website-logo
wojna na poduszki

Między ramą a wolnością – o poszukiwaniu złotego środka w wychowaniu

Z wolności trzeba umieć korzystać. Małe dziecko tego nie potrafi, więc koncepcja tzw. bezstresowego wychowania spaliła na panewce. Co rozsądniejsi rodzice intuicyjnie wyczuli, że nie tędy droga i bardziej tradycyjnie podchodzili do wychowywania swoich dzieci. Tradycyjnie, czyli przygotowując je do życia wśród ludzi, do dzielenia tej samej przestrzeni z innymi, przekazując wiedzę, jakie zachowania są powszechnie akceptowalne, a jakie uznane za naganne. 

Jednak nie ma recepty na idealne wychowanie, bo każdy człowiek jest inny, zarówno rodzic, jak i dziecko. Zatem oprócz ram potrzebne jest jeszcze indywidualne podejście do młodej osoby. Tak jak niektórzy rodzice pozwalają swoim wychowankom na zbyt wiele, nie licząc się z konsekwencjami społecznego nieprzystosowania własnego dziecka, tak inni kurczowo trzymają się pewnych ram, myląc pożądaną rodzicielską konsekwencję z tyranią i tresurą, nie dając dziecku żadnej swobody i zabijając jego radosną twórczość, zapał, inicjatywę i pomysłowość.

Mąż opowiadał mi kiedyś historię ze swojego dzieciństwa. Pewien sąsiad miał dwóch synów; wołali na nich Grzechce. Nie wiem, czy to nazwisko, czy przezwisko. Kiedy chłopcy byli na dworze i zbliżał się moment ich powrotu do domu, ojciec wychylał się przez okno i gwizdał. Chłopcy w tej samej sekundzie rzucali się pędem, na wyścigi do domu. Ten, który był drugi, już w drodze zanosił się płaczem, ponieważ wiedział, że jako drugi będzie bity.

To dość drastyczna historia. Karą, która będzie szkodliwa, nie musi być aż przemoc fizyczna. Są rodzice, którzy wprowadzają do relacji z dzieckiem terror psychiczny; podopieczni takich osób żyją w ciągłym strachu, który paraliżuje działanie i w konsekwencji rzekome dobre wychowanie odbywać się będzie za cenę twórczego rozwoju dziecka.

Trzeba zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie szukać wychowawczego złotego środka.  Dla mnie wzorem wychowawcy był Janusz Korczak, który potrafił obierać perspektywę dziecka. Krótko mówiąc, starał się zrozumieć dzieci. Nie da się jednak osiągnąć tego celu bez poświęcenia dziecku czasu i uwagi. W obcowaniu z młodym człowiekiem trzeba wejść w jego świat. Słuchając, nie odpowiadajmy, zanim on skończy mówić. Uzbrójmy się w cierpliwość. Ciągle przerywając i zasypując swoimi „mądrościami”, zanim dowiemy się, o co dziecku chodzi, budujemy między sobą mur. W przyszłości, kiedy zaistnieje paląca potrzeba komunikacji, nie zachęcimy go do otwarcia się przed nami. 

Są też rodzice przesadnie krytyczni. Przy każdej pomyłce dziecka poprawiają albo – jeszcze gorzej – naśmiewają się z jego błędów, powodując tylko lęk przed kolejną wypowiedzią i osłabiając poczucie jego własnej wartości.

Nie chcę kreować się na autorytet w sprawach wychowania, ale jeśli kogoś interesuje moje osobiste zdanie na ten temat, to mam kilka rad, które sama staram się stosować w obcowaniu z młodymi ludźmi. Warto:

  1. poświęcać dziecku czas i dużo z nim rozmawiać o jego sprawach;
  2. chwalić je, kiedy tylko jest okazja, a krytykować mądrze;
  3. wyznaczać granice i zasady, ale pozwolić też dziecku wygrać;
  4. ponad wszystko szanować jego godność osobistą;
  5. dawać dobry przykład; kiedy wymagamy czegoś od dziecka, przede wszystkim wymagajmy tego od siebie.

Pierwsza część artykułu: „Od bezstresowego wychowania do domowego piekiełka”

bezstresowe wychowanie

Od bezstresowego wychowania do domowego piekiełka

Mimo dużej dostępności wiedzy na tematy wychowawcze, niektórzy rodzice jeszcze dzisiaj stosują metody bezstresowego wychowania dzieci.

Prekursorem tej metody był już w XVIII wieku filozof J.J. Rousseau, który był zwolennikiem oddania całkowitej wolności dziecku w jego rozwoju własnym. Metoda ta jednak została rozpowszechniona dopiero w połowie XX wieku w USA. Nie na długo. Celem miało być niczym niezakłócone szczęście dzieci, które mogłyby rozwijać się bez żadnych przeszkód. Już wkrótce jednak – bo po dziesięciu latach – okazało się, że efekty wychowawcze są dokładnie odwrotne.

Badania przeprowadzone już dziesięć lat później przez psycholog Dianę Baumrind wykazały, że bezstresowe wychowanie prowadzi do stresu i agresji. Poprzez tzw. bezstresowe wychowanie zakłócona zostaje relacja rodzic-dziecko, ponieważ dziecko, które nie wie, jak korzystać z danej mu wolności, nie czuje się pewnie. Ma coraz to większe oczekiwania i żądania, które rodzice spełniają chociażby dla uniknięcia stresu. Po pewnym czasie okazuje się, że ta „metoda” skłania rodziców do daleko idących ustępstw wobec dziecka już nie tylko dla zaspokojenia swojego wychowanka, ale dla spokoju własnego.

