb, podążanie za nimi, uznanie siebie. Na wakacjach złudnie można mieć poczucie, że tylko tu można działać w pełni w zgodzie ze sobą, a przecież to może być cały sens życia. Pytać samego siebie o zgodę na jakieś działania, podejmować wybory, sprawdzać swoje reakcje, wszystko w duchu: co ja na to? Czy to coś jest dla mnie? Jakie to jest dla mnie? Działanie w zgodzie ze sobą, kolejny wieczny czasownik, który świadomie używany we wszystkich obszarach życia ma szansę przyczynić się realnie nie tylko do rozwoju osobistego, ale też zwiększyć wewnętrzne poczucie szczęścia.

I powiem Wam, że tych wczasowników, tych pozytywnych czasowników z wakacji, które określają służące nam czynności, aktywności, działania jest dużo, dużo więcej. Namawiam Was, zbierajcie je równie czule co wspomnienia i fotki! Pozwalam sobie, wrzucam na luz, marzę, tworzę, kreuję, odpoczywam. Każdy ma swoją ukrytą moc, dla każdego z nas może on oznaczać co innego i różne też będą z niego płynąć dla nas korzyści. Pomyślałam, że ze wszystkich części mowy języka polskiego lubię najbardziej właśnie czasowniki, bo są sprawcze, dynamiczne, aktywne, oznaczają działanie, określają nasz wpływ na sytuację, na nasze sprawy, budują nasze życie, są nim. I dlatego stworzyłam dla nich tę specjalną nazwę, bo na wakacjach łatwiej przyjrzeć się temu, co robimy łatwo, z przyjemnością, i co może nam służyć zawsze, nie tylko w wakacje. Wczasowniki na cały rok! Ode mnie dla Was z życzeniami cudownych wakacji, niech trwają!

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

Kopia Projekt bez tytułu (1)

Książki na wakacje i nie tylko – co przeczytać dla samego siebie?

Dla mnie czytanie jest jak oddychanie. Naturalny proces życia, bez nich nie istnieję. Kocham książki: mieć, czytać, wybierać, jedną nawet napisałam, mam nadzieję, że przyjdzie czas, że napiszę ich więcej.

A wy lubicie czytać? Czy Wasze plany wakacyjne obejmują również książki? A może odkładacie sobie niektóre pozycje specjalnie na ten czas? Redakcja poprosiła, żebym podzieliła się z Wami książkami, które warto zabrać ze sobą na wakacje, tak by miały szansę trafić na Waszą gościnną, bardziej otwartą przestrzeń niż codzienna rutyna czy rytm życia zawodowego. Swoją drogą, przyznaję, że sporym wyzwaniem jest stworzenie coachingowego, inspirującego zaproszenia do czytania, takiego zachęcającego na miękko, bez nakazów i dyrektyw w duchu MUST HAVE, MUST READ. Jak to napisać? Może jednym słowem: WARTO. Może tylko: POLECAM, a Wy sami zdecydujecie, na ile te książki są dla Was wartościowe.

Zawsze zastanawia mnie, ciekawi, wręcz fascynuje, jaką książkę czyta, co wybrał każdy nieznajomy, każda napotkana czytająca osoba w przestrzeni publicznej, np. w tramwaju, w pociągu czy na plaży. CO CZYTA? Jaki tytuł, jaki rodzaj, co ją tak pochłania? Nie zawsze mam odwagę pytać, bo po prostu nie chcę przeszkadzać, każda osoba z otwartą książką jest dla mnie objęta pewnego rodzaju magiczną ochroną. Zanurzona w swój wewnętrzny świat, oddzielona od innych niewidzialną zasłoną, pochłonięta albo cudzą historią albo zawiłymi losami bohaterów, lub też zgłębiająca tajniki jakiejś wiedzy. I w takim razie co zaproponować mogę ja jako coach, która na co dzień poleca różne książki swoim klientom, jako element wsparcia, wiedzy czy refleksji, odkrywania istotnych rzeczy dla siebie?

Z jasną intencją, by książki polecane przeze mnie znalazły swe miejsca nie tylko w plecaku, lecz w Waszych sercach i duszach, podzielę się z Wami tytułami, które uważam za wartościowe. I to nie tylko w wakacje!

Coś dla duszy

„Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy” Grażyny Plebanek to nowość wydawnictwa Agora, która pozytywnie zaskakuje zarówno swą zawartością, jak i piękną grafiką Marty Frej. Dla mnie osobiście wzruszająca jest intencja autorki, by zebrać pojęcia z różnych języków świata, które nazywają jednym słowem różne emocjonalne stany. Znamy je, ich emocjonalna uniwersalność zbliża nas z innymi narodami; sprowadza do tego samego piękna i brzydoty ludzkiego ducha i to uważam za wspaniałe. Nazywanie uczuć, potrzeba ich określenia, wyrażania, mówienia czy pisania o nich według mnie jest bezsprzecznie niezbędną umiejętnością w życiu, a bywa, że mamy z nią z psychologicznego punktu widzenia wielokrotnie problem. Zwłaszcza wypowiedzeniem czy uświadomieniem sobie emocji i uczuć.

Grażyna Plebanek idzie dalej, prowadzi nas poza subiektywne wrażenia i doznania współczesnego człowieka, kieruje naszą uwagę na stany pomiędzy naszymi zwykłymi, codziennymi myślami, szukając stanów absolutnie wyjątkowych, a jednocześnie bliskich nam wszystkim bez względu na status, pozycję czy płeć. Czy to słownik? Nie. Czy to zbiór felietonów? A może mini wariacji na każdy temat, do których kluczem jest stan duszy, który w polskim języku brzmi opisowo? Nie wiem i nie mam potrzeby wprowadzać tu żadnej kategorii. Wiem jedno. Warto! I podarowuję Wam wszystkie słowa z tej książki, a to najbardziej: „IKIGAI – Pozwolenie na kwitnienie”. Ach, jest moc!

Coś dla ciała

Wstań! Skuteczny sposób, by zyskać pewność siebie i stawić czoło wyzwaniom” Amy Cuddy  Wydawnictwa Znak

Wiem, ta książka jest obecnie trudno dostępna, z tego co się orientuję jej nakład jest wyczerpany, ale powiem tylko, że tę pozycję polecam bardzo często moim klientom. Jest genialna, nie zawaham się tego powiedzieć, tak jak genialny jest wykład Amy Cuddy na TED-zie, który obejrzało już 15 mln ludzi. Amy Cuddy jako profesor Harvardu w przyjazny, prosty sposób tłumaczy jak postawa ciała wpływa naszą pewność siebie, jak korzystać z naszego ciała na co dzień, jak rozpoznawać swoje pozy i jak je w prosty sposób zmieniać, by nasze ciało świadomie służyło nam bardziej. Biologia, biochemia ciała przełożona na nasze nastawienie psychiczne, samopoczucie i działania – autorka trudne treści przekłada na proste zasady i wskazówki. Wszystkie bądźmy jak Wonder Woman i ćwiczmy tę postawę codziennie!

Opinie z okładki mówią same za siebie:

„W przeciwieństwie do wielu książek o samodoskonaleniu Wstań! jest zarazem konkretna i inspirująca, prosta i ambitna – a przede wszystkim naprawdę mocna” – „New York Times” 

„Wstań jest dokładnie taką książką, której świat potrzebuje” – Robert Cialdini

Coś na kreatywność

Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę” Julia Cameron wydawnictwo Szafa

„Wszyscy jesteśmy artystami, choć często brakuje nam odwagi, by realizować swoje marzenia. Julia Cameron, była żona reżysera Martina Scorsese, scenarzystka, pisarka, kompozytorka, reżyserka i dziennikarka, od dwudziestu lat uczy ludzi na całym świecie jak pozbyć się twórczych blokad i robić to, co się naprawdę kocha. Jej autorska metoda, 12-tygodniowy kurs odkrywania własnej kreatywności, pomogła przebudzić twórcze ja nie tylko wielu wątpiącym w siebie artystom, ale również tysiącom niezwiązanych ze sztuką osób, które po prostu chcą żyć z pasją.”

