Aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. Ikona kobiety z klasą. Pełna wdzięku, gracji i elegancji. Nazywana polską Sophią Loren. Grała w wielkich produkcjach zagranicznych: niemieckich, rosyjskich, francuskich, węgierskich, a nawet w hollywoodzkim filmie „Aleksander i Chanakaya”.

Do jej najsłynniejszych kreacji należą rola Izabeli Łęckiej w „Lalce”, Marii Walewskiej w „Marysi i Napoleonie” Leonarda Buczkowskiego oraz Donny Rebeki Uzedy w „Rękopisie znalezionym w Saragossie”. Pracowała z Wajdą, Machulskim, Konwickim, Hasem, Meszaros, Gavrasem. Na deskach teatralnych pojawiła się tylko w dwóch sztukach: „Karierze Artura Ui” w reż. Erwina Axera na deskach Teatru Współczesnego w Warszawie  oraz w „Za rzekę, w cień drzew” w reż. Jacka Woszczerowicza w warszawskim Teatrze Ateneum.

Z każdą rolą zyskiwała coraz większą sympatię publiczności i krytyków filmowych oraz kolejne zaszczytne tytuły: „Catherine Deneuve Wschodu”, „Gwiazda stylowego kostiumu”, „Caryca kina słowiańskiego” czy „Anioł PRL-u”. Z pewnością jest pierwszą damą polskiego kina, ale również niekwestionowaną kobietą z klasą.

Redakcja: Pani Beato, jeśli miałaby Pani opisać „Kobietę z klasą”, to co pierwsze przychodzi Pani na myśl? Jaki portret damy rysuje się przed Panią?

Beata Tyszkiewicz: Dzisiejsza kobieta z klasą jest niezależna mimo związku z mężczyzną. Kobieta z klasą nie demonstruje klasy… dobre wychowanie to jest to, czego pozornie nie widać. Tak jak nie widać zmytych naczyń lub pościelonego łóżka. To widać tylko kiedy nie jest zrobione. Kobieta z klasą nie zachowuje się wyzywająco w zachowaniu i ubiorze. Jest stonowana.

Redakcja: Kobieta zmienną jest. Ale czy opis „kobiety z klasą” zmienił się na przestrzeni lat? Jeśli tak, to w jaki sposób? Zauważyła Pani brak pewnych cech, które kiedyś były „marką” damy? Może pojawiły się nowe, które bardziej Pani ceni?

Beata Tyszkiewicz: Nowe cechy to niezależność finansowa. Sama może decydować o sobie. Nie popada w konfliktowe sytuacje. Jest panią sama dla siebie.

Redakcja: Co kobieta z klasą zawsze nosi w torebce? Jakie atrybuty posiada dama?

Beata Tyszkiewicz: Kobieta z klasa ma zawsze w torebce pieniądze na taksówkę, by nie być zależna od kogoś, kto ma ja odwieźć. Poza tym ma potrzebne według niej kosmetyki.

Redakcja: Jak stać się damą? Co doradziłaby Pani jako matka dwóch córek, w jaki sposób od najmłodszych lat wychować córkę, by w przyszłości stała się prawdziwą damą i wyróżniała się z tłumu? Jakie rady dawała Pani babcia i mama, by być kobietą wyjątkowa?

Beata Tyszkiewicz: Nawet nie przyszło mi to do głowy. Sama też nie uważam się za damę. Przylgnęło do mnie to określenie, chyba sprawiły to role kostiumowe w filmach. W takich filmach wszyscy starają się być dobrze wychowani. Smoking i długa suknia wymaga innego zachowania. Wychowanie przez moją Matkę mnie i mojego młodszego brata wypadło w najtrudniejszych latach powojennych. Żyliśmy bardzo skromnie, ale Matka uczyła nas manier przy stole i w zachowaniu. Była bardzo wymagająca. Moja babka została po wojnie zakonnicą, więc dbała o nasze wychowanie pod kątem religijnym.

Redakcja: Jakie ma Pani zdanie na temat kobiet coraz bardziej wyemancypowanych, o feministkach? Zwłaszcza w relacjach damsko-męskich. Czy Pani zdaniem kobieta z klasą „nosi spodnie” w związku?

Beata Tyszkiewicz: Cóż kobiety się usamodzielniły i nie przestają walczyć o swoje prawa i to jest wspaniałe, a czy noszą spodnie czy spódnicę to już nie ma żadnego znaczenia według mnie.

Redakcja: Dama może pozwolić sobie na wykazanie inicjatywy?

Beata Tyszkiewicz: To kobiety przejmują inicjatywę i to one wybierają sobie mężczyzn. Znam przypadki kiedy na przyjęciu kobieta sama dawała kontakt do siebie mężczyźnie. Nie ma w tym nic złego. Jedynie to jest ryzykowne. Ważne, żeby nasza inicjatywa była zgodna z instynktem.

Redakcja: Kobieta z klasą daje mężczyźnie drugą szansę? Jak powinna zachować się dama, która nakryła męża na zdradzie? Gdyby to mało miejsce z Pani przyjaciółką? Jakie słowa padłby z Pani ust w stosunku do męża, a jakie do przyjaciółki? Może milczenie i zachowanie zimne krwi to domena kobiety z klasą?

Beata Tyszkiewicz: Cóż ze zdradą zawsze trzeba się liczyć, ale uważam, że wszystkie rozmowy z mężem w takiej sprawie są zbędne, bo on wie co zrobił. Jeśli chodzi o przyjaciółkę powiedziałabym: „Droga moja przedłożyłaś miłość ponad przyjaźń. Twoja decyzja i życzę powodzenia”.

Redakcja: Dama przeklina? Pije mocny alkohol? Wychodzi przed szereg?

Beata Tyszkiewicz: Zdarzyło mi się w filmie ” Zakochani ” powiedzieć takie właśnie zdanie, że dama pije… pali… i przeklina. To miało w filmie swoje wewnętrzne uzasadnienie. Wydawało mi się to zabawne. A od swojego wuja usłyszałam kiedyś, że dama nigdy się nie spieszy… Też zabawne.

Redakcja: Czy przeżyła Pani jakaś sytuację, w której nie zachowała się jak dama? I w jaki sposób udało się Pani wybrnąć?

Beata Tyszkiewicz: Z gafy trudno dobrze wybrnąć. Kiedyś zagadnęłam o planowany poród pewną tłuściutką panią; wiedziałam, że jest w ciąży. Okazało się, że jej synek ma już dwa miesiące… Jak z tego wybrnąć?… Trudno, uśmiechnęłam się, ucieszyłam się bardzo i pogratulowałam.