Dochodzi w końcu do takich żądań, które bezpośrednio zagrażają dziecku i tu zaczynają się prawdziwe problemy, bo dziecko będzie terroryzować na różne sposoby rodziców. Przecież w końcu to ono decyduje o własnym losie, prawda? Będzie rzucać się na podłogę, bić głową o ścianę itd. Bo dziecko chce obejrzeć jeszcze jedną bajkę i jeszcze jedną baję i jeszcze jedną… Godzina 23.30 – oczywiście już ostatnią bajkę. Tyle że po ostatniej okaże się, że dziecko się pomyliło co do tego, że to ostatnia. A rano mama, tata albo niania budzi dziecko do przedszkola. A dziecko jeszcze chwilę chce pospać. A kiedy mama musi odprowadzić je, bo spóźni się do pracy, to dziecko wpada w histerię. I mama też. I z bezstresowego wychowania mamy domowe piekiełko. 

Kiedy dajemy dziecku całkowitą wolność wyboru, ono kieruje się przede wszystkim dążeniem do przyjemności, również tych chwilowych i tych szkodliwych nawet dla niego. Ono przecież nie ma rozeznania w tym, co dobre, a co złe. Bo tego nie zapewni mu bezstresowe wychowanie. I cały czas jest skupianie się na przyjemnościach – oczywiście własnych. I w takim procesie wychowania – bez wychowania – rośnie nieprzystosowany do życia społecznego człowiek, który pozbawiony jest zasad, dobrych manier, taktu, współczucia czy panowania nad emocjami. Człowiek, który dążenie do szczęścia utożsamia z zaspokajaniem przyjemności nigdy tego szczęścia nie osiągnie. Ani dla dziecka, ani dla siebie. Niestety błąd rozróżnienia tych pojęć leży u podstaw bezstresowego wychowania. Oj, przepraszam: u podstaw niewychowania.

C.d.n. – „O poszukiwaniu złotego środka”

dr Irena Kamińska-Radomska

para młoda

Ślubne faux pas, czyli jakie błędy popełniamy podczas ślubów i wesel

Kiedy pytam moją córkę o wspomnienia z jej ślubu, to odpowiada mi, że prawie nic nie pamięta, ponieważ była tak wzruszona i przejęta. To piękne. Jej mąż zresztą też chyba nie żałuje tej decyzji, ponieważ ożenić się z moją Dominiką było jego największym marzeniem. Nie chcę za bardzo wnikać, jak jest teraz, ponieważ jestem teściową:), ale rodzinka wygląda na szczęśliwą. Na zdjęciach ze ślubu też wyglądają wspaniale, nawet kiedy ogląda się je już po latach.

Niektórzy zapominają, że pamiątki z tego wydarzenia pozostają na całe życie, więc warto zadbać o to, żeby również wywoływały miłe wspomnienia i wzruszenie, a nie kpiny z powodu bezsensownej fryzury czy „modnego” garnituru.

Kobiety rzadziej popełniają błędy, wybierając suknie ślubne. Jeśli już się zdarzają jakieś uchybienia, to związane ze zbyt głębokim dekoltem czy odkrytymi ramionami podczas samej ceremonii. W kościele obowiązuje strój skromny, więc jeśli suknia ślubna nie ma rękawów, to panna młoda powinna okryć ramiona szalem.

Pan młody, chcąc wyglądać wyjątkowo w dniu swojego ślubu, czasami wybiera na tę okazję smoking. Ale jego wyjątkowość będzie niestety polegała na tym, że będzie źle ubrany. Smoking jest strojem wieczorowym; na dzień zakładanym jedynie przez kelnerów. Goście również powinni pamiętać o tym, żeby ich stroje podczas ceremonii miały charakter dzienny, czyli kobiety nie powinny zakładać długich ani połyskujących sukienek. Jeśli koniecznie chcą błyszczeć, to mogą na weselu, ale dopiero wieczorem i pod warunkiem, że nie przyćmią swoim wyglądem panny młodej. To jej dzień, więc pozostałe osoby (poza panem młodym) nie powinny się szczególnie wyróżniać.

Sądziłam do niedawna, że współcześnie jest już na tyle duża świadomość zasad dress code’u, że wszystkie zaproszone panie na ślub i wesele wiedzą, że absolutnie nie wolno założyć sukienki w kolorze białym czy écru, ponieważ jest to kolor zastrzeżony dla panny młodej. Jednak całkiem niedawno, kiedy piłkarz Messi brał ślub, jego matka również okryła się bielą. Czyżby chciała konkurować z panną młodą? Myślę, że nie miała żadnych szans, czegokolwiek by na siebie nie założyła.

Błędy zdarzają się też, jeżeli chodzi o prezenty. Niestety istnieją tacy goście, którzy wręczają parze młodej puste koperty. W moim odczuciu waga nietaktu w tym wypadku jest tak ogromna jak kradzież.

Byłam też jakiś czas temu świadkiem innego incydentu. Jeden z gości postanowił pootwierać koperty i oficjalnie ogłosić, ile kto podarował. Państwo młodzi nie wiedzieli, jak ukryć swoje zażenowanie.

A ślub i wesele zdarzają się raz w życiu. Warto się wysilić, poszerzając swoją wiedzę z zakresu savoir-vivre’u, żeby wspomnienia z tego dnia były jeszcze piękniejsze.

dr Irena Kamińska-Radomska

smartphone w ręku młodej kobiety

Niebezpieczeństwa w internecie – za późno, by się przed nimi ustrzec?

Ten artykuł znajdzie się w Internecie. Skoro go czytacie, to już jest w sieci i tam już pozostanie. Nawet jeśli właścicielka portalu zechce go usunąć, to i tak te treści nieodwracalnie poszły już w świat wirtualny.  