I tak, powiem Wam, to chyba dziś najbardziej coachingowa pozycja, zawiera bowiem lekcje i zadania do samodzielnego wdrażania, do własnej pracy, jest niczym przewodnik i towarzysz w indywidualnym, autonomicznym procesie dla każdego z nas, kto podejmie wyzwanie. A stawką jest pasja i jej pochodne, czyli sukces, szczęście, spełnienie, większa kreatywność, odwaga do tworzenia, do twórczego realizowania się. Bo ile razy słyszałaś, że coś robisz dobrze, coś się podoba, ale sama nie masz odwagi zacząć? Każdy z nas jest artystą – bardzo w to wierzę, nie każdy z nas sobie na to pozwala i ta książka jest właśnie praktycznym przewodnikiem po naszej opornej mentalności. Pokazuje jak przekraczać granice swojego własnego postrzegania swoich możliwości. Złoty medal!

Życiowo i zawodowo

„Uchwycić żywioł – o tym jak znalezienie pasji zmienia wszystko” Ken Robinson i Lou Aronica Wydawnictwo Element 2012

Kocham tę książkę i bardzo ją polecam, zwłaszcza wszystkim mamom, szefom i pracownikom HR. To książka o tym jak szukać pasji, realizować swoje talenty, jak pracować zgodnie ze swoimi zasobami i o tym, jak kluczowa w życiu może okazać się pasja. I nie, nie chodzi tylko o artystów, o pracę uważaną za wysoko twórczą, tylko o każdy jej rodzaj. To świetna pozycja o szukaniu swojego flow, o czymś więcej niż sam talent czy nawet unikalne umiejętności. Cytat z okładki: „Przełomowa książka o talencie, pasji i osobistym sukcesie autorstwa jednego z czołowych światowych myślicieli oraz mówców w dziedzinach kreatywności i innowacji. Żywioł to miejsce, w którym naturalny talent spotyka się z osobistą pasją. Kiedy ludzie odkrywają swój Żywioł, czują się najpełniej sobą, są w najwyższym stopniu zainspirowani i dokonują osiągnięć na najwyższym poziomie.”

A ja dodam od siebie, że to nie jest tylko takie powierzchowne zawołanie na zasadzie „BĄDŹ SOBĄ” lub też „RÓB to, co kochasz”. Podejście Kena Robinsona to coś o wiele więcej, choć zawiera w sobie te zawołania tylko na dużo głębszym wielowymiarowym poziomie. ŻYWIOŁ to stan połączenia naszych talentów, cech osobistych, własnej energii, taka pełnia bycia sobą. I powiem Wam, że myślę, że to jest stan, albo który już każda z nas zna, albo taki, za którym każdy z nas tęskni. W każdym razie ja Wam życzę poznania swoich pasji, życia na pełnej własnej mocy. A książka jest wspaniała, świetnie się ją czyta i może otworzyć w Was nowe możliwości, uruchomić wewnętrzne przyzwolenia, pomoże pozbyć się mentalnych ograniczeń. Nie wiem, Andrzej, nie wiem, poczytajcie, ja tylko bardzo polecam;)

Twórczego czytania życzę i pozdrawiam Was z moich wakacji, na których czytam też, oczywiście:)

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

shutterstock_606802205

Co zabrać ze sobą na wakacje, czyli praktyczny poradnik dla przepracowanych

Kiedy już nadejdzie ten czas i wiesz, że wyjeżdżasz na 120%, i że chcesz, aby Twój urlop był udanym wypoczynkiem, warto zastanowić się, co ze sobą zabrać, a czego absolutnie nie zabierać. I nie będę pisać tu o klapkach, ręcznikach i płynie przeciw komarom. Raczej o nastawieniu, emocjach i mechanizmach, które mogą pomóc spędzić urlop bardziej satysfakcjonująco dla Ciebie. Jaki emocjonalny bagaż warto przejrzeć przed wyjazdem, co zostawić, co zabrać. Ty oceniasz, Ty decydujesz, Ty wybierasz.

Wiesz, moje listy rzeczy do spakowania są od lat podobne i bardzo przydatne, po prostu mam je przygotowane tematycznie pod każdy z moich wyjazdów. Co innego zabieram nad jezioro, co innego na obóz tai chi, co roku lekko koryguję listę rzeczy niezbędnych, bo zmieniają się moje pasje czy potrzeby komfortu, ale z rzeczy praktycznych każdemu polecam trzy następujące udogodnienia: pompkę do materaca, lampkę do czytania (bo różnie bywa w hotelach czy domkach) oraz pozytywną samą siebie. Koniecznie.

No bo w sumie, co jeszcze włożysz do swojej wakacyjnej walizki? Z takich niewidzialnych, a odczuwalnych rzeczy? Zastanówmy się, co warto ze sobą zabrać: jakie emocje, myśli, przekonania, jakie postanowienia, jakie oczekiwania? A co na pewno zostaje? Właśnie, to być może dobry czas na porządki…

Ach, gdyby można było przed każdym wyjazdem zeskanować całą siebie i swój bagaż, tak jak to się dzieje na każdym lotnisku przed odlotem, a „niedozwolone”, zbędne rzeczy zostawić bez żalu i poczucia straty, pomyśl z jaką lekkością pojechałabyś na urlop?

A może po prostu zróbmy listę rzeczy do spakowania, taką listę obecności potrzebnych nam rzeczy, tych niematerialnych. Kto jedzie, kto nie jedzie? Wiem! Najważniejsze, to nie pozwolić, by codzienny stres i wewnętrzna dyscyplina albo ta podstępna rutyna zabrali się z Tobą.

A może uda Ci się pozbyć pewnych złych rzeczy na zawsze? Mówiąc prawie po japońsku: No-Bo-Po-Co-Ci-To?

1/ poczucie obowiązku: Uuu, ono zwykle dużo waży. Nie zabierać, serio, ciężkie toto i na dodatek bywa, iż codziennie, nieubłaganie przykrywa dostęp do innych „poczuć”. Wiesz, o czym mówię, prawda? Wiele z nas ma je w sobie codziennie, w nadmiarze, często bywa przygniatające, nadmiarowe, niesłusznie przewodzi naszym myślom i bardzo szkodzi lekkości, kreatywności, spontaniczności. W codziennej komunikacji objawia się przez często używane słowo „muszę”. Uwaga, to może być nieuświadomione, bo tak głęboko sobie w nas siedzi i rządzi nami. Wydobyć, nazwać, podziękować i poinformować: „TY NIE JEDZIESZ ze mną na wakacje” i „Nie, nie jest mi przykro”.

 2/ poczucie winy: Następny pasażer na gapę. Również trudny do wyplenienia, raczej przypomina niewidzialną wielonożną ośmiornicę, która rozrasta się niepostrzeżenie na wszystkie Twoje myśli, najważniejsze osobiste motywacje, gnębi chęć do zmiany i stopuje działania. Jeśli masz poczucie winy, że wyjeżdżasz na urlop, a inni zostają w pracy, to nie jest to ani zdrowe, ani fajne. Tym bardziej jedź na wakacje i googluj terapeutów, bo na wewnętrzne poczucie winy samo czytanie tego artykułu i odpoczywanie może być niewystarczające, a temat wart jest przepracowania. Obiecuję, POTEM będzie lżej!

