website-logo

Bajka Wielkanocna

Najmniejszy dzwonek

Powiedziała mi wróżka bajkę o dzwonie, jedną z wielu bajek o dzwonach – śpiżowych, złotych, srebrnych – co wiszą na podniebnych wieżach starych domów gotyckich, czy też pod mszystym daszkiem nad niskiemi stropami wiejskiego kościołka.

Powiedziała mi wróżka bajkę, jedną z wielu.

Był taki dzwonek, odlany przez Wielkiego Mistrza. Metal w nim był wszelaki: śpiż najszczerszy, dźwięczne srebro, złoto, pełne ciepłych poblasków, stal hartowna – i rtęć, ta, wciąż biega żywemi kropelkami – zatrzymać jej niepodobna!

Cudnyż to był strop! cudny tembardziej, że wszystkie te ciała, w potężnym ogniu czarodziejskiej odlewni przezrocze się stały, jak szkło, więcej nawet, jak te dziwne kryształy, co zdobią podziemne pieczary boginek morskich z rybiemi ogonami. Boginki te śpiewają… i jak jeszcze!

Starzy rybacy, którym jutrzejsza burza ostatnią być ma pod naszem niebem, słyszą ten śpiew i zadumani się stają cicho, radośnie w Brzegach Nieznanych.

Nie, żaden rybak nie słyszał takiej pieśni, jaką dzwonek Mistrzowi zanucił, wdzięczny za kształt swój piękny, kwiatowy, i głos przejrzysty.

A nucił ją wysoko nad chmurami… pod chmurami… nad szczytami gór, wież, kościołów, domów, drzew, nad samą ziemią tuż, tuż…

Ach, czy urwał się tęczowy sznur, którym czeladź skrzydlata w ruch wprawiała dzwonek?

Już milczy. Zarył się w ziemię. Nad nim, nad dzwonkiem, stanął cherubinek tłuściutki, ale buzię ma do płaczu skrzywioną.

“Dzwonku! dzwoneczku! Zbudź się! czemuś zamilkł? Widzisz, jakiś ty niedobry! Mistrz kazał mi za tobą, aż na ziemię pofrunąć – i pilnować ciebie, dokąd się nie ockniesz i piosnki wesoło nie zanucisz, jak dzisiaj rankiem, u nas, wgórze. No, ozwij się przecie! bo mi się sprzykrzy czekać!… Tam, wysoko, są ładne wisienki na drzewach i takiego ślicznego ptaszka z kolorowemi piórkami dała mi wczoraj do zabawy Pani Jasna, bardzo dobra”…

Ale dzwonek milczał. Pogrążał się coraz w piach spopielały, wychudły – i zastygał tak, i przezroczość dzwonom kazać z prochu wstać na nowych dni świtania! dawną stracił – powolutku, powoli… Płakał nad nim cherubinek, a mgła rosła gęstą wokół ich dwojga.

Tak trwało długo. –

Aż rozsrebrzyły się czasu pewnego te gęste obłoki, ukazując im całą wielką pustynię.

zmartwychwstania najmniejszego z dzwonków.

Dzwonów tu było bez liku! Wielkich, małych, malutkich – cały cmentarz dzwonów. Nad każdym stał anioł smutny: cherubinek rozpłakany, lub serafin bolejący, że aż gwiazdy mrugały chyże, by łatwiej powstrzymać łzy szczerego współczucia. Bywało, nie mogą już, złociste, litości swej podołać: sypią się łzy gwiezdne, pyły zielonawe na pustkowie. Płacz jeden wstaje wielki nad martwemi dzwonami.

I oto na głos płaczących owych światów ozwało się coś w sercu naszego dzwonka – choć był to najmniejszy ze wszystkich. Zaczęło w nim serce tajać – aż rozśpiewało się, tłukąc niespokojnie w zmartwiały kielich. A któżby myślał, że najmniejszy z dzwonków tonem oddźwięczy wspólnym, wielkim tym światom Bożym. Tajemnica to Mistrza! –

Oto się już cherubinek dzwonkowy przez łzy uśmiecha… Im głośniej tętni serce, tem promienniej uśmiecha się piastun skrzydlaty, czując, że moc i w nim wzbiera.

Alleluja! Alleluja!… porwały go skrzydełka wzwyż. Lecz nie zapomniał o dzwonku: targnął z siłą niezwyczajną za kryształowe uszko. Alleluja! Alleluja! odśpiewał dzwonek. – Alleluja! Alleluja śpiewał wieżom kościelnym i niebu śpiewał w tę noc; i gwiazdom śpiewał, a było toż gwiazd bez liku. Coraz szersze kręgi zataczał: rosło w nim serce!

Spotężniała, wzbogaciła się pieśń w najmniejszym z dzwonków: aż porwały się za nim dzwonów i dzwonków rzesze. Stał się głos jeden wielki na powietrzu.

… ”Dzwonek mój… dzwonek, zaczarowany kielich mój przezroczysty; a przezeń widzę świat. Świat zawsze piękny: jasny, ciemny, deszczowy czy słoneczny. – Dziw wieczny. Bo sercem dzwonu – ja! Dzwon gra, jak serce gra!

Hej! oto mocą Zmartwychwstania wylatam na przestworza, by gwiazdom grać, by niebu grać, by dzwonom kazać z prochu wstać na nowych dni świtanie.

Hej! kiedy potem od zarania tłumiona wstanie zorza: nie wsparte pracą Bożą w grób skry się położą, zamarłych dzwonów lud. –

Hej… kiedyż w każdym wstanie cud? – połączy głos w chór pieśni, harmonię wniesie w wieczyście żywy byt?”

Gwiazdy mrugać przestały i jaśniej otwarły źrenice swe promienne: bo oto te z dzwonów, co najciężej na ziemię padły, najgłębiej w proch uwięzły, te właśnie wtórzyły głosem cichym, pełnym westchnień i modłów niewysłowionych, te najserdeczniej pieśni wtórzyły zmartwychwstania najmniejszego z dzwonków.

Z. Reutt-Witkowska

„Kobieta współczesna” kwiecień 1927, nr 2, str.7.


Następny artykuł