Nieodwracalność poczynań to jeden z problemów, który warto wziąć pod uwagę, żeby pochopnie nie działać w tej sferze. Korzystając czynnie z Internetu, czyli zamieszczając swoje zdjęcia, posty, teksty, likując czyjeś wpisy, udostępniamy informacje na swój temat na zawsze. Czujność i krytycyzm w dobieraniu treści niestety maleje w miarę częstotliwości korzystania z social mediów, poprzez które wiele osób obnaża się z prywatności.

Warto więc wprowadzić pewne ograniczenia, które z jednej strony wynikają z dobrego wychowania, z drugiej – z aktualnego prawa. Przede wszystkim trzeba uważać, żeby nie zamieszać zdjęć, na których mogły znaleźć się przypadkowe osoby. Publikując takie zdjęcie bez ich zgody, możemy narazić kogoś na nieprzyjemności i przede wszystkim łamiemy prawo. Warto też zastanowić się nad zamieszczaniem zdjęć dzieci. Jeśli teraz mają niewiele do powiedzenia, to zapewne w przyszłości mogą mieć żal do rodziców i opiekunów o udostępnienie kompromitujących fotografii i filmików. Kandydat na premiera czy prezydenta w przyszłości może mieć z tego powodu kłopot. Kiedyś tego problemu nie było; teraz trzeba wziąć pod uwagę perspektywę przyszłości, co nie jest łatwe.

Drugie ograniczenie powinno wynikać z dobrego smaku, poczucia estetyki i skromności. Jeśli tylko jakieś zdjęcie nie jest ładne, ciekawe, to po co je zamieszczać? Eksponowanie swojej seksualności i „wdzięków” nie należy do zachowań kulturalnych ani w realnej rzeczywistości, ani w mediach. Chwalenie się statusem materialnym też nie należy do zachowań kulturalnych.

Duża aktywność może spowodować kolejne problemy, związane z nowymi formami uzależnień. Szczególnie martwią mnie dzieci i dorastająca młodzież, ponieważ trudno tę grupę społeczną winić za zaistniałą sytuację. Odpowiedzialni są raczej rodzice i opiekunowie, którzy bagatelizują symptomy poważnych problemów.

Jak podają badania dotyczące związków uzależnienia od Internetu i jego pochodnych ze zdrowiem psychicznym, aż 9% dzieci w wieku 11-16 lat wykazuje wszystkie objawy uzależnienia, czyli  „niejedzenie i niespanie, nieudane próby kontroli czasu spędzanego w Internecie, uczucie braku przy niemożliwości korzystania z Internetu, brak czasu dla rodziny i znajomych oraz zaniedbywanie obowiązków, bezcelowe surfowanie po Internecie”.

Pojedyncze symptomy, które powinny być alarmujące dla rodziców i opiekunów, zarejestrowano u 18-38% dzieci młodzieży (z przewagą chłopców).

Zaniedbywanie obowiązków oraz niska otwartość na nowe doświadczenia wynikają z satysfakcji, jaką czerpie z Internetu młody człowiek, otrzymując szybkie gratyfikacje („nagrody”) za nic. Mózg dostaje spore dawki dopaminy, o którą organizm będzie się dopominał. Starsze dzieci i młodzież starają się racjonalnie uzasadnić nadużywanie Internetu. Rodzic słyszy takie hasła, jak „wszyscy z tego korzystają”, „przecież to źródło wiedzy”, „to jest moja pasja”, „ja tylko oglądam piłkę nożną albo zwierzęta” itp. Jednak granica między poszukiwaniem informacji albo pasją a uzależnieniem jest niewielka.

Jeden symptom może już mówić o przekroczeniu tej granicy, poza którą problem już tylko się pogłębia. Dlatego w tej trudnej wychowawczo współczesności ścisła kontrola czasu kontaktu dziecka z mediami to absolutna konieczność. I jeśli komuś się wydaję, że jak dziecko siedzi cicho przed ekranem, to rodzic ma święty spokój, to się bardzo myli. Ten spokój nie jest święty.

dr Irena Kamińska-Radomska

pierwsza komunia

Komunijna licytacja – w stronę skromności, a nie zepsucia

I Komunia Święta to wydarzenie, na które spoglądamy z różnych perspektyw. Na rodzicach przystępującego do sakramentu dziecka spoczywają obowiązki organizacyjne: przyjęcie, strój i tak dalej i dalej, więc Komunia jest głównie troską o sprawy przyziemne, chociaż niektórzy powiedzą, że już samo wynajęcie lokalu to zadanie graniczące z cudem, chyba że pomyśli się o tym z dużym wyprzedzeniem.

Po gościach oczekuje się obecności podczas uroczystości kościelnej i na przyjęciu, a także zakupu podarunków. Dziecko z kolei spogląda na I Komunię przez pryzmat przygotowania się do sakramentów, ale ten obowiązek umila mu myśl o zamówionych prezentach. I nie ma tu przesady – mowa o „zamówionych” prezentach. Bo który z gości chciałby narazić się na taki „afront” jak nietrafiony podarunek. To mogłoby zepsuć klimat całego wydarzenia. W niektórych wypadkach tak się dzieje i o nich właśnie mowa. Czyli o takich komuniach, których nie traktuje się jak sakrament, lecz jak event. Zresztą nawet spotkałam się z komentarzem jednej z matek, że w tym roku musi przejść z córką przez ten cyrk.