3/ brak wiary w swój zespół – to tak naprawdę bliźniak braku zaufania do innych. Występują w parze i chętnie by się zabrali z Tobą w każdą podróż. Po co? Żeby Ci systematycznie podsycać Twój lęk o pracę, zespół, projekt bez Ciebie. To wybitni eksperci od kręcenia serialu mentalnego w Twojej głowie, czyli wieloodcinkowy hit pt. „Jak oni sobie beze mnie poradzą.” Brrr. To może być horror, a nie wakacje, gdy niechcący zabierzesz ich ze sobą. Przeciwdziałaj konsekwentnie wszelkimi możliwymi sposobami. Wyznacz zaufane osoby, wcale nie jedną, i rzetelnie rozdziel  tematy i kompetencje. Może uspokoi Cię fakt, że nie zastępuje Cię jedna osoba , lecz kilka? Tak, taka jesteś niezastąpiona, jednakowoż jedź na urlop, wrzuć na luz. Dadzą radę, nawet jeżeli Ty jesteś przekonana, że nie.

Co warto zabrać, niezależnie od tego, dokąd się wybierasz? Niech jadą, dodadzą Ci odwagi i radości z wakacji:

1/ pozytywne nastawienie: do wszystkiego, co Cię spotyka. Po prostu bądź na TAK. Pamiętasz książkę pt. „Pollyanna i jej gra w zadowolenie”? Na urlopie może się bardzo przydać: tak, fajnie, że pada, bo masz wolne. Tak, szkoda, że nie ma wifi, ale to może i dobrze, bo nie będą Cię e-maile bombardowały, i tak dalej w tym stylu. Być na TAK. Jak radzą mistrzowie rozwoju osobistego: zrób z cytryn lemoniadę, wyciągaj pozytywne wnioski, jeśli do tego włączysz uważne obserwowanie własnych reakcji i mechanizmów, w które wpadasz automatycznie, a które niekoniecznie Ci służą, to masz szansę na zmianę, rozwój osobisty i sukces, a warunki wakacyjne będą temu procesowi naturalnie sprzyjać. Pozytywną zmianę nastawienia czas zacząć!

2/ otwartą głowę: otwarta głowa rozumiana jako ciekawość świata, ciekawość skierowana na siebie, chęć eksplorowania, nauczenia się nowych rzeczy, poznania nowego kawałka świata. To może być zwykłe zwiedzanie, ale jestem przekonana, że Ty aktywna na tylu polach, potrafisz ze zwykłej wycieczki w nieznane przywieźć nowe inspiracje, koncepcje biznesowe albo przykłady. Kiedy będziesz się tym bawić, cieszyć, zauważać, zapisywać swoje refleksje, poczujesz wartość dodaną wakacji i zaczniesz chcieć więcej. I słusznie. Dużo pracować, to oznacza dużo odpoczywać. Szukajmy proporcji, nie dajmy się zwariować!

3/ poczucie humoru: bezcenny towarzysz na całe życie nie tylko na wakacje. Pozwala łapać dystans, jest ćwiczeniem dla mózgu, pozytywnie doładowuje całe ciało. Wiesz, ile jest dobroczynnych skutków śmiechu? Jest już przecież śmiechoterapia i nie jest to żart. Śmiej się dużo, uśmiechaj się do siebie i do świata. Po prostu „must have”, nie zapomnij go zabrać ze sobą, on bez Ciebie będzie płakał z rozpaczy, a przecież lepiej, żebyś Ty płakała ze śmiechu.

4/ asertywność: o! Ta to dopiero jest niezbędna. Może mieć same pozytywne skutki, pod warunkiem prawidłowego stosowania. Np. pozwoli reagować w zaskakujących sytuacjach i wyraża się prosto: z szacunkiem dla siebie i innych mówisz swoje zdanie, wyrażasz potrzebę lub oczekiwanie. Na coś się nie zgadzasz, czegoś potrzebujesz. Asertywność, ta pozytywna, właściwie stosowana, staje się przyjaciółką na całe życie. Niech wsiada i jeździ z Tobą wszędzie!

5/ teraz idziemy w trendy: poczucie bardzo obecnie sławne, modne i potrzebne, wręcz niezbędne do pełnego odczuwania radości z tego kim jesteś i gdzie jesteś, czyli TU I TERAZ. Niech będzie Twoim towarzyszem, jego obecność objawia się poprzez: stop innym myślom, bierzesz głęboki oddech (albo nawet kilka) i obserwujesz, co się dzieje wokół Ciebie i w Tobie. Oddychasz sobie i cieszysz się, że JESTEŚ TAM, GDZIE JESTEŚ i tym KIM JESTEŚ. Nie zapomnij o nim, NIGDY.

Życzę dobrych wakacji, takich w sam raz dla Ciebie;)

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

szczęśliwe wakacje

Jak przeżyć wartościowe wakacje pełne pozytywnych emocji?

Na wstępie zapowiadam, że jedyną wartością, jaką możesz dziś wyciągnąć z tego artykułu, jest tylko i aż INSPIRACJA. Dziś nie piszę jak jest, jak ma być, jakie sposoby odpoczynku są dla Ciebie najlepsze, gdyż zwyczajnie tego NIE WIEM.

Nie znam Cię, nie znam Twojego otoczenia, Twoich preferencji, ba! – nie znam Twoich aktualnych potrzeb. Ten artykuł powstaje z czystą intencją inspirowania, abyś mogła odważnie szukać swoich indywidualnych sposobów, swoich aktywności, byś mogła powiedzieć z absolutną pewnością: TO MI SŁUŻY. I niezależenie od opinii innych, była w stanie wybrać akurat to, co najlepsze dla Ciebie w danym momencie. Zatem z radością dzielę się swoim widzeniem wakacji, swoją perspektywą na odpoczywanie, swoimi sposobami ładowania akumulatorów, moimi wrażeniami z urlopu, a już trochę ich za mną jest.

Tych udanych, tych niezbyt, tych wspaniałych i tych zwyczajnych. Czasem wielka przygoda, czasem odkrywanie świata. Czasem tylko basenowa nuda i tzw. „stopy do góry”, a i tak było wspaniale. Często warsztaty rozwojowe, by odkryć, przepracować coś w sobie, dla siebie. Często medytacje, czasem odosobnienia. Obozy sportowe, obozy tematyczne, które były świetnym sprawdzianem relacji interpersonalnych i działań razem, we wspólnocie, podobnych sobie osób. Ach, te wakacje…

Mój klucz

Czasem Klienci pytają mnie, jak odpoczywam, jak ładuję swoje akumulatory i co tak naprawdę sprawia, że jestem wciąż pełna pozytywnej energii. Od razu zaznaczam, że to nieprawda, jestem raczej jak króliczek z pewnej reklamy baterii, i zapewniam, że zawiadywanie swoją energią bywa i dla mnie wyzwaniem. Jeden projekt mnie nakręca, inny zniechęca. Bywa, że czuję się zmęczona i, kolokwialnie mówiąc, mam dość. I też mam swoje MAXy, rozumiane jako apogeum swoich możliwości. Hm. Tak, to będzie bardzo niecoachingowy artykuł, gdyż podzielę się z Wami swoimi sposobami, miejscami i emocjami, których co roku dostarczam swojej osobie, swojemu ciału i swojej duszy. A Ty możesz się zastanowić, czego Ty potrzebujesz dla siebie.

Ojej, ile Ty robisz! Iloma sprawami się zajmujesz, ile masz projektów! Skąd bierzesz siłę na to wszystko? – pyta mnie uczestniczka mojego kursu, i wtedy wiem, jaki mechanizm zakradł się do jej percepcji: docenianie innych, umniejszanie siebie. Bo przecież teraz każda z nas ma „wiele projektów”, bardziej lub mniej spektakularnych, a tak naprawdę najważniejsze jak postrzegamy Siebie w działaniu, swoje zaangażowanie, swoje efekty, czasem sukcesy, czasem porażki. Odpoczywanie to także wakacje od swojej rutyny, dyscypliny, której wymaga praca czy biznes, budowanie siebie na pozytywnych emocjach, odkrywanie czegoś pozytywnego dla siebie. Wakacje, czas start.