Faktycznie, jeśli dziecko i rodzice są niewierzący, to uroczystość I Komunii Świętej jest dla nich maskaradą. Takie podejście obraża wierzących i jednocześnie jest błędem wychowawczym. Dziecko dostaje od rodziców przykład nieuczciwości. Przecież nikt ich do niczego nie zmusza. Zdaję sobie sprawę z tego, że pobudki niektórych rodziców nie są złe. Nie chcą, aby ich dziecko czuło się wyobcowane, poszkodowane, chcą uniknąć komentarzy rodziny albo traktują to jako tradycję. Czasem przeprowadzają swoje dziecko przez wszystkie sakramenty, żeby nie pozbawiać go w przyszłości możliwości zawarcie ślubu kościelnego. Czyli celem jest kolejny cyrk, tylko że na większą skalę.

Powstaje więc pytanie, jak należy właściwie postępować. Przede wszystkim sakrament Komunii może przyjąć tylko osoba wierząca; w innym wypadku jest to świętokradztwo. Jeśli rodzice są niewierzący, a dziecko tak, powinni to uszanować i potraktować z szacunkiem. Jeśli zarówno rodzice, jak i dziecko są niewierzący, powinni zrezygnować z Komunii.

Jeżeli natomiast wychowują dziecko w wierze, powinni skupić się przede wszystkim na mentalnym przygotowaniu dziecka, przesuwając sprawę prezentów na dalszy plan. Niestety jest to trudne, ponieważ dzieci w własnym gronie licytują się, jakie prezenty dostaną. Dorośli też nie mają łatwo, bo chcieliby podarować więcej niż sami dostawali w trudnych czasach swojego dzieciństwa. Jeśli więc decydują się na rozpieszczanie podarunkami, muszą to robić mądrze, żeby Komunia Święta prowadziła dziecko ku doskonałości, a nie do zepsucia.

dr Irena Kamińska-Radomska

w autobusie

Komunikacyjny savoir-vivre, czyli o pewnej historii rodem z autobusu

Znajoma wracała z pracy autobusem i swoim zwyczajem zanurzyła się w lekturze książki. Na jednym z przystanków dosiadła się młoda dziewczyna, która zajęła miejsce naprzeciw. Prowadziła ożywioną rozmowę przez telefon. Opowiadała komuś o swoich doświadczeniach z jakiejś imprezy. Komentowane doświadczenia obfitowały w emocje, więc rozmowa była na tyle głośna, że moja znajoma nie była w stanie skupić się na czytaniu. Przeczekała chwilę, ale rozmowie telefonicznej nie było końca. W pewnym momencie odłożyła książkę i poprosiła grzecznym tonem, żeby współpasażerka mówiła ciszej, ponieważ to przeszkadza w czytaniu. Prośba poskutkowała na dwie sekundy, po czym imprezowe opowiadanie potoczyło się równie głośno co poprzednio.

Wtedy znajoma wstała, otworzyła książkę ponownie i zaczęła czytać pełnym głosem. Młoda pasażerka oniemiała. Natychmiast zakończyła rozmowę telefoniczną i spojrzała na to, co się dzieje. Wtedy moja znajoma oderwała wzrok od książki i zapytała: „Przeszkadza, prawda? Tak jak mnie.”

To prawdziwa historia. Smutna, bo pokazuje, do jakich sposobów trzeba się uciekać, żeby dotarło do innych, że w miejscach publicznych należy zachować spokój. Że wszędzie tam, gdzie przyszło nam wspólnie przebywać, należałoby respektować potrzeby innych. To absolutna podstawa dobrego wychowania. Kiedy ktoś zachowuje się w środkach komunikacji publicznej głośno, dokonuje gwałtu na odczuciach współpasażerów. Będąc w zamkniętym pojeździe, pozostali pasażerowie nie mogą sobie pozwolić, by w dowolnym momencie wyjść, aby uniknąć agresji. A głośne zachowanie nie jest niczym innym, jak aktem agresji, ponieważ wywołuje negatywne emocje.

W ostatnich czasach dużo się mówi o asertywności, o dbaniu o również własne potrzeby. Bardzo dobrze. Trzeba pokochać siebie, żeby móc dzielić się miłością z innymi. Ale nie kosztem innych, ponieważ sprowadzałoby się to do zwykłego samolubstwa, będącego dokładnym zaprzeczeniem kultury osobistej. Wszelkie zasady prawdziwej kultury wynikają z myślenia również o innych. Wymaga to pewnego taktu i wyczuciu sytuacji, czego raczej nie brakuje ludziom inteligentnym. Pozostali potrzebują niestety specjalnych środków, żeby do nich dotarło przesłanie, jakie od czasu do czasu przytaczam: „Wolność jednego człowieka powinna kończyć się tam, gdzie zaczyna się wolność innych”. Także w autobusie.

dr Irena Kamińska-Radomska

women-1586480_1280

Dama się nie kłóci?

Jeśli zgodnie z definicją słownika polskiego przyjmiemy, że kłótnia to gwałtowna i ostra wymiana zdań, to można jednoznacznie stwierdzić, że dama się nie kłóci. Nie musi to wcale oznaczać, że powinna się ze wszystkimi zgadzać. Nic podobnego. Można nawet powiedzieć, że często powinna wręcz nie zgodzić się ze zdaniem oponentów. Kiedy rozmowa dotyczy jej wartości, powinna ich bronić, nawet z narażeniem życia (jeśli nie uczyni tego w jej imieniu dżentelmen).

Prawdziwa dama kieruje się zarówno sercem, jak i rozsądkiem. Wbrew pozorom, jedno drugiego nie wyklucza. Racjonalne myślenie zatraca się jedynie przy wzburzonych emocjach, na co dama sobie nie pozwala. Zawsze stara się sprawiedliwie rozsądzić sporną kwestię, biorąc pod uwagę wszelkie argumenty. Uwaga! Bierze pod uwagę również te, których używa oponent.

Podstawą kulturalnego sporu jest używanie racjonalnych i prawdziwych argumentów. Należy za wszelką cenę unikać trybu przypuszczającego: „Gdybyś nie myślał tylko o sobie, to nie zapomniałbyś o urodzinach Julki”. Takie zdania w sporze nie mają wartości, ponieważ są tylko przypuszczeniem; skąd bowiem wiadomo, że nie zapomniałby. Nie będąc egoistą, też mógłby  zapomnieć. Przytoczone zdanie jest interesujące jeszcze pod innym względem. „Gdybyś nie myślał tylko o sobie…” jest słabo zawoalowanym oskarżeniem: „Myślisz tylko o sobie”, z gruntu rzeczy jest nieprawdziwe, bo realnie niemożliwe.

Dama nie używa epitetów. Ocenia jedynie zachowania, a nie człowieka. Dotyczy to również najmłodszego pokolenia, czego wielu rodziców nie jest świadomych. Szafują określeniami, które podcinają skrzydła własnego dziecka. „ty łajzo”, „leniu śmierdzący”, „ale z ciebie tchórz” to tylko niektóre z prymitywnych argumentów atakujących dziecko. Niestety podczas kłótni padają ze strony najbliższych, powodując ból, upokorzenie i rany, które nie goją się latami. Słysząc taką ocenę ze strony matki lub ojca, trudno wyrobić sobie w życiu pewność siebie.

Lepiej zaatakować problem, a nie człowieka. Jeśli mąż zapyta żonę, czy nie widziała jego zegarka, powinna odpowiedzieć sensownie: „Tak, jest na twoim biurku” albo: „Nie widziałam”, a nie: „A Ty zawsze musisz wszystko gubić?”. Po takiej odpowiedzi można się spodziewać reakcji: „Po pierwsze nie zawsze, a po drugie – nie wszystko!”. I kłótnia gotowa. A trzeba przyznać, że to całkiem sensowna odpowiedź w przypadku generalizacji (zawsze, nigdy, wszystko itp.), która jest pułapką w kłótniach, bo wystarczy jeden pozytywny przykład dla obalenia argumentu.

Jednak najważniejsze w sporach jest właściwe nastawienie. Celem nie może być czyjaś wygrana, ale poszukiwanie rozwiązań i prawdy, czyli trzeciego już fundamentu naszej kultury.

dr Irena Kamińska-Radomska

stół wielkanocny

Wielkanocny savoir-vivre

Rozsadzanie gości

Przemyślenie, kogo gdzie posadzić, jest bardzo często lekceważone przez gospodarzy, a to podstawa dobrej atmosfery przy stole. Przy planowaniu miejsc warto zastosować przynajmniej podstawowe zasady. Najważniejszą jest precedencja, która decyduje o pierwszeństwie: najbliżej gospodarzy, którzy zasiądą u szczytów stołu, powinni siedzieć najbardziej uprzywilejowani goście, najprawdopodobniej będą to dziadkowie. Można zrobić wyjątek dla rodziny lub przyjaciół, którzy przyjadą do nas z bardzo daleka i będą traktowani jako goście honorowi. Druga ważna zasada to rozsadzenie kobiet i mężczyzn, a trzecia to nie sadzanie razem małżeństw. Pary na rozmowę mają czas w domu. Dobrze jest też pamiętać, żeby przypadkiem nie posadzić obok siebie osób ze sobą skłóconych.

Zwykle mamy dylematy, gdzie posadzić dzieci, ponieważ w tych czasach nie sadza się ich przy osobnym stole. Jeśli są maleńkie, powinny siedzieć obok rodziców, którzy będą się nimi opiekować. Chyba że dziadek lub babcia poproszą, by siedziały obok nich. W takich wypadkach wszyscy są szczęśliwi: i rodzice, ponieważ mogą sobie odpocząć, i dziadkowie – z wiadomych względów. Jeśli dzieci są starsze, czyli samodzielne, siadają najdalej od gospodarzy. Są wtedy wśród rówieśników i bawią się rozmową w swoim gronie.

Jeśli skrupulatnie podejdziemy do rozsadzania gości, przygotowujemy zawczasu winietki z imionami, żeby każdy wiedział, gdzie usiąść. Niektórzy goście czasami próbują pozamieniać się miejscami, burząc porządek zaproponowany przez gospodarzy. Jest to bardzo niegrzeczne. Również niewłaściwe jest zamienianie się miejscami w trakcie trwania przyjęcia. Wymowa takiego zachowania jest mniej więcej taka: „nudzę się przy tobie, wolę porozmawiać z kim innym”.

Rozmowy

Zasady, które dotyczą rozmów, to nie tylko unikanie tematów prowadzących do konfliktów. To przede wszystkim umiejętność słuchania, podtrzymywania dyskusji czy szukania wspólnych upodobań. Warto również nabrać dystansu do siebie i usposobić się przyjaźnie do innych, żeby nie patrzeć pogardliwie na wujka, który po raz któryś z rzędu opowiada tę samą historię, czy na ciocię, która zadaje niedyskretne pytania.

Ubiór

Na uroczyste śniadanie, które jest najważniejszym przyjęciem podczas Świąt Wielkanocnych, należy się ubrać wyjątkowo starannie. Odpowiedni na tę okazję jest strój wizytowy o charakterze dziennym, czyli mężczyźni mogą być w jasnych garniturach (chociaż granat nie będzie błędem), a kobiety w sukienkach wizytowych. Warto przemyśleć też ubiór dzieci i młodzieży. Młode pokolenie powinno swoim strojem wyrażać szacunek dla gospodarzy, dla gości, dla samych siebie, ale przede wszystkim szacunku dla Zmartwychwstania.