Coś rozwojowego

Wakacje to dobry czas na warsztaty. Raz, że w czasie urlopowym można poświęcić na nie czas. Dwa, zwykle odbywają się w miłych okolicznościach przyrody i można to traktować jako dodatkowy bonus. To opcja dla tych, którzy w ciągu roku i tak są szkoleni i właśnie w wakacje chcą zająć się sobą, a nie zaawansowaną umiejętnością Excela. Wybiera się wtedy warsztaty na temat Siebie, swojego Ja, swoich możliwości. Tematy tylko i wyłącznie rozwojowe, terapeutyczne, uwalniające, odstresowujące.

Ja wybieram w tym roku warsztaty REST, uwalniające stres metodą aktywnego ruchu. Na tych warsztatach będą także warsztaty z emisji głosu, wykłady. Już się taaaak cieszę!

A co dla Ciebie? Może być pewność siebie, może być asertywność, mogą być tematy duchowe. Właśnie. Wiele osób odkryło medytację jako rodzaj narzędzia rozwoju osobistego, a ja mogę tylko przyklasnąć temu trendowi. Zbawienną moc medytacji, wewnętrznych procesów, uwalniania stresu czy traum, taki rodzaj mentalnej pracy z własną energią polecam szefom i pracownikom każdego szczebla. Serio.

Coś kreatywnego

Stres na wszystkich działa blokująco. Zamraża emocje w ciele, zatrzymuje naszą  wewnętrzną moc i kreatywność. Stąd też bardzo wierzę w siłę warsztatów twórczych. To może być Vedic Art, kursy malowania intuicyjnego, to mogą być warsztaty z rękodzieła, lepienia z gliny, warsztaty fotograficzne czy kulinarne. Już od dawna arteterapia ma swoje znaczące miejsce na rynku rozwojowym, a jak tylko dodam od siebie – słusznie. Wybieraj dla siebie takie warsztaty, zwłaszcza kiedy dopadnie Cię wypalenie zawodowe, zniechęcenie, brak wiary w swoje siły i talenty.

Są one właśnie po to, by odnaleźć swoje poczucie sprawstwa, poczucie wpływu na rzeczywistość, które umocni Twoje wewnętrzne poczucie własnej wartości. Praca, włożony wysiłek i oglądanie rezultatu pracy własnych rąk działa naturalnie motywująco. Bo dziś w zaawansowanych projektach, będąc często niejedynym ich twórcą, w pośpiechu spełniania różnych zadań, tracimy indywidualne poczucie sprawnego działania zakończonego rezultatem. Moc tworzenia, wyzwolenia Twojej kreatywności ma szansę nie tylko przywrócić Cię do swoich własnych zasobów czy talentów, ale także otworzyć na nowe możliwości i sfery działania. Maluj, lep, dziergaj, ez oglądania się na oceny. Najważniejsze – rób to dla siebie.

Coś aktywnego

Jako mała dziewczynka nie lubiłam lekcji wychowania fizycznego. Dziś oczywiście wiem dlaczego, ale nie o tym chcę Wam teraz napisać. Długo myślałam o sobie, że po prostu nie mam melodii do sportu. A tu niespodzianka. Bo największą przyjemność z ćwiczenia odkryłam już jako całkiem dorosła osoba dzięki ćwiczeniom Tai-Chi. Gdy okazało się, że potrafię jechać na obóz wakacyjny z Tai-Chi i cały dzień spędzić w ruchu, aktywnie ćwicząc razem z innymi, pokonując swoje słabości, odkrywając swoje mocne strony, po prostu odnalazłam aktywność, która doskonale mnie integrowała. O Tai-Chi mówi się, że to medytacja w ruchu, ale uwierz mi, można się spocić.

Uważność, której wymaga ćwiczenie, czyli oddech, skupienie i koncentracja, okazała się dla mnie zbawieniem przed emocjonalnym postrzeganiem świata, a jednocześnie stała się niezmiernie dobroczynna dla mojego ciała i ogólnej sprawności. Zaczęłam ćwiczyć koncentrację na danej chwili, czyli to słynne „tu i teraz”, które w ćwiczeniach osiąga się, niejako wymuszając na swojej głowie zakaz myślenia o innych rzeczach czy sprawach. Teraz. Oddech i liczy się tylko, co zrobisz teraz. Na postawie tej małej historii ze swojego życia chcę podzielić się z Wami tezą, że zawsze warto szukać czegoś dla siebie: sportu, dyscypliny, aktywności.

Zresztą, powiedz sama – wiesz, jaką lubisz kawę? A czy wiesz, jaka aktywność fizyczna sprawia Ci największą radość? Która służy Twojemu ciału i sprawia Ci radość bez ograniczeń? Rób to. Joga, tai chi, pływanie, bieganie, rolki, rower – Ty wybierasz. Dla siebie.

Miejsce Twojej mocy

Czasami przewodniki podpowiadają regionalne atrakcje i zdarzają się wśród nich tzw. miejsca mocy. Na pewno znasz to określenie. Ja wspomnę tylko: szukaj swoich własnych.

To nie muszą być miejsca, które podobają się innym, to moją być miejsca, w których Ty czujesz się znakomicie, odpoczywasz, cieszy Cię każda spędzona tam chwila, czujesz swoją własną moc, przychodzą Ci najlepsze pomysły, czujesz swoje sprawstwo i wiesz, że właśnie tam regenerujesz się najlepiej. Moje miejsce mocy poznałam przez przypadek, wiele lat temu, decydując się jechać w nieznane, byle tylko nad jezioro. Tak odkryłam jezioro Białe i jezioro Studzienniczne. Dziś wiele osób jest zdziwionych, jak można jeździć w to samo miejsce przez wiele lat. Przecież to nudne!

A ja Wam powiem, że jest na to odpowiedź. Znalazłam swoje własne Miejsce Mocy. Tam maluję obrazy, odpoczywam, medytuję, jem pyszne kartacze, pływam w jeziorze i co roku robię te same zdjęcia. I za każdym razem cieszę się z nich tak samo spokojną, jasną radością. Patrzę na ukochane jeziora i wiem, że tej mojej radości nie zastąpi żadna Majorka. Mam swoje wspomnienia i już. Ty wolisz Majorkę? Cudownie. Niech każdy ma swoje miejsce mocy. Mogę tylko zapewnić, że warto go poszukać.

Życzę Ci wspaniałych wakacji, niezależnie jaką wybierzesz opcję. Najważniejsze, że Ty wybierasz, Ty oceniasz, Ty masz się dobrze czuć.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

relaks w basenie

Czas zarządzić wakacje – dla siebie i dla innych!

Wszystkie moje Klientki na stanowiskach menedżerskich łączy jedno – mimo różnic stylów zarządzania czy wielkości zarządzanych zespołów wszystkie mamy wspólną cechę: bywamy po prostu naprawdę przemęczone. Pracą, presją, obowiązkami, odpowiedzialnością, i wciąż wiele z nas funkcjonuje z wszechobecnym uczuciem wewnętrznego przymusu.

Jaki masz cel na 2019 rok?” – pytanie zadaje nawet kupiony w dobrej wierze kalendarz coachingowy, a my, z jękiem w duszy odpowiadamy: przetrwać. Odpocząć, zapomnieć o obowiązkach, odstresować się, naładować akumulatory. Całkiem od siebie dodaję dla Ciebie: zmienić perspektywę, „pożyć innym życiem”, bo jak wiemy, żartobliwie już traktowana przysłowiowa ucieczka w Bieszczady, rzadko bywa wybieranym życiowo rozwiązaniem.

Przeplanowane, przecelowane

Zebrania, ustalenia, statusy – zarządzanie to wyzwania non stop, praca z liczbami, jakimi są cele, zyski, wzrosty, spadki i przekładanie tego na konkretne działania. Udziela się nam ten rytm stawiania i rozliczania celów, omawiania nowych wdrożeń, wyciągania wniosków. Nasze głowy pracują na najwyższych obrotach, koncepcyjnie, strategicznie i twórczo. Do tego dochodzi codzienne zarządzanie pracą innych, rozwiązywanie konfliktów i to wszystko, co wchodzi w Twój zakres obowiązków. Przetwarzasz mnóstwo informacji, przekładasz wnioski na działania, a Twoja codzienna lista rzeczy do zrobienia przekracza dwadzieścia punktów.