Życzenia

Zanim gospodyni złoży życzenia, na początku uroczystego śniadania rozdaje pokrojone i przygotowane na małym talerzyku święcone jajka. Podczas Świąt Wielkanocnych nie ma zwyczaju dzielenia się wszystkich ze wszystkimi, tak jak opłatkiem podczas Wigilii. Wystarczy, że gospodarz lub gospodyni wstanie i powie kilka miłych życzliwych słów do wszystkich gości.

Ja również chciałabym dołączyć się ze swymi życzeniami radosnych Świąt dla Czytelniczek i Redakcji.

dr Irena Kamińska-Radomska




rekrutacja

Antydekalog rekrutacji

1. Nie powtarzaj sobie: „Muszę dostać tę pracę, muszę dostać tę pracę…” Wiele osób wybiera się na rozmowę kwalifikacyjną z myślą, żeby tylko uzyskać konkretne stanowisko. I tak się na tym skupia, że – po pierwsze – spala się nerwowo już na samym wejściu i – po drugie – traci dobry kontakt z zespołem, który prowadzi rekrutację. A przecież rekrutacja to nic innego jak rozmowa, podczas której zasady są podobne jak w zwykłej komunikacji międzyludzkiej: należy czasem słuchać, czasem mówić, wymieniać się pytaniami. A nawet zażartować, jeśli jest ku temu okazja. 

2. Jeśli nawet nie uzyskasz stanowiska, o jakie się ubiegasz, to nic nie szkodzi. Nie traktuj odmowy w kategorii porażki, nie obwiniaj się niepotrzebnie, bo to powoduje negatywną samoocenę i utratę pewności siebie. A przecież powody nieuzyskania pracy mogę być przeróżne: inne oczekiwania, niedopasowanie osobowości, a także brak możliwości ze strony pracodawcy na spełnienie oczekiwań potencjalnego pracownika. Jeśli dobrze się zaprezentowałaś, to wcześniej czy później dostaniesz pracę – nawet od tego samego rekrutera. On z pewnością odnotuje Twoje kwalifikacje i przy pierwszej okazji skontaktuje się z Tobą.

3. Nie nastawiaj się źle do headhunterów. Mało kto, wybierając się na rozmowę o pracę, zdaje sobie sprawę z czegoś niezwykle ważnego, co powinno być oczywiste – headhunterzy i Ty macie dokładnie ten sam cel: zatrudnienie pracownika na konkretne stanowisko. Tym razem na to stanowisko, innym razem na inne.

4. Nie udawaj luzu. I nie tylko luzu. Bądź sobą. Lepszy szczery pracownik, choć nieidealny niż udawany perfekcjonista.

5. Nie udzielaj pokrętnych odpowiedzi. Jeśli nawet uznasz, że jakaś odpowiedź jest w danym wypadku niedyplomatyczna, to masz dwa wyjścia: 1) odmówić odpowiedzi (masz do tego pełne prawo), 2) powiedzieć prawdę. Jeśli rekruterzy mają klasę, to docenią jedno i drugie.

6. Nie wyciągaj pierwsza dłoni na powitanie. To jest sytuacja służbowa, więc kwestie płci i wieku nie mają tu znaczenia. Pozostaw inicjatywę gospodarzom. Wystarczy, że powiesz z uśmiechem „dzień dobry” i podejdziesz do siedzących osób.

7. Idąc od drzwi w kierunku stolika, przy którym odbywa się rekrutacja, nie mów, nie przedstawiaj się. Daj sobie czas na przejście w ciszy, jesteś tego warta. Dopiero przy stoliku czy biurku możesz się przedstawić: „Nazywam się Magdalena Dobrzyńska, byłam umówiona na rozmowę w sprawie pracy”. W tym momencie gospodarze powinni się przywitać i zaproponować Ci, żebyś usiadła.

8. Nie przychodź na ostatnią chwilę, a tym bardziej nie spóźniaj się. To może oznaczać, że Ci nie zależy na tej pracy.

9. Podczas autoprezentacji nie powtarzaj tego, co już napisałaś w CV, chyba że zostaniesz o to zapytana. W innym wypadku lepiej opowiedzieć jakąś historię z własnego życia, która więcej powie o Tobie niż suche fakty.

10. Nie zapominaj o uśmiechu, kiedy tylko jest okazja. Ale uwaga! Nie chodzi o przymilny uśmieszek, bo to jest nieszczere. Uśmiechnij się, kiedy się witasz, podczas autoprezentacji i wtedy, kiedy to wynika z rozmowy. Komunikacja musi być spójna. A to jest banalnie proste, pod warunkiem, że nie próbujesz za wszelką cenę udawać kogoś lepszego niż naprawdę jesteś. A przecież jesteś wyjątkowa, niepowtarzalna. A jeśli uznasz, że należałoby coś u siebie dopracować, to zrób to, zanim umówisz się na rozmowę.

dr Irena Kamińska-Radomska

gentelman

Dżentelmen w metrze

Podczas zajęć z umiejętności interpersonalnych jeden ze studentów zainicjował dyskusję na temat zasad dobrego wychowania. Impulsem do rozmowy była dość typowa współcześnie sytuacja, jaką zaobserwował w metrze: starsza kobieta stała, podczas gdy młody chłopak siedział i udawał, że śpi.  

Student przede wszystkim zapytał, czy kobieta mogła w tych okolicznościach zwrócić siedzącemu uwagę. Odpowiedziałam, że mogła, ale sama w ten sposób naraziłaby się na niegrzeczność. Zamiast zwracać uwagę, lepiej gdyby poprosiła któregoś z siedzących pasażerów o ustąpienie miejsca. Należałoby to jednak zrobić bez wyrzutu i karcącego tonu.

Młodzi pasażerowie nie są chętni do ustępowania miejsc. Sprytnie znajdują uzasadnienia, usprawiedliwienia dla swojej wygody i braku dobrych manier: niewyspanie, zmęczenie. Twierdzą też, że płacąc za przejazd, mogą na równych prawach ze starszymi korzystać z tych samych wygód. Pielęgnują przy tym niechęć do osób, którym powinni ustąpić. Czasem robią sobie kpiny ze starszych kobiet, wyszukując zabawne określenia dla bohaterek różnych zachowań w środkach komunikacji miejskiej. I tak na przykład „miotaczki” to te, które z daleka rzucają torbą na dostrzeżone miejsce, „siatkarki” to kobiety, które kładą swoje zakupy na kolanach siedzących pasażerów. Są jeszcze „lekkoatletki” – starsze panie, które biegną do autobusu, a potem udają, że są umierające. To straszne, żeby starsze kobiety musiały uciekać się do takich sztuczek, żeby ktoś się zlitował i wstał. Wstyd!

Wiele osób uważa, że nie można twierdzić, że nieustępowanie miejsc osobom uprzywilejowanym to brak kultury. Przecież bywają też poważne problemy zdrowotne u młodych, które nie pozwalają im stać w czasie jazdy. Skąd więc wiadomo, czy chłopiec z metra mimo wszystko nie był dżentelmenem?

Niestety można bez wahania stwierdzić, że nie był dobrze wychowany. Jeśli nawet miał problemy ze zdrowiem, powinien był się zwrócić do stojącej obok kobiety i powiedzieć: „Przepraszam panią najmocniej; wiem, że powinienem ustąpić, ale niestety jestem chory”. Dobrze wychowany człowiek wie, co zrobić czy powiedzieć w takiej sytuacji. Podkreślam dobrze wychowany…

I tu nasuwa się kolejne pytanie: kto wychował takie pokolenie, które nie wie, czym są przywileje, co to kurtuazja, szacunek, uprzejmość, wytrwałość, pracowitość, chęć niesienia pomocy. To jest jedna sprawa.

Ale pozostaje jeszcze kwestia sprawności fizycznej. Jak ma wytrzymać na stojąco młodzieniec, którego matka we wszystkim go wyręcza. Jak ma być sprawny chłopak, który godzinami siedzi ze smartfonem w ręku, oglądając filmiki. Jeśli nawet ktoś z rodziców spróbuje ukrócić to marnowanie czasu, często nie jest w stanie zaproponować dziecku innego zajęcia. A samo dziecko ogłupione przez papkę sączącą się z YouTube’a również nie ma pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Nie umówi się z kolegami na boisku, bo koledzy robią dokładnie to samo, czyli leżą ze smartfonami na kanapie. Jak więc mają utrzymać stojącą pozycję – i to jeszcze w jadącym pojeździe?

Dawniej nie było takich zabawek, więc dzieci całymi dniami goniły po podwórku, grały w piłkę nożną, w berka, w chowanego; dziewczynki skakały na skakance, chłopcy wchodzili na drzewa. Byli wysportowani.

W tamtych czasach nie do pomyślenia było, żeby kobieta – nawet młoda – stała, podczas gdy chłopak czy mężczyzna siedział. Nie tylko w autobusach czy tramwajach. Takie były zasady. Były i dalej są, z tą tylko różnicą, że teraz mało kto zaprząta sobie nimi głowę. A szkoda.

Teraz starsze pokolenie jeszcze wytrzyma na stojąco, bo jest zahartowane. Ale co zrobią dzisiejsi młodzi, których kiedyś dosięgnie starość?

dr Irena Kamińska-Radomska

stresmain

Savoir-vivre jako źródło stresu

Taką myślą podzielił się ze mną uczestnik studiów podyplomowych, który interesował się stresem i znajdował w savoir-vivrze jedną z jego przyczyn. Warto więc pochylić się nad zależnościami tych dwóch pojęć.

Wszyscy mają świadomość istnienia zasad savoir-vivre’u, nawet dzieci, choć i dorośli, i maluchy, niekoniecznie muszą wiedzieć, że grzeczność może się tak nazywać. Bo przecież odpowiednie, grzeczne zachowanie to właśnie savoir-vivre, czyli wiedza o tym, jak żyć.

Jak więc grzeczność, uprzejmość i kurtuazja mogą być stresogenne? Otóż – jak się okazuje – mogą. Wczoraj byłam na obiedzie z przemiłą nastolatką Emilką. Kiedy pochwaliła się przyjaciółce, że będzie jadła ze mną lunch w hotelowej restauracji (przypadkowo w tej samej, w której gościły panie z Projektu Lady), to przyjaciółka Emilki wyraziła współczucie, ponieważ wyobraziła sobie ten wielki stres, jaki może powodować moje towarzystwo i krytyczne uwagi przy jedzeniu.

Krytyczne uwagi z całą pewnością do miłych nie należą, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie ich wyrażał w stosunku do gościa. Zasady savoir-vivre’u mówią o tym jasno. Korygowanie zachowania gościa przy stole może się zdarzyć jedynie w niektórych wypadkach: kiedy ktoś o to prosi w celach edukacyjnych, w programach rozrywkowych oraz przy wychowywaniu dzieci. W innych wypadkach możemy się liczyć z tym, że nasz gość już nigdy nas nie odwiedzi. I również nie ma co liczyć na zaproszenie z jego strony.