Bywa, że w wakacje, wpadamy w ten sam nawyk i planujemy, oczekujemy, stawiamy sobie wyzwania. I dlatego podzielę się z Tobą swoim spostrzeżeniem – sprawdź, za czym najbardziej tęsknisz, czego najbardziej Ci brakuje? Według moich klientek najbardziej tęskni się za snem, słodkim lenistwem, totalnym nic nierobieniem, brakiem planów, brakiem oczekiwań. A także za aktywnością, której nam bardzo brakuje na co dzień –
spacerami nad brzegiem morza, zdobywaniem prawdziwych szczytów górskich lub po prostu całkowitego wyjęcia z rutyny dnia codziennego.

Zgadzasz się? A co Ty zaplanowałaś na wakacje? Bo może niechcący zdobywając na co dzień Himalaje biznesu, planujesz niepotrzebne, męczące wyzwania na własnym urlopie. Przyznaj się, czy aby na pewno wybierasz się na wakacje, takie których Ty potrzebujesz, które są zgodne z Tobą i Twoimi potrzebami, czy też nieświadomie bardziej spełniasz oczekiwania innych?

Na pomoście o nic mnie nie proście

Tak, namawiam Cię na wakacje wolne od bycia taką zaangażowaną, niezbędną i zaplanowaną, jaką jesteś codziennie. Moim zdaniem potrzebujesz do tego tylko trzech rzeczy, choć i tak obawiam się,
że Twój smartfon pojedzie z Tobą, a razem z nim Twoja uwaga i dostępność. Ach, nie łudźmy się, bo co prawda najbardziej w wakacje kochamy jechać w miejsca gdzie nie ma zasięgu, jakbyśmy potrzebowali technicznie uzasadnionej zewnętrznej wymówki, ale Ty i tak od czasu do czasu będziesz się upewniać, czy wszystko w firmie jest ok. Wyluzuj!

  1. Nie wystarczy zaplanować urlopu, zabukować wczasy, to tylko czynności techniczne, mam zdecydowanie inną prośbę do Ciebie:
    Bardzo Cię proszę, weź głęboki oddech i daj sobie wewnętrzne prawo do wakacji, luzu od pracy, wolnej głowy, odpoczynku, w taki sposób tak jak lubisz. Uruchom wewnętrzne, głębokie POZWALAM
    SOBIE NA ODPOCZYWANIE. Bo to właśnie ono, Twoje wewnętrzne przyzwolenie, bez oceniania siebie i bez wymagania od siebie znowu zbyt wiele może okazać się niezbędnym elementem, które warto zabrać ze sobą na wakacje. Pozwól sobie, w swojej głowie na totalne odpoczywanie.
  2. Twój urlop i Twoja wolna głowa od presji obowiązków, to tak naprawdę niezły sprawdzian Twojej sztuki delegowania, koordynowania i tego, na ile pozwalasz innym zastąpić Siebie. Nadmierny ośrodek kontroli warto zamienić na ośrodek wczasowy…
  3. Asertywności! Bo raz, że dobre wakacje to coś więcej niż najlepszy krem, a przecież JESTEŚ TEGO WARTA; dwa, asertywność to także sztuka dawania sobie prawa do rożnych rzeczy, komunikacja potrzeb i opinii. Komunikuj w zgodzie z sobą, z szacunkiem dla innych – deleguj, wyznaczaj zastępstwa, dziel kompetencje na czas Twojej nieobecności.

Niech MOC będzie z Tobą

Cała Ty w codziennym funkcjonowaniu na wysokich obrotach zużywasz mnóstwo energii. Brak równowagi między pracą a odpoczynkiem, nadmierny stres, to wszystko powoduje że czujesz się wyczerpana. Potrzebujesz naładować baterie, zatem szukaj takich miejsc, takich osób i takich aktywności, które możliwie Ci to zagwarantują. Trochę przekornie podpowiem, że jeśli prowadzisz cały rok ustabilizowany tryb życia, masz
przewidywalną, powtarzalną pracę – wakacje są dobrym momentem, żeby dostarczyć sobie totalnie innych wrażeń. A jeśli codziennie pracujesz na adrenalinie, wakacje i odpoczynek zaplanuj odwrotnie – na spokojnie, totalny chillout. I tak, tylko dla przypomnienia: dbaj o siebie, o swój komfort, o swoje otoczenie, nie ustępuj rodzinie i nie jedź nigdzie, bo tak wypada, tak trzeba, nie planuj wyjazdu z nielubianym szwagrem.

To ważne, z kim jedziesz, dokąd jedziesz i co będziesz robiła, bo może właśnie najchętniej nic.

Switch: tryb wakacyjny

Wiesz, dlaczego piszę o przełączniku? Bo mimo że badania dotyczące długości efektywnego odpoczynku podpowiadają, że najlepszy okres to trzy tygodnie, to wiem, że nie wszyscy mogą doświadczyć tego luksusu odpoczywania w takiej długości. Switch, czyli Twoja umiejętność przełączania się pomiędzy życiowymi rolami, pomiędzy projektami w pracy, masz ją. Skorzystaj z niej na wakacjach: świadomie podążaj za potrzebami ciała i ducha, znajdź dla siebie taką aktywność, rytuał wakacyjny, który pomoże Ci skrócić czas adaptacji do nowych warunków, tak byś w każdym momencie, przypominała sobie: Tu i teraz. Ty w roli: wczasowicza, leniwej pani na plaży, zaspanej pani domu w piżamie, aktywnego globtrotera. Switch. Pamiętaj gdzie jesteś i po co to robisz.
Napełniaj głowę pozytywnymi wrażeniami, daj odpocząć ciału i głowie, twórz nowe emocje, na bieżąco, na podstawie tego, co się dzieje wokół Ciebie. Tu i teraz na Twoich wakacjach, urlopie, wypoczynku.

5 myśli wakacyjnych, nie zapomnij ich zabrać ze sobą:

  1. „Pozwalam sobie na odpoczynek” – daj sobie wewnętrzne prawo do wakacji i dopiero z tą zgodą, udzieloną samej sobie, jedź, gdzie chcesz.
  2. „Kiedy zwalniam głowę od bieżących spraw, uwalniam swoją kreatywność.”
  3. „Cieszę się, że mogę popatrzyć na siebie, swoje życie i zadania z daleka”. „Potrzebuję perspektywy, zmiany otoczenia, by zobaczyć rzeczy, jakimi są; co dla mnie ważne, a co nie”, bo w biegu bieżących spraw zdarza nam się czasem zapędzić w kozi róg. Nowe horyzonty myślenia, to także prawdziwy geograficznie horyzont. Po prostu.
  4. „Jestem stworzona do wakacji” – pracujesz na maksie, odpoczywaj równie mocno i właściwym sobie zaangażowaniem.
  5. „Gdziekolwiek jestem, jestem w kontakcie ze sobą, swoimi zasobami, napełniam się pozytywną energią i cieszę się życiem.” Tak!!

To pięć przykładowych, pozytywnych, wspierających przekonań dla Ciebie, które warto zabrać ze sobą na wakacje, nie zajmują zbyt wiele miejsca, bilet do nich nie kosztuje fortuny, zmieszczą się z Tobą wszędzie, jeśli tylko pozwolisz. A może jednak masz siłę, ochotę tworzenia własnych przekonań, które pozwolą bardziej cieszyć się wypoczynkiem?

Myśl, twórz, zapisuj, bo mentalne motto Twoich wakacji może być początkiem Twojej zmiany nastawienia także później, po powrocie do pracy. Regeneracja mentalna, czas start.

Wspaniałych wakacji!

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl

rezygnacja z pracy

Zanim powiesz sobie DOŚĆ, czyli jak odejść z pracy z klasą

Ostatnio było o sztuce zwalniania, dziś będzie o sztuce pożegnania, czyli o sytuacji, w której Ty jako szefowa decydujesz się na rezygnację z pracy. O tym, jak i kiedy, w jakich okolicznościach podjąć decyzję, że odchodzisz.

Masz dość i chcesz rozstać się z firmą. Kiedy dochodzi do Ciebie, że Twoja praca na rzecz firmy czy projektu dobiega końca lub też Wasza dalsza, wspólna droga jest według Ciebie już niemożliwa. Bo przecież prawie każdy szef ma swojego szefa, swoje powody, swoje plany i motywacje. Jak to zrobić, kiedy, o czym warto pamiętać, gdy stwierdzasz, że Twoja przygoda z dotychczasową firmą dobiega końca?

Miałam dość

„Odeszłam po 2 latach pracy. Walnęłam papierami, miałam dość! Mobbowania, niedoceniania, utrudniania prac, zrezygnowałam ze względu na moją przełożoną. Poczułam jakbym zrzuciła z siebie ogromny ciężar, nie bałam się, bo wiedziałam, że sobie poradzę. Byłam też smutna, że rozstaję się z ludźmi, których polubiłam. Moja przełożona wiedziała że mam ciężką sytuację osobistą i dlatego sobie pozwalała na więcej, bo myślała, że nie mam wyjścia. Była bardzo zdziwiona jak złożyłam wypowiedzenie. Miałam jedną rozmowę z prezesem; wszyscy wiedzieli w firmie, że moja koleżanka jest dla mnie średnio miła; ale nic się nie zadziało w tej sprawie. Sama podjęłam kroki, miałam dość” – mówi Anna P., marketing manager.

Wiecie, co mnie najbardziej zaskoczyło przy pisaniu tego artykułu? Te opowieści zaczęły się niepokojąco powtarzać, co chwilę ktoś się do mnie odzywał i podawał dokładnie ten sam scenariusz. Nieodpowiednie traktowanie, mobbingujący lub deprymujący styl zarządzania, bezradność, i podjęcie jedynej możliwej decyzji o ratowaniu siebie: wypowiedzenie.

Najczęściej eskalują emocje

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, co jest największą przeszkodą, wyzwaniem dla kobiet w zarządzaniu, to moja odpowiedź byłaby krótka: emocje.

Mamy ich dużo, kierujemy się nimi w zdecydowanie inny sposób niż mężczyźni. Dobrze kiedy nam służą; gorzej, kiedy stajemy się swoimi własnymi zakładniczkami. Bo właśnie najczęściej z emocjonalnych powodów, niewyjaśnionych konfliktów, nagromadzonych niedomówień, kobieta-szef mówi: DOŚĆ i składa wypowiedzenie. Sama mam za sobą ze dwie takie emocjonalne wędrówki do zarządu i dziś wspominam je z pełnym zrozumienia uśmiechem. Bo łatwiej mi było usiąść do komputera, napisać wypowiedzenie i zanieść je do zarządu niż konkretnie przedstawić swój punkt widzenia, zaproponować możliwe rozwiązania, zażądać zmiany w określonym obszarze, poprosić o wsparcie.

Dziś dzięki narzędziom, jakim może być na przykład coaching, dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu potrafię tak pracować z moimi Klientkami, żeby emocjonalne DOŚĆ zmienić w różne inne, pozytywne dla nich samych plany zawodowe. Bo może rzeczywiście masz DOŚĆ, tylko skoro podjęłaś taką decyzję, to jako coach stojący zawsze po Twojej stronie namawiam Cię, abyś przemyślała kilka aspektów. Po prostu spójrz na sprawy z oddali, zobacz kilka innych perspektyw i odejdź na własnych warunkach, tak by to była Twoja prawdziwa, zgodna z Tobą i Twoimi celami wewnętrzna decyzja, której konsekwencje odważnie bierzesz na klatę.

Kiedy chłodna kalkulacja jest już niemożliwa

To jest to, co najbardziej przydałoby się zrobić, zgodzisz się? Kiedy sytuacja, zebranie czy konflikt eskaluje do poziomu, który nazywamy nieakceptowalnym. To jest to, czego jak się domyślasz, w takim momencie emocjonalnych decyzji my kobiety nie robimy. Zamiast liczyć zyski i straty, chłodnym okiem spojrzeć na siebie, na swoją rolę, na swoje obowiązki, na własne dobro czy plany, uznajemy, że już DOŚĆ.

I mało tego, my jesteśmy tego na 120% pewne, idziemy jak burza, żadne mediacje czy negocjacje nie pomagają, kiedy zostanie przekroczona nasza wewnętrzna granica. Wiele kobiet, z którymi o tym rozmawiałam, opowiada o tym w podobny sposób: poczułam że dalej nie dam rady. I mimo lęków o przyszłość, stabilizację, poczucie bezpieczeństwa odważyły się powiedzieć kategorycznie: KONIEC.

Mechanizm jest bardzo podobny – przelewa się

„Tak, walnęłam papierami i zwolniłam się z korpo przez kobietę, która była moim szefem. To było 6 lat temu” – mówi Monika M., dziś przedsiębiorca.

„Jakie towarzyszyły mi wtedy emocje? Najpierw złość, poczucie niesprawiedliwości, poczucie straty. Potem wielka ulga, radość, poczucie wolności. A teraz mam w sobie poczucie wdzięczności dla tej trudnej szefowej, bo dzięki niej mam inne, lepsze życie. Obecnie towarzyszy mi poczucie satysfakcji, niezależności, możliwości decydowania o sobie. Z perspektywy czasu wiem, że zrobiłabym dokładnie tak samo. Po korpo nastąpił mój wielki rozwój osobisty i zawodowy. Ta sytuacja rozbudziła we mnie wielki głód wiedzy, innych doświadczeń, poznawania nowych ludzi.”

I świetnie, że Monika przekuła trudne doświadczenie w swój pozytywny sukces; wiemy to z psychologii, że trudne sytuacje, zwane granicznymi niejako uruchamiają w nas pozytywny proces zmian. Tylko czy tak zawsze musi być? Pamiętając o trzech perspektywach: firmy , pracownika i szefa, nagłe wypowiedzenie to sytuacja z perspektywy osobistej tak naprawdę alarmująca dla szefa, któremu pracownik odchodzi w ten sposób, dla działu HR, dla firmy.

Komunikacja – system wczesnego ostrzegania

W moim odczuciu my kobiety niedostetecznie komunikujemy wprost problemy, niedogodności, niezgodę. Ciągle nam przeszkadza nasze wychowanie, wewnętrzne blokady i brak wspierającego środowiska. Ważne, żeby odważnie się bronić, konfrontować sytuacje trudne, zachowania nieakceptowalne, czasem wręcz łamiące nasza prawa jako pracowników, jako ludzi. Nie mówimy, nie zgłaszamy, nie sygnalizujemy albo robimy to niewystarczająco. Ale to nie jedyny powód.

Środowisko, sposób myślenia, stereotypy, wychowanie, brak kultury szacunku, budowania relacji, przemocowy język komunikacji, nadużycia stanowisk. Często kultura organizacyjna nie jest dostatecznie zbudowana, nie działa skutecznie, chroniąc wszystkich. Rozstanie, zakończenie, wyjście z sytuacji widzimy wtedy jako jedyne rozwiązanie. Dopiero doprowadzone do ostateczności wybieramy ostateczne rozwiązania.

Jedna z rozmówczyń mówi do mnie: „Napisz o tym koniecznie, kobiety na wysokich stanowiskach są okropne dla innych kobiet”. I co ja na to? Syndrom królowej ula, jednej jedynej kobiety, która ma władzę nie sprzyja wartościom takim jak współpraca, rozwój, autonomia, szacunek. I właśnie przez autokratyczne, a nawet mobbingujące traktowanie kobiety rezygnują, czując bezradność w obliczu hierarchii i brak wsparcia od organizacji.