Przy dobrej znajomości zasad grzeczności błędy popełniane przez innych oczywiście rzucają się w oczy, ale wtedy trzeba robić wrażenie, że wszystko jest w porządku. Przecież etykieta jest właśnie po to, żeby inni w naszym towarzystwie czuli się dobrze i swobodnie.

Stres może jednak pojawić się z powodu etykiety w sytuacji, kiedy ktoś zdaje sobie sprawę, że pozbawiony jest dobrych manier i może być narażony na ośmieszenie w kulturalnym towarzystwie. Nerwowe napięcie można przeżywać również wtedy, kiedy ma się pewną wiedzę z zakresu savoir-vivre’u, ale nie wypróbowaną, nie wcieloną w życie jeszcze ani razu. Sama teoria zwykle na niewiele się zda, ponieważ niemal każda sytuacja towarzyska wymagałaby wtedy niezwykłej koncentracji na konwenansach, co odbywałoby się kosztem swobody w kontaktach. Taka osoba odbierana byłaby jako spięta, niepewna i sztuczna. Sama teoria usztywnia zamiast przynosi korzyści.

Jeśli ktoś chciałby nabyć swobody przy jednoczesnym zachowaniu zasad, oczywiście może to osiągnąć. Jest to jednak możliwe tylko pod takim warunkiem, że zasady te staną się częścią jego tożsamości. Wtedy podświadomość i intuicja podpowiedzą właściwe zachowania. 

Trzeba sobie jeszcze odpowiedzieć na pytanie, jak osiągnąć taki stan, w którym nie trzeba będzie zastanawiać się nad odpowiednim zachowaniem w towarzystwie, ale to jest akurat bardzo proste. Wystarczy po prostu się tych zasad… nauczyć i zacząć je stosować:) Nie przejmować pierwszymi niepowodzeniami i cieszyć się, kiedy po kilkunastu latach będą już zauważalne efekty.

Żartowałam! Przy dobrych chęciach i zaangażowaniu już w krótkim czasie można stać się lepszą wersją siebie!:)

dr Irena Kamińska-Radomska

metoo

#metoo

Jest wolność. Możemy sami dokonywać wyborów. Jako osoby dorosłe mamy prawo podejmować samodzielne decyzje. Również te dotyczące udziału w proteście czy manifestacji. Jeśli aktorka decyduje się stanąć obok jakiegoś problemu, nie mieszajmy się do jej poglądów. Zresztą niepodjęcie protestu przeciwko molestowaniu seksualnemu nie musi wcale oznaczać jego akceptacji.

Jednak podejmowanie się polemiki przy braku zrozumienia pewnych pojęć, to już błąd. Argument „dekoltu do pępka” kobiet ubranych na czarno, czyli protestujących, niestety świadczy o pewnej ignorancji Polki, która pojawiła się na rozdaniu Złotych Globów. Autorka tych słów powinna wiedzieć, że nawet jeśli kobieta będzie stała obok mężczyzny naga, nie oznacza to pełnego przyzwolenia. Kobieta w każdym momencie może powiedzieć nie, a mężczyzna musi to uszanować. Mimo że może to być trudne, ale jednak musi. Zresztą dotyczy to wszystkich. Istnieją przecież akty molestowania wobec mężczyzn.

Nie chcę przez to powiedzieć, że kobiety mogą sobie prowokować strojem do woli. Jestem przeciwnikiem wszelkich nagości w miejscach publicznych, uważam, że to nieeleganckie i przynajmniej kobiecie z klasą to nie przystoi. Jednak strój sexy nie może być żadnym usprawiedliwieniem molestowania, które jest przestępstwem. Jest karalne i powinno być karalne.

Szokują mnie też wpisy internautów, podważających moralność wielu molestowanych kobiet, które dopiero po latach zgłaszają się jako poszkodowane. Sugerują, że oddawały się osobom wpływowym dla uzyskania korzyści. Takie rozumienie problemu to skandal.

Dzięki nagłośnieniu problemu #metoo wiele ofiar – co prawda dopiero po latach – może liczyć na jakąś sprawiedliwość. Wcześniej osoby mające nad mini władzę mogły się czuć bezkarne, a ofiary wstydziły się o tym mówić. A wstyd oczywiście powinien być po innej stronie.

Te dyskusje pokazują, jak niska jest świadomość społeczna problemu. Poruszałam te kwestie również na zajęciach ze studentami, robiliśmy ćwiczenia mające na celu pokazanie granic, poza które nie można się posunąć. Co ciekawe, moje doświadczenia dydaktyczne pokazują, że świadomość kobiet jest jeszcze mniejsza niż mężczyzn. Należy więc o tym rozmawiać. Odwagi!

O nas

Nasz portal to miejsce, w którym klasa jest tym, co łączy kobiety z różnych pokoleń, o różnych przekonaniach i stylach. To miejsce z duszą i klasą stworzone właśnie dla Ciebie.

Ambasadorka Portalu

irena-kaminska-radomska

 

Ambasadorką portalu
jest Pani
Dr Irena Kamińska-Radomska

Kontakt

Redaktor naczelna:
Joanna Wenecka-Golik
naczelna@kobietazklasa.pl
+48 600 326 398

Zastępca redaktor naczelnej:
Aleksandra Kałafut
akalafut@kobietazklasa.pl
+48 539 176 512

Biuro:
kontakt@kobietazklasa.pl

Copyright 2019 WebSystems ©  All Rights Reserved