A kiedy czujesz, że to już czas, żegnaj się na własnych warunkach

Zapytana o rozstanie z firmą, Karolina S. przedstawia swoją gotową receptę wypracowaną przez własne doświadczenie. Cytuję tę wypowiedź w całości, uważam ją za wartościową i inspirującą, może komuś rozwieje wątpliwości, ułatwi postępowanie:

„Po pierwsze: wystudzić emocje…. Ale jeśli w swojej głowie podjęłaś już decyzję o odejściu to żadne mediacje, negocjacje czy przekonywanie na siłę tego nie zmienią, mogą ewentualnie przedłużyć Twoją „wegetację w firmie”, bo decyzja w głowie i sercu została podjęta. I tego się trzymaj.

Po drugie: na chłodno przeanalizuj czas i moment: ile masz urlopu, sprawdź, czy łapiesz się na jakąś premię, graj na siebie.

Po trzecie: doprowadź do końca wszystkie ważne sprawy, projekty, procedury. Pozamykaj to, na czym Ci zależy; resztę oddaj innym, deleguj do końca.

Po czwarte i bardzo ważne: zrób porządek w dokumentach i w biurku.

Po piąte: odchodź z podniesiona głową, z  pozytywnym myśleniem o sobie, tak jakbyś miała na czole napisane: Zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy.

Po szóste: nie przedłużaj męki i stresu zespołowi; zwłaszcza jeśli ich lubisz. Powiedz rzeczowo, że odchodzisz, utnij plotki.

Po siódme: jeśli możesz przygotuj małą formę podziękowania za wspólny czas, drobiazg dla każdego ze swoich pracowników: długopis z imieniem, krówki z napisem, kartka dla każdego z indywidualnym podziękowaniem.

Po ósme i najważniejsze: jest takie stare, mało używane powiedzenie: „Był las, nie było nas. Będzie las, nie będzie nas”, czyli w przełożeniu na nasze: Firma bez Ciebie będzie nadal istniała.”

Twoja Decyzja to sygnał dla firmy: Huston, mamy problem

„Tak, walnęłam papierami, to było bardzo dawno temu, i dziś wiem, że zrobiłam dobrze, ba, mogę nawet powiedzieć, że dziś zrobiłabym to dużo szybciej. Pracodawca wykorzystywał mnie, moją niepełnosprawność, drwiono ze mnie, padały wyzwiska, kazano wykonywać mi prace poza moimi obowiązkami. Do dziś pamiętam swoją złość, takie maksymalne wkurzenie, bezsilność, a potem ulgę. A to było 15 lat temu! Dzięki tamtej sytuacji nauczyłam się raz na całe życie: na co nie pozwalać, do czego nie dopuszczać, na co się nie zgadzać – mówi Marzena M.

Jej opowieść, przyznaję Wam, zupełnie mnie załamała, bo wykorzystywanie niepełnosprawnych, wyzwiska, zarządzanie przez strach – nie mieści mi się w głowie. Niezależnie od tego, jakie oburzenia będą na mój artykuł, to specjalnie dla Was to powiem, że jest jeszcze wiele do zmiany w polskim stylu zarządzania. Że szefów z klasą, niezależnie od płci, nadal spotyka się stanowczo za rzadko, a zjawisk patologicznych jak mobbing, brak szacunku możemy tylko wtedy uniknąć, kiedy będziemy świadomi, odważni, i uważni na to, co dzieje się w firmie na linii pracownik – szef, szef mniejszy – szef większy, szef – zarząd. Kiedy firmy będą miały wprowadzone procedury, gremia koleżeńskie, będą w stanie zapewnić wsparcie, pomoc, osobie poszkodowanej. A z drugiej strony wiem, że są firmy, w których procedury są wprowadzone, a i tak nie działają. Poza tym, jak wprowadzić procedurę na…szacunek?

Okiem coacha

Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów, wysłuchanych wywiadów jawi się doprawdy smutny obraz. Kobiety odchodzą z pracy przez inne kobiety, te na wyższych stanowiskach. Wiem też, że one bywają doskonale wykształcone, szkolone, zdobywają dodatkowe kompetencje. Znam też takie, które mimo swoich dyplomów coachów bywają posądzane o mobbing, co już przyznaję, przekracza moje granice pojmowania.

I to jest najsmutniejszy wniosek z moich rozmów. Kobiety kobietom gotują taki los. Zadaję też sobie pytania: gdzie są wtedy działy HR? Jakie mechanizmy, procedury trzeba stworzyć w firmie, żeby odejście nie było jedynym rozwiązaniem? Jak zapobiegać takim sytuacjom, kiedy doświadczona kobieta szef opuszcza firmę przez brak wsparcia swojej przełożonej? Co można zrobić, np. na poziomie komunikacji, by nie dopuszczać do takich ekstremalnych decyzji o opuszczeniu firmy. Kto powinien zareagować? Jak usprawnić komunikację wewnętrzną? Nie trzeba nikomu tłumaczyć jak wielowymiarowe skutki ma nagłe odejście profesjonalisty: i dla organizacji i dla pracowników i dla samej zainteresowanej. Każde nagłe wypowiedzenie z dnia na dzień to porażka firmy, przełożonych, HR i jasny sygnał, że coś jest nie tak. Bardzo.

A do tego wątku braku wzajemnego wsparcia kobiet na stanowiskach, który pojawił się już przy rozmowach z moimi interlokutorkami, trochę zmieniając planowane przesłanie mojego artykułu, przypomnę niezłomnie:

Madeleine Albright powiedziała kiedyś słynne słowa: „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie pomagają innym kobietom

A co z tymi, które takie piekło czynią innym kobietom?

Zanim powiesz sobie DOŚĆ zastanów się tylko, czy powiedziałaś STOP lub WYSTARCZY tym osobom, które powinny to usłyszeć.

Powodzenia.

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl


odchodzenie z pracy

O sztuce zwalniania, czyli jak z klasą rozstać się z pracownikiem

Nadchodzi taki moment w zarządzaniu, kiedy musisz rozstać się z pracownikiem. Powiedzieć mu, że już dłużej nie możecie razem pracować. Mówi się, że zatrudniamy w dobrej atmosferze, z entuzjazmem, przyjaźnie nastawieni, ufni we wspólny sukces. A jak się rozstajemy?

Z prawnikiem przy boku, w nerwowej, napiętej atmosferze, szefom trudno znaleźć odpowiednie słowa. Tym bardziej że obawiają się reakcji zwalnianego. No i ta odpowiedzialność. Jak to powiedzieć? Jak zakomunikować trudne decyzje? O czym warto pamiętać, wręczając wypowiedzenie? Z opowieści menedżerów wiem, że inaczej to wygląda, kiedy wynika to z restrukturyzacji, likwidacji firmy czy stanowiska, inaczej kiedy uznajemy, że kompetencje są niewystarczające lub cechy osobowościowe utrudniają współpracę bądź też uniemożliwiają realizację celów firmy. Niezależnie od przyczyn zwolnienie pracownika to dla obu stron niezmiernie stresujący moment, w których postawa menedżera jest kluczowa.

Moment „PRZED”

To co zwraca moją uwagę jako coacha menedżerskiego, to czas przed zwolnieniem, przed podjęciem ostatecznej decyzji przez przełożonego. Przyjmijmy, że nie radzisz sobie z zarządzaniem pewnym pracownikiem, masz dość, nie potrafisz do niego dotrzeć, żeby dostosowywał się do wymagań. Widzisz, że sytuacja ma negatywne skutki, zarówno dla zespołu, jak i dla Twojego autorytetu. Bo jakiś problem narasta, nierozwiązane konflikty pęcznieją, czujesz jako szefowa, że doszłaś do ściany. I co robisz? No właśnie. Ty masz dość i podejmujesz decyzję o ostatecznym rozwiązaniu. W moim odczuciu wiele zwolnień wywołuje mnóstwo emocji, stresu i konfliktów, w tym także tych zakończonych w sądzie ze względu na brak właściwej komunikacji, brak rozwiązań w danym okresie.

Z tego powodu, pod Twoją rozwagę podaję specjalnie dla Ciebie 5 pytań dla szefa do postawienia samemu sobie PRZED ostateczną decyzją:

  • Czy pracownik dostał pełną, właściwą, dopasowaną do niego informację zwrotną?
  • Czy Ty jako szefowa wykorzystałaś wszystkie dostępne w Waszej organizacji narzędzia wspierające?
  • Czy pracownik dostał inne szanse: plan naprawczy, nowe cele, przeniesienie do innego działu?
  • Jak wygląda z Twojej perspektywy bilans zysków i strat kompetencji w zespole?
  • Jakie działania możesz/chcesz wprowadzić, by uchronić zespół/ firmę przed demotywacją z powodu pożegnania się z jednym z pracowników?

Chodzi o to, żebyś w momencie rozstania z pracownikiem, wiedziała i była pewna jako liderka, że jest to uzasadniona decyzja, która nie wynika z Twoich błędów, zaniechań czy nieumiejętności. Żebyś odważnie, tak jak zapraszałaś kiedyś kogoś na pokład, na ten wspólny rejs zwany pracą, etatem czy projektem, mogła powiedzieć spokojnie: „Nasza wspólna podróż dobiega końca”.

Plan dla Ciebie, Szefie

Tak, namawiam Cię, zrób sobie plan, rysunek, schemat. Zobacz, jakie kompetencje tracisz w związku z podjętą decyzją. Zastanów się, jakie etapy chcesz wprowadzić, tak by uwzględnić swoje cele. Bo przypominam, nawet jeśli decyzja o rozstaniu sprawia Ci ulgę, to nadal zostaje perspektywa pracownika – z czym go wypuszczasz w świat, z jaką informacją opuszcza Twój zespół, Twoją firmę. Jeśli możesz, przygotuj sobie swój schemat rozmowy, który niezależnie od sytuacji, warto by uwzględniał:

  • podziękowanie za wspólny czas,
  • odniesienie do roli pracownika, jego zasług, jego kompetencji,
  • był możliwie jak najbardziej obiektywnym komunikatem.

Napisz sobie zdania, napisz sobie, co chcesz powiedzieć, a co musisz; z jakim komunikatem od firmy pracownik idzie w świat. O sobie, o swoich kompetencjach, o firmie. Dlatego Twoja dysocjacja, oddalenie, dystans, spojrzenie z lotu ptaka na sytuację, na planowane działania, kroki, etapy czy cały scenariusz może się okazać nieodzownym narzędziem.

Emocje i EB

Zwolnili Cię kiedyś z pracy? Jeśli tak, to pamiętasz cały zestaw różnorodnych emocji, uczuć i stresu towarzyszących temu zdarzeniu. Jeśli nie, możesz o tym usłyszeć, poczytać lub też wdrażać przygotowane na ten moment procedury, niezależnie w jak dużej organizacji pracujesz. Wachlarz towarzyszących obu stronom emocji jest szeroki, warto jednak pamiętać, że to pracownik jako jednostka w zmierzeniu z firmą z gruntu jest na słabszej pozycji. Zwolnienie może być dla niego zaskoczeniem, szokiem, stresem, załamaniem nerwowym, złością rozpaczą, strachem przed poradzeniem sobie w nowej rzeczywistości.

I to Twoje zadanie, Szefie, możliwie efektywnie przewidzieć scenariusz, przygotowując wsparcie po wypowiedzeniu dla swojego pracownika. Możesz dać referencje, jeśli na nie zasługuje, pomóc w osobistych rekomendacjach na rynku, dać pakiet pożegnalny w postaci coachingu kariery lub inne dowolne wsparcie. Myśl perspektywicznie, nie pal mostów, zachowaj się, tak jak sam być chciał być pożegnany w takiej sytuacji. Szefowa z klasą rozstaje się z pracownikiem w taki sposób, który mimo że budzi emocje, to nie wzbudza kontrowersji, nie psuje też wizerunku pracodawcy. Bo każdy pracownik jest ambasadorem firmy, w której pracuje bądź tej w której pracował. Miej na uwadze to, co będzie opowiadał o firmie i o Tobie Twój za chwilę już były pracownik.

Zastosuj 5 P

Poinformuj – niezależnie od win czy porażek, każdemu pracownikowi należy się rzetelna informacja o przyczynach zwolnienia. Nie musisz robić prezentacji na 30 slajdów ani też się tłumaczyć. Krótko, rzetelnie, konkretnie przedstaw sytuację. To niezwykle ważne DLACZEGO?

Porozmawiaj – zwolnienie nie musi być Twoim jednostronnym monologiem. To ostatnia rozmowa w tym układzie: szef- pracownik. Wysłuchaj jego stanowiska. I tak nie zmienisz decyzji, ale szacunek jako naczelna wartość zarządzania niech przyświeca każdej Twojej wypowiedzi i zachowaniu.

Podziękuj – niezależnie od przyczyn rozstania, warto przypomnieć wspólną drogę, sukcesy, osiągnięcia czy szczególne zasługi. W ten sposób zamykasz wspólny etap i warto by było zakomunikować też pozytywy. Wyraź wdzięczność i uznanie, w takiej proporcji, która będzie adekwatna i obiektywna.

Pokaż –wskaż możliwości, przypomnij talenty. Zarysuj możliwe drogi na przyszłość. Pokaż, że jest dla Ciebie ważny jako człowiek, nawet jeśli uważasz, że nie sprawdza się na tym stanowisku. Może widzisz go w innej roli zawodowej? Inspiruj i wspieraj jego przyszłość.

Pożegnaj – jeśli powody zwolnienia na to pozwalają, pozwól na pożegnanie. Na ostatni e-mail, na wspólną imprezę z zespołem, na pożegnanie z kontrahentami, napisz referencje. W ten sposób budujesz zarówno swój autorytet i pozycję, a także wspierasz wizerunek Twojej firmy.

Pożegnanie zawsze jest wyzwaniem

Tak, wiem, że nie wyczerpię całego tematu w jednym artykule. Zdaję sobie z tego sprawę, zarówno jako autor treści, jak i profesjonalny coach menedżerski. Zawsze możesz skorzystać ze wsparcia ze strony swojego działu HR, z mentoringu starszych, doświadczonych menedżerów, którzy podzielą się swoim doświadczeniem. Przegadaj swoje decyzje, omów plan działania z profesjonalistą. Potrzebujesz dystansu i innej perspektywy, by móc działać skutecznie, efektywnie, w zgodzie ze sobą, wypracować właściwe Tobie działania, myślenie, przygotować komunikację.

Istotne jest, byś pamiętając o wszystkich perspektywach, tej pracownika i swojej firmy, nie zapomniała o swojej. Osobistej i zawodowej. Ty jako Szef. Bo zatrudnianie i zwalnianie pracowników przypisane jest Twojej menedżerskiej roli. Żebyś mogła skutecznie pełnić tę rolę dalej, nawet jeśli zwalnianie pracowników wiąże się ze stresem, przykrymi uczuciami czy sytuacjami. Nie pozwól, by towarzyszące temu emocje zabrały Ci więcej niż na to możesz pozwolić. Pamiętaj o sobie. Nie musisz ratować świata. Masz inną misję, inne obowiązki. Pokaż siebie jako Liderkę, którą chcesz być, prawdziwą siebie w kryzysowych sytuacjach. Przecież wiesz, że Kapitana poznaje się podczas sztormu. Spokój, opanowanie, wiedza, przygotowanie i zachowania z klasą. Możesz, potrafisz taka być. Twój rejs trwa nadal, a pozostała załoga potrzebuje Cię na stanowisku.

Ahoj, Kapitanie!

Monika Chodyra

kobieta z pasją do życia i rozwoju. Współautorka książki „Energia Kobiet”. Doświadczony coach, trener i menedżer.

Specjalizacja: coaching menedżerski. 

www.coachdlabiznesu.pl


O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved